12 mar 2015

Rozdział 40 "Koń trojański"

Klimat, jaki wieczorem panował w centrum Magnolia City był nie do opisania.
Uliczne lampy i neony oraz reflektory przejeżdżających samochodów rzucały cienie na nieliczne skrawki brukowanej drogi - jedyne miejsca, które nie dały się pogrążyć ciemności zaraz po zachodzie słońca. W nich dokładnie widać było opary, wychodzące z końcówek żarzących się papierosów, rur wydechowych aut i otworów kanalizacyjnych, które unosząc się mozolnie ku górze, niczym trucizna, powoli lecz skutecznie zanieczyszczały powietrze.
Szary smog nie dosięgał jednak wieżowców, stawianych tu w zbędnie nadmiernej ilości. Hotele, biurowce, sprywatyzowane firmy - każda z ogromnych, nowoczesnych jak na lata pięćdziesiąte budowli posiadała niezliczoną ilość zamkniętych okien. I w niemal każdym z nich tlił się blask żarówek, uwydatniający kontury nierównych, ciemnych chmur, niebezpiecznie nawarstwianych nad całym miastem.
Kilkanaście pięter niżej wszystko toczyło się zupełnie innym, żwawszym tempem. Pogłos opon sunących po asfalcie, nierówny stukot podeszw czółenek i mokasynów na chodniku, a nawet urywki rozmów, zanikające w dość sporym zgromadzeniu przypadkowych przechodniów, chcących uciec od przymrozka... Jednym słowem chaos, układający, wraz z nostalgiczną wyżyną miejskiej dżungli, zgraną całość. Tworzący wyjątkowe miejsce - arenę, gdzie, zupełnie jak z ying i yang, do białego rana toczyła się zaciekła walka między przytłaczającą nocą, a ożywionym gwarem i sztucznym oświetleniem.
Klimat tu panujący był tak unikatowy, że należałoby go doświadczyć na własnej skórze i mieszkać w Magnolia City wystarczająco długo, by zrozumieć jego specyficzność.
Nastrój tu nie był ani wesoły, ani przygnębiający. Raczej niespotykany, ale i zarazem zupełnie zwyczajny. Był taki jak zawsze w Magnolia Center. Choć nieopisany, był wyłącznie przykrywką dla zdarzeń, które dzieją się tam, gdzie niewyobrażalne natężenie voltów wraz z tajemniczą, niespotykaną nigdzie indziej aurą nie miały dostępu.
Schowany przed zgiełkiem i z dala od tego wszystkiego, w jednym z zaciemnionych zaułków na przeciw pięciogwiazdkowego hotelu "Pearl", stał zaparkowany radiowóz policyjny. Siedziało w nim dwóch funkcjonariuszy na służbie, których niepowtarzany klimat nocnego miasta omijał szerokim łukiem, zupełnie jak przechodnie omijają ulotkarzy.
Tak właśnie czuł się dziś Totomaru Yagiri - jak nikomu niepotrzebna ulotka. Siedząc rozeźlony na miejscu kierowcy, gniewnie wypatrywał skrawek tętniącej życiem ulicy, widoczny z zapomnianego przez wszystkich zakamarka.
Pomyśleć, że wystarczyło by jakiś "wielkiego" formatu biznesmen poleciał na komisariat i zrobił jazgot w sprawie buchniętego DeSoto Customa, a on, niczego winny komisarz, jak posłuszny piesek musiał na jednej nodze i to w podskokach zapieprzać pod miejsce domniemanej kradzieży, jedynego śladu tej przegranej sprawy. W beznadziejnych przypadkach zawsze obrywali po głowie. On i Juvia. Niestety, już od dłuższego czasu komendant uznał, że "szóstka" idealnie pasuje do tego typu miejskich epizodów.
-Trzeba było nie być tak nadgorliwym, gdy zaczynało się karierę... Jęknął Yagiri, po raz kolejny uświadamiając sobie, że obecnie złość i żale na nic się zdadzą. Totomaru miał jednak tendencję do jedynie chwilowej rezolutności, przez co fertycznie powracał do roli rozzłoszczonej ofiary.
-Jak chciałeś robić karierę, to chyba wybrałeś zły zawód, Toti. Loxar prychnęła z kpiną i przeciągnęła z mruknięciem. Choć nie spała, już od dłuższej chwili siedziała obok policjanta z zamkniętymi oczami. Bo i co jej pozostało ciekawego do roboty? Yagiri pogrążył się w zadumie, co było drugą kuszącą opcją w ten zmarnowany wieczór.
Faktycznie, młody mężczyzna nie tak wyobrażał sobie zawód stróża prawa. Wymierzanie sprawiedliwości napawało go poczuciem satysfakcji, pragnął pomagać innym i chronić słabszych. Szczytny cel, prawie jak u bohatera rodem z amerykańskich komiksów, których bądź co bądź nie znosił. Ale jak tu zrealizować potrzeby swojego ego, gdy ma się za zadanie szukać samochodów widmo? Trudno inaczej nazwać pojazd, który znika bez śladu w samym centrum zatłoczonego miasta, i to bez świadków. Jeżeli szanowny pan biznesmen nie planował po prostu wyłudzić ubezpieczenia, to auto zapewne i tak jest już w częściach, lub na statku do Stanów Zjednoczonych gdzie zostanie opchnięty za śmieszną cenę. Nie widział więc sensu w tkwieniu przed hotelem, gdzie dopuszczono się rzekomej kradzieży, i czekaniu na cud.
Czasem, szczególnie gdy służba należała do tych nużących, mężczyznę nachodziły gnębiące, ponure myśli. Pytał sam siebie : "Totomaru, co tu jeszcze robisz? Na służbie, w tej pracy, w której ewidentnie się marnujesz?!". W chwilach zwątpienia spoglądał na Juvię - tylko w niej widział sens kontynuowania swej marnej egzystencji jako komisarz od spraw do niwelowania nerwicy komendanta. Robił to z beznadziejnego przypadku platonicznej miłości do panny Loxar, uczuciu które ciągnęło się już od prawie dwóch lat.
Cierpiał przy niej, jednocześnie czerpiąc znikomą  przyjemność z bliskości dziewczyny. Znikomą, bo choć każda chwila spędzona z panną Juvią należała do ścisłej czołówki tych najpiękniejszych w jego dennym życiu, to tej bliskości pragnął coraz więcej. O wiele więcej, niż jego partnerka z pracy mogłaby mu ofiarować - głównie z jego winy, gdyż wciąż brakowało mu odwagi na choćby jeden gest, który mógłby nakierować młodą kobietę na prawdę skrywaną w rozbitym, męskim sercu.
Nigdy jej nie powiedział. Nigdy nie pokazał. Czekał. Na odpowiednią okazję? Sam już nie wiedział na co. A teraz na dodatek pojawił się ten głupi taksówkarz...
"Na co więc czekasz?!" - spytało go własne sumienie, a krew, pompowana przez pobudzone serce zaczęła szybciej przepływać w jego żyłach.
"Na co czekasz?! Aż ten francuz sprzątnie ci ją sprzed nosa?!"
Zdenerwowany Yagiri zmrużył gniewnie brwi. Przestał nawet nadzorować ulicę przy hotelu "Pearl". Zupełnie pochłonięty swymi rozważaniami, nie dostrzegał co się koło niego dzieje.
Odwaga i ekscytacja rosły w nim zastraszająco szybko. Miał wrażenie, że jeżeli zaraz czegoś nie zrobi, emocje rozsadzą go od wewnątrz.
"Zrób to. Po prostu to zrób!"
-JUVIO! Zawołał o wiele głośniej niż chciał. -Ja...
Ze spiętymi mięśniami i pierwszymi kroplami potu na czole, spojrzał pewnie na puste miejsce, które przed chwilą zajmowała Loxar.
Totomaru nie mógł wydusić z siebie już nic więcej. Z początku zgłupiały, uderzył czołem o klakson kierownicy, który rozszedł się donośnym echem po zaułku. Idiota, własne myśli tak go zaabsorbowały, że nawet nie zauważył jak policjantka wyszła z radiowozu.
Załamany westchnął ciężko i opuścił radiowóz. Chciał poszukać partnerki, lecz wszelkie chęci do wyznań opuściły go na dobre. Najwyraźniej nie pora na to - przeszło mu przez myśl.
Poprawiając czapkę, będącą częścią munduru i odwrócił się plecami do pilnowanej ulicy - w chwili, gdy akurat przemknęło przez nią kilka samochodów, w tym jasnobrązowy DeSoto Custom na czele.

- - - - - - - - - -

Dopadła go ciemność. Żadnych lamp, żadnych oświetlonych domów. Utkwił na zaciemnionym zadupiu zupełnie sam, o ile pominąć obecność potrąconego jegomościa.
-Żyjesz jeszcze? Spytał Laxus leżącego na jezdni mężczyznę, który odpowiedział mu mruknięciem, wypełnionym bólem i cierpieniem.
-To dobrze. Lepiej żebyś nie zdechł, bo będziemy mieli problemy.
-Yyh. Mruknął ranny.
-Wytrzymaj jeszcze trochę, zaraz przybędzie pomoc. Zapewniał Dreyar.
Chwilę po złożonej obietnicy, na ulicy pojawiły się światła reflektorów i niebiesko-czerwonych świateł, którym towarzyszył ryk policyjnych syren.
-Co to, kurna, jest...
Laxus był oszołomiony, gdy szereg wozów cudem ominął potrąconego człowieka. Wszystkie auta skręcały dokładnie tam, gdzie udała się Cana. To zaś sprawiło, że skręciły się wszystkie kiszki w żołądku blondyna.
Jakby zapomniał o potrąconym mężczyźnie, chciał ruszyć do swojej drogiej przyjaciółki. Miał bardzo złe przeczucie.
-Cóż za spotkanie!
Tylko jeden samochód zatrzymał się na drodze i tylko jeden człowiek wyszedł mu na pomoc. Tylko dlaczego musiał to być akurat jeden z agentów federalnych służb śledczych, którego spotkali w uniwersytecie prawniczym?
-Co pan tu robi? Laxus nie ukrywał zaskoczenia.
-Chciałbym spytać o to samo. Lily Tsubaki poklepał go mocno po ramieniu. Zaraz jednak zatrzymał rękę w powietrzu, widząc, oświetlonego przednimi światłami Customa, mężczyznę w szpitalnym przebraniu.
-Sam wlazł pod koła. Wyjaśnił Dreyar, gdy agent z niedowierzaniem podchodził do rannego. -Przyjaciółka właśnie poszła wezwać pomoc, ale nie spodziewałem się takiej obstawy. To w końcu był tylko wypadek, przysięgam!
Niespodziewanie z pobliskiego lasu wyłoniła się grupa lekarzy z latarkami i owczarkami niemieckimi. Widząc ich, Laxus uniósł brwi i zmarszczył czoło, natomiast ludzie w białych kitlach od razu do nich podbiegli.
-To zbiegły pacjent! Co mu się stało?! Spytał jeden medyk, a reszta natychmiast przystąpiła do oględzin rannego.
-Zbiegły pacjent? Przecież to poszukiwany kryminalista, Richard Buchanen! Zaprzeczał Lily, odpychając wścibskich lekarzy, którzy dotąd chronieni byli przez warczące psy.
-T-to nieporozumienie! Widzi pan jak ten człowiek jest ubrany? On uciekł z naszego oddziału! Lekarz nie był zbyt przekonujący, jakby sam nie wierzył w to co mówi.
-Uciekł z oddziału? To jak wy pacjentów pilnujecie! Pic na wodę, zabieram gościa ze sobą!
-Ale... Kolejny internista próbował coś wskórać.
-Ten mężczyzna jest poszukiwany w całym zachodnim Fiore!
Dreyar dotąd wsłuchiwał z oniemieniem całego dialogu, lecz wychwycił idealną okazję na niepostrzeżoną ucieczkę - koniecznie musiał znaleźć Canę.
Niestety dziewczyna znalazła go wcześniej. Krzyczała, skuta w kajdany i trzymana przez trójkę federalnych. Tuż za nią kolejni agenci trzymali zapłakaną, starszą panią, która obiecała Alberonie więzienie za dokonaną zbrodnię.
Tego było już zbyt wiele.
-Puśćcie ją! Ryknął Dreyar, pędząc rozwścieczonej brunetce na ratunek. Próbując ją wyszarpnąć, popchnął jednego z policjantów, co omal nie skończyło się bójką.
Dodając do tego toczący się spór między Lilym, a lekarzami z zakładu psychiatrycznego, na opustoszałej dotąd ulicy powstał istny harmider.
-Nazywam się... Richard Buchanen...
Potrącony z trudem usiadł na jezdni, wprawiając pozostałych w osłupienie.
-To ja zabiłem tamtą dziewczynkę. I wcale tego nie żałuję.
Mówiąc to, spojrzał na swoje zakrwawione ręce.
-Kucała nad rzeką i uśmiechała się sama do siebie. Taka słodka i niewinna... Jej twarzyczka tak pięknie błyszczała przy zachodzie słońca. Ale była jeszcze piękniejsza, gdy patrzyła na mnie z przerażeniem. Albo gdy zalała się krwią, gdy rozwaliłem ten mały łeb kamieniem. Tak bardzo się bała, a mimo to wciąż wyglądała na słodką i niewinną.
Policja natychmiast puściła przetrzymywaną Canę, która z kolei pognała wprost w ramiona Laxusa. Wzajemnie mocno się obejmując, z obrzydzeniem i lękiem spoglądali na siedzącego Richarda.
Babcia zamordowanej Chelii osiągnęła swój limit i głucho opadła na ulicę, tracąc przytomność. Lekarze, a nawet ich psy znieruchomieli, słysząc relację morderstwa z ust samego mordercy.
-Ty jebany psychopato! Lily chwycił Buchanena za włosy. -Zgnijesz w pierdlu!
-Na serio w to wierzysz? Potrącony nabijał się z niego. -Z więzienia łatwiej uciec niż ze szpi...
Tsubaki, nie pozwalając Richardowi dokończyć zdania, rozbił mu głowę o asfalt.
-Przestań! Zabijesz go! Uprzedził jeden z lekarzy.
-Chciałbym. Warknął wzburzony agent, ledwo powstrzymując chęć mordu. -Wszyscy do samochodów, jedziemy do biura. Wy także. Wskazał roztrzęsionym palcem na Laxusa i Canę, po czym splunął z pogardą obok nieprzytomnego kryminalisty.

- - - - - - - - - -

Lampka na biurku oświetlała jasnym światłem stertę papierów i rozwalone na niej jasne włosy Lucy. Nie spała - bezustannie rozmyślała nad nadchodzącą rozprawą Makarova.
Próbowała zrozumieć, dlaczego mafiozi z Oracion Seis nie wnieśli pozwu tuż przed końcem wyroku, a równo rok wcześniej. Czy miało to z czymś związek? A może to zapobiegliwość? Nie potrafiła tego rozwikłać.
Problemem był również nowy, nieznany jej prawnik, trzymający stronę oskarżyciela.
Z Mestem byłoby prościej - doskonale znała jego plan. Miała także dowody na jego nieuczciwość w postaci skradzionej z kancelarii listy, na której widniały wszystkie nazwiska przekupionych świadków oraz dokładne kwoty, świadczące o cenie ich zeznań.
Ale Gryder nie żyje, a ona nie ma pojęcia co planuje oskarżyciel.
Jeżeli w sądzie pojawią się ci sami świadkowie, co podani są na liście - wygrała sprawę. Wątpiła jednak w to, by przeciwna strona postąpiła tak nierozważnie, więc podwędzonym dokumentem mogła sobie przy najbliższej okazji podetrzeć tyłek.
Na domiar złego, miała jedynie dwóch świadków, którzy zgodzili się potwierdzić niewinność Makarova przed sądem. Czy to wystarczy?
Powinna być tego pewna, a nie mieć jedynie przypuszczenia, że być może się uda.
Laxus zdobył dla niej dyplom ukończenia uniwersytetu wyłącznie po to, by wybroniła starego Dreyara. Nie wiadomo jak postąpi jego wnuk, gdy ona zawiedzie. Poza tym, obiecała matce...
Chciała spełnić jej ostatnią wolę i zostawić wszystko za sobą, by z czystym sumieniem i bez żadnych zobowiązań mogła rozpocząć nowy rozdział życia.
-Lucy, wychodzę! Zawołała Levy z przedsionka mieszkania.
Po chwili drzwi od pokoju Heartfilii otworzyły się.
-O, smok wyszedł z groty!
-Muszę w końcu wyprostować kości. Przyznała blondynka. -Gdzie wychodzisz?
-Umówiłam się z Gajeelem... Nie patrz tak na mnie, wciąż siedzisz z nosem w papierach. Brakuje mi towarzystwa! Poskarżyła się McGarden.
-No dobra już, dobra. Baw się dobrze. Życzyła szczerze przyjaciółce, która, już ubrana w zimowy płaszcz i kozaki, zatrzymała się przed wyjściem.
-A wiesz co, chodź ze mną! Poznasz bliżej Gajeela, oderwiesz się na chwilkę od tego wszystkiego...
-Nie mogę. Lucy bardzo chciała, by brzmiała przekonująco, lecz niezbyt jej to wyszło. -Poza tym, on raczej wolałby spotkać się z tobą "sam na sam", nie sądzisz? Dodała prędko.
-W sumie to ja też bym wolała... Levy wyjawiła niepewnie.
-Grunt to szczerość. Odrzekła Lucy z niezadowoloną miną, co rozbawiło niską współlokatorkę.
-To może też się wybierz do jakiegoś przystojniaka?
-Levy... 
-No co! Rozchichotana, wyszła na klatkę schodową i posłała blondynce pełen życzliwości uśmiech. -Nie przeforsuj się.
-Jasne.
Nagle w całym mieszkaniu zawiało pustką.
Czy zegar w salonie zawsze tak głośno tykał?
O, chyba poszła uszczelka w kuchennym zlewie, bo woda co chwile kapie.
Te ściany kamienicy naprawdę są tak cienkie, że słychać przejeżdżające nieopodal samochody, pomimo zamkniętych okien?
Nim zaczęła zastanawiać się nad tym na dobre, zrozumiała jak bezcelowe jest dumanie o takich bzdetach.
Jeżeli Levy czuła to co ona teraz, nic dziwnego, że uciekła do Gajeela.
-Samotność jest straszna.
Bez zbędnego wahania ubrała buty, narzuciła płaszcz i porwała klucze. Zamiast dręczyć myśli zbyt głośno tykającym zegarem, lub niczym medium próbować przewidzieć ruch oskarżyciela w nadchodzącej rozprawie, postanowiła odwiedzić pewnego przystojniaka, który od ostatnich dni wciąż zaprząta jej głowę - o wiele nachalniej niż wszystkie inne sprawy razem wzięte.

- - - - - - - - - - 

Otwierając drzwi od willi Don Zera, Lahar poprawił okulary na nosie, opatulił kurtką, i lekko dygocząc z zimna wkroczył na ogród. Mijając żywopłoty, wodne oczko, czy drogę wysypaną żwirem, co chwile spoglądał w okna posiadłości. W końcu odpalił papierosa i, niby to będąc na zwykłym spacerze, przechadzał się niespieszno w stronę żeliwnej furtki - wejścia do całej tej fortecy.
-Co tu tak spokojnie, nie ma żadnej ochrony?
Słysząc znajomy głos po drugiej stronie, prawnik zerknął ostatni raz na okna willi i oparł plecy o pobliski murek, tuż przy bramie wjazdowej do posiadłości.
-Psy wypuszczają po dwudziestej drugiej, więc mamy jeszcze trochę czasu. Odparł Lahar, wzdychając ciężko. -Coś się stało, że przyszedłeś do mnie tak bez zapowiedzi, Siergainie?
Ledwo zdołał wypowiedzieć jego imię, prawa ręka Dona rodziny Grimoire Heart, Siergain Jikurein, ukazał swe oblicze między prętami furtki.
-Znaleźli Hoteya.
Dwa krótkie słowa wystarczyły, by okulary z nosa prawnika zsunęły się niżej.
-Ż-że co? I-i co my teraz zrobimy?! Jak tylko Don Zero się dowie...
-Nikt się nie dowie, jeżeli będziesz siedzieć cicho. Póki co trzymają go w biurze federalnych, ale jeżeli się nie pospieszymy...
Lahar dobrze wiedział, co Jikurein miał na myśli; nie musiał dokańczać zdania. Hoteye posiadał zbyt wiele informacji, by pozwolono mu na herbatkę w policji. 
-Możesz wystąpić w sądzie w jego imieniu? Siergain spytał wprost.
-Tak, Hoteye już dawno sam wszystko załatwił.
-W takim razie dopilnuj, by nikt nie dowiedział się o jego wielkim powrocie do miasta. Nakazał Jikurein, nonszalancko poprawiając gustowny, czarny kapelusz. -Załatwimy to, zanim ktokolwiek z Oracionu zdoła wypowiedzieć "Witaj w domu, Richardzie".

- - - - - - - - - - 


To rzadkość, by stręczyciele opuszczali swoje dziewczynki. Szczególnie Zancrow, który lubił mieć wszystko pod kontrolą.
Ale ten dzień w końcu nadszedł. Gdy tylko alfons wybiegł z burdelu w celu załatwienia sprawy "niecierpiącej zwłoki", wszystkie dziwki odetchnęły z ulgą. Nie interesował je powód wolnego dnia, wreszcie miały chwilę luzu i tylko to się liczyło. Poza tym nie chciały, i nie powinny chcieć wiedzieć nic więcej.
Każda z prostytutek miała własny sposób na wykorzystać odrobiny wolności; jedne planowały zalewać robaka do białego rana, drugie wracały do domu, inne zaś chyba postanowiły ubiegać się o tytuł "pracownicy miesiąca" i nie opuszczać miejsca pracy.
Lisanna natomiast pragnęła ujrzeć pewnego młodzieńca. Choć nieco bała się nadchodzącego spotkania, wiedziała co musi zrobić.
Wkraczając w uliczkę zaraz za domem publicznym, zaczęła zapinać zimowe okrycie i zarzuciła długi szalik na szyję. Pleciona, gruba bawełna niespodziewanie stała się jej szubienicą - ktoś z tyłu mocno pociągnął za jej szal, przez co dziewczyna omal nie upadła na chodnik.
-Mamy do pogadania, panienko.
Tracąc równowagę, Strauss wpadła wprost w męskie ramiona. Widząc znajomą, wściekłą twarz, uśmiechnęła się od ucha do ucha.
-Witaj, Natsu.
...
-Jakiego chcesz loda? Spytała Lisanna. -Gałkę? Włoskiego? Ja stawiam.
-Co za kretyn je lody o tej porze roku?
Byli w China Town, jedynym miejscu w Magnolia City, gdzie, nie zważając na porę roku, można było znaleźć wszystko. Również lody, choć był pierwszy listopada.
-Więc? A może chcesz... Białowłosa dziewczyna sprzedała młodzieńcowi zalotne, dwuznaczne spojrzenie.
-Ty dobrze wiesz, czego chcę. Warknął Natsu, odchodząc od lodziarni w ciężarówce. -Jak oddasz pieniądze, to możesz mi postawić co tylko zechcesz.
-Na przykład przy lodach? Lisanna dogoniła towarzysza, trzymając w dłoniach truskawkowego rożka.
Dragneel zerknął na dziewczynę i prychnął chytrze.
-Na przykład, lub między innymi...
-Ech, to niestety muszę obejść się smakiem, bo kasy nie dostaniesz.
-Ja cię nie proszę! Zdenerwowany młodzieniec szarpnął rękę dziewczyny, a różowa, mrożona gałka zleciała z wafla i rozpłaszczyła na ulicy.
-Zobacz, co zrobiłeś! Strauss zawołała oburzona.
-Słuchaj no! Męczę się z tobą już od godziny i nie chcę zmarnować ani minuty dłużej! Oddawaj moją forsę, złodziejko!
Lisanna na moment otworzyła szerzej oczy, lecz szybko doszła do siebie.
-Nie bądź taki, Natsu. W końcu cię widzę, a ty tak się złościsz. Wypomniała, w teatralny sposób udając naburmuszoną.
Różowowłosemu brakowało nerwów. Z rozmachem puścił rękę dziewczyny i obdarzył ją gniewnym spojrzeniem.
-Dziwka. Syknął siarczyście przez zaciśnięte zęby. Lisanna nie wyglądała jednak na urażoną.
-Próbujesz mnie obrazić, czy masz na myśli mój zawód?
-A twój braciszek wie gdzie pracujesz?
Strauss momentalnie przestała zgrywać cyniczną, nieznośną panienkę. Była przerażona.
-Nie możesz...
-Ooo! Właśnie, że mogę! Dragneel zapewnił dobitnie. -I chętnie mu to powiem, jeżeli nie zwrócisz zawartości mojego portfela co do jednego klejnotu!
-Ja... Lisanna zamilkła. Uciekając wzrokiem na boki po ulicy, nie wiedziała co ze sobą począć. -Ja... nie mogę.
Wstyd jej było spojrzeć na Natsu. Opuściła głowę w dół i mocno zacisnęła pięści na kurtce mężczyzny, jednocześnie przybliżając się do niego.
-Dlaczego. Spytał wprost. -I dlaczego pracujesz jako prostytutka?
-I tak nie zrozumiesz. Wyszeptała.
-Jak mi nie powiesz, to nie zrozumiem!
Dragneel przez dłuższą chwilę nie uzyskał odpowiedzi więc wziął głęboki wdech na uspokojenie i zaczął od początku.
-Czemu to robisz? Lubisz to?
-A kto to może lubić?! Dziewczyna krzyknęła, odruchowo podnosząc głowę.
Jej załzawione oczy i jego chłodne spojrzenie odnalazły tą samą, bardzo krótką drogę.
-Znałem taką, która to lubiła... Nie chcąc ponieść się sentymentom, Natsu pokiwał nerwowo głową. -Nie ważne.
-Potrzebuję pieniędzy, to chyba logiczne. Lisanna wyjawiła w końcu, odrywając ręce od młodzieńca.
-Każdy ich potrzebuje i każdy radzi sobie na swój własny sposób. Widzisz? Mówiłem, że zrozumiem.
-Gówno rozumiesz. Skarciła go dziewczyna, idąc przed siebie, a Natsu prędko ją doścignął.
-No to wyjaśnij! Zbierasz na coś konkretnego? Ile potrzebujesz?
-Bar, w którym się poznaliśmy... Znów urwała na chwilę, choć nie zatrzymała kroku. -Należał do mojej starszej siostry. Był dla nas bardzo ważny, ale został zniszczony. Doszczętnie; zostały same ruiny.
Różowowłosy słuchał uważnie, i nim się spostrzegł, dotarł z Lisanną niemalże pod swoją kamienicę.
-Choć Mircia i Elfman znaleźli pracę gdzie indziej, są nieszczęśliwi. To niech ich miejsce. Kontynuowała. -Ten lokal był dla nas ważną przeszłością i przyszłością, domem. Znaczył zbyt wiele, by można było puścić to wszystko w niepamięć.
-Więc zbierasz kasę, by odbudować wasz zniszczony lokal? Dragneel dopytał dla pewności.
-Dokładnie. Nie robię tego z kaprysu. Robię to dla nich. Więc rozumiesz... Mam nadzieję, że...
-Nic nie powiem. Obiecał Natsu, szczypiąc Lisannie zmarznięte od lekkiego przymrozka policzki. -Kochana z ciebie dziewucha, serio, normalnie gołębie serce masz... ale kasę i tak musisz oddać.
-Ale z ciebie dupek! Ryknęła, lecz szybko się uspokoiła. -Wystarczy, że nic nie wygadasz Elfmanowi. No i przepraszam, że cię okradłam.
-W końcu. 
Strauss zaczęła grzebać po kieszeniach, a kiedy wyjęła z jednej portfel, towarzysz ujął jej ręce w dłonie.
-Co ty robisz? Spojrzała na Dragneela z zaskoczeniem.
-Oddasz, jak odbudujesz ten cały klub. Oczywiście pod warunkiem, że dostanę tam jakąś konkretną zniżkę!
Nie wierząc na własne uszy, Lisanna posłała mu szeroki uśmiech.
-To ty jesteś kochany. Poważnie, masz gołębie serce. Mruknęła ze prześmiewczym, lecz radosnym chichotem i stanęła na palcach.
W końcu mogła wyrzucić z siebie ciążące brzemię, wreszcie poczuła się zrozumiana. W tamtej chwili nie pragnęła niczego więcej.
Oplatając rękoma jego kark, chwyciła Natsu za tył głowy i przycisnęła go do swoich warg. Nie oponował, odwzajemniając pocałunek Lisanny z narastającą namiętnością - i nie mając pojęcia o Lucy, która dopiero co ich dostrzegła.
Blondynka, stojąc kilkanaście metrów od całującej się pary, poczuła że nogi wrastają jej w podłoże. Choć ten widok sprawiał dziewczynie ból, nie mogła przestać oglądać. Nie potrafiła oderwać wzroku od czegoś, co łamało jej serce, o wiele bardziej niż mogłaby przypuszczać.
Gdy zaistniałe zajście zaczęło docierać do Heartfilli, poczuła miażdżące ukłucie w okolicy klatki piersiowej.
Nie mogli jej zobaczyć. Nikt nie mógł jej zobaczyć w tym stanie.
Odwróciła się gwałtownie by uciec, lecz niemal od razu na kogoś wpadła. Raptownie uniosła wzrok i zobaczyła przed sobą Graya, który również obserwował Natsu i Lisannę pod swoją kamienicą.
-To chyba nie jest odpowiedni moment na powrót do domu... Mruknął cicho, nie przypuszczając, że Lucy zareaguje na to głośnym płaczem.
Wystraszony Fullbuster w kilka sekund połączył fakty. Rozumiejąc również swój błąd, natychmiast okrył zrozpaczoną dziewczynę swoim ramieniem i czym prędzej wyprowadził z okolicy.

- - - - - - - - - - 

Lily, przemierzając gniewnie główny korytarz w biurze śledczym, rozmyślał o Richardzie Buchanenie. 
To on odkrył, co łączy tego kryminalistę ze szkołą, do której uczęszczało większość uprowadzonych dzieci.
On pierwszy dowiedział się o taśmach Mesta Grydera i rozpoznał na nich Buchanena. 
On jako jedyny ruszył w pośpiechu, by aresztować przestępce. 
Więc, do jasnej cholery, dlaczego to nie on może przesłuchiwać Richarda?!
Niewątpliwie facet miał wiele wspólnego z nieuwikłaną dotąd sprawą zaginionych nieletnich; być może jest nawet kluczem do drzwi, za którymi skrywa się wiele nowych faktów w owej kwestii.
-To ja prowadzę tą sprawę! Zawołał Lily do, stojącej obok recepcji, dyrektorki FBI - Alice Shagotte. Kobieta, rozmawiając dotąd z jednym ze swoich podwładnych, spojrzała na agenta zakłopotanym wzrokiem. -Chcę przesłuchiwać Buchanena!
-Tsubaki, to nie koncert życzeń. Oznajmiła szefowa poważnym tonem, jednakże nagana nie podziałała na Liliego.
-Dlaczego mnie odsuwasz? Przecież gdyby nie ja...
-Twój dzień pracy dobiegł końca. Przerwała agentowi, jednocześnie posyłając zlęknionego podwładnego w diabły. -Wracaj do domu.
-To żart, prawda? Doskonale wiedział, że denerwowanie Shagotte nie było mądrym posunięciem, ale teraz nie mógł tak po prostu sobie odpuścić. Nie tym razem. -Prowadzę to dochodzenie od lat, w końcu mamy trop, a ty wystawiasz na przesłuchanie jakiegoś żółtodzioba? Z całym szacunkiem Alice, ale chyba cię pojebało.
Do teraz szefowa była spokojna, jednak słysząc ostatnie słowa Tsubakiego, zmroziła go spojrzeniem.
-Moje decyzje nie podlegają dyskusji. Zmiataj stąd. Dyrektorka poklepała rozwścieczonego Liliego po plecach i odeszła wgłąb biura.
-Nie ma takiej opcji. Mruknął sam do siebie, z chwilą gdy dostrzegł w wejściu mundurowego. Jakiś leszcz z policji prewencyjnej wszedł do siedziby federalnego biura śledczego, jakby był u siebie. W lewej dłoni trzymał brązową, skórzaną torbę. Nie mógł także rozpoznać twarzy funkcjonariusza, gość umiejętnie zasłaniał facjatę czapką od munduru. 
Lily migiem podleciał do policjanta i ścisnął mocno jego ramie. Przepełniony frustracją agent musiał wreszcie odreagować, a że padło akurat na niego - przypadek, lub pech jak kto woli.
Nie pomagał również fakt, iż federalni zawsze traktowali policję prewencyjną z góry, natomiast przejmowanie przez FBI spraw dochodzeniowych, doprowadziło do wzajemnej niechęci dwóch organów. 
-Czego tu szukasz kolego? Może kłopotów?
-Słucham? Zdziwił się policjant, unikając spojrzenia Tsubakiego.
-Po coś tu przylazł?! Piesek z prewencyjnych przyszedł na przeszpiegi?!
-Ja... Tego...
Nagle ktoś inny szarpnął Liliego.
-LAXUS DREYAR! GDZIE ON JEST?!
Agent, zupełnie wyrwany z kontekstu, spojrzał zdziwiony na mężczyznę o miedzianych włosach.
-A pan to kto? Spytał, dostrzegając u niego protezę nogi.
-Przyszedłem po moją córkę. Dzwoniła stąd twierdząc, że została zatrzymana. A TEMU GNOJOWI NOGI Z DUPY POWYRYWAM, OBIECAŁ ŻE JĄ PRZYPILNUJE!
-Proszę się uspokoić. Poprosił Tsubaki i rozejrzał wokół - policjant, którego przed chwilą zaczepił, przepadł w panującym na siedzibie biura zgiełku niczym kamień w wodzie. Już trudno.  
-Pańska córka to Cana Alberona, jak mniemam? W tej chwili jest przesłuchiwana, ale...
-CANA! Gildarts wychwycił brunetkę na korytarzu i natychmiast do niej podbiegł. Zupełnie olał federalnego oraz, pomimo uprzednich gróźb, stojącego obok Laxusa.
-Gildarts, co ty... Jęknęła Cana, zduszona w ojcowskim uścisku.
-Nic ci nie jest? Wszystko w porządku? Dlaczego byłaś przesłuchiwana? 
-Miałeś zaczekać w aucie. I puszczaj mnie!
Dreyar, obserwując wszystko z boku, zauważył Tsubakiego. Wymijając kilku zabieganych federalnych, podszedł do samotnie stojącego agenta.
-Chciałem przeprosić. Oznajmił blondyn, sprawiając, że jedna z brwi Liliego poszła w górę. -Za tą całą przykrą akcję w uniwersytecie. Wiem jak to wyglądało, ale...
-Jasne, że niby zwykły zbieg okoliczności, czy coś?
Laxus prychnął rozbawiony, lekko przygryzając dolną wargę.
-Po prostu nie chcę mieć niepotrzebnych zatargów z groźnym panem z FBI.
Tym razem i Lily zaśmiał się cicho.
-Nikt nie chce. I już przymknę na to oko, jeżeli coś dla mnie zrobisz. Tsubaki ściszył głos, prowadząc niepewnego Dreyara w ustronniejsze miejsce. -Chodzi mi o jednego z was. Był wtedy w uniwersytecie. 
-Coś poważniejszego? Ścigasz któregoś? Dopytywał blondyn.
-Nic z tych rzeczy, zupełnie nie o to się rozchodzi.
-Cóż, znam tych gości od niedawna... A o kogo konkretnie chodzi?
-Nie kojarzę nazwiska. Czarne, długie włosy... Opisywał Lily -...charakterystyczne czerwone o...
Dialog mężczyzn został przerwany przez ogromny wybuch, który wstrząsnął ścianami budynku. W moment całe biuro wypełnione zostało panicznymi krzykami i wyciem alarmu przeciwpożarowego.
Daleko w głównym korytarzu, obok pokoi przesłuchań, pojawił się ziemnisty dym i języki ognia.
-Buchanen... Warknął Lily i popędził tam, skąd wszyscy byli ewakuowani. 
Będąc w połowie drogi od miejsca wybuchu, Tsubaki minął wcześniej napotkanego policjanta. Zauważył, iż mundurowy pozbawiony jest skórzanej torby, z którą przybył do biura.
Już wiedział. Chciał zatrzymać zamachowca, lecz ten był szybszy - Lily nawet nie wiedział, kiedy lewy prosty obrócił go o czterdzieści pięć stopni. Agent momentalnie schylił głowę i chwycił za szczękę, z której wypłynęła stróżka świeżej krwi i śliny. 
Próbując pozbierać się do kupy, oparł dłonie o kolana i spojrzał na zadymiony korytarz. Widział, jak przebrany za funkcjonariusza terrorysta wybiega z resztą z budynku. Jednak widział również Laxusa, który obserwując całe zajście, skinął na Liliego i wybiegł za przestępcą.
Był mu wdzięczny. Dzięki Dreyarowi mógł z czystym sumieniem sprawdzić co z pojmanym Richardem Buchanenem.
-Ty jebany psychopato! Lily chwycił Buchanena za włosy. -Zgnijesz w pierdlu!
-Na serio w to wierzysz? Potrącony nabijał się z niego. -Z więzienia łatwiej uciec niż ze szpi...
-Kurwa, nie żartował. Syknął wzburzony Tsubaki i wszedł w narastające kłęby dymu, drażniące gardło i płuca. Z rozmachem otworzył uchylone drzwi od pokoju, w którym przesłuchiwany był zatrzymany kryminalista. Jakże się zdziwił, dostrzegając Richarda z kneblem na ustach, przykutego kajdankami do przyspawanego stołu. Zaskoczenie było tak ogromne, że nawet nie zauważył kolejnej, stojącej za drzwiami osoby. Dopiero, gdy metalowe nóżki krzesła powaliły go na podłogę, zdał sobie sprawę, iż w pomieszczeniu był ktoś jeszcze.
-Jeden cios i już zaliczasz parter? A niby taki z ciebie twardziel. Znajomy głos zanikał w odgłosach syreny alarmu przeciwpożarowego.
Lily usiłował spojrzeć na oprawcę, lecz kopniak w twarz odwrócił go w przeciwnym kierunku. Chciał wstać, lecz czyjeś pośladki przygniotły go do linoleum. 
Mając idealny widok na skutego Richarda, czuł jak pistolet zostaje wyciągnięty z jego kabury. Zaraz po tym trzy śmiertelne strzały przebyły kolejno płuco, bark i skroń Buchanena, a broń znalazła się w wątłej dłoni prawowitego właściciela.
Dym na dobre wtargnął do pokoju przesłuchań. Widoczność była tragiczna, lecz mimo to Lily uporczywie próbował ujrzeć oblicze tego łotra.
-Uparciuch z ciebie. 
Tsubaki dostrzegł jedynie zarys postaci w białych rękawiczkach, trzymającą gaśnice. Wielka, czerwono-biała butla była ostatnią rzeczą, jaką dostrzegł przed zupełną utratą przytomności.
...
-Laxus! LAXUS! Cana wraz z Gildartem szukali Dreyara, którego zgubili podczas ewakuacji z biura śledczego. 
-Uciekł ze strachu, tchórz. Warknął Clive. -Jak go dorwę...
-Przestań pieprzyć farmazony, Gildarts, widziałam jak tam pobiegł. Gonił kogoś.
-Ta, gonił. Mężczyzna prychnął szyderczo.
-Czego ty się czepiasz?! Alberona zatrzymała się w połowie kroku i obdarzyła ojca gniewnym spojrzeniem.
-O to, że gnojek mi coś obiecał i nie dotrzymał słowa! Uświadomił Clive z oburzeniem, lecz jego córka tylko westchnęła zażenowana.
-Pewnie gadałeś mu coś w stylu "pilnuj jej", "jak włos jej z głowy spadnie", mylę się?!
-...Nie. Potwierdził po dłuższej chwili skruszony Gildarts.
-Rany, ty to wstydu potrafisz narobić, wiesz?! Stęknęła Cana. -I skończ boczyć się na Laxusa. Gdyby nie on, być może przyjechałbyś po mnie do kostnicy.
Mężczyzna wybałuszył na nią oczy i chwycił za przedramię, lecz wtedy z zaułka wyłonił się zmachany Dreyar.
-Cholera... Nie dogoniłem go...
-Tutaj jesteś! Alberona pospiesznie podbiegła do blondyna, zostawiając nieco wstrząśniętego ojca kilka kroków za sobą. -Za kim ty polazłeś?! 
-Za Elvisem Presleyem. Za zamachowcem, głupia! Wrzasnął.
-Nie krzycz na mnie! Zawołała oburzona dziewczyna.
-To nie zadawaj głupich pytań!
-Uspokójcie się. Gildarts pouczył młodych. -Ludzie patrzą.
Laxus i Cana rzucili okiem na okolicę; faktycznie kilku przechodniów zerkało na nich krzywo.
-W każdym razie, wiecie co z Buchanenem?
-Niestety, wyrzucili nas z biura razem z resztą. Wyjaśniła brunetka. -Ale nie wyprowadzili go z zewnątrz, przynajmniej do czasu aż nie przyjechała straż pożarna. Później musieliśmy się rozejść.
-Kurwa! Ryknął Dreyar, kopiąc w pobliski metalowy kubeł i rozsypując odpadki na ulicę. -Gdybym wcześniej wiedział, że to on!
-Już dobrze, Laxus. Alberona podeszła do blondyna i chwyciła go za policzki. -Lucy i tak na pewno poradzi sobie na rozprawie. Niedługo twój dziadek wyjdzie na wolność, zobaczysz.
Clive, przyglądając się czułością między Dreyarem a swoją córką, odchrząknął głośno i wszedł między nimi.
-Jestem ci wdzięczny, że przypilnowałeś moją córeczkę...
-O Boże! Jęknęła załamana Cana.
-...ale weźcie na wstrzymanie z tymi czułościami. Przynajmniej przy mnie. Dodał Gildarts zrezygnowanym tonem. -Chodźmy się napić, bo mnie aż wysuszyło z nerwów. 

- - - - - - - - - - 

Siedzieli w parku, mając przed sobą zgliszcza spalonej kancelarii Judego Heartfilii.
Lucy w jednej dłoni trzymała chusteczki, którymi bezustannie wycierała mokrą i brudną od rozmazanego tuszu twarz, zaś w drugiej dziarsko ściskała flaszkę z tańszym winem.
Towarzyszący jej Gray oparł plecy i przedramiona o oparcie ławki, przy czym słuchał towarzyszki z uwagą.
-Kiedy mnie zawinął do tego całego magazynu... Wyżalała się, pociągając co chwile nosem. -...myślałam, że go zabiłam. W samoobronie, ale jednak. Strasznie przeżywałam fakt, że ktoś stracił przeze mnie życie. Wciąż o tym myślałam, a wyrzuty sumienia nie dawały mi spokoju, więc kiedy znów go spotkałam... Wiesz, w ten dzień co wystawiłeś mnie na koncercie Franka Sinatry.
-Tak, pamiętam. Potwierdził Fullbuster.
-Ucieszyłam się. Kamień spadł mi z serca. Ale zaraz te łajzy z Oracion Seis zabrały mnie do ojca...
-A Natsu pojechał za tobą. Dokończył czarnowłosy.
-Uratował mnie. Obronił własnym ciałem przed kulami, że tak powiem, wskoczył za mną w ogień. Pomyślałam więc, że to co czuję to po prostu wdzięczność. W końcu straszny z niego dupek, więc to nie mogło być nic innego.
-Oj, straszny! Gray zaśmiał się pod nosem, a Lucy upiła kolejny, zdrowy łyk wina.
-Z początku chciałam mu to jakoś wynagrodzić, ale niestety jego wyobrażenia na temat wdzięczności przekraczały moje wyrazy zobowiązania.
Opowiedziała Francuzowi o pewnym, wstydliwym dla niej zdarzeniu z Dragneelem.
-Haha, jednak Natsu jest jeszcze większym dupkiem niż myślałem! Ale dobry tekst, muszę go zapamiętać.
-Nie radzę, skutek prośby jest odwrotny do zamierzonego efektu. 
-Pewnie nieźle oberwał, co? Zaserwowałaś mu kopa między nogi?
-To przereklamowane, chociaż skuteczne. Wgniotłam mu pięść między oczy, chłopaczyna poskładał się w mgnieniu oka.
-Zaprawdę ubolewam, że mnie przy tym nie było.
-Ale wiesz... Heartfilia zrobiła przerwę na kolejnego łyka. -Wciąż myślałam, że to tylko poczucie winy, a potem wdzięczność. Jednak "tylko" to ja sobie to cały czas wmawiałam. Okłamywałam samą siebie.
-Nie rozumiem. Gray westchnął ciężko. -To niepojęte, jak mogłaś się zakochać w tak beznadziejnym przypadku.
-Ja... Głos dziewczyny nagle uległ niebezpiecznemu załamaniu. Po chwili kolejne łzy spływały po jej policzkach. -Ja też tego nie wiem!
Zmieszany Fullbuster pogłaskał Lucy po głowie i ostrożnie zabrał jej niemalże opróżnioną butelkę.
-Chyba trochę za szybko wypiłaś to wino.
-Przepraszam. Wychlipała.
-Postaraj się tym nie zadręczać. Przecież to tylko Natsu, on zawsze taki jest.
-Słyszałeś? Nagle blondynka wyprostowała plecy i zaczęła nerwowym wzrokiem przeszukiwać okolicę. -Słyszałeś?!
-Ale co takiego? Spytał zaskoczony Gray, a Heartfilia ukazała mu zaczerwienione białka.
-Właśnie pękło mi serce, draniu.
Francuz rozłożył ręce.
-Chciałem pomóc!
-Nie pomagasz. Lepiej od razu mnie dobij. Marudziła.
-Przesadzasz. Jęknął młodzieniec, ściskając wargi w wąską linie.
Między nimi zapanowała dłuższa cisza.
-Kiedyś często przychodziłem do tego parku. Umawiałem się tu na randki ze swoją dziewczyną. Wyznał.
-Już tego nie robisz?
-Właśnie to zrobiłem. Zażartował, po czym wybuch głośnym śmiechem, gdy zobaczył minę Lucy. -A tak naprawdę... kiedy ją zostawiłem, też miałem wrażenie, że pęka mi serce.
-Ach ci Francuzi. Dziewczyna wzdychnęła z nostalgią. -Nie ma szans, żeby to jakoś naprawić? Nie tęsknisz za nią?
-To dla jej dobra. Prowadzę taki tryb życia, że bycie z kimś na dłużej nie wchodzi w rachubę. Gdy zaczyna ci na kimś zależeć, wszystko inne traci na wartości. To niebezpieczne. 
-Nonsens...
-Z Natsu jest tak samo, albo i jeszcze gorzej. Nigdy nie miał żadnej kobiety na stałe, a jeśli już, to tylko one tak myślały. Nie angażuje się w coś, co jego zdaniem nie ma przyszłości, więc pozostają mu przelotne panienki, takie jak ta, którą widziałaś. To dziewczyna z baru burleski - pewnie spotkał ją przypadkiem, wypili trochę, a jutro zapomni. Zawsze tak jest.
-Dlaczego mi to wszystko mówisz? Lucy, po chwili zwątpienia, spojrzała smutno uśmiechniętemu Grayowi w oczy.
-Zabawnie by było popatrzeć, jak próbujesz go usidlić.
-Pff! Wredny! Blondynka wstała urażona. -Seans odwołany, niczego takiego nie zrobię. 
-Co? Fullbuster wstał zaraz po dziewczynie i chwycił ją za ramiona. -Już się poddajesz? Słabiutko, zawiodłem się.
-Sama nie wiem co zrobię, więc daj mi spokój... Ale najpierw odprowadź mnie do domu.
Wymieniając między sobą przesadnie uprzejme i zalotne spojrzenia, młodzieniec pozwolił chwycić się pod rękę.
-Z największą przyjemnością, madame.

- - - - - - - - - -

-Nie mogę się przyzwyczaić.
Leżeli w zaciemnionym pokoju. Stół ozdobiony niedokończoną kolacją czekał, aż ktoś go wysprząta. Ale Gajeela i Levy to nie interesowało - bardziej absorbowało ich łóżko, w którym wylądowali. Po raz kolejny.
Przykryci kołdrą do bioder, byli pod nią całkowicie nadzy. Mężczyzna w milczeniu popalał papierosa, zaś dziewczyna z niedowierzaniem mierzwiła krótkie włosy Redfoxa.
-Do czego? Spytał wreszcie.
-Do twojej nowej fryzury. Lubiłam cię w tamtej...
-To już ci się nie podobam? Gajeel spojrzał na McGarden karcąco, na co zachichotała. -To kwestia przyzwyczajenia. Dodał już spokojniej.
Levy jeszcze przez chwilkę głaskała go po głowie, zabrała papierosa z jego ust i wciągnęła ulotną nikotynę.
-Martwi mnie Lucy. Wyznała, kładąc się obok mężczyzny, a on oparł oparł łokieć na materacu. Nie przywykł do spoglądania na dziewczynę z innej perspektywy niż z góry.
-Coś się dzieje, mała?
-Sama nie wiem. To chyba dla niej zbyt wiele. Może nie powinnam jej dziś zostawiać samej...
-Jesteś jej przyjaciółką, nie niańką. 
Na moment obydwoje pogrążyli się w zadumie.
-Jestem ciekawa co dalej.
-To znaczy? Gajeel pytał dalej, ponownie spoglądając na McGarden; tym razem z wzajemnością.
-Lucy wygra sprawę, Makarov Dreyar wyjdzie z więzienia, dostanie od niej akt własności baru... I co dalej. 
-Jesteś niepoprawną optymistką. A jak Lucy nie wygra rozprawy?
Levy zmarszczyła brwi.
-A ty jesteś zgryźliwym pesymistą. Nie możesz choć raz uwierzyć? Wiara czyni cuda!
-Nie przekonałaś mnie. Redfox zabrał dziewczynie papierosa akurat w chwili, gdy chciała się zaciągnąć. -Ale próbuj dalej.
Sięgnął po popielniczkę, jednocześnie świecąc przed oczami McGarden swoim torsem.
Bibliotekarka z chytrym uśmieszkiem przejechała dłońmi po jego ciele, a gdy dotarła do policzków, przyciągnęła go do siebie i pocałowała. Całowała powoli, lecz namiętnie, wręcz bezwstydnie.
-Dobra. Przyznał Gajeel. -Przekonałaś mnie.
-Hehe! Zachichotała szczęśliwa, lecz zaraz zmarkotniała. Przyłożyła dłonie do klatki piersiowej Redfoxa i odepchnęła go lekko, następnie siadając na wprost oraz patrząc mu głęboko w oczy.
-A ty? Zagadnęła Levy, a mężczyzna przyjrzał się jej uważnie.
-Co dalej?
-Tak. Wypowiedziała z pewnością.
-Nie myślałem nad tym.
-Żadnych planów? Dociekała.
-Są zależne od twoich.
Choć bardzo chciała usłyszeć coś w tym stylu, nie spodziewała się tego.
-I czego tak szczerzysz zęby, mała?
-To brzmiało tandetnie! Mogłeś jeszcze powiedzieć "to ty jesteś moim planem, mała"! Wypaliła niskim, ochrypniętym głosem, po czym wybuchła rechotem, gdy Gajeel przyłożył dłoń do jej czoła i popchnął na łóżko.
-W życiu bym czegoś takiego nie powiedział! Redfox w mgnieniu oka zawisł nad nią. -A twoje plany? Nie są czasem zależne od blondyny?
Dziewczyna natychmiast ucichła, a rozszerzone w śmiechu usta stworzyły wąski paseczek o malinowym kolorze.
-Raczej nie. Prędzej mnie zabije, niż zgodzi na mój pomysł.
Jej odpowiedź zaintrygowała Gajeela.
-Szczegóły?
-Chcę dołączyć do Fairy Tail.
Przez moment spoglądali na siebie w totalnej ciszy.
-Masz rację. Lucy cię zabije za takie żarty. Burknął czarnowłosy z grobową miną i zszedł z McGarden.
-Ale ja nie żartuję! Levy oplotła ręce wokół przedramienia Redfoxa, kiedy sięgał po kolejnego papierosa. -Mówię poważnie! 
-Kurwa, to żeś sobie wymyśliła... Wyszeptał wściekle pod nosem. -Słyszałaś kiedyś, by takie kurduple należały do mafii?
-Przestań! Dziewczyna krzyknęła z wyrzutem. -Widziałeś papiery z dawnej rozprawy Makarova Dreyara, prawda? Widziałeś to nazwisko!
-O czym ty pleciesz, mała. Gajeel wyglądał na nieco zlęknionego. Ze zmarszczonym czołem aż wciągnął papierosa mocniej niż zazwyczaj.
-No, Tono Rabbits! 
-Ach, o tym ty... Koleś zamordowany przez starego Dreyara, tak?
McGarden wzięła głęboki, uspokajający wdech.
-To był mój wujek.
Redfox, nie spuszczając z niej oka, zamilkł na dobre. Jedynymi objawami, które wskazywały na jego zaskoczenie, były nieco szerzej otwarte oczy i papieros, wciągnięty do końca na jednym wdechu.
-Szukasz zemsty? Spytał ochryple, przez płuca przepełnione dymem.
-Coś ty. Jedynie prawdy. Levy poprawiła Gajeela, tuląc zmartwioną twarz do jego pleców.
-Lucy o tym wie? Mężczyzna ciągnął McGarden za język.
-Poniekąd. Przyznała. -Obecnie nie więcej niż ty.
Czarnowłosego wciągnęła zabawa żarową zapalniczką, ale po chwili, w roztargnieniu potargał swoje krótkie włosy i mruknął przeciągle. Wyglądał na zatroskanego.
-To przynajmniej już wiemy co dalej.


- - - - - - - - - -


Lucy, wychodząc z Grayem z parku, rzuciła okiem na zgliszcza kancelarii jej zmarłego ojca. Z początku nie była pewna, lecz zaraz zatrzymała się raptownie.
Lekko tęgi mężczyzna w czarnym płaszczu właśnie wszedł na ogród, należący do jej dawnego domu.
-Ej, koleś! Czego tam szukasz?! Wrzasnęła Heartfilia, a Francuz momentalnie spojrzał w stronę spalonego budynku. Również zauważył tajemniczego "włamywacza", który na głos Lucy wzdrygnął się, jakby włożył palce do kontaktu.
Kilka sekund później Fullbuster ruszył w pogoń za uciekającym mężczyzną. Dobrze zbudowany, zdrowy młodzieniec nie miał problemów z dogonieniem wiekowego jegomościa z nadwagą - zanim uciekinier zdołał dotrzeć do zakrętu, Gray z rozmachem powalił go na ulicę. Dopiero wtedy zaskoczona Lucy podbiegła do nich lekko chwiejnym krokiem.
Zwalniając zaledwie metr przed przyjacielem, zauważyła przerażoną twarz obcego mężczyzny. Strzelając, mógł mieć około pięćdziesiąt lat; niebieskie, rozczochrane włosy zaczynała pokrywać siwizna i zakola, a ciemnobrązowe oczy spoglądały ze strachem to na Graya, to na Lucy.
-Kim jesteś i czego tu szukałeś. Blondynka zażądała odpowiedzi, bacznie obserwując zachowanie faceta. Stwarzał pozory nieudacznika i życiowej pokraki.
-Sz-szukam panienki Heartfilli, cz-czy to pani? Sły-słyszałem o rozprawie pana Makarova D-Dreyara i o tym, kto będzie jego adwokatem...
-Ktoś ty?! Zawołał Fullbuster, grożąc mężczyźnie zaciśniętą pięścią. -Odpowiadaj!
-Z-Zostaw mnie człowieku! N-nic złego nie zrobiłem przecież! Starszy, pulchny pan zawołał panicznie, jakby miał zaraz narobić w spodnie. Widząc to, Lucy niespiesznie zabrała z chodnika jego kapelusz i kucnęła obok.
-Jak się nazywasz? Dziewczyna ponowiła pytanie.
-J-Jestem T-Tono Rabbits...


W końcu rozdział, prawda? :P
Wybaczcie, że musieliście czekać aż dwa miesiące, czyli dwa razy dłużej niż zazwyczaj :(
Przepraszam również za stylistykę rozdziału - powtórzenia, błędy, ect. Przyznaję bez bicia, że korekty było tu tyle co kot napłakał.

Nieco się wyżalając i usprawiedliwiając, ten rok rozpoczął sezon na pogrzeby w mojej rodzinie. Kiedy już myślałam, że najgorsze minęło, wczoraj dowiedziałam się o kolejnej stracie bliskiej osoby z rodziny. To już trzeci pogrzeb w tym roku, a dopiero połowa marca, i zaczyna mnie to dobijać. Co prawda nie mamy na takie rzeczy wpływu, ale czy jest coś bardziej przytłaczającego niż śmierć? Chyba nie...

Wracając do głównego tematu, by nie zawiało tu stypą *czarny humor*, mam nadzieję że, mimo wszystko, choć po części udało mi się wynagrodzić wasze czekanie.

Dla chętnych, mam króciutki quiz ; ) Z początku myślałam o małym konkursie, lecz wtedy musiałabym wyjawić poprawne odpowiedzi - a to poniekąd zdradziłoby fabułę i wszystko popsuło. Tak więc zabawa jest dla chętnych, ja osobiście z przyjemnością poczytam w komentarzach, czy ktoś dobrze kombinuje i główkuje ^.^

1. Kim dla Liliego Tsubaki jest Gajeel Redfox?
2. Kto tak naprawdę podłożył bombę w siedzibie federalnego biura śledczego?
3. Kto zabił Richarda Buchanena?

I to na tyle :) Oczywiście akcja "co mi się najbardziej/najmniej podobało" dla osób mających problemy ze sklejeniem komentarza wciąż trwa.
Przy okazji, wyczuwam wpisy typu 
"Nie podobała mi się Lisanna", "Chcę NaLu", "Lisanna - żryj gruz cyganie" xD 
 ale z góry proszę; bez przesadnych hejtów. 
Przypuszczam, że fani Natsu i Lucy będą czuć się zawiedzeni i rozumiem to, ale uszanujcie również "wolę" autora bloga :P

Co do następnego rozdziału - nie mam pojęcia kiedy go napiszę. Chciałabym jak najszybciej, ale... sami rozumiecie :(

Ach, wiedziałam, że o czymś zapomnę! :D
Jak kogoś interesuje co obecnie piszę, gdzie można znaleźć moje wcześniejsze opowiadania (również te niedostępne na blogspocie), i jakie jeszcze opowiadania dla was szykuję :
zapraszam do zaobserwowania :) : twory-yashy.blogspot.com

Buziaki moi mili :* :)

30 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Przepraszaam że tak późno dopisuje właściwy komentarz do mojej "zaklepywanki" ;-; ale wczoraj nie przeczytałam do końca i dziś w szkole skończyłam sobie :3 (bardzo umiliło mi to okienko) no i komentuje dopiero teraz...
      Fajowy (kocham to słowo) rozdział :3
      Najbardziej oczywiście podobały mi się momenty z Grayem ( ~ mówiła dla państwa założycielka oficjalnego międzygalaktycznego fanclubu Graya francuza wykreowanego przez Yashe ~ OMFGFWPY - w skrócie xD)
      W każdym razie dobrze że pocieszył Lucynke ;-; taki troskliwy... a ona tylko o Natsu gada >..<
      No i co do NaLi czy NaLu to mi tam obojętnie xDD byle się nie pozabijały bo kto wygra rozprawę? i kto uzbiera na odbudowę?
      Ważne że Levy z Gajeelem nieźle sobie balują :3 kocham ich ;-;
      A i jeszcze zapomniałam o Juvii - uwielbiam tą wariatkę jeszcze bardziej w twoim wydaniu :3 jakoś zawsze fragmenty w których się pojawia są super xD i bardzo też polubiłam Totiego (trochę mi go szkoda tak wg ;-; Ten cios frienzone... ale nich walczy! - chociaż niech pamięta że z Grayem i tak nie wygra :3 takie życie <- chyba O.O)
      No oczywiście świetna akcja <3 nie mogę się doczekać kontynuacji o.o rozprawa Macarowa, i wg ten cały wujek Levy o.O strasznie jestem ciekawa tej postaci bo czuje że dużo wniesie ale nwm
      aaa... i co do pytań to nie mam pojęcia kim jest dla Gajeela Lily - to też mnie od dawna zastanawia o.O ale możliwe że coś przeoczyła/zapomniałam

      Trochę chaotyczny mi wyszedł ten komentarz o.O
      Czekam na ciąg dalszy (nie musisz się śpieszyć nikt stąd nie ucieknie jak trochę dłużej poczeka :)
      pozdrawiam oraz życzę weny
      i bardzo współczuję :( z doświadczenia wiem że pogrzeby to nic przyjemnego...

      Usuń
    2. Właściwie wiem że w tej wspaniałej fabularnie (jak dla mnie przebijającej oryginalne FT którego już nawet coś nie oglądam ani nie czytam) historii, paringi nie odgrywają najważniejszej roli... ale tak sobie to właśnie analizuje i postanowiłam opisać moje przemyślenia w komentarzu xD
      Muszę przyznać że jest tu dużo nietypowych paringów o.O zamiast tradycyjnego Natsu i Lucy plus Lisanna która odpada zaraz bo jest "złaaa" i powstaje Nalu forever, oraz wszystkich ściśle ustalonych Gruvii itd
      hmmm...
      Lisanna x Natsu, Natsy x Lucy, Lucy x Gray, Gray x Juvia, Juvia x Toti
      (czy tylko ja zauważyłam jak to fajnie przechodzi xD?)
      stawiam że będzie: NaLi, GrayLu i Juvia z Totomaru... ale! Co wtedy z Lucy o.O ?! wiec możliwe również że w końcu nadejdzie NaLu... wtedy Gray może będzie z Juvią (oby! <3) , a Toti się powiesi po ciosie Friendzone...
      Laxus i Cana też jest moim zdaniem nietypowych paringiem a uwielbiam ich :D a zwłaszcza kiedy jeszcze tatuś się miesza xDD

      W każdym razie uwielbiam robić dochodzenia w sprawie wątków miłosnych, a przypuszczań mam jeszcze wiele >...<
      ~ komentarz miał na celu pochwalenie za bardzo oryginalne miłości w tej historii ~ (tak oryginalnie że właściwie dalej nie ustaliłam jak najprawdopodobniej będzie... ale możliwe też że nie będzie żadnych par ! :D też fajnie...)

      Usuń
  2. Znowu nie ma nic O Wendy i Romeo ����

    OdpowiedzUsuń
  3. No to jakby to tak... Lisanna, żryj gruz cyganie! Gdzie do Natsu się przyczepiasz?! Nie no, żart :D Tak naprawdę powiem Ci, że bardzo podobał mi się fragment, gdy Lisanna pocałowała Natsu, a to wszystko zobaczyła Lucy. Wiedziałam, że Lucy jest zakochana w landrynie. Szkoda tylko, że musi tak cierpieć, biedactwo...
    Nowa fryzura Gajeela powraca ;) Ja jakoś nie potrafię go sobie wyobrazić w tej nowej fryzurce, ale jakoś spróbuję. A co do tego wujka Levy, jestem bardzo ciekawa dalszego rozwoju historii. Co on robił pod kancelarią i czy Levy (być może z Lucy) przeżyje rozmowę z blondynką na temat tego dołączenia do FT.
    Co tu jeszcze... Pomijając fakt, że ten komentarz jest totalnie z dupy, ponieważ nie mam za wiele czasu... No to chyba została mi ta sytuacja z potrąceniem i z Lily'm, ale u niego się rozpisywać nie będę, bo się nie znam... Dobrze, że ten Richard się przyznał, bo nie wiem, co bym zrobiła gdyby Cana... No jak ją tak można oskarżać! (tak, zapomniałam słowa, szybka zmiana tematu zawsze spoko) Pewnie bym poleciała z Laxusem i Gildartsem do nich i im nakopała!
    To chyba wszystko... Chyba! Naprawdę krótki, mało barwny i treściwy, totalnie z dupy komentarz zostawiam pod Twoim pięknym rozdziałem, o przecudowna bogini Yasho :*
    Pozdrawiam, życzę weny no i trzymam kciuki, żeby Ci się wszystko tam poukładało w rodzinie :* :* :* :*

    ~Juvia Lockser (niegdyś Jinx Xxx - zapamiętaj, że to ja :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak przy okazji, odbiegając od tego, że wszyscy proszą Cię o NaLu... Kiedy Gruvia?!

      Usuń
    2. ... Wy mnie normalnie rozwalacie xD
      Powiem tylko, że następny rozdział szykuję się naprawdę konkretny - bardzo wiele wyjaśni i być może, oczywiście jeżeli mi się uda, będzie to jeden z najważniejszych i najciekawszych rozdziałów jakie były ; p

      Usuń
  4. Ave! Mircia wpada z wdziękiem słonia, głównie po to, by z dumą i całą pewnością odpowiedzieć na pytanie pierwsze. Otóż Lily jest owym federalnym znajomym Gajeela, o którym wzmianka pojawiła się w bodajże 20 którymś rozdziale. Jeżeli chodzi o pozostałe pytania, to podejrzewam Lahara i Siegraina, ale nie mam pojęcia, który co zrobił. Chociaż, obstawiałabym raczej Lahara jako tego, który zabił. Po pierwsze dlatego, że głos był znajomy, a skoro Lahar w FT był w radzie, to tutaj też może pełnić jakąś rządową funkcję i mogli się spotkać. Chociaż w sumie Siegrain też był w radzie.... Po drugie dlatego, że Jellal wysadzał się w anime, to tu też coś mógł wysadzić. ^^
    Jeżeli chodzi o błędy, to napisałaś, że Lucyna ubiera kuty, zamiast butów i parę razy zapomniałaś o myślnikach.
    Co do Białej Niszczycielki Pairingów czy jakoś tak, po przerzuceniu się na blogi o innej tematyce, zdążyłam zapomnieć o NaLu, więc bardzo mnie to nie razi. Aczkolwiek byłabym bardzo usatysfakcjonowana, gdyby skończyło się na NaLu. :)
    Ogólnie rodział cud, miód i orzeszki, życzę ton weny i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. Buziakiiii!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu już muszę coś naprostować - chyba chodzi o 21 rozdział, gdzie faktycznie jest wzmianka o znajomym federalny... ale Juvii, nie Gajeela :P (scena przed świeżo spaloną kancelarią Judego Heartfilii, jak inspektorzy Sol i Aria próbują spławić Loxar z miejsca zdarzenia :P).
      Przy okazji wzmianka o Juvii i znajomym agencie federalnym będzie w następnym rozdziale, więc pomyślałam, że prócz chęci sprostowania, warto po prostu o tym wspomnieć :)

      I wielkie dzięki wszystkim za komentarze ;*

      Usuń
  5. Jak dawno nic tu nie było! Ciesze sie, ze ten psychol w koncu zdechł... Lily bedzie miał niestety problemy, ale trudno, da sobie rade.
    Co do niego... Ah, ta uprzejmość do szefowej <3
    Laxana swietna jak zawsze ;) W ogole czesc u federalnych była super. Tak samo jak to na ulicy. Szkoda mi Chelii i jej babci...
    Najlepszy fragment... Cieżko go wybrac. Tak jak napisałam, cały fragment o agentach jest super, ale podobała mi sie tez bardzo rozmowa Graya i Lucy i to wspomnienie o Juvii... Mam nadzieje, ze sie zejdą.
    Szkoda, ze jesst tak mało Erzy ._. No, kiedys sie musi pojawić, tylko trzeba jeszcze troche poczekać ^^
    Współczuje takiego rozpoczęcia roku... Wspieram cie całym serduszkiem i życze zdrowia dla wszystkich znajomych i rodziny *daje wiaderko milosci*
    Zdrowia, weny i powodzenia. Trzymaj sie jakos :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do quizu:
      1 Lily jest starym znajomym Metalicany/matki Gajeela
      2 Lahar
      3 Siegrain
      Albo cos takiego "XD

      Usuń
  6. Dobra... Rozdział przeczytany na uczelni, więc dopiero teraz komentuje, ale jestem zadowolona po tym rozdziale.
    O dziwo bardzo dobrze zniosłam oblizywanie się Nali, co dla mnie jest niezwykłe. I także w miarę podobał mi się ten fragment. Może to dlatego, że już wcześniej zaserwowałaś nam scenkę bara bara z nimi, więc teraz to zniosłam. Ale i tak to powiem. Lisanna to szmata i nie dlatego, że całowała się z Natsu, tylko dlatego że pieprzy się po to, by znowu jej rodzeństwo się uśmiechało itd. Uważam, że nie mogła wymyślić nic gorszego. Zachowuje się mała i głupia nastolatka, która chce szybko zarobić. Ja wiem, że to dla rodzeństwa, ale jeśli się dowiedzą prawdy, to będzie najgorsza możliwa rzecz dla niej, bo nie tylko krzywdzi siebie, ale także skrzywdziłaby ich.
    Natsu to też okropny facet. W tej chwili to powiem: LUCY WYNOCHA OD NIEGO. Lubię paring Nalu, ale dla mnie to już nie jest TEN Natsu, ja go nie akceptuje, ale co nie znaczy, że twoja wizja mi się nie podoba.
    Przejdę może do wad, bo są i mam nadzieję, że się na mnie nie obrazisz, bo może to tylko może sugestywne opinie, ale nie podobały mi się.
    1) przyznanie się Richarda do zabójstwa. Nie i jeszcze raz nie! Jego słowa i to, że się w ogóle przyznał ... Ja bym to troszkę inaczej poprowadziła, a szczególnie jego całą wypowiedź, bo ona dla mnie była za ... poetycka - idealne słowo - i to mi właśnie w niej przeszkadzało. Ja na dobrą sprawę, bym się nie przyznawała do zabójstwa, ale cóż... ja kto woli ;)
    2) Początek, czyli niestety fragment z Totomaru. Podoba mi się jego relacja z Juvią, ale miałam wrażenie, że... no nie wiem. Nie wiesz, co masz pisać. Nie umiem tego określić. Opisy były dobre, ale dla mnie to było troszeczkę zbędne przedłużanie.
    3) Zbyt szybkie pojawienie się tego Tono Rabbits (bez obrazy, ale troszkę głupie imię i nazwisko, no chyba że to tylko przezwisko). Można to też uznać za zaletę, bo zaskoczyłaś mnie tym, jak szybko się Tomcio pojawił, ale ja osobiście lubię rozwiązania, kiedy ktoś wspomniany w rozdziale np. 13 pojawia się dopiero w 16, jako element zaskoczenia, ale nie było źle, tylko ja mam takie swoje widzi mi się.

    A teraz zalety
    1) Na pewno nie było zbędnego przedłużania (oprócz wspomnianych fragmentów). Wszystko działo się szybko i na te 15 czy ile tam stron było dużo scen, które mnie zaintrygowały i zaciekawiły.
    2) Przeplatanie akcji, która jest ze sobą powiązana... Kocham to, kocham i jeszcze raz kocham. Dlatego daję 10/10 za akcję z Richardem w sensie całej zagadki, sprawy ;)
    3) element tajemnicy, kto był zamachowcem, zabójcą itd. I tutaj mój pomysł, ale głupi. Czyżby zamachowcem lub zabójcą mógłby być Loki??? Wiem, że to głupie, ale wpadłam na taki pomysł i może się sprawdzi
    4) GrayLu!!! Nie to, że jestem fanką tego paringu, ale świetnie przedstawione, idealna rozmowa i dodatkowo świetnie wszystko przedstawione

    A teraz zagadki
    1) Mam wrażenie, że a) są to przyjaciele z dzieciństwa b) są to dalecy kuzyni, ale bardziej daję na "a"
    2 i 3) Tak jak napisałam, że któryś z nich, to mógłby byś Loki, bo na pewno nie Siegr... no albo ten prawnik. A druga osoba??? Nie mam bladego pojęcia...

    No nic. Rozdział był dobry. Podobał mi się, oprócz punktów 1,2,3, ale ogólnie dobra robota i do następnego (jaki długi komentarz mi wyszedł ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tono Rabbits to jeden z członków Fairy Taila, nazwisko od Mashimy ;)

      Usuń
    2. A tego to nie wiedziałam :) Thx za informację :)

      Usuń
    3. Poważnie cierpię na sklerozę...Sama się zastanawiałam przy ostatnich rozdziałach jak mogłam wymyślić tak durne imię i nazwisko dla postaci... Teraz już wiem xD Dzięki za przypomnienie Foxi :D

      Usuń
  7. Witaj! Miałam chęć napisania komentarza wczoraj (byłabym pierwsza xd) ale pewne dwie rzeczy mi przeszkodziły - fizyka i sen :P Ale teraz komentuje!
    No to od początku. Wstęp, czyli opis Magnolia Center - bardzo klimatyczny. Uwielbiam czytać takie rzeczy, ale pisać to ja nie potrafię. Zdarzało się chyba tam kilka powtórek typu był, była, ale nie raziło to w oczy. Przy takich opisach trudno tego uniknąć. No i Toti :D Wiesz, że go uwielbiam, chociaż kojarzy mi się z tymi pieskami, co dziunie w Beverly Hill noszą w torebkach. No wiesz, te łyse chihałhał czy jak to się pisze (nie mam ochoty sprawdzać ;p) No i jak Toti zawołał : JUVIO! To było takie Lyonowskie że ja pierdolę xDD Tsa uczymy się od Lyona xD
    No i jestem ciekawa tego pościgu. Jak nic Lily straci swój samochód, długo się nim nie nacieszył :D Tylko żeby tym razem Levy nie strzelała, bo takiej adrenaliny nie przeżyjemy, ja i ona xD
    Dobra no i chyba jedna z ważniejszych scen, czyli ta z wypadkiem. Richard złapany, Richard przyznaje się. Trochę ta jego kwestia była zbyt rozwlekła i poetycka. Bardziej by tu pasowało coś w stylu "No przyjebałem jej kamieniem UPS!"No czy coś takiego. A że Canę osądzą jako pierwszą dało się domyślić po końcówce ostatniego rozdziału ;p
    Tak, nie że się czepiam czy coś, ale jest szansa że Laxana mimo wszystko się nie zrobi? Bo choć są słodcy i ble ble fuj fuj to nie widzę ich razem, ani w anime ani tutaj. Wiem! Mógłby być taki wielki zwrot akcji i sru Laxus leci do Miry, a Gildrats za nim ze strzelbą! :DD Ja to widzę, ja to widzę! No ale jakby co to nie mam nic przeciwko Laxanie, ale wolę ich osobno, na stopie przyjacielskiej ;)
    GaLe! Czemu oni nie mogą zachowywać się tak w prawdziwym FT! Wniosek jest taki: Twoja historia jest lepsza od kanonu :D Ale pozostawiłaś mi smaczek tym, że nie było z nimi jeszcze hentaia. Jak napiszesz z nimi hentai (albo z kimkolwiek, byle by był) to Ci dam taką pochwałę, że padniesz z krzesła ze śmiechu. No, tylko hentai ma być!
    Dobra, teraz możecie mnie zabić, ale Yasha, sprawiasz, że coraz bardziej lubię GrayLu. To coś znaczy. Oczywiście, znając życie będzie Gruvia, bo to jest wręcz kanon. Ale zdecydowanie wolę GrayLu. Aż szkoda, że jej nie pocałował, nooo. Ciekawe, czy Gray jeszcze czuje coś do Loxar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i Luśka. Biedna Luśka. No ale skąd mogła wiedzieć, ze biała fladra się przyssie do Natsu, jak glonojad do szyby (tak moje porównania, epitety i przenośnie są zajebiste). No ale jak wspominałam wcześniej, to lubię GrayLu i wcale nie było mi przykro, ze poszła z Grayem. A Lisanna...Niech sobie żyje, umiera, pieprzy się i robi, tfu!, je loda. Najwidoczniej NaLu jest dla mnie jak zimny tygodniowy kotlet, aż strach patykiem ruszać.
      Ha i scena w FBI! Bym o niej nie wspomniała, ale przejrzałam rozdział. Kurde, może to ten Tono tak załatwił Buchanena. Chodzi mi o wybuch, bo kto zabił to nie mam pojęcia. Sądzę, że to ktoś z FBI, bo głos był znajomy. Może Lector? Tsa, a to pewnie będzie Frosh, żaba jedna.
      No i właśnie, końcówka. HMM bo to był TYLKO ZBIEG OKOLICZNOŚCI, że akapit wcześniej Levy wspomniała o nim, a chwilę później Lucy i Gray go spotykają. HMM JASNE.
      No i teraz zagadki, czyli to co białowłose mendy lubią najbardziej!
      1) Może ma to związek z Metalicaną. Albo to daleki krewny Evy, matki Gajeela, czyli byliby braćmi. W końcu Lily i Gajeel z FT są partnerami, to tutaj też może coś ich łączyć.
      2) No to jak mówiłam, myślę, że Tono, ale teraz nie jestem pewna. Albo to będzie zupełnie nowa postać, np. ktoś z Sabertooth, albo nie wiem. Strzelam, ze Mistgun/Siergein/Jellal. No w każdym razie Jellal xD
      3) Strzelam, że ktoś z FBI bo nic innego nie przychodzi mi do głowy.
      No i taak. Bardzo współczuje z powodu Twoich rodzinnych problemów, ale jak to było w "Oskarze i Pani Róży"? Każdy kiedyś musi dednąć. No cóż taka natura ludzka. Ale i tak współczuje, bo to nic przyjemnego.
      I jak z kolejnym rozdziałem? Wyrobisz się do kwietnia, czy do czerwca? xD Hehe, taki żarcik. Mam nadzieję, że pojawi się jak najszybciej, bo ten jest niedługi :O
      No i co...chyba tyle. Życzę weny, czasu, zdrówka i ładnej pogody. U mnie dzisiaj padał śnieg, pozdrawiam :___:
      Sayonara!

      Tak znowu przekroczyłam limit xD

      Usuń
  8. Dzięki wszystkim za komentarze! :***
    Za pochwały, przemyślenia, wytknięte błędy :P No i oczywiście za ciekawe (nawet bardzo) spostrzeżenie odnośnie quizu :P Fajnie, że ktoś w ogóle wziął w tym udział :D
    Olu Ri - Tono Rabbits to nie trochę głupie imię i nazwisko... Szczególnie nazwisko jest BARDZO głupie, ale gdy pisałam o nim pierwszy raz, nie miałam większych planów, a że nic szczególnego nie przychodziło mi do głowy... Trudno już xD Ale żeby nie było, choć pojawienie się "króliczka" wygląda jak z dupy wyciągnięte, to jednak zaplanowałam to już dłuższy czas temu ;)
    No i faktycznie chyba muszę zmienić relację Richiego z morderstwa :/ Miałam go zmienić, ale potem machnęłam na niego ręką... Mój, kategoryczny, błąd - w tym momencie zlekceważyłam opowiadanie i czytelników :( Bardzo was przepraszam.
    Ana (słodka) Szartlotko, co do paringów to jeszcze cię zdziwię, oj zdziwię nieraz swoimi cudami xD
    I w ogóle bardzo mnie zaskoczyło pozytywne nastawienie na GraLu O.o A to mnie jeszcze bardziej nakręca na nowe opowiadanie, które już jakiś czas temu zaczęłam pisać ;)

    Jeszcze raz wielkie dzięki za wszystkie komentarze :***
    PS. Gdzieś mi chyba mignęło pytanie w kwestii nowego rozdziału... Do czerwca powinnam się wyrobić xD Ale zanim zacznę go pisać, chcę W KOŃCU nadrobić zaległości na innych blogach, które czytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, no bez przesady ;) Po prostu odkryłaś w sobie duszę artysty i tyle ;)

      Usuń
  9. Witam witam :) niedawno albo dawno znalazłam twojego bloga i zakochałam się w nim od pierwszego rozdziału xD
    A teraz tak: biedna Lucynka, ale cieszę się, że Grey ją pociesza(Lucy za niedługo będzie musiała iść chyba na odwyk xD tyle stresu)
    Fajnie, że NaLu nie jest przesłodzone i jest też dużo mowy o innych paringach.(A jeśli chodzi o Lisannę to twoja decyzja jak się potoczy ;P)
    Gajeel i nowa fryzura nie umiem go sobie wyobrazić xD
    Inari: Chciałabym aby Lucy doszła do Fairy Tail
    Może dojdzie, zawsze możesz mieć nadzieję.
    Yumi: Będziemy cię wspierać.
    Nieważne co napiszesz ja to przeczytam :D
    Inari: I życzymy ci duuuużo weny abyś kolejny rozdział napisała szybciej ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Genialne! Kolejny rozdział mnie nie zawiódł i czekam na więcej. Piszesz genialnie a te zawirowanie z NaLu i GraLu bardzo mnie zainteresował. Mam nadzieję że Lucy w końcu ktoś pocieszy bo dziewczyna chyba dostanie depresji :( Nie mogę się również doczekać na wyznanie nieśmiałego Toti!!! Życzę weny! Czekam z niecierpliwością a następy rozdział ;3

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam
    To mój pierwszy komentarz na blogu ale czytam go już od bardzo dawna. Chciałam ci powiedzieć, że bardzo dobrze piszesz kryminały i sceny sensacyjne xD (no nie umiałam znaleźć innego słowa). Jest to jeden z nielicznych fanficków, który naprawdę mi się podoba i jest cudownie przedstawiona moja ulubiona postać ;-) Chociaż myślę, że mojego ulubionego parringu nie będzie bo serio go tu nie widze ale może znów mnie pozytywnie zaskoczysz.
    Co do pytań to 1. Nie mam pojecia 2. Myślę, że Zancrow 3. Ktos z FBI

    Weny życzę
    Rila

    OdpowiedzUsuń
  12. Ach! Co by tu powiedzieć! Cała fabuła ci się tak ładnie zazębia i w ogóle. Nawet ten Tono Rabitts, który pojawił się nie wiadomo skąd, mi nie przeszkadza. No bo zazwyczaj uprzedzasz o niespodziewanych bohaterach-mąciwodach parę rozdziałów naprzód. Wytężam więc swoje szare komórki z nadzieją, że zapamiętam tego gościa, bo pewnie będzie miał tam jakąś rolę do odegrania. A tu co? Scrolluje trochę dalej i gościu sam się pojawia. Nie jest źle, przynajmniej go nie zapomnę.
    Hmm... Właściwie to ani GrayLu ani NaLi nie wywołało we mnie takich emocji jak u czytelniczek wyżej. Jestem zwolenniczką teorii, że przyjaźń damsko-męska istnieje, więc czemu Gray i Lucy nie mieliby takiej właśnie relacji? Ur i Igneel w BPWO byli przyjaciółmi, a Ur pomagała zejść się mu z Laylą. Co prawda los (czyli w tym przypadku ty :)) chciał inaczej, ale czy teraz nie ułoży się wszystko w ten sam sposób? (TYLKO ZE SZCZĘŚLIWYM ZAKOŃCZENIEM, BO JAK NIE...) Teraz będziemy mieć Gray'a, który pomaga zejść się Natsu i Lucy (ale z drugiej strony, pamiętam fragment gdzie było powiedziane, że Layla dłuuuuuugo kochała się w Igneel'u zanim ten odwzajemnił jej uczucia, także...). Poza tym Gray ma Juvię! Nie oszukujmy się, dla naszego francuzika liczy się tylko jego pierwsza miłość. Ach! Aż zaleciało romantyzmem... Pierdol się Toti!
    Co tam jeszcze... Aha. Rozpisałam się o przyjaźni Gray'a i Lucy, a zapomniałam o NaLi. Jej pobudki do zostania prostytutką pozostawię bez komentarza, bo jestem za bardzo stronnicza (NaLu rządzi! :P). Do krytykowania Natsu też się nie palę. Skąd mógłby głupek wiedzieć, że Lucynka go kocha, co? Byle nie okazało się, że pierwszą dziewczyną, którą nie potraktował przedmiotowo będzie Lisanna… Bo ta na pewno też się w nim zakocha... Yasho! Zadaj śmierć tej miłości zanim w ogóle się pojawi!
    Morał wyciągnięty z tego rozdziału brzmi: „Dziewczyny kochają seksownych dupków.”
    A jeśli chodzi o pytanka to nie jestem dobra w takie hipotezy :(. Jeśli coś jest fajne i mi się podoba to nie umiem przewidywać co może się stać. A „Bar pod Wróżkowym Ogonem” jest fajny, boski i w ogóle *.*
    Weny, zdrowia, czasu i odpoczynku od smutnych wypadków, które ostatnio cię nie omijały… Pozrawiam~♥

    OdpowiedzUsuń
  13. Rozdział przeczytałam już parę dni temu, ale wena na komentarze poszła na spacer i zaginęła <3 No i jej moment BroTP z Grayem :)
    No i Levy i Gajeel... ;3 I Levy chce dołączyć do Fairy Tail! \o/ Dobrze kombinujesz, Levy!
    "-Słyszałaś kiedyś, by takie kurduple należały do mafii?" Wiesz, Gajeel, Makarov akurat jest dość niski... xD
    No i Lily... Cieszę się, że uważasz, że szacunek dla pracodawcy jest najważniejszy xD
    I WOAH. WYBUCH. LUBIĘ WYBUCHY <3
    I Gildarts tam wpadł tak nagle... Martwi się o Canę, jak ja kocham tę ich relację <3 Btw, wiesz jak to jest, jak czytasz książkę, przez przypadek zerkniesz na dół strony, ogarniesz wzrokiem jedno zdanie albo chociaż wyraz jakiś ważny (bo to nigdy nie będzie błahy wyraz - jakiś spójnik albo przymiotnik, ale mało ważny, nigdy, dzięki mózgu) i spojlerujesz sobie kawałek najbliższej akcji, nie? No to ja teraz tak sobie troszkę zaspojlerowałam ten fragment, ale w taki sposób, że myślałam, że to Gildarts był w tym przebraniu i jak Lily zaczął go wypytywać, a on nie bardzo wiedział, co odpowiedzieć, to w końcu wybuchł i wydarł się, że gdzie jest Laxus xD Ale potem przeczytałam ten fragment jak należy i... Gildarts, niezłe wyczucie, naprawdę xD
    No i jak już mówiłam, wybuch! <3 Tylko czego Lily chce od Gajeela? o: No, mam nadzieję, że wciąż będzie chciał. Znaczy, mam na myśli... Bo Lily leży nieprzytomny, ktoś go chyba znajdzie i się nie sfajczy, prawda? Prawda? :'D
    No i Tono Rabbits! Czekam na rozwinięcie wątku z nim, tak ogólnie ^^
    A pytania...
    1. Kim dla Liliego Tsubaki jest Gajeel Redfox?
    To proste! Lily jest kotem Gajeela, no nie? ;D (wybacz, musiałam) Albo młodszym bratem bliźniakiem z innej matki. A tak na serio... Cóż, rodzina raczej odpada, nawet jeśli się kogoś dawno nie widziało, to raczej zna się imię i nazwisko, a wyglądu można nie znać, nie na odwrót. Poza tym to wygląda bardziej, jakby Lily skądś Gajeela tylko kojarzył albo znał z widzenia, ale właśnie tak nie z nazwiska... Chyba, że to tylko gra, Lily wie, jak Gajeel się nazywa, ale chce się od Laxusa upewnić. W takim wypadku mógłby być na przykład bratem ojca albo kimś takim. Choć Lily chyba nie jest taki stary, nawet jeśli między ojcem Gajeela a Lilym byłaby duża różnica wieku. Ale z kolei to musi być coś więcej niż "kumpel Juvii, widywał ich czasem, jak gadali", bo pytasz kim dla Liliego jest Gajeel, więc to musi być coś konkretniejszego i bezpośrednio z nim związanego. Hmmm... Nie wiem .-.
    2. Kto tak naprawdę podłożył bombę w siedzibie federalnego biura śledczego?
    Siegrain ma za wysoką pozycję od brudnej roboty, jak mi się wydaje, a jeśli Jellal i Siegrain to ta sama osoba, to Jellal też odpada. Ale jeśli nie... chyba, że coś przeoczyłam, mam niezłą pamięć, ale jednak każdemu się może zdarzyć :'D Więc obstawiam Jellala. Ewentualnie jeszcze może być Loki, nic o nim nie wiadomo, więc nie ma poszlak, by to mógł być on, ale tak z drugiej strony... To nie ma też argumentów przeciw. Bo Lahara by raczej nie brali, nie? To ich własny osobisty prawnik, na akcje, w których ktoś (ryzyko niewielkie, skoro działają z zaskoczenia i z bombą, która wywoła panikę) może ich złapać, by go nie brali, nie? Ale fakt faktem, to musi być ktoś, kto nie jest bardzo pewny siebie, bo jak go Lily złapał, to nie wiedział, co powiedzieć. Więc może jednak Loki, zatrudniony przez nich (no, przynajmniej w kanonie on doskonale wie, co powiedzieć, ale raczej podrywanym dziewczynom xD)? Hmmm...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 3. Kto zabił Richarda Buchanena?
      Ktoś, kogo Lily znał, bo znajomy głos. Ale skoro Lily jest agentem FBI, to pewnie miał też do czynienia z mafiozami, więc to także może być konkretnie któryś z nich (a nie jakiś gościu przez nich zatrudniony, ale nie mafioza, nie wiem, czy wiesz, o co mi chodzi, nie umiem tłumaczyć ;u;). Hmmm... Tutaj możliwości jest sporo. Ale na pewno nie będzie to ktoś taki... głośny, bo taki to by raczej się bardziej naśmiewał z Liliego, jak padł od uderzenia krzesłem. To raczej był ktoś opanowany, ale z pogardą dla wroga. Hmmm... Ewentualnie ktoś z FBI przekupiony przez mafię, to wyjaśnia znajomy głos...
      Dobra, nie wiem, co jeszcze mogłabym napisać, więc czekam na kolejny rozdział, wena przesyłam i wolnego czasu i spokoju życzę! ;D
      Pozdrowionka!

      Usuń
  14. Witaj
    Zgłosiłaś się do mnie do oceny na Ostrzu Krytyki. Niedawno powstał nowy projekt, który wystartuje 21.03 pod adresem wspolnymi-silami.blogspot.com. Jest to fuzja ocenialni, która powinna pracować lepiej niż pojedyncze jednostki. Nadal jesteś w mojej kolejce i tam pojawi się ocena.
    Wszelkie pytania na elektrownia-bueh.blogspot.com
    Pozdrawiam i do zobaczenia : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za poinformowanie :) No i z (nie)cierpliwością czekam na swoją kolej w ocenialni ^.^

      Usuń
  15. Warto było tyle czekać na rozdział. Pojawiło się tyle nowych faktów, że nie wiem od czego zacząć :)

    Całe szczęście, że Richard przyznał się do popełnienia zbrodni bo jakby Canę spróbowali skazać to chyba Gildarz z Laxusem by wysadzili pół miasta, żeby ją z więzienia wyciągnąć :D Cieszę się, że jest tu tak dużo LaxCana, rzadko kiedy są gdzieś na blogach. I w końcu Gildarz zaakceptował ich związek ;D

    Nie mogę się oprzeć wrażeniu że Alice wiedziała o tym zamachu i pozwoliła im na to. Nie wiem skąd mi ten pomysł przyszedł do głowy, na sreio xD

    Co do Lissany i Natsu - mam nadzieję, że to tylko przelotny związek xD xD Ech i teraz jak znam jej powody, nie mogę już o niej tak źle myśleć :P

    Spodziewałam się, że po tej całej rozmowie w parku Lucy i Gray wylądują razem w łóżku czy coś xD xD A tu odnalazł się wujek Levy. Zaskoczyłaś mnie tym najbardziej, tak samo jak Levy gdy powiedziała że chce dołączyć do Fairy Tail, żeby poznać prawdę ;) Swoją drogą ładną parę tworzy z Gajeelem xD xD

    Najbardziej podobała mi się akcja w siedzibie FBI :D Świetnie była opisana, wszystko łączyło się w całość.

    Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :D Pozdrawiam i trzymaj się :* :*

    A teraz Quiz:
    1. Lilly znał Metallicanę, a może nawet i zna samego Gajeela?
    2. Przebranym funkcjonariuszem był Zancrow - wątpię że Lahar byłby w stanie uciec Laxusowi, więc pewnie tylko zlecił brudną robotę xD
    3. tutaj kopletnie strzelam - Siergrain, nie wiem skąd by się znali z Lillim ale takie umiejętności strzeleckie zapewne posiada xD

    PS. Właśnie, nie wiem czy czytasz na bieżąco mangę Fairy Tail ale jest tam Twój pomysł. Pamiętasz jak była saga z Chińskimi Znakami zodiaku i jak Lucy pzywoływała np. Hebi to zmieniał jej się strój i miała moce danego znaku? :D Teraz dokładnie to samo jest w mandze xD Nazywa się to Star Dress :)

    OdpowiedzUsuń
  16. No, no - niektóre odpowiedzi z quizu naprawdę mnie zaskoczyły :3 Ale tylko w jednym punkcie udało się niektórym zgadnąć w 100% :3

    Strasznie cieszy mnie fakt, że nowe osoby odważyły się zostawić po sobie komentarz - bardzo za nie dziękuję ^.^

    Kuramichi - Tono Rabbits nie wziął się z "dupy", bo była o nim wzmianka daaawno temu, w archiwach z rozprawy Makarova z 1945 :P Taki niespodziewany zwrot akcji planowałam od dawna ;)

    Annaryl - pewnie, że jestem na bieżąco, szczególnie teraz jak tyle się dzieje :P Ale (znów skleroza) kompletnie zapomniałam o tym moim pomyśle z pierwszego bloga! Dopiero jak to napisałaś to... faktycznie O.o Nie powiem, się dość dziwnie, ale miło poczułam z tego faktu, że wymyśliłam coś, co (choć nieświadomie) potem zostało użyte przez samego autora uniwersum xD

    Wszystkim po stokroć dziękuję za komentarze i przesyłam całusy :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Jestem!
    W końcu. Rozdział... zawrotny, nie ma co. :D Bardzo mi się podobał.
    Jak przeczytała, o pocałunku Lisanny i Natsu to takie... hę?! Ale jakoś i to o dziwo nie przeszkadza. Lubię NaLu, ale z czasem może być chyba zbyt męczące. Cieszy mnie, że u Ciebie ich relacje są tak stopniowane. ;) Jak koło Lucy zjawił się Gray to pierwsze co pomyślałam "No jak nic, pójdą do łóżka!" - a tu taki zonk, jednak nie xD Cóż, teraz chociaż rozumiem Lisannę i jej powody, czemu została prostytutką. A pojawienie się Rabbitsa było niespodziewane i w pierwszej chwili zupełnie go sobie nie skojarzyłam. XD
    Był Gildarts! Jego troska o Canę jest przecudowna :D
    Pozdrowiłabym i przytuliła, ale zamiast tego jakoś tak mam ochotę Ci przypieprzyć za Twoje zaległości u mnie, huehue. :D
    Żartuję, trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń

Wasze komentarze cieszą mnie jak mało kogo, jednak nie zaklepujcie miejsc. To nie ważne, kto jest pierwszy, kto ostatni. Takie wpisy zostaną usunięte.
Wszelkie pytania kierujcie do spamownika.
A jak przeczytałeś rozdział, to pozostaw po sobie ślad.
Jesteś anonimem? Podpisz się jakoś.

Całusy dla was śle z góry wdzięczna Yasha ^.^