5 kwi 2015

Rozdział 41 - "Dług"

2 listopada. Piątek.

 - Wstawaj, Robert.
 Tono niepewnie otworzył oczy, lecz prędko zmrużył powieki od nadmiaru rażącego słońca. Dopiero po chwili zorientował się, że jest w zupełnie obcym miejscu. Zlękniony usiadł pospiesznie na polowym łóżku, które zaskrzypiało pod jego ciężarem. Przejechał wzorkiem po hangarze - brudnym, zaniedbanym, zupełnie nieznanym.
 Przypominając sobie ostatnie zapamiętane zdarzenia, dostrzegł blondynkę zasiadającą nieco zdewastowane biurko. Przyglądała mu się uważnie, z niezadowoloną miną i niebieskim kotem na kolanach. Między dwoma palcami, w nieco uniesionej dłoni, trzymała zielonkawą książeczkę. Jego dowód tożsamości.
 - To ciebie widziałem... Ty jesteś Lucy Heartfilia, córka Judego!
 Na wzmiankę o ojcu, blondynka opuściła rękę i zacisnęła wargi.
 - N-nie chciałem cię rozzłościć - wypaplał Tono widząc jej reakcję, gdy rozsuwane metalowe drzwi otworzyły się głośno.
 - I ty! Ty też tam byłeś! - wrzasnął zaraz starszy jegomość, dostrzegając w przejściu niewzruszonego Fullbustera. Palec, który wystawił w kierunku Francuza, aż cały drżał.
 Lucy, prócz odwrócenia głowy w kierunku Graya, nie okazywała mu specjalnego zainteresowania, natomiast Happy momentalnie zeskoczył z ciepłych kolan dziewczyny i potruchtał do młodzieńca. Przez chwilę, ciszę przerywał wyłącznie stukot pazurów kocura na lepkim od Bóg wie czego linoleum, a następnie zadowolone mruczenie.
 - Łap. - Fullbuster, z łaszącym się między nogami zwierzakiem, podał Heartfilii papierową teczkę. Otworzyła ją niespiesznie, nie spuszczając z oczu zaskoczonego Tonego Rabbitsa. Dokładnie obserwowała każdą kroplę potu na jego czole i najmniejszy ruch grdyki, gdy nerwowo przełykał ślinę.
 - Więc twierdzisz, że nazywasz się Tono Rabbits? - Lucy spytała oschle, a Gray w międzyczasie oparł plecy o pobliską ścianę. Happy raczej nie miał zamiaru dać mu spokoju.
 - Tak, to ja - przyznał Tono, zerkając to na dziewczynę, to na młodego mężczyznę. - Dlaczego mnie porwaliście?
 - A dlaczego by nie? - Fullbuster odpyskował kpiąco, ale karcący wzrok przyjaciółki skutecznie go uciszył.
 - Jesteście z mafii, tak? - Tono zaczął panikować. Jego cichy chichot był przesiąknięty strachem. - Zabijecie mnie, prawda? Ja wiem, miałem tu nigdy nie wracać! Nawaliłem, ale dajcie mi jeszcze jedną szansę! Tym razem naprawdę przenigdy tu nie wrócę!
 Nagle Rabbits zaczął krzyczeć i płakać. Z jego nosa wyleciała stróżka bezbarwnej wydzieliny, którą wciągnął głośno, a Lucy i Gray spojrzeli po sobie nieco zniesmaczeni.
 - I że niby ta żałosna pokraka ma coś wspólnego z całą sprawą? - zadrwił Francuz, krzyżując ręce na piersi. - Jakoś ciężko w to uwierzyć.
 Blondynka zeskoczyła z biurka i podeszła do zasmarkanego starca.
 - Myślałem, że bronisz Makarova Dreyara, jak niegdyś Jude - wychlipał szeptem Tono, gdy usiadła tuż obok. - Popełniłem błąd. Naprawdę żałuję...
 - Tono Rabbits został zamordowany przez niego dziewiętnaście lat temu, podczas strzelaniny na moście Oak - przerwała mu Lucy, rzucając pod nos akta z dawnej sprawy. - Jakim cudem mam ci uwierzyć, że jesteś tym, za kogo się podajesz?
 Mężczyzna ujął teczkę drżącą ręką, po czym spojrzał pospiesznie na poważną twarz dziewczyny. Gdyby porywacze byli gangsterami, za których ich uznał, nie pytaliby o tak oczywiste rzeczy.
 - Wyjaśnisz mi to? - poprosiła dziewczyna z nutą goryczy, a uspokojony pan Rabbits otarł łzy. Na jego nieco pomarszczonej już twarzy zawitał niewielki uśmiech.
 - Po to tu jestem.

- - - - - - - - - -

 "Gorzej niż na komisariacie" - pomyślał Totomaru, gdy tylko wkroczył na oddział pourazowy. Pielęgniarki biegały po salach jak z pieprzem w tyłku, sprawdzając co u ich drogich pacjentów. A byli to ludzie nierzadko w tragicznym stanie. Bez rąk lub nóg, okryci bandażami i gipsem, przeważnie nieprzytomni.
 - Z drogi! - zawołał nagle lekarz, który wraz z personelem medycznym prowadził rannego na noszach. Biegnąc na salę operacyjną, omal nie stratowali zbłąkanego policjanta z kwiatami w dłoni.
 Zasmucony tym widokiem Yagiri przepuścił lekarzy, a gdy ci zniknęli za salą zabiegową, ruszył dalej. Minął wiele pokoi, zanim dotarł do ostatniej sali na oddziale. Było to miejsce dalekie od wszechobecnego tu zgiełku.
 Dość niepewnie, z grobową miną zapukał dwukrotnie do drzwi, po czym nieznacznie je uchylił.
 Sala z bijącą po oczach bielą wyglądała jak sterylna umieralnia. Choć kaloryfer działał bez zarzutów, w pomieszczeniu wiało chłodem. Po prostu brakowało w nim życia.
 Totomaru aż mocniej ścisnął kwiaty, gdy ujrzał śpiącego mężczyznę na metalowym, szpitalnym łóżku - pozbawionego włosów i pokrytego krwistoczerwonymi strupami oraz poparzeniami na całym ciele.
 -Wygląda jakby spał. Prawda?
 Siedząca tyłem do drzwi Juvia trzymała Lilyego za zabandażowaną rękę. W pewnym momencie chyba chciała pogłaskać Tsubakiego po głowie, lecz widząc jego rany, powstrzymała się. Wyraźnie odczuwała lęk by choćby na niego dmuchnąć; by nie sprawić mu bólu.
 Yagiri nie potrafił wykrztusić z siebie choćby słowa. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, kim agent FBI był dla Juvii. Choć o jej wczesnej młodości wiedział niewiele, samemu dociekł do niektórych faktów.
 Po pewnym incydencie, osierocona panna Loxar została przygarnięta przez przyjaciela jej ojca w wieku siedemnastu lat, tymsamym nie skazując się na ostatni rok w domu dziecka. Pan Lily dał jej normalny dach nad głową, sposobność do ukończenia szkoły i prowadzenia normalnego życia. Ofiarował dziewczynie możliwość zdobycia na nowo rodziny. Dlatego też Totiego nie zadziwiał fakt, że Juvia za każdym razem wspominała o Tsubakim z szacunkiem, oddaniem i miłością. Był dla niej niczym starszy brat, za którym wskoczyłaby w ogień.
 - Rozmawiałaś dziś z lekarzami? - spytał funkcjonariusz, zachodząc z drugiej strony łóżka po wazon. Nie spoglądając na przyjaciółkę, podszedł do niewielkiego zlewu w rogu sali i nalał do pojemnika nieco wody.
 - Piękne kwiaty - odrzekła Loxar lekko łamiącym głosem, ignorując wcześniejsze pytanie Yagiriego.
 - Jeszcze Lily zdąży je zobaczyć. Nim się zorientujesz, z powrotem będzie z nami - pocieszył niebieskowłosą, i z dodającym otuchy uśmiechem odwrócił się do niej. Niestety, gdy zobaczył bladą, zapłakaną twarz dziewczyny, oniemiał. Jej zrozpaczona mina sprawiała mu niewyobrażalny ból, który cholernie pragnął załagodzić.
 - Czy mogę coś dla ciebie zrobić? Jakoś pomóc? - spytał cicho Totomaru, przybierając wyraz zatroskanego przyjaciela.
 - A co ty możesz zrobić? - warknęła niespodziewanie Juvia. Jej zaszklone oczy kompletnie nie pasowały do wrogiego nastawienia. - Sprawisz, że Lily od tak się obudzi?!
 - Ja... - Yagiriemu odjęło mowę.
 - Nie potrafisz? Więc zrób coś dla mnie; idź stąd.

- - - - - - - - - -
Rok 1935.
 Tono zawsze uważał się za dobrego człowieka. Nikomu nie przeszkadzał, nikomu nie wyrządził krzywdy. Był samotny, ale zadowolony z życia. Miał swoje książki i wyścigi konne - może daleko temu do pięknej żony i nadchodzącego ojcostwa, co spotkało jego brata bliźniaka, lecz więcej nie potrzebował. Tak było dobrze. Wystarczająco.
 Niestety po pewnym czasie jedno z jego hobby zawadzało drugiemu. Przegrywając na zakładach bukmacherskich, gdyż nigdy nie obstawiał właściwego konia, zaczął sprzedawać swoje bezcenne lektury. Ale i one nie wystarczyły na długo.
 Tono szybko popadł w długi, a pusty portfel przyprawiał go o coraz głębszą depresję.
 W tych trudnych chwilach pożyczka od, wydawało się, nie tak strasznych gangsterów była niczym pomoc z nieba. Szybko jednak pojął, że jego decyzja była jak podpisanie paktu z samym diabłem.
 Drastyczne odsetki, zastraszanie oraz przemoc stały się nieodłączną częścią życia Tonego Rabbitsa - człowieka kruchego, słabego psychicznie, niezdarnego patałacha.
 Widząc w tym jedyne wyjście, pewnego bezchmurnego poranka stanął na taborecie i przywieszał gruby sznur na kuchennej lampie. Pod krzesłem leżały rozłożone egzemplarze "Dziennika Magnolskiego" - ich nagłówki opisywały wczorajsze zdarzenie, które wstrząsnęło całym miastem. "Masakra na moście Oak" była na językach każdego mieszkańca Magnolia City. Po tym co się wydarzyło, samobójstwo jakiegoś zadłużonego księgowego nie zrobi na nikim wrażenia.
 Niebieskowłosy mężczyzna spojrzał beznamiętnie na zamknięte okno, które ukazywało przepiękny widok na pobliską stocznie i ocean upstrzony tankowcami. Pomyślał właśnie, że miło umrzeć w tak spokojnej atmosferze, gdy wtem drzwi od jego mieszkania otworzyły się z donośnym hukiem.
 Zaskoczony Tono zszedł z krzesła i spojrzał w kierunku przedpokoju. Gdy dostrzegł w nim policjanta i kilkoro ludzi popychających do środka jego brata bliźniaka, Roberta McGarden, poczuł, że grunt osuwa mu się spod nóg.
 - Jak dwie krople wody! - zawołał jeden z gangsterów; bardzo młody, o czarnych włosach i przenikliwych oczach. To właśnie on mierzył do McGardena bronią.
 - Robert? A co ty tu robisz? - spytał totalnie zdezorientowany Rabbits. Widząc, jak jego brat zostaje brutalnie zmuszony do uklęknięcia, serce załomotało w jego piersi. Cały drżał ze strachu, zastraszony mógł jedynie patrzeć w tak samo przerażone oczy bliźniaka - słowa nie potrafiły przejść przez ich usta.
 - Czas spłacić dług, Tono - oznajmił mafioza, wręcz nastolatek, trzymający Roberta na muszce, a Rabbits poczuł nadchodzące mdłości. Omal nie zasłabł ze strachu. Pomyśleć, że przed chwilą pragnął zawisnąć na sznurze jako kuchenna ozdoba, a teraz, kiedy stanął w obliczu prawdziwego zagrożenia, gdy śmierć zerkała wprost w jego źrenice, poczuł niewyobrażalną wolę życia. Nie chciał umierać tak młodo!
 - J-ja... Ja wszystko spłacę! Obiecuję! - wydusił z siebie dłużnik roztrzęsionym głosem i samemu klęknął obok zaskoczonego brata. - Tylko nas nie zabijajcie! Błagam! Zrobię wszystko o co poprosicie!
 To jego wina. To on jest odpowiedzialny za całą sytuację. Gdyby nie wziął od mafii pożyczki, Robert nie klęczałby teraz z nim przed tymi łotrami. Co on najlepszego uczynił!
 - Wszystko spłacę!
 Gdy grupa mężczyzn w płaszczach przeszukiwała jego skromne mieszkanie, robiąc przy tym niezły bałagan, czarnowłosy młodzieniec prychnął z rozbawienia; podszedł do Tonego i poklepał go po policzku. Panicznie przerażony Rabbits skrzywił się przez to z niechęcią.
 - Teraz srasz po kostki w obawie przed zarobieniem kulki w łeb... A co my tu mamy?! - Gangster zerknął przelotem na zwisającą ze ściany linę, po czym z politowaniem spojrzał na niedoszłego, zawstydzonego samobójcę. - Niegrzeczny z ciebie chłopiec, Rabbits. Myślałeś, że takim sposobem coś wskórasz?
 Tono wlepił wzrok w pokryte gazetami linoleum. Zabrakło mu odwagi, by spojrzeć na mafiozów czy choćby na swojego brata. Taki wstyd...
 - Ty tchórzu – wypowiedział głośno czarnowłosy to, co cały czas kłębiło się w myślach dłużnika. Doprowadził tym Tonego do cichego płaczu.
 - Ty żałosny tchórzu - powtórzył gangster i zaczął przechadzać się po kuchni. - Myślałeś, że dług zniknie w raz z tobą? Litości, w końcu od czego są rodziny!
 Ręka młodzieńca wylądowała na głowie nieugiętego Roberta, a jego śmiech wypełnił całe mieszkanie. Był jak potwór, łaknący strachu niewinnych. Diabeł wcielony.
 Niespodziewanie czarnowłosy schylił się do drugiego brata.
 - Przed chwilą szykowałeś sobie szubienicę, a teraz drżysz przed śmiercią. Czyżbyś zmienił zdanie, Tono Rabbitsie? - szepnął mu tuż przy twarzy gangster, lecz milczenie znękanego mężczyzny wlekło się w nieskończoność. Szyderczy grymas zniknął z ust mafiozy.
 - CHCESZ ZGINĄĆ?! - wydarł się Tonemu do ucha, tymsamym zagłuszając panujący w okół harmider. - MAM CIĘ TU ZABIĆ?!
 - NIE! - Rabbits przemógł się wreszcie. - Nie chcę umierać!
 - TO BŁAGAJ O ŻYCIE!
 Tono załkał głośno i spojrzał na rozczarowanego McGardena.
 Choć wyglądali identycznie, ich charaktery od zawsze były różne. On - ten nieporadny, tchórzliwy i młodszy o pięć minut gówniarz. Robert zaś odważny, szczery starszy bliźniak, który odwiecznie ratował swojego brata z tarapatów.
 - Błagam! Błagam oszczędź mnie!
 - A co z długiem? - dociekał mafioza.
 - SPŁACĘ! Tylko daj mi trochę więcej czasu!
 - Dość już czekałem... - Głos gangstera poprzedził odgłos strzałów i szelest gazet, na które upadło martwe ciało Roberta. - Oto twoja spłata.
 Tono jak zaczarowany obserwował krew wsiąkającą w rozłożone wszędzie kartki papieru. Zatrwożony, zwrócił na podłogę dzisiejsze śniadanie.
 Choć to nie on pociągnął za spust, właśnie zabił swojego brata - świeżo upieczonego męża, przyszłego ojca. Żałosnym błaganiem o życie wydał na niewinnego człowieka wyrok śmierci; pozwolił, by to on spłacił jego dług.
 - Od teraz jesteś Robertem McGarden - wyjaśnił czarnowłosy gangster, wyciągając portfel z kurtki Roberta i podmieniając dowody osobiste. - Wyjedź z miasta i nigdy nie wracaj, rozumiesz?
...
 - Lucy, ty kupujesz tą bajkę o bracie bliźniaku? - Gray przerwał całą opowieść pogardliwym warknięciem. Zniesmaczony obserwował zapłakanego porywacza. - Przecież nawet nazwiska mieli różne!
 - On nie kłamie. - Zszokowana tym wszystkim Heartfilia dokładnie przyglądała się mężczyźnie w podeszłym wieku. Jej szerzej otwarte oczy ukazywały odrazę i niechęć. W przeciwieństwie do Fullbustera, który nie znał lub po prostu nie skojarzył nazwiska, i nie wiedział o historii zamordowanego wujka Levy, dziewczyna omal nie wybuchła z wściekłości.
 - Po co wróciłeś do miasta?! - warknęła z taką odrazą, że nawet Francuz uniósł brew w zaskoczeniu.
 - Lucy? - Przyjaciel spojrzał na nią niepewnie.
 - PO CO WRÓCIŁEŚ?!
 Tono drygnął spłoszony i wlepił wzrok w polowe łóżko.
 - Widziałem gazety, w których opisywali sprawę Makarova Dreyara. Człowieka, który został skazany za zamordowanie... mnie samego.
 Heartfilia czuła narastające pragnienie, by przywalić temu staremu przygłupowi.
 - Wyrzuty sumienia zżerają mnie do dzisiaj. Nigdy sobie tego nie wybaczyłem. To wszystko moja wina. - Rabbits zapłakał znowu.
 - Oczywiście, że twoja - wygarnęła blondynka bez krzty współczucia, na którą mężczyzna chyba liczył - ale teraz pomożesz to wszystko odkręcić. I to nie prośba. Nie masz wyboru - dodała oschle, po czym wstała i z jękiem otarła twarz dłońmi. - Masz okazję spłacić prawdziwy dług; ten wobec swojego brata, jego żony i swojej siostrzenicy, Levy.
 Zarówno Fullbuster, jak i Rabbits, momentalnie skierowali swe spojrzenia na zbulwersowaną blondynkę, która tylko burknęła do przyjaciela, iż niebawem wszystko mu wyjaśni.
 - Jednego nie rozumiem - zaczęła po chwili, kierując swoje myśli raczej do Graya. - Jeżeli to wszystko prawda, to jakim cudem Tono, znaczy się, Robert McGarden został postrzelony z broni Makarova? Co prawda, ciało denata znaleźli w rzece dobry tydzień po "Masakrze na moście Oak", i faktycznie rozpoznali go dzięki dowodowi osobistemu, jednak w aktach pisze, że pistolet został zabezpieczony przez policję zaraz po strzelaninie. A według tej historii, pan McGarden zginął dzień po tym wydarzeniu.
 Fullbuster zmarszczył brwi.
 - Może policja maczała w tym palce? - kombinował Francuz, gdy nagle Tono chrząknął niemrawo.
 - Był tam jeden policjant - wyjawił. - Słyszałem jego imię; zabójca zawołał go, by oddał mi bilet do Crocus, a potem do...
 - Streszczaj się koleś! - nawrzeszczał wzburzony jego zachowaniem Gray. - Mów wreszcie kto to był!
 - Porla. Jose Porla - wymamrotał Tono, a Lucy i Francuz spojrzeli na siebie zaskoczeni.
 - Komendant... - szepnęła Heartfilia, nie dowierzając.
 - Jedziemy na komisariat - nakazał Fullbuster i zaraz sięgnął po swoją kurtkę, lecz kiedy był z blondynką przy wyjściu z magazynu, zatrzymał się raptownie.
 - Gray? - spytała, gdy młodzieniec ruszył w stronę chlipiącego pod nosem Rabbitsa.
 Nim się spostrzegła, staruszek oberwał prawym sierpowym prosto w twarz i padł jak kłoda na łóżko polowe, które zaskrzypiało głośno pod jego ciężarem.
 - Gray!
 - Musiałem, korciło mnie od dawna... - Fullbuster wyminął ją gniewnym krokiem.
 Dziewczyna natomiast zerknęła ostatni raz na nieprzytomnego wujka Levy, potem na kaloryfer, do którego nie tak dawno przywiązał ją Natsu, i z ciężkim westchnieniem opuściła to paskudne we wspomnieniach pomieszczenie.

- - - - - - - - - - 

 Jak to w piątkowe wieczory, śródmieście Magnolia City aż trzęsło się od natłoku ruchu. Tłum wystrojonych jak choinki cizi, w towarzystwie bogatych jegomości oraz gwar ich rozmów, ulice zatłoczone przez wypolerowane auta, smug spalin i wszechobecne opary z kanalizacji, oświetlone bary, kina, a także restauracje - wszystko to było idealną przykrywką dla kogoś potrzebującego kamuflażu, chwili wytchnienia.
 Siergain musiał mocniej przycisnąć słuchawkę do ucha, bo choć był zamknięty w budce telefonicznej, ledwo słyszał własne myśli.
 - Czego! - Po chwili usłyszał znajomy, niezadowolony głos oraz roześmiane damy w tle.
 - Dobra robota, Zancrow. Właśnie takiej infiltracji w siedzibie FBI po tobie oczekiwaliśmy.
 - Siergain?! - Ton alfonsa natychmiast uległ zmianie. Stał się subtelniejszy, niemal grzeczniejszy. - Miło, że dzwonisz.
 Jikurein aż zachichotał pod nosem.
 - Skończ z tą wazeliną. Wiesz, że tego nie znoszę.
 Swoją bezpośredniością nieco zaskoczył Zancrowa.
 - Bądź pod telefonem, Don Zeref może cię wezwać w każdej chwili - dodał Siergain i przerwał połączenie, nie czekając na odpowiedź soldata z Grimoire Heart.
 Nie puszczając słuchawki z aparatu, spojrzał przed siebie.
 Pomimo iż nie dał tego po sobie poznać, był rozdarty. Emocje szargały nim we wszystkie strony. Bał się, po raz pierwszy od wielu lat.
 Nagle wziął głęboki wdech i z powrotem chwycił za słuchawkę, wrzucając kilka drobniaków do automatu. W pośpiechu wykręcił numer, który znał niemal od zawsze - co z tego, że nigdy z niego nie skorzystał. Równomierny sygnał połączenia był nie do zniesienia, a trwał wręcz w nieskończoność. I kiedy już, nieco poirytowany, miał trzasnąć słuchawką, ktoś niespodziewanie odebrał połączenie.
 - Słucham?
 Nie mógł w to uwierzyć. Jej głos, choć bardziej kobiecy i dojrzały, ani trochę nie uległ zmianie.
 - Hallo?!
 Siergain z bólem zamknął oczy, rozkoszując się chwilą, w której mógł ją wreszcie usłyszeć. Miał wrażenie, że z ust kobiety wydobywa się chłodny aksamit. Nie widział jej tyle lat, a teraz... Pragnął zostawić wszystko w cholerę i do niej pobiec. Zobaczyć ją na własne oczy, usłyszeć po raz kolejny, objąć mocno w ramionach. Chciał po prostu wrócić.
 - Do cholery jasnej, zasrane gówniarze! Kościół to nie miejsce na telefoniczne żarty!
 Otworzył oczy i rozczulony cicho prychnął pod nosem.
 "Jak zawsze nerwowa" - pomyślał. "Ty nigdy się nie zmienisz, Erzo".
 - Kiedyś was dorwę, hultaje, a wtedy nogi z dupy powyrywam!
 Uśmiech z ust Siergaina zniknął w mgnieniu oka. Nie było to spowodowane wrzaskami zakonnicy z drugiej strony słuchawki; ckliwe ukłucie w sercu powróciło, gdy zobaczył średniego wzrostu, młodą brunetkę, wchodzącą do pobliskiego lokalu.
 - Mam nadzieję, że kiedyś mi to wybaczysz, panno Scarlet - odezwał się wreszcie, choć słowa ledwo przeszły mu przez gardło, i ponownie odłożył słuchawkę.
 Szybko wybiegł z budki telefonicznej, a lekki przymrozek uszczypnął go w policzki. Mimo to miał wrażenie, że jego wnętrze płonie z poczucia winy. Bo doskonale wiedział, że Erza nigdy mu tego nie wybaczy.
...
 Gdy wszedł do baru, w szafie grającej rozbrzmiał dobrze mu znany utwór "Hound Dog".
 Lokal nie należał do ekskluzywnych jak na te okolice, lecz do speluny było mu daleko. Dziw jednak, że tak prestiżowa osoba, jak świeżo upieczona psycholog sądowa, popijała w takim miejscu. Prędzej widziałby ją w apartamencie z dobrym szampanem w dłoni.
 Brunetka o kocich, zielonych oczach zdjęła ciężkie futro z ramion i odłożyła obok siebie, na barowym krześle. Pod norkami kryła żółtą, rozkloszowaną sukienkę pin up, z dekoltem w kształcie serca. Kiedy Siergain widział ją poraz ostatni, nosiła szelki i była płaska jak deska. Kto by pomyślał, że ta chłopczyca, która latała po drzewach z bezustannie posiniaczonymi kolanami, wyrośnie na tak nietuzinkową piękność.
 - Dwa razy Manhattan*1), proszę - zagadał do wychudzonej barmanki, kiedy tylko usiadł obok zaskoczonej brunetki. Dotąd siedziała zapatrzona w wystawiony za ladą alkohol, jakby dumała czym tu się dziś upić, i palcami wystukiwała o dębowy blat rytm piosenki Big Mamy. Teraz jednak tępo wlepiała swe kuszące ślepia w przystojnego przybysza.
 - O. Mój. Boże! - wydarła gardło z niedowierzania.
 - Żaden ze mnie Bóg, chciałem tylko postawić pani drinka - zażartował Jikurein, lecz dziewczyna chwyciła mężczyznę za policzki i zmusiła go, by spojrzał jej prosto w oczy.
 - To naprawdę ty! - zawołała zalana łzami szczęścia, zasłaniając dłonią tatuaż na twarzy Siergaina. - Jellal, to naprawdę ty!
 Mężczyzna uniósł nieznacznie brwi.
 - Co ty tu robisz?! Ty... Ty żyjesz! Boże, co za szczęście! Kiedy Simon się dowie... A Erza! Tyle lat płakała za tobą!
 Choć serce Jukireina drgnęło boleśnie, wciąż utrzymywał dobrą minę do złej gry.
 - „Jellal”? Muszę panią rozczarować, lecz nazywam się Siergain - oznajmił lekko rozbawiony.
 - Nie... To niemożliwe! - Brunetka aż zatrzęsła głową. - Zniknąłeś! Tyle lat temu! Ale... Ale teraz jesteś! Jellal... - Z zielonych oczu wypłynął potok łez. - Kurwa, jesteś Jellal Fernandes i koniec! Wiem to!
 - Nie, nie jestem nim. - Mężczyzna odpowiedział nadzwyczaj spokojnie.
 - Nie?! To spójrz na mnie i powiedz, że mnie nie pamiętasz! Może wtedy uwierzę!
 Barmanka, która z bezczelnie znudzą miną obserwowała rozgrywający się tuż przed jej nosem melodramat, podała dwa czerwone drinki z pływającą wisienką koktajlową.
 Siergain zapłacił jej za alkohol, wziął porządnego łyka, po czym westchnął ciężko i spojrzał na towarzyszkę ze zgryźliwym uśmieszkiem.
 - Dobra, wygrałaś.
 - To znaczy, że...
 - Jak mógłbym o tobie zapomnieć, Millianno.
 Brunetka szeroko otworzyła usta, ale szybko rozciągnęła je od ucha do ucha.
 - JELLAL! - wrzasnęła wzruszona i rzuciła się przyjacielowi z dzieciństwa na szyję. - Wróciłeś!
 -Tak... Wróciłem... - Siergain odwzajemnił uścisk panny Tube, na rozżalonej twarzy ukrywając za jej plecami ogromne cierpienie.
...
 Godzinę, sześć drinków i dwanaście utworów z szafy grającej później, Millianna była, można by rzec, zalana w trupa. Cały ten czas Siergain spędził z nią na wspominaniu dawnych, dobrych czasów. Dobrych, bo choć było im wtedy ciężko, zawsze mieli przy sobie swoją nową rodzinę - siebie nawzajem.
 - A wiesz może co u Erzy? - spytał nagle Jikurein. - Mówiłaś jej, że jesteś już w mieście?
 - Nie ma bladego pojęcia o naszym przyjeździe - wyjawiła Tube. - Z Simonem mieliśmy zrobić jej niespodziankę i wpaść z niezapowiedzianą wizytą. Swoją drogą, Simon powinien już być tu dawno temu. - Nieco zmartwiona zerknęła na naręczny zegarek.
 - Słyszałem, że jesteś teraz psychologiem sądowym, a Simon sędzią - dociekał Siergain, a dziewczyna spojrzała na niego podstępnie.
 - Jesteś nieźle poinformowany jak na kogoś, kto uciekł z miasta na piętnaście lat.
 - Nie uciekłem, ale to dłuższa historia.
 - Mamy dużo czasu. - Millianna położyła miękką rękę na ramieniu przyjaciela. - Poza tym, po tym wszystkim chyba należą nam się jakieś wytłumaczenia. Nawet nie wiesz, jak Erza rozpaczała po twoim odejściu. Wszyscy myśleliśmy, że nie żyjesz. Tak jak dziadek Rob...
 Alkohol połączony z sentymentem zrobił swoje - brunetka rozpłakała się na dobre.
 - Hej, już dobrze. Jestem tutaj. - Mężczyzna objął Milliannę ramieniem, a ta, cała roztrzęsiona z emocji, wtuliła czoło w jego tors.
 Nastał właściwy moment, by wyprowadzić ją z lokalu - panna Tube dzisiejszego wieczoru wypiła zdecydowanie za dużo wódki.
 - Dokąd mnie prowadzisz? - spytała zapłakana, gdy Fernandes głaskał ją po głowie i, z jej futrem w jednej ręce, popychał ją lekko ku wyjściu.
 - Świeże powietrze dobrze ci zrobi - odparł.
 - Ale ja czekam na Simona! - zawołała, odrywając ręce od przyjaciela. - Jellal... Co ty knujesz?
 Gdy stanęli przed barem, Siergain odwrócił Milliannę do siebie i przycisnął jej plecy do najbliższej ceglanej ściany.
 - Dlaczego wróciłaś do Magnolia City?! - Jikurein wysyczał jak wąż.
 W ułamku sekundy zmienił swoje nastawienie o sto osiemdziesiąt stopni. Ten czuły, uśmiechnięty Fernandes po prostu zniknął.
 - Jellal, przerażasz mnie.
 - Zostałaś wezwana w sprawie Makarova Dreyara, prawda?!
 Zielone tęczówki dziewczyny nieco zanikły w rozszerzonych źrenicach.
 - Skąd wiesz...
 - Jestem tu z tego samego powodu, co ty. Erza, ona jest w niebezpieczeństwie, dlatego musimy zrobić wszystko, by Makarov Dreyar opuścił więzienie! - Męskie dłonie na ramionach Millianny zaciskały się coraz mocniej.
 - Ja... Wytłumacz mi, o co tu chodzi! - zawołała niemalże błagalnym, nieco spanikowanym głosem.
 - Simon już o wszystkim wie, czeka na nas. Przepraszam, że wcześniej nic nie powiedziałem - dodał, widząc narastającą złość w przyjaciółce. - Proszę, zaufaj mi. Od tego zależy przyszłość tego miasta. Przyszłość Erzy. Chcę tylko, byście mnie wysłuchali... Błagam...
 Brunetka lustrowała mężczyznę z nieufnością, lecz w końcu niemrawo przytaknęła brodą.
 - Dobrze - zgodziła się, choć minę wciąż miała skwaszoną i niezadowoloną. - Ale pojedziemy moim samochodem.
 - Jak wolisz. - mruknął Siergain i podążył za Millianną do zaparkowanego kilkanaście metrów dalej Buicka Roadmaster*2).
 Dziewczyna prędko usiadła za kierownicą, a Jikurein tuż obok niej.
 - To gdzie jest Simon? - spytała, skupiając wzrok na kluczykach w stacyjce, lecz niespodziewanie została zaatakowana. Choć próbowała uciec, Fernandes unieszkodliwił ją chwytem jednej ręki i zatkał usta białą, wilgotną chustą.
 - W co ty grasz?! Czego chcesz?! - zawołała wściekle, próbując tym ukryć swój strach.
 - Makarov Dreyar musi wyjść z więzienia, za wszelką cenę.
 - Ta decyzja nie zależy od ciebie, Jellal! - wysapała, jakby chcąc go pouczyć.
 - Oczywiście, że nie. Wszystko w rękach sędziego i pani psycholog sądowej, która wyda stosowną opinię, czyż nie?
 W tym momencie zrozumiała prawdziwe intencje Jellala. Zanim straciła przytomność, zdołała wypuścić z oczu pojedynczą łzę, ostatnią, jaką wylała za dawnym przyjacielem.

- - - - - - - - - -

 Hospitalizowany Lily bezustannie zaprzątał myśli skołowanej Juvii. Wciąż miała obraz jego spokojnej, śpiącej twarzy, bezwładnie leżących wzdłuż całego ciała rąk, zamkniętych powiek. Ten widok bolał ją niezmiernie. Dlatego więc potrzebowała silnego, pobudzającego bodźca. Czegoś takiego jak włamanie się do policyjnego archiwum.
 Specjalnie czekała do dwudziestej trzeciej - godziny, w której na komisariacie pozostawali jedynie policjanci w dyżurce, czasem komendant. Ostatnie sto dwadzieścia minut przesiedziała sama w szatni, mieszczącej się poniżej parteru. W ciemnym pomieszczeniu, gdzie słychać było wyłącznie pracujące rury ściekowe, miała czas na namysł i nabranie odwagi.
 Wreszcie, ściskając w lodowatej dłoni skradziony kluczyk do odpowiedniego pokoju, wstała z drewnianej ławeczki i niespiesznie opuściła nieprzyjemne mury przebieralni.
 Idąc przez wąski, pozbawiony światła korytarz, starała się być cicho niczym myszka. Nawet gdy dotarła pod same drzwi archiwum, przekręcała klamkę jak w zwolnionym tempie - byleby tylko nie wydać choć najmniejszego szmeru.
 Jej rozszalałe od adrenaliny serce dudniło w piersi. Szansa na przyłapanie o tej porze była równa zeru, lecz nie w tym tkwił problem. Juvii nie obchodził fakt, że z policyjnych akt można było korzystać wyłącznie za zgodą Josego Porli. Nieważne, że przyłapana na gorącym uczynku zapewne zostałaby dyscyplinarnie zwolniona ze służby. Wahała się, ponieważ robiła to dla Graya. A nie była pewna, czy powinna robić dla niego cokolwiek.
 Pomijając wspólną przeszłość, usianą wzlotami i upadkami, wspierała notorycznego złodzieja, którego jeszcze niedawno usilnie próbowała wcisnąć za kratki. W końcu ilość skradzionych przez niego samochodów przekraczała wszelkie normy i wyobrażenia - szkoda tylko, że nie dało się mu udowodnić ani jednego przestępstwa. Tą sposobnością Fullbuster przemykał przez palce Juvii od kilkudziesięciu miesięcy. I choć zawsze była blisko, Gray za każdym razem był o krok do przodu. Nigdy nie potrafiła go doścignąć.
 Ostatnio jednak jej motywacja na pojmanie kryminalisty zelżała. Dlaczego? Nawet będąc szczerą sama ze sobą, nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. To nie tak, że teraz chciała mu pomagać, że wciąż coś do niego czuła lub, o zgrozo, postanowiła zboczyć ze ścieżki moralnego stróża prawa. Chyba najbardziej intrygowała ją możliwość poznania choć skrawka przeszłości swojego eks, który nawet teraz stanowił dla niej jedną wielką zagadkę.
 Pomieszczenie archiwalne było duszne i zapełnione kurzem; wrażliwa na pyłki Juvia zakasłała cicho.
 Przez zakratkowane, zamieszczone przy suficie okno wpadały niebieskie słupy światła, lecz niestety lśniły zbyt słabo, by umożliwiły policjantce swobodne szperanie w starych papierach. Na szczęście Loxar przygotowała się na każdą ewentualność; wyjęła zza pasa latarkę, która zadziałała poprawnie dopiero po mocniejszym wstrząśnięciu, i oświetlając sobie drogę zagraconą stosem kartonów, dotarła na sam koniec pokoju.
 Ocalenie przedwojennych dokumentów można było uznać za cud - niewiele z tamtych czasów zdołało przetrwać do dnia dzisiejszego. Z tą właśnie myślą chwyciła latarkę w zęby, a z kieszeni wyjęła scyzoryk. Sprawnym ruchem przecięła taśmę klejącą na zgięciu kartonu, i otworzyła go.
 - Jeszcze jedna taka porcja kurzu i Juvia nabawi się astmy! - prychnęła oburzona, walcząc z falą kaszlu. Nerwowo odgarnęła od siebie białe, maleńkie paprochy.
 Gdy uspokoiła nagły atak, zaczęła wertować zawartość pudła. Znalezienie odpowiedniej teczki nie sprawiło Loxar większych problemów.
 Dziewczyna przysiadła na tekturowym stosiku i wdrążyła w dzisiejszą lekturę - biografię zawodową Ur Milkovich. Z początku wertowała dokument z lekko znudzoną miną, poniekąd zezłoszczoną, gdyż niebieski kosmyk włosów co chwilę wypadał jej zza lewego ucha. Nie minęła jednak dobra minuta, jak Juvia przeglądała papiery z ogromnym zdumieniem na twarzy.
 Kiedy dojechała do ostatniej strony, zmarszczyła brwi. Na moment spojrzała przed siebie; intensywnie myśląc wypatrywała nicości. Wątpliwości i niejasności kłębiły się w jej skołowanej głowie niczym poplątana włóczka wełny, a serce na nowo zadudniło w żebra policjantki.
 Powoli uniosła pośladki z postawionych na stertę kartonów, na którą niepewnie odłożyła teczkę Ur.
 Jeżeli miała rację... Jeżeli tylko miała rację...!
 Juvia coraz bardziej zawzięcie nurkowała w starych archiwach, poszukując igły w stogu siana. Przez nerwy i podniecenie zupełnie zapomniała o zachowaniu ostrożności.
 W końcu zaczęła grzebać w pudłach jak bezdomny w śmietniku - kartki latały na wszystkie strony, tworząc z brudnej podłogi papierowy dywan.
 - Jest! - zawołała po chwili, prostując plecy i wyciągając z czeluści dokumentacji teczkę Josego Porli.
 Tego samego Josego, który stanął w progu archiwalni, i który w ułamku sekundy zmył triumfalny uśmiech z ust panny Loxar.
...
 - Ale jesteś pewien, że komendant wciąż jest na komisariacie?
 - Komendant jak kapitan statku - jako ostatni schodzi z pokładu - wyjaśnił Francuz towarzyszącej mu Lucy.
 Stali razem nieopodal tyłów komendy, gdzie mieli idealny wgląd na policyjny parking.
 Gray, oparty o ceglaną ścianę wieżowca, popalał papierosa ze stoickim spokojem, za to Heartfilia przeskakiwała z nogi na nogę; próbując walczyć z ogarniającym ją zewsząd chłodem dmuchała sobie na zziębnięte dłonie.
 - Ale z ciebie zmarzluch - skrytykował blondynkę żartobliwym tonem.
 - Cicho siedź - wycedziła przez trzaskające z zimna zęby, przypominając tym zgrzytanie kościotrupa, gdy nagle w obserwowanym przez Fullbustera oknie komisariatu zgasło światło. Przygotowując się do nadchodzącego zadania, wyrzucił niedopałek do pobliskiego kanału, a Lucy przestała dygotać.
 - Gray...
 - No?
 - A jak komendant wyjdzie na zewnątrz, to co my tak właściwie z nim zrobimy?
 Francuz bacznie obserwował wyjście z komendy, lecz po chwili zamknął powieki, podrapał się w tył głowy i uśmiechnął do koleżanki szeroko.
 - Tak w sumie, to nie mam pojęcia.
...
 - Komisarz Loxar? A co ty tu robisz?
 Totalnie oszołomiona Juvia upuściła akta na widok komendanta.
 - Czy ja ci pozwoliłem tu przebywać? - ciągnął Porla, stawiając pierwsze kroki w policyjnym archiwum.
 "Głupie pytanie" - pomyślała funkcjonariuszka. Zalewanie jakichkolwiek bajerów mijało się z celem; właśnie została zwolniona ze służby. Na bank.
 Jose podszedł powoli do zlęknionej dziewczyny i zerknął w dół. Gdy podniósł swoje akta, w klatce piersiowej Juvii eksplodował wulkan z buchającą lawą.
 - Po co ci to? - Sztuczna uprzejmość komendanta zniknęła. Jego twarz wyrażała złość, a głos miał wyjątkowo srogi. Nie zraziło to jednak Juvii, która, wręcz przeciwnie, nabrała odwagi. Albo była po prostu głupia.
 - Jose, jesteś odpowiedzialny za zwolnienie Ur Milkovich z policji? - spytała wprost, zważając sobie na bezczelne zwracanie się po imieniu do najwyższego stopniem funkcjonariusza. - W jej raporcie z ostatniej akcji pisało, że tylko ty byłeś z nią na miejscu zdarzenia.
 Porla zacisnął wargi, które po chwili wykrzywił w złośliwym uśmieszku.
 - Twój brak subordynacji mnie przeraża, komisarzu Loxar - wysyczał zajadle, ale nie zrobiło to wrażenia na policjantce. Choć w duszy drżała bojaźliwie, skutecznie ukrywała swoje uczucia przed komendantem. Z drażniącą pewnością patrząc mężczyźnie prosto w oczy, stwarzała pozory nieugiętej.
 - Ur Milkovich sama odeszła ze służby. I to kompletnie nie powinno cię obchodzić.
 Postawa Juvii poskutkowała, lecz w konsekwencji jeszcze bardziej rozzłościła Josego, który z rozmachem porwał z ziemi swoje akta i udał w kierunku wyjścia z archiwum.
 Widząc to, niebieskowłosa uniosła brew do góry. I to tyle? Żadnej reprymendy? Ani słowa o zwolnieniu?
 - Juvia nie wierzy. - Ostrymi słowami zatrzymała Porlę przed odejściem. - Na tą kobietę czekał stołek komendanta, który za nią objąłeś. Juvia po prostu nie wierzy.
 Przecież dostała, co chciała. Z informacjami, które nabyła, mogła śmiało polecieć do Graya. Gdyby tylko zamknęła jadaczkę, zapewne wszystko skończyłoby się bez większych kłopotów. Chyba ją powaliło, skoro chciała aż tak nadstawić karku.
 - Powiedz Juvii prawdę albo wszyscy ujrzą to w "Dzienniku Magnolskim".
 Zaskoczony Porla spojrzał na zdjęcie, podsunięte przez Loxar pod sam nos.
 Jego oczy zostały rozszerzone do rozmiarów statku kosmicznego, gdy dzięki latarce ujrzał na fotografii swoje drugie wcielenie - przedstawiające go w czerwonej peruce, ostrym makijażu, z szalikiem boa na szyi oraz kabaretkami na owłosionych łydkach, uszczuplonych dzięki wysokim szpilkom.
 - Skąd ty to wytrzasnęłaś?! - ryknął wściekły komendant na cały komisariat. Próbował wyrwać policjantce dowód, mogący go skompromitować przed całym miastem, jak nie krajem, ale Juvia zabłysnęła zręcznością; zdjęcie ukazujące Josego Porlę jako transwestytę zniknęło za plecami policjantki w ułamku sekundy.
 - Mów prawdę - nakazała, jednak komendant nie wyglądał na skorego do zwierzeń o sprawie sprzed dziewiętnastu lat.
 Juvia ledwo dostrzegła, że mężczyzna wyjmuje z kabury pistolet, i nim w ogóle zareagowała, końcówka lufy oficerskiego M15*3) zabłysła w jednym z promieni neonu, przedostających się z zewnątrz.
 Serce kobiety podskoczyło do gardła, jakby doskonale wiedziało o wycelowanej w lewą pierś broni, jednak umysł policjantki został trzeźwy i jasny. W końcu nie pierwszy raz ktoś do niej mierzył.
 Gdy opuszki palca Josego musnęły spust, Loxar upuściła latarkę, bezzwłocznie rzucając się na uzbrojonego komendanta. Na moment w zaciemnionym pomieszczeniu rozbrzmiał łomot przewracanych ciał, regałów oraz kartonów, lecz nagły huk z wystrzelonego pistoletu poprzedził nadejście złowrogiej ciszy, a upuszczona latarka, przeturlana gdzieś w kąt, oświetliła po chwili krew wsiąkającą w niechlujnie porozrzucane dokumenty.

- - - - - - - - - -

 Chciał im wszystko powiedzieć - że nie miał wyboru, że tak musiało być. Mógł wyjaśnić, jak bardzo mu przykro, jak bardzo tego żałuje. Tylko po co? Na co im ta wiedza, skoro lada moment utoną w ciemnym oceanie?
 Krajobraz z punktu widokowego w View Hill był przepiękny. Oświetlone, tętniące życiem miasto zdawało się być otoczone przez zdewastowane Down Shelter, pobliskie lasy i wodę. A wszystko to przykrywała płachta nocy.
 - Jellal?
 Gdy właśnie miał opuszczać tylne siedzenia w samochodzie Millianny, usłyszał jego ochrypnięty głos. Ciemne, zamglone oczy starego przyjaciela, Simona Mikazuchiego, obserwowały go z przedniego lusterka. Chyba tylko one zostały u niego niezmienne na przełomie tych długich lat rozłąki.
 - Witaj, Simonie. Szkoda tylko, że w takich okolicznościach - odrzekł Fernandes z nostalgią.
 - Jak to możliwe? Przecież ty... - Barczysty mężczyzna o przydługawych, brązowych włosach, zaniemówił.
 - Nie żyję? - dokończył Jellal, siląc znikomy uśmiech na swych ustach. - Co, rozczarowany?
 Simon zarechotał gardłowo, lecz słabo.
 - Skądże, przyjacielu...
 Mięśnie mężczyzny drgnęły nerwowo na wytatuowanej twarzy.
 Właśnie dlatego nie chciał z nimi rozmawiać. Dlatego nie chciał ich widzieć.
 - Już nie jestem twoim przyjacielem. - Fernandes zacisnął wargi w cienką linię i poklepał po ramieniu siedzącego z przodu, zaskoczonego Simona.
 Nim Mikazuchi zdołał powiedzieć coś jeszcze, Jellal prędko opuścił Buicka Millianny. Z rozmachem zamknął za sobą drzwiczki auta i podszedł do Ultear, która stała przy zaparkowanym nieopodal Rolls-Roysie.
 Bez słowa wyrwał czarnowłosej słoik z przezroczystym płynem.
 - Jesteś już gotowy? - spytała nieco poruszona Milkovich.
 - Nie, i nigdy nie będę - oświadczył głosem wypranym z uczuć i odwrócił za siebie. Ze zmarszczonymi brwiami przyglądał się dawnym przyjaciołom, którzy, obecnie ledwo przytomni, tkwili w luksusowym aucie - ich trumnie.
 Niebieskowłosy mężczyzna podszedł do nich, bezustannie mieszając chloroformem. W końcu uchylił drzwiczki obok miejsca kierowcy, a Simon spojrzał na niego z nadzieją.
 - Jellal...
 - Nazywam się Siergain - warknął oschle Jikurein, przechylił sprzęgło w skrzyni biegów na wolne koło, i rozbił słoik pod nogami śpiącej Millianny.
 Choć tyle mógł dla nich zrobić.
 - Słodkich snów.
 Poraz kolejny zatrzasnął drzwiczki, by słodka woń środka usypiającego nie przedostała się poza obręb samochodu.
 Dalej mógł tylko patrzeć, jak Ultear pcha auto w kierunku urwiska, a następnie jak niegdyś bliskie mu osoby spadają po skałach wprost do spokojnie falującego nad stromym brzegiem oceanu.
 Choć stał niewzruszony, jego oczy szkliły się od łez.
 Jak mógł w ogóle wcześniej myśleć o przebaczeniu Erzy, skoro sam nigdy nie będzie mógł sobie tego wybaczyć?
 Nie miało znaczenia czy był teraz Jellalem Fernandes, czy też Siergainem Jikureinem - właśnie zabił w sobie kolejną cząstkę człowieczeństwa.
 - Kiedyś mi za to zapłacisz, drogi bracie...




1) Manhatann - kanadyjska whisky, czerwony wermut, angostura bitter oraz wisienka koktajlowa jako garnish; nazywany królem drinków, klasyk z NY.
2) Buick Roadmaster - luksusowy samochód, produkcji USA
3) M15 General Officers - pistolet przeznaczona dla wyższej kadry oficerskiej

***

No i kolejny rozdzialik mamy za sobą. 
 Wiele ważnych wątków zostało wyjaśnionych, myślę że na brak akcji też nie możecie narzekać :P
Oczywiście jakościowo byłoby o wiele gorzej, gdyby nie pomoc Blue która zaoferowała swoją pomoc również na tym blogu. Co ja bym bez tej kobiety zrobiła... Nie mam pojęcia xD
Złotko, jeśli to czytasz to wiedz, że poraz kolejny ratujesz mi dupsko :D
Może to mało, ale prócz niekończących podziękowań, w podziękowaniu (lol xD) dedykuję ci ten rozdział :*

Uwierzcie mi, bez niej mielibyście tekst w stylu "Kali lubić krowa", *tryb marudzenia i wyżalania mode on* prócz księdza na święconce "pokropił" mnie deszcz i właśnie dopadła mnie gorączka. A gardło mam tak spuchnięte, że już prawie nie mówię...Piękne święta mi się szykują >.<  
Wiem, zdrowia to ja nie mam, w kulturze Indian pewnie nazwaliby mnie "Yasha wiecznie chora".
*tryb marudzenia i wyżalania + sucharów mode off*

A jak u was było na święcące? Pogoda dopisała? Ksiądz sypał sucharami jak u mnie? :D

Jeszcze taka mała wzmianka, zakładki ze spisem, ect. są już zaktualizowane (prócz ORGANIZACJE I CZŁONKOWIE - zrobię to niebawem, jak nie będę zdychać -.-)

Mały quiz - tak jak ostatnio, dla chętnych 
(tym razem o wiele prostszy... a przynajmniej tak mi się zdaje :P)

Test na spostrzegawczość :
1) Kim był młodzieniec, który zabił Roberta McGardena?

Chybił-trafił :
2) Kto zginął na komisariacie?

Zadanie na szóstkę z plusem :
3) Dlaczego Jellalowi / Siergainowi zależy na wolności Makarova Dreyara?

Btw - w komentarzach pod ostatnim rozdziałem bardzo zaskoczyło mnie, że ktoś domyślił się, kto był odpowiedzialny za zamach w siedzibie FBI. Szacun, propsy i brawa :D
Niestety co do pozostałych pytań... zimno, zimno! (choć niektórzy dobrze kombinowali :P)

Ciekawa jestem jaki fragment z dzisiejszego rozdziału spodobał się wam najbardziej. Ja osobiście od niepamiętnych czasów sama nie mogę zdecydować :D
Mam nadzieję, że będziecie z tego rozdziału równie zadowoleni, co autorka ;)

Na koniec najważniejsze :
Smacznego jajka, mokrego dyngusa i bogatego zająca! 



34 komentarze:

  1. 1 ZEREF
    2 TA PIZDA PORLA
    3. BO... BO NIE WIEM! Bo ma taki, kurwa, kaprys xDDDDDDDDDDDDDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a teraz na poważnie. :D
      PYYYYYYYYYYYSIUUUUUUUUU-MYYYYYYYYYYYSIUUUUUUUUU ♥♥♥ jak ja Ci strasznie dziękuję za tak wielkie pochwały i zajebiste zajebistości o mnie i wychwalanie mnie w niebiosa i w ogóle! <3 (taa, trza się dowartościowywać xDDD) ALE! Ale przecież wiesz, że nie musisz mi dziękować, mordo moja (xD)! :DDDD (chociaż parę wyznań miłosnych więcej nie zaszkodzi! ♥ X'D)
      I tankju for dedykejszon! to słodkie! <3 <3 <3 aż mi skrzydła urosły. :DDDD (yhy, i zamiast pisać rozdział to Ci tu spamię stalkersko xD)
      jestem cała happy, jak napalony na Graya Happy! (lol, zaraziłaś mnie sucharowymi wypowiedziami xDD!)
      mi się najbardziej w całym rozdziale podobał fragment z Zancrowem! ♥♥♥♥ COME TO ME, MY SWEETY BOY ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥ I WANT SEX WHIT YOU~! XDDDDDDDDDDDDD (taa na pewno zrobiłam kulawe błędy, bo mnie z angolem niezbyt namiętne stosunki łączą... xDDD, ale ważne, że wiadomo o co chodzi! :DD)
      tylko szkoda, iż taki... "pięciominutowy" to był fragment :| ale ważne, ze Zancrow! xD <3 a potem Erza dojebała! xDD
      Po fragmencie o Zancrowie (<333!) największe brawa należą się też opisowi historii Tonusia-pizdusia, bo było to mega poruszające :D Tchórz jebany. -,- no aleeeee przed tym była zjebka na Totusia! xDDDDDDD hahaha, jednak zostawiłaś na tym (moja wersja, tłumaczenie Juvii bez cenzury) "wypierdalaj złamasie" XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD kochaaaaaaaam Cię! <3 kolejny epik!
      i oczywiście archiwum! prawie sikłam jak przy korekcie czytałam o tej fotce - to jest MEGA <3 to zajebiste "da fuck" Josego... xDD
      i to napięcie! i ta krew! i te opierdole! i te morderstwa! I TEN MÓJ ZANCROW <3
      jaram się :DDDDDDDDDD
      co Ty byś beze mnie zrobiła? co ja bym bez Ciebie zrobiła, mała! Te Twoje "kali lubić krowa" zawsze rozpierdalają mi system xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
      jak ja to kocham <3 <3 <3
      dobra, kończę ten pojebany komentarz :D
      życzę Ci, dziubasie mój jeden, OGROM zdrowia!! *madżikuje w chuj* Słonecznej pogody, byś się nie doprawiła przypadkiem! no i najważniejsze: JAJEC JAK BERETY! :DDDDDD
      całuję, ściskam, pieszczę (xD) ♥♥♥♥ i co tylko chcesz, i...
      ZANCROOOOOW~~ ♥♥♥♥♥♥♥♥

      Usuń
    2. WŁAŚNIE, ŻE MUSZĘ DZIĘKOWAĆ!
      ...
      A nawet jak nie muszę, to chcę :D W końcu to dzięki tobie dziubki miały okazję po raz pierwszy przeczytać jakiś mój rozdział bez błędów i "KALI LUBIĆ KROWA" (których już nie przesadzaj tak wiele nie było xD).
      Ja pierdziele, twoje komentarze zawsze ładują we mnie tyle energii... udziela mi się to wszystko xD
      I spokojnie, o Zancrowie jeszcze nie raz usłyszysz (kiedyś xD).
      To "wypierdalaj złamasie" mnie zabiło - JESTEŚ OKRUTNA xD
      I jeśli chodzi o zdrowie, to faktycznie *madżikuj w chuj*, jestem totalnie rozłożona ;C

      Usuń
  2. Cudo!!! Jedyny błąd jaki zauważyłam, to to, że dwa razy pojawiło się zdanie " Oświetlając sobie drogę zagraconą stosem kartonów, dotarła na sam koniec pokoju." Ale może ja coś pokręciłam...
    Najbardziej podobał mi się fragment na komisariacie. Jestem bardzo ciekawa kto zginął. Mam wrażenie, że to Juvia, ale pewnie nam tego nie zrobisz i zginie Jose :D Cóż, wizja Josa transwestyty nie działa na mnie dobrze... Wręcz przeciwnie...
    A co do tego Tono, ja jestem jakaś głupia czy co? Bo nie bardzo kumam, dlaczego on i jego brat mieli dwa różne nazwiska. I kim był ten gość, co zabił McGardena? Hmm....
    1. Zeref - no, gość trochę nerwowy jest i młody przy okazji...
    2. Eee... Zancrow? - nie wiem czemu.
    3. ... Kto tu jeszcze...? A może Erigor czy ktoś z jego ziomków? - też nie wiem czemu.
    Nie było Natsu... BUUU!!! Ale za to była Juvia i za to Cię kocham, moja Yasho wiecznie chora. Zdrowiej tam, zdrowiej, bo rozdziały trzeba pisać!
    Nie bardzo mam pomysł, jak skomentować część z Jellalem, także nie skomentuję.
    Pozdrawiam, życzę weny i udanych świąt bez choroby, chociaż już za późno. Ja nie musiałam się narażać na suchary księdza, bo koszyczek do sąsiadów zaniosła mam :D

    ~Juvia L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo ty coś pokręciłaś, albo ja ślepa jestem. Obie wersje prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że ja jestem chora, a ty, jeśli nie jesteś rannym ptaszkiem, mogłaś mieć jeszcze zaspane oczka (że o 8 rano chciało ci się czytać rozdział i komenta pisać... *wzruszona*, jak ja w wolne wstaje przed 9 rano to cud, więc wiele to dla mnie znaczy xDDD)
      A Yasha chora czy zdrowa - jak wena dopisuje, to zawsze piszę ^.^.
      Zazdroszczę, że nie musiałaś wysłuchiwać sucharów księdza ;P
      I jeszcze małe pytanko - nie wiesz jak skomentować część z Jellalem ponieważ...? Nie podobało się? Albo jakiś dziwny był ten fragment, czy co? xD *wstydniś*
      Bardzo dziękuję kochana za miłe słowa :***

      Usuń
    2. Część z Jellalem była super, tylko nie mam pomysłu jak zacząć temat... Ale spróbujmy... Może od Erzy - jej straszna natura udziela się nawet przez telefon. Ja bym temu dziadowi nie wybaczyła, ale Erza to Erza... I tak mu wybaczy, chyba że Ty tego nie zrobisz i po Jellalu zostanie tylko krew na ścianie, gdy Scarlet z nim skończy.
      No i biedna Milianna ;-; Dlaczego to zrobiłaś?! Jak mogłaś ją zabić... Przecież ona jeszcze tyle mogła zrobić dla tego opowiadania - np. popilnować Happy'ego, gdy Natsu będzie na rande z Lucy... eee... ten fragment... możesz przeoczyć? Ja go wcale nie napisałam...
      Ale nie...! Ty ją zabiłaś! W sumie to dobrze, przynajmniej będziesz miała mniej postaci do ogarnięcia :D

      To tyle. Tylko tyle potrafiłam z siebie wycisnąć... W sumie sama siebie zaskakuję. Jak ninja włączyłam wi-fi, kiedy wszyscy śpią, żeby skomentować... No za to należy mi się jakaś krwawa scenka albo Gruvia xD Ale wracając... Mam nadzieję, że spodobał się komentarz, nie miałam w ogóle pomysłu na niego... moment!, czy ja w ogóle skomentowałam Jellala, bo teraz nie wiem...?

      Usuń
  3. Widzę akcja się rozkręca. Mam nadzieje że Juvi nic nie będzie albo niech coś jej się stanie a Gray będzie robił za niańkę gihi😄. Poza tym rozdział świetn, jedyne co mnie zasmuciło że nie było spotkania pomiędzy Natsu a Lucy, no ale cóż może doczekam się w następnych odcinkac.
    Pozdrawiam i weeenki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć cierpliwość popłaca ;) :D
      Ostatnio mam coś dużo "weny" na mafię, więc najbliższe rozdziały może będą ukazywać się szybciej niż zazwyczaj :)

      Usuń
  4. Sensownego komentarza nie będzie.
    Dlaczego?
    Bo zawsze po twoim rozdziale mam mętlik w głowie i dreszcze i nie wiem co myśleć :(
    Jedyne co potrafię powiedzieć, że był rewelacyjny jak zwykle. :3
    A propo pytań:
    1.Wydaje mi się prawdopodobne, że to Zeref, ale on nie brudziłby sobie rączek taką robotą, tylko kogoś by opłacił. Więc wstrzymuję się od odpowiedzi :o
    2.Kto zginął? Chciałoby się napisać, że Jose, ale niedobra Yasha uśmierci Juvię tak jak moją ukochaną Milliannę :(
    3.Może dlatego, że wtedy mieliby okazję przechwycić akt własności baru 'Pod wróżkowym ogonem". Moment przekazania Makarovowi przez Lucy :o
    Pozostało mi tylko życzyć zdrowia i czekać na kolejny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki niby ma mętlik w głowie, a w podpunktach tak ciekawe i błyskotliwe rzeczy powypisywała ;)

      Usuń
  5. Witam
    Na OK jednym z głównych punktów regulaminu było stwierdzenie, że w temacie blogów o zabarwieniu erotycznym należy się konsultować z oceniającą, ale swojego czasu czytałam Twojego bloga, sama nawet pisałam FT, więc mam sentyment do tego fandomu. Oczywiście ocenię Twoją twórczość : )
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (...)"jeden z głównych punktów" - to potwierdza, że potrzebuję wizyty u okulisty ;D
      I BARDZO DZIĘKUJĘ (to wspaniałe uczucie radości połączone z lekkim sercem xD), nawet nie wiesz jak się teraz cieszę ^.^
      Pisałaś bloga o FT i czytałaś tego? :o Taka ja niedoinformowana, że aż zabolało. Gdyby zając wielkanocny właśnie stanął przede mną, to nie wiem co by mnie bardziej zaskoczyło - on, czy ta informacja :D
      I również pozdrawiam, oraz życzę wesołych świąt :)

      Usuń
    2. Tak, zajrzyj na mój profil, opowiadanie to nadal istnieje z kilkoma postami. Może kiedyś do niego wrócę, ale aktualnie moja wena została zabita fillerami FT : )

      Usuń
  6. Ten rozdział był zajebisty *.* Chcem więcej! Wszystko mi się podobało, a najlepsze fragmenty to: włam Juvii do archiwum i ta fotka tego zjeba Porla ( Nie wiem, czemu, ale mam go ochotę nazwać "Porem" xD) Dobre pyatanie: Skąd Juvia je wytrzasnęła? xD Kurna, czyja to krew? O.o Błagam, tylko nie mówi mi, że Juvii,bo się załamię ;/ A jeśli już jej, to proszę, niech ta cała akcja dla naszej Loxar skończy się szpitalem, nie trumną, okej? *robi oczy kota ze Shreka* Przesłuchanie tego ścierwa też mi się podobało, żeby nie było ^.^ Gray najlepszy xD Najpierw pieprznął w ryj przesłuchiwanego( jak dla mnie, to mógłby posłać na niego porządnie wygłodzone ps.. Nie, lwy! Bo temu tchórzowi by się pożarcie żywcem należało ;/) Natsu przywiązał Lucy do kaloryfera?! O.o Gdzie? Kiedy?! Jak?! Dlaczego?! Sorry, ale dopiero niedawno odkryłam Twojego bloga i muszę poprzednie rozdziały nadrobić, a trochę ich jest... ;/ Tak czy siak, jak przeczytałam o tym kaloryferze, to moja reakcja była wpierw taka: "O.o", a potem "Natsu, Ty zjebie!!!" O kurna, co ten bliźniak Tona, Jellal, (Bo to bliźniaki, prawda?) kombinuje?! O.o Morduje swoich przyjaciół i jeszcze wygraża bratu ;/ Już go nie lubię >.< Tak samo, jak tego Porla (nazywanego przez ze mnie "Porem" xD) Obydwoje powinni sobie uścisnąć dłonie ;/ Teraz odpowiem na pytanka:
    1. Był to chyba Porla ;) Albo któryś z mafiozów, których nie znam (Sorry, ale jak już pisałam, muszę nadrobić Twoje poprzednie rozdziały ;D)
    2. Jakie, kurwa, zginął?! Ja się nie zgadzam TT__TT Ale jak już, to mógłby to być pan Por ( Choć znając życie, pewnie to nie on zdechł na tym komisariacie ;/)
    Pytanie na szóstkę:
    Nie wiem xD
    Eh, ja też jestem chora ^.^ Więc razem jesteśmy "wiecznie chorymi osobami" xD Uuu... Współczuję Ci, Yasho ;C Ja też nie lubię księdzowego smęcenia ;/ xD Co do podabającego mi się fragmentu już się w tej sprawie wypowiedziałam... No dobra, nie do końca :) Bo mi się podobał cały rozdział! *.* Choć muszę powiedzieć, że było kilka słów, które mi jakoś nie pasowały, np. "Kiedy dojechała do ostatniej strony..." Chodzi mi o to "dojechała". Bardziej pasuje mi słowo "dotarła" lub też "zaczęła czytać ostatnią stronę". Wybacz, że tak ględzę TT__TT Oj, Juvia, ja wiem, czemu się włamałaś;) Z miłości ;3 Ty NADAL kochasz Gray'a xD
    No dobra, kończę ten dupny komentarz ;/ Życzę weny, dużo zdrówka i wesołych świąt ;D
    Ps. "Kali lubi krowa" i gif z zającem mnie rozwaliły xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porla jako Por?! Genialne xDDD
      I wiem, że rozdziałów jest sporo, do tego są długie, ale w nich znajdziesz wszystkie odpowiedzi - skąd Juvia miała zdjęcie Pora (xD), dlaczego Natsu przywiązał kiedyś Lucy do kaloryfera, sprawę z Jellalem/Siergainem, jak i wiele innych ;) Takie połączenia będą się co chwilę powielać, dlatego warto znać wcześniejsze rozdziały, ale oczywiście nie poganiam :D
      I ty też wiecznie chorujesz? :o Bidulka :C
      A co do "ględzenia" to nie mam ci czego wybaczać - dobre spostrzeżenia i sensowna krytyka jest tu jak najbardziej mile widziana :)
      Baaardzo dziękuję za komentarz i z niecierpliwością czekam na rozdział u Ciebie ;) :*

      Usuń
  7. Powiem tak: GENIALNE
    Serio mówię to jak na razie mój ulubiony rozdział. Mnóstwo ulubionej postaci - Jellala. Za to do oceny + 500 XD
    Sceny z nim naprawdę mi się podobały, co ciekawe już wygraża Zerefowi coś czuję będzie zemsta. Potem najlepszy fragment to z Juvią w archiwum, a niech go zastrzeli, na pewno zasłużył. A jak jej coś się stanie to może Gray się by przejął jakoś, w końcu poszła tam bo ją o to prosił.

    Weny, na następne wydarzenia życzę
    Rila

    ps. Erza komentarzami mnie zniszczyła;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy to dzięki waszym komentarzom, ale weny mi coś nie brak :D
      I poważnie ulubiony rozdział? Może dlatego, że w końcu bez błędów... xDDD Ale bardzo mnie cieszą twoje słowa :))) Dziękuję ślicznie za komentarz ;*

      Usuń
  8. Ehh... nie lubię pisać komentarzy ale ten rozdział był tak dobry, że nie mogłam się powstrzymać :D. Dobra,ok, przyznaje się -skusił mnie quiz -,-'. Ale rozdział naprawdę był świetny, warto było tyle czekać.
    Więc~ :
    1. Jose Porla
    2. Richard Buchanen ^·^
    3. Może po prostu chciał zrobić coś dla Roba (uwolnić jego przyjaciela)? Ale raczej zrobił to z czyjegoś polecenia (np. Zerefa, w końcu mówił , że kiedyś mu się za to odpłaci (jeśli dobrze pamiętam jeden drugiego nazwał kiedyś bratem))
    Przesyłam karton pełen weny (duuuuży karton! ) i życzę zdrówka~
    ~Iris

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, w życiu bym nie pomyślała, że ten quiz może kogoś skusić! Cholernie miłe zaskoczenie :D
      I z Zerefem bardzo dobrze pamiętasz :) (kolejne bardzo miłe zaskoczenie ^.^)
      Przyznam też, że odpowiedzi na punkt trzeci są coraz bardziej ciekawe ;>
      Mega wielkie dzięki za komentarz i karton weny - jej nigdy zbyt wiele :D ;*

      Usuń
    2. Omg... mega fail - pomyliłam akcje na komisariacie >.<
      Zmieniam odpowiedź w 2 - Juvia jest zbyt fajną postacią by ją zabić a Jose... za dobrze by było :<. Zginie ktoś kogo śmierci nikt się nie spodziewa więc pewnie Totomaru~ (Gray'a nie zabijesz (już był połamany, starczy mu) a Lucy na 100% nie bo jak byś wybrneła ze zbliżającym się procesem Macarova? )
      ~Iris

      Usuń
    3. Haha, zdarza się najlepszym, Iris :D :*

      Usuń
  9. Ohayo! Wybacz Yashuś, że tak późno komentuję, ale za bardzo czasu nie miałam :( Święta, goście, za dużo jedzenia i za mało snu wszystko tłumaczą xD ale rozdział przeczytałam wczoraj, a teraz zrobiłam to ponownie, gdyż ten epizod jest dość...dziwny. Zobaczysz zaraz, dlaczego tak sądzę.
    Zacznijmy od Tonego. Nieciekawe on miał życie muszę to stwierdzić, ale jak wolał książki sprzedawać żeby mieć hajs na jakiejś durne wyścigi to co się dziwić :___: no i miał bliźniaka, czyli moje nie spełnione marzenia (trochę już za późno xD). I pierwsza uwaga : czy to przypadek, że Tono i Robert mają inne nazwiska? Sama Lucy to zauważyła, więc chyba to zabieg celowy xD Chociaż teraz sobie pomyślałam, że mają ze sobą coś wspólnego, bo Rabbits (królik) je sałatę, która rośnie w ogródku (McGarden) xDD
    Bardzo mi się podoba duet Graya i Lucy. Aż nie mogę się doczekać Twojego nowego bloga z historią o nich :D Nawet jak tak patrzę to Gray bardziej pasuje do Lucy niż do Juvii. No bo jaka przyszła dziewczyna gania za chłopem, żeby wsadzić go do kicia, co? Tym bardziej, że jest byłą xD
    Biedny Lily i Totomaru. Tak, Toti też jest biedny bo tak potraktowała go Loxar. Kurde, blogerki chyba chcą, żebym ją znienawidziła. Najpierw Mavis u siebie robi z niej bad bitch, a teraz Ty wredotę xD Nie no rozumiem, że jest załamana stanem Lilego, ale Totiś nie zrobił nic złego, nie musiała aż tak na niego naskakiwać. Oj Toti, Yuuki cię pocieszy!
    Czyli to Zancrow puścił z dymem FBI?! Cholerka, mogłam się domyślić, on mi się tak kojarzy z piromanią :___:
    No i leci druga uwaga : fragment z..no właśnie nie wiem! z Jellalem czy Siergeinem! Choć w mandze jest to jedna i ta sama osoba, to tutaj jakos nie mogłam się ogarnąć. Serio :__: Bo przy pierwszym fragmencie z nim określałaś go jako Siergeina, no i spoko. I wydawało mi się wtedy, że Siergein nie wie o co chodzi z Jellalem. Nawet wkleję fragment:
    "- Jellal, to naprawdę ty!
    Mężczyzna uniósł nieznacznie brwi."
    No dla mnie to jest jasne znaczenie. Wiem wiem, potem jest że robi dobrą minę dla złej gry, i jeszcze wcześniejsza rozmowa z Erzą, czyli to jednak Jellal. Ale gdyby nie to to na serio bym myślała, że Siergein to zupełnie inna osoba.
    Co do drugiego fragmentu : zrobiłaś odwrotnie! Zamiast już pisać w jednej formie, czyli Jikurein to nagle pojawił się Jellal. A na samym końcu co? Siergein, witamy z powrotem! Nie podobało mi się to :__: I w ogóle już nie rozumiem Jellala. Skoro chce wolności Makarova to po chuja zrzuca Millianę i Simona? Ech, nic nie ogarniam. Pytasz, czemu mu zależy na wolności Dreyara. A ja się pytam, czy mu na serio zależy.
    Jeśli chodzi o drugi fragment z Juvią to było już lepiej, ale przeczytałam coś takiego, że zrobiłam takie coś - O.o
    "Na szczęście Loxar przygotowała się na każdą ewentualność; wyjęła zza pasa latarkę, która zadziałała poprawnie dopiero po mocniejszym wstrząśnięciu, i oświetlając sobie drogę zagraconą stosem kartonów, dotarła na sam koniec pokoju.
    Oświetlając sobie drogę zagraconą stosem kartonów, dotarła na sam koniec pokoju."
    Powtórka? Zagapiłaś się? A może miałaś to na celu? xD Nie no nie sądzę, ale czytałam ten fragment 5 razy i nie wiedziałam czy to jest specjalnie xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No już kończąc ten mój wywód "krytyki" to napiszę jeszcze, że znalazłam trochę interpunkcyjnych byków np."- Jeszcze jedna taka porcja kurzu, i Juvia nabawi się astmy! " Ten przecinek przed "i" jest zupełnie niepotrzebny, bo nie jest to zdanie złożona, a przed i nie stawiamy przecinka, co chyba jest oczywiste. Teraz tego nie znajdę, ale był fragment, gdzie przed imiesłowem przysłówkowym współczesnym nie było przecinka, a przed nimi się stawia. To chyba tyle jeśli chodzi o błędy. Zresztą pewnie w moim komentarzu jest ich o wiele więcej :___:
      Może cię to teraz dobije, ale jakoś nie mogę wybrać, co mi się najbardziej podobało. Pomimo tych moich wcześniejszych uwag cały rozdział jest spoko, ale żaden z fragmentów nie podobał się jakoś szczególnie mocno, żebym pisała o nim pieść chwalebną i sikała na jego punkcie przez 5 minut. Sorry no xD
      Co do quizu:
      1. Pomyślałam na początku o Zerefie i pod względem wyglądu jest on bardzo prawdopodobny, ale mam małe wątpliwości. Zeref nie wydaje mi się osobą, która bawiła się w coś takiego błahego jak zabójstwo brata dłużnika. Zeref...ma klasę i nie babrałby się w coś takiego, wysłałby jakiegoś soldato. W końcu sam osobiście poszedł załatwić Igneela, jednego z zabójców swojego ojca. Taki Tono w ogóle by go nie interesował. Niestety, oprócz Zerefa nie zostaje mi nikt inny, więc ostatecznie obstawiam jego, ale chyba tylko przez wygląd.
      2. Kto zginął, hmm. Jose jest beką, byłoby smutno bez jego wygibasów w roli Couchity. Zaś Juvia jeszcze się przyda, więc to chyba jednak Porla. Ewentualnie to nie był śmiertelny strzał i obydwoje żyją
      3. Nie wypowiem się :_____:
      I jeszcze jedna kwestia, ale niezwiązana z opowiadaniem! Ilość rozdziałów w Honorze drstycznie się zmieniła, co mnie bardzo cieszy i pewnie z 5 razy podzielisz jakiś rozdział na pół, więc będzie dużo do czytania i czekania xD Ale ciekawi mnie zniknięcie tego bonusu (nie pamiętam tytułu) oraz informacji z jednej z podstron, gdzie Ty i Hinaichigo szukacie zainteresowanych do czegoś tam (jezu nie pamiętam :___:). Czy będziecie jeszcze o tym wspominać, bo jestem chętna? xD
      Nie zostało mi nic innego jak się pożegnać i przysłać ci milion weny i czasu ;*
      Pozdrawiam!
      P.S Dzięki za komentarze na moim blogu xD Kolejny rozdział pojawi się późno, więc zdążysz przeczytać pozostałe
      P.S 2 A kiedy rozdział na Zadłużonej? ^^

      Usuń
    2. Inne nazwiska (króliczka i ogródka xD) zauważył Gray, taki mały szczegół xD Ale miło że zauważyłaś, iż to był zabieg celowy ;) Takich gaf raczej nie strzelam :D
      A co do bloga z GraLu, to ... no jeszcze długo go nie otworzę. Co prawda mam już trochę rozdziałów naskrobanych, ale nie chcę mieć zbyt wielu blogów na głowie, gdy czasu na blogowanie jest tak mało. Przy okazji, propo zadłużonej żony... wiem, że wypadałoby w końcu coś tam wystawić, ale co piszę jedno zdanie, to zaraz je kasuję. Jakbym się tam wypaliła... Czekam aż wena powróci :(
      Co do Jellala/Siergaina - to też był zamierzony zabieg, który (miałam nadzieję) rozwieje wszelkie wątpliwości. Kiedy Millianna i Simon myśleli, że to Jellal - pisałam o nim jako Jellal Fernandes. Kiedy jednak okazało się, że to Siergain - powróciłam w narracji do Siergaina Jikureina. No cóż, myślałam, że tak będzie dobrze, ale chyba jednak się myliłam xD
      I w końcu moje ślepe oczy dostrzegły tego faila z powtórką w zdaniu - już to poprawiłam :) Dziękuję :*
      Co do podstrony, w której z Hincią szukałyśmy zainteresowanych do swojego "gangu" , ect, to pewnie wróci xD Ale prawdopodobnie pojawi się na "(s)Tworach Yashy", by nie zaśmiecać bloga :P
      A za moje komentarze - nie ma za co :D Z resztą, czym są moje skromne komentarze w porównaniu z twoimi cudownymi i treściwymi esejami xD Poważnie, gdy widzę, że Yuuki napisała to wiem, że będzie co czytać - i chwała ci za to :D :*******

      Usuń
  10. Kurczę mam wrażenie że na tym komisariacie to Lucy albo Gray zginęli :( Bo w magiczny sposób zdecydowali, że tam oknem wbiją czy coś :(
    Weny Yasha! I zdrowiej szybko :(
    ~Kaeyra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe spostrzeżenie :P Ale jak to będzie; "dowiecie się w następnym odcinku" ;D

      Usuń
  11. Rozdział jak zwykle cudowny, zaskakujący i wg :D
    Muszę przyznać że przez to całe urwanie głowy z świętami czytałam go na raty i dziś rano (czyli połódnie, ale dla mnie to rano) udało mi się skończyć :3
    No więc tak:
    Kiedy pojawił się Jellal + ta cała akcja z Millianą w tym barze <- tak się w to wczułam że miałam takie wrażenie jakby Jellal był moim przyjacielem który się odnalazł po latach i już zaczęłam sobie wyobrażać reakcje Erzy i wg tak słodko <3 ...tylko coś mi nie pasowało bo wiedziałam że Yasha nie zafundowała by czegoś tak banalnego, no i miałam racje...
    Tylko zdążyłam się ucieszyć że pojawiła się postać Milliany a już musiałam się z nią pożegnać :( Jestem ciekawa czemu Jellalowi tak zależy na rozprawie Macarova o.O ale jestem pewna że jaki by nie był powód, to musi mieć to jakiś powód z Erzą...
    Aaa... no i: czy tam była Ultear? Była! Bardzo lubię tą postać (pewnie pojawiła się już wcześniej, ale jakoś nie mogę sobie przypomnieć kiedy) w każdym razie w BPWO nie sugeruje się tym czy lubiłam daną postać w FT (które zresztą na razie porzuciłam - w sensie mangę i nowe odcinki) bo wiem że każdą postać kreujesz nieco inaczej :D wiec jestem ciekawa czy polubią twoją Ultear
    NO i BARDZO podobała mi się akcja w komisariacie~! AH kocham Juvię policjantkę! Jest GENIALNA :D (nie ma to jak w obliczu śmierci zacząć szantaż transwestycznymi zdjęciami) Kocham ją! Amen.
    Nie wspominając że zrobiła coś dla Graya!
    Dobra nie będę się rozpisywać tu: wiadomo - Jest nasz Francuzik, jest Juvia <- jestem zadowolona :D
    ale zaraz zaraz!
    Przecież tam ktoś zginął! :O tyle śmierci w jednym rozdziale...
    Mam nadzieje że nie była to Juvia (ale właściwie jak tak teraz myślę to bardzo możliwe o.o dobra nie!) Stawiam że to komendant-transwestyta - OBY!
    Co do reszty rozdziału... całość była super! Ale jeszcze co do ulubionych scen to fajne było jak Gray (a któż by inny) przywalił temu całemu Rabbitsowi ( swoją drogą ciekawa postać, chociaż niespecjalnie go polubiłam)

    Dobra chyba w tym miejscu zakończę moje komentowanie bo czuje że jest jakieś chaotyczne XD
    Super rozdział! Czekam na więcej! Pozdrawiam i życzę czasu i motywacji do pisania :3 ~!
    ps: prawdopodobnie większość imion zapisałam z błędem ale co tam ;-; xd

    OdpowiedzUsuń
  12. "...tylko coś mi nie pasowało bo wiedziałam że Yasha nie zafundowała by czegoś tak banalnego, no i miałam racje..." - poczułam się jak "ta okropna, zła i niedobra" co nigdy nie może napisać czegoś przyjemnego, tylko zawsze wszystkich morduje xD ... No dobra, fakt, tutaj tak przeważnie jest xD
    I tak, Ultear już zdążyła zawitać wcześniej na BPWO (pamiętam tą scenę, bo pisało mi się o niej z mega uśmiechem na twarzy :D), lecz to była zaledwie namiastka tego, co czeka ową postać w przyszłych rozdziałach/sagach :)
    Baaardzo dziękuję za komentarz, moja słodka Szarlotko xD :* (uwielbiam ten nick xD)
    PS. Chyba każde imię zapisałaś dobrze ;) ^.^

    OdpowiedzUsuń
  13. Okej, znalazłam chwilę na skomentowanie, bo nie muszę już się chować po szafach, które z racji tego, że nie są przeznaczone dla mnie, tylko dla jakichś tam rzeczy, za dużo wolnego miejsca nie miały c: Zabawa w chowanego z siostrzeńcem potrafi człowieka zmusić do wyrzeczeń xD W każdym razie...
    JELLAL, SIEGRAIN, CZY JAK TY TAM W KOŃCU SIĘ NAZYWASZ, TY GŁUPI ŻELKU I PINDO (jadę na eufemizmach, bo nie klnę, chyba że na potrzeby fików, ale to co innego xD). NIE ZRZUCA SIĘ Z URWISKA LUDZI, KTÓRYCH UWAŻA SIĘ ZA PRZYJACIÓŁ >:C Ale miło, że chociaż ich uśpiłeś, przyśni im się, że spadają i się rozbijają/toną, i się obudzą, a tu ich już nie ma, więc w sumie się nie obudzą, skoro ich nie będzie, ale jakby się obudzili, to pewnie byliby zaskoczeni, bo jak zasypiali, to jeszcze byli... :'D
    Ale może od początku:
    Biedny Totomaru. Wiem, że Juvia ma swoje problemy i w ogóle, ale szkoda mi go, że poniekąd wyładowała się akurat na nim, kiedy chciał tylko pomóc (choć wciąż fakt faktem, że za dużo to on zrobić nie może. No ale liczą się chęci, nie?) :c I Lily też jest biedny .-.
    Nurtuje mnie, czemu Tono i Robert mieli inne nazwiska. Jeden z nich nie był raczej adoptowany przecież... xD Robert zmienił nazwisko dla żony, Tono się ukrywał i zmienił czy co?...
    O Żelku-pindzie się już wypowiedziałam, więc przejdźmy dalej...
    " - Gray...
    - No?
    - A jak komendant wyjdzie na zewnątrz, to co my tak właściwie z nim zrobimy?
    Francuz bacznie obserwował wyjście z komendy, lecz po chwili zamknął powieki, podrapał się w tył głowy i uśmiechnął do koleżanki szeroko.
    - Tak w sumie, to nie mam pojęcia." To ogarnięcie, ten plan, tak starannie obmyślany, z przewidzeniem wszystkich możliwych wypadków... Po prostu nie ma szans, żeby im się nie udało! xD Btw, GraLu jako pairingu nie lubię, po prostu jakoś nie trawię, ale jako przyjaciele ich relacja jest zawsze cudna :'D
    No i szantażyk na dobry początek, aprobuję, Juvia, aprobuję... :3 Ale strzelania do ludzi bez dobrego powodu już nie, Jose :I
    No i quiz!
    Test na spostrzegawczość :
    1) Kim był młodzieniec, który zabił Roberta McGardena?
    Zeref. Tak myślę :'D
    Chybił-trafił :
    2) Kto zginął na komisariacie?
    Pająk, który wpadł do kałuży krwi i się w niej utopił ;D Ale tak serio: skoro "zginął", to obstawiam Porlę. Gdyby było "kogo trafiła kula", co nie gwarantowałoby śmierci, to może postawiłabym na Juvię albo na Graya/Lucy, którzy sobie postanowili wejść. Bo Juvii byś chyba nie zabiła, z tego, co się orientuję, to twoja ulubiona postać, poza tym może się jeszcze przydać w opowiadaniu, no i Gray...! :'D
    Zadanie na szóstkę z plusem :
    3) Dlaczego Jellalowi / Siergainowi zależy na wolności Makarova Dreyara?
    Hmmm... Jak wyjdzie na wolność z nieskorumpowanego więzienia, będzie go łatwiej zabić, a wtedy Bar przejdzie na własność państwa i mafia sobie go weźmie? Albo zasugerował się nazwą i chce jakiegoś dobrego drinka :'D

    U mnie ksiądz sucharami nie rzucał, bo nie miał kiedy. Całe święcenie trwało mniej, niż czekanie na niego, a to punktualny gość jest i według mojego zegarka spóźnił się chyba ze 2 minuty tylko, więc według innych mógł być troszkę przed czasem xD
    I polecam gorące mleko z miodem, jest pyszne i pomaga :3 *domowe sposoby na chorobę rules*
    No i ten. Zdrowia przede wszystkim, ale też czasu i chęci (bo skoro wenę masz)! ;D
    Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam witam
    Rozdział świetny jak zawsze ;)
    Co do pytań to
    1 Zeref
    2 Porla choć ciekawie by było gdyby zginęła Juvia
    3 Tego nie wiem
    Najlepszy moment to jak Lucynka nakrzyczała na Tono i jak Grey się zdziwił te jego pytanie "Lucy?" xD lub jak stali przed komisariatem ogólnie podoba mi się paring Lucy x Grey
    Co do Juvi podobała mi się ta scena :D
    Życzę ci dużo weny i zdrówka ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Cześć!
    Wreszcie znalazłam czas, żeby przeczytać rozdzialik (miałam na nudny wykład z Podstaw Prawa ;)) i od razu komentuję, by nie zapomnieć.
    Nie czytałam komentarzy innych ludzi, ale tak kątem oka widziałam, ze się podobało, a ja będę miała inną opinię. Rozdział był dla mnie trochę nudnawy i parę rzeczy "nie łączyło się w jedną całość" - że tak powiem. Dodam, że jako osoba wychowana w rodzince z niezłym humorem, musiałam ci to zrobić za 1 kwietnia ;)
    A teraz na serio.
    Rozdział był bardzo dobry, choć widziałam parę dziwnych rzeczy. Chodzi o to, że w jednej scenie i nie wiem, w której, widziałam jakąś sprzeczność i albo coś mi się pomyliło i źle zrozumiałam, albo ty coś źle napisałaś. Może później sobie przypomnę, to najwyżej ci napiszę ;) A tak poza tym ... fajnie. Dużo się dowiedzieliśmy. Pochwalę się nawet, że w kilku kwestiach udało mi się zgadnąć, co się stanie. Naprawdę świetna robota, chociaż niektóre rzeczy były oczywiste (że Jellal żyje) i właśnie o Jellalu. Ja zawsze mam chore teorie, więc idąc moim tropem, Jellal ma rozdwojene osobowości i uważa się swoje drugie "ja" za brata.
    Dalej. Teraz nasz króliczek. Sądzę, że mordercą jest Zeref i na tym poprzestanę. Bardzo dobry fragment z morderstwem i jednak nasz Tono jest przydatnym gościem.
    Nie wiem... Juvia... Mądra kobiecina i Jose... Dobre to było! Ja robię z niego klauna, ty transwestytę. Kolejny dowód, że ludzka wyobraźnia jest nieograniczona ;) Kto zginął? Dobra! Zaszaleję. W ostatniej chwili wparował do środka Gray i to on zginie!!! Albo Totomaru i wyzna miłość Juvii umierając w jej ramionach! - szalone!
    Rozdział naprawdę fajny i przepraszam za ten początek, ale nie mogłam się powstrzymać!
    I teraz takie moje rozmyślania. mamy 41 rozdział i w zasadzie to jest dopiero połowa opowiadania i teraz pytanie "Cholera, co ona jeszcze wymyśli?" Cała sprawa z mafią jest intrygująca. Osobiście nie chcę tu szczęśliwego zakończenia! Niech Makarov zginie, Laxus przejmie bar, a Lucy poślubi Graya! Fajne zakończenie?
    Tak! Wiem, że coś ze mną nie tak ;)
    Weny, czasu i powodzenia przy poprawianiu rozdziałów ;)
    Ola Ri

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten komentarz będzie krótki, bo jakoś nie mam totalnie ochoty na rozpisywanie się. :C
    Ogólnie rozdział bardzo mi się podobał. Tyle się dzieje! :3 Smutno mi było jak czytałam o takiej załamanej Juvii. :< Lily musi wydobrzeć!
    I ta cała akcja Jellala... Jak on mógł ich zabić?! Jezu!
    Jak czytałam o przeszłości Tono to sobie myślałam, koleś, ale z ciebie przegryw, noo. I się uśmiechnęłam jak Gray dał mu w ryj. Też bym tak zrobiła. A Lucy niech tam się krzywo tak nie patrzy. :D
    Wszystko pięknie, cacy. Nie dostrzegłam błędów, zresztą z moją ślepotą trudno mi cokolwiek wyhaczyć. xD
    Mam nadzieję, że poprawianie rozdziałów Cię, kochana, nie wykończy. Pozdrawiam i ślę wenę. :**

    OdpowiedzUsuń
  17. Super rozdział i przesyłam dużo weny

    OdpowiedzUsuń

Wasze komentarze cieszą mnie jak mało kogo, jednak nie zaklepujcie miejsc. To nie ważne, kto jest pierwszy, kto ostatni. Takie wpisy zostaną usunięte.
Wszelkie pytania kierujcie do spamownika.
A jak przeczytałeś rozdział, to pozostaw po sobie ślad.
Jesteś anonimem? Podpisz się jakoś.

Całusy dla was śle z góry wdzięczna Yasha ^.^