21 lip 2013

Rozdział 3 "Wyrok"

 Ur, z trudem otwierając oczy, dostrzegła nad sobą jaskrawe światło, tak rażące, że od razu przymrużyła powieki. Przyzwyczajając wzrok, zauważyła białe ściany - jak przypuszczała - szpitalnej sali. No tak, przecież w radiowozie straciła przytomność, pewnie Jose ją tu przywiózł.
 Usiłowała wstać, jednak jakieś linki i kable przykuły ją do łóżka. Ponadto poczuła ból w okolicy ramienia, na co syknęła ze złością i odruchowo chwyciła się za obolałe miejsce.
 - Jak się czujesz? - Słysząc znajomy głos wypełniony troską, spojrzała zaskoczona na podstarzałego mężczyznę. Siedział on na krześle, które nie wyglądało na wygodne, i z przygnębieniem obserwował hospitalizowaną.
 - Komendant? A co pan tu robi?! - Ur dopiero po chwili zerknęła w stronę uchylonych drzwi. Stało za nimi dwóch funkcjonariuszy. Niemożliwe, czyżby była pod obserwacją policji?
  Gdy ponownie spojrzała na komendanta, ten zdjął swoją czapkę od ciemnoniebieskiego munduru i umieścił ją na swoich kolanach. Był wyraźnie zmartwiony.
 - Ur, coś ty najlepszego zrobiła… - westchnął strapiony.
 - To był wypadek! - zaczęła wyjaśniać, wyciągając bezradnie ręce w stronę gościa. - Byliśmy z Porlą na patrolu, gdy nagle podjechały samochody, zaczęła się strzelanina i...
 - Nie tym razem, moja droga. Nie wybronisz ich z tego - komendant ściszył głos, a Milkovich nerwowo przygryzła wargi.
 - Ale panie komendancie...
 - Wiele razy przymykałem oko na to, że broniłaś dupy tym mafiozom z Fairy Tail. Przynajmniej był spokój, więc nigdy nie chciałem się wtrącać, ale tym razem zaszło to stanowczo za daleko. Ta akcja na moście... Ponoć zginął cywil. Świadkowie już składają zeznania na komisariacie, a nasz oddział szuka ciała w rzece. To zbyt duża afera, by odbiła się bez echa.
 Ur nie mogła w to uwierzyć. To nie mogło się tak skończyć, musiała za wszelką cenę obronić swoich przyjaciół, liczyli na nią!
 - Jose! - zawołała, doznając olśnienia. - Przecież Jose też tam był, on wam wszystko wyjaśni!
 - Twój były partner już to zrobił, został przesłuchany jako pierwszy i przejął tą sprawę - oznajmił oschle komendant.
 - Zaraz, że co? Jak to „były” partner? - Z początku niezbyt pojmowała, o co chodzi, lecz dostrzegając smutek w oczach komendanta, pojęła, co się dzieje. Jose NAPRAWDĘ wszystko im wyjaśnił.
 - Miałem nadzieję, że kiedyś zajmiesz moje miejsce, Ur - westchnął komendant, kątem oka spoglądając na szpitalną szafkę, gdzie leżała odznaka funkcjonariuszki. - Byłaś wspaniałą policjantką, ale po tym co się stało... Jedyne co mogę zrobić, to nie wsadzić cię do więzienia za współudział w morderstwie. Jakoś to zatuszuję, jednak nie licz, że pozostałym puścimy to płazem. Ktoś musi wziąć odpowiedzialność za syf, który narobili mafiozi - dodał stanowczo i udając, iż nie dostrzega przerażonej twarzy Milkovich, zabrał z szafki jej odznakę. - Żegnaj, Ur. - Nie doczekawszy się odpowiedzi, opuścił szpitalną salę. Zostawił zrozpaczoną kobietę, która, pogrążając się w przygnębiających myślach, na moment straciła kontakt z rzeczywistością.

- - - - - - - - - - 

 Zbliżał się wieczór. W barze „Pod Wróżkowym Ogonem” jak nigdy panowała grobowa cisza. Gangsterzy nie grali w karty ani nie pili whisky. Przygnębieni wydarzeniami sprzed kilku ostatnich dni, a nawet godzin, kopcili papierosy, jakby czekali na pierworodnego przed porodówką. W lokalu nie grała żadna muzyka, nikt ze sobą nie rozmawiał. Pogrążeni w czarnych myślach, zastanawiali się, jak dalej będzie wyglądać przyszłość - ich oraz Fairy Tail. Gdyby nie szary dym nikotynowy, unoszący się mozolnie po barze, można by pomyśleć, że główna baza mafii, jak i sami gangsterzy, zatrzymali się w czasie. Jednak wszystko nabrało zawrotnego tempa,  gdy do środka wtargnęła policja. Szarość została zastąpiona ostrym światłem, a mafiozi nerwowo zerwali się ze swych miejsc.
 - Wszyscy na glebę! - Stróże prawa, pomimo krzyków i wyzwisk soldatów, w mgnieniu oka powykręcali gangsterom ręce za plecy i przewrócili ich na ziemię.
 - A z jakiej okazji ten nalot? - wściekły Dragneel wycedził przez zęby.
 - Zostajecie oskarżeni o morderstwa wykonane na moście Oak! Jesteście aresztowani! - usłyszeli zarzuty.
 - No chyba nie chcecie zatrzymać ich wszystkich? - Niespodziewanie z balkoniku na pierwszym piętrze wyłonił się Makarov, który z rozbawieniem obserwował gangsterów, szarpiących się z mundurowymi.
 - A ty kim jesteś?! - zawołał z dołu komendant policji, który kontrolował całą akcję z wejścia baru.
 - Osobą odpowiedzialną za tamto wydarzenie - Dreyar zaśmiał się wręcz nikczemnie. - Biorę na siebie całą odpowiedzialność.
Komendant przymrużył powieki, natomiast oczy członków mafii otworzyły się szeroko.
 - Nie możesz tego zrobić, szefie! - krzyczeli, nie dowierzając w to, co widzą. Niestety Makarov wyraźnie nie miał zamiaru ich posłuchać. Schodząc po schodach, zerknął przelotnie na sześcioletniego wnuka, który siedząc skulony w kącie, był bliski płaczu.
  - Dziadku, co ty mówisz?! - przerażony kiwał głową na boki. Jego dziecięcy umysł nie był w stanie przyswoić sobie tak wstrząsającej informacji. Wierząc w niewinność staruszka, rozpłakał się na dobre. - Dziadku!
 Pomimo wszelkich protestów, Makarov stanął przed komendantem, wyciągnął przed siebie ręce zaciśnięte w pięści i dał zakuć się w kajdanki.
 - Clive, zajmij się barem.
 - Że co?! Szefie, co ty odpierdalasz?! - wrzasnął Gildarts, jednak Don Dreyar, siłą zmuszony do schylenia pleców, uśmiechnął się beztrosko.
 - Zaczekajcie na mnie, dzieciaczki! - zawołał do swoich towarzyszy.
 - No to sobie trochę poczekają - warknął komendant i wyprowadził Makarova na zewnątrz. Również pozostali policjanci przestali przyciskać gangsterów do podłogi, a ci, korzystając z wolności, zerwali się na równe nogi i podbiegli do wyjścia. Zdębieli, widząc przez otwarte drzwi lokalu, jak funkcjonariusze wpychają Makarova do radiowozu, jak z hukiem zatrzaskują za nim drzwi i odjeżdżają. Tak po prostu.
 Zabrali im nowego szefa, który zapewne uratował ich przed długim wyrokiem, jednak czy tak właśnie powinno być? Szczególnie Laxus tego nie pojmował. Pragnął jedynie, by dziadek zjawił się przed nim i wyjaśnił z uśmiechem, że to jeden z jego głupich żartów. Niestety, choć zapłakany chłopiec jeszcze długo wpatrywał się w drzwi baru, nic takiego nie miało miejsca.

- - - - - - - - - - 

 W niej cała nadzieja, wiedziała o tym. Bo kto inny mógłby teraz pomóc, jak nie ona? Na kogo innego mogli liczyć? Obecnie żaden z członków ich rodziny nie nadawał się do tego lepiej niż ona. Ur została zwolniona ze służby w policji, a nikt inny nie miał żadnych powiązań ani znajomości, które mogłyby pomóc Makarovowi. Tylko ona miała odpowiednie dojścia i mogła coś z tym zrobić.
 Nawet nie pukając, wbiegła do kancelarii prawnej swojego przyjaciela. Zdyszana, wpatrywała się z szeroko otwartymi oczami w mężczyznę, który siedział za biurkiem. Prawnik, widząc ją w takim stanie, niepewnie podniósł się z krzesła.
 - Layla?
 - Jude, proszę, musisz mi pomóc! W tobie jedyna nadzieja.

 Siedzieli naprzeciw siebie. Ona opowiadała mu wszystko ze szczegółami, on zaś słuchał jej uważnie, z powagą. A gdy skończyła mówić, nalał do kryształowych szklanek odrobinę whisky i z nietęgą miną pokiwał głową.
 Jude Heartfilia był niezbyt znanym, aczkolwiek bardzo błyskotliwym i dobrym adwokatem. Wręcz genialnym w tym, co robił, tyle że jeszcze nikt go nie docenił. Miał za mało czasu, by wykazać się w praktyce, a ponadto brakowało mu odwagi - nigdy nie podejmował się trudnych rozpraw. Layla jednak znała jego potencjał i wierzyła, że jemu uda się ochronić Makarova przed odsiadką w więzieniu. A jeśli nie jemu, to nikomu.
 - Nie. Moja odpowiedź brzmi: „nie” - odrzekł Jude po dłuższym namyśle.
 - Nie pomożesz mi?! - upewniła się, szepcząc zrezygnowanym tonem.
 - Nie. Zrozum Laylo, ta sprawa z góry jest skazana na przegraną. Praktycznie nie ma tam czego bronić! Tylu jawnych świadków, tyle dowodów, jak nic dostanie za to dożywocie - uświadamiał ją spokojnym głosem, lecz dziewczyna, nie chcąc tego słuchać, w pośpiechu zabrała swoją torebkę z podłogi i nerwowym krokiem udała się do wyjścia z kancelarii.
 - W takim razie sama sobie z tym poradzę! - wrzasnęła, choć dobrze wiedziała, że nie może tego zrobić. Była tam, na moście Oak, i brała we wszystkim czynny udział - jak to brukowce określiły w nagłówkach, w „Mściwej masakrze”. Dzięki Makarovowi, który wziął na siebie całą odpowiedzialność, uniknęła aresztowania, jednakże głupotą byłoby pokazywać się na sądowej sali, zapewne wypełnionej przez naocznych świadków zdarzenia. Dlatego musiała tu przybiec i prosić przyjaciela o pomoc. Pomoc, której niestety nie otrzymała.
 - Layla, zaczekaj! - Jude, pospiesznie wstając z miejsca, podbiegł w jej stronę. A ona, choć niechętnie, stanęła przy samych drzwiach i powoli, z rozzłoszczoną twarzą odwróciła głowę w jego kierunku.
 - Dlaczego tak bardzo zależy ci na wolności tego człowieka? Przecież to jakiś wysoko postawiony mafioza - dociekał prawnik, co początkowo zaskoczyło Laylę, jednak po chwili wygięła kąciki ust w sztucznym uśmiechu.
 - To będzie ciężka rozprawa, ale uważam, że jesteś jedyną osobą, która jest w stanie coś tu wskórać - zerkając nieśmiało na swoje buty, kontynuowała grę. No bo przecież nie powie mu, że należy do Fairy Tail! - Nigdy nie mogłam patrzeć na to, jak się marnujesz. Tak, marnujesz się, Jude! - powtórzyła, widząc jak bardzo zaskoczyły go jej słowa. - Jesteś najlepszym adwokatem, jakiego znam, o jakim kiedykolwiek słyszałam! Ja... ja wierzę w ciebie. I wierzyłam w to, że mi pomożesz.
 Layla wreszcie odwróciła się do niego przodem, ale nie spojrzała mu w oczy. Uparcie wpatrując się w swoje czółenka, ściskała rączkę biało-złotej torebki tak mocno, że powbijała paznokcie w skórę.
 - Ja po prostu… Martwię się o ciebie - Jude wydukał niemrawo. - Chyba nie masz żadnych powiązań z tą mafią?
 - Co? Nie, skądże! - zaprzeczyła gorliwie.
 - To odpowiedz mi w końcu na pytanie, dlaczego tak ci zależy na wolności Makarova Dreyara.
 Nie miała pojęcia, co odpowiedzieć, by przekonać go do współpracy, a zarazem nie zdradzić swojej drugiej tożsamości.
 - Każdy ma coś, na czym mu zależy...
 - To prawda - przerwał jej Heartfilia. - Ja też mam coś, na czym mi zależy.
 Layla dosłyszała w głosie przyjaciela nutkę troski i czułości; czuła męską dłoń, wędrującą po jej karku i pod włosy, jasne jak promienie słońca. Zerkając przed siebie, dostrzegła w oczach Jude'a uczucie i pożądanie. Ona chciała pomocy, a on chciał jej. Jeśli miało to uratować Makarova, była gotowa na takie porozumienie stron.

- - - - - - - - - - 

Dwa miesiące później.

 Choć wszyscy stawali na rzęsach by uratować szefa, mafiozom nie poszło tak dobrze, jak przypuszczali. Jude wstawił się jako obrońca Dreyara, lecz jedyne co zdołał wskórać, to zmniejszenie wyroku z dożywocia na dwadzieścia lat.
 Od tego momentu wszystko zaczęło się sypać. W Fairy Tail brakowało przywódcy, a zaniepokojeni gangsterzy zaczęli odchodzić. Niektórzy nawet przechodzili potajemnie do Oracion Seis. Również mieszkańcy Magnolii przestali zabiegać o ich przychylność i usługi; z każdym dniem tracili szacunek oraz wizerunek w oczach innych.
 Laxus został pod opieką Gildartsa i wraz z Cornelią nielegalnie zajmowali się barem. Bez aktu własności baru nie wiele mogli zdziałać, za to dużo ryzykowali. Rob, załamany ostatnimi wydarzeniami, zaczął częściej odwiedzać dom dziecka, kościół oraz lekarzy niż dotychczasową miejscówkę mafii - niestety cała afera odbiła się uszczerbkiem na jego zdrowiu. Ur zdążyła opuścić szpital jeszcze przed rozprawą Makarova, jednak była policjantka obwiniała się za wszystko i postanowiła na jakiś czas wyjechać do rodziny zamieszkującej we Francji. Layla, obecnie w drugim miesiącu ciąży, podczas całego procesu przeciwko Dreyarowi jeszcze bardziej zbliżyła się do swojego przyjaciela i na dzień dzisiejszy planowali wspólny ślub, zaś Metalicana i Igneel jako jedyni z dawnej paczki pogrążyli się w zleceniach, których przybywało coraz mniej.
 O dziwo, nawet w Oracion Seis wszystko ucichło - skończyła się era panowania przez mafie, a w Magnolii zapanował pozorny spokój. Także przestępczość, dotychczas tępiona także przez mafiozów, zaczęła spadać. Wyglądało to tak, jakby każdy w tym mieście dostrzegł wielkość strat, jakie poniosły ze sobą ostatnie wydarzenia.
 Siedmioosobowa elita Fairy Tail jeszcze bardziej niż na początku zaczęła doceniać to, co zrobił dla nich Makarov. Nie słuchając przestróg oraz zdrowego rozsądku, byli z szefem w tym ważnym dniu i, walcząc wspólnymi siłami o jego wolność na sali sądowej, w końcu zrozumieli, że mężczyzna daje im szansę zacząć życie od nowa. Jak ojciec obronił swoje dzieci, przejmując na siebie wszystkie konsekwencje ich wspólnej zemsty.
Każdy z nich zamknął pewien etap, po którym zaczął żyć tak, jak chciał bądź umiał.

- - - - - - - - - - 

 Gdy Metalicana zapukał do drzwi od mieszkania przyjaciela, usłyszał coś bardzo dziwnego.
 - Igneel, jesteś tam?! - zawołał, powtórnie dobijając się do jego kawalerki. Po chwili usłyszał chrząknięcie zamka.
 - Czego chcesz? - mruknęła do niego kupa czerwonych, rozczochranych włosów, wystająca z ledwo uchylonych drzwi.
 - Co ci jest? Nie wyglądasz najlepiej - zmartwił się Tetsu.
 - To nic, zarwałem nockę - wyjaśnił Igneel.
 - Ta. I chyba nawet wiem, dlaczego to zrobiłeś… - Metalicana usiłował wtargnąć do mieszkania przyjaciela, lecz Dragneel momentalnie zatrzymał go w przejściu.
 - Nie wpuścisz mnie? - spytał zaskoczony Tetsu, jednak nie uzyskał odpowiedzi. Igneel jedynie skrzywił się jak po zjedzeniu cytryny. - To płacz dziecka, prawda?
 Właścicielowi kawalerki brakowało już sił, by dalej ukrywać prawdę przed przyjacielem. Z ciężkim westchnieniem przesunął się i wpuścił Metalicanę do środka. I choć gość słyszał niemowlaka już na klatce schodowej, widok chłopczyka płaczącego na łóżku omal nie zwalił go z nóg.
 - Skąd masz tego bachora?! - Wstrząśnięty, nie potrafił odwrócić wzroku od dziecka, które darło się wniebogłosy. Malec ucichł dopiero wtedy, gdy dostrzegł przed sobą Igneela. Zupełnie jakby sam widok mężczyzny go uspokoił.
 - Chcesz zobaczyć coś śmiesznego? - Dragneel z niecnym uśmieszkiem spojrzał na Tetsu, który z niewiedzy, a może i ze strachu przed pomysłami przyjaciela, uniósł jedną brew. Nic więcej nie mówiąc, Igneel ponownie schował się w przedpokoju, a chłopiec, zauważając brak swojego opiekuna, znów zaczął rozdzierać swoje gardło płaczem. Kiedy jednak Igneel wszedł z powrotem do pokoju, dziecko uspokoiło się i nawet zaczęło śmiać. - Nie wiem czemu, ale młody ma tak od samego początku. Nawet się odlać spokojnie nie można… Przyczepił się do mnie jak rzep do psiego ogona.
 - Jesteś debilem - stwierdził krótko Metalicana.
 - Ale o co tobie chodzi?!
 - Skąd masz to dziecko - Tetsu zażądał wyjaśnień, a Igneel westchnął ciężko, co najwyraźniej miało oznaczać jego kapitulację.
 - Nie mam sił się z tobą użerać - mężczyzna usiadł na łóżku tak intensywnie, że leżący na materacu malec lekko podskoczył. O dziwo dziecko chyba to polubiło, bo zaśmiało się w zabawny sposób. A może już zdążyło to polubić - z „Ognistym Smokiem” nigdy nic nie wiadomo...
 - Pamiętasz, jak jechałem do lunparu po dziwkę, która miała zeznawać przeciwko Oracion Seis, ale została zabita? - przypomniał Igneel, który z uśmiechem chwycił chłopca pod pachami i posadził go tuż za swoją głową. - Znalazłem tam Natsu zamkniętego w szafie.
 - Natsu? - powtórzył zaskoczony Metalicana.
 - No, tak mu dałem na imię, bo znalazłem go pierwszego dnia lata - wyjaśnił Dragneel, nie zważając na dziecko, które chwyciło małymi rączkami pęk jego długich, czerwonych włosów.
 - Dada, dada!
 - Boże... Ty naprawdę jesteś debilem - załamał się Tetsu. - Ale ten mały do ciebie pasuje, chyba macie tak samo nasrane we łbie - dodał, widząc poczynania niemowlaka.
 - Ej, nie obrażaj go! - ryknął Igneel, podnosząc się szybko z łóżka, a że Natsu wciąż trzymał go za włosy, to teraz z ciekawością przyglądał się czerwonej kępce, którą wyrwał mężczyźnie z głowy.
 - To bolało! - zawołał jego opiekun, chwytając się za bolące miejsce, a jego zrozpaczony przyjaciel chwycił się za czoło.
 - Mniejsza, po coś tu przylazł? - syknął Dragneel ze łzami zebranymi w kącikach oczu.
 - Już po nic - burknął Tetsu z dziwnym wyrazem twarzy i opuścił kawalerkę Igneela, zanim ten zdążył mu cokolwiek odpowiedzieć.


 Nawet taki idiota jak Igneel ułożył sobie jakoś życie. Tylko on, on jeden został sam bez żadnego celu w życiu, bez perspektyw. Szwendał się po ulicy aż do późnej nocy, gdy niespodziewanie przy jednej z kamienic dostrzegł siedzącego na krawężniku chłopca, mocno trzymającego się za brzuch. Jego płacz i pociąganie nosem słychać było niemal na całej ulicy - tak samo jak krzyki, dobiegające z uchylonych okien jednego z mieszkań.
 -  Gajeel? - zaskoczony Metalicana przystanął tuż za dzieciakiem. - Co się dzieje?
Redfox, słysząc za sobą mężczyznę, zerknął nieśmiało w jego stronę. Uliczna latarnia oświetliła jego opuchnięte od płaczu oczy oraz rozcięty łuk brwiowy. Był przerażony.
 - Gdzie twoja mama? - głos Tetsu zadrżał ze zdenerwowania. Ostrożnie położył dłoń na ramieniu chłopca, lecz ten prędko odtrącił rękę mafiozy. Wciąż płacząc, roztrzęsiony skulił się w kłębek.
By nie wystraszyć chłopca, Metalicana usilnie starał się utrzymać spokój ducha.
 - Gajeel, a pamiętasz, co ci mówiłem przy naszym pierwszym spotkaniu? - spytał, siląc się na łagodny uśmiech. Chwycił dziecko nad łokciem i postawił je do pionu. - Mam porozmawiać z twoim tatą? Pokażesz mi, gdzie mieszkasz?
 Odgłosy domowej awantury stawały się coraz głośniejsze i niepokojące, a zapłakany Redfox, wycierając ręką załzawioną twarz, zdawał się zupełnie nie słuchać mężczyzny. Metalicanie kończyła się cierpliwość.
 - Chłopcze! - ryknął, potrząsając dzieckiem, lecz Gajeel tylko bardziej się rozpłakał. Zniecierpliwiony, zostawił chłopca i wbiegł do kamienicy. Już na klatce schodowej usłyszał wyraźniejsze trzaski i krzyki.
 - Zleję cię tak, że już nie wstaniesz! - wykrzyczał męski, ochrypnięty głos, dobiegający zza drzwi na pierwszym piętrze, a Metalicanie serce stanęło w gardle. No nie daruje sukinsynowi… Zaczął szarpać za klamkę i pięściami dobijać się do mieszkania Evy.
 - Otwieraj! Otwieraj! - wrzeszczał do chwili, gdy ktoś nie uchylił drzwi, zamkniętych na łańcuch od wewnętrznej strony.
 - Czego, kurwa... - Przed progiem pojawił się ścięty na jeża facet w samej podkoszulce. Zdawał się być odurzony promilami alkoholu, a w prawej dłoni trzymał gruby, skórzany pasek od spodni. Tetsu dostrzegł, że zarówno pas, jak i biała podkoszulka są zaplamione ciemną krwią. Mafioza zacisnął wąsko usta, a sekundę później barkiem uderzył we frontowe drzwi. Łańcuch pod jego naciskiem wyrwał się ze ściany, a drewniane, otwarte na oścież drzwi uderzyły pijanego mężczyznę prosto w twarz i przewaliły go na podłogę. Zaraz po przekroczeniu progu mieszkania, Metalicana rzucił się na damskiego boksera i wyjął spod spodni swój pistolet, lecz zamiast wpakować pijakowi kulę w łeb, uderzał rączką broni o jego czoło. Rozwścieczony, zaczął tracić nad sobą panowanie - choć mąż Evy charczał i jęczał z bólu, Tetsu na dokładkę zaczął obkładać go pięściami. Dopiero gdy pijaczyna nie miał sił, by podnieść się z podłogi, mafioza wstał z zadyszką i przyjrzał się zmasakrowanej facjacie tego drania.
 - Eva... - Metalicana zawołał cicho, ocierając uchylone usta zakrwawioną dłonią. Dotarło do niego, że już od dłuższej chwili nie słyszy jej krzyków ani płaczu. Rozejrzał się nerwowo po pokoju i dostrzegł zapalone światło w łazience. Pobiegł tam, lecz równie prędko przystanął, sparaliżowany widokiem skatowanej kobiety.
 - Co ty tu robisz? - sapiąc, zdołała przebić nikły uśmiech przez łzy bezradności i rozpaczy. Oparta plecami o chłodne kafelki, nie miała siły wstać. Całe jej ciało pokryte było siniakami oraz krwią, a twarz miała mocno opuchniętą. Dziwna pozycja siedząca mogła świadczyć o złamanych kościach - obecnie trudno mu było patrzeć na dawną ukochaną. Ten widok był dla niego zbyt dotkliwy. Chciał uspokoić Evę - powiedzieć jej, by leżała spokojnie i niczym się nie martwiła, że zaraz zadzwoni po karetkę, a lekarze zajmą się nią jak należy. Nie odezwał się jednak słowem, nie był w stanie. Wstrząśnięty, cofnął się o kilka kroków, a wtedy dostrzegł, jak sprawca tej tragedii zaczyna czołgać się po podłodze w stronę klatki schodowej.
Nigdy wcześniej nie czuł do kogoś takiej nienawiści. Jeszcze nigdy nie miał tak wielkiej ochoty kogoś zabić. Powstrzymał się jednak i nie sięgnął po spluwę. Zamiast tego chwycił za wyjętą z boku deskę do prasowania z metalowymi prętami i z całej siły przywalił nią w nogi pijaka.
 - To ty już nie wstaniesz, skurwielu! - przekrzyczał wrzask męża Evy, który zdołał jedynie musnąć klamkę od drzwi. Nie przestając, Tetsu połamał mu kości - wpadł w amok, z którego po chwili wyrwały go uchylające się drzwi. Ku przerażeniu mafiozy, stał za nimi Gajeel. Trzylatek wpatrywał się w bezwładne ciało ojca bez uczuć. Bez strachu, złości, smutku czy współczucia. Z opuchniętych oczu nie leciały już łzy. Dziecko zdawało się być zawładnięte pustką, wywołaną przez tak traumatyczny widok.
 - Nie patrz. - Dopiero kiedy Metalicana chwycił go za ramiona i zasłonił widok konającego ojca, malec dostał ataku nagłych, niekontrolowanych wstrząsów. Tetsu nie miał pojęcia, co robić, ale z pewnością nie mógł zostawić Evy i jej syna z tym bydlakiem.
 - Chcę do mamy - zachlipał Gajeel.
 - Wyjdź stąd i zaczekaj na dole. Pójdę po twoją mamę - nakazał mafioza i poszedł po Evę. Nie spodziewał się jednak, że zastanie ją nieprzytomną.
 - Eva, ej! - wrzasnął, migiem znajdując się przy kobiecie. Choć trząsł nią i klepał po policzku, nie odezwała się ani nie otwierała oczu. Nie dała ani jednej oznaki życia. Na nic zdało się nasłuchiwanie bicia serca, sprawdzanie tętna i źrenic, sztuczne oddychanie i bezradne uderzanie pięścią w jej klatkę piersiową. Po niespełna minucie, na blady, pokryty opuchlizną i purpurą policzek spadła pierwsza łza - łza mężczyzny przepełnionego wyrzutami sumienia. Zdruzgotany, ostrożnie uniósł twarz denatki i schylił swoją głowę tak nisko, że stykał się z nią czołem. Zaczął płakać, niemal niedosłyszalnie, lecz nie potrafił tego powstrzymać. Nie mógł znieść widoku martwej ukochanej, nie mógł wybaczyć sobie tego, że pozwolił jej odejść, co doprowadziło do czegoś tak strasznego.
 - M… Mamo? - Zalany łzami Metalicana momentalnie oderwał się od Evy. Gajeel, któremu nakazał zaczekać na zewnątrz, na widok matki zrobił się niemal przezroczysty. - Mamo!
 - Kazałem ci zejść na dół, gówniarzu! - ryknął Tetsu, zostawiając ciało kobiety na podłodze i, chwytając chłopca za rękę, siłą wyprowadził go z łazienki. Z oddali usłyszeli nadciągające syreny policyjne. Teraz się sąsiedzi obudzili! - pomyślał wściekły mafioza.
 Nie mogli tu dłużej zostać: nie chciał, by posądzili go o morderstwo, a dzieciaka przecież nie zostawi w takim miejscu; to już nie był jego dom.
 - Idziemy - warknął oschle na dziecko.
 - Dokąd? - spytał słabo Gajeel.
 - Jak najdalej stąd, byś nie musiał tego oglądać. Jeszcze się w życiu napatrzysz na straszne rzeczy, młody.
 Nie wiedział czy chłopiec nie chciał protestować, czy nie potrafił. Wyglądało na to, że zatracał poczucie rzeczywistości - z szoku nie wiedział, co dokładnie się z nim dzieje. Musiał więc czym prędzej zabrać go z tego miejsca zbrodni, nawet jeśli oznaczało to pozostawienie martwej kobiety, którą obydwoje kochali całym sercem. Zanim jednak opuścili kamienicę, Metalicana cofnął się na moment do mieszkania. Stając na wprost półprzytomnego męża Evy - mordercy i największego gnoja jakiego dane mu było w życiu spotkać - wycelował w jego głowę i pociągnął za spust. Bez mrugnięcia okiem, bez chwili zawahania i bez jakichkolwiek uczuć.



Od autora:
Znów rozdzialik nieco krótszy. Ale zrewanżuje się w następnym, bo będzie o wiele wiele dłuższy, będzie w nim o wiele wiele więcej akcji i (odpowiadając na pytania z wcześniejszej notki) pojawią się Lucy oraz Gray. Nie będą to jednak wszystkie kluczowe postacie, ale o tym kiedy indziej ;>
...
I Misaki - powodzenia w postanowieniu z poprzedniego komentarza :D !

Przy okazji mam do was pytanko - czy póki co komuś przydał się słowniczek ze spisu? 

22 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. 'BlueKsR' poprosiła mnie, żebym przekazał autorce tego bloga wiadomość: komentarz- tak jak obiecała, niestety nie pojawi się w terminie. Ma ona małe problemy i przez jeden dzień- jeżeli coś wymyśli to krócej- jej nie będzie.
      Pozdrawiam
      Nikt ważny

      Usuń
  2. Jak zwykle świetny rozdział :D
    Strasznie spodobało mi się to opowiadanie, to był naprawdę strzał w dziesiątkę. Natsu to taki słodziak , że awwwwwwww ;3
    Jejku, przykro mi się zrobiło na tym momencie ze śmiercią Evy ;c biedny Metalicana ;c
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział, zastanawiam się czym mnie jeszcze zaskoczysz :D Buziam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. ~ Blue, tylko jeśli jesteś jako pierwsza/y i później jednak coś sensownego napiszesz (chociaż czy dobrze wyszło, czy do dupy xD)
    ~Harumi, cieszę się, że tak Ci się to spodobało ^.^ Czaiłam się na pisanie tego bloga z trzy miesiące :P I zaskocze Cię jeszcze nie raz, tego możesz być pewna! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział jest niesamowity! Mimo iż troszeczkę krótki (co jest mało zresztą warzne)to jest w nim tyle emocji. Radości, zdziwienia, smutku, rozpaczy... Najbardziej spodobał mi się moment kiedy Metalicana przyszedł do domu Igneela i usłyszał płacz Natsu ^^. To co spotkało małego Gajeela... nie życzę tego nawet najgorszemu wrogowi, bo żeby stracić matkę w wieku 3 lat to horror i trauma do końca życia... Nie mogę się doczekać nowego rozdziału :D. Życzę ci duuuuuuuuuuuużo weny, zdrowia oraz chęci do czegokolwiek XD...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fuck napisałam ważne przez "rz" =.= . I'm stupid girl....

      Usuń
  5. Wow!
    To było zajebiste.. ale też mega smutne.. zwłaszcza na końcu :(
    Biedny Gajeel.. będzie miał traumę do końca życia.
    A Igneel? Hah ten to dopiero ma teraz urwanie ^^ widzę, że bardzo go wkręciło zajmowanie się Natsu. Słusznie, słusznie xD
    O! Layla w ciąży.. no tak szczerze powiem, że się zastanawiałam w jaki sposób się pojawi Lucy..
    Noo i biedni Ci wszyscy.. Makarov w więzieniu.. ehh.. wszystko faktycznie zaczęło się im sypać. No a Ur? Co teraz z nią będzie? No co?
    Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział!
    Weny Kochana! Weny!
    Całuję ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. strasznie smutny ten rozdział :<
    i tak się zastanawiam, czy Layla naprawdę kochała Juda, czy zrobiła to tylko dla Makarova...
    a co do Natsu, to świetne wytłumaczenie jego imienia :3 sama bym na to nie wpadła :D
    słowniczek był pomocny, Sasha sobie poczytała, tylko miałam mały problem z broniami (btw. chyba nazw się nie odmienia. w poprzednim rozdziale napisałaś, że Igneel? wyciągnął swojego Magnuma, ale co do tego nie jestem pewna). teraz przynajmniej mam choć trochę większą wiedzę na temat mafii :D czas obejrzeć Ojca chrzestnego! - taki wstyd, klasyka a Sasha nie oglądała.. :/
    mam nadzieję, że wena Cię nie będzie opuszczać, droga Yasho Corleone i że razem z Grayem i Lucy pojawi się Juvia, bo mam niedosyt :D
    pozdrawiam, Sasha

    OdpowiedzUsuń
  7. Znowu pozytywne zaskoczenie :)
    Co do rozdziału to , czytam sobie moment z Makarovem na początku i takie WTF?! Oddajcie go z powrotem! Tak mi teraz szkoda biednego, małego Laxusa :C ``-Boże... Ty naprawdę jesteś debilem. Załamał się Metalicana.`` << uśmiałam się przy tym :D
    O nie ! Mój biedny, kochany Gajeel :c Ja Cię uratuję , choć ze mną zamieszkać <3 ^^ Wg to zaczyna się powoli to 2 pokolenie, bo są już niektórzy bohaterowie,że tak powiem xD Tak, tak łamanie kości było *.* Nie jestem żadną nie wyrzytą kobietą, mi po prostu się to spodobało ^^ Gościu zasłużył na to. 2:0 Metalicana wygrywa :) Końcówka, wyszła Ci idealnie. Sama,aż się rozpłakałam jak głupia i zastygłam z tą buzią przy monitorze . Miałam cichą nadzieję,że ta sytuacja w miarę dobrze się skończy, ale to jest inne Fairy Tail i bardzo dobrze ! Dzięki temu zakończenie jest oryginalne i nie mam do niego żadnych zastrzeżeń xD
    Weny ! + dawaj jak najszybciej kolejny rozdział :)
    * Jeeeju, jak tu w tym rozdziale dużo Metalicany i Gajeela <3 Spełnienie moich marzeń :3
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wróciłam ! I nadrabiam ! *-*
    No no kochana ! :D Niby tak nie miałaś zbyt pisać a jednak ... Co mnie oczywiście cholernie cieszy ! ;) Pozytywne zaskoczenie zawsze spoko ! XD
    Tak mi szkoda Laxusa ... Dziadziunio poszedł do paki : C Ochronił swoje dzieciaczki ;((( Smuatasek. Zresztą cały rozdział taki ... taki smutny ; / Jedynie śmiałam się przy akcji jak Metalicana wbił do Igneela :D Albo jak Natsu wyrwał "Dadzie" kłaki XD Nie no po prostu cud-miód ! <3
    A co do Gajeela ... boże jak ja się poryczałam ... Nie wyobrażam sobie widzieć coś takiego na własne oczy : C Biedaczek ; / Ale Metalicana dobrze zrobił ... nie żal mi typa ^^
    No nic czekam na kolejne niespodzianki kochana ! ;*** Buziaki i Weny życzę ! ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Poświęcenia Makarova ;.; dobrze, że dostał tylko 20 lat. Mam nadzieję że Laxus mu wybaczy. :( :( Jejku rozdzialik taki smutny troszkę :( ;(
    a przy Gajeelu to aż mi łezka poleciała :( :( Szkoda, że Metallicanie nie udało się uratować Eve :(
    Ale, ale nabijał się wcześniej z Igneela ( swoją drogą scenka z nim i Natsu słodka <3 ) a teraz sam też ma syna. Mam wielką nadzieję, że to właśnie on jest biologicznym ojcem Redfoxa a nie skurwiel, damski bokser ... Grrr.

    z niecierpliwością będę czekać na kolejny rozdział !!! Pozdrawiam :* !!

    OdpowiedzUsuń
  10. Zarąbisty rozdział!!! Ale też smutny... :c Biedny Gajeel i Metalicana... :c
    -Giń, giń, GIŃ!!! *wydziera się dobijając martwego zabójcę żony*
    Co do imienia Natsu, to wymyśliłaś idealne wytłumaczenie. =3 Naprawdę mnie tym zaskoczyłaś (i zaskoczysz nie raz). ^^
    Mam nadzieję, że Igneel i Metalicana nie znikną...
    Przesyłam buziaki i życzę duuuzo weny~! :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny rozdział ;) Mam nadzieję, że Uma i Loki też będą *.* życzę weny Yasha-chan ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. ~Osora Raijishu, każdemu zdarzy się napisać jakiś błąd :D
    ~Animka-chan : O Ur i reszcie z obecnej ekipy FT będzie dużo w następnym rozdziale, wszystko z nimi się wyjaśni :)
    ~Sasha, dobrze że komuś się ten słowniczek przydał xD A magnuma miała Ur, i nazwa broni chyba się odmienia w niektórych przypadkach :D Co do Layli... może zostawie to niewyjaśnione? A może nie? ... :D Za to na Juvie będziesz musiała jeszcze trochę poczekać (na pewno dłużej niż do następnego rozdziału).
    ~Hikari, Kami, mam wyrzuty sumienia przez to że płakałyście T-T. No ale to z drugiej strony chyba znaczy, że udało mi się w miarę dobrze to napisać :P
    ~Ann-chan, to akurat żadna tajemnica więc już wyjaśniam : Metalicana na pewno nie jest ojcem Gajeela, w bodaże wcześniejszym rozdziale była wzmianka, że Metalicana nie miał z Evą kontaktu od jakiś pięciu lat, a Gajeel mam póki co trzy latka ; )
    ~Nyrim, to akurat z tym imieniem Natsu to przyszło nagle - jak chyba większość moich lepszych pomysłów :D Spontan rządzi xD
    ~Anonimowy, postaci z kanonu będzie tu baaaaaaaaaardzo wiele, jednak tych przeze mnie stworzonych z pierwszego bloga raczej nie - tak więc Uma się tu nie pojawi. Myślałam o kimś innym, który byłby wyjątkiem, ale o tym wspomne o wiele później i wtedy na pewno zasięgne po waszą rade :)

    Starałam się odpisać wszystkim, mam nadzieję, że nikogo nie pominęłam :D BARDZO wam dziękuje kochane za wszystkie komentarze :*****

    OdpowiedzUsuń
  13. Któraś z kolei ale ważne że w ogóle komentuję. Yasha-sensei znów przeszłaś samą siebie, jaki krótki rozdział. Naprawdę długi, bogaty w treść, uczucia, akcję. Wszystko czego tylko trzeba zawarte w jednym rozdziale. Postaram się napisać tak długi komentarz jak ostatnio, albo przynajmniej w miarę długi. A więc Fairy Tail przeżywa swój kryzys, ważne że chociaż to dwadzieścia lat, a nie dożywocie. Layla i Jude, w pewnym sensie było to urocze. Piękna kobieta chcąc chronić coś co było dla niej ważne, mimo iż nie mówiła tego nikomu pobiegła po pomoc do przyjaciela, który ją kochał i pomógł. Dzięki temu uczuciu z tej miłości rozkwitł piękny kwiat, a mianowicie rozkwitnie, Lucy. Ur straciła pracę mimo wielkiej chęci pomocy przyjaciołom, ale wierzę że jej życie także się ułoży. Scena kiedy do Igneela przychodzi Metallicana na początku mnie zdziwiła, po co on miałby odwiedzać Ognistego Smoka. Za każdym razem kiedy czerwonowłosy znika z oczu malucha, ten płacze tęskniąc za opiekunem, który zaczyna mu już okazywać uczucia którymi go darzy, w pewnym sensie chłopczyk uznaje go za ojca, a on zaś różowowłosego za swojego syna. Imię Natsu "Znalazłem go w pierwszy dzień lata". Proste, a jednak cudowne, piękna scena i wzruszająca. Natsu doskonale bawi się z "ojcem" i czuje bezpiecznie w jego obecności, tak jak powinno być chociaż kiedy wyrwał mu włosy to było zabawne. Ostatnia scena: Metallicana i zapłakany mały Gajeel. Takich, za przeproszeniem, skurwysynów jak ten który pobił Eve potraktowałabym dokładnie tak samo jak Metallicana, który kochając kobietę zostawił ją mając nadzieję że w nic się nie wpląta, a okazała się to błędem. Kobieta umarła po raz ostatni widząc ukochanego, i mimo ran i bólu wymusiła ten minimalny uśmiech. W takich momentach nawet najtwardszy mężczyzna ma prawo uronić łzy, trzymając w rękach bezwładne i martwe ciało ukochanej zaczął płakać, a czując uścisk przerażonego malca nabrał pewnej otuchy. Wstając zadał ostateczny i zasłużony cios zabójcy, który od samego początku powinien być martwy. No komentarz krótszy niż ostatnio, ale zaciekawiłaś mnie teraz historią Lucy i Graya, jak losy bohaterów się potoczą. Czyli jakby nie patrząc Natsu będzie o rok starszy od Lucy, tak jak powinno być. Przepraszam, że komentuję dopiero teraz ale czasem ciężko znaleźć wolny czas. Cieszę się jednak, że znalazłam chwilę aby przeczytać ten rozdział. Piszesz naprawdę wspaniale, więc życzę dużo weny i czekam na kolejny. Mam nadzieję, że długość komentarza jest odpowiednia, a jeśli za krótki powiedz. Postaram się pisać dłuższe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah kochanie, długość komentarza nie ma absolutnie znaczenia! Cieszę się jednak, że dokładnie napisałaś co Ci się spodobało i jakie miałaś przy czytaniu odczucia - to dla mnie bardzo cenne : ) I muszę Ci przyznać, ty to nawet komentarze piękne piszesz xD Czytając co sądzisz o Metalicanie aż mi w oczach coś zapiekło ( nawet nie wiesz jakiego agresora miała pisząc tamtą scene, bo ja również wprost nie nawidzę takich drani :[ ). Cieszę się ogromnie, że tak Ci się to podoba ^.^ I z czasem doskonale Cię rozumiem, sama mam go niewiele. Dziękuje jednak, że znalazłaś chwilę na przeczytanie moich wypocin i na tak treściwy komentarz :***
      (A z tego yasha-sensei chyba nigdy nie przestanę mieć beki xD)

      Usuń
  14. Po pierwsze: http://kwejk.pl/obrazek/1793079/uzywaj-tylko-w-tragicznych-sytuacjach.html
    Po drugie: Wybacz, że teraz, ale dwoje upierdliwców zabrało mi laptopa na pewien czas i nie było jak czytać i komentować :(
    Po trzecie: Ile można siedzieć za popełnienie morderstwa z premedytacją? *patrz punkt 2)

    A teraz już na serio... Okej, nie na serio. Czy to możliwe by ciało mogło się stopić, bo moje właśnie powoli zyskuje postać cieczy... Czuję się jak Juuuuuuuuvia! Paniczu Gray, ostudź "Juvię" magią~! T_T

    A: Przechodząc do konkretów w mocno zminimalizowanej formie!
    Słońce robi mi kotleta z mózgu ;_;
    A: Nie tych konkretów -_-
    Aha, nio to tak! ^^
    " Ale ten mały do ciebie pasuje, chyba ma tak samo nasrane we łbie jak ty. Dodał widząc poczynania chłopca.
    -Ej, nie obrażaj go! "
    Uwielbiam ten fragment, mogę go wydrukować i obramować? Q_Q Takiego głupiego Igneela to ja jeszcze nie czytałam XD Ale jak to mówią, czym jajko za młodu nasiąknie takie się staje. Już wiem, czemu Natsu to taki debil, skoro Igneel sam się do tego przyznał! XD

    Eh, i jeszcze ta scena z Metalicaną (Nijak, nigdy nie będę umiała o tym imieniu myśleć jakoby należało ono do faceta xD) Aż mi się łezka w oku zakręciła, biedni obaj T_T
    I jeszcze Macarov w więzieniu. Weź, coraz bardziej czuję te klimaty *_*
    Podoba mi się również motyw z Laylą i Jude, ale że wciąż mam wodę w uchu (A: Zakład, że zalała jej mózg? Y: Jaki mózg? o.O M: No dziękuję...? ;_; ) powstrzymam się od pojebanego komentarza, który by na pewno powstał ;)
    I... Niestety muszę już kończy. Delikwent z punktu 2 nr a dobija się do drzwi -_-
    Pozdrawiam ;*
    PS. Rozdział oczywiście był świetny, coraz bardziej mi się tutaj podoba! :D
    PS. 2 Akurat słownik mi się nie przydał, za bardzo kocham mafię i znam to już na pamięć. Efekty wciągnięcia się w KHR robią swoje ^^
    PS. 3 Zmieniłam adres bloga [http://fairy-tail-chronicles.blogspot.com/] i niestety nijak rozdziały się w obserwowanych pojawiają. A jak już są to po miesiącu mi wyskakują, więc nie wiem jak źle jest u innych, jednak z tego co widzę tragicznie xD

    OdpowiedzUsuń
  15. Komentuję dopiero teraz, bo nie miałam czasu. Gomene Yasha-sama! ;-; Ale biorę się za to na porządnie.
    Rozdział sam w sobie…masakra…(w dobrym sensie xD) Płaczę sobie do tej pory.
    Jose to dupek. Jestem taka zła że nagadał na Ur. Ona przecież nie dość że chciała dobrze i wylądowała w szpitalu, to on doprowadził do tego że ją wylano. Dajcie mi tu tego gnoja, jak go dopadnę., to się nie pozbiera! ;-; Właśnie takich gości nienawidzę – doprowadzą kobietę do depresji i całej reszty problemów, problemów one muszą z tym same radzić. A znam takie przypadki. (M:Dajcie mi tych gnoji, pozarzynam jak świnie!!!)
    Ej, Meredis spokój!
    Co tam dalej…
    To z Makarovem… Popłakałam się po raz pierwszy (M:Strasznie jest wrażliwa. Płacze prawie przy wszystkim…)
    Cicho! Ale to przecież było naprawdę… słodkie źle brzmi, rozczulajże rozczulające pewnym sensie. Jak wziął na siebie całą winę, nie bacząc na konsekwencje. I smutne. Bo zostawił małego Laxusa… ;-; Ale dzięki temu ci mogli przynajmniej zacząć wszystko od nowa…
    Lala i Jude… cóż mój pierwszy komentarz to było po przeczytaniu tego kawałka: „wbiegła do kancelarii prawnej swojego przyjaciela” Ja już tam wiem, jakiego przyjaciela! xD No ale trochę mnie zdziwiło to z tym gdy mówili, że jej zależy na gild…przepraszam na gangu (to tak dziwnie brzmi xD) Fairy Tail, a jemu na niej…Jakby jej na nim nie zależało. Przecież to jej PRZYJACIEL! No ale nie czepiajmy się szczegółów, prędzej czy później i tak by się to zmieniło w coś głębszego…
    A gdy przeczytałąm że nie chciał jej na początku pomóc, miałam ochotę wejść do własnej wyobraźni i przemówić chłopakowi do rozumu. Tak porządnie! (M:Jakie my sweet sadystki xD)
    20 lat…Dobrze że tylko tyle (w porównaniu z tym co mógł dostać, rzecz jasna…) Jak wyjdzie, to jeszcze zdąży nacieszyć się wnukiem i całą powiększoną o nowe pokolenie (i zmniejszone pewnie o kila osób ze starego pkolenia, znając życie) rodzinką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lol nie zmieściłam się w jednym komentarzu ;-; Ale co tam, część dalsza xDLaxus pod opieką Gildartsa… An widzi to co chce, a tym czymś jest właśnie Laxana i to już od tak wczesnego dzieciństwa…♥.♥ Yasha-dono, kocham cię za to, że mogę wyobrażać sobie takie słodkie sceny, z małą Laxusem i Caną (małe dzieci dające sobie buziaka są takie słodziutkie…
      Natsu i Igneel…To było wprost najsłodsze coś co czytałam! Sama wiesz jaką mam słabość do dzieci, więc wprost się rozpłynęłam przy tym. Natsu widzę też mały sadysta, biednego tatusia włosów pozbawia…Zupełnie jak mój brat, gdy był młodszy xD (jedyne niesłodkie dziecko jakie poznałam… -.-‘) A to DADA-DADA rozwala system :D jak to czytam nie mogę opanować śmiechu :DD
      No i to na końcu…Ryczałam jak bóbr. Natsu to fajnie skomentowała: Natsu będzie pewnie piromanem po Igneelu, ale kim będzie Gajeel?
      A ja jej na to: Będzie sadystą po Metalicznie i będzie wszystkich bił pistoletem po twarzy. No bo cóż… to jednak było sadystyczne, jak zaczął bić ojca Gajeela. Ale to na końcu jak Eva zmarła… *ucieka do kąta*
      M:An poszła się wypłakać, bo nawet na samo wspomnienie zaczyna płakać. Więc ja dokończę. To sadystyczne było takie WoW *w* *sadistic mode:on* świetne. Arigatou Yasha- sama *składa pokłon* Ale to na końcu…To było takie smutne…;-; powinnaś oznaczać że będą takie smutne sceny, będę mogła wcześniej przygotować An(sobie) chusteczki. Ale jak strzelił na końcu do tego gościa, trochę podniosło mnie na duchu :D
      A:Idź już sobie. Z tym sadystycznym nastawieniem, spokojnie możesz zając się pisaniem nowego akapitu do rozdziału Meredis.
      M:Hai, An-chan~~!
      A: A więc kończąc ten jakże długi komentarz O.O(sama nie wierzę, że byłam zdolna napisać coś takiego) podkreślę, że rozdział był naprawdę świetny! I tak, sprawdzałam spis! Przydaje się, gdy jest się takim nie kumatym człowiekiem jak ja i fajnych rzeczy się dowiedziałam :D I co tam jeszcze chciałam… No tak. Dziękuję ci bardzo, za tą dużą dawkę smutnych scen (kocham płakać, nad czymś, co się nawet nie wydarzyło ;-;), sadystyczności i małych dzieci! Już zdążyłaś się przekonać jak bardzo je ubóstwiam, więc rozdział pokochałam, wiesz sama dlaczego.
      Kończąc, pozdrawiam i życzę dużo, dużo weny. A teraz lecę pisać swój i wspólny z Natsu rozdział ;)
      Do następnego! :D

      Usuń
  16. Cholera... poryczałam się... cholera xDD
    Ten moment...
    Jak ona tak leżała i oni tak nad nią płakali..
    Po prostu tak smutne, że aż piękne :D
    Bo z poczynaniami Igneela to się uśmiałam, prawdziwy tatuś :D

    OdpowiedzUsuń
  17. No i dobrnęłam do kolejnego rozdziału :))
    Domyślałam się, że Ur nie ujdzie na sucho jej występek, ale nie sądziłam, że zostanie zwolniona ze swojego stanowiska. Przyznam, że szkoda, bo chętnie poczytałabym o niej nieco w żywszej akcji. No ale cóż... jeszcze jest masę innych postaci, co nadrobią jej brak. Kobieta nie mając co ze sobą zrobić, wyjechała do rodziny.
    I jednak mafii FT też nie uszło na sucho - wszyscy by zostali schwytani, gdyby nie poświęcenie Makarov'a. Tutaj powiem wprost- to było wzruszające. ^^
    No i Layla poszła prosić Jude o przysługę ... prośba skończyła się nie na słowach, a czynach, ale to poskutkowało i nieugięty mężczyzna, pomógł. Nie wiele, ale 20 lat to lepiej niż dożywocie ... :)))))
    No i każdy ułożył sobie życie. Igneel zajmujący się malutkim Natsu - to takie słodkie <3 Rozmowy między dwoma Smoczkami - Igneelem i Metalicaną chyba nigdy mi się nie znudzą. ^^
    Szkoda mi Metalicany, stracił swoją ukochaną, ale zyskał pociechę w postaci Gajeela. A chwilę przed tym wyśmiewał się, z Ognistego Smoka, że przygarnął dziecko. :))
    Rozdział także przypadł mi do gustu. Dobra, lecę dalej.

    OdpowiedzUsuń
  18. Cóż, nie będę ukrywał, że przy końcówce nawet ja uroniłem łzę. *frosch mazgaj*
    W tym rozdziale pokazałaś czym jest Fairy Tail. Wspierającą się rodziną, która nie ważne, czy jest mafią, czy gildią magów zawsze stanie w obronie towarzysza. Gdy złamiesz komuś z ich rodziny paznokieć, oni złamią ci palec.
    Metalicana walczący o życie ukochanej, Layla desperacko próbująca szukać pomocy w wyciąganiu Makarova z więzienia, odważna postawa szefa mafii oraz Igneel troskliwy tatuś. Masz naprawdę bardzo dobre pomysły.
    Fro pozdrawia! :)

    OdpowiedzUsuń

Wasze komentarze cieszą mnie jak mało kogo, jednak nie zaklepujcie miejsc. To nie ważne, kto jest pierwszy, kto ostatni. Takie wpisy zostaną usunięte.
Wszelkie pytania kierujcie do spamownika.
A jak przeczytałeś rozdział, to pozostaw po sobie ślad.
Jesteś anonimem? Podpisz się jakoś.

Całusy dla was śle z góry wdzięczna Yasha ^.^