4 cze 2014

Rozdział 27 "Skrzypaczka"

Ktoś zapukał w boczną szybę samochodu, rozpraszając Graya z zadumy. Przekonany, że ma kolejnego klienta bezmyślnie otworzył drzwi, lecz po chwili znalazł się na ziemi. Nim zdał sobie z tego sprawę, poczuł jak podeszwa czarnego mokasyna boleśnie wgniata się mu w policzek.
-W końcu cię dorwałem! 
Fullbuster dostrzegł nad sobą mafiozę o fioletowych włosach, który zaledwie kilka dni temu próbował uprowadzić ciężarówkę ze skradzionymi dokumentami Judego Heartfilla. Tuż za nim stało kilku innych mężczyzn w brązowych płaszczach. Każdy z nich trzymał w dłoniach kij baseballowy lub metalowy pręt. Widząc to, oraz ich szpetne uśmiechy, wiedział, że nie skończy się to dla niego dobrze.

27 lutego 1940 r.
Pięcioletni chłopiec gnał przed siebie, najszybciej jak potrafił. Ciężko dyszał, wypuszczając z ust jasne opary. Rozglądał się przestraszony, szukając przyjaciela. Co im też strzeliło do głowy, by właśnie dziś udać się do centrum miasta! Dlaczego nie posłuchali Hildy! A jeśli Natsu został już dorwany przez niemieckich żołnierzy? Jeśli leży gdzieś w rowie, postrzelony, martwy...
Gray zacisnął mocno powieki, próbując wybić to sobie z głowy. Nie mógł tak myśleć! Znajdzie przyjaciela, całego i zdrowego, a wtedy razem wrócą do domu!
"O ile sam w tym czasie nie zginę..." - pomyślał zlękniony Fullbuster, a o takie czarne scenariusze nie było trudno. Nie wtedy, gdy z każdej strony słychać było krzyki oraz serię strzałów padających z karabinów żołnierzy, a nad głową raz po raz przelatywały śmigłowce. Tłum kobiet wraz z dziećmi uciekał w popłochu, chowając się po przeróżnych kątach i opuszczonych budynkach, zaś grupy partyzanckie oraz siły zbrojne Fiore dzielnie walczyły z najezdnymi, którzy szturmowali centralną część miasta.
-FEUER!
Po wrzasku niemieckiego żołnierza, który przedarł się przez panujący wokół harmider, chłopiec nagle usłyszał donośny huk. Dzięki temu zatrzymał się, nieświadomie ratując własne życie. Nie wiedział co się z nim dzieje, gdy w przeciągu sekundy poczuł falę gorącego ciepła, która nieco odepchnęła go do tyłu. Leżąc na śniegu jęknął cicho, po czym powoli otworzył oczy. Miał zawroty głowy, a w uszach mu dźwięczało. Dopiero po chwili, powoli odzyskiwał słuch. Budynek, przy którym przed chwilą przechodził zawalał się, a na główną ulicę wjechał niemiecki czołg, z lufą skierowaną właśnie w stronę zniszczonej kamienicy.
Oszołomiony wybuchem uciekł do najbliższego zaułka, lecz zobaczył tam coś, co zupełnie go zdezorientowało. Dwóch niemieckich żołnierzy szarpało małą dziewczynkę, ciągnęli ją za ręce i włosy nie zważając na jej płacz. Dziewczynka wyrywała się, bezowocnie próbując sięgnąć coś na ziemi. Wtedy Gray, który zdążył w porę schować się za kubłem na śmieci, dostrzegł leżące na śniegu złamane w pół skrzypce.
-Puśćcie mnie! Wrzasnęła dziewczynka złamanym głosem i ze złością ugryzła jednego z żołnierzy w rękę.
-Halt die Klappe, bursche! Wrzasnął zaatakowany Niemiec. Szybko sięgnął z ziemi po leżący obok zdewastowanych skrzypiec smyczek, i uderzył nimi dziewczynkę w twarz. Dziecko momentalnie zamilkło i uspokoiło się. Na jej policzku pojawił się czerwony pręg, a z cienkiego rozcięcia zaczęła przedostawać się krew.
Gray nie mógł dłużej przyglądać się temu z ukrycia. Nie był w stanie uciec. To co zobaczył, zupełnie wytrąciło go z równowagi. Po cichu sięgnął do śmietnika, za którym się chował i zaczął rzucać w żołnierzy wszystkim, co wpadło mu w rękę.
-Ej, gamonie! Tutaj jestem! Wrzasnął w chwili, gdy trafił ugryzionego żołnierza skórką od banana w tył głowy. Niemcy odwrócili się powoli, ze srogimi, paskudnymi minami. Fullbuster nie okazywał jednak strachu. Wystawił im język, po czym odwrócił się do nich plecami i prowokująco poklepał się po pośladkach.
-Du Schuft!!! Ryknęli żołnierze i puścili się w pogoń za chłopakiem, który w ostatniej chwili wybiegł z zaułka. Dziewczynka została w nim zupełnie sama, nie do końca rozumiejąc co się właśnie stało. Ten dziwny chłopiec ją uratował? Nie mogła w to uwierzyć...
Onieśmielona, po woli nachyliła się po zniszczony instrument. Ze smutkiem wpatrywała się w niego, gdy nagle poczuła mocniejsze szarpnięcie w nadgarstku. Skrzypce wypadły z jej rąk, lecz nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. A wszystko to przez poirytowanego, niemieckiego żołnierza, którego przed sobą zobaczyła.
...
Strzały, krzyki, przelatujące nad budynkami śmigłowce - koszmar na Magnolskich ulicach wciąż trwał, lecz Gray przeciskający się pomiędzy wąskimi, bocznymi uliczkami już nie zwracał na to uwagi. Biegł śmiejąc się, już nie odczuwał strachu. Goniący go żołnierz deptał mu po piętach, a w następnym zaułku dopadł go i przewrócił na ziemię. Lecz nawet wtedy Fullbuster uśmiechał się szeroko. Był to jednak pusty wyraz.
-Przepraszam, Natsu...
Już w chwili, gdy zdecydował się pomóc obcej dziewczynce, liczył się z konsekwencjami tego czynu. Liczył się z utratą własnego życia...  Że też właśnie teraz wzięło się mu na heroiczne wyczyny! Ale przynajmniej kogoś ocalił. Czuł się z tym dobrze. Być może to klimat wojny, która męczyła każdego sprawił, że odważył się na tak bohaterską postawę?
Żołnierz kopał leżącego chłopca, wyzywając go głośno w obcym dla francuza języku. Zresztą, nawet gdyby znał niemiecki, nie chciałby go słuchać. 
Czuł, że jego twarz zaczyna puchnąć, jak żołądek zalewa się nieprzyjemną falą ciepła, jednak chłodny i mokry śnieg na którym leżał, umilał chłopcu ostatnie, bolesne chwile...

Teraz czuł się tak samo. Z początku przeszywał go niewyobrażalny ból, ale gdy coś mokrego okryło jego ciało, przestał się tym przejmować. Uchylił lekko powieki, ślepo wpatrując się w kilka par czarnych mokasynów. Przez uderzenia kołysał się lekko na boki, w przód i tył. Było mu wszystko jedno, odłączył umysł od katowanego ciała, starając się nie myśleć o tym co się właśnie dzieje. Zastanawiało go tylko jedno - dlaczego ten mokry śnieg, na którym leży jest ciepły, lepki i czerwony?

-Lass ihm, Hanz!
Gray nie spodziewał się tego, lecz żołnierz zadając ostatniego kopniaka, naprawdę go zostawił. Nie dowierzając, z trudem uniósł głowę i zamazanym wzrokiem spojrzał tępo przed siebie. Biały śnieg bił po oczach, jednak z ledwością dostrzegł zarys drugiego niemieckiego żołnierza. Trzymał po pachą małą dziewczynkę.
-Nie... Jęknął cicho, zaciskając zęby ze złości, gdy wraz z odzyskaniem wzroku dostrzegł płaczącą dziewczynkę. Tą samą, którą chciał ochronić. Nie beczała jak bachor. Po prostu wylewała potok łez, patrząc na niego smutnymi oczami. Jakby współczuła mu, z przekonaniem, że nie ma dla niego ratunku.
-Nie...  Powtórzył, lecz przed sobą nie miał już nikogo. Dziewczynka zniknęła wraz z żołnierzami, udając się na prawo od zaułka, w którym pozostawili Graya na pastwę losu.
Chłopak po chwili wstał, z ciężkim oddechem i na drżących nogach. Splunął przed siebie, pozbywając się dwóch mlecznych zębów, ale gdy zaciskał palce u rąk i kucał, prócz piekącego i rwącego bólu nic mu nie dolegało. Jednak całe kości nie poprawiły mu humoru. Był wściekły. Bo nie na marne dał się potraktować jak zbity pies, by tak to się teraz skończyło. Przed oczami wciąż miał zapłakaną dziewczynkę, która samym spojrzeniem nie dawała mu najmniejszych szans.
-Nie powinnaś patrzeć na mnie, jak na przegranego... Warknął wrogo i z zawziętą miną wyjrzał na główną ulicę. Okolica wyglądała na bezpieczną, więc wybiegł z zaułka za żołnierzami i uprowadzoną dziewczynką, nie zważając na doskwierający mu ból.
...
Dotarł niemal do głównego mostu Willow, łączącego centralną Magnolię z południową częścią miasta. Przebiegł już szmat drogi, więc powoli zaczął tracić nadzieję. Nagle jednak, dostrzegł kilka samochodów dostawczych, a przy nich kilkunastu żołnierzy, między innymi wcześniej napotkanych dwóch Niemców.
Doskonale wiedział co to oznacza. W przewozowych autach znajdowali się ludzie, których wywiozą za miasto do obozów. Albo co gorsza do lasu, gdzie zostaną rozstrzelani i pochowani bezimiennie pod sosnami.
-Wojna jest okrutna... Stwierdził ze strachem przełykając ślinę, lecz po chwili zaczął się skradać do pojazdów. Skoro zaszedł tak daleko, nie wycofa się. Tym bardziej, gdy wreszcie znalazł uprowadzoną dziewczynkę. Bo jeśli byli tu ci żołnierze, musiała tu być i ona.
Jego serce waliło jak młot, z przerażenia aż cały się trząsł, a jego oddech stawał się ciężki. I choć w końcu udało mu się niepostrzeżenie przedostać przed tyły ciężarówek, strach coraz bardziej go paraliżował. Miał świadomość, że igra z losem, wróg mógł go przyłapać w każdej chwili.
Drżącymi dłońmi odbezpieczył zatrzask na drzwiach pierwszej z trzech furgonetek i powoli je otworzył. Tak jak przypuszczał, w środku samochodu siedziało kilkunastu, jak nie kilkudziesięciu ściśniętych ze sobą partyzantów, którzy ze zdziwieniem wpatrywali się w oniemiałego pięciolatka.
-Was ist los?!
Słysząc ostry głos niemieckiego żołnierza, Gray zamarł w bezruchu. "To koniec" - pomyślał. Zaraz go dorwą, a wtedy zabiorą go z resztą pojmanych ludzi do obozu, albo rozstrzelają na miejscu. Tak czy inaczej, już nigdy nie pobije się z Natsu, nigdy nie skosztuje pysznego rosołu Hildy, nie odwiedzi grobu Ur, i już nigdy, nigdy-przenigdy nie odwiedzi swojej prawdziwej ojczyzny...
-DORWAĆ TYCH CHOLERNYCH SZWABÓW! NIE DAMY SIĘ!!!
Zamknięci dotąd Fiorianie wyskoczyli z furgonetki omijając chłopca, który przed sekundą nie posiadał w sobie ani krzty nadziei. Niektórzy ruszyli otworzyć pozostałe furgonetki, inni od razu rzucili się na zszokowanych Niemców.
-Dzięki młody za ratunek, ale teraz uciekaj! Zawołał ktoś z tłumu, co ocknęło Fullbustera. Rozglądał się nerwowo na wszystkie strony, ale nigdzie nie mógł znaleźć poszukiwanej dziewczynki. Dopiero, gdy zajrzał do kolejnego samochodu dostawczego, zauważył skulone w kącie dziecko.
-Co ty wyprawiasz, rusz się! Zawołał chłopiec, jednak dziewczynka była zbyt przerażona. Musiał więc wyciągnąć ją siłą. Wskoczył do pojazdu i pociągnął ją ze sobą.
-Uciekajmy! Pokrzepił ją do działania, lecz wyjście z samochodu zagrodził im żołnierz, którego ówcześnie Juvia ugryzła w rękę. Dziewczynka schowała się za swoim obrońcą, jednak sam Gray zwątpił, widząc wymierzoną w niego lufę karabinu.
-Zostaw te biedne dzieci, draniu!
Niespodziewanie trójka dorosłych mężczyzn rzuciła się na żołnierza, umożliwiając im ucieczkę. Skorzystali z tej okazji od razu, gdy tylko Niemiec został obalony przez pojmanych partyzantów. Wciąż trzymając dziewczynkę za rękę, Gray wyskoczył z ciężarówki i wbiegł na most, zostawiając walczących w tyle. Nagle usłyszeli strzały.
-Nie odwracaj się! Wrzasnął na uratowaną dziewczynkę, gdy chciała się odwrócić do tyłu. Na szczęście posłuchała go, oszczędzając sobie przykrego widoku. Partyzanci, nawet pomimo przewyższającej liczebności byli bezbronni wobec uzbrojonych żołnierzy. Na pewno w tym momencie Fiorianie upadają na śnieg, który szybko wsiąknie w siebie krew z ich rozstrzelonych ciał. Być może byli tego świadomi, a być może liczyli na łut szczęścia. Nie ważne jednak, czy była to lekkomyślna decyzja, czy woleli zginąć w nieuczciwej walce, niż w obozie. On i dziewczynka przeżyli. Tylko wyłącznie dzięki tym dzielnym ludziom.
-Graaaay!
Słysząc znajomy głos, aż serce stanęło mu w miejscu.
-Natsu?! Nie wierząc swoim zmysłom odwrócił się, a dziewczynka postąpiła tam samo. Nie zdążyła jednak niczego zobaczyć, ponieważ ciemnowłosy chłopiec skierował ją twarzą do siebie i mocno wtulił do swojej piersiowej klatki. Samemu z bólem serca wpatrywał się w rzeź, która rozgrywała się tuż przy nich. Z emocji mocniej zdusił plecy nowej koleżanki. Jego przyjaciel, Natsu Dragneel biegł w ich stronę tak szybko, że potykał się o własne nogi, lecz za różowowłosym, partyzanci walczący do ostatniego tchnienia padali jeden po drugim.
-HALT!!! Jeden z żołnierzy dostrzegł uciekające przez most dzieci i pobiegł za nimi. Kiedy Natsu usłyszał za sobą kroki na drewnianej dykcie, sprężył wszystkie swoje mięśnie i wypinając pierś do przodu jeszcze bardziej przyspieszył. Dobiegając do Graya wyciągnął ku niemu rękę, a z chwilą gdy go minął nie zatrzymał się, lecz pociągnął ze sobą zarówno przyjaciela, jak i obcą dziewczynkę.
Tymczasem rozzłoszczony żołnierz przystanął i wycelował karabinem w dziewczynkę, która wreszcie odważyła się odwrócić za siebie. Z przerażeniem widziała, jak Niemiec sięga palcem na spust, lecz niespodziewanie samemu upadł postrzelony na ziemię. Postrzelił go niebieskowłosy mężczyzna, który ze złością spojrzał na martwego żołnierza, leżącego pod jego stopami z pogardą. Następnie przekierował swój wzrok na dziewczynkę i uśmiechnął się do niej ciepło.
-Tato... Szepnęła, próbując się wyrwach chłopakowi.
-Uspokój się, chcesz żeby cię dorwali?! Skarcił ją Gray, lecz ona nie dawała za wygraną.
-Puść tą przybłędę! W ogóle skąd ty ją wytrzasnąłeś?! Warknął Natsu, wciąż przebierając nogami najszybciej jak potrafił.
-Zamknij się i biegnij, później ci wyjaśnię! Odpyskował Fullbuster, zaciskając mocniej dłoń na nadgarstku dziewczynki, która bezustannie wypatrywała oddalającego się mężczyznę.
-Nie mogę... go zostawić... Jęknęła zrozpaczona i wyszarpnęła się Grayowi. Przebiegła jednak niecały metr w przeciwną stronę, a mężczyzna do którego uciekała został postrzelony kilkukrotnie w klatkę piersiową i brzuch. Z szeroko otwartymi oczami wgapiała się, jak jego jasnozielona, nieco ubrudzona koszula staje się szkarłatna. Nawet wtedy, mimo że jeszcze w tej chwili cierpiał, nie przestawał się do niej uśmiechać.
-No chodź!!! Ryknął zdenerwowany już Gray i siłą pociągnął ją ze sobą. Płakała, jęczała, wyrywała się, ale nic go to nie obchodziło. Po tym wszystkim nie mógł pozwolić, by zginęła w tak głupi sposób.
-Tato... Powtórzyła cicho, ale ciemnowłosy chłopak zdołał dosłyszeć jej słowa. Nie przestając biec, również odwrócił się za siebie. Ciało niebieskowłosego mężczyzny otaczało kilkoro żołnierzy. Tak jak pozostali partyzanci, leżeli bezwładnie.Wszyscy byli już martwi.
-Tatusiu... Dziewczynka wypowiedziała już głośniej, co zwróciło również uwagę Natsu. W końcu i Dragneel obejrzał się za siebie, po czym spojrzał na dłonie swojego przyjaciela, który puścił nadgarstek dziewczynki by mógł spleść swoje palce w jej dłoń.
Docierając na drugi koniec mostu spotkali stacjonujących tam żołnierzy Fiore.
-Ej, dzieciaki! Co wy robicie, tu jest niebezpiecznie! Wydarł się jeden z nich, zgolony na jeża i z nieprzyjemnym wyrazem twarzy. -Lada moment pojawią się tu Niemcy, więc jazda stąd!
Dzieci przystanęły obok nich. Słysząc ostatnie słowa żołnierza, zamarli.
-Czekaj. Drugi z wojskowych, z miłym, aczkolwiek i smutnym uśmiechem przyłożył dłoń do ramienia kompana, a następnie zwrócił się do Natsu i Graya. -Widzieliście może dostawcze samochody po drugiej stronie? Dostaliśmy cynk, że wróg będzie chciał tędy przetransportować kilku naszych partyzantów...
-NIE MÓW IM TAKICH RZECZY, KRETYNIE! Wydarł się mężczyzna w krótkiej fryzurze. -A jeśli to jacyś szpiedzy?
Również i drugiemu żołnierzowi zaczęło brakować cierpliwości.
-Te maluchy?! Chyba cię już do reszty pojebało!!!
Gdy mężczyźni zaczęli się wykłócać, Gray powoli puścił dłoń dziewczynki. Był bliski płaczu.
-Ja... To wszystko moja wina... Chciałem ich tylko uratować... a przeze mnie zginęli...
Dwójka żołnierzy zamilkła i z zaskoczeniem spojrzeli na Fullbustera.
-O czym ty mówisz?
-Wszyscy nie żyją. Odrzekł za niego Natsu, z grobową miną. -Zostali rozstrzelani przed samym mostem.
Nie tylko dwójka wojskowych stojąca przy moście zamilkła. Nawet żołnierze przechodzący obok, gdy usłyszeli co mówi Dragneel, stanęli jak wryci nie wierząc na własne uszy.
-Nasza trójka to jedyni ocaleni z tej...
-Trójka? Jeden z wojskowych wtrącił się w zdanie Natsu. -Ah faktycznie, była z wami jeszcze ta dziewczynka! Gdzie ona jest?
Gray i Natsu rozejrzeli się wokół nerwowo. Stali na moście zupełnie sami. Dziewczynka którą uratowali zniknęła bez śladu.

3 marca 1940 r.
Tamtego dnia, żołnierze po kilku godzinach odwieźli ich bezpiecznie do północnej części Magnolii, w której mieszkali. Obiecali również, że dziewczynka, jeśli jest w południowej części miasta, a nigdzie indziej być nie mogła, z pewnością jest bezpieczna. Stacjonowało tam wiele oddziałów sił zbrojnych Fiore, ponadto mieszkali tam bogaci ludzie. Sądząc po zniszczonych skrzypcach, które zapewne należały do tej dziewczynki, Gray śmiał sądzić, że właśnie tam ona mieszka. Musiała pochodzić z lepszej rodziny. Choć teraz pewnie pozostała jej jedynie matka...
Przez ostatnie wydarzenie, Hilda kategorycznie zabroniła chłopcom wychodzić z domu. Gdy tylko próbowali się wymknąć, opiekująca się nimi sąsiadka wybiegała na klatkę schodową i miotłą z powrotem zaganiała ich do mieszkania. W tym przypadku, jedyne co im zostało to balkon, na którym Gray tęskno wypatrywał odległej części miasta. Południowej części. Był przekonany, że poznana kilka dni temu dziewczynka jest tam bezpieczna. Mimo, iż tamte wspomnienia napawały go smutkiem, często zastanawiał się czy poradziła sobie ze stratą ojca, czy dotarła do domu, do matki. 
Choć to co przeszli tamtego dnia było okropnym przeżyciem, gdy tylko o niej rozmyślał na jego ustach pojawiał się niewielki uśmieszek, a policzki przybierały lekko różowy odcień. Zamykając oczy próbował sobie wyobrazić uśmiech na jej bladziutkiej twarzy, przyozdobionej ciemnoniebieskimi, długimi włosami i oczami o głębokim spojrzeniu w kolorze wzburzonego morza.
-Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś cię spotkam... Pomyślał na głos i otworzył oczy, by spojrzeć w niebo rozchodzące się nad południową częścią Magnolii. I wtedy jego spokój prysnął jak mydlana bańka, a wcześniej nieco przymrużone oczy otworzyły się nienaturalnie szeroko. Malutkimi z przerażenia źrenicami, bacznie obserwował bombowce przelatujące w tamtych okolicach.
"Na pewno te samoloty przelecą dalej" , "Miała być tam bezpieczna" - łudził się, lecz z chwilą gdy wyłapał na bezchmurnym niebie kilka czarnych, spadających punktów stracił wszelką nadzieję. Słysząc odległe wybuchy i widząc niewielkie z takiej odległości jaśniejące miejsca, mocniej chwycił się poręczy. W całym mieście rozbrzmiały syreny alarmowe, które sparaliżowały wszystkich mieszkańców Magnolii. Ludzie będący w mieszkaniach zaczęli wychodzić na balkony, a przechodnie raptownie zatrzymywali się na ulicy. Prócz dźwięku syren nikt nie odzywał się słowem, każdy z lękiem wpatrywał się w bombardowaną część miasta modląc się, by bombowce nie dotarły i do nich. Gdyby nie huki roznoszące się echem na kilkadziesiąt kilometrów i rozbłyski spowodowane upadkiem bomb, można było pomyśleć, że świat stanął na moment w miejscu.
Ilu ludzi zginęło przez ten atak? Aż strach było pomyśleć o stracie tych wszystkich ludzi, jak i o stracie wojsk, które w głównej mierze tam stacjonowały.
-Powiedz, że jej tam nie było... Wyszeptał Gray, a Natsu który chwilę temu wybiegł na balkon spojrzał na niego z żalem. Nie był w stanie nic powiedzieć, jednak to było oczywiste. Choćby nie wiadomo jak tego pragnął, już nigdy nie ujrzy tej dziewczynki.


- - - - - - - - - - 

9 kwietnia 1951 r
Jak na tą porę roku było wyjątkowo ciepło. Dzięki słońcu na bezchmurnym niebie temperatura sięgała dwudziestu pięciu stopni. Przyjemnie orzeźwiający wiatr lekko kołysał falami oceanu, w który wpatrywał się ze znudzeniem.
-Nie masz co robić? Pomóż mi wreszcie! Wołanie Natsu wychodzącego z magazynu wyrwało go z zadumy. Odwracając się w stronę przyjaciela, dostrzegł jak taszczy ze sobą trzy drewniane skrzynki.
-Tylko ostrożnie! Upomniał Dragneel, ostrożnie wkładając załadunek do bagażnika czarnego, skradzionego tydzień temu Chevroleta Suburban*(1). -Wiesz, co masz przy sobie.
-Jasne. Mruknął Gray, zatrzaskując bagażnik z hukiem.
-Mówiłem ostrożnie, żabojadzie!!! Przestraszył się Natsu, lecz widząc obojętność Fullbustera dał za wygraną. -Mówiłem Lyonowi, że będziesz z tym za niecałą godzinę, więc zdążysz ze spokojem.
Ciemnowłosy, siedząc już za kierownicą odmachnął mu ręką i wyjechał z pomiędzy magazynów mieszczących się w Horbor Gateway na główną ulicę.
-Cholerny pozer. A mówiłem mu, żeby się nie spieszył... Mruknął rozdrażniony Dragneel, gdy silnik Chevrotela zaryczał głośniej, a sam samochód gwałtownie przyspieszył.
...
Jechał zaledwie z 70km/h, gdy usłyszał za sobą sygnał policyjnego koguta.
-No chyba jaja sobie robią, ledwo przekroczyłem prędkość! Syknął wściekły i zamiast zatrzymać się, przyspieszył. Do pełnoletności brakował mu kilku dobrych miesięcy, nie posiadał prawa jazdy, a w bagażniku wiózł ze sobą materiały pirotechniczne. Mandat za przekroczenie prędkości był teraz jego najmniejszym zmartwieniem. Policjanci byli jednak nieugięci i natychmiast ruszyli za nim w pościg. Gray, gdy tylko zobaczył doganiający go radiowóz, mocno przydusił pedał gazu przez co nieco wbiło go w siedzenie. Na desce rozdzielczej niemal w kilkadziesiąt sekund licznik wskazywał ponad setkę na godzinę.
Na szczęście było już po godzinach popołudniowego szczytu, więc ulice były dość puste. Jak na taką prędkość zwinnie omijał nieliczne samochody, za to policjantom nie szło z tym tak dobrze jak jemu.
Był przekonany, że zdoła uciec i na czas dojechać do China Town. Dumny ze swoich zdolności kierowcy, wyjął ze spodni zgniecioną paczkę Pall Malli i odpalił papierosa, ani odrobinę nie zwalniając. Nagle kątem oka dostrzegł na chodniku dziewczynę o niebieskich, lekko falowanych włosach. Ubrana z błękitną sukienkę, grała na skrzypcach z zamkniętymi oczami. Choć zwrócił na nią uwagę zaledwie na sekundę, zdołał ujrzeć moment, w którym uchyliła powieki. Jej duże, niebieskie oczy wpatrywały się wprost na jego pędzącego Chevroleta.
-Nie wierzę... Szepnął oszołomiony, nie zauważając chłopca, który wbiegł na ulice za swoją piłką.
-Synku!!!
Słysząc kobiecy krzyk, ponownie spojrzał przed siebie. Zobaczył dziecko, które mógł lada moment potrącić.
-Kurwa! Odruchowo przycisnął hamulec i obrócił mocno kierownicą. Dzięki temu ominął chłopca o marne centymetry, jednak samemu wpadł w poślizg, którego nie był w stanie kontrolować. Zupełnie stracił panowanie nad pojazdem i nim się spostrzegł, dachował na samym środku jezdni. Gdy wszystko się uspokoiło, odważył się otworzyć oczy. Zalewało je coś ciepłego.
"Musiałem uderzyć czołem w kierownicę" - pomyślał, próbując ocenić gdzie jest góra, a gdzie dół. W głowie mu huczało, przez co jeszcze bardziej był ogłupiały. Z nerwów odczuł niepohamowaną chęć na papierosa. Chciał się zaciągnąć, gdy nagle zdał sobie sprawę, że zapalony papieros nie znajduje się w jego ustach. Nie przypuszczał jednak, że żarzący się niedopałek przeleciał na drugi koniec samochodu, tuż obok bagażnika.
Nagle usłyszał pukanie do drzwiczek samochodu. Ktoś za nie szarpał, wołał go, lecz nawet nie rozumiał tych słów. Słabł z każdą chwilą, tracił przytomność. Poczuł za sobą ciepło i woń palonej skóry, szybko pojął że to tapicerka na tylnych miejscach zajęła się ogniem. Lecz w takim stanie nic nie mógł zrobić. Nawet, gdy boczna szyba niespodziewanie rozbiła się w drobny mak, nie ruszył nawet palcem. Nie potrafił. Po chwili poczuł szarpnięcie pod pachami i w mgnieniu oka znalazł się poza Chevroletem. Gdy ktoś przeciągał go na drugą stronę ulicy, słyszał krzyki i widział biegających wokół ludzi. Wszystko jakby spowijała go gęsta mgła.
-Nic ci nie jest? Ej, ocknij się!
Przechodniom udało się zgasić ogień w samochodzie. A gdyby im się to nie udało i cały ładunek wybuchł tuż przy nich? Chyba zupełnie mu odbiło!
-Nie zamykaj oczu!
Z ledwością obracając głowę na równi z resztą ciała, zerknął na klęczącą obok niego dziewczynę. Niebieskie, długie włosy otaczały jej bladą z przerażenie twarz i szeroko otwarte oczy. Nie mógł się opanować, jego usta same wygięły się delikatnie do góry, a powieki opadły na dół, ponieważ...
-Otwieraj te gały do cholery!
...ponieważ nie posiadał się ze szczęścia, widząc przed sobą właśnie ją. Tą małą dziewczynkę, którą tak pragnął jeszcze kiedyś ujrzeć...

Ponoć przed śmiercią, człowiek jest w stanie zobaczyć całe swoje życie. Lecz on widział tylko Juvię. Jej drżące, zakrwawione ręce nie wiedziały co robić, a łzy z jej oczu skapywały na niego jedna po drugiej. Tracił przytomność i siły, jednak cieszył się, że teraz widzi właśnie ją.

18 kwietnia 1951 r
-No kurwa mać! Mówiłem, żebyś jechał ostrożnie?!
Gray wychodząc ze szpitala utykał na jedną nogę. Nie mając nic na swoje usprawiedliwienie, niezręcznie uśmiechnął się do Natsu.
-I czego się tak cieszysz pacanie, mogłeś zginąć...
-Ale żyje. I przestań się wymądrzać, lepiej mi powiedz co z towarem?
-Wszystko załatwiłem. Lyon już dostał co chciał. Wyjaśnił Dragneel. -Gdyby nie to, nie miałbym kasy by zapłacić za ciebie kaucje. Inaczej, ze szpitalnej sali trafiłbyś od razu do sali w poprawczaku! Miałeś szczęście, że policja ma teraz co innego na głowie...
-Znowu coś z mafią?
-Na to wygląda. Różowowłosy odpalił papierosa. -Wracamy do domu?
-Idź sam, chciałbym gdzieś jeszcze pójść...
-W takim stanie?! Zdenerwował się Natsu. -A z resztą, rób co chcesz. Nie jestem twoją nianią. Warknął, po czym poszedł w swoją stronę. Gray przystanął na moment, wpatrując się w oddalającego się przyjaciela. Może i był skończonym kretynem, ale drugiego takiego już nie znajdzie.
...
Po jego wypadku na ulicy nie było nawet śladu. Co gorsza, nie było również śladu po dziewczynie ze skrzypcami. Rozglądał się, czekał, ale wszystko okazało się daremnym wysiłkiem.
"Może mi się przewidziało? Może to nie była ona" - rozmyślał strapiony, gdy jego uwagę przykuł znajdujący się nieopodal sklep muzyczny. "Jeśli tam się niczego nie dowiem, to się poddaje!".
W sklepie roznosił się specyficzny zapach jakiegoś środku czystości i drewna. Lokal zagracony był przeróżnymi instrumentami : bębnami, gitarami, perkusjami, skrzypcami, nawet mieli tu na sprzedaż pianino.
-W czymś mogę pomóc? Za ladą stał niski, nieco zgarbiony staruszek przy kości. Jego liche, siwe włosy ledwo trzymały się na lśniącej głowie.
-Szukam pewnej dziewczyny. Kilka dni temu widziałem ją na tej ulicy. Gray wskazał w stronę drzwi, na drugą stronę chodnika. -Miała niebieskie włosy i grała na skrzypcach...
-Chodzi ci o Juvię! Zaśmiał się właściciel sklepu i wyszedł zza lady, by bliżej przyjrzeć się chłopakowi. -Niestety nie wiem gdzie teraz jest. Ostatnio wydarzył się nieciekawy wypadek, jakiś kretyn pędził przez ulicę i dachował. Jakby mało tego było, samochód zaczął się palić, a facet był nieprzytomny. Gdyby nie Juvia, pewnie by tego nie przeżył... Westchnął starzec.
-Dlaczego, gdyby nie ona?
-Rozbiła swoimi skrzypcami boczną szybę samochodu, żeby mogła wyciągnąć tego osła zanim zdążyłby się zwęglić. Niestety, przez do doszczętnie zniszczyła swoje skrzypce i od tamtego dnia więcej jej tu nie widziałem. Szkoda mi jej... Z tego co słyszałem, to nie ma rodziców i utrzymuje się jedynie z gry na ulicy po szklonych lekcjach. Aż strach pomyśleć co z nią teraz będzie...
Gray już dawno nie czuł się tak podle. To wszystko była jego wina. To przez jego głupotę... Z wyrzutów sumienia zakuło go w klatce piersiowej.
-Przepraszam! Zawołał nagle. -Po ile są takie skrzypce, na których grała Luvia?
-Juvia. Poprawił go sprzedawca, po czym wskazał ręką na cenę przyczepioną do jednego z instrumentów. Widząc trzy zera z przodu, Fullbuster omal nie dostał zawału.
-Drogo pan sobie liczy!
-Chłopcze... Dlaczego pytasz o to wszystko?
Młodzieniec zamilkł, unikając świdrującego wzroku starca. Nie miał pojęcia co odpowiedzieć.
-Jeśli chcesz jej kupić te skrzypce, powiem ci gdzie ją możesz znaleźć.
-Naprawdę?! Krzyknął Gray, który sam zdziwił się przez swój entuzjazm. Nieco go chyba poniosło...
-Tak, tak... Ale musisz kupić te skrzypce! Upomniał do właściciel sklepu, nieco rozbawiony jego zachowaniem.
-Oczywiście! Zarzekł się francuz.
-To w takim razie przyjdź tu z pieniędzmi w najbliższy piątek przed siedemnastą. Wtedy wszystko ci powiem.
Nie miał zbyt wiele czasu na uzbieranie całej kwoty, zaledwie trzy dni. Nie zamartwiał się jednak na zapas, czuł jedynie rosnącą w nim ekscytację i radość.

Trzy dni później.
Tak jak przypuszczał, do póki nie powiedział Natsu na co potrzebuje pieniądze, przyjaciel nie robił mu żadnych problemów. Wręcz przeciwnie, z przyjemnością pomógł mu ukraść kolejny samochód, który rozebrali na części i sprzedali za kilka tysięcy klejnotów.
Wybiła punt siedemnasta, gdy Gray wszedł na właściwą ulicę, jednak zamiast udać się natychmiast do muzycznego sklepu, stanął jak wryty. Juvia stała na przeciwnej stronie, wyglądała jakby zamknęła się w swoim świecie. Co ważniejsze, swój podbródek opierała na skrzypcach, z których wydobywała się cudowna muzyka, umilająca przechodniom drogę w bliżej nieokreślone miejsca.
Ucieszył się na ten widok, jednak nic z tego nie rozumiał. Zaskoczony udał się szybszym krokiem do muzycznego sklepu, w którym sprzedawca już na niego czekał.
-Ślicznie gra ta nasza Juvia, nie sądzisz?
-Ale... Jak... Skąd ona... Kiedy...
-Dałem jej skrzypce nieco wcześniej. Oczywiście nie powiedziałem jej, kto jej to sprezentował, ale myślę że sama się domyśliła.
Jego słowa jeszcze bardziej zaskoczyły Graya.
-Uwierzył pan na słowo, że przyjdę tu i faktycznie je kupie? Skąd w ogóle pan wiedział, że to dla niej?!
-Nie wyglądasz na niewdzięcznika. Stwierdził starzec, spoglądając na niego nieco groźnym wzrokiem. -W końcu to przez ciebie straciła poprzedni instrument... Myślałeś, że się nie zorientowałem? Może jestem stary, ale nie ślepy! Zaśmiał się widząc minę Fullbustera, któremu kompletnie odjęło mowę. A kiedy chłopak uspokoił się, stać go było jedynie na głośne westchnięcie. Poddając się, położył odliczoną sumę na ladę i wyszedł ze sklepu bez słowa. Nie odszedł jednak daleko, nie mogąc oderwać wzroku od skrzypaczki. Bardzo się zmieniła. Z małej dziewczynki o nieco pulchnych policzkach stała się naprawdę ładną, pełną wdzięku młodą kobietą. Przypomniał sobie chwilę, gdy spotkał ją po raz pierwszy. Osadzona przez niemieckich żołnierzy, próbowała dosięgnąć złamane w pół skrzypce. W życiu nie przypuszczałby, że kiedykolwiek usłyszy jej grę...
Nim się spostrzegł, Juvia przestała grać. Z poważną miną schowała skrzypce do futerału, z którego zabrała podarowane pieniądze od przechodniów i udała się w przeciwną stronę. Pełen ciekawości co do dziewczyny Fullbuster nie czekał zbyt długo - jego nogi same za nią podążyły.
...
Słońce zdążyło zajść dobrą godzinę temu, a na dworze zrobiło się chłodniej. Zastanawiał się, czy czasem Juvia nie dostrzegła go i dlatego błądzi po mieście, próbując zgubić szpiega. W końcu jednak dziewczyna dotarła pod jedną ze zniszczonych, starych kamienic w południowej dzielnicy Down Shelter. Były to najgorsze slumsy w mieście, tak obskurne i ponure, że nawet on starał się nie zapuszczać w te okolice zbyt często.
-No i teraz co masz zrobić, geniuszu? Mruknął pod nosem, zastanawiając się co począć. Miał wejść za nią i szukać właściwego mieszkania? A może powinien sobie odpuścić i wrócić do domu? Down Shelter słynęło z cygańskich obozowisk, a z nimi nikt nie chciał zadzierać... Może i nie byli zbyt groźni, jednak liczebność ich rodzin, oraz solidarność wobec siebie nawzajem sprawiała, że lepiej było trzymać się od nich z daleka.
Postawił pierwsze kroki do domu, gdy usłyszał cichą muzykę. Nie byle jaką - graną na skrzypcach. Chłopak spojrzał w górę i dostrzegł tlące się światło na pierwszym piętrze. To właśnie z tego otwartego okna, z którego powiewała lekka firanka dobiegał ten kojący jego uszy dźwięk.
Naprawdę Juvia grała doskonale. Był pełen podziwu dla jej talentu. Ciekaw, ile lat musiała poświęcić na tą perfekcję, znów wsłuchał się w jej muzykę jak zaczarowany. Tym razem nie grała smutnych, wzruszających ballad. Były to nieznane mu, wesołe utwory, przy których aż serce się radowało.
Grupka kilkuletnich cyganów przeszła tuż obok niego, zmierzając młodzieńca od stóp do głów. Jakby oceniali czy ma przy sobie coś drogocennego. Przez nich, dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że nie słyszy już żadnej muzyki. Odczekał chwile, mając nadzieję że to jedynie chwilowa przerwa, ale mijały minuty, a on nic nie słyszał...
Po chwili zobaczył w oddali cyganów. Prócz trójki gówniarzy, którzy wcześniej przeszli obok niego, dostrzegł nadchodzących kilku, dość dobrze zbudowanych mężczyzn. Obserwowali go bacznie, co nie zdziwiło Graya, jednak mocno zaniepokoiło. Był tu obcy, co nie znaczyło, że zostanie mile przywitany. Miał dwa wyjścia - mógł stąd uciec, albo...
-Raz w kozie śmierć! Dodał sobie otuchy i wspiął się na rynnę, po której dostał się na pierwsze piętro. Zanim wskoczył do mieszkania Juvii przez okno, spojrzał na wstrząśniętych jego wyczynem cyganów i zaśmiał się głośniej. Następnie zwinnie przedostał się do, jak się okazało, pokoju dziewczyny. Światło, które widział z dołu pochodziło od kilku świeczek. Oświetlały one niebieskie, gołe ściany, nieco zniszczone meble z dębowego drewna i ogromne łóżko z baldachimem.
-Prawie jak pokój księżniczki. Zaśmiał się cicho, zastanawiając jednocześnie gdzie podziała się Juvia. Rozgaszczając się, usiadł pewnie na miękkim materacu, a obok siebie zobaczył otwarty, stary zeszyt. Pochwycił go, przewracając notes na pierwsze strony. Każda z nich była już zżółknięta i szeleszcząca.
Uśmiechnął się szerzej, widząc nieudolny, dziecięcy rysunek przedstawiający dziewczynkę grającą na jakiejś desce. Zapewne miały być to skrzypce, a czarne kółka w pomieszczeniu przypominającym teatr miały być jej publicznością. Na dole przeczytał drukowany napis "ZAGRAĆ W FILCHARMONJI".
-Mam nadzieję, że od tamtego czasu poprawiła swoją ortografię. Wtrącił szyderczo, przewracając na kolejną stronę. Rysunkowa postać Juvii, ubrana w balową suknię siedziała na koniu wraz z rycerzem w ... szarym czymś, co prawdopodobnie miało być zbroją. Nad nimi widniało ogromne czerwone serce, oraz napis "MÓJ KSIĄŻĘ Z BAJKI". Nie mógł się opanować, na widok tego "arcydzieła" wybuchł głośnym, niepohamowanym śmiechem.
-Jak ty tutaj wlazłeś?!!!
Widząc w drzwiach pokoju rozwścieczoną dziewczynę, momentalnie się uciszył, choć szeroki uśmiech nie schodził z jego twarzy. Nieco przyjrzał się Juvii, ubrana była w jasno szarą, dwuczęściową piżamę, a z mokrych włosów, sięgających obecnie do biustu, skapywały małe kropelki wody.
-Gdzie się gapisz! WON STĄD!!! Ryknęła, przywracając Fullbustera na ziemię. Mimo to, choć wydzierała się na niego w niebo-głosy , nawet na myśl mu nie przyszło by się stąd ruszyć.
-Skrzypce się sprawują? Zagadał wciąż rozbawiony. Zauważył, że dziewczyna nieco zwątpiła.
-Juvia tak myślała, że to twoja sprawka... Szepnęła, wchodząc do pokoju i zamykając za sobą drzwi. -Ale to było niepotrzebne! Juvia poradziłaby sobie i bez twojej pomocy!
-Przestań. Skarcił ją nieco ostrzejszym tonem. -Zniszczyłaś poprzednie skrzypce, żeby mnie uratować. Poczuwałem się do tego...
Niepozornie podszedł bliżej niej, po drodze dotykając palcami przeróżnych przedmiotów i mebli. Dziewczyna obserwowała go podejrzliwie, lecz gdy chłopak przyciągnął ją do siebie, pisnęła z zaskoczenia. Wystraszona, jak i oburzona, chciała go natychmiast od siebie odepchnąć, lecz po raz pierwszy od bardzo dawna czuła czyjeś ciepło i bliskość.
-Nie pamiętasz mnie?
Słysząc jego poważny, ściszony głos, spojrzała niepewnie na chłopaka.
-Jedenaście lat temu zostałaś osaczona przez niemieckich żołnierzy. Stałaś nad złamanymi skrzypcami... To ty, prawda?
-Idź już sobie Gray...
Na jego usta wkradł się kolejny szeroki uśmiech. Po tylu latach wciąż pamiętała jego imię, choć słyszała je tylko raz.
-To naprawdę ty.
Nim się spostrzegła, młodzieniec przytulił ją mocno do siebie.
-Myślałem, że już nigdy cię nie zobaczę. Wtedy, gdy te samoloty... gdy zbombardowano...
Nagle poczuł, że dziewczyna zaczyna lekko drżeć. Gdy spojrzał na nią, dostrzegł u niej policzki czerwone jak polne maki.
-Ju... Ju... Ju... Zacinała się. Wyglądało na to, że kompletnie nie ma pojęcia co ze sobą zrobić. On sam nie wiedział zbytnio co, i dlaczego to robi, ale pewnie ujął jej rozgrzany policzek w swoją dłoń i dość mocno wpił się w jej rozchylone od jąkania usta. Uległa z zaskoczenia dziewczyna zaczęła po chwili odpychać go od siebie, więc nie naciskał.
-Co cię tak bawi...? Dziewczyna spytała cicho, zasłaniając swoje usta dłonią. Fullbuster nic nie odpowiedział. Nie spuszczając z niej oczu, podszedł do okna i stanął na parapecie.
-C-co ty... Zejdź stamtąd! Krzyknęła z przerażeniem, lecz chłopak już skoczył w bok. Prędko podbiegła do okna i wychyliła się.
-Gray!
-Patrzcie, jaki kaskader!
Oniemiała obserwowała, jak ciemnowłosy schodzi po rynnie zniszczonej kamienicy. Grupka cyganów stała pod jej mieszkaniem i z rozbawieniem podziwiała jego wyczyny.
...
Następnego dnia, o tej samej porze zjawił się na tej samej ulicy. Widząc na niej skrzypaczkę, nie zawiódł się. Stanął na przeciw niej, po drugiej stronie ulicy i przyglądał się. Minęła dłuższa chwila, ale w końcu i Juvia go zauważyła. A wtedy speszona dziewczyna przejechała po strunach tak gwałtownie, że ze skrzypiec wydobył się piskliwy, nieznośny dźwięk. Przechodnie spojrzeli na nią krzywo, ale nie przejęła się tym zbytnio. Szybko schowała instrument do futerału i przebiegła na równoległą ulicę do Graya.
-Co ty tu robisz... Nie wyglądała na zadowoloną, co lekko go zasmuciło.
-Chodź ze mną. Nie pytając ją o zgodę, chwycił dziewczynę za rękę i pociągnął w nieznanym kierunku.
W dość szybkim tempie przeszli do śródmieścia i usiedli na ławce w parku. Słońce zaczęło powoli zanikać za horyzontem, swoimi ostatnimi promieniami słońca oświetlając pusty plac zabaw i nieliczne konary drzew na ciepły pomarańcz.
-Przepraszam za wczoraj. Wyjaśnił Gray. -Ale tak się ucieszyłem na twój widok... że jesteś... poniosły mnie emocje. Wydukał niezręcznie, drapiąc się za tył głowy.
-Głupek. Mruknęła dziewczyna, powoli zajadając się pistacjowym lodem w rożku, którego Gray chwilę temu wcisnął jej siłą do ręki. -Nie przeprasza się dziewczyn za takie rzeczy...
Ponownie uchyliła usta, by zjeść lodową gałkę, lecz Fullbuster chwycił ją za policzki i skradł dziewczynie kolejny pocałunek. Tak samo pewny siebie jak ten pierwszy, lecz mniej subtelny, raczej namiętny i lekko agresywny. Zaskoczona Juvia aż upuściła loda na ziemię, jednak nie opierała się mu przez tą krótką chwilę. Czując przyjemną falę ciepła, rozchodzącą się po całym ciele, poddała się temu całkowicie. Wszystko działo się tak szybko, że ciężko było jej to pojąć. Ten dziwny chłopak po raz drugi zjawia się nagle w jej życiu, przewracając je do góry nogami. I co miała z tym zrobić? Uciekać? Bronić cię? Tylko po co...
...
Minęły prawie trzy miesiące, a Gray i Juvia zaczęli spotykać się regularnie. Przynajmniej na tyle, na ile pozwalał im zasób wolnego czasu. Nadszedł jednak czerwiec, czas zakończenia roku szkolnego, więc Loxar miała nadzieję spędzać z ukochanym każdą wolną chwilę. Właśnie szła na umówione spotkanie z nim, lecz gdy zobaczyła Fullbustera przed parkiem w Magnolia Center z papierosem w ustach, skrzywiła się.
-Nie pal. Warknęła, zachodząc go od tyłu i wyciągając papierosa z jego ust przygasiła niedopałek letnim obuwiem. Chłopak nie przejął się tym, po prostu ciesząc się na jej widok wyciągnął kolejnego Pall Malla z paczki.
-Myślałem trochę o wakacjach i wpadłem na pomysł. Oznajmił z niecnym uśmieszkiem. Widać było, że ma jakiś plan. -Co ty na to, żeby zaraz po zakończeniu roku szkolnego wybrać się na wycieczkę? Może nawet na całe dwa miesiące?
-A dokąd? Odparła entuzjastycznie. Najwyraźniej pomysł bardzo jej się spodobał.
-Myśleliśmy o jeziorze nad Clover.
-Myśleliście? Powtórzyła niepewnie Loxar.
-No ja i Natsu. W końcu poznałabyś go lepiej. Wyjaśnił, zaciągając się papierosem. Jej radość nieco przygasła, prawdopodobnie liczyła na wspólny wyjazd, tylko we dwoje.
-Przy okazji, mogłabyś zabrać ze sobą jakąś koleżankę. Wiesz, żebyśmy nie mieli przyzwoitki na karku...
Juvia zamyśliła się. Jeżeli wzięłaby kogoś ze sobą, to może nie będzie tak źle? Poza tym rzeczywiście wreszcie miałaby okazję bliżej poznać tego całego Natsu, którego z resztą również spotkała za dziecka.
-Dobrze. Juvia myśli, że to dobry plan.
Ta odpowiedź usatysfakcjonowała Graya. Po części miał nadzieję, że Dragneel nareszcie zainteresuje się jakąś dziewczyną i przestanie myśleć o płci przeciwnej wyłącznie jak o chodzących pochwach. I może wreszcie da mu spokój, ponieważ w żadnym stopniu nie pochwala jego związku z "przybłędą". Nie był to jednak główny powód ich wyjazdu. Ostatnio porywając samochód, dobrali się do nie tego pojazdu co trzeba. Gdy w swoim magazynie rozbierali samochód na części, znaleźli poukrywane tytki i przezroczyste saszetki wypełnione amfetaminą, i produkowane od zaledwie kilku lat LSD. Oczywiście nie mieli zamiaru tego oddać, ani też spożywać większej ilości. Niestety, nim się spostrzegli, narazili się gangowi narkotykowemu "Southern Wolves". W chwili obecnej lepiej było zniknąć z magnolskich ulic, tym bardziej że za sprzedaż narkotyków Lyonowi mieli z czego opłacić dłuższy urlop.
-To przyjedziemy po was na zakończenie roku, więc weźcie ze sobą walizki czy coś...
-A co ty, już lecisz?! Posmutniała Juvia.
-Mam coś pilnego do załatwienia. Ucałował ją w policzek i szybszym krokiem ruszył w stronę North Faries. Teraz musiał jedynie spakować się i załatwić odpowiedni transport, a wszystko powinno być dobrze.
...
-Bozo na pewno nie będzie miał nic przeciwko? Dociekała Loxar, siedząca na zakończeniu roku szkolnego przy swojej koleżance, Sue Gear.
-No coś ty! Mulatka o prostych, czarnych włosach sięgających do ramion puściła Juvii perskie oczko. -Tyle, że on nie wie o tych dwóch chłopakach. Myśli, że jedziemy same...
-Czyś ty oszalała Sue? Syknęła oburzona, nie chcąc zwrócić uwagi nauczyciela, który właśnie przemawiał do uczniów. -Jak mogłaś go tak oszukać?!
-A mam spędzić całe dwa miesiące z kaleką?! To nie moja wina, że Bozo jest taką sierotą i musiał złamać nogę na treningu rugby akurat przed wakacjami... Nawet nie ma jak przyjść na zakończenie roku szkolnego.
-Juvia nie mogłaby tak okłamywać swojego chłopaka. Zdegustowana, przymknęła oczy i z rękoma skrzyżowanymi na piersi pokiwała głową. -A jeśli Bozo dowie się prawdy?
-Nie dowie się, jeśli nic mu nie powiesz... Bo nie powiesz mu, prawda?
Loxar zerknęła na przyjaciółkę. Sue z miną porzuconego szczeniaczka przysuwała się do niej coraz bliżej.
-No pewnie, że nie. Tylko odsuń się już od Juvii, jesteś zbyt blisko.
-DZIĘKUJE! TO BĘDĄ NAJLEPSZE WAKACJE W NASZYM ŻYCIU! Gear przyciągnęła dziewczynę i przycisnęła ją do swoich ogromnych piersi w rozmiarze E, zwracając na siebie uwagę wszystkich uczniów i oburzonych nauczycieli.
Po kilku minutach apel dobiegł końca, a cieszący się dwumiesięczną wolnością uczniowie wybiegli ze szkoły jak dzikie stado. Juvia i Sue, które targały ze sobą ciężkie walizki nie spieszyły się, więc wyszły jako jedne z ostatnich. A kiedy opuściły wreszcie budynek szkoły, dostrzegły jak tłum dziewczyn przygląda się lśniącej bryce o wiśniowym kolorze, zaparkowanej tuż przed bramą szkoły.
-Przecież to Hudson Hornet*(2)! I to bez dachu!!! Zawołała Sue, której oczy zaczęły się świecić jak świece. -Jak ja uwielbiam takie samochody!
Juvia doskonale znała określenie na takie osoby jak ona. Bardzo lubiła Sue, była świetną przyjaciółką na którą zawsze mogła liczyć... jednakże jej lekceważące i beztroskie podejście do mężczyzn, głównie z drogimi samochodami i mięśniami było, delikatnie mówiąc, przesadne.
-Daj spokój Sue, lepiej rozejrzyjmy się za chłopakami. Mieli po nas przyje... Loxar umilkła, gdy z tłumu dziewczyn dostrzegła Graya, który niczym młody Bóg w jej oczach, wyszedł z Hudsona i zdjął czarne, przeciwsłoneczne okulary. Uśmiechając się lekko podszedł do niej, omijając gromadę oczarowanych nastolatek i zabrał bagaże swojej dziewczyny.
-Już myślałem że pomyliłem szkoły, moja droga.
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA !!! Zapiszczał tłum dziewczyn, gdy Fullbuster ucałował policzek Juvii, a następnie chwycił ją za rękę i zaprowadził do samochodu.
-Yo, "przybłędo"! Gdy byli już przy Hudsonie, przywitał się z nią chłopak w różowych włosach, który wygodnie rozsiadł się z przodu auta. -Pewnie mnie nie pamiętasz, ale jestem Natsu.
-Dzięki temu przezwisku Juvia niestety sobie ciebie przypomniała, "różowa landryno".
-Zapowiada się początek pięknej przyjaźni... Westchnął francuz.
-CZEKAJCIE! Usłyszeli za sobą wołanie. Odwracając się, dostrzegli Sue przeciskającą się z walizką na kółkach przez stado zafascynowanych, a jednocześnie zazdrosnych uczennic.
-Ty jesteś tą koleżanką, co jedzie z nami? Spytał Dragneel, zmierzając mulatkę od góry do dołu.
-Tak!
-No to wsiadajcie, szkoda czasu. Pogonił ich Gray, zabierając resztę bagaży. Gear w tym czasie wskoczyła na tyle siedzenia samochodu, nawet nie otwierając drzwi.
-Gray, ale ty przecież nie masz jeszcze prawa jazdy. Dopiero we wrześniu kończysz szesnaście lat... I skąd masz ten samochód...
-O co ci chodzi się  Juvia! Skarciła ją Sue. -Są wakacje, więc przestań się zamartwiać głupotami! Trzeba się zabawić!!! Zawołała tuż nad uchem Natsu, który na najbliższe dwa miesiące miał identyczne plany. I już nawet wiedział, kto pomoże mu je zrealizować...
Wreszcie Fullbuster upchnął wszystkie walizki do bagażnika, wcisnął Juvie na tyle siedzenia obok Sue, i wrócił na miejsce kierowcy. Zatrzasnął za sobą wiśniowe drzwi, założył okulary na nos, odpalił papierosa i przekręcił kluczyki w stacyjce.
-Gotowe? Zagadał, odwracając się do dziewczyn. Gear z podekscytowania niemal skakała na swoim miejscu, lecz gdy zauważył mrożące krew w żyłach spojrzenie Loxar, przechylił w dół głowę, by spojrzeć na nią znad okularów.
-Co jest?
Wściekła, odwróciła wzrok. -Nic, jedź już.
...
-Nie zdążyli nawet rozpakować walizek, a Sue i Natsu już wylądowali w wodzie. Natomiast Gray i Juvia, chowając się przed słońcem za plażowym parasolem odpoczywali na leżakach. Stykając palce z dłonią Fullbustera, dziewczyna obserwowała okolice. Gdy tylko zobaczyła to miejsce, przestała się złościć na francuza za tą scenę pod szkołą.
Zatrzymali się w drewnianym, parterowym domku, który znajdował się w lesie, tuż obok przepięknego, turkusowego jeziora.
-Gray... Zagadała do chłopaka, który leżał z zamkniętymi oczami.
-Hmm?
-Skąd ty... no wiesz, samochód, ten domek...
-Nie podoba ci się tutaj?
-Podoba! Ale Juvie nurtuje, skąd macie na to wszystko pieniądze...
-O to nie musisz się martwić. Zapewnił ją po chwili. -Z Natsu mamy dorywczą pracę, a samochód należy do mojego wujka. Sam to zaproponował.
Nie chciał jej okłamywać. Ale nie mógł przecież powiedzieć, że samochód jest kradziony, a pieniądze na wakacje mają ze sprzedanych narkotyków. Po chwili lekko ścisnął leżącą obok dłoń Loxar.
-Pewnie ci się to nie spodoba, ale po wakacjach nie będę miał zbyt wiele czasu.
-Dlaczego?
I co miał jej odpowiedzieć? Robiła się zbyt ciekawska...
-Musisz się uczyć. Liczę na ciebie, więc daj z siebie wszystko. I nie martw się, będę cię odbierał ze szkoły.
Wciąż miał zamknięte oczy, więc nie widział jej smutnego uśmiechu.
-Tylko nie przyjeżdżaj samochodem, bo koleżanki z zazdrości nie dadzą Juvii żyć. Zażartowała. -I Juvia rozumie, ty też musisz się uczyć. W końcu teraz będziesz w ostatniej klasie, też musisz dać z siebie wszystko!
-T-tak... Mruknął niepewnie, układając się wygodniej na leżaku. Naprawdę nie znosił jej okłamywać...
Zły na siebie spojrzał w stronę wody.
-Kochanie, mówiłaś że ta twoja koleżanka ma kogoś, prawda?
Loxar również spojrzała w tą samą stronę. Sue całowała się z Natsu na samym środku jeziora.
-Przyssali się do siebie jak bracia syjamscy... Odrzekł zniesmaczony francuz, lecz prawdziwego zaskoczenia doznali, gdy Dragneel odwiązał górą część stroju mulatki.
-Zdobyłem Świętego Grala! Ryknął, wymachując stanikiem Sue w ich stronę. Gear w tym czasie z ledwością zasłaniała swoje olbrzymie piersi. -Gray, zobacz jakie wielkie! Można z tego zrobić procę!
-Faktycznie korzystają z wakacji...
-Ja pierdole... Jęknął załamany Fullbuster, a Loxar schyliła głowę, trzymając się za czoło.

"To były dobre czasy." - pomyślała, ze smutkiem wpatrując się w jego twarz. Tak spokojną... Z jednej strony ogromnie pragnęła, by Gray wreszcie otworzył oczy, lecz wolała nie myśleć co by było, gdyby ją teraz zobaczył. Nie odrywając od niego wzroku, przysunęła krzesło bliżej szpitalnego łóżka i delikatnie pogłaskała go po ciemnych włosach, ostrożnie omijając bandaż obwiązany dookoła jego głowy. Chłopak fizycznie bardzo się zmienił w przeciągu ostatnich trzech lat, zmężniał i wydoroślał. Jednakże, wciąż nie zdołała spełnić obietnicy, jaką sobie przysięgła. Może na prawdę nie była w stanie niczego zmienić?

Wrzesień 1951 r
Wakacje minęły bardzo szybko, a wszyscy powrócili do starych obowiązków. Choć nie u każdego wiało rutyną. Gdy Bozo, chłopak Sue dowiedział się o akcji, która miała miejsce przed szkołą w dniu zakończenia roku szkolnego, zaczął szukać Natsu po całym mieście. Co ciekawsze, Gray był bardzo skory do pomocy barczystemu, i zapewne bardzo silnemu zawodnikowi rugby.
Gdy Juvia kolejnego dnia skończyła lekcje, jak zwykle pod bramą szkoły zastała swojego chłopaka. Tak jak prosiła, nie przyjeżdżał po nią samochodem, dzięki czemu mieli dla siebie więcej czasu podczas spaceru.
-Jak się czuje różowa landryna?
-A od kiedy ty się o niego martwisz?! Zdziwił się Fullbuster.
-Juvia się nie martwi. Po prostu jest ciekawa. Zaśmiała się niewinnie, choć nadało jej to tylko złowrogiego wyglądu.
-A wydajesz się być taka miła... Zażartował. -Natsu wciąż leży w domu poobijany. No ale cóż, dostał to na co zasłużył.
-Dzięki tobie. Wypomniała mu, przez co chłopak zrobił skwaszoną minę.
-Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że aż tak oberwie...
Loxar uśmiechnęła się szeroko, jakby było to coś zabawnego. Lecz przede wszystkim cieszyła się z obecności Graya, gdyż ostatnio ich kontakty były bardzo ograniczone. Ale ostrzegał ją przed tym... Przynajmniej z obietnicy, w której przysiągł codziennie odprowadzać ją ze szkoły do domu spisywał się doskonale. Poza tym mieli dla siebie jeszcze weekendy, lecz Gray od jakiegoś czasu niechętnie przechadzał się po mieście, za to Juvia nie chciała przychodzić do jego mieszkania przez wzgląd na Natsu, za którym delikatnie mówiąc, nie przepadała. Z resztą z wzajemnością. Dlatego soboty przeważnie spędzali u niej w mieszkaniu. Zdarzało się to jednak nieczęsto, więc zdziwiła się, gdy chłopak zamiast pożegnać się z nią przed kamienica, wszedł za nią na klatkę schodową. Nic jednak nie powiedziała, ucieszył ją fakt, że będzie miała okazję spędzić z ukochanym nieco więcej czasu, choć był to środek tygodnia.
-Napijesz się czegoś? Spytała, gdy weszli do jej mieszkania.
-Masz piwo, albo whisky?
Juvia spojrzała na niego krzywo.
-Ledwo co skończyłeś szesnaście lat i już chce chlać...
Gray puścił to mimo uszu i rozbawiony poczochrał ją po włosach.
-Może być herbata. A, i mam coś dla ciebie. Z torby wyjął płytę winylową i podał ją swojej dziewczynie.
-Edith Piaf? Przeczytała na głos, przyglądając się kobiecie w czarnych lokach na okładce. Zdjęcie kobiety nagle zniknęło jej sprzed oczu, ponieważ Gray z powrotem porwał płytę i poszedł z nią do salonu. Loxar w tym czasie udała się do kuchni i otworzyła lodówkę. Prócz kilku produktów spożywczych, w głównej mierze wypełniona była butelkami Budweiser Budvar*(3).
-A przed chwilą Juvia upominała go, że chcę "chlać"... Zachichotała pod nosem, zamykając lodówkę i wstawiając wodę na herbatę. Wykonywała wszystkie czynności, jednocześnie wsłuchując się w piosenkę (jest w odtwarzaczu, na samym końcu) puszczoną z salonu. Francuska wokalistka miała cudowny głos.
-Piękne. Stwierdziła, zanosząc chłopakowi herbatę. -Ale Juvia nie rozumie słów.
-Bo nie znasz francuskiego... ale mogę cię co nieco nauczyć francuskiego. Z niecnym uśmieszkiem przybliżył się do niej na kanapie, która zaskrzypiała pod jego ciężarem. Uwięził dziewczynę między swoimi ramionami i nachylając się nad nią, zmusił ją do przyjęcia pozycji leżącej.
-Herbata ci stygnie. Upomniała Fullbustera, gdy ich usta dzieliły ostatnie centymetry.
-Czasem naprawdę potrafisz być okrutna... Zażartował i wyprostował się, uwalniając Juvię z uwięzi. -A co do Edith Piaf, potrafiłabyś to zagrać na skrzypcach?
Niebieskowłosa zamyśliła się na moment.
-Nie mam nut, ale jeśli Juvia trochę poćwiczy, to powinna dać radę. Dla Graya, Juvia zrobi wszystko.
-Wszystko? Powtórzył niemal od razu, przez co Loxar zwątpiła. Zaczęła bać się jego pomysłów.
-W takim razie... Kontynuował, stawiając pauzę w odpowiednim momencie by zbudować napięcie. I faktycznie, zlękniona dziewczyna zerkała na niego z niepewnością. -...leć po skrzypce i zagraj mi coś.
Jej oczy otworzyły się szerzej. Była niemal pewna, że Fullbuster będzie próbował skraść jej nie jednego całusa, a może nawet i więcej. Nie spodziewała się jednak, że zostanie poproszona o coś takiego. Nigdy jej o to nie prosił... Niemniej, ucieszyło ją to, więc sprintem pobiegła do swojego pokoju i w mgnieniu oka wróciła ze skrzypcami w dłoni. Z błogim uśmiechem przejechała smyczkiem po strunach, a Gray wygodniej oparł rozłożone ręce i plecy na kanapie. Wpatrywał się w nią, ubraną w szkolny mundurek i również się uśmiechnął. Gdy grała, wydawała się być nieobecna, pochłonięta w swój świat, do którego nikt inny nie miał dostępu. Przestała jednak grać, gdy poczuła coś sztywnego w swoim dekolcie. Otworzyła oczy i dostrzegła między swoimi piersiami białą kopertę, a gdy otworzyła ją...
-CO TO MA ZNACZYĆ?! Krzyknęła oburzona.
-Czego się wściekasz... Naburmuszył się Gray. -To tylko trochę kasy.
-A po co ona Juvii?!
-Żebyś skupiła się wyłącznie na nauce, głupia?
Fullbuster stał się nagle bardzo opryskliwy i sarkastyczny. Dziewczyna ponownie zajrzała do koperty. Suma, jaka się w niej znajdowała była zbyt wielka.
-Juvia nie może tego przyjąć...
-Musisz. Przerwał jej. -Poza tym, co moje to i twoje, prawda?
-Ale...
-Dosyć. Chłopak robił się coraz bardziej nerwowy. -Na skrzypcach to możesz grać dla siebie, albo dla mnie. Nie na ulicy... ZABRANIAM ci tego. Dodał dobitnie, by to do niej dotarło. Po chwili zabrał z kanapy swoją kurtkę i muskając ustami czoło Juvii na pożegnanie, opuścił jej mieszkanie bez słowa.
Skołowana dziewczyna ściskała w swoich dłoniach kopertę wypełnioną pieniędzmi i nie wiedziała co zrobić. Nie wiedziała co ma o tym myśleć. O kopercie, jak i o zaborczym nastawieniu Graya. Skąd on miał tyle pieniędzy? Od wujka? Jakoś trudno jej było w to uwierzyć.

4 Października 1951 r
Wszystko wróciło do normy. Gray przychodził po nią do szkoły i co jakiś czas zostawiał u niej kopertę z pieniędzmi, co niestety również stało się rutyną. Nie podobało się to Juvii, lecz gdy tylko próbowała odmówić, Fullbuster strasznie się wściekał, a ona nie chciała go denerwować. Przyjmowała więc gotówkę, lecz nie wydawała z tych pieniędzy ani grosza. Chowała je do swoje pamiętnika, który ledwo się domykał od nadmiaru bilonów. Ponadto, by nie wzbudzić podejrzeń i mieć z czego żyć poszła do dorywczej pracy. Gray i tak po odprowadzeniu jej do domu był pochłonięty własnymi sprawami, więc nie było możliwości by dowiedział się o jej wieczornym etacie w sklepie ogrodniczym.
Właśnie wybierała się do pracy, gdy po drodze spotkała Natsu. Nie zauważył jej, jednak osoba z którą rozmawiał już tak. Chłopak o skośnych oczach i białych włosach zapatrzył się w nią na moment, po czym uśmiechnął się szeroko.
-A ty do kogo się tak szczerzysz? Warknął Dragneel i odwrócił się za siebie. Zdziwiony zobaczył czmychającą do zaułka Juvię.
-Jakaś niezła dupa się na mnie gapiła...
-Na ciebie?! Kurwa Lyon, chyba coś ci się w głowie poprzewracało. To dziewczyna Graya, więc nawet tak nie żartuj - skup się!
-Dobra, dobra... Jęknął rozczarowany Vastia. -To kiedy przywieziesz mi te swoje "maleństwa"?
-Szykuj kasę na jutro. Natsu uśmiechnął się podstępnie. -Załatwimy tylko saletrę i wszystko będzie gotowe.
...
Miała nadzieję, że zdążyła w porę uciec. Gdyby Natsu zobaczył ją i wygadał się Grayowi, ten mógłby coś podejrzewać. A już na pewno nasłuchałaby się, dlaczego to szwenda się późną porą po mieście zamiast się uczyć...
-Nareszcie jesteś Juvia! Gdy tylko znalazła się w sklepie ogrodniczym, zawołała ją koleżanka z pracy. -Słuchaj kochana, mam pilną sprawę więc mogłabyś wziąć za mnie nocną zmianę? Tylko do drugiej! Podkreśliła kobieta. -Moja córka leży chora w domu, rozumiesz, nie mogę zostawić jej samej... Zastąpisz mnie?
Gdy Loxar zgodziła się, druga z pracownic z wdzięcznością podała jej klucz do sklepu, po czym zrzuciła z siebie fartuch i wybiegła z budynku.
-To będzie dłuuuga noc... Westchnęła piętnastolatka, za którą piętrzył się stos kartonów, czekających na rozpakowanie. Mimo to od razu wzięła się za swoje obowiązki, i nim się spostrzegła na zegarze dochodziła już godzina pierwsza w nocy. Postanowiła chwilę odpocząć, usiadła w magazynie między pustymi już kartonami i lada moment zasnęła.
...
-Nie hałasuj idioto!
-Czemu nie? Nikogo tu nie ma.
-Nie jestem pewny, drzwi były otwarte...
Zbudziła się, słysząc głosy dwójki mężczyzn za drzwiami magazynu. Zaspana zerknęła na naręczny zegarek, jednak w magazynie było zbyt ciemno by mogła dostrzec godzinę.
-Teraz mi to mówisz żabojadzie?! Bierz wszystko i spieprzamy stąd!
Nie miała wątpliwości, to byli włamywacze. Tyle że... dlaczego sklep ogrodniczy? Co wartościowego mógł tu znaleźć złodziej? Choć było to dziwne, nie miała zamiaru pozwolić tym draniom ukraść czegokolwiek. A już na pewno nie na jej zmianie! Powoli wstała z kartonów i po omacku chwyciła za łopatę. Zaczęła skradać się w stronę wyjścia z magazynu, lecz nie zauważyła leżących na ziemi worków z ziemią do kwiatów, o które się potknęła. Z donośnym hukiem runęła na ziemię, upuszczając z rąk narzędzie ogrodnicze, przez co narobiła jeszcze więcej hałasu. Zdenerwowana próbowała wstać i sięgnął z powrotem po łopatę, ale nie zdążyła. Drzwi od magazynu otworzyły się na oścież, a mężczyzna który przez nie wparował, podciągnął ją do góry i zachodząc od tyłu przyłożył spluwę pistoletu do jej skroni.
-Kurwa, Natsu! Mówiłeś że o trzeciej w nocy na pewno nikt tu już nie pracuje!!!
Nie mogła w to uwierzyć, czuła się jednocześnie oszukana, wściekła i zdruzgotana. Zaczęła drżeć i szybciej oddychać.
-BO NIKOGO MIAŁO NIE BY... Wrzasnął zdenerwowany Dragneel, lecz przerwał w połowie zdania, gdy usłyszał walające się po magazynie kartony. Zachowując czujność, wyciągnął Desert Eagla z tyłu spodni i podszedł bliżej pomieszczenia służbowego. Nie opuszczając lufy choćby na chwilę, na ślepo włączył światło.
-KRETYNI!!!
Zarówno mierzący bronią Natsu, jak i leżący na ziemi Gray z przerażeniem przyglądali się Juvii, która z wściekłości aż sapała nad swoim chłopakiem.
-UCIEKAĆ MI STĄD, ALE JUŻ!
Jako pierwszy wycofał się Dragneel, który po drodze zabrał ze sobą kilka ciężkich worków z saletrą potasową.
-Nawet o tym nie myśl! Odkładaj to na miejsce!!! Ryknęła za nim Loxar, lecz nim się spostrzegła Fullbuster objął rękę wokół jej brzucha, siłą wywlókł ją ze sklepu i wrzucił na przednie siedzenie dostawczego samochodu. A kiedy tylko ciemnowłosy usiadł za kierownicą i odpalił silnik...
-CO TO MA ZNACZYĆ?! Juvia niemal krzyczała mu w twarz.
-Pracujesz tam?
Nie dość, że Gray zupełnie ją ignorował, to zachowywał się jakby nic się nie stało. A Natsu tylko się chichrał na tyłach samochodu. To było dla niej nie do zniesienia.
-CO WAM ODBIŁO DO TYCH ŁBÓW!
-Ej, przybłęda, weź się uspokój... Różowowłosy chciał ją choć trochę uspokoić.
-A TY SIĘ, KURWA, LEPIEJ ZAMKNIJ DOBRZE?!
-Jutro masz zwolnić się z tej pracy. Wtrącił się francuz. -Dostałaś tyle pieniędzy, że nie musisz dorabiać. Po prostu skup się na nauce...
-ŻARTUJESZ PRAWDA? Nie wytrzymała. -ODKUPUJESZ JUVII DROGIE SKRZYPCE, ZABIERASZ NA DWUMIESIĘCZNĄ WYCIECZKĘ...
-Juvia...
-PRZYJEŻDŻASZ DROGIM SAMOCHODEM, A TERAZ JESZCZE DAJESZ JUVII PIENIĄDZE, KTÓRE JAK SIĘ OKAZUJĄ SĄ KRADZIONE, A NIE PODAROWANEGO OD JAKIEGOŚ WYMYŚLONEGO WUJKA! I ...
-JUVIA, UCISZ SIĘ WRESZCIE! W końcu i Gray dał się ponieść emocjom. -A TY NATSU, ZAMKNIJ WRESZCIE TĄ SWOJĄ ZACIESZONĄ MORDĘ! Wrzasnął na przyjaciela, który od ostatniej minuty śmiał się coraz głośniej.
-Ja ci mówiłem, że dziewczyna to tylko kłopot. Po cholerę ty z nią jesteś Gray...
-NO TEGO JUŻ ZA WIELE! W Juvii coś pękło. Napięcie obróciła się na swoim miejscu o sto osiemdziesiąt stopni i niczym wściekła kocica rzuciła na Dragneela, który bronił się przed nią rękoma i nogami, lecz dostarczyło mu to jedynie dobrej zabawy.
-Oj, jaka zła! Taka zła! Szydził z Loxar, ciaćkając się z nią jak z niemowlakiem.
-WSZCZYM RYJ LANDRYNO, BO JUVIA NIE RĘCZY ZA SIEBIE!
-Masz okres czy wściekliznę? Uważaj, bo ci zaraz piana z ryja wyleci!
Nagle samochód zatrzymał się na pisku opon.
-Natsu, wysiadaj.
Loxar i Dragneel momentalnie zamilkli i ze zdziwieniem spojrzeli na Graya.
-Co? Dlaczego ja?!
-Wysiadaj. Powtórzył chłodno francuz. Juvia nie widziała go jeszcze tak poważnego, i zarazem wściekłego.
-Tsh... Natsu prychnął pod nosem i wysiadł z auta trzaskając drzwiami.
-Siadaj prosto. Warknął Fullbuster do dziewczyny, która posłusznie wróciła na swoje miejsce. Przez resztę drogi nie zamienili ze sobą ani słowa. Nawet gdy podwiózł ją pod sam dom, nie spojrzał na nią, nie kazał wynosić się jej z auta, po prostu nie robił nic, wciąż wpatrując się przed siebie. Już chyba wolała, jak na nią krzyczał...
Ślimaczym tempem opuściła samochód, nie chciała się z nim pożegnać w ten sposób. Stanęła przy otwartej furgonetce, lecz gdy już chciała coś powiedzieć, Gray szarpnięciem zamknął drzwi furgonetki tuż przed jej nosem i odjechał.
Widząc znikający za zakrętem samochód, rozpłakała się. Wściekłym krokiem wróciła do domu, choć prócz złości czuła się również bezradna. Nie mogła pozwolić sobie na takie traktowanie, nie była niczyją własnością. Doszło do niej, że w chwili obecnej nie miała nic do powiedzenia, jakby jej zdanie kompletnie się nie liczyło. Ale nie miała zamiaru tego tak zostawić, nie chciała się poddać. Wszystko naprawi, otworzy Grayowi oczy i wyciągnie go z bagna w którym ugrzązł, zanim się w nim utopi. Zbyt wiele dla niej znaczył, by mogła go teraz zostawić. W końcu, mimo wszystko, kochała go ponad życie.
...
Przez najbliższe dni Juvia ani razu nie spotkała się ze swoim chłopakiem. Gray nie przychodził po nią pod szkołę, nie odprowadzał do domu, nie przychodził do niej w weekendy. Nawet nie zadzwonił.
Kiedy więc z początkiem przyszłego tygodnia nie zastała Fullbustera pod bramą szkoły, zamiast do Down Shelter ruszyła prosto do North Faries.
Po kilkudziesięciu minutach znalazła się przed kamienicą, w której mieszkali chłopacy. Choć bała się tego spotkania, rozmowy z Grayem, pewnie wchodziła po drewnianych schodach na klatce schodowej, które skrzypiały z każdym stawianym przez nią krokiem. Gdy zapukała do drzwi, przez dłuższą chwilę nic się nie działo, lecz po chwili usłyszała zgrzyt otwieranego zamka i łańcucha. Wzięła głęboki wdech, nie wypuszczając z płuc powietrza. Instynktownie wyprostowała się i z nieco szerzej otwartymi oczami czekała na otwarcie drzwi, w których miała zaraz zobaczyć ciemnowłosego chłopaka.
-Graya nie ma.
Widząc w uchylonym wejściu Dragneela, wypuściła wstrzymywane powietrze, lekko się zgarbiła i przymknęła oczy. Choć była zawiedziona, po części jej ulżyło.
-To Juvia przyjdzie później...
Odwróciła się i zmierzyła w kierunku schodów, gdy poczuła nagłe szarpnięcie. Natsu wciągnął ją do mieszkania i lekko popchnął na sam środek pokoju. Zdziwiona obserwowała, jak różowowłosy zamyka drzwi na wszystkie spusty.
-Napijesz się czegoś? Spytał po chwili, jakby nigdy nic.
-Jeśli Juvia ma znieść twoje towarzystwo, to poproszę o coś mocniejszego...
Chłopak odwrócił się do niej z nieco podstępnym uśmieszkiem.
-Ranisz mnie takimi żartami . Zakpił, jednak po chwili wrócił do pokoju z dwoma kryształowymi szklankami i butelką whisky. Chwytając Juvie za ramie, zmusił ją by usiadła na jego łóżku, i zaraz samemu rozsiadł się wygodnie obok niej.
-Gray opowiadał ci o Hildzie?
Dziewczyna pokiwała przecząco głową, jednocześnie przesuwając się lekko w bok. Przez bliskość Dragneela czuła się niezręcznie, nie wiedziała co temu idiocie może strzelić do głowy.
Natsu przyglądał się jej, po czym odpalił papierosa. Głośno wypuścił z ust szary dym.
-Podaj mi popielniczkę. Rozkazał, a Loxar rozejrzała się po mieszkaniu i dostrzegła ją na parapecie. Podała przedmiot chłopakowi i usiadła na samym skraju łóżka. Widząc na Dragneel przysuwa się bliżej niej, spięta upiła spory łyk whisky.
-O kurna... Skrzywiła się, gdyż alkohol był nadzwyczaj mocny.
-A wiesz chociaż o Ur? Zadał kolejne pytanie, opuszkami palców dotykając jej policzka. Zlękniona, powoli skierowała swoje spojrzenie na chłopaka, który wpatrywał się w nią z ciekawością.
-Juvia nie wie...
Po chwili Natsu zaczął trykać ją palcem w miękki policzek, jakby chciał sprawdzić jego właściwości. Zdenerwowana klepnęła go w dłoń.
-ODWALA CI?!
-Tylko się z tobą droczę! Zaśmiał się różowowłosy, choć po chwili znów spoważniał. -Wiesz czemu mnie tak wkurzasz? ... Zjawiasz się nie wiadomo skąd i przewracasz życie mojego przyjaciela do góry nogami. A tak naprawdę nic o nim nie wiesz. Powinnaś go zostawić, dla własnego dobra.
-Juvia go nie zostawi. Juvia go kocha. Odrzekła twardo.
-A wiesz chociaż kim tak naprawdę jest osoba, którą tak kochasz? Nic o nim nie wiesz, jesteś tylko zauroczona w osobie wykreowanej przez tego żabojada...
Nagle coś się w nim zmieniło. Chłopak, który zawsze się wygłupiał i dokuczał innym, który był roześmianym lekkoduchem i nigdy go nic nie obchodziło... teraz stał się naprawdę poważny. Śmiertelnie poważny.
-Jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym, kiedy jeszcze latał w pieluchach. Zaopiekowała się nim przyjaciółka mojego ojca, Ur, która zabrała go z Francji i przeprowadziła się z nim z powrotem do Magnolii. Jednak i ona zginęła tuż przed wojną.
-Jak... Jak to się stało? Spytała niepewnie, ze smutkiem.
-Tak jak mój ojciec, tego samego dnia zostali zamordowani przez mafię.
Juvia aż zadrżała, jednak lekko zgarbiony Natsu wciąż patrzył przed siebie z pustym wzrokiem.
-Nie wiemy dlaczego to się stało, i czy mój ojciec oraz Ur mieli wspólnego z mafią, ale poza nimi nie mieliśmy nikogo innego. Tylko siebie. Byliśmy wręcz na siebie skazani. Zaśmiał się ponuro. -Bardzo pomogła nam nasza sąsiadka, Hilda. Opiekowała się nami, dbała o nas, jednak po wojnie rozchorowała się. Mieliśmy jedenaście lat, powinniśmy chodzić do szkoły, bawić się jak inne dzieciaki, lecz zamiast tego szukaliśmy pracy. Podjęlibyśmy się każdej, byle tylko zarobić kilka groszy, dla siebie i Hildy. Ale nikt nie chciał przyjąć takich młodych szczeniaków. Więc co nam wtedy zostało?
Natsu jednym łykiem wypił zawartość swojej szklanki.
-Powinnaś to zrozumieć, ponieważ również przez większość życia musiałaś radzić sobie sama. Musiałaś znaleźć sposób na życie. I zrobiłaś to, tak jak my.
-To was nie usprawiedliwia do popełnienia przestępstw... Mruknęła rozgoryczona dziewczyna.
-Jeśli ci się to nie podoba, to po prostu zostaw Graya w spokoju. Nie zmienisz go.
Loxar wstała i odłożyła swoją szklankę z whisky. Zmierzyła Dragneela srogim spojrzeniem.
-Juvia się z tym nie zgadza. Stwierdziła wprost i obok szklanki położyła kilka kopert z pieniędzmi. -Oddaj to Grayowi.
-Możesz się z tym nie zgadzać, ale nic na to nie poradzisz. Westchnął Natsu i poszedł otworzyć jej drzwi. -A jak już jesteś... To co u Sue? Jak się za mną stęskniła, to może wpaść w odwiedziny!
Stojąca w progu dziewczyna spojrzała na niego z politowaniem, pokręciła karcąco głową, i bez słowa opuściła kawalerkę.
...
Następnego dnia wychodząc z budynku szkoły, Juvia doznała szoku. Pod bramą uczelni zobaczyła ciemnowłosego chłopaka, który stał odwrócony do niej tyłem.
Niespiesznie, pełna szargających ją emocji podeszła bliżej niego.
-Gray?
Słysząc swoje imię, chłopak odwrócił się ze smutnym, przepraszającym uśmiechem.
-Przejdziemy się?
Zgodziła się od razu i ruszyła za nim. Zauważyła, że Fullbuster idzie bardzo wolno, kulejąc na jedną nogę.
Poza tym, pomimo że był koniec września, pogoda była bardzo słoneczna, a francuz ubrany był w ciemną koszulę i przejściową kurtkę.
-Co ci się stało?
-Nic. Mruknął obojętnie, na co Juvia zmarszczyła gniewnie brwi.
-W coś ty się znowu wpakował...
Po kilku minutach niezręcznej ciszy doszli w końcu do parku w centrum miasta.
-Wiesz... Zaczął Gray. -Myślałem trochę ostatnio i... Jeśli naprawdę tego chcesz, a twoje oceny się nie pogorszą, to nie będę cię wspierać finansowo. Możesz sobie chodzić do jakieś dorywczej pracy.
-Juvia nie potrzebuje do tego twojego pozwolenia... Burknęła obrażona. Ogromnie cieszyła się na jego widok, ale nie miała zamiaru mu tego okazać. I choć Gray z początku również miał podobne nastawienie, oschłość dziewczyny nieco roztopiła jego zlodowaciałe serce.
-Nie dąsaj się już tak. Chcę tylko, żebyś skończyła szkołę z dobrym wynikiem...
-A nie była bez wykształcenia tak jak ty?! Uniosła nieco głos, lecz po chwili zrobiło jej się wstyd za samą siebie. Nie powinna mu wypominać takich rzeczy, mogła sprawić mu tym przykrość. W końcu nie robił tego z własnej woli, lecz życie zmusiło go do porzucenia edukacji.
-Przepraszam. Szepnęła ze skruchą, ale Fullbuster wciąż siedział na ławce, odwrócony do niej tyłem
"No odwróć ten łeb" - pomyślała, chcąc usilnie zobaczyć, jaki ma teraz wyraz twarzy. Zezłościła go? Zasmuciła? A może w ogóle się tym nie przejął?
-Skąd o tym wiesz? Gray warknął niezwykle nieprzyjemnie, a ręka Juvii która zbliżała się do jego twarzy, zatrzymała się raptownie.
-Natsu powiedział...
-Niech ja go dorwę! Szybko wstał z miejsca, lecz zaraz syknął z bólu i chwycił się za bok. Loxar widząc, że coś mu poważnie dolega, od razu przytrzymała do za schylone ramiona.
-Gray! Juvii to nie przeszkadza! To nie ważne, czy jesteś po studiach, czy nie skończyłeś podstawówki! Juvia wszystko zrozumie, tylko nie kłam!
Fullbuster wyprostował się powoli, ze zdziwieniem wsłuchując się w wyznania dziewczyny, która miała zaczerwienione policzki i łzy w oczach.
-Nie okłamuj Juvii, to boli... Ze zbolałą miną chwyciła się za serce. -To strasznie boli, ponieważ Juvia bardzo cię kocha...
Nim się spostrzegła, została uwięziona w jego silnych ramionach.
-Nie chciałem cię martwić. Przepraszam.
Przytulał ją tak mocno, jak nigdy dotąd. Jak wąż boa, który chce udusić swoją ofiarę. Ale teraz, nawet gdyby chciał to zrobić, pozwoliłaby mu.
-Jaka zakochana parka! Aż krajobraz się ładniejszy wokół zrobił! Nagle podszedł do nich starszy mężczyzna z polaroidem. Na jego widok Gray zmarszczył gniewnie czoło.
-Czego pan chcesz ?! Idź stąd, zboczeńcu jeden!
-No dobry boże! Oburzył się dziadek. -Ta dzisiejsza młodzież... Za gorsz kultury!
-Przepraszamy, nie chcieliśmy obrazić! Zawołała Juvia, po czym z błagalnym spojrzeniem i złączonymi jak do modlitwy dłońmi spojrzała na obcego. -Byłby pan tak miły, i zrobił nam jedno zdjęcie?
-Skoro panienka tak ładnie prosi... Stwierdził staruszek, który po mimo spełnienia prośby wciąż przyglądał się Fullbusterowi z niechęcią. -Tylko weź ją jakoś ładnie przytul chłopcze, bo więcej zdjęć nie zrobię!
Po chwili Juvia poczuła, jak francuz obejmuje ją ramieniem, choć minę wciąż miał niezadowoloną.
-Uśmiech! Zawołał fotograf, a Loxar mocno objęła chłopaka w pasie i uśmiechnęła się szeroko.
Gdy mężczyzna wręczył im zdjęcie i odszedł, obydwoje przyglądali się, jak na czarnym arkuszu pojawiają się przeróżne zarysy. Po chwili cała fotografia była już gotowa - Gray z nieco skwaszoną miną, ale i zarumienionymi policzkami obejmował jedną ręką swoją dziewczynę, którą ledwo poznał na zdjęciu.
-Od kiedy ty potrafisz się tak ładnie uśmiechać, co? Spytał pół żartem, wręczając zawstydzonej Juvii fotografie. Lecz niebieskowłosa nie przyjęła jej.
-Nie - nie! To zdjęcie jest dla ciebie! Rozkazała.
-Ale..
-Żadne "ale"! Zawołała głośniej, nadymając policzki i machając mu przed nosem wskazującym palcem.
-A ty co, starasz się być stanowcza? Zażartował z niej, jednak schował zdjęcie do portfela. -Zadowolona?
-Tak! Juvia znów uśmiechnęła się radośnie, przez co chłopak odwrócił do niej twarz profilem, ale samemu również uśmiechnął się lekko. Szczęśliwi, i najwyraźniej pogodzeni, nie zauważyli jak przy bocznym ogrodzeniu parku przygląda się im kilkuosobowa grupka mężczyzn.

Wtedy jeszcze miała nadzieję, że Natsu się mylił. Że to ona miała rację. Liczyła, że zmieni podejście Graya, wymazując jego bolesne ślady z dawnych lat. Nie wiedziała jednak, jak mocno zakorzenione są one w jego sercu i jak silny wpływ ma na niego to piętno przeszłości. Z niechęcią wstała z krzesła i opuściła szpitalną salę, rzucając na rannego Fullbustera ostatnie spojrzenie.


- - - - - - - - - -


Choć miał za sobą wiele nieprzespanych godzin, Totomatru nie był w stanie nawet na moment zmrużyć oka. Siedział na kanapie w swojej kawalerce, ze szklanką whisky w jednej ręce, i ze zdjęciem w drugiej. Upity i zamyślony, przyglądał się swojej partnerce z pracy - na fotografii była o kilka lat młodsza, zdawała się być szczęśliwa.
-Czemu przy mnie nigdy się tak nie uśmiecha... Co jest z tym kolesiem do cholery! Swój wzrok przeniósł na ciemnowłosego francuza, po czym dopił alkohol jednym łykiem. Zrozumiał wreszcie, że nie może użalać się nad swoim ciężkim losem. To było żałosne. Zamiast tego, powinien wziąć sprawy w swoje ręce i sprawić, by dziewczyna, którą tak bardzo kocha, uśmiechała się jeszcze szerzej. Musiał sprawić, by zapomniała o tym amancie. Bo co do tego nie miał żadnych wątpliwości - widząc jej przerażenie ostatniej nocy miał pewność, że Juvia Loxar wciąż coś czuje do tego przeklętego taksówkarza.

- - - - - - - - - -

20 października 1951 r
Czekając za dziewczyną przed szkołą, odpalił papierosa. Gdy usłyszał szkolny dzwonek, wyjrzał przez bramę wypatrując niebieskich włosów. Po niespełna minucie tłum nastolatków wybiegł z uczelni, jednak nigdzie nie dostrzegł Juvii.
-A co ty tu robisz?
Nie zauważył nawet, kiedy podeszła do niego Sue. Mulatka była wyraźnie zaskoczona jego widokiem.
-Przecież Loxar dziś nie było w szkole?
-Jak to jej nie było? Zdziwił się Fullbuster. -Dlaczego?
Gear spojrzała na niego podejrzliwie.
-Myślałam, że ty mi to powiesz...
"No ładnie!" - pomyślał lekko rozgniewany. Jeśli chciała urządzić sobie wagary, to mogła mu chociaż o tym powiedzieć! Nie marnowałby niepotrzebnie swojego czasu. Jednakże, było to do niej nie podobne, może źle się czuła? Zmartwiony, pożegnał się z koleżanką swojej dziewczyny i ruszył w stronę Down Shelter.
...
Pukał w drzwi jej mieszkania kilka razy, lecz dziewczyna nie otwierała mu. Coraz bardziej zaniepokojony, wyszedł z kamienicy by zapalić kolejnego papierosa. Spojrzał w jej okna, były zamknięte.
-E, lovelas, masz szluga?
Podeszło do niego trzech cyganów, których kojarzył z widzenia.
-Przykro mi, mam ostatniego. Wytłumaczył, wskazując na trzymanego w dłoni Pall Malla.
-Ta, jasne. A jak znajdę u ciebie paczkę, to wszystkie moje, dobra?
Cyganie otoczyli go i zaczęli się do niego zbliżać.
-No dobra... Zrezygnowany wyjął paczkę papierosów i rzucił ją w stronę jednego z mężczyzn.
-A tak w ogóle, to gdzie masz Juvię? Zgubiłeś ją po drodze czy co? A może znowu się pokłóciliście, hę?
Naprawdę nie znosił tych cwaniaczków, ale dzięki nim miał szanse się czegoś dowiedzieć, więc ugryzł się w język.
-Nie było jej w szkole, więc przyszedłem do niej... Ale w domu też nikogo nie ma.
-Może na wagary poszła? Pomyślał na głos jeden z cyganów. -Bo dzisiaj rano wychodziła z chaty, prawda chłopaki?
-Prawda, prawda! I była ubrana w mundurek szkolny!
-Siedzimy tu cały dzień, więc wiedzielibyśmy, gdyby wróciła do domu.
Cała ta sytuacja wydawała się Grayowi coraz bardziej podejrzana. Na odchodne podziękował cyganom i ruszył w kierunku śródmieścia.
...
Szukał jej niemal wszędzie. Był w parku, pod sklepem muzycznym i ogrodniczym, znów pod szkołą, lecz Juvia wsiąknęła jak kamień w wodę. Był wykończony, gdyż przebył dzisiaj sporo kilometrów, jednak nie poddawał się.
"A może nie poszła do szkoły, bo chciała się ze mną spotkać?" - rozmyślał, wracając do North Faries. Kiedy jednak dotarł na miejsce, pod swoją kamienicą dostrzegł jedynie zdenerwowanego Natsu.
-Gray, gdzie ty się do cholery szlajasz?! Ryknął Dragneel, biegnąc w jego stronę.
-A co?
Różowowłosy przysunął się do niego bardzo blisko, napierając delikatnie na niego swoim ciałem. Fullbuster już chciał go odepchnąć i skrzyczeć za to nienormalne zachowanie, lecz z chwilą gdy zaczął otwierać usta, poczuł metalowy przedmiot na wysokości swojej klatki piersiowej.
-Co ty...
-Southern Wolves porwali twoją przybłędę. Lyon widział, jak wciągają ją do samochodu. Wyszeptał Natsu i odsunął się od niego, kierując się w stronę China Town. Gray szybko schował przyniesionego przez przyjaciela Colta za skórzaną kurtką i go dogonił.
-Jak Lyon mógł ją widzieć, skoro nawet jej nie zna?!
-Kiedyś lampił się na nią na ulicy. Przestał się ślinić dopiero, gdy dowiedział się o tobie. Tłumaczył Dragneel w biegu. -Trzy godziny temu, gdy byłem u niego z nową dostawą materiału, wykrzyczał mi w twarz, że widział twoją dziewczynę, siłą wciąganą do samochodu przez jakiś typów. Rozpoznał jednego i skojarzył go sobie z tymi gnojkami z Southerna.
Gray nie mógł uwierzyć, że gang narkotykowy posunął się aż tak daleko. Dopiero co dostało im się za kradzież ich samochodu z pochowanymi prochami, która miała miejsce kilka miesięcy temu. Myślał, że sprawa jest już załatwiona...
-Wiesz gdzie ją zawieźli?
-Ta, Lyon śledził ich trochę. O ile już stamtąd nie odjechali, są w opuszczonej fabryce papieru w China Town.
Natsu ledwo co zdążył dokończyć zdanie, musiał jeszcze bardziej przyspieszyć kroku za przyjacielem, który pomimo niedysponowania z niebywałą prędkością popędził w kierunku opuszczonej fabryki.
Choć było już widno, ulice China Town były bardzo zatłoczone. Lampy i jarzeniowe neony klimatycznie zabarwiały nawet te najbardziej podejrzane zakamarki. Tłok, gwar i muzyka dobiegająca z barów serwujących sake słyszalne były w każdej części tej dzielnicy. Dopiero gdy chłopcy wyszli na jej obrzeża, mogli spokojnie się przemieszczać. Szybko znaleźli się przed zardzewiałym ogrodzeniem fabryki papieru.
-Posłuchaj Gray... Zaczął Natsu, obserwując to opuszczone miejsce. Odpalił papierosa, po czym podał go francuzowi. -Wejdę tam pierwszy i narobię trochę hałasu, spróbuję ich odciągnąć. Jak spalisz szluga, wchodzisz do środka i ratujesz tą przybłędę, zrozumiałeś?
-Chcesz się bawić w przynętę, kretynie? Skarcił go Fullbuster i uderzył w tył głowy, jednak różowowłosy zaśmiał się cicho.
-Wiesz, że inaczej nie damy rady jej pomóc?
Choć nie był to plan doskonały, Gray doskonale zdawał sobie rację ze słuszności słów Natsu. Nawet jemu udawało się czasem powiedzieć coś mądrego, lecz mimo to nie chcia,ł by jego przyjaciel tak bardzo ryzykował.
-Ale żeby było jasne, wciąż jej nie znoszę! Oświadczył nagle Natsu, wdrapując się po zardzewiałej siatce i przeskakując na teren fabryki. Następnie wyjął spod swojej czarnej kurtki Desert Eagla, przeładował go i ostrożnym krokiem przyczajał się do budynku.
Z nerwów Fullbuster po niespełna dwóch minutach kończył już papierosa. A gdy przygasił niedopałek butem i zaczął wspinać się po furtce, usłyszał trzask obitych metalowych drzwi i krzyki.
-Złapać go!!!
Ciemnowłosy zeskoczył z siatki i schował się za ceglanym murkiem. Wychylając się lekko, dostrzegł Natsu uciekającego przez zgrają gangsterów. Bardzo martwił się o niego, lecz to nie był czas na użalanie się nad sobą czy innymi. Kiedy tylko obszar fabryki wydawał się mu czysty, przeskoczył na jej teren i wyciągając Colta pobiegł w stronę opuszczonego budynku, wciąż starając się mieć oczy wokół całej głowy. Wkradł się do wnętrza fabryki przez uchylone drzwi, z których chwilę temu wybiegł Dragneel z gangiem narkotykowym, i z pistoletem trzymanym oburącz na wysokości bioder rozglądał się dookoła. Przeszedł przez trzy pomieszczenia, aż w końcu dotarł do ogromnego magazynu.
-Juvia! Widząc dziewczynę leżącą między kartonami, podbiegł do niej zupełnie tracąc gardę. Szybko zabrał się za rozwiązywanie sznura, który krępował Loxar w nadgarstkach i kostkach. Widział jej puste spojrzenie, ledwo kontaktowała. Pewnie została nafaszerowana jakimiś prochami, by była spokojna.
-Dali ci coś? Spytał, starając się ją uwolnić i przyglądając się jej twarzy. Dziewczyna potwierdziła jego przypuszczenia powolnym ruchem głowy. Wtedy chłopak poczuł w sobie kolejny przypływ adrenaliny. Nawet jeśli był to liczna grupa przestępcza, nie miał zamiaru im tego odpuścić.
-Spokojnie, zaraz cię stąd wyciągnę... Warknął szarpiąc się ze sznurami i ledwo opanowując złość. Gdy uwolnił dziewczynie ręce, zaczął odwiązywać linę na jej nogach, lecz niespodziewanie, przez silne uderzenie głowy, został popchnięty do przodu. Leżąc na przeciw Juvii, dostrzegł nad sobą kilkoro dobrze zbudowanych członków Southern Wolves.
-Wy macie nas za debili?! Ryknął jeden z nich, wychodząc na przód grupy i kopiąc Fullbustera w żołądek. Chłopak aż skulił się z bólu i szerzej otworzył oczy. Jego ostatnie rany nie zdążyły się jeszcze wygoić, a już nabawiał się kolejnych...
-Chcieliście nas przechytrzyć? Przecież to było oczywiste, że ten różowowłosy głąb nie jest tutaj sam!
Gray dostał kolejnego kopniaka, tym razem prosto w nos, z którego niemal od razu wypłynęła gęsta krew.
-Cholerne cwaniaczki!!! Wydzierał się bandyta, kopiąc młodzieńca wraz ze swoimi towarzyszami. -Zatłukę was na śmierć! Ciebie, tego drugiego ciołka, i twoją koleżaneczkę też!
Z trudem znosił uderzenia, jednak czekał na odpowiedni moment. Na chwilę, w której mógłby wyciągnąć pistolet i przestrzelić tym draniom łby...
Nagle główne wejście do magazynu otworzyło się na oścież.
-FBI!!! Wszyscy na glebę!!!
Członkowie gangu stanęli nad Fullbusterem jak wryci, po czym zaczęli uciekać we wszystkie strony. Agenci otworzyli ogień, trafiając dwóch przestępców, jednak reszta zdołała wymknąć się z budynku. Na ich nieszczęście, pod fabryką czekała na nich cała eskorta policji.
-Lily! Znalazłem jeszcze jednego, leży na zewnątrz z postrzeloną nogą. Chyba nieźle go połamali...
-Dzwońcie po karetkę. Dla trzech osób. Dodał czarnowłosy funkcjonariusz, podchodząc do półprzytomnej, zapłakanej Juvii, która nie odrywała oczu od pobitego Graya. On jednak nie mógł na nią patrzeć w takim stanie. Nie uratował jej. Nie obronił. Nie zrobił nic, prócz wpakowania ją w problemy...
Jedynym, co później pamiętał, był dźwięk sygnału nadjeżdżających karetek. I coraz głośniejszy płacz Juvii.


28 października 1951 r
Minął już tydzień odkąd trafił do szpitala. I odkąd nie widział Juvii, o którą bardzo się martwił. Agenci FBI wielokrotnie go przesłuchiwali, choć ledwo mówił i wciąż był przykuty do łóżka. Tak samo było z Natsu, który dzielił z nim szpitalną sale. Ich wersja wydarzeń była identyczna - nie wiedzieli dlaczego Juvia Loxar została porwana przez Southern Wolves, oni byli tam tylko po to, by ją uratować. Nie wiedzieli tylko, czy dziewczyna potwierdzi ich zeznania.
Ponadto Gray bardzo martwił się o swoją dziewczynę. Pytał się o nią za każdym razem gdy go przesłuchiwano, i za każdym razem słyszał to samo - takich informacji udzielają jedynie członkom rodziny. Problemem był fakt, że Juvia nie miała żadnej rodziny. Nie była również pełnoletnia, tak jak on, czy Natsu, więc istniało ogromne prawdopodobieństwo, że najbliższy rok Juvia spędzi w domu dziecka.
Jego rozmyślenia o dziewczynie przerwało pukanie do drzwi, które po chwili otworzyły się powoli. Z początku dostrzegł jedynie ogromny bukiet kwiatów, lecz po chwili wyłoniła się z nich Juvia.
-Cześć. Mruknęła cicho i ze smutnym uśmiechem podeszła do jego łóżka. -Jak się czujesz? Spytała troskliwie, wkładając kwiaty do pustego wazonu.
-Dobrze. Odpowiedział nieco ochrypniętym głosem i obserwował, jak dziewczyna wyciąga z bukietu tulipana, a następnie podchodzi z kwiatem do śpiącego Natsu.
-Landrynie też się coś należy... Burknęła obojętnie i wróciła go Graya. Usiadła na skraju jego łóżka i chwyciła go za dłoń.
-Przy zeznaniach Juvia nie podała powodu porwania. I wiesz co? Dzięki temu Juvia dowiedziała się wielu ciekawych rzeczy!
Okazało się, że od kilku miesięcy w Magnolii znikają bez śladu nastoletnie dziewczyny. Nie wiadomo kto jest za to odpowiedzialny, lecz FBI miało Southern Wolves na oku. A sprawa z Juvią tylko potwierdziła ich przypuszczenia. Ponadto, dzięki interwencji Graya i Natsu, FBI mogło przejść wreszcie do akcji. W akcie odwdzięczenia, dali im po prostu spokój. Uznali, że Juvia znalazła się w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiedniej porze, a chłopcy zachowali się jak bohaterowie.
-Gorzej było, gdy wyszło na jaw, że Juvia nie ma żadnej rodziny, ani żadnego opiekuna... Mocniej ścisnęła dłoń ukochanego. -Ale i to skończyło się dobrze! Jeden z agentów, Lily, znał tatę Juvii. Podczas wojny działali razem w tej samej grupie partyzantów. Tata Juvii uratował mu kiedyś życie, i gdy Lily dowiedział się, że Juvia jest jego córką, nie chciał się zgodzić, by Juvia trafiła na rok do domu dziecka. Lily już załatwia wszystkie papiery i od jutra Juvia będzie miała pełnoprawnego opiekuna i brata! Zawołała ze szczęściem w oczach. -A sam Lily jest naprawdę w porządku! Juvia ma wrażenie, jakby on naprawdę był jej bratem... Nawet zaproponował, by Juvia zamieszkała z nim w dzielnicy Air Street - w ogrzewanym pokoju, ze stałym prądem bez agregatora... Mówiąc o ludzkich warunkach mieszkalnych, których nie posiadała od kilku lat, rozmarzyła się.
Cieszył się jej szczęściem. Czekało na nią nowe, lepsze życie. Jednocześnie zrozumiał, że on jej tego szczęścia nie da. Może jedynie zniszczyć szansę, którą właśnie otrzymała.
-Tylko, że... Juvia nie wie, co o tym sądzisz. Juvia chciała zapytać się o twoje zdanie...
-Przecież nie potrzebujesz mojego pozwolenia. Rób co chcesz. Warknął oschle, patrząc w bok. Zaskoczona dziewczyna powoli oderwała dłoń od jego ręki. 
-Po co tu w ogóle przylazłaś?
Nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Może i Gray nigdy nie był wylewny, jednak nigdy nie był aż tak arogancki. Zawsze miała poczucie, że wszystko co robi, robi dla jej dobra. Ale nie teraz.
-Dlaczego taki jesteś? Szepnęła, wstając i zaciskając pięści ze złości. -O co ci chodzi? Juvia przez cały czas martwiła się o ciebie, nawet przyniosła ci kwiaty...
Przerwał jej donośny huk. Wystraszona spostrzegła, że kwiaty, kawałki wazonu i woda walają się pod jej nogami.
-Nie potrzebuje twoich kwiatów. Ani ciebie.
Widząc to wszystko, Loxar pękało serce. Postanowiła jednak przemilczeć jego zachowanie i udawać, że nic się nie stało. Chciała dowiedzieć się, co go tak złości.
-Nie wolno ci wstawać. Dziewczyna podeszła bliżej Graya i chwyciła go za ramiona, gdy ten próbował usiąść. Jednak Fullbuster odepchnął ją od siebie.
-Nie rozumiesz co się do ciebie mówi?! Idź już sobie!
-Juvia nigdzie nie pójdzie! Twoje zachowanie jest nieracjonalne! Juvia tego nie rozumie i dopóki się nie wytłumaczysz...
-Jesteś aż tak głupia? Zakpił z niej, nie przejmując się, że każdym kolejnym słowem wbija Juvii nóż w plecy. -Przez ciebie tutaj leżymy. To wszystko twoja wina. Obwiniał ją, wpatrując się przed siebie z wściekłym wyrazem twarzy. -Sprawiasz same problemy, mam już cię po prostu dość! Nie mam z ciebie żadnego z ciebie pożytku, przybłędo, więc wynocha i daj mi wreszcie święty spokój! Nie pokazuj mi się więcej na oczy!
-Już jej nie ma, debilu. Zamiast Loxar, usłyszał Natsu. -Naprawdę... Pojęcia nie mam czy zmądrzałeś, czy upadłeś na głowę.
-Nie będę słuchał takiego głupka jak ty. Burknął do Dragnella, kładąc się na poduszkę.

Mozolnie otworzył oczy.
-A jednak jakoś z tego wyszedłem? Mruknął cicho, rozglądając się po pomieszczeniu, w którym przebywał. Leżał przykuty przez kroplówkę do szpitalnego łóżka, w sali łudząco podobnej do tej, w której znajdował się trzy lata temu. Za oknem już świtało.
Nagle przypomniał sobie swój sen, o dawnych, bolesnych wspomnieniach.
"Dobrze wtedy zrobiłem" - pomyślał ponuro. W końcu taki nic nie znaczący człowiek jak on, bez rodziny i przyszłości nie pasował do kogoś takiego jak ona. Juvia zdecydowanie zasługiwała na coś lepszego od życia. A i on nie musiał się zmieniać. Wygodniej było kroczyć tą samą, wątpliwą ścieżką, zamiast cofnąć się i żyć jak normalny, uczciwy obywatel. To nie było dla niego...

- - - - - - - - - - -

11 listopada 1951 r
Przez cały czas nie mogła się pogodzić z tym, co się wydarzyło. Nie mogła uwierzyć, że to wszystko skończyło się tak nagle...
Gdy następnego dnia od wybuchu złości Fullbustera wróciła do szpitala, dowiedziała się że chłopcy wypisali się z niego na własne życzenie. Nie widywała go również przed szkołą, ani na mieście, choć specjalnie wracała do domu okrężną drogą. Od tygodnia mieszkała z Lilym w Air Street, który martwił się jej przygnębieniem. Mało co się odzywała, niewiele jadła i spała. Można było ją prosić, lecz do Juvii nie docierały czyjeś upomnienia. Całkowicie zamknęła się w swoim świecie, bezustannie rozmyślając "dlaczego". Co takiego zrobiła, że zasłużyła sobie na takie traktowanie? Może gdyby się dowiedziała, ulżyłoby jej?
Właśnie leżała z głową skrytą pod poduszkami, gdy usłyszała z salonu znaną melodię. I słowa, których niegdyś nie rozumiała...
Kochamy się bardzo czule
Tak jak kochają się wszyscy kochankowie
A potem pewnego dnia zostawiłeś mnie
Odtąd jestem zrozpaczona
Widzę Cię wszędzie na niebie
Widzę Cię wszędzie na ziemi
Jesteś moją radością i moim słońcem
Moją nocą, moimi dniami, moimi jasnymi zorzami
Jesteś wszędzie ponieważ mam Cię w mym sercu
Jesteś wszędzie ponieważ jesteś moim szczęściem
Wszystko co mnie otacza
Nawet życie odzwierciedla Ciebie

Wściekła wyskoczyła z pokoju, trzaskając za sobą drzwiami. Lily, który wsłuchiwał się w piosenkę Edith Piaf na fotelu, odchylił głowę do tyłu by na nią spojrzeć. Widząc jej minę, pospiesznie odłożył szklankę z whisky na stół i podszedł do dziewczyny kilka kroków.
-Tak długo ociągałaś się rozpakowywaniem kartonów, że w końcu postanowiłem zrobić to za ciebie. Znalazłem tą płytę. Nie gniewasz się, że ją pożyczyłem?
Juvia wyjęła płytę z gramofonu, po czym wracając do swojego pokoju sięgnęła swoją kurtkę oraz skrzypce i biegiem wyszła z domu. Nie zwracała uwagi na przeprosiny "brata", oraz jego upomnienia by się cofnęła.
Dotąd nie miała żadnego pretekstu, by odwiedzić Graya w domu. Po tym co od niego usłyszała, nie chciała być nachalna. Lecz jego słowa nie dawały jej spokoju. Musiała z nim porozmawiać, wyjaśnić tą sprawę, a oddanie mu rzeczy, które jej ofiarował było według niej dobrą wymówką.
Zdeterminowana, pewnym krokiem kroczyła w kierunku North Faries, choć było już ciemno i chłodno.
-Co to, do kurwy nędzy ma być?!
Będąc niespełna dziesięć minut od kamienicy, w której mieszkał Fullbuster, usłyszała znajomy głos. Dobiegał on z ciemnej, wąskiej uliczki. Zaciekawiona zakradła się tam powoli.
-Patrzcie, jak się gówniarz stawia! Jeden z mężczyzn oblegających nieznajomą, młodą kobietę o fioletowych włosach, podszedł do właściciela głosu, który rozpoznała.  -"Kincia" jeszcze trochę z nami zostanie, więc się nie denerwuj synek...
-Nie jestem twoim synem, gnoju. Stawił się Natsu, odtrącając wyciągniętą dłoń mężczyzny.
Cała ta sytuacja nie wyglądała za ciekawie. Juvia nie wiedząc co robić, zmarszczyła brwi i przygryzła wargę. Chciała wycofać się z zaułka i zadzwonić po Lilyego, lecz wtedy na uliczkę wbiegł Gray, ratując swojego przyjaciela od ciosu bandyty.
-Dosyć tego. Chcemy tylko zabrać naszą przyjaciółkę do domu, nie szukamy kłopotów. Tłumaczył Fullbuster.
-Trochę na na to za późno, chłopcy!
Po krótkiej wymianie zdań, między dwoma chłopcami, a gangiem doszło do bójki. Przetrzymywana przez bandytów dziewczyna z lękiem wpatrywała się w nóż, który został przystawiony do jej gardła.
Juvia nie mogła dłużej na to patrzeć, choć trzęsły się jej ręce i nogi, wybiegła zaułka w poszukiwaniu najbliższej budki telefonicznej. Jednak zatrzymała się po chwili, słysząc donośny krzyk Dragneela. Rozdzierający ciszę wrzask sprawił, że Juvii zakręciło się w głowie. Obawiając się najgorszego, ze łzami w oczach cofnęła się. Widząc z oddali migające, pomarańczowe światło ulicznej lampy, tylko przyspieszyła kroku. Padło kilka strzałów, a gdy Loxar dotarła na miejsce, łuski dopiero co opadły z brzdękiem na zniszczony asfalt pokryty krwią. Ona również upuściła z rąk płytę oraz skrzypce. Niebieskowłosa dziewczyna z szoku walczyła o każdy oddech. Z przerażeniem obserwowała z ukrycia, jak ranni młodzieńcy przyglądają się martwej przyjaciółce. A obok nich leżało kilka, martwych od postrzału ciał.

Do dziś doskonale pamięta tamto spojrzenie Graya. Odwrócony do niej profilem, z grzywką ledwo zasłaniającą powieki, wpatrywał się w martwe ciało przyjaciółki z pustką w oczach. Jakby od samego patrzenia na zamordowaną uchodziło z niego życie. Lecz wtedy wreszcie pojęła, dlaczego ją zostawił.
Natsu miał racje - sama nie była w stanie go zmienić. Nie wtedy. Była jedynie przeszkodą, przybłędą która poprzewracała mu życie do góry nogami. Która próbowała go zmienić...
Choć sama wiele przeszła, prócz krótkiej, lecz mrocznej opowieści Natsu nie znała przeszłości francuza. Co ona w ogóle o nim wiedziała? Wtedy nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak tajemniczą i skrytą osobą był Gray Fullbuster. 
Tamtego dnia postanowiła odpuścić. Jeśli jej nie chciał, musiała się z tym pogodzić. Jednakże nie mogła zmienić swoich uczuć, a przez to pozwolić mu, by chłopak do końca został pochłonięty przez mrok. By jego ręce jeszcze bardziej splamiły się krwią, a jego oczy stały się puste na zawsze. Dlatego została policjantką. Z myślą, że któregoś dnia wyciągnie go z ciemnego zaułka, w którym się zagubił. Z myślą, że kiedyś zdoła go uratować.



1) Chevrolet Suburban - amerykański samochód sportowo-użytkowy, rocznik 37'
2) Hudson Hornet - luksusowy samochód osobowy produkcji amerykańskiej, w wersji coupe (bez dachu), rocznik 41'
3) Budweiser Budvar - jasne piwo, 5%

***


Długo mi to zajęło, ale wreszcie jest - rozdzialik dla was z okazji dnia dziecka :)
A żeby wynagrodzić wam to spóźnienie, mam dla was niespodziankę - mały konkursik, w którym będziecie mogli sprawdzić waszą pamięć :P W końcu w głównej mierze to opowiadanie podchodzi pod kryminał, a w tym gatunku dobra pamięć i spostrzegawczość są kluczowe ;)

Pytanie dotyczy miejsca, w którym Juvia i Gray dość często przebywali :]
Chodzi oczywiście o miejsce ich "pierwszej randki" - słowo klucz :P
W obecnej fabule (czyli w roku 1954) jaki wspomniany niejednokrotnie budynek znajduje się obok tego miejsca?
UWAGA!
Konkurs wygrywa Szeherezada!
"Miejsce pierwszej randki - park. A w pobliżu parku była kancelaria Heartfiliów. No, aktualnie pogorzelisko, czy jak to się tam nazywa." 
I to jest poprawna odpowiedź :)
A Szeherezadkę proszę o PW jeśli jest zainteresowana niżej wymienioną nagrodą ^.^



Nagrodą dla pierwszej osoby, której uda się rozwikłać zagadkę jest... udział w następnym rozdziale. Wydaje mi się, że jest to w miarę fajne wyróżnienie, tym bardziej, że w tym opowiadaniu posługuje się wyłącznie postaciami z canonu (jedynie nazwiska są czasem dodawane przeze mnie). 
Jeśli komuś uda się odgadnąć tą zagadkę, zyska w moich oczach ogromne uznanie ^.^
A co do postaci użytej w 28 rozdziale, będzie mogła ona posłużyć się swoim nickiem, lub wymyślić jej imię, tak samo jak wygląd.

***

Spędziłam kilka (jak nie kilkanaście) godzin przy tym rozdziale, więc mam nadzieję, że odwdzięczycie się komentarzami (Yasha żuli o komenty, do czego to doszło xD).

Mimo tylu czasu poświęconego na rozdział, nie jestem w pełni z niego zadowolona. Starałam się ukazać dość specyficzną, jednak silną więź łączącą dwóch głównych bohaterów tego "chapterka" , ale nie wiem czy dobrze mi się to udało :/
Do tego wiem, że totalnie zawaliłam stronę gramatyczną, znajdziecie tu pewnie sporo dziwnie sklejonych zdań i błędów ortograficznych, o przecinkach nie wspominając...
Przy okazji, skoro temat błędów się nawinął - jestem Ci bardzo wdzięczna Blu Re za porady i znalezienie błędów. To na prawdę bardzo pomocne :*

24 komentarze:

  1. A jednak zgadłam, że skrzypaczka to Juvia ;) chciało mi się płakać, kiedy czytałam o ojcu Juvii i tych momentach, gdy Grey ją ratował samemu będąc bitym :( Piękny rozdział, w którym jest zawarte tyle szczegółów z życia niektórych bohaterów. Świetny motyw z Natsu i stanikiem xd Landryna i pierdoła, jak to fajnie razem brzmi :D Przeplatanie się smutnych i wesołych momentów, jak i pisanie w większości o wspomnieniach nadaje temu rozdziałowi szczególny charakter i wyjątkowość. Bardzo mi się podobał :) z chęcią wzięła bym udział w konkursie, ale o 3 trudno jest myśleć xd a rano pewnie już będzie masa odpowiedzi na pytanie, także życzę powodzenia biorącym udział :p Yashuś, ślę Ci wenę i jeszcze raz wenę :*

    Nieznana

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku, rozdział świetny *^* Genialne było to spotkanie po latach... Takie słodkie, ze sie prawie rozplynelam~... Wejście po rynnie Jeszcze fajne było to z kopertą XD... Ale najlepsze jest to, ze mogliśmy zobaczyć te same sytuacje tylko z innego punktu widzenia. Np to w ogrodniczym XD...
    Nie spodziewałam sie tego z Lily'm, ale jakos mnie to nie zaskoczyło. Szkoda, ze Juvia i Gray tak zerwali, ale to było w końcu dla jej dobra... Ja wszystko rozumiem, ale mógł byc troche delikatniejszy... Komentarz Natsu trafiony jak mało kiedy.
    Btw... Serio, uwielbiam Gruvie, a te ich randki... Kya~ ^ ^
    Dobra, trzeba sie ogarnac "XD
    Weny życzę i powodzonka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do zagadki... Chodzi o sklep muzyczny?

      Usuń
    2. O! Chyba wiem! Chodzi o szkołe Juvii? Codziennie sie tam spotykali, itd~!
      ...chociaż w sumie chyba chodzi o to na moście... A ten budynek obok to chyba wlasnie sklep muzyczny, nie :D?

      Usuń
    3. Niestety nie zgadłaś. Jeśli chcesz jeszcze spróbować, to przeczytaj jeszcze raz uważnie i na spokojnie treść tego konkursu, bo od złej strony się za to zabrałaś. To nie jest aż takie oczywiste :P

      Usuń
    4. ...*olsnienie*...
      Czy chodzi o sklep ogrodniczy 0.0"...?

      Usuń
    5. Widzę moja podpowiedź w ostatnim komentarzu zbyt wiele nie dała :( Nie, to nie sklep ogrodniczy :P

      Usuń
  3. Szczerze, to nie spodziewałem się całego rozdziału o przeszłości Graya i Juvii, ale dobrze ci wyszedł. Najlepszy moment to wakacje i proca Natsu. ::P Sue pojawi się jeszcze w opowiadaniu czy to tylko taka epizodyczna postać? A i widać Mest od dawna świętował Dzień Pedofila. :P

    Garett-Sama

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak na początek odnośnie konkursu (jeszcze mnie ubiegną, czy coś xD): To tak. Miejsce pierwszej randki - park. A w pobliżu parku była kancelaria Heartfiliów. No, aktualnie pogorzelisko, czy jak to się tam nazywa. O to chodzi? ;D
    No, a teraz się zabieram za wrażenia po rozdziale ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :O ... A myślałam, że się dłużej zabawimy :D
      Brawo Szeherazada! :D Nie napiszę że zgadłaś, bo to trzeba było wiedzieć/pamiętać :P To jak coś czekam na PW od ciebie (obojętnie gdzie, mail, gg, fb) , bo ja do ciebie namiarów nie mam :C

      Usuń
    2. Ten rozdział był taki smutny i uroczy... a potem znowu smutny... i taki-taki... Awwwww... :3
      Bardzo mi się podobało ponowne spotkanie Gray'a i Juvii... Nie ma to jak mały włam przez otwarte okno xD
      I to "zagrać w filcharmonji" też było urocze. I ostatecznie tam nie zagrała :C Bo została policjantką, żeby nawrócić Gray'a <3 To urocze <3
      No i ogólnie też to, jak Gray chciał uratować Juvię przed hitlerowcami... (przepraszam, że tak skaczę, ale piszę, co mi się przypomni xD) I jak uratował ich jej ojciec... szkoda mi go :C
      Albo ten wyjazd na wakacje... Natsu, spoko podejście do życia, z tą procą xD
      I potem jak Juvię porwali :C I chłopaki ja postanowili uratować (oj tam, Natsu, nawet jeśli jej nie lubisz, to i tak bohatersko się zachowałeś. A nawet tym bardziej ;3)... <3 I trafili do szpitala D: (chociaż skoro jestem sadystką jeśli chodzi o moje ulubione postacie, to właściwie nie "D:" tylko ":D") I Gray zerwał z Juvią T^T Ale zrobił to dla jej dobra, więc w sumie nie jest tak źle... Ale i tak... ;-;
      A jak się Juvią zajął Lily i został jej jakby starszym braciszkiem <3 To też było takie słooodkie <3
      Albo jak Gray odbierał Juvię ze szkoły <3 Tylko to, jak się rządził... D: I jej zakazywał tego, co chciała robić... ale to też robił tylko dla jej dobra :C
      Jak ja kocham Gruvię <3 (zresztą kocham też Jerzę, Nalu i Gajevy :3 Niekoniecznie w tej kolejności... xD) A tobie wyszła taka słodka i smutna, ale cudna i piękna <3 Chciałam ją jeszcze jakoś opisać, ale brak mi słów <3
      A ta forma napisania rozdziału - akapit z teraźniejszości i wspomnienia na przemian... Po prostu cud, miód i orzeszki <3
      Widziałam kilka literówek, ale nie wiem teraz gdzie. Aczkolwiek parę ich było. Ale no, taki cudny rozdział <3
      Teraz czekam tylko na następny :3 Przesyłam wena, życzę wolnego czasu i w ogóle :3 A teraz przepraszam, ale idę się jarać dalej ^^

      P.S Przepraszam, że komentarz taki chaotyczny, ale TAKIE emocje :3

      Usuń
    3. ...*.*...
      Dotarłam do momentu, ze tam był park, ale co było obok - na to juz nie wpadłam ._.
      Gratulacje :D! Ja tam nie mam pamięci do takich rzeczy "XD...

      Usuń
    4. Yasha - zgłosiłam się drogą mailową ;) Może być? ^^
      Foxi - ja - najlepsze - mam właśnie dobrą pamięć do szczegółów, ale ogólnie jakieś większe wydarzenia? Zapominam o jakichś (jak ich dużo) albo kolejność zamieniam. Dziwny żem człowiek ;)

      Usuń
  5. Hm... Może zacznę od skomentowania ogółu "skrzypaczki" - te relacje pomiędzy bohaterami, które przedstawiłaś to naprawdę majstersztyk. Od dzisiaj jeden z moich ulubionych rozdziałów, chociaż nie jestem jakąś wielką fanką Gruvii. Traktuję ich jako pewną, ale niezbyt porywającą parę. Pewnie niezbyt się to zmieni, jednak twoja wersja tej dwójki jest genialna! Jeśli chodzi o ulubiony moment to zdecydowanie moment włamania do sklepu (adrenalina zawsze musi się mi podnieść w takich chwilach ^^').

    PS: Co do konkursu to obstawiam szkołę. Juvia zapewne chodziła do tej samej szkoły co Wendy obecnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudny rozdział, mega wzruszający

    OdpowiedzUsuń
  7. O Jezuuuuuuuuu! Nie mogę. Nie wytrzymam...! ;_________________;

    Cały ten rozdział jest tak bardzo piękny! A ja czuję się tak rozemocjonowana, że nie wiem. Rozemocjonowana i zauroczona. *-*
    Tylko do cholery, dlaczego Gray był taki głupi? ;c Ja wiem, że chciał dobra Juvii i dlatego ją zostawił, ale ku*wa, przez to ona tylko bardziej cierpiała. ;_;

    A teraz jeszcze mi szkoda Totomaru, bo jest zazdrosny i nie może zrozumieć sytuacji. No ale w sumie, co ja mu się dziwię? Przecież do teraz sama nie wiedziałam, jak wyglądał związek Graya i Juvii i jak to się stało, że się rozstali.

    Baaaaaaardzo się cieszę, że ten rozdział był pełen wspomnień i wgl. mnóstwa uczuć. *-* Można powiedzieć, że to taki krótki odpoczynek od wydarzeń teraźniejszych. ^.^

    ...
    Ochy achy, bo nadal się rozczulam, jaka kochana była ta Gruvia! Tak świetnej jeszcze nie czytałam. :D

    Nie przedłużając, życzę Ci weny, czasu i wszystkiego, co dobrej pisarce do pisania jest potrzebne! ♥

    Z poważaniem, stała bywalczyni oraz zagorzała fanka - Tessa :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Zajebisty rozdział !!!!! Bardzo mi się on podobał :) Skupiony był na wspomnieniach Juvii i Gray'a ale to dobrze :P Łatwiej będzie nam zrozumieć zachowanie teraźniejszych ich.
    Wiemy już co ich spotkało - piękna, wzruszająca historia jak na razie bez happyendu. Ale jeszcze wszystko przed nami!! Relacje pomiędzy tą dwojką przedstawiłaś nam GENIALNIE. Noi między Natsu też, "różowa landryna" - ciekawe czy jak Juvia będzie przesłuchiwać kiedykolwiek Natsu to przywita się z nim : Witaj, różowa landryno. xD


    Szkoda mi tylko Totomaru ;/;/ biedny on tak nieszczęśliwie zakochany :(

    Krótko mówiąc teraz pozostaje nam czekać na kolejny rozdział :D Ten był tak długi, że nie wyświetliło mi w powiadomieniach , że już go wstawiłaś!!! I ominął mnie konkurs :( :(

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. *u*
    Ale cudo (spóźniona tak bardzo, tak, tak wiem... czytam od jakiegoś czasu, ale za leniwa jestem żeby skomentować -.-)
    GRUVIA FEELS.
    Ale szkoda Totomaru, akurat jemu kibicowałam bardziej xD No bo na Graya to wszystkie się rzucają, ale jednak pod koniec było tak słodko że chyba wybaczam *płacze* Yasha, Yasha... ty to jednak masz talent.Padam do stóp! Dużo weny i innych takich, czekam na następny rozdział =w=

    OdpowiedzUsuń
  10. O jaaa, Yasha, to może być najlepszy rozdział który napisałaś, nie wiem czy ten z więzioną Lucy nie spadł na drugie miejsce. Osobiście bardzo spodobały mi się retrospekcje, mistrzowsko ukazałaś związek pomiędzy tą dwójką. Juvia jako skrzypaczka, kto by pomyślał, choć nieźle to wykombinowałaś - bardzo do niej pasuje ta rola. Ciężko wskazać tu najlepszy fragment, bo cały rozdział był idealny <3
    Piszę późno, krótko i z komórki z powodu zepsutego dinozaura, nawet nie liczę który już raz ;p mam nadzieję że wybaczysz mi niekomentowanie, nie było mnie trochę na bloggerze, ale twojego bloga systematycznie nadrabiam :) rozgrzesz mnie bo nie zasne xD
    Całusy przesyłam, Bea ;*

    OdpowiedzUsuń
  11. Jejciu, zaczynam wierzyć w to, że udało mi się dobrze przedstawić relację bohaterów w tym rozdziale :D
    Dziękuje wszystkim za wszystkie komentarze :***
    Bea, kochanie, możesz spać spokojnie :D Nawet rozgrzeszenia nie potrzebujesz ode mnie, poza tym nawet nie wiesz jak się cieszę z twojego komentarza (teraz już wiem że wciąż żyjesz i nawet czytasz tego bloga więc mogę być spokojna xD)

    OdpowiedzUsuń
  12. Miałam nie komentować i lecieć dalej, ale nie mogę pozostawić tego rozdziału bez słowa. Choć cały rozdział zapełniony był retrospekcjami, to jednak podobał mi się. Po pierwsze- dowiedzieliśmy się co nieco o przeszłości Graya. Smutnej przeszłości, gorzkiej i mrocznej. Los go nie rozpieszczał. Ale w tym okrutnym życiu spotkał ją. Spotkał Juvię. Tak coś czułam, że jej obsesja na punkcie chłopaka nie wzięła się z powietrza.
    Naprawdę wspaniale opisałaś ich przeszłość. Mam nadzieję, że zejdą się w teraźniejszości ( w sensie w czasie, kiedy rozgrywają się wydarzenia). Strasznie spodobały mi się ich relacje. Ich wspólne wakacje i to wszystko.
    Widać, że włożyłaś w to całe serce, bo wyszło ci świetnie.
    Gratulacje, kochana!
    Przepraszam, że tak krótko. Najnowszy rozdział już skomentuję normalnie.
    P.S Gray jako bohater jest cudowny. <3

    OdpowiedzUsuń
  13. O cholera!!!!
    Nie lubię wspomnień (chociaż sama mam ich sporo), ale twoje były ... achhhhh genialne! Niesamowite, wspaniałe.
    Tylko powiem ci szczerze jedno rzecz... jak ja w niektórych momentach nienawidzę Natsu. No naprawdę. Nie wiem dlaczego, ale aż mnie czasami korcić, by go zabić za te podrywy..grrrr aż nie mogę pisać ze złości.
    Czy fajna historia Gruvi? Na pewno. Tylko jedna rzecz mnie trochę zniesmacza, czy nie wiem jak to ująć. Jakoś sobie nie wyobrażam pięcioletniego chłopca, tak zachowującego się. Parę lat trzeba by mu dać w zwyż, ale tyś autorka tyś BÓG !
    Naprawdę rozdział przyjemny, Juvii mi oczywiście szkoda, ale powiem szczerze, nie spodziewalam się tak emocjonującej akcji, takiego Natsu i tego, że JUvia widziała śmierć tej dziewczyny.
    No dobra już mam 27 rozdział, a teraz zostały mi dwa rozdziały i
    tu już jest koniec
    nie ma już nic
    chyba, że Yasha coś wstawi
    i nas trochę zabawi.
    Oj trochę spamu dam. Pamiętam, jak jeszcze ten blog powstawał, wtedy miałam nadzieję, że to będzie coś zupełnie innego, a tu nie spełnilaś moich oczekiwań i pytanie... KIEDY NALU?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze, mnie aż bolało to, że z pięciolatka robię takiego kozaka... dlatego wstawiłam akcję z chociażby wystawionym tyłkiem, żeby było to choć odrobinę... dziecinne (czyt. właściwe ze strony Graya). No ale niestety, nie chciałam zbytnio naginać czasoprzestrzeni i by wszystko miało ręce i nogi, zgadzało się z pozostałą fabułą - musiałam zrobić to w takim i takim roku, gdzie przedstawieni bohaterowie mieli tyle i tyle lat.
      A jeżeli wściekasz się na Natsu, ponieważ podrywa inne dziewczęta, a nie Lucynkę... to chyba na prawdę go znienawidzisz xD Chociaż jak można wywnioskować po jego zachowaniu w tym opowiadaniu, jego mottem jest "żadnej dupy nie przepuścić" więc i na NaLu przyjdzie pora , haha :D Dobra, tak poważniej... wątek romansu zamieszczony co prawda jest, ale głównie dlatego, że taka ludzka natura. Każdy szuka miłości (oj, Yasha zaczyna się robić sentymentalna :P), więc i o tym piszę. Ale głównie znajdzie się tu akcję, zagadki, po prostu historię mafijnych rodzin. Czy kiedykolwiek pojawi się tu prawdziwe NaLu... tego nie zdradzę :P To samo tyczy się innych miłosnych epizodów, nie zepsuje wam niespodzianki. Ale wiem, że jeszcze niejednokrotnie nabuzuje waszą krew do wrzenia z wściekłości :P

      Usuń

Wasze komentarze cieszą mnie jak mało kogo, jednak nie zaklepujcie miejsc. To nie ważne, kto jest pierwszy, kto ostatni. Takie wpisy zostaną usunięte.
Wszelkie pytania kierujcie do spamownika.
A jak przeczytałeś rozdział, to pozostaw po sobie ślad.
Jesteś anonimem? Podpisz się jakoś.

Całusy dla was śle z góry wdzięczna Yasha ^.^