6 sty 2015

Rozdział 39 "Krwawe słońce"

1 listopada. Czwartek.

-Kierowniku! Szefuniu! Piękną kobietę pan masz, poważnie!
Lily z nietęgą miną obserwował widok za oknem z autobusu. I chcąc nie chcąc, wsłuchiwał się w monolog menela jadącego tą samą trasą. Nie było jeszcze ósmej rano, a mężczyzna z ostatnimi włosami na głowie już sączył napój z papierowej torby. Staruszek zagadywał właśnie do bruneta i jego speszonej towarzyszki o czarnych, długich włosach.
-Takie piękne, czarne włosy ma pani... Widać kierowniku, znasz się na pięknych kobietach!
-Dziękuję... Mruknął rozbawiony tą sytuacją brunet, a jego dziewczyna jeszcze bardziej się zawstydziła.
-Brunetki też są całkiem niezłe! Kontynuował pijaczyna. -O, tak jak pani! Dodał, klepiąc po ramieniu siedzącą za nim nastolatkę, która zadrżała z wstrętem od jego dotyku.
-Brunetki, blondynki, byle nie rude! Rude pizdy zawsze są fałszywe! Moja stara była ruda... Panie, nigdy nie zabieraj się za rudą! Menel dalej zagadywał bruneta, a pewna kobieta, siedząca kilka miejsc dalej, o ognistych włosach, poruszyła się nerwowo.
Staruszek mętnym wzrokiem przejechał po pasażerach autobusu. Pozostawiając zgryźliwą uwagę na temat okularów przeciwsłonecznych noszonych w listopadzie, na którą Tsubaki kompletnie nie zareagował, pijaczyna zawiesił wzrok na tęgiej kobiecie. Nikomu nie przeszkadzając, siedziała cicho zajmując ponad półtorej krzesła.
-DZIEWCZYNY, SCHUDNIJCIE TROCHĘ! Wrzasnął nagle menel, wprawiając wszystkich wokół w zakłopotanie, gdyż ewidentnie wiadomo było, do kogo zostały skierowane te słowa. Tęga, młoda kobieta momentalnie zrobiła się czerwona jak świnia i wyszła z autobusu na najbliższym przystanku. Tak samo jak Lily, który wreszcie dojechał pod biuro federalnych.
-Nigdy więcej autobusów... Westchnął, poprawiając swoje przeciwsłoneczne okulary i odpalając złotego Marlboro.
Musiał jak najprędzej sprawić sobie jakiś samochód. Nie wierzył, i nawet na to nie liczył, że bibliotekarka ze swojej pensji rzeczywiście mogłaby mu odkupić doszczętnie zniszczony pojazd. Tak zniszczony, że sam mechanik doradził, iż kupienie nowego auta wyniesie mniej kosztów niż naprawa starego.
Zupełnie zdruzgotany, wszedł na teren biura FBI nie licząc na udany dzień. Tak bardzo był w błędzie...
Na parkingu biura, wśród nielicznych zaparkowanych aut, czekał na niego wyjątkowy prezent.
Obwiązany czerwoną, grubą wstęgą, jasnobrązowy DeSoto Custom lśnił na tle pozostałych samochodów niczym gwiazda Betlejemska w Boże Narodzenie.
Lily aż zdjął z oczu swoje przeciwsłoneczne okulary, nie wierząc w cud jakiego doświadczył.
Natychmiast podbiegł do wozu i dorwał niewielką karteczkę, wstawioną pod wycieraczką, a czytając "dla pana w ciemnych okularach" uśmiechnął się szeroko. Nagle przestała go interesować praca, do której przez spóźniony autobus nie dotarł na czas. Ważniejsze było sprawdzenie nowej zabawki.
Na lakierze nie było żadnej rysy ani zadrapania, nigdzie nie dostrzegł wgniecenia w karoserii. Zaglądając przez szybę, zauważył skórzane siedzenia, błyszczącą od wypastowania kierownicę oraz kluczyki w stacyjce. Aż go skręcało, by wreszcie usiąść na miejscu kierowcy i wypróbować nowy nabytek. Nie czekał z tym ani chwili dłużej - zerwał z dachu czerwoną wstęgę, otworzył drzwiczki i usadowił pośladki na miękkiej tapicerce. Nawet od wewnątrz Custom pachniał nowością.
Usatysfakcjonowany Tsubaki dostrzegł również papiery wystające ze schowka. Po szybkim przejrzeniu okazało się, że jest to dowód zakupu samochodu... ze złomowni "Kasacja samochodów - Toby & Yuka".
Nie trzeba było być agentem federalnym by dostrzec tu ogromną niejasność, jednak Lily był zbyt szczęśliwy z nowego pojazdu, by się tym przejmować. Wolał zgrywać głupca, niż dalej wozić się autobusami.

- - - - - - - - - -

Lucy z przeciągłym, potężnym ziewnięciem wyszła ze swojego pokoju. Zamiast zasłaniać dłonią rozwarte usta, trzymała się za nieco obolałe czoło.
-Dzień dobry! Przywitała Levy, która to popalając w kuchni papierosa, w ciszy wertowała książkę o szarej okładce.
-To już dziesiąta rano?! Czemu mnie nie obudziłaś! 
McGarden nie odezwała się słowem, nawet wtedy gdy przyjaciółka dorwała jej kubek z wystudzoną kawą i opróżniła go do reszty jednym łykiem.
-Co czytasz?
-Poradnik "Jak rzucić palenie". Oznajmiła w końcu bibliotekarka oschłym tonem, po czym zaciągnęła się Pall Mallem.
-Chyba niezbyt pomocny ten poradnik... Heartfilia zmarszczyła brwi i po odłożeniu kubka do zlewu, podeszła do lodówki. Była ona pusta, zupełnie tak jak chlebak.
-Nie ma nic do jedzenia? Zdziwiła się.
-Jak coś chcesz, to idź sobie kup. Kaleką nie jesteś. Warknęła wściekła Levy, co było dla Lucy kompletnie niezrozumiałe. 
-Ej, Levuś, o co ci chodzi?
-A co, nie pamiętasz już? McGarden wyjrzała na moment zza stron poradnika, by skarcić blondynkę lodowatym spojrzeniem.
-No cóż... z wczorajszego wieczoru to ja niezbyt dużo pamiętam. Przyznała Heartfilia ze wstydem.
Wtedy Levy z trzaskiem zamknęła książkę i ze srogą miną odłożyła ją na kuchenny stolik.
-To ja ci powiem, coś ty takiego wczoraj zrobiła.
Lucy odniosła wrażenie, że doczekała się dnia sądu ostatecznego. Z powagą czekając na reprymendę pani bibliotekarki, zamieniła się w słuch.
-Spakowałaś wszystkie swoje rzeczy i wyjechałaś, nawet mi o tym wcześniej nie wspominając. Zostawiłaś mi tylko, nic nie wyjaśniającą karteczkę. Ale rozumiem, nagła sytuacja. Spieszyłaś się.
Blondynka na potwierdzenie jej słów przytaknęła gorliwie głową, lecz szybko tego pożałowała. Wredny kac od razu dał o sobie znać.
-Kiedy w końcu mogłam się z tobą skontaktować telefonicznie, ty mnie olałaś. Wolałaś pogadać sobie z Gajeelem...
Choć wypowiedziała to z wyrzutem, mina Levy robiła się coraz bardziej zezłoszczona, co było niepokojącym zjawiskiem. Z trzymania w sobie emocji nigdy nie wychodzi nic dobrego, szczególnie, jeżeli ma się do czynienia z typem tykającej bomby zegarowej. A McGarden była idealnym przykładem takiej właśnie osobowości.
-Levuś... Lucy próbowała załagodzić sytuację. -To ważna sprawa była...
-Nie "Levusiuj" mi tu! Ważna sprawa, dobra, to też mogę zrozumieć... Ale jak wyjaśnisz mi fakt, że przywitałaś nas na peronie schlana w trzy dupy?!
-Jaaa?! Heartfilia zgrywała niewiniątko. -Wcale nie byłam...
-Byłaś, aż tak bardzo, że nawet tego nie pamiętasz! 
-Oj tam, lekko mnie wstawiło, a ty aferę robisz! Zdenerwowała się blondynka, a bibliotekarka uraczyła ją sceptycznym spojrzeniem spod uniesionej brwi.
-Lekko wstawiona? Poważnie?

-Leeevy! Gaaajeel! Juuuhuuu!
-"Ju-hu"?! Redfox musiał wytężyć wzrok, bo własnym oczom nie dowierzał. Tak samo jak Levy, która na widok pijanej Heartfilii, obijającej ciało o podróżnych, chwyciła się przerażona za głowę.
Kilka metrów od nich, Lucy wyrzuciła z rąk wielką walizkę i pobiegła do McGarden. W efekcie potknęła się o własne nogi i wleciała z szeroko rozstawionymi ramionami wprost na Levy, która cudem utrzymała równowagę.
-Lucy, śmierdzisz wódą!
-Tak za tobą tęskniłam, Levuś! Nie puszczając przyjaciółki, Heartfilia wyszukała po omacku Gajeela i na oślep poklepała go bezwładnie po torsie, jakby wycierała w niego brudną dłoń. -Kolego, liczę na ciebie! Wybełkotała pijacko.
Choć po samym spojrzeniu Levy można było wywnioskować, że dziewczyna oczekuje wyjaśnień, Redfox ulotnił się z peronu w mgnieniu oka, z pretekstem poszukania dla nich taksówki.
I tak McGarden została sama. Bez żadnych wyjaśnień, z pijaną, zasypiającą na jej ramieniu Lucy, oraz tłumem przejezdnych, nie szczędzących im karcącego wzroku.

-No bo... Lucy zaczęła niemrawo po wysłuchaniu całej opowieści. Nieco czerwona na policzkach, szukała wzrokiem ratunku, byleby tylko nie musiała patrzeć na świdrujące ją oczy McGarden. -W Crocus do mojego przedziału dosiadły się takie trzy wesołe, sympatyczne kobitki po trzydziestce, chciały mnie jakoś rozweselić, no to skusiłam się poczęstunkiem...
-Chlałaś wódkę z gwinta od nieznajomych ludzi?! Levy nie dowierzała.
-To nie była wódka, tylko domowy bimber! I odezwała się ta, co w biały dzień chlapie czystą z kubka!
Po krótkiej wymianie słów i bezwzględnej walki na spojrzenia, McGarden, dając za wygraną, powróciła do wcześniejszej lektury.
-Lepiej mi powiedz, co załatwiłaś w Acalypha i do czego ci był Gajeel potrzebny. Biedny, przez ciebie musi po tym mrozie zapierdzielać... Mruknęła bibliotekarka z nosem w książce, a Lucy uśmiechnęła się zwycięsko.
-Przecież nie ma mrozu. Co śnieg spadnie, to się zaraz roztapia.
-Ty nie bądź taka mądra, Lucy! McGarden z nerwów ponownie odłożyła podręcznik i sięgnęła po paczkę Pall Mallów.
-Jeden zero dla nikotyny...
-Wiesz, że Gajeel jest chory? Levy pominęła zgryźliwą uwagę przyjaciółki. -Przez ciebie jeszcze nabawi się zapalenia płuc!
Heartfilia dostrzegła, że dziewczyna naprawdę zamartwia się o Redfoxa. Nieco spokojniejsza i z milszym nastawieniem, zajęła krzesło obok niebieskowłosej.
-Makarov Dreyar podał mi nazwiska kilku ludzi, którzy mogą mu pomóc podczas jego rozprawy. Zostało do niej zaledwie kilka dni, a pojęcia nie mam, gdzie i jak mogę dorwać te osoby. Jeżeli jakimś cudem wciąż mieszkają w Magnolia City, to tylko Gajeel może sobie poradzić z tym zadaniem.
McGarden przemyślała wszystko podczas krótkiej ciszy.
-To nie mogliście mi od razu tego powiedzieć? Spytała w końcu, zasmucona. -Jakieś konspiracje robicie, odsuwacie mnie od tego wszystkiego...
-Nie chciałam o tym szczegółowo rozmawiać przez telefon, bo wiesz, różnie bywa. Wyjaśniła Lucy.  -Poza tym, po co masz się mieszać w te sprawy? Wystarczy, że przez tą zgraję imbecyli masz federalnych na karku... Na samą myśl o tym, Heartfilia ze złości zazgrzytała zębami. 
-Ale... Zaczęła Levy, lecz przyjaciółka prędko weszła jej w zdanie.
-Gdy Makarov Dreyar wyjdzie z więzienia, oddam mu akt i sprawa skończona! Koniec z tym wszystkim!
Rozmowę dziewcząt przerwało niespodziewane pukanie do drzwi. Blondynka z mizernym uśmiechem na ustach poszła je otworzyć, natomiast Levy, pogrążona myślami, została na swoim miejscu. Gdyby tylko Lucy wiedziała, jakie pomysły skrywa pod swoją niebieską czupryną gęstych włosów...
-Gray?
Słysząc zaskoczenie przyjaciółki, McGarden postanowiła do niej dołączyć. Faktycznie, w progu mieszkania stał uśmiechnięty od ucha do ucha francuz.
-Bonjour, dziewczyny! Zawołał ochoczo, wchodząc do salonu. -Przychodzę z wesołą nowiną!
-A ty co, z Betlejem wracasz? Levy zachichotała rozbawiona, a Heartflia prychnęła pod nosem, po czym zaczęła nucić pod nosem kolędę "Dzisiaj w Betlejem".
-Bardzo śmieszne, naprawdę... Młodzieniec mruknął rozdrażniony. -Do gwiazdki jeszcze daleko, a wam już świąteczny humor dopisuje...
-No nawet. Potwierdziła McGarden. -Co cię do nas sprowadza? W ogóle, napijesz się czegoś?
-Nie, nie trzeba! Zawołał lekko zmieszany Fullbuster, widząc zmierzającą do kuchni Lucy. -Na chwilkę tylko zajrzałem! W sumie to mam dwie sprawy. Idąc do was spotkałem Gajeela Redfoxa. Powiedział, że będzie czekać na was w bibliotece o piętnastej...
-Biblioteka!  Nagle Levy wrzasnęła z przerażeniem wypisanym na twarzy. -Na śmierć zapomniałam, że miałam ją dziś otworzyć!
-A dlaczego do nas szedłeś? Blondynka kontynuowała dialog, zastępując w tym McGarden, która, szykując się do wyjścia, latała po całym mieszkaniu jak z pieprzem w tyłku.
-Chciałem przekazać, że sprawa z agentem federalnym jest załatwiona, więc, Levy, nie masz się już czym przejmować.
-Jak to załatwiona?! Bibliotekarka jak narwana wybiegła z łazienki, ze szczoteczką do zębów w buzi. -Tak szybko załatwiłeś mu ten samochód?!
Gdy Gray potwierdził kiwnięciem głowy, dziewczyna oszalała. Z prędkością światła omijając Lucy, wskoczyła na biodra francuza i przytuliła go z całych sił.
-Normalnie kocham cię gościu! Jesteś najlepszy! Tak bardzo ci dziękuję! Wrzeszczała, całując Fullbustera po policzkach brudnymi od pasty ustami. -Jestem twoją dłużniczką! Pojęcia nie mam, jak ci się odwdzięczę! Dziękuję! Dziękuję! 
-To nic takiego, a teraz złaź na dół i przestań mnie smarować pastą po twarzy, wariatko! Zawołał żartując, a McGarden posłusznie zeskoczyła z jego bioder i w podskokach wróciła do łazienki, zostawiając Graya i Lucy samych w przedpokoju.
-Jak to załatwiłeś samochód dla federalnego? Syknęła po chwili Heartfilia.
-Ach, no tak, ty pewnie jeszcze o niczym nie wiesz! Zaśmiał się Fullbuster. -Na akcji, gdy byliśmy porozmawiać z twoim dziekanem, mieliśmy trochę problemów, no i federalny rozwalił przez Levy swój samochód. Z tym też było trochę zamieszania, ale na szczęście gościu zażądał jedynie odkupienia wozu i nie będzie nam...
-Nie o to mi chodzi! I z czego się tak cieszysz, głąbie! Dziewczyna niemalże wybuchła ze złości. -Dlaczego w ogóle zabraliście ją ze sobą?! Szukacie kozła ofiarnego do brudnej roboty?!
Francuza zupełnie zatkało.
-Lucy, to nie tak... Wydukał zaskoczony.
-Dajcie jej spokój i przestańcie robić przysługi, przez które wpakujecie ją w jeszcze większe gówno!
Lucy z ledwością nie unosiła głosu. Jednak, choć miała ochotę się wydrzeć na młodzieńca, musiała mówić pół szeptem, by McGarden nie słyszała tej rozmowy. -Nie myśl, że pozwolę jej odpracować u was koszt tego samochodu! Zezłoszczona, popukała palcem w klatkę piersiową francuza, który, zdrowo wkurzony, odtrącił jej rękę.
-Jakie "odpracować"?! Dziewczyno, co ty chrzanisz?!
-No nie mów mi, proszę, że zrobiłeś coś takiego z dobroci serca?! Tak samo ja nie prosiłam się o dyplom ukończenia studiów, za który muszę teraz wyciągać starego Dreyara z więzienia! W dzisiejszych czasach nic nie jest za darmo, każdy ma tego świadomość...
Gray, nie wierząc w to co słyszy, chciał wybić te dyrdymały z głowy Heartfilii, lecz ta szybko założyła kozaki, porwała płaszcz z wieszaka i opuściła mieszkanie.
Nie sądził, że usłyszy tak przykre słowa z ust tej dziewczyny. Nie po tym, jak ostatnio losy ich wszystkich zostały ze sobą ściśle powiązane, a on sam chciał po prostu pomóc. Po szybkim namyśle stwierdził jednak, że powinien jej to darować. Wszyscy przeszli ostatnio bardzo wiele i każdy przeżywał to na swój sposób. Przynajmniej tak sobie tłumaczył jej niewdzięczne zachowanie.
-Lucy, jak coś, to Natsu powinien być na śniadaniu w bistro na początku China Town! 
Blondynka zatrzymała się na półpiętrze klatki schodowej i odwróciła do Graya, wychylającego głowę z mieszkania Levy.
-A skąd ten pomysł, że idę właśnie do niego? Spytała wyniośle.
-Tak mnie skarciłaś, a jemu chcesz odpuścić? Phi, co z ciebie za prawniczka! Gdzie tu sprawiedliwość?!
Heartfilia w końcu uśmiechnęła się pod nosem, dalej idąc w dół klatki schodowej.
-Spokojnie. Zapewniła. -Jemu też się oberwie.
...
Bez problemu dotarła pod bistro, znajdujące się na samym początku dzielnicy China Town. Pewności, że trafiła pod właściwy adres, nabrała z chwilą, gdy w niewielkim okienku ze smugami brudu dostrzegła różowe, sterczące włosy.
Ostrożnie weszła do wnętrza lokalu, a jej przybycie obwieścił, dość popularny w tych rejonach, dzwoneczek, zawieszony przy drzwiach wejściowych. Mijając wychodzące dwie nastolatki, zakradła się do miejsca, gdzie siedział Natsu. Dokonywała wszelkich starań, by Dragneel nie zauważył jej obecności.
-Zgadnij kto! Gdy Lucy była wystarczająco blisko, zasłoniła młodzieńcowi oczy z radosnym okrzykiem.
To przywoływało wspomnienia. Jedno z nielicznych, które mogła uznać za przyjemnie spędzone z Drangeelem.
Zaskoczony chłopak z początku wzdrygnął się, ale potem wydał z siebie przeciągłe mruknięcie.
-Eliza? Violetta? Monica? Zgadywał, a uśmiech Heartfili zmniejszał się z każdym wypowiedzianym imieniem.
-Hmm, Risa? Nie, Angela!
Natsu chyba wyczuł rosnące zdenerwowanie dziewczyny, ponieważ uśmiechnął się szeroko i oderwał od siebie jej dłonie.
-Skąd wiedziałaś, że tu jestem, Lucy?
-Skoro mnie poznałeś, to czemu od razu tego nie powiedziałeś? Wkurzona blondynka usiadła twardo na przeciw Dragneela. Ze zmarszczonym ze złości nosem, zerkała ukosem na rozbawionego młodzieńca.
-Widziałem cię już za oknem. Skradać to ty się nie umiesz.
Omal nie wybuchł śmiechem, widząc jak blondynka dostaje wypieków na policzkach. Teatralnie ocierając łzę spod oka, podał dziewczynie kartę z menu.
-Zjesz coś?
Lucy cudem nie upuściła karty. Tak miłe, normalne zachowanie z jego strony pozbawiło ją na moment zdolności mowy. Młody mężczyzna, nie pozbawiając swej przystojnej twarzy uśmiechu, cały czas bacznie ją obserwował. Czuła się przez to speszona i przytłoczona.
-Nie jestem głodna... Wymamrotała wreszcie, a z jej brzucha wydobyło się donośne burczenie.
Natsu, wyszczerzając białe zęby spomiędzy pełnych, kształtnych ust, jednym ruchem ręki zawołał najbliższą kelnerkę i złożył zamówienie dla Heartfilii.
-Jeszcze Cornetto z czekoladą*(1), oraz Cappuccino all’italiana dla tej młodej damy, poproszę.
Blondynce usta opadły z wrażenia do samej podłogi.
-Przepraszam, ale ja chyba pana z kimś pomyliłam... Nie dowierzając, Lucy chciała udać się do wyjścia, lecz Natsu nie pozwolił jej odjeść choćby na krok.
-Zamówiłem dla ciebie śniadanie, więc siadaj na dupsku. Wypowiedział władczym tonem, nawet nie wstając. Ściskał nadgarstek dziewczyny i spoglądał na nią surowym wzrokiem. Po chwili, Lucy bez słowa usiadła z powrotem na swoim miejscu.
-Lubisz, jak jestem dla ciebie taki wredny, czy co? Prychnął młodzieniec, porywając ze stołu kawę i opierając plecy na sofie z czerwonej, skrzypiącej skóry. Nieco rozzłoszczony, wyglądał przez brudne okno na ulicę.
-Po prostu nie wiem, dlaczego starasz się na siłę być dla mnie miły. Wymruczała wreszcie pod nosem.
-A to ja już nie mogę być miły?! Kurna, co za baba...
Chwilową, niezręczną ciszę przerwała im kelnerka. Zostawiając na stole śniadanie dla Heartfilii, życzyła smacznego i wróciła do obowiązków.
-Czy ty jesteś Włochem? Spytała nagle Lucy, wlepiając oczy w rogalika. Pytanie zaintrygowało Dragneela.
-Czemu tak sądzisz? Bo jestem przystojnym mężczyzną o opalonej, jak Włoch, karnacji? Mówiąc to, próbował zgrywać szarmanckiego i obdarzył blondynkę pożądliwym spojrzeniem.
-Bo zamówiłeś mi typowo włoskie śniadanie, durniu.
-Zamówiłem takie, bo takie lubię! Warknął, wyraźnie zażenowany swoim wcześniejszym, nieco głupkowatym zachowaniem, ponieważ szybko powrócił do wpatrywania się w okno. -Włosi zawsze mają tyle energii, bo wpieprzają dużo cukru z samego rana! A ty mizernie wyglądasz. Przyznał, zerkając na nią z lekką niechęcią, lecz nie odrazą.
-A jak mam wyglądać...
Obydwoje zmarkotnieli, doskonale zdając sobie sprawę z tego, co miała na myśli.
Po chwili ich rozmowa zaczęła przebiegać w miarę normalnie. Poruszali tematy takie jak pogrzeb Hildy, czy Judego, wszystko sobie wyjaśniając, niekiedy z dłuższymi przerwami ciszy.
Natsu opowiedział również całe zdarzenie, związane ze śledzącym ich mężczyzną, a Lucy dopiero wtedy zauważyła niewielką, gojącą się ranę tuż pod okiem Dragneela. Rozmawiali także o Dreyaru, starym i młodym, jak i samej mafii oraz o tym, co ostatnio dzieje się w Magnolia City. Wymieniali przy tym swoje poglądy, delikatnie omijając wątek osobistych powódek. Doszło przy tym do wielu zgryźliwych uwag jak i nie jednej sprzeczki, jednak w jednej sprawie zgadzali się ze sobą bez dwóch zdań - obydwoje, po zakończeniu swoich spraw, mieli zamiast zerwać wszelkie kontakty z, niezaprzeczalnie powstającą na nowo, rodziną Fairy Tail.
Czas mijał im bardzo szybko, a śniadanie i kawa zostały opróżnione z naczyń w błyskawicznym tempie.
Pomimo nieciekawego wyglądu bistro, Lucy musiała przyznać, że jedzenie było wręcz przepyszne. Mimo to, blondynka nagle zmarkotniała. Czuła, jakby świeżo zjedzony Cornetto wywijał piruety w jej żołądku, lecz dobrze znała prawdziwy powód tego dziwnego zjawiska w brzuchu. I nie był to rogalik z czekoladą.
-Muszę zapytać cię o coś jeszcze...
Natsu zauważył narastający niepokój w zachowaniu dziewczyny.
-Martwi cię coś? Spytał zaskoczony, wyraźnie marszcząc brwi, a Heartfilia zrobiła się jeszcze bardziej nerwowa. Jej wzrok błądził po całym lokalu, nagle jej ręce nie wiedziały co ze sobą zrobić.
-No gadaj wreszcie! Jęknął rozdrażniony.
-Czemu... Zaczęła niepewnie, lecz po chwili wzięła głęboki wdech, a jej spojrzenie, skierowane wprost na Dragneela, było pewne siebie, wręcz zawzięte. -Czemu ty taki jesteś?!
-Taki? Znaczy jaki?! Kierunek rozmowy wyraźnie nie podchodził Dragneelowi.
-No jakiś taki...
-Mów jasno, bo cię nie rozumiem! Krzyknął zdenerwowany, zwracając na siebie uwagę pracowników i pobliskich klientów bistro.
-Po prostu pojęcia nie mam, kim ty naprawdę jesteś! Kimś, na kogo można liczyć, czy skończonym draniem...
Natsu aż szerzej otworzył oczy, gdy usłyszał jej słowa. "Kimś, na kogo można liczyć"? Nie mógł sobie przypomnieć, by kiedykolwiek usłyszał od kogoś takie słowa. Chcąc zakryć głębokie zdumienie, młodzieniec śmiał się i unikał spojrzeń Heartflii. Wciąż prychał pod nosem, dając jej do zrozumienia jak bardzo jest śmieszna, lecz nie mógł wydobyć z siebie choćby słowa. Kompletnie go zszokowała.
-Wyciągnąłeś mnie z płonącej kancelarii, pojechałeś za mną do Little Village, nawet pomagałeś mi gdy sądziłeś, że śledzi mnie podejrzany mężczyzna... Ciągle ratujesz mi dupsko, Natsu. Pomimo tego, że jesteś niezłym dupkiem. Aż sama zaśmiała się dźwięcznie ze swoich słów. -Już sama nie wiem, co mam o tobie myśleć...
-Przecież sama nazwałaś mnie przed chwilą dupkiem. Wygarnął jej Dragneel.
-Bo nim jesteś. Wypaliła wprost. -Ale po tym wszystkim, co dla mnie zrobiłeś, dla obcej osoby, nie jestem w stanie tak o tobie myśleć.
Przy stoliku zapadła kolejna, męcząca cisza. Musiała minąć z dobra minuta, by Natsu odważył się wreszcie spojrzeć na Lucy. Widział w jej przenikliwym, proszącym spojrzeniu, że czeka na wyjaśnienia.
-I co ja mam ci powiedzieć... Westchnął wyraźnie zakłopotany, mierzwiąc dłonią i tak rozwalone włosy. -Czego ty ode mnie w ogóle oczekujesz?
-Niczego! Zarzekła prędko blondynka, cierpliwie czekając na ciąg dalszy jego odpowiedzi. A takie pogawędki nigdy nie przychodziły mu z łatwością...
-Rany, jak ty mnie wkurzasz... Warknął speszony. -Od samego początku wpieprzasz się w jakieś kłopoty, straszna niezdara z ciebie, wiesz?! Ale miałem cię tak zostawić, na pastwę losu? Byłem pod ręką, to pomogłem i tyle...
Lucy siedziała z coraz to niżej schyloną głową. Doznała poczucia wstydu za samą siebie, z drugiej zaś strony, niektóre słowa młodzieńca bardzo ją ucieszyły. Skręcający się nerwowo żołądek dziewczyny wypełniony został przyjemnymi łaskotkami.
-Wiesz, nigdy nie miałem... koleżanki.
Nie spodziewając się, że usłyszy od niego coś jeszcze, blondynka żwawo uniosła głowę do góry. Zauważyła, że Natsu wygląda na głęboko zamyślonego.
-Z tego co widziałam i słyszałam, nie narzekasz na brak powodzenia... Oznajmiła, lecz nagłe spojrzenie jego chłodnych, czarnych oczu, zamknęły jej usta.
-Nie o to chodzi. Wyjaśnił po chwili. -Zawsze traktowałem dziewczyny... Gray twierdzi, że przedmiotowo. Wiesz o co chodzi...
Na twarzy Lucy zawitała totalna dezorientacja, przyozdobiona rozszerzonymi powiekami. Dlaczego, do cholery, zaczął się jej zwierzać z takich rzeczy?!
-Ale na ciebie ciężko spojrzeć takim okiem. Dodał nagle. -Jesteś śmieszna...
-No dzięki! Heartfilia burknęła obrażona, co rozbawiło młodzieńca.
-Zabawna! Jesteś zabawna! Zaśmiał się, poprawiając wcześniejszą wypowiedź. -Chyba po prostu cię polubiłem. Tobie wydaje się, że jestem złośliwy, ale po prostu traktuję cię jak kumpla. Czy coś w tym rodzaju...
Oczy Lucy powróciły do normalnego stanu, a kąciki jej ust delikatnie wygięły się ku górze.
-To miłe. Mruknęła, błądząc wzrokiem po stole i pustych naczyniach, choć stwierdzenie Natsu wcale nie było dla niej miłe. Uczucie jakiego w tej chwili doznała, mogłaby bardziej porównać do wielkiego głazu, który niespodziewanie wpadł do jej żołądka, niszcząc przy tym wszystkie skręty, łaskotki i pozostałą resztę.
...
Choć zbliżała się dopiero trzynasta i do umówionego czasu zostały jeszcze dwie godziny, Lucy zmierzała przez North Faries wprost do biblioteki Mc'Gardens. Mijała przypadkowych ludzi zupełnie pogrążona we własnych myślach, skołowanych i poplątanych niczym splątana włóczka wełny.
Nawet nie wiedziała kiedy dotarła pod budynek biblioteki. Dziewczyna podciągnęła dwukrotnie nosem, który szczypał ją od niewielkiego mrozu i weszła po szerokich, kafelkowych schodach do środka. A tam spotkała ją nie mała niespodzianka. Przy Levy, siedzącej przed recepcją, stał Gajeel, Gray oraz Wendy w towarzystwie starszej pani z różowym, wysokim kokiem i o bardzo surowych rysach twarzy.
-Dobrze, że już jesteś! Zawołała McGarden, witając przyjaciółkę szerokim wyszczerzem. Wszyscy dziwnie ucieszyli się na jej widok, prócz tajemniczej staruszki i Fullbustera.
-Witaj, ochleju! Redfox, klepiąc Lucy po ramieniu, nie mógł powstrzymać zgryźliwej uwagi, która tylko spotęgowała wstyd Heartfilli. -Dobrze wyglądasz, w porównaniu z wczorajszym dniem! Myślałem, że dziś nie będziesz w stanie wstać z łózka.
-Śniadanie mi pomogło... Mruknęła zażenowana blondynka, przelotem zerkając na obserwującego ją francuza. Następnie zawiesiła wzrok na starszej pani, która podeszła bliżej i wyciągnęła przed siebie dłoń, wciąż odziewając nieco pomarszczoną twarz w niezadowolony, bezwzględny grymas. Uśmiechnięta radośnie Wendy Marvell, wychylająca się zza pleców staruszki, po prostu nie pasowała do restrykcyjnego wizerunku swojej, jak przypuszczała Lucy, wychowanki.
-Nazywam się Polyrusica, jestem dawną przyjaciółką Makarova Dreyara.
Gdy blondynka uścisnęła z nią dłoń, kobieta wreszcie uśmiechnęła się nikle.
-Jeżeli zajdzie taka potrzeba, chętnie pomogę temu staremu piernikowi na rozprawie. Wiem wiele o jego... dawnej działalności, jak i o tym, co można byłoby powiedzieć przed sądem, oraz czego lepiej uniknąć.
-Naprawdę? Zdziwiła się Heartfilia. -Cóż, zostało mało czasu, więc każda pomoc się przyda, szczególnie, jeżeli ma pani jakieś ważne informacje.
-Na pewno przydatne. Dopowiedziała Polyrusica, która zostawiła do siebie namiary i żegnając się, wraz z Wendy opuściły bibliotekę.
-Jak widzisz, załatwiłem wszystko o co mnie prosiłaś, a nawet więcej. Gajeel wręczył Lucy kartkę z nazwiskami podanymi przez Makarova Dreyara. Niemal wszystkie były odhaczone.
-I oni wszyscy zjawią się na rozprawie?! Heartfilia nie ukrywała swego zdumienia.
-Jasne, nie widzą w tym żadnego problemu. Mało tego, oferowali też swoją pomoc, gdybyś jej potrzebowała. Ci ludzie z jakiegoś powodu są bardzo wdzięczni Don Dreyarowi, wszyscy aż się kwapią, by teraz wyświadczyć mu przysługę. Wyjaśnił Redfox.
-A pani Polyrusica to też twoja sprawka?
-Nie, tak jak kilka innych osób, gdy tylko usłyszała co się dzieje, sama zaoferowała swoje wstawiennictwo w sprawie.
-Ten cały Makarov musiał chyba wyświadczyć im wiele przysług... Stwierdziła nagle Levy, opierając łokcie na ladzie recepcji.
-W każdym bądź razie... Zaczął na powrót Gajeel po krótkiej chwili. -...Została jeszcze jedna osoba, Cancer Ebi. Dowiedziałem się, że ma zakład fryzjerski niedaleko stąd.
-Mogę pójść z tobą?! Spytała prędko Heartfilia, co wywołało szeroki, zadziorny uśmiech na twarzy Redfoxa.
-Przypuszczałem, że tak pewnie będzie, gihi. Zaśmiał się pod nosem. -Nie dowierzasz w to wszystko i musisz się przekonać na własne oczy, prawda?
-Chyba tak... Burknęła cicho blondynka.
-Tylko zanim pójdziesz, chyba powinnaś z nim pogadać. Levy kiwnęła głową w stronę Fullbustera, który nieopodal nich, wertował półki z literaturą współczesną. -Cały czas na ciebie czekał.
Lucy zerknęła profilem na ciemnowłosego, który sięgnął po jeden z tytułów. Niepewnie, podeszła do niego niepostrzeżenie.
-Później sobie poczytasz. Heartfilia wyrwała mu książkę z rąk i odłożyła ją na miejsce. Następnie chwyciła Fullbustera za nadgarstek i wprowadziła w głąb regałów. W milczeniu doszli do czytelni, gdzie blondynka zamknęła za sobą drzwi.
-Chciałam coś...
-Wyjaśnić...
Wypowiedzieli w tym samym momencie, co po chwili nieco ich rozbawiło. Zaraz jednak Gray porwał jedno z krzeseł i odwrócił je oparciem do przodu. Usiadł na nim rozkraczony, opierając ręce na drewnianej poręczy.
-Chciałem sobie z tobą wyjaśnić pewną kwestię. Zaczął młodzieniec poważniejszym tonem. -Owszem, słusznie powiedziałaś, że w dzisiejszych czasach nie ma nic za darmo... Ale nie od ciebie, ani od twojej przyjaciółki czegoś oczekuję. Przynajmniej ja. Przyznał. -Levy sama chciała ci pomóc, dlatego wszyscy zabraliśmy ją do twojego uniwersytetu na rozmowę z dziekanem. Nikt nie przypuszczał, że tam sprawy nabiorą takiego obrotu, ale chyba każdy z nas był świadomy odpowiedzialności za twoją przyjaciółkę. To, że jej teraz pomogliśmy, nie było ani gestem z dobroci serca, ani jakimś podstępem. Ona pomogła nam z własnej woli, więc i my chcieliśmy się jako odwdzięczyć.
Lucy wysłuchiwała kazania Fullbustera z oczami wlepionymi w kozaka, który wykonywał przez cały czas okrężne ruchy na kafelku w kształcie karo. Kiedy Gray skończył mówić, noga dziewczyny uspokoiła się, a ona sama przeniosła spojrzenie z buta na młodzieńca.
-Dziękuję. Rzekła wreszcie. -Ale nadal nie chcę, byście dalej mieszali nas w te sprawy. Szczególnie Levy.
-Rozumiem, tylko że wiesz... Twojej przyjaciółki nikt do tego nie zmuszał. To była jej decyzja i powinnaś ją uszanować.
Lucy zacisnęła mocniej wargi, zmartwiona spoglądając w bok.
-A dziękowałam ci za... wszystko inne? Spytała z nutką smutku w głosie. -Za pomoc w kancelarii Grydera i w ogóle.
-Hmmm, pomijając fakt, że dziękujesz mi już chyba z trzeci raz, to nie. Fullbuster posłał jej szeroki, pełen życzliwości uśmiech. -To co, zgoda?
Heartfilia, która miała już zamiar otworzyć drzwi czytelni, po krótkim namyśle podeszła do francuza i ścisnęła z nim swoje dłonie w pokojowym geście.
-Zgoda. Potwierdziła.
-No to co! Gray zawołał beztrosko. -Wybierzesz się ze mną na randkę do...
Lucy momentalnie przybrała kamienny wyraz twarzy.
-Wybij to sobie z głowy.
...
Doszli pod niewielki budynek, mieszczący się niemal pod Oak Bridge. Nad oszklonym wejściem widniał szyld "Zakład fryzjerski EBI", ozdobiony dwoma, skrzyżowanymi ze sobą nożycami. W środku oświetlonego zakładu, starszy pan o ciemniejszej karnacji i z ciemnymi okularami na nosie zamiatał podłogę długą miotłą.
Gdy Lucy i Gajeel zawitali do środka, ich przybycie obwieścił dzwoneczek zawieszony na drzwiach. Przypomniał on Heartfilii dzisiejsze śniadanie, tak samo jak uczucie wielkiego głazu, opadającego do podbrzusza.
-Witam serdecznie! Przywitał ich Cancer, właściciel zakładu. -W czym mogę pomóc?
Choć dwójka przybyszy podeszła do foteli fryzjerskich, szeroko uśmiechnięty mężczyzna wciąż wpatrywał się w drzwi.
-E... prze pana? Redfox pomachał mu dłonią przed oczami, lecz fryzjer zdawał się reagować wyłącznie na jego głos.
-Ach, przepraszam! Proszę się rozsiąść! Zawołał staruszek, klepiąc skórzany, profesjonalny fotel, przed którym zawieszone było ogromne lustro. -To jak pana ścinamy?
-Przyszliśmy tu w innej sprawie. Wyjaśniła Lucy. -Chodzi o Makarova Dreyara.
Uśmiech na twarzy fryzjera zaczął powoli zanikać. Po chwili mężczyzna powoli odwrócił się do tyłu, przy czym delikatnie kiwał głową.
-Tak... Pamiętam go... To był dobry człowiek... Wspominał go ze smutkiem, zupełnie jakby rozpamiętywał zmarłego.
-W najbliższy poniedziałek odbywa się proces w jego sprawie. Nazywam się Lucy Heartfila, będę jego obrońcą.
-Och, naprawdę? Zdziwił się pan Cancer, na nowo odzyskując witalność. -Czyli jest szansa, że Don Dreyar powróci do Magnolia City? Mężczyzna nie skrywał zadowolenia. -To naprawdę dobra wiadomość! Tak bardzo się cieszę! Wołał wręcz zachwycony fryzjer.
-Poważnie? Wyrwało się z ust Lucy, która z zaskoczenia uniosła brwi.
-Oczywiście! Zawołał Ebi, chwytając Gajeela za rękę i sadząc go na fryzjerski fotel. -Niech pani się rozsiądzie wygodnie, a ja opowiem o nim to i owo... Rany boskie, jakie pani ma piękne, długie włosy! Takie puszyste i miękkie!
-Eee... przepraszam, ale ja stoję tutaj. Blondynka omal nie wybuchła śmiechem, widząc minę siedzącego przed lustrem Redfoxa.
-Proszę wybaczyć. Cancer z zakłopotaniem poklepał czarnowłosego po głowie. -To ja może podetnę panu końcówki. Na kosz firmy, ma się rozumieć.
-Ale przecież, bez urazy, pan jest ślepy, do cholery! Zdenerwował się nie mało zlękniony swoją sytuacją Gajeel.
-Oj, zaraz tam ślepy! Trochę tam tylko niedowidzę! Zawołał fryzjer i sięgnął po nożyczki, przy czym jednym machnięciem ręki strącił spod lustra wszystkie stojące tam produkty.
Redfox przełknął ślinę, wiedząc, że wpakował się w niemałe tarapaty...
-To co pan może nam powiedzieć o Don Dreyarze? Lucy rozsiadła się w niewielkiej poczekalni i dorwała w swoje ręce stary magazyn "Vogue". Od razu na myśl przyszła jej ciotka Belno, która redaguje to czasopismo. -Czy to nie dziwne mówić dobrze o szefie zorganizowanej grupy przestępczej?
-Że Fairy Tail byli przestępcami? No pani chyba żartuje! Cancer dosłownie ryknął grubym śmiechem, jednocześnie zakładając fartuch na przerażonego Gajeela i odwracając go od lustra. -Nikt nie zrobił więcej dla tego miasta, jak właśnie oni!
-Na czym opierała się ich działalność? Przecież to mafia, czym może się ona przyczynić dla miasta... Dociekała Heartfilia.
-Mafia, jak mafia. Zajmowali się swoimi interesami. Jednakże ich interesy były interesami miasta, a w szczególności jego północnej części. Nigdy nie działali na szkodę North Faries i jego mieszkańców. Wtedy w mieście było bezpiecznie...
-Według pana, miasto w szponach mafii było bezpiecznym miejscem? Lucy nie mogła uwierzyć w to co słyszy.
-Niech mi pani uwierzy, pani Heartfilio, w tamtych czasach nikt nie pomyślałby nawet, że może zostać okradziony, czy skrzywdzony na ulicy. Ludzie w nocy spali spokojnie nawet z szeroko otwartymi drzwiami do mieszkania! A kiedy w okolicy naprzykszał się ktoś nieprzyjemny, Fairy Tail szybko się z nim rozprawiało.
-No ale, mimo wszystko, Don Dreyar pobierał haracz za ochronę od takich przedsiębiorstw, jak pana, czyż nie?
-Zaraz tam haracz! Człowiek, gdy czuł się dzięki nim bezpieczny, sam chciał jakoś pomóc i wrzucić co nieco do portfela tym dobrym ludziom, by chociaż na chleb mieli...
-No na chleb, to im raczej nie brakowało. Zakpiła dziewczyna.
-Owszem, ale w pełni sobie na to zasłużyli. Wie pani, że w dwudziestym ósmym, gdy Magnolia City została zalana przed powódź, to miasto zostało odbudowane głównie dzięki Fairy Tail?
Zaciekawiona Heartfilia odłożyła magazyn modowy na stolik i zamieniła się w słuch.  
-Wielu utraciło wtedy swój dobytek, miejsca pracy, domy. Urząd nie miał dość pieniędzy, by wesprzeć zdruzgotanych mieszkańców, brakowało również rąk do pracy przy odbudowach. Wtedy to właśnie oni wyciągnęli pomocną dłoń...
-A czy to czasem nie było tak, że po prostu chcieli sobie wykupić wdzięczność miasta? Blondynka na siłę próbowała udowodnić, że ludzie mafii, wychwalani przez fryzjera, nie są tak nieskazitelni, jak on to przedstawia.
-Prawdziwej wdzięczności nie można kupić, moja droga. Zaśmiał się pan Ebi. -Prawdziwą wdzięczność zyskuje się poprzez serce... Pamiętam ten dzień jak dziś, gdy powódź zalała mój dom. Podczas tej tragedii zginęła moja kochana córeczka... Głos staruszka zadrżał na moment. -Straciłem dach nad głową, pracę. Wstyd przyznać, ale wtedy został mi tylko alkohol. Pewnego wieczoru, gdy spałem pod tym mostem, okryty jedynie zbutwiałym kocem i gazetami, pojawiła się przepiękna dziewczyna o jasnych, lśniących jak promienie słońca włosach. Głupi, zawołałem ją i skomplementowałem jej uczesanie. Normalnie nikt by nie zwrócił uwagi na zaczepki bezdomnego pijaczyny, raczej uciekłby w popłochu. Ale nie ona...
Fryzjer westchnął cicho, jakby rozmyślał o aniele.
-Ta kobieta podeszła do mnie, z uśmiechem dziękując za komplement. Dosiadła się do mnie, traktowała jak normalnego, równego sobie człowieka. Nie jak trędowatego, co robiła większość ludzi... Rozmawialiśmy przez ponad godzinę, w której wysłuchała moich żalów i przytuliła. Rozumie to pani? Przytuliła bezdomnego, cuchnącego alkoholem niedojdę. Spytała mnie, czy przed powodzią nie byłem fryzjerem, gdyż tak zachwalałem jej włosy. Oczywiście nim nie byłem, pracowałem wcześniej w fabryce produkcyjnej, ale zawsze marzyłem o swoim zakładzie fryzjerskim...
Na drugi dzień przyszła tu z powrotem, z Makarovem Dreyarem i Don Vermilion, kobietą, która żelazną ręką trzymała całe Fairy Tail w szyku. Powiedzieli mi, że zbudują mi tu dom i zakład fryzjerski, pod warunkiem, że będą mogli się u mnie obstrzyc ze zniżką... Nie mogłem w to uwierzyć, bo i kto by uwierzył w coś takiego. Myślałem, że zwyczajnie sobie ze mnie żartują, lecz wtedy Makarov Dreyar powiedział mi, iż to miasto powinno w pełni funkcjonować dla wszystkich mieszkańców i nikt nie powinien tu żyć bez dachu nad głową. Niesamowici ludzie...
-Jak miała na imię ta kobieta? Ta o jasnych włosach? W gardle Lucy tkwiła ściskająca gula.
-Layla. Z pewnością tak miała na imię. Cancer przytaknął głową, a dziewczyna siedząca na sofie przetarła dłonią całą twarz. Już od dawna żadne wspomnienie o jej matce nie doprowadziło ją do takiego stanu.
-To była dobra kobieta, która dbała o szczęście innych, lecz chyba nie o swoje. Kontynuował fryzjer. -W ostatnich latach swojego życia, niech Bóg ma ją w swojej opiece, zawsze, gdy do mnie tu przychodziła, wyglądała na smutną i zmartwioną. Tylko raz, gdy przyprowadziła do mnie swoją małą córeczkę... Przy niej promieniała jak nigdy dotąd. A mała śmieszka była do niej nieprawdopodobnie podobna! Mówię pani, jak dwie krople wody!
-A jak do tego doszło, że Makarov Dreyar został Donem? Spytał Gajeel, domyślając się, że Lucy w tym momencie nie wydusi z siebie zbyt wiele.
-Ech... Westchnął właściciel zakładu. -Wszystko zaczęło się od pojawienia nowych mafijnych rodzin. Z początku jakoś się to jakoś układało, lecz z czasem relacje rodzin zaczęły się psuć. Donowie nie dogadywali się, z tego co wiem poszło też o podział terytorium miasta i narkotyki, którym Don Vermilion była stanowczo przeciwna. I, niemalże nagle, na ulicach zrobiło się niebezpiecznie. Trwały zatargi, w których to Don Vermilion odeszła z tego świata i wtedy właśnie Makarov Dreyar przejął jej obowiązki. Niestety, nie trwało to długo, ponieważ zaraz po tym Dreyar trafił do więzienia, a Fairy Tail zniknęło z miasta na dobre. Potem było już coraz gorzej i gorzej. Mam więc głęboką nadzieję, że wraz z powrotem Don Dreyara, wszystko zacznie wracać na swoje miejsce. Że będzie jak dawniej... No, ale się rozgadałem! I proszę, już skończyłem! Cancer zawołał radośniej, odwracając Gajeela do lustra.
-To są, kurwa, końcówki?! Ryknął wzburzony Redfox, którego ewidentnie zamurowało.
-No proszę pana, ale bez przekleństw mi tutaj! Oburzył się właściciel zakładu, a Lucy otarła łzy i spojrzała na świeżo obstrzyżonego znajomego.
Trzy czwarte jego włosów znajdowały się na podłodze. Długie, czarne kosmyki, o które tak dbał, teraz, zaczesane do tyłu, sięgały mu zaledwie do ramion.
-Ładnie wyglądasz, Gajeel. Tylko tak... krótko, haha. Heartfilia miała na ustach co raz szerszy uśmiech.
-NO I COŚ PAN ZE MNIE ZROBIŁ?! Zawołał Redfox, z niedowierzaniem doglądając w lustrze swych włosów.
-Mężczyznę. Odparł hardo fryzjer. -Dzisiaj w długich włosach to tylko baby chodzą.

- - - - - - - - - - 

Zewsząd otaczała go biel. Białe ściany, białe stoły, bladzi ludzie ubrani w białe, bawełniane koszule. Te dla chorych, jak i te dla personelu medycznego. Jaskrawość i czystość tego koloru przytłaczała Buchanena, który czuł się tu brudny, skalany.
Nie pasował tu, wśród obłąkanych, zmarnowanych ludzi. Prócz niego, każdy z pacjentów żył w swoim świecie, stworzonym przez chore umysły i perfenazynę*(2), którą byli na co dzień faszerowani.
Richard również odczuł skutki uboczne zażywania tego leku - bóle mięśni, ogólne osłabienie organizmu, zaburzenie koordynacji.
-Idioci, zmuszacie mnie do brania tego świństwa... Ale ja się nie dam... Nie jestem psycholem...
Powtarzał szeptem, by do końca nie zwariować. Siedział skulony w kącie pokoju zabaw, gdzie mógł swobodnie wypowiadać na głos wszystkie swoje myśli. Tutaj nikt nie zwracał uwagi na takie, odbiegające od normy, zachowania. 
-Nie jestem psycholem... Muszę stąd uciec...
Przez mury odgradzające go od zewnętrznego świata, stracił poczucie czasu. Wiedział jednak, że do rozprawy Makarova Dreyara, w której miał pełnić funkcję głównego oskarżyciela, zostało jeszcze kilka dni.
-Muszę stąd uciec... Muszę...
Do pokoju zabaw zawitali lekarze, lecz chory kompletnie nie reagowali na ich obecność. Dopiero, gdy pielęgniarki częstowały pacjentów białymi pigułkami, ci spoglądali na personel psychodelicznym wzrokiem.
Oczywiście opiekunowie tego miejsca dokładnie pilnowali, by każdy z ich podopiecznych grzecznie połknął dzienną dawkę perfenazyny. Nic więcej im nie podawano, woleli otumaniać ludzi, zamiast ich leczyć. Z tym było o wiele mniej zachodu, a za każdego kolejnego pacjenta szpital otrzymywał coraz to większe dotacje.
Stosowane tu metody lekarskie były bardziej niebezpieczne niż przebywający w ośrodku pacjenci, jednak Richarda nie ruszało to ani trochę. Sam robił gorsze rzeczy. Interesowało go tylko jedno - możliwość ucieczki.
Jego uwagę przykuł siedzący nieopodal, wychudzony mężczyzna o bardzo wąskiej twarzy, ozdobionej łysiną, licznymi zmarszczkami i brodawkami. Staruszek trząsł się na krześle, złączając ściśle nogi i dłonie. Wyglądał na niespokojnego.
-Ty... Richard zaszedł go dyskretnie od tyłu i szepnął mu do ucha. -Dostałeś już leki?
Zagadany pacjent, wciąż wypatrując czegoś przez wielkie, zakratkowane stalą okno, nie odezwał się słowem. Buchanen jednak widział wcześniej, że starzec jako jeden z pierwszych dostał swoją dawkę tabletek.
-Oni chcą nas tym zatruć... Chcą byśmy nie widzieli prawdy, która czai się w cieniu tych murów... Ale ty już go wcześniej widziałeś, prawda? Widziałeś ducha...
Każde słowo Richarda nie miało w sobie ani krzty prawdy, czy życzliwości. Chciał wyłącznie przerazić staruszka i udało mu się tego dokonać.
-J-jakiego ducha? Spytał mężczyzna ochrypniętym, jakby dawno nie używanym głosem.
-Jeżeli wziąłeś ten lek, to umrzesz. Ten duch cię zabije...
-Co do... Jeden z lekarzy nadzorujących zauważył, że pacjent, nagadywany przez Buchanena, poczuł się znacznie gorzej. 
-Odsuń się od niego! Drugi lekarz rozkazał Richardowi, lecz było już za późno na zapobiegnięcie zamieszania, na którym to właśnie Richardowi zależało najbardziej.
-Nie, nie, NIE! Nie podchodźcie bliżej, chcecie mnie zabić! Nie zabijajcie mnie, zostawcie! Starzec z każdym słowem krzyczał coraz głośniej, niepokojąc swym zachowaniem innych chorych. Jego narastająca histeria szybko zaczęła udzielać się innym i, na co Buchanen liczył, cała uwaga medycznego personelu skupiła się wyłącznie na powstrzymaniu ataku spanikowanego pacjenta. 
Korzystając z idealnej okazji, Richard wymknął się po cichu z pokoju zabaw. Pechowo, niemal od razu został przyłapany przez pielęgniarkę, która za nim pognała.
Uciekał przez zaciemniony korytarz, mijając oddzielne sale dla chorych i izolatki. Nieco otępiały od wczorajszej dawki leków psychotropowych, zdołał dobiec niemal do końca drogi, lecz na przeciw wyskoczyła ochrona szpitala. Otoczony, nie wiedząc co robić, wbiegł do najbliższego pomieszczenia. Jak się okazało, był to gabinet zabiegowy - prawdopodobnie jedyny pokój na całym piętrze, pozbawiony okiennych krat. 
Niestety personel, który prawie że rzucił się na niego, nie dał Richardowi innego wyboru - mężczyzna wyskoczył przez zamknięte okno pierwszego piętra, tłukąc przy tym szybę na drobny mak i nieco się raniąc. Wraz z kawałkami szkła, które spadły na niego jak deszcz, wpadł w gęsty krzew rosnący tuż pod szpitalem psychiatrycznym. Nie dowierzając w swoje szczęście, Richard wybuchł śmiechem.
-Nie ruszaj się stamtąd! Leż tam! Wołała przerażona pielęgniarka, wychylająca się z rozbitego okna.
-WALCIE SIĘ, FRAJERZY! Zawołał w odpowiedzi Buchanen, na odchodne pokazując jej środkowy palec.
Nic - ani mury, ani ludzie nie mogły go teraz powstrzymać przed ucieczką. Nie teraz, gdy wreszcie zyskał utraconą wolność.
...
Otoczona sosnami i łysymi brzozami, Chelia Blendy spacerowała obok jabłkowego sadu. Z nieco ubrudzonymi od zgniłych jabłek podeszwami, podziwiała zachód słońca. Jaskrawy, pomarańczowy, ostro oświetlał swymi ostatnimi promieniami brązowe, skoszone pola, po których stąpała.
-Chelia, wracaj do domu! Jest zimno!
Jej zadarty do góry podbródek, zamknięte powieki, delikatny uśmiech, nawet różowe włosy tańczące w chłodnym wietrze, wyglądały na żywsze i zdrowsze w ciepłych barwach kończącej się jesieni.
-Chelia, nawet nie jesteś spakowana!
-Dobrze, zaraz wrócę! Zawołała trzynastoletnia dziewczynka do swojej babci, stojącej kilkadziesiąt metrów dalej, przy tarasie małego, drewnianego gospodarstwa. Staruszka, widząc beztroskość na twarzy wnuczki, uśmiechnęła się, uwydatniając tym samym zmarszczki na swojej twarzy.
Czuła ulgę, że jej kochana Chelia wreszcie odnalazła spokój po ostatnich wydarzeniach. I choć cieszyła ją bliskość wnuczki, chciała by dziewczynka wróciła do swojego środowiska, do swoich przyjaciół. Wiedząc, że młoda Blendy już jutro opuści Shirotsume, staruszka wróciła do gospody, pozwalając wnuczce pożegnać się z okolicą, której zapewne nie zobaczy przez dłuższy czas.
Chelia w tym czasie podeszła do dość szerokiego strumyka, nienazwanego dopływu rzeki Kuro-shinen. Przez moment obserwowała własne odbicie w przejrzystej, wręcz krystalicznej wodzie, w której widać było również każdy kamyk i każdą rybę, znajdującą się po drugiej stronie tafli.
-Zimnaaa! Rozbawiona dziewczyna pisnęła w chwili, gdy włożyła do strumyka ręce po same łokcie. Gdyby tylko babcia ją przyłapała, zaraz dostałaby niezłą reprymendę!
Nie miała jednak pojęcia, że przez tą pozornie niewinną zabawę naraziła się na coś znacznie gorszego.
...
Zdyszany Richard uciekał przez las. Drżał z zimna, bo choć grube i wysokie konary drzew osłaniały jego zziębnięte ciało przed wiatrem, to odcinały mu drogę do ostatnich promieni słońca, które mogły go teraz ogrzać.
Jego koszula, jeszcze kilka minut temu bijąca nieskazitelną bielą, nabyła odcień brudnej oliwki, a w długich, nieujarzmionych włosach mężczyzny znaleźć można było kilka igieł sosny i niewielkich gałązek. Stąpając boso po leśnej ściółce, czuł pod sobą każdy korzeń i szyszkę. Mokry mech w tym momencie wydawał się dla niego miękkim, luksusowym dywanem, po których jeszcze nie tak dawno miał zwyczaj chodzić.
Drzewa z każdym jego krokiem zdawały się być posadzone dalej od siebie, luźniej. Tak jak przypuszczał, doszedł wreszcie do skraju lasu, gdzie ujrzał puste pola, niemal w całości skąpane pomarańczowym blaskiem. Był pewien, że gdy tylko na nie wbiegnie, odczuje rozgrzewające działanie słonecznych promieni, lecz zamiast tego otoczył go mroźny wiatr z północy. Czuł jedynie nieprzyjemny, przenikliwy chód, wystawiający wytrzymałość jego i tak sponiewieranego ciała na ciężką próbę.
Wtem, nieopodal płynącego nieopodal wartkiego strumyka, dostrzegł drobną dziewczynkę o różowych włosach. Doskonale widział jej profil, choć ona nie dostrzegła go wcale.
Rozpoznał ją. Nastoletnie dziecko, któremu zrobił zdjęcie przed komisariatem w Magnolia City. Dziewczynkę, która zabrała mu klucz do drzwi prawdziwego bogactwa i kontaktów. Małą ladacznice, przez którą jego wspólnik, Mest Gryder, został oskarżony za próbę gwałtu, a następnie w areszcie śledczym dokonał samobójstwa.
Kucała przed wodą, taka radosna, niewinna, bez trosk i zmartwień. A jeszcze dobrze pamiętał jej twarz, pełną wdzięczności do panny Heartfilii i taksówkarza. Pamiętał jej wątłe ręce, którymi w rozpaczy oplatała talie swojej kuzynki. Pamiętał jej spojrzenie, smutne, zapłakane, przerażone.
Tak jak teraz, gdy dostrzegła go tuż przed sobą.
Zaskoczona Chelia nie wydobyła z siebie żadnego dźwięku, gdy Richard chwycił ją za ramię i szarpnięciem odwrócił w swoją stronę. Zlęknionym wzrokiem dostrzegła mokry kamień, ledwo mieszczący się w sporej dłoni mężczyzny o dziwacznym wyglądzie i z obłędem na twarzy.
Nie zdążyła nawet zapytać kim jest; już przy pierwszym uderzeniu kamieniem w głowę spowiła ją ciemność.
Jej ciało opadło bezwładnie kilka centymetrów od brzegu strumienia.
Richard, płacząc, nie przestawał roztrzaskiwać wielkiego kamienia na głowie dziewczynki.
Nie płakał z żalu, czy smutku. Czuł bezsilność, oraz że zabicie tego dzieciaka niczego nie zmieni. Mimo to, nie był w stanie pohamować swych morderczych zapędów.
Wkrótce promienie słońca zanikły za drzewami, pozostawiając pola w cieniu i chłodzie. Tak jak Richard Buchanen pozostawił ciało martwej trzynastolatki, której lepka krew spływała z rozbitej głowy wprost do, już nie tak przejrzystej, bystrej wody.

- - - - - - - - - -

-Cana, zapnij pasy.
-Przestań mi matkować! Warknęła oburzona na Laxusa. -I znowu mnie pomyliłeś! Cicho siedź.
Dreyar mocniej ścisnął kierownicę i ugryzł się w język.
Od momentu gdy usłyszała od Bickslowa, niech go diabły pochłoną za to gadulstwo, o Eve, Alberona stała się delikatnie mówiąc nieznośna. Oczywiście przy ludziach zgrywała słodką idiotkę, ale gdy tylko byli sami... Towarzystwo Cany, które zawsze tak uwielbiał, stało się dla Laxusa udręką.
Obrażona dziewczyna odzywała się z wielką łaską i pretensjami, tylko po to by znów siedzieć cicho przez co najmniej godzinę. I zawsze miała wymówkę na swoje milczenie. A to myślała, a to chciała zasnąć, a to liczyła wygrane pieniądze, tak jak teraz.
-Cana, na pewno nie jesteś...
-NIE JESTEM ZAZDROSNA I NIE CHCĘ WIEDZIEĆ KIM JEST TA CAŁA EVE! Zawołała, nawet nie spoglądając w stronę kierowcy.
-Chciałem tylko zapytać, czy nie jesteś zmęczona... Wydusił z siebie Dreyar, cudem powstrzymując wybuch śmiechu. Było mu jeszcze ciężej, gdy widział zmieszanie Alberony.
-Miałeś siedzieć cicho, znów mnie pomyliłeś. Wymamrotała w końcu pod nosem.
-Dobra, ale zapnij pasy.
-Zamknij si... PATRZ NA DROGĘ!
Laxus, zerkając dotąd na Canę i torbę z forsą na jej kolanach, szybko powrócił wzrokiem na jezdnię. I choć widział mężczyznę wybiegającego na ulicę, było za późno by mógł cokolwiek zrobić.
Siła, z jaką uderzyli w człowieka przy prędkości sześćdziesięciu kilometrów na godzinę była ogromna.
Faceta na jezdni odrzuciło do przodu o dobre kilka metrów, a gdy opadł na asfalt, przeturlał się po nim kilkukrotnie, zatrzymując na brzuchu. Lancia, którą prowadził Laxus skręciła ostro zaraz po zderzeniu i wjechała w rów odgradzający drogę z okolicznym polem. Blondyn z szeroko otwartymi oczami wpatrywał się przed siebie, a widok lekko przysłaniały mu fruwające po wnętrzu auta banknoty. Z szoku nie mógł puścić kierownicy, dopiero, kiedy spojrzał co z jego partnerką...
-CANA! Zawołał przerażony, widząc siedzącą obok dziewczynę, z głową opadniętą ku dołowi. Gdy delikatnie podniósł podbródek Alberony, zauważył grubą stróżkę krwi ściekającą z jej czoła. Była nieprzytomna.
-Cana! Ej, Cana! Spanikowany zaczął klepać brunetkę po policzkach i lekko nią trząsł. Trwało to chwilkę, lecz wreszcie dziewczyna zaczęła uchylać powieki. Nim zrobiła to na dobre, zastała Laxusa tulącego się do niej z całych sił.
-Co się stało? Spytała zdezorientowana.
-IDIOTKO! MÓWIŁEM ZAPNIJ PASY! Wrzasnął, odsuwając się od Alberony. -Nic ci nie jest?!
-Nie... Chyba nie... Skołowana chwyciła się za czoło. Wyczuła na nim lepką krew.
W międzyczasie gdy dziewczyna dochodziła do siebie, Dreyar wyszedł prędko z samochodu i spojrzał w kierunku jezdni. Mężczyzna wciąż leżał nieprzytomny w tym samym miejscu, w którym upadł.
-Jasna cholera, Cana, chyba go zabiliśmy! Załamany Laxus chwycił się za głowę, a brunetka dołączyła do niego, z niepokojem obserwując potrąconego.
Niepewnie zaczęli podchodzić do miejsca wypadku, aż dotarli do rannego mężczyzny, który leżał w dziwacznej, nienaturalnej pozycji.
-Nie! Ostrzegła Cana, gdy Laxus chciał go odwrócić na plecy. -Może mieć złamany kręgosłup.
W końcu, po krótkiej chwili pełnej napięcia, blondyn kucnął bliżej faceta odzianego w długą, brudną koszulę i dwoma palcami sprawdził jego tętno.
-Ja pierdole...
-Zabiliśmy go?! Alberona wytrzeszczyła oczy.
-Nie, jestem w szoku że żyje. Odetchnął Dryear. -Ale powinniśmy wezwać karetkę czy coś. I to prędko. Dodał, widząc stan poszkodowanego.
-Kilkadziesiąt metrów stąd mijaliśmy jedno gospodarstwo, pójdę tam! Zaoferowała Cana.
-Na pewno? Może powinnaś tu zostać...
-Nic mi nie jest! Zostań tu z nim, zaraz będę!
Po niespełna minucie Alberona zniknęła Laxusowi z oczu. Nie mając nic innego do roboty, usiadł na jezdni tuż obok potrąconego i próbował uspokoić nerwy. Z przejęciem przyglądał się wygiętemu ciału, które bardzo powoli unosiło się to do góry, to na dół. Zaskoczyło go nietypowe ubranie gościa, zupełnie jakby uciekł z zakładu psychiatrycznego. I wtedy dostrzegł, coś jeszcze bardziej niepokojącego. Dłonie mężczyzny w całości były pokryte świeżą krwią.
...
Im Cana dalej biegła w kierunku mijanego gospodarstwa, tym czuła się gorzej. Męczyły ją coraz mocniejsze zawroty głowy, a do tego krew ściekająca z czoła zaczęła zalewać oko. Nieopodal dostrzegła strumyk, w którym postanowiła odświeżyć twarz. Jakby zareagowali właściciele gospodarstwa, gdyby zobaczyli ją w takim stanie?
Dotarła przez puste, skoszone pole do źródła wody. Z każdą chwilą robiło się ciemniej, a w pobliżu nie było nikogo, więc bez oporów zdjęła swoją bluzkę i zamoczyła ją w lodowatej rzece.
Przemywała twarz, psiacząc i sycząc pod nosem. Głowa bolała Alberonę niemiłosiernie, a na dodatek krwawienie z czoła nie chciało ustać, dlatego kobieta co chwilę zamaczała bluzkę w wodzie. Po chwili, pomimo dopadających ją ciemności, zauważyła, że w wodzie jest jakby więcej krwi niż powinno. Pewności, że coś jest nie tak nabrała z chwilą, gdy obok niej przepłynęła mięsista rzecz, przypominająca zwierzęce wnętrzności.
Zaskoczona Cana ubrała na siebie przemoczoną bluzkę i ruszyła pod prąd strumienia.
Nie minęła minuta, a dostrzegła przy brzegu bezwładne ciało młodej dziewczyny.
-Ej! Zawołała wystraszona, że osoba tam leżąca może w każdej chwili wpaść do wody, lecz gdy podeszła bliżej, stanęła jak wryta, sparaliżowana strasznym widokiem. Tak strasznym, że na moment zapomniała nawet o oddychaniu. Niezdolna do wykonania choćby najmniejszej czynności, wpatrywała się w ciało dziewczyny z rozłupaną głową. To jej krew i jej wnętrzności płynęły wraz z nurtem rzeki.
-Chelia! Chelia, gdzie ty jesteś?! 
Głos obcej kobiety nie dochodził do Alberony. Dopiero gdy staruszka zastała zakrwawioną na twarzy Canę, płaczącą i klęczącą tuż obok zmasakrowanego ciała swojej wnuczki, wrzask kobiety dotarł do uszu przerażonej brunetki.



Z góry uprzedzam, że pierwszy fragment w tym rozdziale nie miał na celu nikogo urazić! Jest to w większości anegdotka, której doświadczyłam nie tak dawno na własnej skórze (tak, to ja byłam tą w czarnych włosach xD), ubarwiona jedynie o fragment z Lilym (za to wielu fragmentów z tej rzeczywistej, krótkiej ale jakże barwnej, podróży pominęłam...może kiedyś jeszcze coś o nim zamieszczę, kto wie :D).
Generalnie to pozdrowienia dla pana z autobusu, który, gdy widziany był ostatnio przez mojego najukochańszego, zapierdzielał z pięcioma kilo ziemniaków do swojej "starej rudej" :P I ciekawe co by ten siedemdziesięcioletni pan powiedział, gdyby zobaczył mnie w nowym kolorze włosów - pięknym, ciemnym szkarłacie, jakiego sama Erza Scarlet by się nie powstydziła :D


1) Cornetto - rożek, rogalik, wypełniony słodkim nadzieniem (marmoladą, kremem, czekoladą). Często serwowany do śniadań we włoskiej kuchni.
2) Perfenazyna - organiczny związek chemiczny, lek psychotropowy.

***

Wiem, że szczególnie w pierwszej części rozdziału było duuużo paplaniny, w sumie żadnej akcji. Ale nie mogą wciąż ze spluwami latać i nic nie gadać, mam nadzieję, że to rozumiecie :P
Mimo to mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu, mi o dziwo pisało się go prawie że rewelacyjnie!
Nie wiem kiedy pojawi się następny, ostatni w tej sadze rozdział, lecz na pewno nie tak szybko, jak obecny.
Przerwa od obowiązków dobiega u mnie końca, a i w ferie też nie będę miała wolnego, poza tym muszę nadrobić wiele, wiele rozdziałów u was... Postaram się jednak zakończyć ową sagę do końca stycznia.
A gdzieś w połowie lutego zjawię się z dawką ciekawych newsów dotyczących opowiadania i kilkoma niespodziankami ;)
No to dziubki moje kochane, nie zapominamy o zabawie (dla chętnych oczywiście) "co najbardziej podobało się w rozdziale" (wyczuwam zadowolenie, że w ogóle pojawiło się NaLu :P), no i bardzo, baaardzo dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnimi rozdziałami!!! :*** 


42 komentarze:

  1. Lily dostał nowy samochód? Normalnie widzę swojego tatę, gdy ten dostrzega jakiś samochód lub maszynę o jakiej marzył. Zawsze wtedy paplał mi bez sensu o nich, a ja ylko przytakiwałam "Yhym yhym, ale to wczoraj?" xD
    Natsu.... Jak mogłeś powiedzieć Lucy, że jest twoim kumplem? No jak? Przecież widać od razu, że ona jest w nim zakochana, w końcu te dziwne uczucie, którego doświadczyła o czymś świadczy nie? Szybko, powiedz, że ją kochasz, bo ja to zrobię! I jeszcze Gray ją podrywa! No Natsu, szybko!
    Co do Laxusa i Cany - Cana, tak jesteś zazdrosna. Laxus, jak mogłeś potracić człowieka? No jak?! Wiesz, że teraz dostanie ci się od policji za to i od Gildartsa za rany Cany? Nie żyjesz....
    Świetny rozdział. Skomentowałabym lepiej, ale muszę odrobić lekcje z matmy. Same przecież się nie przepiszą z internetu.
    Pozdrawiam i życzę zdrowia i weny!

    PS Jak to Gajeel nie jest mężczyzną? Co z tego, że ma długie włosy. Przecież ma w spod- Wróć! Ma wszystko, co ma facet! Tak! Biedny ostrzyżony Gajeel....
    PS 2 To Natsu miał tyle dziewczyn, czy on po prostu żartował o.O?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do ostatniego pytania... można się domyślić, ale pozostawię to póki co jako słodką tajemnicę :D I dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  2. Na początku czytałam z kamienną twarzą. Po wątku z NaLu miałam banana na twarzy... po wydarzeniach z świętej pamięci Chelią moje oczy wyglądały jak 2 pięciozłotówki a moje ręce się trzęsły.
    Czyli... ROZDZIAŁ WYSZEDŁ BOSKI!!! Jeśli takie emocje ze mnie wypłynęły to znak, że naprawdę rozdział wyszedł boski :D
    Nashi: Przecież ty przy każdym blogu ukazujesz takie emocje.
    A wcale, że nie!
    N: No okej.. zawsze tak samo reagujesz przy momentach Nalu.
    Nie zawsze! U Yashy wyczekuje NaLu najbardziej :D
    N: Bo?
    Bo to jest jeden z trzech moich ulubionych blogów, które uważam za nieziemskie ^w^.
    N: Aha.
    Okej. Oczywiście ulubiony fragment z Nalu :) Boże to było kawai! Czy ja dobrze zrozumiałam, że gdy Natsu powiedział, że uważa ją za kumpele stała się smutna? Może to tylko moja wyobraźnia. Natsu też umie być miły. (chociaż w wersji złego też jest fajny ^^) Gajeel umie wszystko załatwić!!!
    Gdy przeczytałam imię tego fryzjera... Canser Ebi... Śmiałam się jak głupia xD
    Chyba rodzice go nie kochali skoro nazwali go: Rak krewetka :D
    znalazłam jeden fragment, który dziwnie brzmiał. :
    "(...) obydwoje, po zakończeniu swoich spraw, mieli zamiast zerwać wszelkie kontakty z, niezaprzeczalnie powstającą na nowo, rodziną Fairy Tail." Nie powinno być przypadkiem zamiar a nie zamiast?
    Biedna Chelia. Niech spoczywa w pokoju. Mam nadzieję, że ta babka nie pomyśli, że to Cana zabiła Chelię.
    Przecież też krwawiła a do tego płakała. Oby tak nie pomyślała bo Lucy będzie miała kolejną sprawę w sądzie.
    Rozdział był super i życzę dużo weny weny weny i jeszcze raz weny i czekam na kolejny rozdział :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Dziękuję Misialińska za wyłapanie literówki, zaraz to poprawię ^.^

      Usuń
  3. ...juz?! Wow 0.0 Ide na kolacje i za chwile bede czytać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny rozdział. No cudowny. Nie wiem nawet jak to rozwinąć... Zwyczajne był genialny XD Zabawny, ciekawy, pod koniec przerażający... Wszystko ci sie udało :3

      Usuń
  4. OH. MY. FUCKIN. JASHIN
    Ogłaszam wszem i wobec, że 39 rozdział "Krwawe słońce" to według mnie jeden z lepszych rozdziałów w tej sadze, a mój to zdecydowanie ulubiony. Miałam wszystkie emocje naraz : śmiech, radość, wzruszenie, strach, gniew, szok i wkurzenie, że urwałaś w takim momencie - strasznym momencie! (chodzi mi, że nie straszny, czyli się bałam, a nie że straszny, ze okropny jakością - ty takich rzeczy nie piszesz ;p)
    Dobra od początku. Scena z menelem - zajebista! Ale cholernie ci współczuje, że coś takiego cię spotkało - gość nie miał nic złego na myśli, a wyszło jak wyszło. Za to twój luby, chłop porządny, jak nie wiem co - przekaż mu, że jak skończę osiemnastkę to postawie mu piwo za tą pogoń.
    Potem fragment Levy i Lucy i takie wtf - Lu się schlała?! Kiedy, gdzie, czy ja coś ominęłam?! No i jeszcze z tym tekstem o bimbrze to po prostu dowaliłaś xD Oj biedna, ale tak wielkiego kaca to nie miała xD No i Levy i poradnik "Jak rzucić palenie"podczas porannego papierosa xD
    Gray podrywacz. Gdyby Juvia wiedziała, co on wyprawia to byłaby masakrijo w Paryżu. Właśnie, skoro o Francji mowa to totalnie nie rozumiem, czemu słowo "francuz" piszesz małą literą. A w tym samym rozdziale, gdy Lucy gadała z Natsu to zapytała się go, czy jest Włochem i to było z wielkiej litery...Nie ogarniam :_:
    Jak już mówimy o Natsu to warto też wspomnieć o śniadaniowej wersji NaLu, czyli fragmencie, który czytało mi się bardzo przyjemnie. Jak Natsiasty zaczął wymieniać te wszystkie dziewczyny, to na miejscu Lucy palnęłabym go w łeb. I nie wiem czy tylko ja tak mam, że kiedy Lucy była zawstydzona, to i ja się czułam podobnie. Po prostu bardzo wczuwam się w fabułę i widzę to mega wyraźnie. Ale facet mógł żałować tekstu o kumplu. To się nazywa friendżone dopiero. A widać że Lucy czuje do tego durnia coś więcej...w sumie to nawet nie wiadomo co ona czuje, bo traktuje go jako wybawce albo durnia albo przyjaciela. Smiksując to wszystko razem otrzymamy mieszankę wybuchową. He nic dziwnego, w końcu Natsu to piroman.
    A zapomniałabym o Lily i jego radości na widok nowego auta! No kurcze się chłop ucieszył, oni to mają gdy widzą samochody, tak kobiety reagują na buty, a ja na mangę. Hmm zabrzmiało to jakbym nie była i mężczyzną i kobietą. Walić to, mangi są sto razy lepsze od butów!
    A teraz moja ulubiona scena : wizyta u Cancera. Kiedy Gajeel wspomniał po nim po raz pierwszy to już miałam banana na twarzy, bo widziałam tego fajnego Mashimowego Cancera tańczącego disco, jednocześnie strzyżując klientów xD A okazał się starym dziadem ze ślepotą :_____________:
    To było takie...fajne, czytając o mafii Fairy Tail, że robili aby w Magnolii było dobrze i jak pomogli Cancerowi. Się wzruszyłam ;( I jak jeszcze wspomniał o Layli to :(((((( a potem dowalił o Lucy i :((((((((((((((( Czy ty musisz tak na nie działać, Yasha? Wychodzi na wierzch moja miękka strona, nooo .
    Ale potem dostałam głupawki bo jak Cancer posadził go na fotelu, bo myślał że to Lucy..o mój Jashinie przez dwie minuty tak się śmiałam i trzęsłam xD No i te końcówki xD Gajeel będzie musiał sobie doczepić sztuczne włosy xD Przynajmniej nie ściął go na Miley Cyrus bo chyba bym miała bekę do końca życia xD
    Taa i przechodzę do momentów, które mną MOCNO wstrząsnęły. Po pierwsze Buchanen. Pierwsza myśl : O Richard ty jeszcze żyjesz, może śmiesznie będzie. Ale chuj nie dość że tak potraktował tego chorego, to uciekł i zabił człowieka. :________________: Ja pierdolę...nie mogłam po prostu ochłonąć po tym co zrobił Chelii...Za dużo pogrzebów za dużo trupów Yasha..no to teraz tym bardziej Natsu będzie chciał skopać dupę Oracionowi i Grimoire. Już się boję dwóch kolejnych sag :__:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ostatnia scena z Caną i Laxusem. Szkoda, że nie wynikło kto to jest ta słodka Eve dla Laxusa, ale pewnie o niej jeszcze usłyszymy ;) A potem ten wypadek. Pierwsza myśl : Znowu trup, Yasha błagam...I reakcja Laxusa " Zabiliśmy go?!" Hahaha ja pierdolę tak się śmiałam, ale szybko przestałam bo gdy zobaczył tą krew na rękach to moja mina...Po prostu mnie zabiłaś. I końcowa scena. Ja pierdolę, wiem że się powtarzam, ale to mnie po prostu wstrząsnęło. A mało rzeczy tak na mnie działa.
      Oj Gildrats już pewnie strzelbę (na początku napisałam szczelbę wtf xD) na Laxusa szykuje gdy tylko wrócą do Magnolii. No ale gdyby Laxus wiedział kogo potrącił do jak nic zrobił by z niego mięso mielone!
      Chyba jeszcze nigdy nie skomentowałam prawie każdej sceny w rozdziale, ale to był mój ulubiony i cholernie mi się podobał. Jeżeli takie coś palniesz w "Akcie" to będę bić Ci pokłony i przejdę na Yashanizm xD
      Jeżeli nadal pragniesz śniegu to podrzucę. Jak tylko rano zobaczę metrowe zaspy to powiem "Pierdolę nie robię" i wrócę do łóżka. Na serio.
      Obyś zdrowa była (durni lekarze) i miała dużo czasu, ale nie tylko na pisanie, ale na własne przyjemności :) Sekstylion weny wrzucę do paczki ze śniegiem!
      Pozdrawiam!

      Ha a myślałam, że nie przekroczę. Widać wróciłam do wprawy w pisaniu komów xD

      Usuń
    2. Kurde za szybko przeczytałam i myślałam, że on gonił tego menela, wstyd mi teraz *///////*
      Ale piwo mu postawię xD

      Usuń
    3. "Po pierwsze Buchanen. Pierwsza myśl : O Richard ty jeszcze żyjesz, może śmiesznie będzie. Ale chuj nie dość że tak potraktował tego chorego, to uciekł i zabił człowieka. :________________: Ja pierdolę..." - padłam xD

      Usuń
    4. "Kurde za szybko przeczytałam i myślałam, że on gonił tego menela, wstyd mi teraz *///////*" - HAHAHAHAHAHAHA xD Nie wiem czemu miałby gonić menela, ale to mnie zabiło xDDD No i faktycznie, zaszalałaś z długością komentarza! Nawet nie było żadnego cytatu z rozdziału O.o Szacun xD Dziękuję ci baaardzo za komentarz :***

      Usuń
    5. Ach, a co do "francuza" i "Włocha" to mój ogromny błąd. Po prostu chyba jakoś w swoim chorym umyśle zaczęłam traktować "francuza" jak "młodzieńca" czy "czarnowłosego"... takie błędy powinny być karane, powaga. Ogromne dzięki Yuuki, że zwróciłaś mi na to uwagę. Od następnego rozdziału będę już poprawnie pisać "Francuz" :)

      Usuń
  5. Padłam kiedy to czytałam, ale i tak najbardziej podobał mi się moment u fryzjera "Oj, zaraz tam ślepy! Trochę tam tylko niedowidzę! Zawołał fryzjer i sięgnął po nożyczki, przy czym jednym machnięciem ręki strącił spod lustra wszystkie stojące tam produkty" a na drugim miejscu moment jak Lucy zasłoniła oczy Natsu. Szybka kobita jesteś, ja myślałam ze jeszcze sobie poczekam na rozdział, a tu taka niespodzianka(oczywiście miła). Przy tym rozdziale miałam taki zaciesz na mordzie, czekam na następny rozdział, życzę dużo wenki i zdrówka ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Akcja w busie cudna xD No i potem to, jak Lily zauważył samochód dla niego... Jak zdjął okulary... Boż... Wyobraziłam sobie: widzi samochód, nie wierzy, zdejmuje okulary, a samochodu nie ma, takie wtf, patrzy na okulary, a tu jakiś dzieciak w busie mu naklejkę nakleił... xD A tak serio: tylko uważaj Lily, bo jeszcze kogoś potrącisz... xD
    "-Co czytasz?
    -Poradnik "Jak rzucić palenie". Oznajmiła w końcu bibliotekarka oschłym tonem, po czym zaciągnęła się Pall Mallem." - tutaj padłam po raz drugi (bo pierwszy był bus xD) xD
    "-Bonjour, dziewczyny! Zawołał ochoczo, wchodząc do salonu. -Przychodzę z wesołą nowiną!
    -A ty co, z Betlejem wracasz? Levy zachichotała rozbawiona, a Heartflia prychnęła pod nosem, po czym zaczęła nucić pod nosem kolędę "Dzisiaj w Betlejem"." - tu padłam po raz trzeci xD
    (Dżizas, ale Droga Krzyżowa z tego wychodzi...
    1 stacja: Szeh nowy rozdział widzi.
    2 stacja: Szeh nowy rozdział zaczyna.
    3 stacja: Szeh pierwszy raz pada ze śmiechu.
    4 stacja: Lily spotyka swój nowy samochód.
    5 stacja: Poradnik pomaga rzucić Levy palenie (no nie bardzo).
    6 stacja: Gray mówi o samochodzie. (Skracam, bo się nie wyrobię <3333333 Tak bardzo bym chciała skomentować wszystko z osobna, ale tak bardzo nie wiem jak, więc po prostu: <33333333333333333333 Bo i to z Włochem i w ogóle... Po prostu jdjsbdkabskfjsbs <3
    I biblioteka! ^^ Porlyusica będzie zeznawać! \o/ Tak, jak mnóstwo innych osób! \o/
    No i: fajnie, że Lucy z Grayem sobie wyjaśnili wszystko c: ...ale GrayLu. Nope I: *tak bardzo tego nie cierpię... Właściwie to prawie na równi z Doranbolt x Wendy, ale nie wiem, czemu GrayLu aż tak, bo Dorendy, czy jak to się tam nazywa, jest... no... sprawą dla kuratora, że tak to ujmę xD Ale jakoś tak GrayLu też nie cierpię. Więc tak mi się ciepło na serduszku zrobiło, jak Lucy powiedziała, że nie xD*
    No i idziemy do Cancera Ebi *parsknięcie śmiechem*. I już od początku miałam rozkminę: skoro on jest ślepy jak kret, to jak on włosy ścina? xD No i jak Cancer pomylił Gajeela z Lucy... padłam xD No i tak fajnie opowiada o Fairy Tail <333 I wiedziałam, że z Laylą rozmawiał! :3 A na końcu "NO I COŚ PAN ZE MNIE ZROBIŁ?!" i odpowiedź... xD
    I Richard... o: Spieprzył, o ja... Woah, jak kiedyś trafię do psychiatryka, to też tak zrobię! xD W sensie nie chodzi mi o sam fakt spieprzenia, bardziej o sposób xD
    I Chelia tam jest. Ja wiedziałam, że to się dobrze nie skończy... I to już bez "Nie miała jednak pojęcia, że przez tą pozornie niewinną zabawę naraziła się na coś znacznie gorszego." :c
    RICHARD. HOW DARE YOU. NIEWINNE DZIECI ZABIJASZ. CO Z TEGO, ŻE W TWOIM MNIEMANIU MASZ POWÓD. NU NU. *grozi palcem* >:C
    No i... Awww, Cana wciąż jest zazdrosna :3 I wypadek :o Oj, to teraz Laxusowi się dostanie od Gildartsa... Ale serio, to była moja pierwsza myśl po opisanej krwi na twarzy Cany xD A potem Cana... Chyba nie oskarżą jej o morderstwo, co nie? Co nie?! D:
    I teraz tak... Z jednej strony lubię urywanie w takich momentach, bo nie mogę się doczekać, co dalej. A z drugiej nie lubię, bo nie mogę się doczekać, co dalej :I Nie lubię czekać xD
    Także no, czekam na kolejny rozdział :3 Weny (napisałam na początku "Wendy", Boż... xD), zdrówka, czasu i chęci! c:
    Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...zjeżdżam sobie na dół poczytać nowe komentarze, zerkam tylko, czy to już, natrafiam na mój, coś mi się ta moja droga krzyżowa krótka wydaje... I miałam rację, część komentarza zniknęła. Komentarz mi ucięło, tylko że w środku, wtf. O.o

      Usuń
    2. O.o A już myślałam, że blogger już mnie niczym nie zaskoczy...

      Usuń
  7. PRZECZYTAŁAM!!! Wow. Z jednej strony wypełniać test z języka angielskiego, a z drugiej czytać nowy rozdzialik... Źle mi poszło, więc na ciebie zrzucę winę, bo rozdział o niebo lepszy od poprzedniego. Powiem wprost. Tak mnie zaskoczyłaś na końcu, że o mało co głowa mi nie wybucha od pomysłów "co dalej możesz z tym zrobić?". Czyżby Cana została oskarżona o morderstwo? Czy w ogóle dziewczynka żyje? Może się dowiemy w kolejnym rozdziale, a może i nie. Cudowny rozdział. Wciąż zastanawiam się, czy aby Lucy nie zaczęła czegoś czuć do naszego kochanego Natsu? Padam ze śmiechu ze ściętej fryzury Gajeela. (Dobrze, że nie obciął mu głowy ;)) Historia z matką Lucy piękna, ale jedna rzecz mi nie daje spokoju. Od samego początku sądziłam, że FT jako mafia nie była do końca dobra, a tu się okazuje, że pokazałaś ich w samym złocie. Nie wiem, jak dalej to przedstawić, ale w tej chwili mam przeczucie, że jest ZA kolorowo. Oczywiście świetnie opisałaś te wszystkie sceny. Ostatnia zwaliła mnie z nóg. Gratulacje! Nie wiem, o czym jeszcze mam gadać, ale napiszę, że ja uwielbiam takie rozdziały! Jakoś bardziej wolę jak gadają, niż gdy strzelają na prawo i na lewo ;)
    Nie wiem, czy błędy były, czy nie, ale ja się na tym nie znam (jeśli miałabym być złośliwa, a jestem, to zgodnie z recenzją źle piszesz bloga, chodzi o akapity przed każdą rozmową, dialogiem itd itd. tam czytałaś ;) ).
    Dobra... Weny, cierpliwości i dużo radości (jak już wprowadziłaś klimat świąt ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, jak komuś testy źle idą, to najlepiej na Yashę i jej rozdziały zwalić xD
      Jeżeli chodzi o Chelię (dziewczynkę), to skoro jej flaki w strumyku pływały... no to raczej nie żyje xD
      Na więcej pytań i niedomówień oczywiście nie powiem, bo nie chcę fabuły zdradzać :P I cieszę się bardzo, że rozdział przypadł ci do gustu ^.^
      Co do dialogów, to chyba nie chodzi o akapity (których też swoją drogą powinnam używać -.-), a po prostu o odstępy między myślnikami i brak myślników po zakończeniu dialogu + niepotrzebna kursywa... Mam tego świadomość i już jakiś czas temu chciałam zacząć pisać "normalnie", ale stwierdziłam, że taki nagły skok może ... nie wyjść na dobre? Od następnej sagi chcę to zmieć, niemniej dziękuję za cenną uwagę :)

      Usuń
    2. Ktoś musi być winny, a ty akurat wstawiłaś rozdział ;) Oj oczywiście żartuję, bo aż tak źle go nie rozwiązałam.
      I flaki jej latały? Mi gdzieś oczy poleciały i nie doczytałam. Może przez ten test.
      Ja wiem, o co chodziło mojej recenzentce i zauważyłam, że tak jest w książkach i tak to jest tak jakby akapit przed każdym myślnikiem w nowej wypowiedzi, ale powiem szczerze, że mi nie przeszkadza taki sposób pisania. Powiem tak ... jak tobie wygodniej i tak będzie najlepiej. NIe mniej rozdział świetny. Czekam na więcej ... a teraz idę się uczyć ukochanej, cudownej, miłej ... statystyki. Módl się za mnie ;)

      Usuń
    3. I oczywiście nic mi nie mów, bo jestem ciekawa, który z moich pomysłów się sprawdzi (a podejrzewam, który i wiem,że któryś na 1000% będzie) ;)

      Usuń
  8. Dobra, Mavis przeczytała, Mavis może komentować. :D
    To tak... Najbardziej to podobała mi się akcja u fryzjera. Taka przezabawna. xD Fryzjer, który niedowidzi, no normalnie padłam. Gajeel to jest jednak odważny, skoro dał mu włosy obciąć, nie martwiąc się o głowę. XD
    Lucy. Jak ona się wydarła na biednego Graya, jak ona w ogóle tak mogła, co? :C Tak się nie godzi! On chciał dobrze, chciał tylko pomóc, a tu boruta była. Ech, kobiety. Z igły widły jak zwykle. xD Oczywiście rozumiem stanowisko Lucy, rozumiem jej troskę o Levy, ale bez przesady kobieto. Na Graya nawrzeszczała a na Natsu to już nie. :D A ten tez miał oberwać. Chyba ktoś tu się podkochuje. :D
    Ogólnie rozdział to była fala tsunami rożnych emocji. Od śmiechu do przerażenia. Śmierć Chelii to był dla mnie niezły szok, naprawdę. Richard, serio? Dzieci zabijać, serio? Idź ty, kurna, zdechnij w rowie, czy coś.
    Na koniec jak opisałaś jej ciało, gdy Cana ją odnalazła... No oczy to miałam jak pięciozłotówki. Uch.
    Wiesz, że rozdział mi się podobał, prawda? No oczywiście, że wiesz, a jak nie, to się nawet nie przyznawaj. -.-
    Weeenyyy~~!

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział przeczytany już wczoraj, ale skomentować mogę dopiero teraz, a więc do roboty. Najbardziej podobał mi się fragment z NaLu (o dziwo!) bo nie jestem fanką tej pary, ale bardzo fajnie Ci wyszła ta rozmowa. Zastanawiają mnie trochę te zbiegi okoliczności w związku ze śmiercią Cheli, to jak Cana na nia wpadła i w ogóle, ale rozumiem, że tego wymagała fabuła. Nie mogę doczekać się ostatniego rozdziału tej sagi, na pewno czeka nas dużo rozstrzygnięć. Trzymam za Ciebie kciuki, pozdrawiam ciepło magda_lena ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do zbiegu okoliczności, największym chyba jest sam fakt, że Cana i Laxus, wracając do Magnolii potrącili przebiegającego przez ulicę Richarda (boże, wyobraziłam sobie gościa jako przebiegającego, spłoszonego jelenia wyjebującego pędem z lasu, lol xD). Resztę wydawało mi się, że pociągnęłam w miarę logicznie - jedna chatka na zadupiu w najbliższej okolicy, do której prowadzą jedynie jezdnia, pola i pobliski strumyk, w którym, wiadomo z jakich względów, Alberona chciała ryja obmyć :P Więc choć faktycznie zbiegów okoliczności tu było dużo, wydawało mi się że jest to jakoś "realistyczne". Wiesz, że jedno zdarzenie logicznie pociąga za kolejne sznurki zdarzeń, taki efekt domino xD Tak chciałam zrobić, inną kwestią jest czy mi wyszło... :P I dziękuję kochana za komentarz ^.^

      Usuń
  10. UDAŁO SIĘ! 23 godziny od publikacji... Przynajmniej nie minęła doba ;)
    No, ale do rzeczy. Kiedy czytałam poprzedni rozdział myślałam, że naprawdę "to było coś". Zmieniam zdanie. TO jest coś! Wracam ze szkoły, z miejsca robię szybki przegląd centrum-mangi.pl i mangapanda.com, po czym myślę sobie "A może zerknę czy jest coś nowego... O! Jak miło! Yasha dodała nowy rozdział! Jak szybko! No, to zabieramy się za czytanie... O uroczy początek. Dzisiaj chyba też nie będzie akcji...................... CO KUŹWA?!!!"
    To się chyba zalicza jako wstrząs psychiczny, bo jestem tak zszokowana, że użyłam Caps Locka w komentarzu więcej niż dwa razy, a dawno tego nie robiłam. Jeszcze jakiejś traumy dostanę! :P
    Argh! Miało być na temat! Rozdział był wyjątkowo bogaty w to co tygryski/dziubki lubią najbardziej. Zaczęłaś z humorem (yhym... coś mi mówi, że zaczynam gadać jak snobistyczna recenzentka), potem sprawiłaś, że każdy dostał małego focha na Lucy, za niesprawiedliwy opierdziel Gray'a, potem dałaś nam ukochane NaLu (swoją drogą, czy to było specjalnie? Ja się pytam: czy ty specjalnie głodzisz nas odmawiając nam NaLu, a w zamian dając nam cudowne, ale nie aż tak cudowne pairingi? Ty nam bezczelnie wzbudzasz apetyt, byśmy wściekle rzucili się na to co nam dasz! xD ), a na koniec zastrzeliłaś nas na amen tą całą zgrozą i rozpaczą. Zabawa uczuciami czytelników... oto i Yasha w pełnej swej zajebistości! :D
    A, nie! Wróć! To zaledwie wstęp, bo przy "Akcie" to będzie chyba jeszcze lepiej, co? Tam to chyba zemdleję w trakcie czytania *.*
    Teraz to sama siebie nakręcam. No nic. Zdrowia, czasu i weny~♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak chcesz, to podczas Twojego mdlenia mogę Cię złapać ;D Nie gwarantuję jednak, że dobiegnę na czas, bo znając moje szczęście, potknę się o coś i zabiję.

      Usuń
    2. Nie będzie tak źle ;) Otworzy się okno, przyniesie plastry, bandaże i jakoś przeżyjemy xD

      Usuń
  11. Dziubki wy moje, kompletnie nie spodziewałam się tak pozytywnych reakcji na ten rozdział :o !
    Sprawiliście mi ogromną niespodziankę i radość ^.^ Ogromnie dziękuję za wszystkie komentarze, jak i za każdy z osobna :*** :D

    OdpowiedzUsuń
  12. najlepszy moment moim zdaniem --> scena w autobusie, początek
    a poza tym to uwielbiam tą playlistę, mogę jej słuchać w kółko godzinami ~~<3
    więcej nie napiszę, bo się roszku wstydziam...
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się czego wstydzić przecież :D I dziękuję za komentarz ;* Cieszę się, że ktoś korzysta z tej playlisty :D

      Usuń
  13. CZO TY ZE MNĄ ROBISZ?! X'DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
    nie przesłałaś mi fragmentu z Gajeelem, więc znam go dopiero teraz >.<
    i o kurwa... jak czytam końcówkę to od razu widzę to: WTF?!
    ej! jak Laxus przejeżdża Richarda to od razu załącza mi się we łbie ta piosenka: move, bitch! get out the way!
    tak lujsko przypierdolić... xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
    a scena wyskakiwania przez zamknięte okno?: matrix reaktywacja! |B
    menel i tak najlepszy! tylko żulietty mu brakowało. :( xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD biedny, marznie w nocy! X'D
    dzięki Tobie znowu coś poczułam do NaLu, ale Ty to wiesz. :D i tak pewnie mi zbrzydnie niedługo, ale ćśś... XD
    ach! i jak były te "kolorowe" sceny, to wiesz co? ZAJECHAŁO GROOOOOOOOOOOOOOOOOCHEM XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
    TEŻ TO POCZUŁAŚ? JEBIE NA KILOMETR. GROCH, GROCH SIĘ ODEZWAŁ. (tajemna wiedza tylko dla wtajemniczonych) x'D
    zaraz idę do szkoły, help T^T no i co z tego, kuźwa, że z pięć minut temu się pożegnałyśmy z życzeniami udanego dnia? i tak się boję D:
    tylko żebym się nie wypierdoliła na tej ślizgawce... xD
    I JUŻ WIEM! najbardziej kocham: pierdolenie Chelii w łeb <3 ktoś zamawiał flaczki na wynos? Z COLĄ CZY FRYTKAMI? >:D
    ten rozdział był tak zdrowo i pozytywnie pojebany, że aghhh ararardcmvmd! -> przebił gejostwo Graya i Lyona!
    a ja się żegnam;
    no to... do zobaczenia na gg xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

    pieszczę Cię mentalnie swą jebniętą miłością, Blue ♥~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta, a Richi leci z podkładem w tle "I blelive i can fly" :D
      Powiem ci kochana, rewolucji po grochówce się spodziewałam, ale chyba masa ciemności zbiera siły na jakąś inwazję, bo brakuje mi tu tego bólu dupy... xD I nie mówi się "z colą czy frytkami", tylko "a może frytki do tego?" ! :D
      Generalnie twój komentarz jest dla mnie zaskoczeniem ogromnej miary, porównywalnym do miny Afrykańczyków, widzących u siebie śnieg w połowie lipca ... ale to bardzo miła niespodzianka. Dziękuję :***

      czująca się mentalnie dopieszczona jebliwą miłością - Yasha♥~ xDDD

      Usuń
  14. Hahaha
    Najsmieszniejszy fragment rozdzialu - wizyta u fryzjera :D :D Zrobil z Gajeela mezczyzne :D boski moment :)
    Patrze akcja rozkreca się, biedna Cheila ;/ no coz, fairy tail ma kolejna osobe do pomszczenia.
    Mam nadzieje z edobija Richarda -_- ... a przy okazji niech wyciagna z niego jakes informacje o mafii!!

    Rozdział czyta sie super, co prawda chyba bylo pare literowek ( albo to w poprzednim rozdziale) ale porownania i styl pisania masz swietne :) :D
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, kochana Ann, ty zawsze napiszesz coś tak miłego, że aż dostaję purpurowych policzków xD Myślę, że jeżeli chodzi o Richarda to będziesz zadowolona z kolejnego rozdziału :D I dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  15. Jestem teraz jak dziecko które dostało zabawke :)
    Cana jaka zazdrosna (foch to ona ma genialne ) , Laxus kto ci dał prawo jazdy? (>_<dobry chłopiec , powinieneś dostać, a i powinieneś jeszcze raz przejechać tego padalca )
    No no rozmowa Luśki z Natsu tylko szkoda że nie darli kotów bo to są najlepsze momenty ( ale czuje że jeszcze nieraz będą się" bić ")

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inciu, żeby fabuły nie zdradzić to co ci mogę napisać... Jedynie, że bardzo dziękuję za komentarz xD :***

      Usuń
  16. Chciałabym Cię nominować do Liebster Avard :)
    Więcej informacji: http://detras-story.blogspot.com/2015/01/liebster-avard.html

    OdpowiedzUsuń
  17. Przybywam ponownie :D pod nowym nickiem ;) (dawnej się zwałam Anastazja-Chan)
    BAAAARDZO SIĘ CIESZE <3 że było mi dane spędzić wczorajszy wieczór i dzisiejsze popołudnie na nadrabianiu rozdziałów tego cuda :D *-* ^^
    W końcu to mój ulubiony blog <3 (zaraz się zabieram za "zadłużoną żonę" - mój drugi ulubiony blog! No kto by się spodziewał? :D ale tam w każdym razie mam chyba mniej zaległości... :3 )
    No i mój: OFICJALNY OGÓLNOŚWIATOWY (jednoosobowy - JA :D chyba że ktoś chce dołączyć?) FAN-CLUB GRAYA FRANCUZA :D <3 dalej istnieje :3 i moja miłość do Graya została zaspokojona w tych rozdziałach ^^
    A tera biorę się za komentowanie rozdziału:
    Hmmm... tak jak mówiłam czytałam kilka zaległych rozdziałów na raz więc nie za bardzo pamiętam co było w tym a co w poprzednich :3
    Chyba będę jedną z niewielu osób która nie wymieniła jako ulubionego fragmentu spotkania Natsu i Lucy... przykro... nie no po prostu nie jestem fanką NaLu xD fajnie sobie pogadali ale mnie to rybka xD
    A więc najbardziej w tym rozdziale podobało mi się spotkanie z fryzjerem :D przysnam że poruszyło mnie kiedy opowiadał jak wyglądało życie za czasów Fairy Tail :3 i jak zaczął opowiadać o Layli... Gdybym była na miejscu Lucy to bym się poryczała :') Ale najlepsze w tym faragmęcie było jak ten ślepy fryzjer wziął i Gajeela obcioł xDDD jednak moja wyobraźnia pokazała że wygląda tak całkiem fajowo :3
    Ogólnie w nadrabianych przeze mnie rozdziałach podobało mi się rozwinięcie znajomości Gajeela i Levy :3 <3 (jak już przy Gajeelu jesteśmy xD)
    Oraz... Spotkanie Graye i Juvi :D Kocham tą dwójkę <3 Juvie ogólnie uwielbiam ale w wydaniu takiej "szalonej" policjantki jest zajebista :D a no i Graya kocham w każdym wydaniu... ale... GRAY FRANCUZ *_* <3 OMG chyba się tym jaram w każdym moim komentarzu xD
    Wracając do tego rozdziału...
    Jak to Chelia nie żyje ? :O Biedna :( Najpierw ją zgwałcić chcieli, potem się bawi ładnie nad rzeczką to przychodzi gościu co z psychiatryka wyszedł właśnie i kaput :/
    Ale powiem że bardzo mi się to zestawienie... w sensie że akurat Laxius z Cana jechali i potrącili... a to był akurat on... i Cana ją znalazła... świetne to było :3 taki dobrze zaplanowany zbieg okoliczności :3 - ten fragment też bym dała do rzeczy które mi się podobało... no ale jak to tak uczynić najlepszym śmierć Chelii :/ (chyba tak to się pisze i odmienia... nie ważne)

    Bardzo się ciesze że w końcu udało mi się to nadrobić ^^ Dziękuję za mile spędzony czas przy tych rozdziałach :D a no i widzę że tu się koniec sagi zbliża? :3
    Mam ciche nadzieję na jakieś miłostki tutaj z okazji walentynek :3
    Teraz jak już się nacieszyłam nadrabianiem BPWO biorę się za kończenie drugiego sezonu "Sherlocka" a jutro zerknę jeszcze na ZŻ :3
    Pozdrawiam ~! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no i jeszcze tylko dopisze (bo moge xD)
      Jak mi brakowało tego klimatu <3 Na prawdę bosko budujesz klimat ^^ Jak tak tu weszłam włączyłam rozdział i puściłam play listę *-* to już się oderwać nie mogłam :3
      Z niecierpliwością czekam na następny rozdział :D w końcu teraz zbliża się rozprawa w sprawie Macarova... oj będzie się działo przeczuwam :3

      i tam błędy na górze:
      *nie "wyszedł z psychiatryka" tylko uciekł xD
      *Laxus nie "Laxius xD

      Usuń
    2. No muszę przyznać, że tamten nick był bardzo fajny, ale Szarlotka... aż mi ślinka pociekła xD :D
      No i kurcze, do walentynek jeszcze tyle czasu, a ty już o nich piszesz :D Ale dobrze, i obiecuję, że na walentynki na 100% będą niespodzianki :3
      I co ja widzę, kolejna fanka Gruvii! (to mój ulubiony paring w FT <3 :D) ^.^
      No i jestem w szoku, ale bardzo się cieszę, że ktoś prócz mnie korzysta z playlisty : ) To bardzo miła niespodzianka, choć uważam że co do samego klimatu to muszę jeszcze nad tym popracować :P I bardzo dziękuję za komentarz :D :*

      Usuń
    3. Zgadza się: Kocham Gruvie i tą playlistę ! <3 :D

      Usuń
  18. Ok. Od jakiegoś czasu, czytam twojego bloga, ale siedziałam cichutko jak myszka, czekając aż zbiorę się w sobie i napiszę dobry komentarz. A więc.
    Masz talent, nie zmarnuj go za szybko, twoje dzieła są wspaniałe i chciałabym zobaczyć ich więcej. Kreatywnie kreujesz postacie. Co daje ci wielkiego plusika.
    Jeśli chodzi o te sprawy, o rany!!! Boskie, komedii nie brakuje.
    Nawet iż blog jest wspaniały, sama autorka jest wspaniała. Czuję się zaszczycona! Klękam ci się Yasho-sensei.
    Fabuła tak bardzo oryginalna ...! Bar pod wróżkowym ogonem... Ha. Dobre xd
    GaLe takie boskie, a może GraLe (Gray x Levy) o Boziu... Takie dobre XD
    Hymm, skoro jestem tu nowa, na razie się gubię. A takie pytanie, oneshotów tu nie ma, ne?
    No właśnie, rozdział też taki wspaniały. Ebi jest taki dobry ! ;)
    Gajeelku.... Oficjalnie zmieniam ci płeć.
    Zawsze podziwiałam takie autorki jak ty, czy Olę Ri.
    Musicie mieć pomysły...!
    Najbardziej podoba mi się to, jak wykreowałaś Cane, Lucy i Natsu, oraz Graya. No Graya bardziej XD Taki fajny Francuz.
    Levyś też jest taka super. Jak rzucić palenie... O Boshe...
    W ogóle, oglądałam zwiastun, taki świetny!
    Wiesz, ja nie lubię krytykować, wolę chwalić te wasze wypociny ;D
    No to, masz nową czytelniczkę, a ogólnie blog jest taki świetny i wspaniały... Jednym słowem -Boski!

    Pozdrawiam i życzę mnóstwo weny!

    OdpowiedzUsuń

Wasze komentarze cieszą mnie jak mało kogo, jednak nie zaklepujcie miejsc. To nie ważne, kto jest pierwszy, kto ostatni. Takie wpisy zostaną usunięte.
Wszelkie pytania kierujcie do spamownika.
A jak przeczytałeś rozdział, to pozostaw po sobie ślad.
Jesteś anonimem? Podpisz się jakoś.

Całusy dla was śle z góry wdzięczna Yasha ^.^