4 lip 2015

Rozdział 42 - "Akt"

 - Chelia... Moja Chelia...
 W aptece "Blende's" panował półmrok, raz po raz rozświetlony przez migające neony, ozdabiające całą dzielnicę China Town. Gdyby nie cichy płacz Sherry, byłoby tam cicho jak makiem zasiał.
 - Co im zrobiła moja Chelia... No co...
 Dragneel nie mógł wydusić z siebie choćby słowa. Otoczony regałami lekarstw, chwycił za literatkę i wypił z niej cały spirytus salicylowy - ostra woda wyżerała mu przełyk aż do żołądka.
 Gdy dowiedział się o tragedii, jaka spotkała jego starą przyjaciółkę, o śmierci Chelii, porzucił wszystkie swoje sprawy - już nawet zapomniał o prośbie Graya, by przypilnował jakiegoś typa w swoim magazynie.
 - Moja Chelia... - Sherry płakała niczym dziecko.
 Nie mógł jej zostawić samej. Nie w tak okropnym stanie, w miejscu gdzie zewsząd otaczały ją przeróżne lekarstwa - kto wie czy coś głupiego nie przyszłoby tej zdruzgotanej kobiecinie do głowy?
 Słowa nie przechodziły mu przez gardło. Zamiast tego, wypuścił z zamkniętych powiek pojedynczą łzę - dzięki temu nawet łzy jego starej poczciwej przyjaciółki nie były w tej chwili samotne.
 - Natsu... - Nagle młodzieniec poczuł drżące palce panny Blendy na swojej dłoni. Nie uniósł jednak głowy, nie chciał więcej widzieć jej zapłakanej twarzy. - To miasto... Ci ludzie... To musi się wreszcie skończyć. Terror mafii trwa zbyt długo.
 - Wiem. - Dragneel wtrącił niemal szeptem.
 - Wstyd mi o to prosić, ale... Wiem, że są ludzie... Ludzie tacy jak ty. Proszę, zrób coś z tym - zachlipała Sherry, a mężczyzna odszukał w ciemnościach dłoń przyjaciółki i mocno ją ścisnął.
 - Chcę, byś pomścił za mnie Chelię, Natsu. Chcę, by ktoś w końcu oczyścił Magnolię City z krwi niewinnych osób.
 - Wiem - powtórzył grobowym, złowrogim tonem. - I zrobię to.

- - - - - - - - - -

 Gdy palec Josego musnął spust, Loxar upuściła latarkę i bezzwłocznie rzuciła się na uzbrojonego komendanta. Na moment, w zaciemnionym pomieszczeniu rozbrzmiał łomot przewracanych ciał, regałów oraz kartonów, lecz nagły huk z wystrzelonego pistoletu poprzedził nadejście złowrogiej ciszy. Upuszczona latarka, przeturlana gdzieś w kąt, oświetliła po chwili krew wsiąkającą w niechlujnie porozrzucane dokumenty.
 - O Boże...
 Juvia uniosła ręce w bezbronnym geście i upuściła pistolet przełożonego, który przypadkowo wyrwała podczas szarpaniny. Idąc do tyłu krok za krokiem, z przerażeniem obserwowała leżącego na brzuchu komendanta. Czarna kałuża, przypominająca w półmroku lepką smołę, wydobywała się spod jego ciała coraz szybciej, dosłownie goniąc za krokami zdumionej dziewczyny. Dopiero po chwili Loxar zrozumiała, że powiększająca się ciecz to krew.
 - O Boże...
 Choć komisariat o tej porze świecił pustkami, policjantka pełniąca wartę przy dyżurce, przyciągnięta wystrzałem broni, mogła przybyć tutaj w każdej chwili. A wtedy dostrzegłaby Juvię obok martwego ciała komendanta.
 - O Boże... - powtórzyła po raz trzeci, upadając na kolana.
...
 Gray i Lucy wciąż czekali na komendanta przed posterunkiem.
 - Cholera jasna, co on się tak guzdra! - warknął Francuz, spoglądając na naręczny zegarek. Światło w gabinecie Josego Porli zgasło ponad osiem minut temu.
 - Może po prostu pójdziemy do niego na komisariat? Chyba, że masz coś innego w planach? - spytała dygocząca z zimna Heartfilia.
 - Jeszcze chwilkę. Może go sranie przycisnęło i poszedł do kibla?
 Dziewczyna spojrzała na towarzysza z politowaniem; zaprawdę, mógłby sobie oszczędzić tego typu wyrażenia przy kobietach. Nieco zdegustowana, bez głębszego celu przemierzyła wzrokiem najbliższą okolicę. Nie miała pojęcia, że napotka tam kogoś, kto zmrozi jej krew w żyłach.
 Po drugiej strony ulicy, tuż za komisariatem, dostrzegła młodego mężczyznę w czarnym płaszczu i kapeluszu. Tego samego, który - była pewna - zaledwie kilka dni temu śledził ją i Natsu.
 - Gray... - Lucy szepnęła niepewnie, jednocześnie stając bliżej Fullbustera. - Błagam, wejdźmy do środka...
 Francuz spojrzał z zaskoczeniem na swoją rękę, mocno ściśniętą przez lodowate dłonie blondynki.
 - Aż tak ci zimno? - spytał sarkastycznie, lecz po chwili westchnął ciężko. - No dobra, chyba i tak nie mamy wyjścia.
 Wspólnie przeszli na drugą stronę ulicy, lecz wtedy Gray zobaczył kogoś znajomego. I to w bardzo niecodziennej sytuacji.
 Obok policyjnego parkingu, ze świetlika wyczołgiwała się policjantka. Wszędzie rozpoznałby te niebieskie, falowane włosy.
 - Juvia? - Młodzieniec puścił blondynkę i niepewnie podszedł bliżej parkingu. Po chwili również funkcjonariuszka policji dostrzegła ową dwójkę.
 Była blada jak ściana, a kroki stawiała niczym pijany zając. Wyraźnie było z nią coś nie tak.
 - Ej, wszystko w porządku? - Fullbuster wspiął się na drucianą siatkę i wskoczył na teren policji. Pędem podbiegł do dawnej znajomej, która wyraźnie ledwo trzymała się na nogach. -Ej! Stało się coś?! Coś cię boli? Wyglądasz, jakbyś miała zawał!
 - Ju... Ju... Ju... - Dziewczyna tak łapczywie wdychała powietrze, że nie mogła powiedzieć do końca choćby słowa. Panikowała. Heartfilia, wplatając palce w druciany płot, oglądała całe to zdarzenie z oniemieniem.
 - Spróbuj się uspokoić! - Gray, zdenerwowany jej stanem, uniósł głos.
 - C-co tu ro... ro..
 - Mam sprawę do twojego komendanta - odpowiedział prędko, rozumiejąc o co chcę spytać policjantka, jednak ta zaczęła wyraźnie dygotać. 
 - Ni... Ni... Ni... - Z oczu Loxar wypływała łza za łzą. Wyglądała, jakby z nerwów miała się zaraz porzygać. 
 Wtem blondynka totalnie zgłupiała, ponieważ jej znajomy bez ostrzeżenia uderzył policjantkę w twarz z otwartej ręki. Jednak trafił tym w dziesiątkę - cios wyrwał niebieskowłosą z histerii.
 - Mów co się stało!
 - Zabiłam komendanta!
 Zarówno Lucy trzymająca drucianą siatkę, jak i Gray chwytający ramiona Juvii, w bezradnym geście opuścili ręce wzdłuż własnego ciała. Patrzeli na roztrzęsioną Loxar z szeroko otwartymi oczami.
 - Co zrobiłaś?! - Fullbuster syknął szeptem.
 - Za... Zabiła... Juvia go zabiła... - Funkcjonariuszka bełkotała te słowa jak mantrę, z odrazą i niedowierzaniem doglądając swoje zakrwawione ręce. - To był wypadek... Juvia nie chciała...
 Nagle policjantka urwała w pół słowa, lądując w silnych objęciach ciemnowłosego.
 - Ktoś to widział? - spytał przejęty, a ona, wylewając kolejny potok łez na jego kurtkę, pokiwała przecząco głową.
 Gray, który mocno trzymał ją za tył głowy i przyciskał do swojego torsu, odwrócił się do drugiej dziewczyny.
 - Lucy... 
 Heartfilia wyczytała swoje imię jedynie z ruchów jego ust.
 Nie było sensu, by tkwili tu dalej. Jedyna osoba, która mogłaby być wiarygodnym świadkiem na rozprawie Makarova, właśnie została zamordowana. Ich ostatnia deska ratunku...
 - Wiem, zabierz ją stąd! - zawołała do Fullbustera ze zrezygnowaniem, a ten z w mig porwał ze sobą skołowaną policjantkę do radiowozu.
 Lucy została jeszcze chwilę przed drucianym płotem. Patrząc tępo przed siebie, czuła jak grunt osuwa się pod jej nogami. A wszystko już szło tak dobrze...
 Po chwili z żalem spojrzała w stronę komisariatu; niespodziewanie znów dostrzegła tajemniczą postać odzianą w płaszcz - akurat w chwili, gdy reflektory wyjeżdżającego z policyjnego parkingu radiowozu oświetliły owego mężczyznę. Mało tego, facet, wchodzący akurat na posterunek, odwzajemnił spojrzenie Heartfilii i ukłonił się jej szarmancko. 
 Serce dziewczyny zabiło mocniej. Co to miało znaczyć? Kim on był? Czy to na pewno ten sam mężczyzna, który ostatnio ją śledził i wdał się w bójkę z Dragneelem? I co miał znaczyć ten ukłon? Zupełnie, jakby zapraszał ją do pójścia w jego ślady...
...
 - Jest komendant? - zagadał mężczyzna, zdejmując z głowy kapelusz zaraz po wejściu na komisariat.
 - Poszedł do archiwum. - Funkcjonariusza z dyżurki ze znudzeniem wskazała mu drzwi, prowadzące na piętro niżej. - Proszę zaczekać.
 Tymczasem Lucy, skradając się do głównego wejścia na posterunek, powoli uchyliła podwójne drzwi. Zajrzała do środka akurat w chwili, gdy mężczyzna, odwrócony do niej tyłem, wyciągnął spod płaszcza pistolet z tłumikiem i oddał trzy celne strzały w czoło niczego się nie spodziewającej policjantki.
 - Niestety nie należę do tych cierpliwych...
 To co Heartfilia ujrzała w tamtej chwili, uznała za kiepski żart. Miała wrażenie, że cały świat stanął w miejscu, jedynie wskazówki zegara, wiszącego nad dyżurką oraz idący w jej stronę morderca utwierdziły ją o mylnej hipotezie. Była w takim szoku, że nie widziała  zbyt dobrze oblicza oprawcy - dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że rozmyty obraz jest spowodowany napływającymi łzami. Oniemiała, nie mogła kiwnąć choćby palcem; potrafiła jedynie spoglądać w stronę dyżurki, za którą upadła martwa kobieta. Zamordowana na jej oczach.
 Oprzytomniała nieco, kiedy mężczyzna złapał ją za ramię i przycisnął jeszcze ciepłą lufę tłumika do jej skroni, zasłoniętej pojedynczymi kosmykami jasnych włosów.
 - Idziesz ze mną - wypowiedział bez emocji, a Lucy pomyślała właśnie, że idąc za nim zrobiła najgłupszą rzecz w swoim życiu.
 Nie mając wyjścia, bez sprzeciwu dała się zaprowadzić do piwnicy komisariatu. Szła jak w amoku, nie wierząc, że po raz kolejny została świadkiem okrutnej zbrodni. Ile razy będzie powtarzała ten schemat?  Śmierć za śmiercią, strata za stratą, morderstwo za morderstwo - powoli zaczęła dostrzegać swoją przyszłość, usłaną ludzkimi ciałami i krwią. A przecież nie tak chciała żyć...
  Nagle zatrzymali się przy otwartych drzwiach do policyjnego archiwum.
 - Właź - nakazał tajemniczy mężczyzna, jednocześnie wpychając Heartfilię do środka.
 - O mój... - urwała, zapalając w pomieszczeniu światło. Choć poniekąd wiedziała co kilka chwil temu wydarzyło się na komisariacie, widok kolejnego trupa omal nie zwalił ją z nóg.
 - No pięknie - mruknął facet, gdy zauważył śmiertelnie postrzelonego komendanta. Jego ciało walało się niechlujnie w stercie porozrzucanych papierów. - Uważaj na krew. Nie rób śladów - instruował Lucy oschłym tonem, a broń, ponownie przystawiona do jej głowy, zmusiła dziewczynę do posłuszeństwa.  Wkraczając w głąb pomieszczenia, ostrożnie ominęła brunatną kałużę, tak jak nakazywał mężczyzna. 
 - Niezły bałagan. Wiesz kto to zrobił?
 Blondynka od razu zaprzeczyła gorliwym kiwnięciem głowy i spojrzała na złoczyńcę. Przyjrzała się mu dokładnie - ciemnoniebieskie pasma włosów delikatnie zakrywały tatuaż na jego przystojnej twarzy.
 - A ja myślę, że wiesz - oznajmił, spoglądając na nią przenikliwym spojrzeniem oraz z niewielkim, aczkolwiek cynicznym uśmieszkiem.
 Bała się. Cholernie się bała. Nie miała jak uciec, nie było też nikogo kto by ją teraz uratował - była w potrzasku. Zlękniona, mogła jedynie obserwować jak ten nieprzewidywalny w swoich działaniach typek wyciąga spod płaszcza białe silikonowe rękawiczki.
 - Czego ty ode mnie chcesz - wymamrotała w bezdechu.
 Strach paraliżował Lucy tak bardzo, że momentami zapominała o oddychaniu.
 - Pisz - rozkazał, podając Heartfilii okrycia dłoni.
 - Słucham? - spytała bezmyślnie, nie rozumiejąc jego intencji.
 - Pisz - powtórzył, przymrużając powieki. Choć nie przestawał się uśmiechać, widać było, iż nie miał zamiaru tolerować czyjegoś sprzeciwu, dlatego dziewczyna z oporem zabrała rękawiczki.  Mężczyzna w tym czasie zaczął grzebać w pudłach z dokumentami.
 Blondynka po raz kolejny spojrzała na ciało komendanta, a łzy napłynęły do jej oczu samoistnie. W co ona się wpakowała, cholera jasna!
 Zanim zdążyła założyć silikonowe rękawiczki na rozdygotane dłonie, morderca wcisnął jej do łap długopis oraz jakiś dokument. Na samą myśl o tym, do jak okrutnych czynów zostanie zmuszona, poczuła w przełyku nadchodzące mdłości. 

- - - - - - - - - -

 Po niespełna dwudziestu minutach, Gray podjechał radiowozem pod kamienicę Juvii. Dziewczyna przez całą drogę nie odezwała się słowem; wciąż wpatrzona w mijający krajobraz, trzęsła się na przednim siedzeniu jak galaretka.
 - Juvia... - Fullbuster zagadał niepewnie i wyciągnął dłoń w stronę policjantki, jednak, po chwili zawahania, cofnął rękę. Nie wiedząc co począć, spojrzał przez boczną szybę na nocną panoramę dzielnicy Air Street. Gray przebywał w tej dzielnicy sporadycznie, nigdy również nie był u Loxar w nowym domu.
 Pamiętał jak dziewczyna mieszkała sama w District Hell, w starej zniszczonej kamienicy, gdzie panowały spartańskie warunki. Teraz wiedział jedynie, że była współlokatorką jakiegoś gościa z policji, który, mając stary dług u jej świętej pamięci ojca, przygarnął sierotę pod swoje skrzydła. Na widok nowego lokum Juvii, młodzieniec uśmiechnął się nikle, ponieważ wreszcie miała normalny dom, na który zasługiwała.
 - Tu mieszkasz? - spytał dla pewności, gdy policjantka otworzyła drzwi radiowozu. W odpowiedzi przytaknęła leciutko głową, a niebieskie kosmyki włosów zakołysały nieznacznie nad jej policzkami.
 - Mam już iść? - dodał, lecz wtedy Juvia odwróciła się przodem do Graya i zerknęła na niego swymi ogromnymi, ciemnoniebieskimi oczami. W tamtej chwili Fullbuster miał wrażenie, że spogląda w bezkresny, martwy ocean. Również opuchlizna pod powiekami ujmowała dziewczynie uroku, jednakże, widząc ją w takim stanie myślał wyłącznie o tym, by ulżyć dziewczynie w cierpieniu. Na samą myśl, że ma ją pozostawić samej sobie, aż zakuło go nieprzyjemnie w klatce piersiowej.
 - Wiesz co? - stwierdził, otwierając drzwi samochodu ze swojej strony. - Chyba jednak wskoczę na jakąś herbatkę z prądem.
...
 Kiedy tylko Loxar przekroczyła próg swojego mieszkania, wcisnęła Grayowi kilka brązowych kopert.
 - Idź do salonu. Juvia zaraz przyjdzie - poinstruowała gościa, po czym czmychnęła do pomieszczenia obok.
 Fullbuster niespiesznie zamknął drzwi wejściowe i obejrzał za policjantką - widział, że choć z całych sił próbowała zgrywać dzielną i niewzruszoną policjantkę, bardzo przeżywała to co się niedawno stało.
 Będąc już w niewielkim salonie, rzucił w kąt swoją kurtkę, usiadł na sofie i rozłożył koperty na postawionym nieopodal stoliku.
 - Juvia, co jest w tych kopertach?! - zawołał głośniej, by mogła go usłyszeć z każdego zakątka w mieszkaniu.
 - To archiwa policyjne! Dla ciebie! - Jej drżący głos wskazywał, iż wciąż płakała. Skołowany Francuz kompletnie nie wiedział jak postąpić w tej sytuacji - nigdy nie wiedział co robić z płaczącymi kobietami. W końcu jednak pozwolił dać dziewczynie chwilę spokoju, a w międzyczasie zajrzeć do policyjnych dokumentów.
 Gdy tylko uchylił pierwsze akta, omal nie upuścił ich na ziemię. Właśnie trzymał w dłoniach całą dokumentację Ur Milkovich.
 - A więc ona... - mruknął, zerkając za Juvią na przedpokój, lecz niemal natychmiast powrócił do papierkowej roboty.
 Po kilku minutach wertowania już wiedział, że jego ciotka była młodą, ale bardzo zdolną funkcjonariuszką. Dostała nawet order od samego komendanta za służbę dla obywateli. Wszystko skończyło się, gdy w 1935 roku, Ur dostała pod swoje skrzydła świeżaka - Josego Porlę...
 Niespodziewany trzask postawił Graya na równe nogi.
 - Juvia?! - spytał po chwili, zaniepokojony.
 - Wszystko w porządku! Juvii nic nie jest! - zapewniła nerwowo, a Fullbuster wrócił spięty na miejsce...
 Zarówno Ur, jak i Jose byli świadkami tak zwanej "Masakry na moście Oak". Na koniec całego archiwum, Gray wyczytał jeszcze, iż Milkovich, podczas tego incydentu została postrzelona, a następnie sama zwolniła się z czynnej służby w policji.
 Młodzieniec nie mógł w to uwierzyć, za dobrze znał swoją zmarłą ciotkę - ta nieustraszona i nieposkromiona baba nigdy nie odeszłaby z policji przez jedną ranę postrzałową.
 Zdenerwowany faktami, które odkrył, pospiesznie sięgnął po drugą tajemniczą kopertę. Właśnie wyciągał z niej dokumenty, gdy w kuchni rozległ się kolejny huk.
 Tym razem ciemnowłosy nie pytał gospodyni czy wszystko w porządku; bez słowa wstał raptownie z sofy i niemalże pobiegł do kuchni.
 Wstrzymując krok w progu nowego pomieszczenia, dostrzegł łkającą Juvię, która klęczała na podłodze ze ścierką w dłoni. Przebrana w luźną, niebieską sukienkę z bawełny i z włosami upiętymi w niedbały kok, ścierała z kafelek rozlane piwo. Wokół niej leżało pełno potłuczonego szkła.
 -Wracaj do salonu, Gray, Juvii tylko spadło piwo - poprosiła niemrawo, posyłając mężczyźnie wymuszony uśmiech, lecz on nie ruszył nawet palcem. Nie potrafił udawać, że nie widzi jak jej ręce i usta niekontrolowanie drżą, ale również nie mógł zrobić nic więcej.
 Wtem Loxar dostrzegła papiery w jego dłoni. Nie mając siły dłużej zgrywać herosa, chlusnęła mokrą ścierą przed siebie i otarła mokre od łez policzki.
 - K-komendant... On sprzedał twoją ciocię. To są jego zeznania, w których przedstawia dowody na j-jej współpracę z mafią - wyjawiła łamiącym głosem i wskazała palcem na trzymane przez Graya dokumenty. - Kiedy Porla wparował do archiwum, Juvia zaczęła go szantażować - Loxar już niemal piszczała. - T-to on pierwszy wyciągnął broń! To była samoobrona! Naprawdę... Juvia nie chciała nikogo zabić, to był wypadek! Boże, to był tylko wypadek!
 Ostatnie słowa dziewczyny zostały wręcz wykrzyknięte w ogromnym bólu i żalu. Poczucie winy niszczyło ją od środka.
 Fullbuster zgłupiał totalnie.
 "Przecież nie zrobiłaś nic złego, to nie twoja wina".
 Nie potrafił ani tego pojąć, ani o to spytać. Mógł tylko stać jak ostatni ciołek w progu kuchni i przypatrywać się jak cierpi. Jak wręcz umierała z rozpaczy. Przez niego. Znowu. Bo gdyby tylko nie poprosił jej o pomoc, do niczego by nie doszło.
 "Więc dlaczego patrzysz w moje oczy, szukając w nich przebaczenia, idiotko?!"
 Gray mocno zacisnął wargi i pięści; wściekłość zalewała go od góry do dołu.
 - Juvia tak bardzo żałuje! Gray, przepraszam!
 Coś w nim pękło, nie mógł dłużej słuchać tych jej dyrdymałów. Idąc hardo po piwie i szkle, szarpnięciem za ramię podniósł zapłakaną Loxar z podłogi.
 - Za co ty mnie niby przepraszasz?! - wrzasnął dziewczynie prosto w twarz i przez naparcie własnym ciałem, popchnął ją do tyłu. Zaskoczona Juvia uderzyła plecami o lodówkę, przy czym zamknęła ze strachu powieki. Zanim je ponownie uchyliła, poczuła przygniatający ciężar Graya na swojej piersiowej klatce oraz jego usta, łapczywie wpijające się w jej wargi.
 Nie rozumiejąc tej nagłej zmiany, z szeroko otwartymi oczami podglądała jak mężczyzna całkowicie pochłania się okazywaniu swych uczuć; jak wzdychając ciężko, zachłannie przeczesywał jej niebieskie pukle włosów do tyłu. Nie mogła w to uwierzyć.
 - Gray, no co ty... - wymamrotała z ledwością, gdy Fullbuster mocno ją przytulił.
 To nie była litość, czy żal. Nie robił tego z poczucia obowiązku lub winy. Po prostu nie mógł dłużej patrzeć, ani słuchać takiej Juvii. Nie taką pragnął ją widzieć. Nie taką ją wspominał...
 Kilka lat temu opuścił dziewczynę, którą kochał, wyłącznie po to, by dbać o jej bezpieczeństwo - ale nie! Ta mała zołza musiała zacząć pracę w policji; już chyba nie mogła sobie znaleźć gorszej roboty! Dobrze pamiętał, gdy się o tym dowiedział, bo z frustracji i złości zrobił na dzielnicy taką rozróbę, że omal nie został zamknięty w areszcie. Kiedy jednak ochłonął po tej nowinie, nawet się ucieszył. Przynajmniej miał tą wariatkę na oku, kiedy w kółko próbowała go przyłapać na kradzieży samochodów... ale nie! Teraz musiała zacząć ścigać jakiś typów powiązanych z mafią i zastrzelić komendanta!
 Z nim, czy bez niego, ta kobieta wręcz przyciągała kłopoty, zupełnie jak jakiś magnez na nieszczęścia!
 - Nie będziesz mi tu więcej płakać! - nawrzeszczał w gniewie, posadził Juvie na swoje biodra i zaniósł ją do salonu. - Nie pozwolę ci więcej beczeć, jasne?!
 Choć jasno przekazał Loxar swoje żądanie, ta zaczęła łkać jeszcze bardziej. Nawet kiedy Fullbuster zrzucił ją na sofę i w moment zawisnął tuż nad nią, dziewczyna, odgradzając się od niego, zasłoniła rękoma opuchnięta twarz.
 - Dlaczego to robisz... - wychlipała głosem łamiącym serce. Przynajmniej serce Graya, ściśnięte z żalu na tak marny, żałosny widok. Zazwyczaj dumna oraz odważna policjantka, leżała teraz przed nim bezbronna niczym dziecko.
 - Bo jesteś moja - odrzekł spokojniej, odrywając ręce Juvii od twarzy. - Zawsze byłaś...
 Sam nie wierząc w to co robi i mówi, przytrzymał nadgarstki kobiety, by bezkarnie móc po raz kolejny obdarzyć ją pełnymi namiętności pocałunkami. Napierając na ciało kobiety, zupełnie zatracił się w jej ustach i kojącym cieple. Kiedy językiem rozchylił ściśnięte dotąd wargi Loxar, z jego gardła wydobyło się niekontrolowane mruknięcie.
 Wiedział, że nie powinien tego robić. W końcu wszystkie problemy dziewczyny znajdowały swoje źródło właśnie w nim - zarówno kiedyś, jak i teraz to on był powodem większości jej cierpienia i smutku. To nic, że nie było dnia, w którym by za nią nie tęsknił, przecież chodziło o jej dobro.
 Z drugiej zaś strony nie potrafił dłużej opierać się uczuciu, które dzisiejszego dnia roztrzaskało jego oschłą maskę. Chciał ją tu mieć, tu i teraz. Pragnął wybić z głowy dziewczyny rozpaczliwe myśli, wymazać złe wspomnienia, pokazać jak za nią tęsknił. Być może rzucając Juvię, zrobił najgłupszą rzecz w swoim życiu? Może gdyby był przy niej przez cały ten czas, teraz Juvia by tak nie cierpiała? Gdyby nie uciekał, a stał się jej tarczą, ocierającą łzy smutku i wywołującą uśmiech, wszystko wyglądałoby inaczej?
 Nie przerywając pocałunków, nie myślał o niczym innym, tylko o bliskości, którą dzielił z ukochaną. I o tym, że chciał jej coraz więcej, coraz zachłanniej, coraz prawdziwiej - to, czy postępuje właściwie czy też nie, nie miało już znaczenia. Chciał wreszcie skończyć z codziennymi rozmyśleniami o tym, czy Juvia jest tak samo nieszczęśliwa bez niego, jak on bez niej. Teraz naprawi swój błąd i pokaże wszystko, co skrywał przed nią przez ostatnie najbliższe lata.
 Kiedy jego ręka instynktownie powędrowała pod sukienkę, Loxar natychmiast złączyła kolana, jednak nie zdołała zahamować poczynań młodzieńca. Zadrżała lekko, czując jego palce sunące po udzie pokrytym gęsią skórką, czy rozgrzane, wilgotne usta, wpijające się w jej szyję. On zaś nie rozumiał, dlaczego dziewczyna zgrywała taką niedostępną, jednak doprowadzała go tym do szaleństwa.
 - Gray... - Juvia chwyciła niepewnie za policzki Graya, gdy ten zaczął schodzić wargami do jej obojczyka.  Kiedy zmusiła Fullbustera by na nią spojrzał, dostrzegła płonące w nim pragnienie. Pożądanie zawładnęło nim na dobre. - Może... jedź już do domu...
 Oczy Fullbustera po chwili ukazały ogromne zdumienie. Poczuł się, jakby został oblany kubłem zimnej wody.
 - C-co? - Nie wierzył w to co usłyszał.
 - Proszę. Idź już. - Speszona, odwróciła głowę w bok; wyglądała na zmęczoną i wręcz rozdrażnioną.
 Graya ogarnęło nagłe poczucie rozczarowania.
 To nie działo się na prawdę. Nie ona. Nie Juvia. Każda inna, lecz nie ona...
 Kompletnie nie spodziewał się odrzucenia, lecz nie pozostało mu nic innego, jak przyjąć je z godnością. Spoglądając na rumianą twarz Loxar, przygryzł wargę i nieznacznie pokiwał głową. Bez słowa wstał z kanapy, a swoją kurtkę zabrał z podłogi w ogromnym pośpiechu.
 Nie mógł na nią spojrzeć, czy nawet przeprosić - coś ugrzęzło mu w gardle. Wychodząc, z narastającej powoli frustracji trzasnął drzwiami tak mocno, że wyczuł niewielkie drżenie ścian kamienicy.
 Już wolałby znów trafić do szpitala przez pobicie, niż usłyszeć od niej takie słowa - żadna pięść czy kula, jeszcze nigdy nic tak dotkliwie go nie zraniło, jak ona w tej chwili.

- - - - - - - - - -

 Przez całą drogę Lucy widziała dokąd jadą. Siedziała grzecznie przy oknie, bez żadnego worka na głowie, czy krępujących kostki i nadgarstki lin.
 If you go away, if you go away, if you go away... - jedynie piosenka Franka Sinatry w rzężącym radiu przerywała panującą w aucie ciszę. Złowieszczą, sztuczną ciszę.
 Spoglądając z samochodowego okna na miasto spowite czernią nocy, przeczuwała, że znajomość drogi powrotnej nie będzie jej potrzebna. Z nerwów aż cała drżała.
 If you go away, if you go away, if you go away...
 Czuła, jakby faktycznie odchodziła na dobre. I tak chyba wyłącznie cudem udało jej się wyjść z komisariatu w jednym kawałku. Jednak za jaką cenę...
 Zaczęli zwalniać na pograniczu Magnolia Center i Hoboken Vale; pojazd jako pierwszy opuścił mężczyzna, by, niczym dżentelmen, otworzyć przed Heartfilią drzwiczki - niestety jego szarmanckość skończyła się w chwili, gdy chwycił  mocno za rękę dziewczyny i siłą wyciągnął ją z Rolls-Royce'a.
 Choć nie było mowy, żeby Lucy jakkolwiek przewyższyła porywacza siłą, nie był on brutalny. Wciąż ściskając uniesiony nadgarstek blondynki, otworzył drzwi do niewielkiego domu i lekkim szarpnięciem wepchnął ją do środka.
 Wewnątrz skromna posiadłość ozdobiona była starą, zżółkniętą tapetą z mozaiką oraz nikłym światłem podstarzałego żyrandola na żarówki. Jednak nie to wprawiło Heartfilię w stan osłupienia.
 - Pan Rabbits...
 Na widok mężczyzny, którego Gray osobiście znokautował kilka godzin temu w magazynie Dragneela, doznała przysłowiowego zagotowania krwi w żyłach. Dziewczyna w mig pojęła, że to on nakablował obecnym tu ludziom o jej schadzce pod komisariat. Nie było innej opcji. Tylko, do jasnej cholery, jakim cudem Tono stał tu przed nią zmieszany, skoro Natsu miał go pilnować?!
 "Czyżby..." - W jej głowie huczało od czarnych scenariuszy.
 - Panienko Heartfilio, to nie tak jak panienka myśli! - Tono, kiedy tylko ujrzał zaskoczenie Lucy, zaczął się raptownie tłumaczyć, lecz nie chciała słuchać jego wyjaśnień. Teraz miała pewność, że całe to nagłe zjawienie się "ofiary Makarova" w Magnolia City nie było przypadkiem. Jak mogła być tak niedomyślna!
 - Wszystko w porządku, Jikurein? Ktoś was widział? - spytał nagle ktoś inny. Dopiero wtedy Lucy dostrzegła czarnowłosego mężczyznę w okularach. Zuchwałą postawą i napuszoną mimiką przypominał największego kujona w szkole średniej. Po chwili blondynka zauważyła kogoś jeszcze; w kącie, na starym bujanym fotelu, siedziała przepiękna dziewczyna o czarnych włosach i spojrzeniu mroźnym niczym bryła lodu.
 - Bez obaw, droga była czysta - odpowiedział mężczyzna, który dostarczył Lucy w to miejsce. - Jednakże mieliśmy inny problem. Prawda, panno Heartfilio?
 Widząc serdeczny uśmiech porywacza, jego ciepłe spojrzenie brązowych oczu, oraz słysząc swoje imię, Lucy wzdrygnęła odruchowo ramionami i odwróciła wzrok - dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że wręcz nachalnie obserwowała tego człowieka.
 - Problem? Jaki problem?! - dopytywał zdenerwowany okularnik.
 - Jose Porla nie żyje - wyjaśnił niebieskowłosy, lekceważąc przerażenie rozmówcy.
 - Jak to... Kto...?!
 - To nie istotne, Lahar - przerwał przybysz.
 - Ale Siergain!
 Lucy poczuła się totalnie zagubiona. Nic nie rozumiała.
 - Czy może mi ktoś wreszcie wyjaśnić, co tu się dzieje? - Niemrawym pytaniem uciszyła wszelkie rozmowy i skupiła na sobie wzrok wszystkich osób, będących obecnie w starym mieszkaniu.
 Niespodziewanie usłyszała za sobą cichy chichot. Nim spostrzegła, porywacz ucałował jej dłoń.
 - Nie dotykaj - warknęła, odruchowo zabierając dłoń. - Zrobiłam już to o co mnie prosiłeś, czego jeszcze chcesz?!
 - Ranisz mnie, panienko - westchnął Siergain, prostując przed Heartfilią plecy. - Jesteśmy tu, by ci pomóc, więc może okaż nam trochę szacunku.
 - Wy? Pomóc mi?! Nawet nie wiem kim jesteście! To jakiś cyrk - jęknęła na koniec i, czując nadchodzącą migrenę, przycisnęła palcami wewnętrzne kąciki oczu. Po chwili drgnęła, czując silne dłonie, niespodziewanie przyłożone do jej barków.
 - Naprawdę nie wiesz kim jesteśmy? A przysiągłbym, że Makarov ci o nas wspominał. - Jikurein w uśmiechu obnażył rząd śnieżnobiałych zębów.
 Blondynka wpatrzyła się w jego ciemno-orzechowe tęczówki, czując narastające przerażenie. W końcu zrozumiała z kim ma do czynienia. Poznała "ukrytego wroga".

5 listopada. Poniedziałek.

 Do Magnolia Academy zawitał wyjątkowo ponury nastrój. Nauczyciele i uczniowie od samego rana szwendali się po korytarzu jak cień, a na lekcjach panowała cisza jak podczas wakacyjnej przerwy.  Najgorsze jednak było zdjęcie Chelii Blendy, wystawione na szkolnym holu, przystrojone czarną wstęgą. Obok fotografii leżało sporo kwiatów i szkolnych pamiątek.
 - Tutaj jesteś - zagadała Wendy do Conbolta, którego znalazła dopiero na dachu szkoły.
 Uczeń odwrócił się do koleżanki bez żadnego wyrazu twarzy; jego blada cera i sińce pod oczami wskazywały na nieprzespaną noc. 
 Trzynastolatek spojrzał na Wendy przelotem, by na powrót wypatrywać panoramy miasta.
 - Mogę posiedzieć obok? - spytała Marvell, nieznacznie się przybliżając.
 - Jasne, nie przeszkadzasz.
 Dziewczyna zaczesała włosy za ucho, po czym usiadła zaraz przy Romeo.
 - Częstuj się - zaproponowała, podając mu swoje śniadanie.
 Chłopak spojrzał beznamiętnie na podsunięte pod sam nos jedzenie.
 - A ty nie chcesz?
 - Jakoś nie mam apetytu.
 Wendy wcale nie miała powodów do rozpaczania za Chelią - wręcz przeciwnie. W końcu dziewczyna, którą dziś wszyscy opłakiwali, była dla niej wyjątkowo niemiła. Mimo to, śmierć rówieśniczki dotkliwie ją poruszyła, a wszystkie nieprzyjemności zostały odsunięte przez dziewczynkę w niepamięć.
 - Wiesz... - zaczął nagle Romeo. - Dziś jest rozprawa tej szychy, co go zamknęli dawno temu.
 - Makarova Dreyara?
 - No... - Po chwili chłopak skusił się na jedną z kanapek koleżanki. - Chyba pójdę to zobaczyć - oznajmił, obserwując zachmurzone niebo.
 - Mogę pójść z tobą?
 Conboltowi aż kanapka ugrzęzła w przełyku. Wendy Marvell chciała iść na wagary? Z własnej woli?! Niemożliwe!
 - Jasne, czemu nie - odpowiedział obojętnie, udając, że nic go to nie rusza.

- - - - - - - - - -

 Tego dnia budynek sądu był prawdopodobnie najbardziej oblegany przez dziennikarzy w dziejach Magnolia City. Również wielu mieszkańców pragnęło osobiście zobaczyć, jak legenda tego miasta, Makarov Dreyar, wpisuje się w kolejną kartę historii - liczne zgromadzenie sięgało aż do samego gmach sądu, tym samym przeszkadzając w rozpoczęciu rozprawy.
 Lucy nawet nie miała pojęcia, kiedy sprawa byłego szefa mafii została tak bardzo nagłośniona. To dodatkowo wywołało w dziewczynie tremę, w końcu jej pierwszy proces obserwowało setki osób.
 Na szczęście młoda pani adwokat uniknęła tych tłumów od przeszło godziny zajmując swoje stanowisko wraz z oskarżonym skazańcem.
 Spięta z nerwów, nie mogła usiedzieć na krześle. Co chwilę trzęsła nogą pod ławą, lub stukała paznokciami w blat stołka. Na szczęście spojrzenie jej klienta, pełne ckliwości i uczucia, skierowane do poruszonego Laxusa, w tym momencie było dla niej niczym miód na serce. 
 Również Gildarts Clive z ledwością wytrzymywał w jednym miejscu - choć pozbawiony jednej nogi, zdawał się być gotów w każdej chwili pobiec do byłego szefa. Ściśnięta między nimi Cana, próbując wesprzeć Heartfilie, raz po raz pokazywała jej uniesiony w górę kciuk.
 Tuż za nimi Lucy dostrzegła Levy w towarzystwie, jakby inaczej, Gajeela, lecz blondynka nie miała zbytnio odwagi spoglądać na przyjaciółkę dłużej niż przelotem. Nie mogła, wiedząc, jaka niespodzianka czeka na McGarden podczas tego postępowania.
 Na samym końcu sali stała Erza wraz z Natsu i Grayem. Oni jednak mieli o wiele ciekawsze zajęcia, niż dopingowanie jej, czy obserwowanie Makarova Dreyara. Woleli wymierzać pełne nienawiści spojrzenia z, stojącą dosłownie na wprost nich, białowłosą dziewczyną, w towarzystwie kilku mężczyzn - tą samą, która doprowadziła do zawału księdza Ichiyi i podpaliła sklep Hildy.
 Lucy sama miała ochotę wyskoczyć z ławy oskarżonych; z przyjemnością wcisnęłaby pannie Sorano swoją pięść w ten jej głupi ryj, choć to i tak byłoby za mało, by pomścić świętej pamięci staruszkę.
 - Córko Layli. - Heartfilia otrzeźwiała, słysząc koło ucha szept Makarova.
 - Tak, panie Dreyar?
 - Nawet, jeżeli się nie uda, to dziękuję za wszystko co robisz. Również w imieniu Layli.
 Blondynka ze zdumienia uchyliła szerzej powieki.
 - Panie Dreyar... - Tylko na tyle było stać poruszoną dziewczynę.
 - Ale postaraj się mnie wyciągnąć z pierdla - dodał niespodziewanie, wyszczerzony do Lucy od ucha do ucha. - Staruszek chciałby jeszcze pohulać pod koniec swojego marnego żywota, hehe.
 Co za niepoprawny dziad - pomyślała rozbawiona, lecz wtem, obcy głos, obwieszczający nadejście sędziego, przerwał wszelkie prowadzone dotąd dysputy.
 Gdy wszyscy wstali z miejsc, a na sali zapadła grobowa, napięta cisza, pojawił się sędzia. Kain Hikaru, tęgi i wysoki mężczyzna o świńskich oczkach i ogromnych ustach, nie grzeszył urodą.
 Zasiadając na najwyższej ławie, sędzia zawiesił wzrok na pannie Heartfilii i, dostając wypieków na twarzy, pogłaskał się po czarnym baczku.
 Lucy zgłupiała. Co ten oblech wyczyniał?! Przecież był na sali sądowej! Jako sędzia! Zamiast puszczać durne uśmieszki w jej stronę, powinien rozpocząć wreszcie rozprawę! Skup się, grubasie!
 - Ekhm! - Hikaru, dostrzegając karcące i zniesmaczone spojrzenie Lucy, odchrząknął głośno. - Sąd okręgowy w Magnolia City, w imieniu Królestwa Fiore, otwiera sprawę przeciwko Makarovowi Dreayarowi...
 Heartfilia, słuchając aktu oskarżenia, spoglądnęła w stronę prokuratora i przełknęła głośno ślinę.
 - Obym nie pożałowała tej decyzji - mruknęła do siebie, prawie że bezdźwięcznie.
...
 - Grimoire... Heart... - powtórzyła Lucy, wybałuszając powoli oczy.
 To o nich wspominał Makarov.
 "Ci, którzy nie potrzebują jawnej władzy, ani rozgłosu. Potwory, nie pragnący pieniędzy czy sławy, a strachu i cierpienia bezbronnych, którymi się karmią. Ktoś, kogo naprawdę powinniśmy się wszyscy obawiać. Ukryty wróg...".
 -Zrozum, że ludzie, o których ci teraz mówię, są odpowiedzialni za zamordowanie twojej matki! - Słowa więźnia huczały w jej głowie i podnosiły ciśnienie. -Pragniesz sprawiedliwości, prawda Lucy? Twoja matka również tego pragnęła...
 - Nie bój się, chcemy tylko pomóc. W końcu mamy wspólny cel - wyjaśnił Siergain. - My również pragniemy wolności Makarova Dreyara.
 Czy ci ludzie... Czy oni na prawdę są tymi, którego każdy powinien się obawiać? Przecież Makarov od niespełna dwudziestu lat nie marzył o niczym innym, jak o zemście, a oni chcą go wyciągnąć  więzienia?! Absurd!
 - Przecież to wasz wróg. - Lucy rzekła niepewnie, oddalając się od Jikureina o krok. - Nie wierzę wam. Dlaczego niby chcielibyście pomóc komuś, kogo sami zamknęliście w więzieniu?! - warknęła oburzona, obejmując rękami klatkę piersiową, jakby miało to ją przed czymś ochronić. Niestety, nawet nie spostrzegła, kiedy czarnowłosa kobieta zaszła ją od tyłu i w ułamku sekundy wykręciła ręce do tyłu.
 - Ultear, zostaw ją! - nakazał Siergain, ale Heartfilia zdążyła już zaliczyć bliskie, bolesne spotkanie ze skrzypiącymi panelami.
 - Wkurza mnie. - Kobieta mówiła głosem kompletnie wyprutym z jakichkolwiek uczyć czy emocji. W odpowiedzi na szarpnięcia blondynki, Ultear jeszcze mocniej wykręciła ręce porwanej  i przydeptała podeszwą jej policzek. Lucy miała jednak swoją godność i wolała zagryźć wargi do krwi, byleby tylko nie pisnąć z bólu.
 Heartfilia ze wściekłością spojrzała na Jikureina, który kucnął przy niej.
 - Wysłuchasz naszego pomysłu, panienko? 
 Pytał głupio, jakby miała jakiś wybór. Jednak coś w niej pękło. Przestała drżeć ze strachu, być może fakt, że jest im potrzebna, dodał jej odwagi. 
 - Ultear... - powtórzył mężczyzna z tatuażem na twarzy, o wiele bardziej władczym tonem, a kobieta, choć niechętnie, dała Lucy spokój. Siergain podał blondynce rękę, lecz ta, odrzucając pomoc, wstała z podłogi o własnych siłach.
 - Przejdźmy do rzeczy - poprosiła hardo, rozmasowując sobie policzek. 
 - Jak sobie życzysz, panienko. - Jikurein posłał Lucy szarmancki, bądź co bądź zniewalający uśmiech. - Tonego już znasz. Pannę Milkovich również miałaś okazję teraz poznać. Ten trzeci to Lahar, prokurator ze strony oskarżyciela.
 "Kujon" w okularach ukłonił się przed Heartfilią, lecz ta nie drgnęła ani o milimetr. Mimo wszystko, wreszcie miała okazję poznać zastępce Mesta Grydera.
 - Miał tu być jeszcze Kain, ale coś mu wypadło...
 - A co z oskarżycielem? - Dziewczyna przerwała Siergainowi. - Gdzie on jest?
 - Oskarżyciel do nas nie dołączy. No chyba, że wstanie z grobu - zażartował, a Lucy rozwarła szeroko powieki.
 - Czy wy... zabiliście Richarda Buchanena?! - zająknęła przejęta.
 - Richarda Buchanena, znanego również jako członka Oracion Seis, Hoteya - poprawił ją Siergain, kpiąco wymachując wskazującym palcem. - Czyżbyś była tak pochłonięta sprawą Makarova Dreyara, że nie zauważyłaś co dzieje się pod twoim nosem? Nie słyszałaś o tym, jak Richi wyleciał w powietrze razem z siedzibą federalnego biura śledczego?
 - Do czego wy jeszcze jesteście zdolni? - warknęła Heartfilia, czując narastającą odrazę do przebywających z nią ludzi.
 - Cel uświęca środki - zacytował. - Poza tym, czy nie powinnaś być nam za to wdzięczna? W końcu chyba znałaś jego ostatnią ofiarę... Jak jej tam było?
 - Chelia Blendy - dopowiedziała Milkovich swym beznamiętnym głosem.
 - Ach, no tak, Chelia Blendy! Poznałaś tą dziewczynkę u Mesta Grydera, nieprawdaż? 
 Zmiękczone nogi zaczęły uginać się pod Lucy. Czując, jak krew spływa jej w dół ciała, pomyślała, że zaraz zemdleje. Ta młoda dziewczynka, tak przerażona i bezbronna tamtego dnia... Skąd oni w ogóle wiedzieli o tym wszystkim?!
 - Richi chyba naprawdę musiał lubić tego Grydera. - Wyraźnie rozbawiony Siergain kontynuował monolog.  - Tak zmasakrować ciało zwykłej nastolatki... - zacmokał zgorszony. - Zemsta to straszna rzecz. 
 Przecież to nie Chelia zabiła Mesta Grydera! To nie była jej wina, tylko się broniła! Dlaczego więc... Jak...
 - Przestań - ucięła Heartfilia, wlepiając wzrok w podłogę i zaciskając pięści. Już nie potrafiła dłużej powstrzymywać płaczu ani o tym rozmyślać. Kolejna tragiczna wiadomość dotknęła ją niczym cios poniżej pasa. - Błagam, przestań już...
 Ludzie żyjący w tym mieście byli podli. Chorzy. A może to cały świat jest tak zepsuty? Powoli przestawała dostrzegać miejsce dla siebie w obecnych czasach - czy naprawdę musiała patrzeć jak po kolei giną wszyscy, których zna? Czy może się tylko temu przyglądać, bezczynnie czekając na swoją kolej?!
 - W każdym bądź razie, Lahar zastąpi nieobecnego na rozprawie oskarżyciela. Już wszystko załatwione, więc nie musisz się tym martwić - zapewnił Jikurein, zupełnie ignorując łzy, ściekające z policzków Lucy jedna za drugą. 
...
 - Udzielam głosu panu prokuratorowi - rozporządził sędzia, wskazując na swoją prawą stronę, kiedy skończył wygłaszać zarzuty wobec oskarżonego.
 Lahar poprawił okulary na nosie i wstał z krzesła.
 - Wysoki sądzie, na prośbę nieobecnego tutaj oskarżyciela, Richarda Buchanena, oraz brak wystarczających dowodów, proszę o umorzenie poprzedniego aktu oskarżenia, przedstawionego pisemnie przez Mesta Grydera.
 Na sali sądowej w mig zrobiło się głośno od zdumionych szeptów.
 - Jednakże! - kontynuował Lahar, nie zważając na poruszenie. - Również na wniosek oskarżyciela, wnoszę o częściowe ubezwłasnowolnienie Makarova Dreyara i przydzielenie mu opiekuna! - Unosząc głos, mężczyzna wskazał palcem na pozwanego.
 Dopiero wtedy zawrzało na sali. Część osób, będąca po stronie Dreyara, aż wstała z miejsc i zaczęła głośno wyrażać swą negatywną opinię. Niewiele jednak wiedziało, że częściowe ubezwłasnowolnienie pozwoli rzekomemu opiekunowi na przejęcie kontroli nad, między innymi, dużymi własnościami ubezwłasnowolnionego - jak chociażby nad Barem "Pod wróżkowym ogonem"...
 - Że co?! Chcecie zrobić ze mnie wariata?! Wy cholerne...
 - Proszę o spokój! - ryknął Kain, ponownie waląc młotkiem w ławę, przy czym spoglądał na Makarova krytycznym wzrokiem.
 - Spokojnie panie Dreyar, nerwy nam nie pomogą - poradziła Lucy, nakłaniając rozjuszonego staruszka do ponownego zajęcia krzesła.
 - Rany, jeszcze się rozprawa na dobre nie zaczęła, a już takie rzeczy! - jęknął sędzia, pocierając spocone czoło bawełnianą chustą, wyjętą spod czarno-filetowej togi. - Proszę stronę oskarżyciela o kontynuację...
...
 - Ze względu na brak wystarczających dowodów, Lahar wycofa oskarżenie przygotowane wcześniej przez Grydera i za wcześniejszym pozwoleniem Richiego, wniesie o coś innego.
 - O co? - Lucy spytała Siergaina szeptem. Po tym wszystkim co dziś zobaczyła, nie mogła wydobyć z siebie głosu.
 - Lahar spróbuje ubezwłasnowolnić Dreyara. Poprosi o przeniesienie go z zakładu karnego do czubków i o odebranie wszelkich praw do akt własnościowych.
 - Chcecie zrobić z niego wariata? Niby na jakiej podstawie? - wtrąciła blondynka.
 - Chociażby na podstawie przeniesienia Makarova do zaostrzonego więzienia w Acalypha w, bodajże, czterdziestym piątym, czy opinii tamtejszego więziennego psychologa - odrzekł spokojnym tonem. - Ale wtedy ty otrzymasz swoje pięć minut. No i Ultear.
...
 - Wysoki sędzio! - Kiedy przyszła kolej na obronę, Lucy wstała z miejsca z wysoko uniesioną dłonią. - Przeniesienie powoda do zakładu karnego o zaostrzonym rygorze nie jest powodem ubezwłasnowolnienia! Ponadto, wspomniane przeniesienie miało miejsce wiele lat temu, a opinia o stanie zdrowotnym oskarżonego powinna być bieżąca!
 - A co z opinią psychologa z więzienia w Acalypha?! - wtrącił Lahar bez pozwolenia. - Została ona wydana niespełna pół roku temu!
 Na sali sądowej robiło się coraz duszniej i jakby ciaśniej. Napięcie między dwoma stronami narastało z każdą chwilą. Pozornie.
 - Wysoki sądzie! - Lucy ponownie skierowała się do Kaina, zupełnie olewając prokuratora; niezadowolony z tego faktu mężczyzna prychnął cicho pod nosem i znów poprawił okulary. - Tak się składa, że byłam niedawno w Acalypha i osobiście widziałam jak pan Dreyar jest tam traktowany, również przez tamtejszą panią psycholog. Pomijając własne obiekcie, które przekonują mnie o niewiarygodności tejże opinii, proszę o przebadanie pozwanego przez psychologa sądowego, jeżeli takowy przebywa na sali. Oczywiście, jeżeli pan prokurator nie ma nic przeciwko...
 Blondynka spojrzała wreszcie na Lahara.
 - Tsh - syknął okularnik.
 - Panie prokuratorze? - Kain skierował na niego swoje czarne, świńskie oczka.
 - Nie mam nic przeciwko - oznajmił niezadowolony oskarżyciel.
 Po chwili Makarov został zabrany przez policję sądową do pomieszczenia obok, gdzie miał zostać przebadany przez psychologa. Oczywiście nie obeszło się bez zgryźliwych uwag staruszka, co u niektórych wywołało głośniejszy chichot.
 Lucy odetchnęła ciężko. Zerkając na znajomych, dostrzegła jak bardzo są z niej dumni.
 Dziewczyna poczuła nadchodzące mdłości i żal rozpierający klatkę piersiową, ponieważ ci wszyscy stojący po jej stronie ludzie, nieświadomi, że cała rozprawa jest jedną wielką farsą, podziwiali oszustkę.
...
 - Oczywiście wniesiesz sprzeciw, cały scenariusz uzgodnisz sobie później z Laharem. Najważniejsze, byś poprosiła o badania od psychologa obecnego na sali sądowej. Wtedy Ultear się nim zajmie, a Kain uzna jej opinię za wystarczająco wiarygodną. Proste, prawda?
 Heartfilia milczała, wciąż obserwując swoje buty i niezbyt czystą podłogę.
 - Ale to nie wszystko! - kontynuował Siergain. - Najlepsze zostawiliśmy na deser...
...
 Kiedy Ultear uznała przed sądem, iż Makarov Dreyar jest w pełni poczytalny, radość większości osób na rozprawie nie znała końca. Tylko garstka członków Oracion Seis wychodziła z własnej skóry, bo skoro wcześniejsze oskarżenie zostało wycofane, a obecne nie miało żadnego pokrycia, staruszek musiał zostać zwolniony z zarzucanych mu dzisiaj czynów, nie było innej opcji.
 Niestety Lucy nie mogła spocząć na laurach, gdyż czekało ją najtrudniejsze zadanie.
 - Wysoki sądzie - zawołała, ponownie wstając z miejsca, a wszyscy, nawet sam Makarov, spojrzeli na nią zaskoczeni. - Zanim sędzia wyrazi opinię, chciałabym powołać na salę jednego świadka.
 Nerwowym zerknięciem dostrzegła, jak Laxus i pozostali patrzą na nią bez zrozumienia.
 - Powołuję na świadka Tono Rabbitsa!
 Z początku nikt nie rozpoznał tego mężczyzny, jedynie Makarov zaczął szarpać za prawnicze ubranie Lucy, lecz ta stała hardo, nie zwracając na niego uwagi.
 - Córko Layli, co to ma znaczyć?! - wycedzał przez zęby ze zdenerwowaniem.
 Nagle, wśród całego zgiełku towarzyszącemu wprowadzenie świadka na salę, wyrwał się dobitny wrzask.
 - To jakiś żart?! - To Levy McGarden ryknęła oburzona, z buraczaną ze złości twarzą spoglądając na markotną Heartfilię. - Lucy, czy to prawda?! Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?! Jak mogłaś!
 Nawet uwagi sędziego i zagrożenie grzywną za zakłócanie spokoju nie zdołały uspokoić Levy - dziewczyna ucichła dopiero wtedy, gdy na widok brata bliźniaka swojego ojca straciła przytomność.
 Zarówno Tono jak i Lucy obserwowali całe zdarzenie z bólem serca, jednak nie mogli zmieniać ustalonej wersji wydarzeń. Musieli grać dalej, doprowadzając tą sprawę do końca. Tak, jak chciał wróg, z którym zawarli chwilowy sojusz.
...
 Lucy, domyślając się kogo Siergain ma na myśli, skierowała pełne gniewu spojrzenie na tego zapchlonego zdrajcę, Tonego Rabbitsa.
 - Tono, wyśpiewasz wszystko jak należy, prawda? - Jikurein w wręcz szyderczy sposób zadał mężczyźnie retoryczne pytanie. - Wiesz tylko co masz pominąć.
 - Oczywiście - odrzekł Rabbits, pokryty na czole zimnym potem. - Jeżeli po tym dacie mi odejść w spokoju...
 - Słowo! - Siergain zapewnił gorliwie, po czym ponownie zerknął na Lucy. Zdawało jej się, że niebieskowłosy jest coraz bardziej podekscytowany planowaniem rozprawy. 
 Nagle Jikurein uśmiechnął się do niej szeroko. - Teraz już wiesz, po co pisałaś ten list pożegnalny?
...
 Kiedy Gajeel wyprowadził McGarden z sali, atmosfera pozornie wróciła do normy. Wtedy Tono, uprzedzony o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania, rozpoczął pod przysięgą opowiadać o zdarzeniu, mające miejsce dziewiętnaście lat temu.
 Szokujące zeznania Rabittsa, wałkowane przez ponad trzydzieści minut, wstrząsnęły całym gmachem sądu. Wujek Levy opowiedział wszystko - o swoich powiązaniach z mafią, pożyczkach zaciągniętych na wyścigi konne, nawet o bracie bliźniaku, który zginął za jego długi oraz o Jose Porli. Jedynym co zataił w zeznaniach, to prawdziwa nazwa organizacji, maczająca w tym palce.
 - A więc twierdzi pan, panie Rabbits, że Jose Porla zabrał broń Makarova Dreayra, zrekwirowaną z miejsca gdzie doszło do tak zwanej "Masakry na moście Oak", i udostępnił ten materiał dowodowy gangsterom do zabicia pańskiego brata bliźniaka?
 - Ja wiem, że to niewiarygodne, wysoki sądzie, jednak to wszystko prawda! - przekonywał Tono łamliwym głosikiem. - Chcieli wrobić Makarova Dreyara w morderstwo, dlatego użyli jego broni, a następnie wrzucili ciało mojego brata do rzeki! Przynajmniej o takich zamiarach słyszałem z rozmów tych przestępców, zanim kazali mi na dobre opuścić to miasto. - Świadek zamilkł na moment. - Jednak w końcu wróciłem, nie mogłem dłużej ukrywać prawdy. Panie Dreyar - Tono zwrócił się do ogłupiałego na jego słowa staruszka. - Przez moje milczenie został pan skazany na dwadzieścia lat wolności. Jeżeli oczekuje pan jakiejkolwiek rekompensaty, zrozumiem to. Naprawdę, proszę o wybaczenie.
 - Jeszcze mi to zrekompensujesz z nawiązką, koleś - obiecał Makarov, zrzędząc pod nosem.
 - Czy mogę zadać pytanie oskarżonemu, wysoki sądzie? -Niespodziewanie odezwał się Lahar, znów poprawiając spadające z nosa okulary.
 Cholernie wkurzający nawyk - pomyślała szczerze Lucy, gdy prokurator kroczył w kierunku do ich ławy.
 - Panie Dreyar! - Oskarżyciel zawołał dobitnie, co wyraźnie nie spodobało się pozwanemu.
 - Nie jestem głuchy! - ryknął w odpowiedzi, na co po raz kolejny garstka ludzi nie wytrzymała i wybuchła śmiechem.
 - Spokój! - ryknął Kain, po chwili samemu przysłaniając rozszerzone z rozśmieszenia usta.
 - Panie Dreyar... - powtórzył Lahar, ściszonym, wymuszonym w grzeczności tonem. - Jeżeli wszystko co powiedział pan Rabbits to prawda, to dlaczego dziewiętnaście lat temu przyznał się pan do zabicia tego człowieka?
 - Ależ panie prokuratorze! - zawołał oburzony staruszek. - Ja się nie przyznałem! Ja jedynie nie zaprzeczyłem!
 - Słucham?! - Prokuratorowi od nagłego ruchu ręki aż okulary spadły na podłogę.
 - No bo to dawno było, a na tym moście było takie zamieszanie... Faktycznie miałem broń i z niej korzystałem. Mogłem nieświadomie kogoś zranić, więc nie chciałem się tego wypierać.
 - A więc był pan jednak podczas tej strzelaniny na miejscu zdarzenia i korzystał pan z broni?! - Lahar coraz mocniej unosił głos.
 - No przecież to, do cholery, wolny kraj! - Makarov nie był mu dłużny. -Mogłem chodzić gdzie chciałem! I z pozwoleniem na broń mogłem nosić ją przy sobie kiedy chciałem! Ty zasrany, czterooki urzędasie, nie będziesz mi tu...!
 - Panie Dreyar! - Donośne upomnienie sędziego zmieszało się z, ponownym podczas dzisiejszego postępowania, stukaniem młotka. - Bo nałożę na pana grzywnę w wysokości tysiąca klejnotów!
 - Ale proszę wysokiego sądu, ja mam przecież tylko dwa!
 Z początku tylko nieliczni zrozumieli dowcip staruszka, który, chichocząc pod nosem, z powrotem zasiadł na swoim krześle. Jedną z tych osób była Lucy, która aż cała poczerwieniała na twarzy.
 - Panie Dreyar, jesteśmy w sądzie...- upomniała zażenowana.
 - Och, skończcie już! Ciągle tylko "Panie Dreyar" i "Panie Dreyar", do tego nic się na żartach nie znacie! - zawołał obrażony Makarov, przekrzykując salwę gromkiego śmiechu, należącą do kilkunastu, jak nie kilkudziesięciu osób obecnych na sali.
 -Wnoszę sprzeciw! - Rzucone przez prokuratora hasło nieco uspokoiło całą wrzawę. - Nie mamy dowodów na to, że świadek mówi prawdę! - Lahar wskazał na zakłopotanego Rabbitsa. - Cała ta historia nie ma żadnego pokrycia, jest jak wyssana z...
 - Sprzeciw! - przerwała mu Lucy, czując, że wykrzykuje swoje słowa ostatkiem sił. Nie bacząc na okoliczności, pojęcia nie miałą, że prowadzenie rozprawy może być tak wyczerpujące. - Proszę o udostępnienie dowodu numer trzy!
...
 - List pożegnalny? - zaskoczony Lahar powtórzył za Siergainem, na co ten uśmiechnął się drwiąco.
 - Skoro Jose zginął, to musieliśmy go jakoś wyręczyć z składania wyjaśnień przed sądem - wyjaśnił. - Panienka Heartfilia własnoręcznie napisała o wszystkich grzeszkach naszego "przyjaciela". Przy okazji, pozorując samobójstwo Josego, wyręczyliśmy kogoś z podejrzeń o morderstwo. Ech, na stare lata robię się zbyt dobroduszny...
...
 W udostępnionym liście Josego Porli, którego po incydencie na posterunku uznano za samobójcę, zostało zawarte wszystko, co było potrzebne do uniewinnienia Makarova. Już samo przyznanie się do kradzieży broni Dreyara, czy skrócona wersja wydarzeń Tonego Rabbitsa w zupełności wystarczyła do oczyszczenia skazańca z zarzutów, ale lista przewinięć ostatniego komendanta liczyła znacznie więcej podpunktów. Reszta nie została jednak ujawniona, głównie z szacunku do zmarłego - nikt nie chciał upubliczniać przestępstw, które nie miały związku z obecnym postępowaniem.
 Sędzia rozkazał dwóm stronom wrócić na miejsca oraz poprosił ich o przedstawienie swoich postanowień. Wszyscy z niecierpliwością obserwowali Kaina, na którym ciążył obowiązek orzeczenia wyroku na pozwanym. Na sali nie było chyba osoby, nie siedzącej teraz jak na szpilkach, a kiedy młotek sędziego uniósł się w górę, wszyscy wstrzymali oddech.
 - Uznaję Makarova Dreyara za...
...
 - Ty gnoju! - Sorano, przeciskająca się przez tłum reporterów, dorwała Lahara przed zaparkowanym obok sądu Rolls-Royce'm. - Ty łazjo! Zabiję cię! Miałeś usadzić Dreyara w pierdlu do usranej śmierci!
 Mężczyzna, odwracając się do kipiącej ze złości kobiety, poprawił okulary i nie wnosząc choćby najmniejszej wzmianki na ten temat, otworzył tylne drzwi samochodu.
 - Nie olewaj mnie, gnido! Mieliśmy umowę! Miałeś pogrążyć Dreyara, a ty mu pozwoliłeś wcześniej wyjść z więzienia!
 - Panno Aguiro, złość piękności szkodzi. - Dziewczyna zwątpiła, rozpoznając twarz kierowcy.
 - Pan Jikurein... 
 - Jeżeli macie jakieś sugestie do pomocy z naszej strony, z chęcią przekażemy wasze niezadowolenie Don Zerefowi.
 - N-nie, ja tylko... - zająknęła speszona, lecz nie zdążyła powiedzieć nic więcej - białowłosa została totalnie zlekceważona przez członków Grimoire Heart, którzy po chwili z impetem odjechali sprzed sądu.
 - Niewiarygodne - warknęła, zwracając się do swoich kompanów. - Don Zero nas...
 - Haha! - Donośny rechot zagłuszył jej wypowiedź. - To żeście załatwili Dreyara na dobre! Zupełnie jak obiecałaś, naprawdę, gratulację!
 Zaskoczona wyzwiskiem Sorano odwróciła głowę za siebie. Aż otworzyła szerzej oczy, widząc przed sobą zakonnicę, bijącą brawa na tle przepychających się wzajemnie reporterów i dziennikarzy.
 Erza doskonale pamiętała ostatnie słowa panny Aguiry -"Zobaczymy jak będziecie gadać, gdy ten niepoczytalny starzec zostanie w pierdlu do usranej śmierci! Jeszcze tego pożałujecie!". - Nie miała zamiaru zostawić tego bez echa.
 - Chciałaś wiedzieć co powiem, jak już będzie po rozprawie, czyż nie? - Scarlet nie posiadała się z radości oraz satysfakcji. - Więc wiesz co ci powiem? - Niespodziewanie zakonnica pokazała jej przed nosem środkowy palec. - Tak się kończy zadzieranie z rodziną Fairy Tail, zdziro! Buahaha!
 - Ty... Ty! - Białowłosej zabrakło słów. Towarzysze w ostatniej chwili powstrzymali ją przed napaścią na zakonnicę.
 - I byście nigdy więcej nie wkraczali na nasze podwórko, ćwoki! Jesteście o sto lat za młodzi, by się z nami bawić!
 Erza, wciąż wymachując środkowym palcem przed twarzą wychodzącej z siebie Aguiry, zaczęła skupiać na sobie uwagę kilku dziennikarzy. No bo nie co dzień widzi się zakonnicę, rzucającą wyzwiskami w miejscu publicznym; można to było wręcz uznać za sensację na miarę rozprawy Makarova Dreyara.
 - Jeszcze tego pożałujesz, zakonnico! Następnym razem tak ci złoję dupsko, że sam Bóg ci nie pomoże! - zagroziła Sorano.
 - Takaś harda?! - Scarlet, chętna do bójki, podwinęła rękawy habitu. - To po co czekać na następną okazję, dawaj tu i teraz, tylko my dwie! A jak tchórzysz, to wracaj do matki possać z cyca!
 - Ej, ej, Erza! - Ze ściany stworzonej przez reporterów przecisnął się Gray Fullbuster. - Weź się uspokój, zakonnicy nie przystoi... Na co się gapicie, to nie darmowe kino! - Młodzieniec nawrzeszczał zaraz na gapiów.
 Po chwili dołączył do nich Natsu, jednak Francuz, widząc że on również jest pierwszy do bójki, szybko chwycił pod rękę przyjaciela wraz z zakonnicą i odciągnął ich od podekscytowanego tą sytuacją tłumu.
...
 Z daleka całą scenę obserwowało dwóch uczniów z Magnolia Academy. Wendy, słysząc przekleństwa zakonnicy, z niedowierzenia zakryła twarz w dłoniach. Była zawstydzona i przerażona postawą kogoś, kto służy kościołowi.
 Romeo miał natomiast zupełnie odmienne zdanie na ten temat niż Marvell. Zauważając w tym wszystkim Natsu, poczuł jak przyspiesza mu tętno, a jego szeroko otwarte oczy zalśniły z podniecenia.
 - Fairy... Tail...
 - Co mówiłeś? - spytała Wendy, wreszcie odrywając ręce od twarzy.
 - Nic, nic! - zapewnił, nie spuszczając Dragneela i zakonnicy z oczu. - Tak tylko myślałem na głos...
...
 - Czemu mnie powstrzymałeś! Porachowałabym tej pindzie wszystkie kości! - wrzeszczała oburzona Scarlet.
 - Dokopmy tym gnojom! - dołączył Dragneel, lecz Gray ze złością wepchnął ich do najbliższej uliczki.
 - Czy wy jesteście nienormalni?! Takie szopki przed sądem odwalać, no naprawdę!
 Natsu i Erza patrzeli na niego, jakby nie wiedzieli o co mu chodzi.
 - Z resztą nie ważne - jęknął, bezradnie rozkładając ręce. - Widzieliście gdzieś Lucy?
 - Lucy? A nie została jeszcze w sądzie? - zdziwił się Dragneel.
 - No właśnie nie, a niestety zgubiłem ją i staruszka z oczu - warknął strapiony Francuz, który chciał jak najszybciej porozmawiać z Heartfilią.
 Sprawa była niecierpiąca zwłoki: Jose Porla samobójcą?! I jeszcze ten list pożegnalny... Musiał to z Lucy jak najszybciej wyjaśnić.
 - Spokojnie, Gray. - Niespodziewanie, Erza z opanowaniem przyłożyła ciepłą dłoń na ramię młodzieńca. Już pomijając fakt, że była zakonnicą, w życiu by nie powiedział, iż osoba tak spokojna mogła przed chwilą rzucać mięsem na prawo i lewo. - Przecież Lucy nie ucieka z miasta. Może i jeszcze dziś ją dorwiesz.
 Fullbuster westchnął ciężko, jednak posłał zakonnicy niewielki uśmiech.
 - Masz rację.
...
 Dzięki Laxusowi, Gildartsowi i Canie, Lucy wraz z Makarovem bez problemu opuścili gmach sądu. Obecnie stali dwie przecznice dalej przy postoju taksówek.
 - Lucy, byłaś niesamowita! - wrzeszczała podekscytowana Cana, ściskając Heartfilii dłonie. - Tak porobić tego prokuratora, mimo nowego oskarżenia! I jeszcze ten Tono, tyle dla nas zrobiłaś, jesteś najlepsza!
 - To nic takiego - jęknęła, gdy Alberona w uścisku zdusiła jej przeponę piersiami. 
 Zza ramienia brunetki widziała Makarova, rozmawiającego z przeszczęśliwym Laxusem i zapłakanym Gildartsem - sam staruszek nie potrafił utrzymać wzruszenia w ryzach.
 - Tak się cieszę, szefie! Szefieee! - Mężczyzna z protezą nogi co chwile ocierał łzy i wył jak wilk do księżyca.
 - Zamknij ryj, Clive! - wrzasnął Makarov. - Beczysz jak mała dziewczynka!
 - Przepraszam, szefie! - załkał Gildarts, parskając jednocześnie ze śmiechu. - Ale ty również płaczesz, szefie!
 - Nie pierdol głupot, idioto, to tylko oczy mi się pocą!
 Pomimo wzajemnych uwag, mężczyźni przytulili się do siebie i poklepali przyjacielsko po plecach.
 - Wreszcie w domu! - Po chwili stary Dreyar westchnął z nostalgią, oddychając pełną piersią. - Ale Magnolia City wygląda zupełnie inaczej niż pamiętam!
 - Przyzwyczaisz się - pocieszył go Laxus. - Ale zanim cokolwiek zrobimy, dziadku, najpierw musimy obgadać parę spraw.
 - Spokojnie, spokojnie! Przystopuj trochę, chłopcze! - upomniał go staruszek, spoglądając na Lucy z uśmieszkiem. - Daj mi się nacieszyć wolnością, dziewiętnaście lat przesiedziałem w zamknięciu!
 - Ale dziadku...
 Makarov zignorował jego uwagę, jak i wciąż płaczącego ze szczęścia Gildartsa. Podszedł do Cany, którą również czule uściskał. To nic, że ledwo sięgał jej do pępka.
 - Wyrosłaś na piękną kobietę, Canuś - stwierdził, odsuwając się od niej o dwa kroki.
 - Proszę mnie nie podrywać! - zawołała żartobliwie, machając ręką.
 - Gdybym tylko był o te czterdzieści lat młodszy! - Makarov aż cmoknął z żalem, a Alberona zachichotała radośnie. Dało się jedna wyczuć, iż robi to z grzeczności - nic dziwnego, musiała być nieco zażenowana poziomem takich "typowo dziadkowych" żartów.
 - Szefie, a ty dokąd?! - zawołał po chwili Gildarts, gdy staruszek wskoczył do najbliższej taksówki.
 - Na przejażdżkę z panną Heartfilią - oznajmił jakby nigdy nic.
 - Słucham? - Lucy, nie znając wcześniej jego zamiarów, wskazała ze zdumieniem na samą siebie.
 - Wsiadaj, córko Layli. Mam ci coś do pokazania!
 Blondynka spojrzała na pozostałych, jej znajomi wyglądali na wstrząśniętych i oszołomionych dość ekscentrycznym zachowaniem staruszka. W końcu jednak Heartfilia spuściła wzrok ze zrezygnowaniem i wsiadła do taksówki.
 - Panie Dreyar, niech pan przestanie mnie tak dziwnie nazywać - poprosiła, zamykając drzwi samochodu. - Ja mam swoje imię.
 Kiedy taksówka zniknęła za najbliższą uliczką, Cana podrapała się po czubku głowy.
 - Czy on aby na pewno jest normalny?
...
 Pierwszą rzeczą jaką Levy zobaczyła po odzyskaniu świadomości, była twarz Gajeela. Wystraszona dziewczyna raptownie podniosła się do siadu, lecz szybko tego pożałowała - od zawrotów głowy omal znów nie odpłynęła.
 - Nie szalej, mała - skarcił ją Redfox, zmuszając McGarden by ponownie oparła głowę na jego kolanach. Po chwili zaczął ją głaskać po włosach. - Lepiej ci już?
 - T-tak - wymamrotała niemrawo, rozglądając się po okolicy. Poznała ją - siedzieli na ławce w parku, niedaleko zarówno sądu i dawnej kancelarii pana Heartfilii.
 - Makarov Dreyar został oczyszczony z zarzutów. Jest na wolności - wyjaśnił Gajeel, nie zaprzestając głaskać przyjaciółki. McGarden mruknęła cicho, dając mu tym znać, że rozumie co do niej mówi, ale przez kolejną minutę intensywnie rozmyślała nad pewnym pytaniem.
 - A tamten człowiek? - odważyła się wreszcie zapytać, lecz wciąż nie miała pojęcia jak nazwać Tonego Rabbista. Nawet nie wiedziała, czy to rzeczywiście był on.
 Niespodziewanie Redfox pokazał dziewczynie kopertę.
 - To właśnie on powiedział mi o zakończeniu rozprawy. I przeprosił.
 - Przeprosił? Za co?- spytała zaskoczona.
 - Za to, że znów wyjeżdża z miasta. Ale zostawił ci to - odrzekł Gajeel, podając Levy list do rąk.
...
 Kiedy taksówka zajechała na North Faries, Lucy nie dowierzała w to, gdzie ją zawiózł Makarov.
 - Dlaczego tu jesteśmy? - Heartfilia nie mogła oderwać oczu od zniszczonej nieruchomości, której cały teren zabity był deskami.
 - Nie chcesz się dowiedzieć dlaczego Layla powierzyła ci tak trudne zadanie?
 Słowa Makarova podziałały na nią jak tysiąc wolt - aż włosy jej się zjeżyły na głowie.
 Gdy zapłaciła taksówkarza i posłała go w diabły za masakrycznie drogą taryfę dzienną, w ciszy obserwowała Dreyara, próbującego wykopać jedną z desek. Niestety niezbyt mu to wychodziło.
 - Eee... Tego...
 Lucy, nic więcej nie mówiąc, jednym kopnięciem wywaliła deskę z płotu i przecisnęła się przez szczelinę.
 - Smutny widok, prawda? - zagadał Makarov, który szybko do niej dołączył. Heartfilia musiała przyznać, że staruszek ma świętą rację. Zgliszcza baru wyglądały okropnie jeszcze bardziej, gdy pomyślała o wspomnieniach Dreyara, związanych z tym miejscem.
 - Musi być panu ciężko...
 - Cóż, to tylko budynek - oznajmił, spoglądając na dziewczynę z ukosa. - Wszystko co najważniejsze, jest tutaj.
 Staruszek poklepał się po piersi i ruszył w stronę zniszczonego budynku. A Lucy ruszyła tuż za nim.
 Po chwili doszli do miejsca, gdzie Makarov zaczął odgarniać stopą porozwalane belki, butelki i kamienie. Tym sposobem dokopał się do włazu, przypominającego schron przeciw tornadom.
 - Co to? - spytała Lucy.
 - Piwnica. - Dreyar otworzył drzwiczki za jednym szarpnięciem; ich oczom ukazało się zejście na dół. - Chodź.
 Dziewczyna miała pełno obiekcji co do tego pomysłu, ale widząc znikającego na schodach staruszka, prędko pobiegła za nim. Przecież nie mogła go zostawić samego.
 W pomieszczeniu panowała całkowita ciemność - dopiero gdy Lucy użyła zapalniczki, w nikłej poświacie dostrzegli połamane puste regały.
 - Co tu widzisz?
 - Prawie nic - odrzekła szczerze. - Same rozłupane meble.
 - Kiedyś, za czasów prohibicji, te meble były przepełnione najlepszym whisky w mieście. Jak widać, wszystko zostało splądrowane.
 - Chce pan powiedzieć - żachnęła Lucy. - Że przez niemal całe życie broniłam aktu własnościowego tego budynku tylko po to, by chronić whisky, której od dawna tu nie ma?!
 - Oczywiście, że nie - burknął poirytowany Makarov, przechodząc w głąb piwnicy. - Pomyśl tylko, czy ukrylibyśmy coś cennego w tak łatwo dostępnym miejscu?
 Zapalniczka w dłoni Heartfili stawała się coraz bardziej rozgrzana.
 - Ale jeżeli nie tutaj, to gdzie? - drążyła. - Tu nie ma nic innego.
 - Z pozoru nie, jednakże... - Dreyar przystanął na środku piwnicy i dwukrotnie popukał czubkiem buta w beton. - Czy skoro nie widzisz Boga, to znaczy, że on nie istnieje? Jeżeli nie dostrzegasz powietrza, czy to oznacza, że go nie ma? Drogie dziecko, to że czegoś nie zauważasz, to nie znaczy zaraz, że to nie istnieje. 
 Lucy dopiero po kilku sekundkach zrozumiała przesłanie staruszka.
 - Czy to...
 - To zaledwie pierwsza kondygnacja - uprzedził ją Dreyar. - Złoto, pieniądze, dziesiątki broni i tysiące amunicji, ważne dokumenty - wszystko zabetonowane i schowane pod naszymi nogami.
 Makarov wyglądał na niewiarygodnie z siebie dumnego, lecz Lucy, z początku zdumiona, teraz wyrażała twarzą jedynie smutek.
 - Myślę, że Oracion Seis nie miał o niczym pojęcia. Sądząc, że chcieli zdobyć akt własności baru dopiero od niedawna, pewnie chcieli nam zrobić po prostu na złość... Panienko?
 Staruszek dopiero po chwili dostrzegł zaszklone oczy dziewczyny.
 - Złoto... Pieniądze... Broń... - powtarzała z goryczą. - To wszystko ma ogromną wartość. Gdyby dostało się to w niepowołane ręce...
 - Cieszę się, że to rozumiesz - uciął Makarov, który odetchnął z ulgą.
 - Owszem, rozumiem. Ale to wciąż tylko wartościowe rzeczy. Za to życie mojej matki, która poświęciła się dla tych rzeczy, było bezcenne. Z resztą nie tylko jej życie...
 Nagle cisnęła swoją teczką pod nogi Dreyara.
 - Wczorajszego wieczoru zabrałam akt własności do baru "Pod wróżkowym ogonem" z biblioteki McGarden's. W odwdzięczeniu się za tą przysługę, proszę mieć oko na dziewczynę, która prowadzi tą bibliotekę. Gdyby nie ona, być może akt już dawno trafiłby do kogoś innego.
 Rzucając ostatnie smutne spojrzenie na staruszka, udała się do wyjścia z piwnicy.
...
 Lucy spojrzała na Siergaina z najwyższą pogardą. Miała mu wręcz ochotę napluć w twarz.
 - Została jeszcze jedna kwestia. Co zrobicie po rozprawie?
 - Jak to "co zrobimy"? - Heartfilia spytała wątpliwie. Nie wiedziała co ma przez to rozumieć.
 - No bo wiesz, Tono zaraz po wyjściu z sali sądowej idzie na peron i wyjeżdża z miasta. A ty? Nie myślałaś o wakacjach? - Jikuren podrapał się po uniesionym lekko podbródku. - Oczywiście możesz zostać w Magnolia City, nikt ci nie broni. Ale jeżeli piśniesz o nas choćby słówko, kto wie co może ci się przytrafić? Szkoda by było, bo ładna z ciebie dziewczyna...
 - I niby komu miałabym to powiedzieć? - Lucy prychnęła cicho. - Jeżeli to wyjdzie na jaw, będę w bardziej niekorzystnej sytuacji niż wy.
 - Cóż, w sumie to nie masz zbyt dużego wyboru odnośnie naszej współpracy. - Nagle Siergain poklepał się po biodrze, przy którym trzymał schowany pistolet. Także panna Milkovich podeszła bliżej niej. 
 Więc albo im pomoże, albo tu zginie? Jakoś ją to nie zdziwiło.
 - To akurat nie ma żadnego znaczenia - oznajmiła blondynka, po raz kolejny spoglądając Siergainowi w oczy z niewyobrażalną oschłością i nienawiścią. - Zdrada to zdrada.
...
"Kochanie, nie śmiem prosić o twoje wybaczenie po tym co zrobiłem. Gdybym tylko miał wybór, pewnie nigdy byś się o mnie nie dowiedziała. Cieszę się jednak, że mogłem wreszcie zrobić coś dobrego, być komuś potrzebny. Myśl, że niewinny człowiek spędził kilkanaście lat w więzieniu przez moje milczenie, rujnowała mi życie. W końcu mogę to naprawić, lecz to i tak nie wymaże czynów, jakich dopuściłem się w młodości. Nie wiem jaką znasz "prawdę", jednak prawdziwa jest taka, że to przeze mnie zginął twój ojciec. Bardzo mi przykro, Levy...
Niestety prawdopodobnie nie będzie mi dane z tobą porozmawiać, ponieważ zaraz po rozprawie Makarova Dreyara muszę wyjechać z miasta. Jednak kiedyś tu wrócę, a wtedy, jeżeli będziesz na to gotowa, postaram się choć w części zrekompensować wszystko, co przeze mnie straciłaś.
Twój wujek, Tono Rabbits."

 Jeszcze zanim skończyła czytać list, McGarden pomoczyła go łzami.
 - Ty tchórzu... - łkała z mocno zamkniętymi powiekami, co chwilę zaciskając drżące wargi.

"PS. Twoja przyjaciółka, Lucy Heartfilia, to naprawdę świetna dziewczyna. Robiła co musiała, więc proszę, nie miej jej niczego za złe."

 - Lucy... - wychlipała, zgniatając kartkę w kulkę i wyrzucając ją na oślep do śmietnika. Oczywiście nie trafiła, więc Gajeel, palący nieopodal, podniósł papierek z ziemi i podpalił go żarem papierosa.
...
 "Jeszcze kiedyś tu wrócę"  
 Tono, będąc w drodze na lotnisko, w kółko powtarzał sobie tą myśl.
 Gdyby tylko nie musiał wyjeżdżać...
 Wzdychając z sercem ciężkim jak kamień wrzucony do wody, spojrzał w niebo - szare chmury w większości nie przepuszczały promieni słonecznych do miasta, jednakże w tamtej chwili, na moment do Magnolia City zawitała namiastka minionej, letniej pogody. To nic, że właśnie rozpoczął się listopad.
 Mężczyzna, rozkoszując się rozpogodzeniem, stanął na środku drogi, nie bacząc na mijających go w pośpiechu ludzi.
 Teraz, gdy po tylu latach wreszcie wrócił do miasta, zrozumiał jak bardzo mu go brakowało. I choć jeszcze nigdy nie był tak blisko swojej siostrzenicy, wcześniej nie odczuwał aż tak uporczywej potrzeby by bliżej ją poznać. Jeszcze nigdy przedtem nie czuł tak ogromnej woli życia...
 Z nostalgią obserwując chmury, sunące leniwie na wschód, nie zauważył zachodzącego go od tyłu mężczyzny w szarym płaszczu.
 - Szerokiej drogi.
 Tono aż szerzej otworzył oczy, czując przeszywające ukłucie w plecy.
 - Idź prosto do piekła.
 Rabbits mógł jedynie patrzeć, jak tajemniczy mężczyzna, którego głos był mu zupełnie obcy, odchodzi, mieszając się z tłumem przechodniów. Po chwili, obezwładniony przed nagłe osłabnięcie, upadł na ulicy brudząc bruk własną krwią.
 Jedyne co zdołał usłyszeć przed śmiercią, to krzyk jakieś spanikowanej jego widokiem kobiety.
 Tymczasem, zaledwie przecznicę dalej, do oprawcy w płaszczu dołączył drugi mężczyzna.
 - Zrobiłeś to?
 - Oczywiście - odpowiedział napastnik bez najmniejszych oznak zdenerwowania. Zupełnie, jakby zabicie kogoś na zatłoczonej ulicy było dla niego codziennością.
 - A co z dziewczyną? - dociekał towarzysz.
 - Zostawmy ją w spokoju. Ten dupek, Siergain, powiedział, że może się jeszcze kiedyś na coś przydać.
...
 - Córko Layli, czy ty... - Z napływu emocji słowa ugrzęzły Makarovowi w gardle, lecz szybko wziął się w garść. - Wiem, że robiłaś co musiałaś, a nawet więcej. Nie musisz się niczego bać, ani za nic obwiniać. Nie zrobiłaś niczego złego!
 - Co pan może wiedzieć - syknęła wściekle Heartfilia, nie wstrzymując kroku.
 - Grimoire Heart! - Staruszek zawołał w ostateczności, gdy dziewczyna weszła na schody. - Cała ta rozprawa była jedną farsą, prawda?! Gdyby nie te łajzy...
 - Skąd pan wie? - wtrąciła blondynka, nie mając odwagi spojrzeć na Dreyara. Mocno zaciskając pięści, czuła jak serce wyrywa się jej z piersi. Od podwyższonego ciśnienia huczało jej w czaszce.
 - Domyśliłem się podczas rozmowy z tą całą "panią psycholog". - Makarov zachichotał na moment, lecz szybko z powrotem spoważniał. - Domyślam się również, że nie miałaś wyjścia, jak tylko podjąć z nimi współpracę. Znam ich metody aż za dobrze i nikt nie ma ci nic do zarzucenia, drogie dziecko - wyjaśnił. I kiedy już myślał, że przekonał dziewczynę, ta znów ruszyła w stronę wyjścia.
 - Nie chcę mieć z tym miastem nic wspólnego - warknęła na odchodne. - Wyjeżdżam.
 Makarov Dreyar, pozostawiony sam sobie, po chwili również postanowił opuścić piwnicę. Nie miał jednak zamiaru gonić za dziewczyną. 
 - Oj, Lucy, Lucy - westchnął, z nikłym uśmieszkiem drapiąc palcami siwą czuprynę. - Jesteś zbyt podobna do swojej matki.


NO W KOŃCU! - ciekawe ilu z was tak powiedziało/pomyślało, jak zobaczyło ten rozdział :P Nie wspominając już o zakończeniu sagi, którą rozpoczęłam dokładnie 28 października... 2013 roku O.o xD

Cóż mogę rzec... może najpierw propo rozdziału: mielibyście go dzisiaj o wiele wiele wcześniej, gdyby nie mój ukochany, który chyba specjalnie robił wszystko by mi poprzeszkadzać :3 Nawet korektę tekstu robiłam w ogromnej nerwówce i pośpiechu, bo ciąż mnie albo poganiał czy wymyślał coś innego... Faceci to jednak wredne stworzenia (ale kobiety są gorsze, więc odpłacę mu to z nawiązką, żeby więcej tak nie robił :P). 
Nie wiem też jak spodoba wam się ten rozdział - szczególnie z rozprawą szło mi cholernie ciężko i wręcz stawałam na głowie, by napisać to w miarę ciekawie. Nie wiem czy wyszło, ale za ogromną pomoc w tym temacie bardzo, bardzo dziękuję Hinie :***

A teraz propo całej sagi - nie mogę uwierzyć, że wreszcie ją skończyłam :D Raz szło lepiej, raz gorzej, raz było z górki, a raz pod górkę, ale cudowne wspominam czas spędzony na pisaniu (choć wiele razy z nerwów wyrywałam włosy z głowy xD) oraz na czytaniu waszych komentarzy ;) 
Dziękuje wszystkim, którzy są ze mną przez cały ten czas, bo to w końcu głównie dzięki wam udało mi się skończyć tą sagę ("motywacja - motywacja" :D)

Jak już wcześniej wspomniałam, opowiadanie robi sobie przerwę do września, jednak to nie oznacza, że przez wakacje zawieje tu pustką. Za kilka dni blog będzie obchodzić drugie urodziny i, nie inaczej, mam dla was kilka niespodzianek :D

Nie przynudzając dłużej (a poza tym nie mam już czasu -.-), mam nadzieję, że rozdział, saga, i cały blog was nie zawiódł. A w przyszłych rozdziałach niech będzie jeszcze lepiej! - postaram się o to z całych sił :)

...

W podziękowaniu dla Hinci (oraz z własnej intencji, bo naprawdę warto) pragnę polecić jej nowego bloga. Jeżeli lubicie krew, brutalną "rzeczywistość" i poruszające opowieści, to musicie tu zajrzeć!

34 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. No to lecę z komentarzem :D
      W ogóle to przez dłuższy czas nie miałam laptopa i byłam pewna, że mam zaległości a tu rozdział dopiero haha, akurat mi to nie przeszkadzało bo nie miałam nadrabiania xD

      Pierwsze co po przeczytaniu początku to wielkie: "Uf... JUVIA ŻYJE!!"
      Następnie (jako wielka fanka Graya-francuza (i wg Graya) - tak muszę to zaznaczać w każdym kom xD) Byłam mega podjarana rozwojem wydarzeń...
      A więc miejmy to już za sobą:
      BOŻE ŚWIĘTY ALE GRAY BYŁ SŁODKI JAK ZABRAŁ JUVIE DO DOMU JESUUUU *____* <3 i jak sobie uświadomił że to wszystko przez niego i że nadal ją kocha jejuuuu :( <3 *-*
      a jak był ten tekt:
      " - Bo jesteś moja - odrzekł spokojniej, odrywając ręce Juvii od twarzy. - Zawsze byłaś..."
      to miałam jedną wielką galaretke zamiast mózgu i mentalny orgazm ;-;
      CUDOWNY ON JEST. Kropka.
      i wg jejuuu jak mi się smutno zrobiła jak kazała mu sobie iść ;-; (głupia jakaś czy co xd?)
      ale z drugiej strony była w szoku po tym morderstwie, a potem on nagle z takim czymś wyjeżdża...... mógł tak jakoś no... spokojniej? Delikatniej? Przytulić tylko na początku czy coś...
      No ale to Gray :D
      Ogólnie Gruvia forever <3
      ok starczy...

      Co do reszty rozdziału (zapewne ważniejszej) to:
      Prawdopodobnie coś tam trochę pokręciłam i przeczytam to jutro jeszcze raz xD ale tak ogólnie to - jesuuu jak to było wszystko genialnie zaplanowane ułożone i wg :O Jesteś genialna. Kropka.
      Ogólnie bardzo mi się podobała rozprawa (kiedyś marzyłam o zostaniu adwokatem więc lubię takie klimaty)
      No i co tu dużo mówić... genialne! Rozprawa wygrana :3

      Na koniec jeszcze napomnę o cudownej scenie z Erzą hahahaha :D ZAJ*BISTE <3

      Aaa no i trochę to było zagadkowe że tyle było szumu o ten budynek, ale jakoś nigdy specjalnie się nie zastanawiałam co takiego w nim jest wiec tu też mnie zaskoczyłaś :3
      Świetny rozdział :3 pozdrawiam~!

      Usuń
    2. PS: OMG jaki cudoooowny szablon *_____* <3 ~!

      Usuń
    3. Twoja podnieta Gruvią mnie rozczula xD Ale rozumiem cię doskonale, też jestem ich ogromną fanką :P I cieszę się, że szablon się podoba ^.^

      Usuń
  2. Czegoś takiego się nie spodziewałam moja droga! nie chcę spojlerowac tym, co przeczytają komentarze przed rozdziałem, wiec zostane tylko przy ogólnikach ;) myślę, że nie tylko mnie zaskoczylas lub zaskoczysz treścią rozdziału ;) bije brawa, kłaniam się nisko i wołam "aye sir!" :D ciężki żywot sprawilas mojej ulubionej postaci, ale przez to mam ochotę czytać i czytać <3 życzę dalszej weny i powodzenia :*
    Snowy/Nieznana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja ciężki żywot tutaj nie jednemu zgotowałam(i zgotuję hiehie), więc jestem ciekawa kto jest twoją ulubioną postacią ^^. I tyle maglowałam ten rozdział, że myślałam o nim "ale przewidywalny..." więc zaskoczyłaś mnie, ale cieszę się, że mi się udało zrobić "niespodziewajkę" :D

      Usuń
  3. Tak, zacznę od tego - gratulacje skończenia sagi! :3 Tyle czasu przedłużana i nareszcie się udało!
    Rozprawa wyszła Ci zajebiście. Szczególnie, gdy Lucy olała prokuratora. Tu zawiało sceną z Wesołowskiej, gdy pani Magda rzuca swoimi ripostami. Niby fajnie, że Macarow wyszedł na wolność, szkoda tylko, że Lucy musiała współpracować z wrogami.
    Co do Josa Porly... Chyba wiesz, który fragment mi się spodbał, nie? To jal Gray tak się troszczył o Juvię, a potem bach o lodówkę i prawie były sexy! Prawie! Tylko, że nie, bo Juvia go wygoniła! W sumie w każdej chwili mógł wrócić Toti i wyobrażam sobie jego minę, jak wchodzi do domu, a tam nagi Gray leży na nagiej Juvii i... ekhem... przerwa na reklamy! O czym ja, do cholery, piszę?!
    Teraz zostało mi czekać na ponowne spotkanie Natsu i Lucy po pewnym incydencie, no i oczywiście na spotkanie Gray'a i Juvii, bo tego chyba nabardziej nie mogę się doczekać. Pewnie oboje będą się przycinać w mowie i odwracać wzrok... To takie bezcenne.
    Twój facet, to trochę jak kot. Oglądałam taki filmik, gdzie dziewczyna pokazywała jakieś tam akrobacje czy coś, no że ogólnie jest wygimnastykowana, a w pewnym momencie przed kamerę wszedł kot i leżał chyba do samego końca... Tak to już jest... Nie dadzą spać, jeść, pisać i żyć... Ale za to ich kochamy ^^
    Nie przedłużając, pozdrawiam i życzę weny!

    ~Juvia L.

    PS Te urodzinki bloga... Cóż tam dla nas szykujesz? :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój facet to nie kot, to debil :| Ale i tak kocham go miłością nieograniczoną bardziej niż zasięg 4 sieci w Play, dalej niż stąd do księżyca i z powrotem więc... No co zrobisz, nic nie zrobisz :P Muszę się z takim męczyć teraz xD No i dziękuję za komentarz :D :*

      Usuń
  4. Jestem czwarta... Co za szajs xDD
    Dobra, koniec pierdzielenia ;D Również gratuluję zakończenia sagi *Ginny bije brawa*
    Biedny Porek... Co ja pieprzę?! Wcale mi go nie szkoda! Szkoda mi tylko Gray'a ;( Biedaczyna dostał kosza od swojej ukochanej ;( No, ale czego mógł się spodziewać, po tym, co Juvia przeżyła? Że wyląduje z nią w łóżku? (do czego prawie doszło, ale kij z tym)? Mógł chłopaczyna inaczej to rozegrać, to może by coś z tego wyszło? A tak? Dupa.
    Rozprawa zajebista! Znaczy się opis tej rozprawy był zajebisty xDD Macarov wyszedł na wolność? Hmmm... przeczuwam kłopoty... Nie mówiąc już o tym, że z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy! W szczególności na ciąg dalszy wątku Gruvii ;D
    Dobra, nic więcej z siebie nie wykrzeszę przez ten upał ;__; O, a może jednak? Twój facet to rzeczywiście jak kot :D Tylko nie taki pierwszy lepszy, tylko pers :D Te koty są najbardziej złośliwie i wredne ponoć xD Jakie niespodzianki? ;3 Nie mogę się doczekać ^.^
    Okej, teraz uciekam zostawić po sobie ślad na Zeusie!
    Pozdrawiam serdecznie ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do persa to się jeszcze mogę zgodzić nawet, pasuje to do niego O.o :D
      I widzę Gruvia robi w tym rozdziale furrorę jeżeli o tego typu wątki chodzi. Nie spoilerując, narobię wam smaka, bo będzie się niedługo z nimi wiele,wieeele działo :D

      Usuń
  5. Komentarz dam jak będę na lapku bo nie lubię pisać na telefonie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to zaczynamy komentować :D Yashu moja kochana jak ja cię kocham xD ty tak genialnie piszesz. Dobra już komentuje :D
      Po pierwsze: Natsu będzie się mścił, niech poleje się krew ;) Po drugie czyli Juvia żyje i ta scenka z Grayem ( biedny, kiedy sobie uświadomił, że kocha swoją niebieskowłosą dziewczynę, ta dała mu kosza.) Lecim dalej, już myślałam, że znów porwą Luśkę, by ją uciszyć czy coś, a tu współpraca z "Ukrytym wrogiem" :D Co do rozprawy to nic dodać nic ująć świetnie to napisałaś, ja bym tak nie potrafiła dlatego szacun xD A Erza na końcu pasowała tam idealnie oraz ci dziennikarze i mina Wendy. Kochana Erza. Na koniec śmierć Tono Rabbitsa czyli czuję, już coś większego :P oraz Lucy gdzie jedziesz? I tak nie wiadomo gdzie byś pojechała nie uwolnisz się od tego.
      Zakończenie sagi świetne i zastanawia mnie teraz czy nasza blond włosa przyjaciółka umrze. Bo tak se myślę byłoby ciekawie gdyby gdzieś tam na końcu umarła xD Moje piękne mroczne myśli.

      A tak ode mnie mrocznej Alice: Niech wena będzie z tobą xD

      Usuń
    2. Hehe twoje piękne mroczne myśli są takie kuszące... xD Zobaczymy jak to będzie, zobaczymy >:-D
      A sprawę sądową dobrze napisałam w dużej mierze dzięki Hinci, więc nie tylko mi propsy się należą :3
      I ślicznie dziękuję za komentarz :***

      Usuń
  6. No to lecimy z tym komentarzem. :D
    Zacznijmy może od początku, abym mogła sobie jakoś poukładać komentarz w głowie. To tak, Natsu, który będzie się mścił. Czekam na rozlew krwi i epicką zemstę. Dobra! Nie umiem tak. W moim komentarzu musi być chaos, więc jedziemy od Graya. Szkoda mi chłopaka. :c Myślał, że Juviś się da, a ta kosza mu dała. Świetna scena, z czego się śmiałam, kiedy wyobraziłam sobie minę Graya. XD Rozprawa, przeszła epicko. I nasz zboczony staruszek powrócił. :D No kocham Cię za to. Dalej... em, a no tak! Dobra mam, nie zapomniałam, jak to mam w zwyczaju! >.< Gajeel i Levy <3 I love you! Jak ją smyrał po główce, chyba po główce. Smyrał! 8) Nieładne myśli się pokazały, w mojej głowie. :c Blondi wyjeżdża?! Ja Cię błagam >.< Chce czegoś na trzy litery, a zaczyna się na "S"! Odbija mi, a do tego zakonnica Erza krzycząca i klnąca przed sądem. :/

    Dobra. Już ogarniam swoje życie. Żartowałam, przecie to niemożliwe. Okej, życzę dużo (x1000) weny i cieplutkich wakacji. No i takie pytanie. Kiedy można się spodziewać następnego rozdziału? x3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już sobie wyobrażam Pluszową w takim telewizyjnym teleturnieju telefonicznym "Co to jest, ma trzy litery, zaczyna się na "S" i panna Pluszowa bardzo tego chce" ...ekhem, udam że nie to chodzi mi po głowie jako rozwiązanie tej niezwykle trudnej i zawiłej zagadki :D
      I dziękuję za komenta :* A następny rozdział będzie niebawem :3

      Usuń
  7. Nie wiem co napisać. Czekałam. Czekałam z nadzieją na kolejny bombowy rozdział. Nawet nie wiesz ile ja się nacierpiałam czekając. Ale w końcu jest. W końcu.
    Rozdział bombowy. Genialny. Jesteś genialną pisarką. Chociaż że to jest tak pomieszane czasami, że mam ochotę zacząć krzyczeć, przez to że czegoś nie ogarniam.
    Życzę duuuuużooooo weny, chęci do siedzenia przed komputerem/laptopem, oraz udanych, cieplutkich i wesołych wakacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, a co ja mam pisać proste kryminały? Nie ma łatwo, trzeba trochę pomataczyć xD I mi nieźle nasłodziłaś w tym komentarzu, nie powiem :P
      Bardzo dziękuje, że zostawiłaś po sobie ślad pod tym rozdziałem ^^ :*

      Usuń
  8. Roooozdziaaaaaał! <3
    No to po kolei (pewnie ostatecznie NIE będzie po kolei, ale zawsze można próbować, prawda? :'D):
    Szkoda mi Sherry :c Ale Natsu będzie się mścił, yay! Przeczuwam krew i strzelaninki. Szeh luuubiić.
    Ha! Należało ci się, Porla, należało jak cholera! No, to teraz tylko trzeba mieć nadzieję, że nikt się nie skapnie, że to jednak nie było samobójstwo i to była Juvia. Ale raczej nękana wyrzutami sumienia się chyba nie przyzna, nie? Bo innym się nie będzie chciało drążyć nawet, jak zauważą, a mafia raczej nie odwali fuszerki... I może nowym komendantem zostanie ktoś bardziej lajtowy c:
    No i wow, Jellal/Siegrain (zdecyduj ty się na jedno imię stary, bo będę cię nazywać albo Żelkiem, albo połączeniem tych dwóch imion, co będzie pewnie niebezpiecznie przypominać nazwę jakiegoś shipu.
    ...
    Chyba zostanę przy Żelku, cukier zawsze spoko.), czy raczej Żelek zrobił swój kolejny ruch!
    No i ta cała scena w domu Juvii <3 Ta cała mieszanina uczuć, gdy Gray się zorientował, że wciąż ją kocha i to poniekąd przez niego teraz cały czas wpada w kłopoty... I co do końcówki tego fragmentu: Nosz kurna, Gray, wyczucie jak cholera. Dziewczyna jest podłamama po nieumyślnym zabójstwie, a ty jej chcesz do łóżka wskoczyć. Jakieś wsparcie psychiczne może najpierw zaoferuj, nie bądź taki szybki, kolego, bo teraz masz.
    Wendy, Wendy, na wagary? Nie spodziewałam się tego po tobie... No ale skoro na rozprawę, to spoko :'D
    I tak słowem wstępu powiem, że opisałaś rozprawę epicko - bardzo podobała mi się ta forma "rozprawa-wspomnienie-rozprawa-stosowne wspomnienie-rozprawa...", wprowadziła taki fajny klimacik uwu
    No a teraz już do samej rozprawy:
    Jak ja uwielbiam Makarowa xD
    A jak w tym wspomnieniu Żelek powiedział, że to dlatego Lucy pisała list pożegnalny, to na jeden krótki moment się wystraszyłam, że kazali jej pisać swój list pożegnalny i sprzątną ją po rozprawie, żeby już więcej nie zawadzała po zrobieniu swojej roboty. Ale skoro Żelek uważa, że jeszcze może się przydać...
    No i Erza <3 I zgodność Natsu co do tego, że trzeba skopać dupy mafii <3
    No i ponowne spotkanie Makarowa, Gildartsa, Laxusa i Cana też tam była! <3
    No i piwnice, hehe :3€
    No i jak tylko był fragment dokładniej o Rabittsie, to ja wiedziałam, że go zabiją. Ale wcale mi go nie szkoda, tak szczerze.
    No i Lucy chce wyjechać, ale mam nadzieję, że nie wyjedzie...
    No i w końcu koniec tej sagi. To takie trochę... kurczę, całe życie mignęło mi przed oczami, czuję się tak staro... xD No dobra, może przesadzam, ale jak znalazłam BPWO, to akurat byłaś w trakcie pisania drugiego albo trzeciego rozdziału z tej sagi. Dorastałam z nią czy coś. Taka nostalgia xD Ale! Nowa saga szykuje się świetnie, sprawa z aktem rozwiązana, więc przechodzimy do "czytego" Fairy Tail :3 *zaciera łapki*
    Rany, jak czytałam twoją notkę odautorską i komentarze o twoim mężu-jak-kot, to przypomniał mi się taki komiks, co kiedyś widziałam, o kocie (no, jakby człowiekocie), który był prezesem firmy, to było piękne xD Może znajdę, to podrzucę xD I powodzenia w zemście ;)
    No i ten. Jakoś chyba bez BPWO do września będę musiała wytrzymać... No ale skoro reaktywujesz drugiego bloga i jest jeszcze Zadłużona Żona (do której sobie przysiądę na maratonowanie, jak będzie więc rozdziałów ;3), to jakoś może dam radę ;D
    Wow, nawet w miarę po kolei mi ten komentarz wyszedł! Wygrałam życie! *wycina sobie koślawą gwiazdkę z żółtego papieru kolorowego, pisze na niej "#1" i nakleja sobie na bluzkę* Kurczę, wakacje się zaczęły, szkoła mnie nie rozprasza i od razu jakoś umiem myśli zebrać xD
    To ten. Weny! I żebyś się nie ugotowała w tym upale :'D
    Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, chyba jednak nie umiem zebrać myśli, bo oczywiście o czymś zapomniałam -.- *odkleja gwiazdkę, wycina nową z napisem "I tried" i tę przykleja*
      A to o czym zapomniałam: czekam też na Plejadę Gwiazd ;3

      Usuń
    2. Nie no, od dziś ewidentnie Jellal/Siergain to Żelek! Żelek, Żeluś, Żelkosław - jak kto woli xD
      I rozczuliłaś mnie z tą nostalgią, że tak staro, że tak długo i w ogóle... Echh (przypomina sobie początki dwa lata temu... =....3).
      I tak! Koniecznie proszę na maila linka do tego komiksu ^.^ ... Omfg, właśnie do mnie dotarło, że chyba znów zapomniałam Ci odpisać na maila O.o Tak więc dziękuję za (jak zwykle długi i wyczerpujący, za co cię wprost wielbię ;* ) komentarz, ale lecę sprawdzić co z tym mailem X.x :D

      Usuń
  9. Kochana Yasho, gdyby nie to, że laptopa mam w domu oddalonego o ponad 350 km to już miałabyś piękny i mega dlugi komentarz ode mnie od niedzieli (btw. wróciłam z wesela brata po 5 i zobaczyłam, że jest już rozdział, ale padłam na wyro i nie wstałam, ale potem przeczytalam i końcówkę skończyłam na poprawinach xD)
    Poczekaj jeszcze trochę, a nie pożałujesz! Przecież nie odpuscilabym ostatniego rozdziału! :*
    Ślę wenę i dużo wolnego czasu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PRZYBYWAM, GOTOWA NA PISANIE!
      A tak serio to wróciłam do domu i jestem happy! :D
      Już sam początek rozdziału mnie zdołował i zasmucił, bo Sherry płakała za Chelią :O Nadal pamiętam tę scenę i tego chuja Buchanena, któremu się należy śmierć w męczarniach (w sumie, on już nie żyje, ale nie było męczarni!). Trochę mnie też zaskoczyło takie dobre relacje Natsu i Sherry, widać, ze mogą na siebie liczyć. I dobrze, że Natsu obiecał zemstę! Dorwij ich, chłopie!
      JOSE TY CHUJU DOBRZE CI TAK. Nie lubiłam gościa, kawał drania był. I trans (chociaż do transów nic nie mam, ale do niego już tak!). A Juvia jaka przerażona...Nawet zapomniała powiedzieć o sobie w trzeciej osobie :O ale co się dziwić, myślała, że go zabiła.
      Booże ten fragment z Gruvią...AWWW. Tak się rozczuliłam podczas czytania go. I ten tekst" Bo jesteś moja - odrzekł spokojniej, odrywając ręce Juvii od twarzy. - Zawsze byłaś..." Dobra, może mam serce z kamienia, ale na takie tekstu rozklejam się jak klej (lol xD). Ale najwidoczniej Lockser ma serce z kamienia skoro go odtrąciła. MOJEGO GRAYA. Gdyby nie ich mało ciekawa przeszłość to bym wysłała Juvią na stos. Odtrącić Graya. Co ona ślepa. Rany boskie. (bulwers mode on).
      Wspominki o Ur rany uwielbiam ją (halo, sama o niej piszę, dziwne by było gdybym jej nie lubiła. A propo, coś mi zniknęłaś na 6 rozdziale u mnie tak tylko mówię xD). Gdyby nie ten chuj Jose Ur zostałaby gliną numer jeden. Nienawidzę gnoja.
      Lucy jest jednak kretynką skoro poszła z Siergeinem, a ten ją złapał. I ta cała współpraca z Grimoire. Nie wiem czemu, ale bardzo mi sie podobała, i jak dal mnie Lucy mogłaby z nim na serio współpracować. Ewentualnie mogę ją zastąpić. Nie no żartuję xD
      Szkoda, że nie widziałaś mojej miny, gdy podczas czytania ogarnęłam, czemu Milliana i Simon zginęli. To było takie coś - http://celebixy.pl/szok-29573 i myśl "TO DLATEGO ON ICH ZABIŁ, AHAAAA". Jednak jesteś genialna, Yasha.
      Lahar jednak jesteś w porządku, chociaż upierdliwie poprawiasz te okulary. Czaisz, że za kilkanaście lat będę siedzieć na jego miejscu i głosem prokuratora z Anny Marii Wesołowskiej powiem "Zgłaszam to do prokuratory"? xDDDDD Tak, to ja xD Pomacham ci z ekranu xD
      Sama rozprawa wyszła w dechę. Luśka prawie tam gardło zdarła, ale było warto. I przyjaciele byli dumni, mam nadzieję, że Natsu trochę teź, bo po tym jak ją potraktował w China Town, to zdecydowanie spadł w rankingu blondyny haha xD Ale co się dziwić ;p
      Makarov wymiata xD Ten tekst o klejnotach wygrał życie. Ale cziasz, że ogarnęłam jak czytałam za drugim razem dopiero. Tępa ja xDD Zachowanie Kaina też mnie rozwaliło xD
      Oj Erza, Erza, jak zakonnica wpadnie w szał to jest straszna, ale jak w radość, no to chroń cię Panie Boże, toż to armagedon! A jaką wprawę miała w wymachiwaniu fakersem, ja pierdolę xD Szkoda, że Gray się wtrącił, bo Angel zasługuje na wpierdol za to, co zrobiła Hildzie, no!
      Jeny Gildrats xDD Jebłam, jak przeczytałam, że ryczy. Stary chłop xD I te żarty Makarova do Cany, takie przestarzałe, ale fajne xD
      No i w końcu wyszło, czemu ten Bar jest tak ceny. Oczywiście wartość sentymentalna i wspomnienia, ale i tak wyszło, że hajs i broń są najważniejsze xD Ale tego się nie spodziewałam. Chociaż z drugiej strony ten pomysł nie jest zbytnio odkrywczy. Nie wiem, czym to musiałoby być, żeby mnie zaskoczyć, ale złoto jest trochę oklepane.

      Usuń
    2. Biedna Levy. Ej to ona wiedziała, że jej ojciec nie żyje i wujek też? Bo Tono nie podawał się za Roberta, czyli Levy wychowywała się bez "męskiej ręki". Szkoda. Ale teraz ma Gajeela to jej to rekompensuje.
      No i Tono. Scena jego śmierci przypomniała mi ostatni odcinek Durarary Shou, gdy dźgnięto Izayę. Ale Izaya przeżył na szczęście, bo go kocham,a Tonego nie xD Ale kurde chciał zacząć wszystko od nowa. I co? I chuj.
      GRATULACJE Z OKAZJI ZAKOŃCZENIA SAGI. W końcu, co nie? Chociaż moje opinie towarzyszą ci od rozdziału "Rodzina" xD Nie mogę się doczekać kolejnej sagi, tym bardziej, że będzie przeskok czasowy. Ale nie na 7 lat, błagam xD
      Od razu mówię - jak rozdział jest za krótki, to sorry bardzo. Ale to jest twoja wina xD Od Wielkanocy rozdziału nie dodałaś, a mamy lipiec. Mogłam wyjść z wprawy xD
      Dobra nie gniewam się. Ważne, że rozdział jest, Makarov wyszedł, a Saga nareszcie zakończona.
      Tak cie pocieszę, że zostały ci jeszcze 2 do napisania xD
      Przesyłam ogrom weny i miłości oraz ciepłych dni! <3

      Usuń
    3. Utknęłam na 6?! A przysięgłabym, że do 8 czy 9 dojechałam spokojnie... Ale nie bój żaby, niedługo wszystko nadrobię u ciebie z nadwyżką bejbe ;D :* I trzymam cię za słowo, że pomachasz mi z ekranu!! Nie myśl sobie, że ja o tym zapomnę, no way! xD
      Wiesz, choć twoje opinie towarzyszą mi dopiero od "Rodziny" to jakoś ciężko mi sobie wyobrazić teraz bloga bez nazywania każdej nielubianej martwej postaci od "Dobrze chujowi tak!" czy bez innych tych twoich cudnych tekstów :D Zrobisz karierę w Jokerach z plejady, Yasha ci to wróży xD.
      Z wdzięcznością, że wciąż przy mnie jesteś (och, ach, sentymentalnie się zrobiło xD), dziękuję ci ślicznie za komentarz :***

      Usuń
  10. W końcu przeczytałam i teraz komentuję!
    W kilku sprawach mnie zaskoczyłaś, a niektóre w miarę przewidziałam. Choć chciałam, by niektóre wątki zostały dłużej pociągnięte, to wszystko zostało ciekawie przedstawione. Rozprawa fajnie wyglądała, cały ten spisek był naprawdę ekstra, choć mam takie dziwne wrażenie, że trochę za łatwo poszło. Choć bądź co bądź wszystko było ustawione. Na pewno dobre zakończenie tej sagi... boże, ona już się skończyła? Jakoś tak trwała i trwała, a teraz jakby nigdy nic się skończyła :)
    Jest jednak rzecz, z której najbardziej jestem niezadowolona. Tajemnica aktu własności baru. Powiem szczerze, że się zawiodłam, bo naprawdę często główkowałam, myśląc, dlaczego tak wszyscy próbują go zdobyć/ochronić. Dla wielu była to prostu duma i tyle, ale rozwiązanie, że kryją się w tym budynku bronie, złoto itd... Spodziewałam się tego, bardzo łątwe i logiczne rozwiązanie. I z jednej strony dobrze, bo jest bardzo logiczne, ale z drugie strony spodziewałam się mega zaskoczenia. Naprawdę okrutne, że jej matka poświęciła wszystko tylko dla tego baru. Bo przecież skoro one są dobrze ukryte, to zdobycie tego aktu doprowadziło tylko do tego, że ta cała kasa weszła znowu w posiadanie FT, więc teoretycznie dla Makarova cenniejsze jest złoto aniżeli dobro rodziny. Wiem, że tu tak spekuluję sobie. Niby jestem świadoma, że gdyby dostało się w niepowołane ręce, ale siedziało przez 20 lat ukryte, więc co stało na przeszkodzie, by kolejne 20 lat tam siedziało???
    Teraz sprawa szablonu. Na 100% dużo bardziej podoba mi się kolorystyka. Mogę spokojnie sobie czytać bez narażania wzroku, więc duży +. A co do reszty... To tylko moje zdanie, ale trochę za dużo tych gadżetów, bo człowiek nieźle musi się pobawić, by wszystko przeczytać.
    Zauważyłam takie jedno powtórzenie, więc od razu daję sygnał "kiedy czarnowłosa kobieta zaszła ją od tyłu i w ułamku sekundy wykręciła ręce do tyłu.". Same tyły ;)
    No cóż... To powodzenia w poprawie tych 40 rozdziałów... Ja ich mam tylko 15, a od stycznia nie mogę się uporać. Wytrwałości, cierpliwości. Gratuluję kolejnego roczku Baru, na pewno jeszcze ze dwa lata z nim pobędziemy, więc nie martwię, że nagle zniknie i czekam na kolejną sagę. Naprawdę zastanawiam się, co w niej będzie, ale sądzę, że pewnie będzie jakiś przeskok, pewnie dużo się zmieni, FT powróci ... Zobaczymy.
    Nie mniej: Czasu, weny i sprawnego kompa! ;)
    Pozdrawiam
    Ola Ri

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam w tej piwnicy wsadzić ciało Mavis czy co? xD To normalna historia bez magicznych wróżek i nadzwyczajnej siły przyjaźni, więc w sumie na logikę też myśląc to co ja bym tam mogła innego wsadzić... Mogłam czołg dopier*olić, Fairy Tail miałoby wtedy wejście smoka na dzielnicy xD
      Ale tak szczerze, czy na prawdę uważasz, że ta sprawa i tajemnica jest już rozwiązana? W połowie opowiadania? Oj widać nie znasz mnie jeszcze dobrze Olu *włącza prawdziwy tryb true devil >:-D ... nope, tryb Yashy! xD*

      Usuń
    2. Ciało Mavis... I Makarov wyszedłby na chorego psychicznie :) Dlatego właśnie napisałam, że logiczne jest, a ogólnie to prostu były tylko moje przemyślenia, bo w zasadzie lubię szalone pomysły (PS. Czołg mi się podoba!)
      I oczywiście czekam na odpowiedzi! (Mam się bać tego, co wymyśliłaś?)

      Usuń
  11. Masz rację. Gdy zobaczyłam nowy rozdział pomyślałam "Wreszcie". Lecz takie czekanie wspomaga niecierpliwość i szczęście z rozdziału :D
    Niesamowicie szczęśliwa byłam gdy ujrzałam wątek Gruvia. Czekałam na niego i czekałam aż się pojawił.
    Życzę weny i weny i weny by następne rozdziały pięły się w górę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. zachowani Erzy mnie dobiło. Oj, chciałabym znać taką zakonnicę, może w końcu przekonałabym się do chodzenia do kościoła :P

      Usuń
    2. Haha, no niestety, takie zakonnice z fakersami to chyba tylko tu znajdziesz ;D I powiem tylko tyle, Gruvia to mój ulubiony paring, więc prędzej czy później jeszcze nie raz o nich poczytasz :3
      Dziękuję ślicznie za komentarz moja droga ^^ :D :*

      Usuń
  12. Przeczytałam całego bloga w zaledwie kilka dni, mama juz zaczynała się denerwować, że za dużo czasu przed ekranem spędzam, a mi ciągle małoooo :) Uwielbiam twoje pisanie i tego bloga, na nowy rozdział wyczekuję z niecierpliwością. Weny, Weny i jeszcze raz weny. Dozgonna czytelniczka
    Rudzia
    P.S. kocham cie miłością czytelniczo-platoniczną

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ładnie, następny hardcorowiec,co całego bloga ogarnął w kilka dni xD A potem oczy pieką i do okulisty trzeba lecieć, bo się przedobrzyło przed monitorem :( - mama się słusznie poniekąd denerwowała :P
      Ale kłamstwem by było gdybym napisała, że nie cieszę się jak cholercia z nowej czytelniczki!!!! :D Bardzo się cieszę! :D
      P.S. Twój P.S. zrobił mi dzień xD :* Ogromne dzięki Ci za to Rudziu :***

      Usuń

Wasze komentarze cieszą mnie jak mało kogo, jednak nie zaklepujcie miejsc. To nie ważne, kto jest pierwszy, kto ostatni. Takie wpisy zostaną usunięte.
Wszelkie pytania kierujcie do spamownika.
A jak przeczytałeś rozdział, to pozostaw po sobie ślad.
Jesteś anonimem? Podpisz się jakoś.

Całusy dla was śle z góry wdzięczna Yasha ^.^