25 maj 2014

Rozdział 26 "Fotografia"

23 października. Wtorek
Godzina 00:07

Troje ludzi w ciszy wypatrywało swojego nowego, tymczasowego szefa. Po jakimś czasie wreszcie drzwi willi otworzyły się, a uciekający przed mżawką Bora podbiegł do czarnej Skody. Nim się wszyscy spostrzegli, mężczyzna znalazł się na miejscu kierowcy.
-Wszystko w porządku? Spytała siedząca obok niego kobieta. Z wdziękiem odgarnęła białe włosy za ucho, jednak dało się wyczuć w jej głosie obojętność. Jej niby troskliwe słowa dały mu do zrozumienia, że pomocnicy wcale nie chcą oglądać go w rozterce.
-No jakoś to chyba będzie. Mruknął, jednocześnie sięgając po sprzęgło i odpalając kluczyki w stacyjce. Był nieźle wkurzony. Dostało mu się od Hoteye za Mesta, jakby to była jego wina, że zgarnęli tego prawnika!
-To gdzie teraz jedziemy, szefie? Tym razem pytanie zadał jeden z mężczyzn siedzących z tyłu. Miał czarne, długie włosy i bladą, pociągłą twarz.
-Zająć się wreszcie właściwą robotą. Oznajmił do soldatów i wyjechał z posiadłości Don Zera, kierując się w stronę Little Village.

- - - - - - - - - -

Juvia i Totomaru opuścili właśnie jeden z pokoi przesłuchań. Inspektorzy Sol i Aria zostali tam, kończąc spisywać zeznania Chelii Blendy.
-Co z moją kuzynką? Co tam się dzieje? Na oświetlonym zimnym światłem, wąskim korytarzu o kolorze nieprzyjemnego turkusu, do komisarzy podeszła zapłakana Sherry.
-Kończą już ją przesłuchiwać, zaraz pewnie panią poproszą do pokoju. Poinformował ją Yagiri, przykładając dłoń do jej ramienia w pocieszającym geście. -I proszę się nie denerwować, dziewczynce już nic nie grozi.
Pomimo jego słów, z oczu kobiety bezustannie wylewał się potok łez, jednakże zmusiła się na nikły uśmiech. Nie mogąc nic powiedzieć, przytaknęła lekko głową, a komisarze odeszli w głąb korytarza. 
W środku nocy na posterunku było więcej osób niż zazwyczaj, a i tak mimo to obowiązek przesłuchania pozostałych świadków spadł na nich.
-Juvia zajmie się Fullbusterem.
Totomaru zatrzymał się i niepewnie spojrzał na przyjaciółkę, która dziarsko parła przed siebie.
-A nie chcesz zająć się Heartfilią? Ostatnio dobrze ci z nią poszło...
Wystarczyło, że Loxar odwróciła się do niego ze swoją zabójczą miną by zamilkł.
-Dobra, zajmę się dziewczyną. Odrzekł, a policjantka bez słowa ponownie ruszyła przed siebie.
Na co on liczył, że tak po prostu przepaści okazję przesłuchania kogoś, z kim chciała "porozmawiać" od tak dawna?
...
-Hahahahaha! No kto by się spodziewał!
Wystarczyło, by otworzyła drzwi od kolejnego pokoju przesłuchań, by chłopak z rozciętym łukiem brwiowym i wargą zaśmiał się na pół komisariatu. Przyglądał się oziębłej policjantce rozbawiony.
-Juvia, a co ty tu robisz?!
Nic nie odpowiedziała na zaczepki Graya.
-Przyznaj się, błagałaś przełożonych, byś mogła mnie przesłuchać?
-Zamknij się i składaj zeznania. Warknęła Loxar, nawet nie zaszczycając młodego mężczyzny spojrzeniem.
-Nie tak prędko. Zaśmiał się, jednocześnie przymrużając powieki. Zachowywał się zupełnie tak jak kiedyś. Jak bezczelny gnojek. -Nic nie powiem, dopóki nie dowiem się gdzie mój Ford... Nie patrz tak, nie jest kradziony!
-Juvia wie, że nie jest. Wymruczała cicho i wyciągnęła z szuflady biurka czyste arkusze oraz długopis. -A twój samochód został odholowany na policyjny parking. No więc? Spytała po chwilowej przerwie w konwersacji. -Gadaj co tam się działo, tylko się streszczaj. Juvia powinna skończyć służbę kilka godzin temu.
-Co się działo? No więc... Fullbuster westchnął i zmierzwił ręką swoje czarne włosy. -Dostałem informację z centrali taksówkarzy o kolejnym zgłoszeniu, więc pojechałem pod podany adres. Klientką była ta blondyna, którą też zgarnęliście. Trochę rozmawialiśmy, flirtowaliśmy...
-Juvia prosiła byś się streszczał. Chcę usłyszeć konkrety!
Nie mógł powstrzymać uśmiechu, gdy widział jak mocniej ścisnęła długopis. Taka zła, taka zazdrosna, choć z całych sił starała się to ukryć... Zupełnie jak dawniej.
-Zapomniała torebki, więc cofnęliśmy się pod kancelarię. Poszła tam, i wtedy...
Uśmieszek, który nie opuszczał Graya od samego początku wreszcie zszedł mu z twarzy.
-Zobaczyłem Chelię Blendy. Zapłakaną, z poszarpanymi ubraniami. Była tak przerażona, że nie mogła się wysłowić. Mało co nie popadła w histerie.
-A klientka?
-Jak jej nie było, tak nie było. Z tego co bełkotała Chelia, to blondyna tam została i była w tarapatach. No to pobiegłem do kamienicy, a tam zobaczyłem jak ten skurwiel ją atakuje.
Musiała minąć dobra chwila, by uspokoił swoje nerwy. Dopiero po chwili, gdy komisarz Loxar kończyła spisywać zeznania, ponownie się odezwał. 
-Mogę już iść? Bo chyba nie zamkniecie mnie za to, że uratowałem komuś życie?
-Za to nie, ale Juvia ma do Ciebie jeszcze jedno pytanie.
Fullbuster, który już uniósł pośladki z krzesła, spojrzał na nią pytająco.
-No?
Loxar po dłuższej ciszy po raz pierwszy od początku przesłuchania spojrzała na chłopaka.
-Juvia wie o Bianco Corvino.
Gray jedynie prychnął pod nosem i zabrał swoją brązową pilotkę, zawieszoną na oparciu krzesła. Chciał wyjść z pokoju, lecz policjantka stanęła mu na drodze.
-I wie również o pościgu z Oracion Seis, w którym brałeś udz...
Przerwała czując silny uścisk na nadgarstku. Wściekły francuz trzymał ją coraz mocniej.
-Puszczaj, bo zamknę cię w celi za atak na policjanta.
-Nic nie wiesz. Warknął, nie przejmując się jej żartobliwymi pogróżkami. -Rozumiesz?
-Ale...
-Jeszcze ci nie przeszło?! Odpuść idiotko!
Puszczając ją z rozmachem, odszedł szybszym krokiem. Gdy trzasnął drzwiami,  Juvia delikatnie chwyciła się za nadgarstek, na którym został widoczny czerwony ślad jego palców. Sama ścisnęła się mocniej, z frustracji, że nic więcej nie może teraz zrobić.
...
Gdy Totomaru wszedł do pokoju, zobaczył jak dziewczyna wpatruje się tępo w swoje kolana.
-Panno Heartfilio?
Blondynka uniosła głowę. Nie była zdenerwowana, zła, czy sfrustrowana. Przypominała lalkę z pustymi oczami, pozbawioną uczuć. Komisarz usiadł na przeciw niej, milcząc. Czuł się niezręcznie. Ale i starał się ją zrozumieć. Najpierw pożar jej mieszkania, zaginięcie ojca, a teraz atak prawnika, u którego miała praktyki.
-Wiele przeszłaś w tak krótkim czasie...
Dopiero gdy zobaczył szerzej otwarte oczy Lucy, zdał sobie sprawę z myśli wypowiedzianych na głos. Chciał ją za to przeprosić, lecz wtedy dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
-Czy mogę już złożyć zeznania? Spytała bez emocji, co wzbudziło w policjancie kolejną falę żalu. Jednak nic nie mógł dla niej zrobić, a zeznania nie spiszą się same...
Przez dobre dwadzieścia minut Heartfilia mówiła bezustannie. Totomaru wszystko dokładnie spisywał, nie przeszkadzając, ani nie przerywając siedzącej na przeciw niego osobie.
-I co teraz będzie?
Yagiri skończył notować ostatnie zdanie i spojrzał na Lucy, gdy do środka weszła komisarz Loxar. Kobieta zatrzasnęła za sobą drzwi, a następnie stanęła tuż za krzesłem Yagiriego. Wyciągnęła rękę po spisane zeznania Lucy.
-Pytasz o Mesta Grydera? Upewnił się Totomaru, podając partnerce dokumenty. -Będzie dobrze. Zapewniał ją ze spokojem. -Po tym co zrobił nie łatwo opuści cele. Musiałby wpłacić solidną kaucje, a na taki wydatek nie stać nawet tak "dobrego" prawnika jak on.
"Może jego nie stać, ale kogo innego już tak..." - pomyślała zmartwiona Heartfilia.
-A nawet jeśli w jakiś sposób wpłaciłby kaucje, rodzina dziewczynki zapewne wniesie sprawę do sądu.
Nie przekonało to Lucy. Wręcz przeciwnie, teraz totalnie się załamała. Kaucja? Wniesienie sprawy do sądu? Z takimi sprawami mafia radzi sobie bez największego problemu! Mimo to wiedziała doskonale, co ma teraz zrobić.
-Jest, chyba... jeszcze coś... Wymamrotała niepewnie przesłuchiwana. Komisarz spojrzał na nią nieco zaskoczony, i nawet stojąca za nim policjantka oderwała się na chwile od dokumentów, by zlustrować ją wzrokiem.
-Coś jeszcze? Co takiego?
-Raz byłam w mieszkaniu Mesta Grydera. Odpowiedziała na pytanie Totomaru. -Przypadkowo znalazłam się w jego pokoju i znalazłam... wtedy nie wiedziałam, że...
-Gadaj wreszcie, co tam widziałaś! Krzyknęła zdenerwowana Loxar, ale nie wystraszyło to Heartfilii. Wręcz przeciwnie, zmotywowało ją to do mówienia.
-Zdjęcia i kasety. Nie wiem co było na taśmach, jednak zdjęcia przedstawiały młode dziewczyny. Bardzo młode, roznegliżowane. Wyglądało to na amatorskie fotografie, jednak...
-Dlaczego wcześniej tego nie zgłosiłaś? Czy wiesz, że nawet posiadanie takich rzeczy jest już przestępstwem?!
-Wiem! Lucy odkrzyknęła policjantce. -Ale naprawdę, NAPRAWDĘ nie miałam pojęcia, że Mest jest zdolny do czegoś takiego! Nie przypuszczałabym, że...
-Czekaj. Przerwał im komisarz Yagiri. -Mówiłaś, że te zdjęcia były amatorskie?
-Na takie wyglądały. Potwierdziła blondynka. -Nie widziałam wszystkich, tylko kilka. Tak samo nie miałam czasu przejrzeć kaset, ale tego co widziałam, jestem pewna w stu procentach.
Yagiri zmarszczył brwi.
-Juvio, pamiętasz telefon do swojego przyjaciela?
-Którego?
-Z federalnych.
Lucy, gdy tylko usłyszała o FBI poczuła, jakby ciężki kamień spadł jej z serca. Ożyła, jej oczy zaczęły błyszczeć i znów poczuła przypływ adrenaliny. Nie miała pewności, czy aby na pewno łapska mafii nie sięgają tak daleko, jednak jeżeli pozostawiłaby to jedynie policji prewencyjnej, wszystko z pewnością spaliłoby na panewce. To był nowy promyk nadziei w tej ciężkiej sprawie. W życiu tylko nie spodziewałaby się po zwykłej policji, że tak chętnie oddadzą sprawę federalnym.
-Tego, co zajmował się sprawą zaginionych nastolatek. Dokończył Totomaru, a Lucy po raz pierwszy miała okazję ujrzeć szczery, szeroki uśmiech komisarz Loxar.
-Toti! Jesteś genialny! Policjantka zawołała radośnie i wybiegła z pokoju przesłuchań.

- - - - - - - - - -

Tymczasem w dzielnicy Little Village, przez coraz gęściejszy deszcz przebijało się światło z reflektorów samochodu. Jego koła toczyły się coraz wolniej po mokrym żwirze, na wąskiej dróżce, aż w końcu pojazd zatrzymał się przed niewielką, zrujnowaną chatką. Wyszło z nich czworo ludzi, którzy uciekając przed deszczem pospiesznie pognali w kierunku zniszczonego budynku. Lecz w jego środku wcale nie było lepiej. Panowała tu ciemność i wilgoć. Dopiero, gdy jeden z przybyłych ludzi zapalił świeczkę, dało się dostrzec jakiekolwiek szczegóły. Z dziurawego dachu wlatywały strużki wody, a od zakrwawionego polowego łóżka, aż do samych drzwi rozciągał się czerwony ślad.
-Co ty kombinujesz? Chciałeś uciec? Zawołał rozbawiony Bora do Heartfilla, który leżał przerażony pod jego nogami. Prawnik wpatrywał się w niego podkrążonymi oczami, jak na wcielonego diabła. Wyglądał okropnie. Jego skóra była blada, a usta spierzchnięte. Fioletowe, cienkie wory pod oczami sięgały mu do kości policzkowych, które z wygłodzenia zapadały się w głąb jego twarzy. Jego poszarpane i przemoknięte ubrania, oraz przetłuszczone włosy dodawały mu jeszcze nędzniejszego wizerunku. Z wycieńczenia nie był w stanie nic powiedzieć. Jedynie trzymał się za rękę, w której został pozbawiony palca z sygnetem i z przyspieszonym oddechem wydawał z siebie ciche gwizdy. Jakby brakowało mu powietrza.
-Odrażające. Zabierzcie go w końcu.
Jude zaczął kręcić głową na boki, by lepiej dostrzec trójkę otaczających go ludzi. Kobieta o białych włosach spoglądała na niego z pogardą, natomiast brunet i czarnowłosy chwycili go pod pachami.
-Vidaldus, Fukuro, wrzućcie go do bagażnika.
-Jak sobie pani życzy, panno Ikarugo. Na rozkaz kobiety wywlekli prawnika z chatki, i gdy tylko przekroczyli próg budynku, wyrzucili go na ziemię pokrytą błotem.
-Właź, śmieciu. Rozkazał Vidaldus i wskazał na otwarty bagażnik, lecz Heartfilla wciąż leżał i krztusił się błotem.
-Może to go zachęci. Mruknął cicho Fukuro wyjmując pistolet spod marynarki, a następnie strzelił w stopę zakładnika. Po oddanym strzale usłyszeli tylko krótki krzyk, a następnie cichy płacz.
-Możesz ich pogonić? Mruknął rozdrażniony Bora do białowłosej, odpalając papierosa. -Muszę wrócić przed powrotem Hoteye z komisariatu...
-Przestańcie się nim bawić i ruszcie tyłki! Zaraz cała przemoknę! Wrzasnęła kobieta.
-Tak jest panno Ikarugo. Mafiozi z Grimoiru odrzekli jednocześnie i wpakowali łkającego prawnika do bagażnika. Heartfilia przekręcił się na bok i spojrzał w górę.
-A ty przestań skomleć jak zapchlony kundel.
Ostatnim co widział przed zamknięciem bagażnika była obojętna, oziębła twarz panny Ikarugi. Potem otaczała go wyłącznie wszechobecna ciemność.

- - - - - - - - - -

W nocy Magnolia miała w sobie coś niepowtarzalnego i wyjątkowego. Ten klimat był nie do opisania. Puste ulice, nieco mokre od wciąż padającej mżawki wręcz lśniły w nikłym blasku pomarańczowych, ulicznych lamp. Na ulicach nie było korków, na drogach ludzie nie pędzili przed siebie jak szaleńczy - otaczała go błoga cisza.
Znudzony Gray wyszedł z samochodu by rozprostować kości i zapalił papierosa. Oparty pośladkami o maskę Forda, czekał przed komisariatem na Lucy. Pomimo zniecierpliwienia postanowił na nią czekać choćby i do rana, na co niestety się zapowiadało. Od chwili, gdy opuścił posterunek policji, nikt po nim tego nie zrobił. Jedynie jakaś rozhisteryzowana dziewczyna, a po niej facet w białym podkoszulku wbiegli do środka w odstępie kilku minut. Nic ciekawego...
...
Lucy myślała, że do pokoju wrócił komisarz, który obiecał jej dostarczyć kawę. Kiedy więc zobaczyła przed sobą bardzo wysokiego i dość barczystego mężczyznę, ze zdumieniem przetarła zaspane oczy. Facet, choć była końcówka października, do tego w środku nocy, był w białej podkoszulce i czarnych okularach przeciwsłonecznych. Jego czarne włosy sięgały mu prawie do karku, również jego czoło było zasłonięte przez niechlujnie ułożoną grzywkę. Choć widać było, że ma już swoje lata, wyglądał bardzo przystojnie.
Nagle mężczyzna wyjął prawą dłoń z kieszeni spodni i zaczesał potargane włosy do tyłu, a następnie zdjął okulary. Choć łypał na nią groźnie czarnymi jak węgiel tęczówkami, Lucy bardziej zwracała uwagę na szeroką bliznę, przechodzącą przez jego prawe oko.
-Panna Heartfilia, tak?
-Tak, a pan to...?
Mężczyzna podszedł do niej bliżej. Nie usiadł jednak na wolnym krześle, tylko rzucił jakąś kopertą na biurko, tuż pod jej nos.
-Co to?
-Zobacz sama. Zaproponował, a Heartfilia zajrzała do koperty. Ostrożnie wyjęła z niej zdjęcia wydrukowane w większym formacie. Przejrzała kilka z nich i uśmiechnęła się smutno. Jakby chciała tym sposobem zataić rozgoryczenie.
-Te dziewczyny... Czy one mają coś wspólnego z Mestem Gryderem?
-Trzymasz zdjęcia wszystkich zaginionych dziewcząt od pięćdziesiątego pierwszego*(1). Poznajesz którąś z nich?
Lucy zaczęła dalej przeglądać zdjęcia. Próbowała sobie przypomnieć wygląd dziewcząt na fotografiach Grydera, ale późna godzina oraz zmęczenie nie działały na jej korzyść. Nagle jednak dostała olśnienia, z chwilą gdy dojechała do zdjęcia z uśmiechniętą, na oko dziesięcioletnią brunetką.
-Chyba ją widziałam.
Mężczyzna zmarszczył brwi i przyłożył dłonie do rogów biurka. Po chwili nachylił się nad Heartfilią, nie pozbywając się groźnej miny.
-Chyba?!!!
-A musi pan tak krzyczeć?! Odpyskowała blondynka. -Trudno porównać takie zwykłe zdjęcia, do takich...
-Wiem, "niezwykłych". Dokończył za nią policjant, oszczędzając jej niezręcznej wypowiedzi. W podzięce Lucy przytaknęła szybko głową i ponownie zaczęła przeglądać zdjęcia dziewczynek.
-Szczerze, to nie kojarzę żadnej z pozostałych. Nawet co do tej brunetki nie jestem pewna, ale ja widziałam tylko kilka zdjęć. Było ich tam o wiele więcej...
-Gdzie je dokładnie widziałaś? W kancelarii?
-W mieszkaniu Grydera, w pokoju na pierwszym piętrze.
Mężczyzna zerknął na nią podejrzliwie, jednak po chwilowej ciszy założył na powrót swoje okulary i otworzył drzwi od pokoju przesłuchań.
-Jesteś wolna.
Nie musiał jej tego dwa razy powtarzać. Dziewczyna momentalnie chwyciła za swoje rzeczy i szybszym krokiem podbiegła do drzwi.
-Ah, zapomniałbym! Zawołał ją czarnowłosy, gdy była już na korytarzu. -Ktoś na ciebie czeka!
...
Kiedy główne drzwi komisariatu otworzyły się, Gray spojrzał na ine pełen nadziei. Nie była to jednak Lucy, na którą czekał tak długo w tą chłodną, rześką noc. Dwie dziewczyny, bardzo do siebie podobne pomimo różnicy wieku spojrzały w jego stronę, i rozpoznając przyjaciela podeszły do niego bliżej.
-Wszystko w porządku? Zagadał Fullbuster, zanim Sherry i Chelia zdążyły do niego dotrzeć. Już widział w oczach farmaceutki i jej młodszej kuzynki, czego może się spodziewać. Samo ich pełne wdzięczności spojrzenie wołało "dziękuje".
-Gdyby nie ty... Zaczęła Sherry, lecz zanim dokończyła, znów się rozpłakała i mocno wtuliła do siebie Chelię. Dziewczynka, choć nieco zdziwiona nagłym atakiem czułości swojej podopiecznej, uśmiechnęła się i odwzajemniła uścisk. Czuła się wtedy bezpieczna i spokojniejsza. Po chwili jednak, oderwała się od kuzynki i spojrzała na francuza, który przyglądał się im z radością.
-A gdzie ta pani, która mnie uratowała?
...
-Ale tłumacze pani po raz kolejny, że muszą minąć dwadzieścia cztery godziny by zgłosić zaginięcie osoby...
Usłyszała Lucy, idąca do wyjścia z komisariatu.
-NIC MNIE TO NIE OBCHODZI! Macie jej szukać, aż znajdziecie!
Ten głos rozpoznałaby wszędzie.
-A kogo szukasz? Spytała żartobliwie Heartfilia, wychodząc zza rogu.
-Lucy? LUCY! Levy, gdy tylko ją dostrzegła, podbiegła do swojej przyjaciółki i mocno się wtuliła. -Wiesz jak się o ciebie martwiłam?! Gdzie ty byłaś! ... Zaraz ...
Nagle McGarden odsunęła się od Lucy i spojrzała na nią sceptycznie.
-Skoro jesteś na policji... W CO TY SIĘ ZNOWU WPAKOWAŁAŚ?!
-Spokojnie Levy, spokojnie! Heartfilia starała się ją uspokoić, kątem oka spoglądając na zdezorientowanego policjanta, z którym bibliotekarka musiała przed chwilą rozmawiać. -Wyjaśnię ci wszystko po drodze.
-No ja myślę! Krzyknęła oburzona Levy i jako pierwsza wyszła z komisariatu.
Zawstydzona Lucy podążyła za nią niepewnie. Czuła się jak dziecko, które właśnie dostało naganę od rodzica za niewłaściwe zachowanie.
-Przepraszam pana bardzo... Blondynka mruknęła do policjanta, który tylko zaśmiał się bezradnie.
-No idziesz wreszcie?!
Słysząc zniecierpliwienie w głosie przyjaciółki, Lucy ukłoniła się funkcjonariuszowi i dołączyła do Levy. Niska dziewczyna spoglądała na nią ze złością, ale i z troską. Następnie, po dłuższej ciszy westchnęła głośno i chwyciła przyjaciółkę za rękę.
-Chodźmy do domu...
Widać było, że McGarden rzeczywiście bardzo się o nią martwiła. Wyglądała na wykończoną, co pewnie było wynikiem stresu. Kiedy jednak zaczęły schodzić ze schodów komisariatu, Heartfilia zatrzymała się.
-A może pojedziemy? Spytała, wskazując ręką na machającego do nich taksówkarza, oraz dwie różowowłose dziewczyny stojące obok białego Forda.
...
-Wzruszające...
Richard Buchanen przyglądał się z samochodu, jak przy białym Fordzie Taunus o rejestracjach ML04278 Chelia i Sherry gorączkowo dziękują Heartfilii. Blondynka unosiła wysoko ręce i kręciła głową na boki, co po mowie ciała można było odczytać "to nic takiego".
Po chwili kobieta z dzieckiem udały się w swoją stronę, a Lucy i jej przyjaciółka, po krótkiej rozmowie z młodym mężczyzną wsiadły do taksówki.
Richard poczekał jeszcze chwile, aż biały Ford odjechał, po czym zamknął swój brązowy, skórzany notes i wyszedł z zaparkowanego na drugiej stronie ulicy auta.
...
Totomaru wracał właśnie z kawą dla Heartfilii, gdy zobaczył przed wyjściem z komisariatu swoją partnerkę z pracy. Loxar jednak nie wychodziła, jakby na kogoś czekała. Zaczął iść w jej stronę, już miał ją zawołać, gdy policjantka odwróciła się nagle w jego stronę.
-Juvia, gdzie on jest?!!!
Yagiri odwrócił się szybko, słysząc za sobą donośny, niski głos. Zobaczył wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę w białym podkoszulku, który dosłownie pędził w ich stronę. Od razu domyślił się, że jest to przyjaciel Juvii.
-Chyba mnie szukacie... Oznajmił Totomaru, a czarnowłosy facet, gdy tylko znalazł się obok niego, uśmiechnął się szeroko.
-Juvia wszystko mi wyjaśniła przez telefon, brawo młody! Mężczyzna klepnął go w plecy, przez co komisarz niechcący wylał nieco kawy na kafelkową podłogę.
-Wybacz, ale ... kim ty jesteś?!
-Lily Tsubaki, z wydziału federalnego i przyjaciel Juvii. Przywitał się, podając mu rękę. Co prawda Yagiri spodziewał się tego, ale i tak, gdy federalny ścisnął mu dłoń miał wrażenie, że jego kości zostały zmiażdżone.
-Czyli jednak Toti miał rację? Dołączyła do nich Loxar. Wyglądała na zadowoloną.
-Nie wiadomo. Blondyna prawdopodobnie rozpoznała jedno zdjęcie, ale musimy to sprawdzić. Lily przyłożył dłoń do głowy policjantki i lekko poczochrał jej włosy. -Przyjdę rano, jak komendant się tu łaskawie zjawi.
Wciąż patrząc na policjantów, Tsubaki wyszedł z komisariatu i niechcący zderzył się z kimś.
-Gdzie ty masz oczy pacanie, patrz jak leziesz! Wrzasnął przybyły mężczyzna i gniewnym krokiem wtargnął na posterunek.
-Zaraz, a pan dokąd?! Juvia próbowała zatrzymać obcego.
-Do komendanta.
-Przecież jest środek nocy, komendanta tu nie ma!
-To sobie na niego poczekam.
Policjantka znów chciała go powstrzymać, jednak zatrzymał ją Totomaru.
-Zostaw go, niech idzie.
-Ale...
-To Richard Buchanen. Wiesz, ten który sfinansował policji nowe radiowozy.
Milczący dotąd Lily spoglądał spod okularów to na młodych, oburzonych policjantów, to na wspomnianego Richarda.
-Co się dzieje z tym miastem. Aż śmiać się chcę...
-Czemu? Spytał Yagiri.
-Nie ważne. Mruknął federalny, poprawiając na nosie okulary. -Do zobaczenia rano, dzieciaki.
...
-Lucy, dlaczego ta kobieta ci tak dziękowała? A ta dziewczynka była taka wdzięczna? Co to znaczy, że ją uratowałaś? Levy wręcz zasypywała ją pytaniami. Heartfilia w końcu zdenerwowała się i zatkała jej usta dłonią.
-Jak się wreszcie uciszysz, to ci powiem! Wzięła głęboki wdech i opuściła dłoń. -W skrócie, przyłapałam z nią Mesta.
-Przyłapałaś? Zdziwiła się McGarden, lecz zaraz otworzyła szeroko oczy. -Boże święty, on ją...!
-Ten bydlak na szczęście nie zdążył zrobić dziewczynce krzywdy. Wtrącił się kierowca taksówki. -Wszystko dzięki interwencji panienki Lucy.
-A ty skąd niby to wiesz?
-Ponieważ on uratował mnie. Wyjaśniła blondynka, a Levy zamilkła, próbując sobie wszystko ułożyć w głowie.
-Ja cię chyba zamknę w domu pod kluczem. Nie można ciebie na pięć minut z oczu spuścić! Załamała się niebieskowłosa. -Najpierw jakiś idiota spalił ci mieszkanie i porwał, a teraz jeszcze to...
Właśnie dotarli pod bibliotekę, a Gray słysząc o wspomnianym Natsu mocniej nadusił hamulec, przez co dziewczynami rzuciło nieco do przodu.
-Uważaj trochę!!! Ryknęła Levy, która uderzyła czołem o przednie siedzenie.
-Trzeba było pasy zapiąć. Mruknął Fullbuster, a McGarden tylko zrobiła kwaśną minę i wyszła z taksówki. 
-Dziękuje ci...
Zaskoczony chłopak odwrócił się o 180 stopni na swoim miejscu. Lucy, która jeszcze została w aucie, nerwowo szukała czegoś w swojej torebce, unikała jego wzroku.
-Naprawdę, bardzo ci dziękuje, za wszystko... Naprawdę...
-Spoko. Odpowiedział jej radośnie, chcąc jakoś uspokoić przygnębioną i zakłopotaną dziewczynę, która w reszcie wyjęła z torebki portfel.
-Ile płace? Spytała, gdy po chwili poczuła ciepłą dłoń na swojej.
-Nie chcę pieniędzy. Oznajmił taksówkarz, uniemożliwiając jej wyciągnięcia gotówki. -Umów się ze mną.
Wystraszona Lucy wybiegła z samochodu, jednak taksówkarz nie pozwolił jej daleko odejść. Wyszedł zaraz za nią i chwycił za nadgarstek, a zaciekawiona tym widokiem Levy zaśmiała się pod nosem.
-Lubisz Sinatrę, prawda? Kontynuował mężczyzna, uniemożliwiając Heartfilii ucieczkę. -Proszę, umów się ze mną, zanim twoja przyjaciółka rzeczywiście zamknie cię w domu. W ramach podziękowań...
-Ale ja nawet nie znam twojego imienia! Zdenerwowała się Lucy.
-Ah Lucy, przestań pieprzyć i umów się z nim! Zawołała rozbawiona Levy.
"Nawet ona przeciwko mnie?" - załamała się blondynka. Spojrzała speszona na taksówkarza, który patrzył jej prosto w oczy, z powagą i przejęciem. Nie to, żeby jej się nie podobał, był przystojny, ale ona nie miała teraz czasu ani ochoty na randki. Nagle mężczyzna pociągnął ją lekko, po czym oparł żuchwę o jej policzek.
-Bądź 24 października w barze "Golden" o dwudziestej. Jeśli mnie tam jeszcze nie będzie, spytaj o stolik zarezerwowany na Graya Fullbustera. Szepnął jej do ucha, po czym ucałował w policzek i oddalił się o kilka kroków. - Do zobaczenia, Lucy!
Dopiero, gdy Gray odsunął się od niej, odzyskała zdrowy rozsądek.
-No dobrze, ale przyjdę tylko i wyłącznie z wdzięczności! Zawołała, a francuz będący przy swoim samochodzie spojrzał na nią podstępnie.
-Już nie bądź taka oschła...
Policzki Heartfilii od razu przybrały czerwony kolor, a gdy mężczyzna odjechał, poczuła kilkukrotne klepnięcie w plecy.
-Będziesz musiała kupić sobie jakąś kieckę. W moich cycki będą ci wyskakiwać.
Lucy postanowiła przemilczeć komentarz McGarden, ale po chwili roześmiała się. Levy zawsze wiedziała jak sprowadzić ją na ziemię i poprawić humor. Poza tym, może nie będzie tak źle z tym całym Grayem? Nawet i jej od czasu do czasu przyda się odrobina rozrywki.

- - - - - - - - - -

Godzina 07: 52

Choć robiło się już jasno, Belno nawet tego nie zauważyła. Ubrana w aksamitny, beżowy szlafrok siedziała w kącie salonu przy niewielkim okrągłym stoliku, z zapaloną lampką nocną, popielniczką wypełnioną papierosami i końcówką whisky w kryształowej szklance. Jej włosy, zawsze nienagannie spięte w kok teraz rozwalone były na wszelkie możliwe strony, jej makijaż był rozmazany, a oczy podkrążone.
Czekając na swojego siostrzeńca spędziła całą noc na fotelu, więc gdy usłyszała pukanie do drzwi, pełna nadziei rzuciła się do nich. Niestety, zamiast Mesta, przy wejściu przywitała dwóch obcych mężczyzn, których poważne miny nie zwiastowały radosnej nowiny.
-FBI, mamy nakaz rewizji. Odezwał się czerwonowłosy, dobrze zbudowany młodzieniec i pokazał swoją odznakeę, a szczuplejszy z nich, o zielonych oczach i włosach wtargnął bez pozwolenia do mieszkania.
-I don't know, dlaczego to robicie, but come in... Belno wpuściła drugiego policjanta do środka. -Czy wiecie co się dzieje z my nephew, Mestem Gryderem? Nie wrócił na noc, bardzo się o niego worried...
-Owszem, wiemy.
Kobieta zacisnęła pięści na jego marynarce.
-Where he is?! Nic mu nie jest?! I dlaczego przeszukujecie jego home?
Czerwonowłosy oderwał się od niej, i starając się nie patrzeć w jej stronę zaczął przechadzać się po salonie. Belno niespiesznie podążyła za nim, w napięciu czekając na wyjaśnienia.
-Pani siostrzeniec został aresztowany za próbę gwałtu na nieletniej. Podejrzewany, że ma coś wspólnego z zaginięciem kilkudziesięciu dziewczynek...
-To jest impossible!!! Zawołała oburzona kobieta, ale policjant nie zwracał na to uwagi. -To niemożliwe!!!
-Lector, choć na górę!
Zawołany mężczyzna ominął roztrzęsioną kobietę i udał się na pierwsze piętro. Belno pobiegła tuż za nim. Znaleźli się przed pokojem Mesta, w którym panował istny harmider i bałagan. Na środku całego tego rozgardiaszu siedział zielonowłosy policjant, z kasetami video i stosem zdjęć z nagimi nastolatkami.
-Czy widziała to pani wcześniej?
-Nie ... nie miałam pojęcia... To musiał mu ktoś podrzucić! Załkała pani Gryder, chwytając się za serce.
Lector w tym czasie wziął od partnera dowody i przyjrzał się im bliżej.
-Ohydztwo... Ale trafiłeś w dziesiątkę z tym pokojem, Frosh.
Frosh w tym czasie podszedł do zapłakanej Belno i stając z nią na równi, chwycił jej ramię.
-Przykro mi... Mruknął pod nosem i wraz z Lektorem udali się do wyjścia z mieszkania Mesta.

- - - - - - - - - -

-Wreszcie się zjawiłeś, Jose.
Komendant, wchodząc do swojego gabinetu zastał w nim Richarda Buchanena, który zdążył się z nim rozgościć na dobre.
-Dzień dobry, panie Buchanen! Zaskoczony Porla podszedł do mężczyzny siedzącego na przeciw biurka i podał mu dłoń.
-Nie wiem, czy taki dobry...
-Co pan tu robi? Dociekał komendant.
-Chodzi o sprawę z ubiegłej nocy. Ponoć zatrzymaliście mojego znajomego, Mesta Grydera.
-Naprawdę? Proszę chwilkę zaczekać. Poprosił Jose i podszedł do drzwi. -TEN, KTO ARESZTOWAŁ GRYDERA MA SIĘ NIEZWŁOCZNIE POJAWIĆ W MOIM GABINECIE!!! Ryknął na cały komisariat, po czym zamknął z powrotem drzwi i wrócił przed biurko.
-Zaraz to załatwimy, a w między czasie chciałbym z panem o czymś porozmawiać, panie Richardzie.
Buchanen zachowywał się, jakby jednym uchem wpuszczał, a drugim wypuszczał to, co mówił do niego komendant. Wyciągnął z papierośnicy cygaro i wychylił się. Porla jak na zawołanie użyczył mu ognia i kontynuował.
-Oczywiście czujemy się zobowiązani za ufundowanie nam nowych radiowozów, jednak to, co ostatnio dzieje się w mieście...
-To znaczy? Mafioza wszedł mu w zdanie.
-Bianco Corvino, kancelaria Heartfila, Pink Cat... I tak przymykamy oczy na wiele spraw, jednakże, proszę wybaczyć, ale wszystko ma swoje granice.
-Rozumiem. Odrzekł po chwili Buchanen, a spięty dotąd Jose odetchnął ze spokojem.
-Faktycznie, ostatnio wiele się dzieje. Przepraszam za to i...
Nagle Richard sięgnął za marynarkę, a komendantowi serce stanęło w miejscu. Dopiero, gdy mężczyzna wyjął na wierzch plik czeków, a nie broń, przetarł swoje nieco spocone ze stresu czoło.
-Myślę, że to rozwiąże sprawę.
Porla spojrzał na podsunięty na blacie papierek. Był to czek na 500 tysięcy klejnotów.
-Zdecydowanie! Zawołał Jose, gdy do gabinetu weszła Juvia. Komendant szybko schował czek do szuflady biurka i przybrał poważniejszy wyraz twarzy.
-To ty aresztowałaś Grydera, Loxar?
-Tak, został zatrzymany za próbę gwałtu na nieletniej. Wyjaśniła pani komisarz, podając komendantowi akta sprawy. Dziewczyna starała się za wszelką cenę nie spoglądać w stronę Richarda Buchanena, choć czuła, że facet świdruje ją wzrokiem odkąd tylko pojawiła się w gabinecie.
-Poważna sprawa... Stwierdził po chwili Jose, wciąż siedząc z nosem w aktach.
-Ile?
Loxar i Porla spojrzeli na Richarda, który ponownie sięgnął po czeki.
-Ile czego? Spytał komendant.
-Ile będzie kosztować wolność Grydera? Wyjaśnił Richard, włączając długopis i zawieszając go nad pustym jeszcze czekiem.
-Jakieś piętnaście lat pozbawienia wolności.
Wszyscy spojrzeli w stronę drzwi. Stał w nich mężczyzna w okularach przeciwsłonecznych, na którego widok Juvia nie mogła powstrzymać się od uśmiechu.
-A ty coś za jeden?! Wrzasnął Jose, wstając ze swojego krzesła, na co Lily powoli zdjął z nosa okulary i sięgnął po swoją odznakę.
-FBI, przejmujemy sprawę.
...
-To było niesamowite! Podekscytowana Juvia nie mogła zamilknąć nawet na moment. -Po prostu wparował do gabinetu komendanta i powiedział "FBI, przejmujemy sprawę"!
Totomaru, widząc entuzjazm swojej przyjaciółki, zaśmiał się.
-A to wszystko dzięki tobie. Juvia nigdy by na to nie wpadła... Usłyszał niespodziewanie jej szept, jednocześnie czując, jak coś wilgotnego i ciepłego dotyka jego policzka.
-Ale Jose to skończony dupek! Gdyby nie pomoc Lilyego, Gryder dzięki kaucji byłby już na wolności! A z resztą, jaka tam kaucja, to była zwykła łapówka!
Choć Loxar nie zamykała się buzia, Totomaru był teraz odcięty od rzeczywistości. Delikatnie przyłożył dłoń do policzka, w który ucałowała go dziewczyna, a kąciki jego ust mimowolnie uniosły się w górę.
-Idziemy.
Ostrzejszy głos policjantki wyrwał chłopaka z zamyśleń.
-Dokąd ty chcesz teraz łazić?! Nie spaliśmy całą noc, powinniśmy wracać do łóżek...
-No to chodźmy do ciebie. Stwierdziła, chwytając przyjaciela za rękę i wyprowadzając go z szatni dla policjantów.
-COOO?! Twarz Totomaru przybrała kolor dojrzałej wiśni. Cieszył się, że Loxar jest mu wdzięczna za pomoc, ale nie wiedział, że aż tak! -J-jak to do mnie?!
Juvia nie odzywając się słowem wyprowadziła go z komisariatu. Dopiero, gdy znaleźli się na świeżym powietrzu, dziewczyna zatrzymała się i spojrzała mu prosto w oczy.
-Juvia ma już dość czekania. Trzeba to w końcu zrobić!
-Rany boskie, Juvio! O czym ty mówisz?!
Uwielbiał w niej ... wszystko. A szczególnie to, jaka jest śmiała i odważna. To jednak było dla niego zbyt dużym szokiem.
-Jak to o czym? Zdziwiona Loxar uniosła brew. -Ile ty chcesz czekać z wywołaniem tych zdjęć?!
Musiała minąć dobra chwila, by Yagiri wreszcie zrozumiał, jak bardzo się mylił.
-Zdjęcia komendanta...
-Dokładnie, musimy je w końcu wywołać! To, co wyrabia jest karygodne!
-Jasne... chodźmy już... Odpowiedział, w przeciwieństwie do przyjaciółki, bez większego entuzjazmu.

- - - - - - - - - -

Gray, wchodząc do mieszkania, zastał Natsu siedzącego na swoim łóżku. Rózowowłosy był tak pochłonięty obcinaniem swoich paznokci u stóp, że nawet nie raczył go przywitać.
-Nie możesz robić tego w łazience? Warknął zdegustowany francuz i rzucił się na swoje łóżko, znajdujące się na przeciw posłania Dragneela.
-Jak coś ci się nie podoba, to się nie gap. I gdzie ty w ogóle byłeś całą noc?
-Załatwiałem stolik w "Goldenie" na dancing z Sinatrą. Wymamrotał Fullbuster z twarzą w poduszce.
-Heh, ja też cię lubię Gray, ale nie spoufalaj się tak. Poza tym, nie przepadam za Sinatrą...
-To dla Heartfilli. Widziałem się z nią.
-Że co?! Gdzie ona jest? Jak ją dorwę to...!
-Nic jej nie zrobisz, dopóki nie dowiemy się gdzie jest akt baru, którego szuka Laxus. Przerwał mu Gray.
-Tsh...
Słysząc to, ciemnowłosy uniósł głowę. Natsu w tym czasie, jakby nigdy nic zakładał na stopy białe skarpetki.
-Co to było?
-Niby co?
-Prychnąłeś pod nosem! Oburzył się Fullbuster.
-Tsh...
-Znowu to zrobiłeś!!!
-Bo pierdole ten akt. Stwierdził Dragnell, wstając z łóżka i poprawiając włosy w długim lustrze przyczepionym do szafy.
-Ej, co ty gadasz?!
Z początku różowowłosy ignorował go, jednak po chwili westchnął i sięgnął po ciemnozieloną, zimową kurtkę z puchem obszytym wokół kaptura.
-Mnie też krew zalewa, jak pomyślę sobie o tym, co mafia zrobiła Laxusowi, i co w ogóle robią z tym miastem na przełomie lat...Ale mam dość! Przez tą blondynę ledwo uszedłem z życiem po ostatniej akcji i gówno z tego miałem! Nie mam zamiaru dłużej wam pomagać, ale ty oczywiście spisz się jak najlepiej. W końcu wciąż jesteś mi winien 25 tysięcy, które mi bezczelnie zajebałeś...
-Pożyczyłem. Poprawił go przyjaciel.
-Ukradłeś. Upierał się Natsu, zakładając kurtkę i podchodząc do wyjściowych drzwi.
-A ty dokąd idziesz?! Przecież przez Lucy szuka cię policja!
-Nie czytałeś wczorajszej gazety? W kancelarii doszło do wybuchu gazu. Mam czyste konto. Młodzieniec stojący przy drzwiach uśmiechnął się szeroko.
-Serio? Zdziwił się Fullbuster. -A jeśli to podpucha, żeby cię wywabić z ukrycia? 
-Wątpię. Dragneel odwrócił wzrok na klamkę, którą wciąż trzymał. -Ta dziewucha pewnie myśli, że uśpiła mnie prochami na dobre.
-To by wyjaśniało, czemu na ciebie nie doniosła. Boi się, że oskarżą ją o morderstwo.
-Możesz ją o to zapytać, jak będziecie się mizdrzyć przy Sinatrze. I idę, bo się zaraz ugotuje w tej kurtce... Mruknął bardziej do siebie i wyszedł z mieszkania, a wycieńczony po nieprzespanej nocce Gray ponownie opadł twarzą na poduszkę. Musiał się wyspać przed nocną zmianą w pracy.
-Co za kretyn...

- - - - - - - - - -

Totomaru przekręcił klucz w zamku i otworzył Juvii drzwi. Dziewczyna weszła niepewnie, rozglądając się po mieszkaniu przyjaciela.
-Rozgość się, ja przygotuje ciemnie. Yagiri wchodząc zaraz za nią, wrzucił swoją kurtkę do szafy w malutkim przedpokoju i podwinął rękawy swojej białej koszuli. Loxar w tym czasie udała się do pokoiku mieszczącego się na przeciwko niej. Usiadła na tapczanie z czarnej skóry i trzymając swój granatowy płaszcz na kolanach rozglądała się nieśmiało. Kawalerka o śnieżnobiałych ścianach była urządzona w minimalistycznym stylu. Prócz tapczanu, na którym się usadowiła, na wprost niej znajdował się prostokątny, lakierowany stół oraz telewizor podtrzymywany przez niską szafkę. W prawym kącie dostrzegła przejście do, zapewne równie niewielkiej, kuchni. Trochę dalej, za oknem ozdobionym przezroczystymi firanami rozciągał się widok na sąsiednią, ceglaną kamienice, a parapet przyozdabiał 20-sto centymetrowy kaktus. Było tak cicho, że słyszała jedynie tykanie zegara wiszącego nad jej głową, oraz szmery dobiegające z łazienki. Nawet nie wiedziała kiedy, oczy same zaczęły się jej zamykać...
-Gotowe! Chcesz mi pomóc? Totomaru wszedł do pokoju i zastał Juvię, śpiącą na jego kanapie.
-No nieźle, mnie pogania do roboty, a sama urządza sobie drzemkę... Mruknął nieco oburzony, ale i rozbawiony młodzieniec. Nie miał jej tego za złe.
Chciał wrócić do łazienki i zająć się wywoływaniem zdjęć, lecz nie mógł przestać się wpatrywać w przyjaciółkę. Podszedł do niej ostrożnie i kucnął, odgarniając niebieskie włosy, które zasłoniły Juvii całą twarz. Mógłby tak patrzeć na nią godzinami, ale Loxar liczyła na niego, a on nie miał zamiaru jej zawieść. Przykrył więc dziewczynę kocem i z bólem serca wrócił do prowizorycznie stworzonej przez siebie ciemni.

- - - - - - - - - -

Dragneel kucnął przy nagrobku, a chłodny wiatru lekko roztargał jego wcześniej uczesane włosy. W ciszy i z nostalgią wpatrywał się w datę śmierci swojego ojca.
-Natsu?
Chłopak odwrócił się za siebie.
-A więc to naprawdę ty...
Widząc przed sobą starszego mężczyznę o jasno brązowych włosach, wstał z niezadowoloną miną.
-Kim jesteś? Spytał nieprzyjemnym tonem, co jednak nie wystraszyło obcego. Wręcz przeciwnie, brunet uśmiechnął się do niego lekko.
-Znałem twojego ojca.
Natsu już od wielu lat mógł ze spokojem rozmawiać o Igneelu, lecz tym razem coś w nim drgnęło. Nic dziwnego, skoro jakiś podejrzany typ zjawia się znikąd i mówi nagle takie rzeczy. Kogo by to nie ruszyło...
Choć nie dawał tego po sobie poznać, zdenerwował się jeszcze bardziej. Bez żadnej zmiany w mimice podszedł do mężczyzny bliżej.
-Dawny przyjaciel? To dziwne, bo nigdy wcześniej cię tu nie widziałem.
Brunet uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Tak właściwie, to nie jestem tu dla Igneela. Chciałem zobaczyć się z tobą.
Dragneel przymrużył powieki.
-Kim ty jesteś... Ponowił pytanie, z większą ciekawością w głosie.
-Nazywam się Gildarts Clive... Możemy usiąść? Mężczyzna wskazał na znajdującą się nieopodal ławeczkę, a następnie na swoją nogę. Dopiero wtedy Natsu dostrzegł, że przyjaciel jego ojca zamiast prawej nogi posiada protezę. Nic nie mówiąc, podążył za Gildartsem i usiadł obok niego.
-Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek będę miał okazję z tobą porozmawiać... To przywołuje bardzo stare wspomnienia.
-Dlaczego chciałeś się ze mną spotkać? Skąd w ogóle mnie znasz? Dociekał Dragneel, a Gildarts wyciągnął z kieszeni płaszcza paczkę Marlboro i żarową zapalniczkę.
-Jestem jednym z nielicznych, którzy o tobie wiedzą. Chyba tylko Ur i sam Igneel wiedzą więcej niż ja i Dreyar...
-Zaraz! Przerwał mu Natsu. -Ur? Czyli znasz też Graya? A Laxus Dreyar...
-Wstrzymaj się z domysłami, młodzieńcze. Nie znam Graya, tylko o nim słyszałem. Tak jak o tobie. A mając na myśli Dreyara, mówiłem o dziadku Laxusa. Kiedyś znaliśmy się wszyscy. I było nas o wiele więcej...
-Nie rozumiem. Skąd wy...
Nagle różowowłosy poczuł silny uścisk na swoim ramieniu.
-Przejdę do rzeczy. Choć twarz Gildartsa była pogodna, widać było, że coś go gryzie. -Proszę, nie przestawaj pomagać Laxusowi, jednak nie mów mu nic o Igneelu czy Ur. Tak samo Canie i Erzie, komukolwiek. Nie możesz nikomu nic powiedzieć!
Natsu poczuł się niezręcznie. Zaczął się bać. Nie samego Clivera, jak tego co on bredzi. Nie miał pojęcia, skąd mężczyzna zna tych wszystkich ludzi, ale nie podobało mu się to.
-Chcesz powiedzieć, że mam pomagać Laxusowi, a jednocześnie go okłamywać? Co to ma znaczyć?!
Brunet zwolnił uścisk z ramienia Dragneela i nieco zmarkotniał.
-Nie musisz nikogo okłamywać. Po prostu, przynajmniej na razie nie mów im zbyt wiele...
-Uważasz więc, że nie są oni godni zaufania?
Gildarts wstał z ławki i zaczął powoli się oddalać.
-Zaufaj im. Ale zaufaj również mi.
-Dziwny jesteś koleś... Mruknął Natsu, samemu odpalając papierosa.
-Być może. Clive przystanął na moment i zachichotał. -Ale tak samo jak Igneel i cała reszta... Tak samo ty i pozostali... Wszyscy, żywi, czy martwi, jesteśmy jak jedna wielka rodzina.
Dragneel miał już tego dość.
-O czym ty bredzisz?! Krzyknął do odchodzącego już mężczyzny.
-Nazwałbym to zrządzeniem losu, albo przeznaczeniem...
-Zrządzenie losu? Przeznaczenie?! Natsu co raz bardziej unosił głos. -Co to za dyrdymały?! To jakieś zwykłe pierdolenie! Nic z tego nie rozumiem!
W odpowiedzi usłyszał donośny śmiech Gildartsa. -Z czasem zrozumiesz.

- - - - - - - - - -

Pierwszy raz spotkał się z czymś takim.
-Niewiedza to jednak straszna rzecz... Stwierdził Gajeel, z bezradności wplątując dłonie w długie włosy. Nigdy nie był postawiony w sytuacji takiej, jak teraz. Zawsze wszystko wiedział. Zawsze znalazł kogoś, kto go oświecił. A teraz? Cały dzień krążył po mieście, szukając właściwych osób oraz miejsc, by wreszcie dowiedzieć się kim jest, lub był Makarov Dreyar. Miał wrażenie, jakby ludzie popadali w amnezję, gdy tylko słyszą to nazwisko. Osoby przed trzydziestym rokiem życia nie miały nawet pojęcia, że ktoś taki w ogóle istnieje. Dopiero u starszych ludzi, u których nie spodziewał się dowiedzieć czegokolwiek usłyszał kilka słów na temat tajemniczego właściciela baru "Pod wróżkowym ogonem". Jednak nawet i te informacje na nie wiele się zdały : "człowiek o gołębim sercu" , "mały-wielki" , czy też samo wzdychanie z nostalgią na wspomnienia o nim powodowały, że Redofox chciał o nim wiedzieć więcej i więcej. Niestety, staruszkowie byli uparci i zawzięci, nawet za złote góry nie pisnęli by słówka o czymś, co by mu się przydało. Dosłownie tak, jakby robili mu na złość. Ale może to wystarczy? Skoro tylko starszyzna go kojarzy, a sam Laxus ma lat nie więcej niż trzydzieści, to może Makarov jest jego ojcem?
Analizując wszystko w swojej skołowanej głowie, dotarł do miejsca, które okazało się być dla niego ostatnią deską ratunku.
-Raz kozie śmierć. Stwierdził, biorąc głębszy oddech i otwierając drzwi biblioteki McGarden's.
Levy siedziała przy recepcji i czytała książkę. Nawet nie zwróciła uwagi na to, że ktoś wszedł.
-Cześć. Przywitał się, opierając dłonie na blacie biurka, lecz dziewczyna nie oderwała nosa od lektury, przez co na zmarszczonym ze złości czole Refoxa pojawiły się niewielkie zmarszczki.
-Powiedziałem "cześć". Powiedział głośniej, porywając McGarden książkę i tym samym zmuszając ją, by wreszcie zwróciła na niego uwagę. Faktycznie, niebieskowłosa spojrzała na niego, ale nie tego się spodziewał.
-Czego chcesz. Warknęła oschle, zabierając porwanego "Robinsona Crusoe"*(2).
-Nie takiego przywitania oczekiwałem... Powiedział wprost, siadając na biurku. Po chwili ciszy, Levy zamknęła wreszcie książkę i, już spokojniejsza, zlustrowała Gajeela wzrokiem.
-Jeśli chodzi o nasze wcześniejsze spotkanie, to dziękuje za pomoc.
-To teraz będziesz miała okazję mi się odwdzięczyć, gihi. Zaśmiał się, a McGarden spojrzała na niego podejrzliwie. -Możemy nawet pomóc sobie nawzajem.
-O co ci chodzi?
-Ostatnio wpadłaś w tarapaty, bo mnie śledziłaś, prawda? Chciałaś wiedzieć czemu szpieguję twoją przyjaciółkę.
Niska dziewczyna ze złości zacisnęła palce na lekturze.
-Chcesz mnie sprowokować?
-Nic z tych rzeczy. Chcę ci powiedzieć to, co tak bardzo chciałaś wiedzieć, ale w zamian ty pomożesz mi. Taka mała, uczciwa wymiana informacjami. Co ty na to?
McGarden popatrzyła na niego jeszcze chwilkę, po czym bez słowa, powoli zaczęła zbierać się do wyjścia. Gajeel uznał to za zgodę, więc uśmiechnął się, zeskoczył z biurka i podążał za dziewczyną krok w krok.
-To może ja zacznę, bo mam ci do powiedziała coś bardzo, bardzo ważnego... Levy otworzyła drzwi biblioteki, i nim Redfox zdołał cokolwiek zrobić, dziewczyna wypchnęła go z biblioteki. -WYNOCHA!
Wrzasnęła i zatrzasnęła za sobą drzwi, a zszokowany mężczyzna wpatrywał się w nie z niedowierzaniem. Tego już kompletnie się nie spodziewał...

- - - - - - - - - -

W Federalny Biurze Śledczym wszyscy pracowali do późnego wieczora. W głównej sali, na ogromnej tablicy porozwieszane były zdjęcia dziewczyn : tych znalezionych u Mesta Grydera, jak i tych pozyskanych dzięki rodzinom zaginionych nastolatek. Między fotografiami, jak i na biurkach policjantów znajdowało się mnóstwo kartek z wszelkimi informacjami, jakie całe biuro śledcze zdołało zdobyć w tej sprawie na przełomie ostatnich trzech lat.
W tym czasie, prowadzący sprawę Lily Tshubaki, Lector Rocjuta oraz Frosh Shuou, pod bacznym okiem dyrektora biura federalnego, Alice Shagotte przeglądali taśmy video Grydera, w niewielkim, zaciemnionym pokoju.
Na filmie właśnie pojawiła się jedna z nastolatek. Przytrzymywał ją mężczyzna, który ujmowany był w kadrze jedynie do klatki piersiowej. Dziewczynka nie była w stanie iść o własnych siłach, prawdopodobnie była odurzona jakimiś środkami. Pomieszczenie, w którym działa się akcja przypominało stary magazyn.
-Sprawdźcie, gdzie są podobne miejsca. Szepnęła Shagotte, a Lily szybko zapisał to w swoim notesie w formacie A5. Lector tymczasem bacznie obserwował każdą sekundę nagrania, natomiast Frosh gryzmolił coś na wolnych kartkach. Nie były to jednak zwykłe rysunki, a szkice tego, co właśnie widział w kineskopie telewizora.
W dalszej części filmu, mężczyzna ukazał swoją twarz, która na ich nieszczęście zasłonięta była przez kominiarkę. Zaprowadził on dziewczynę na stół i położył ją. Następnie rozebrał nastolatkę do naga, pozostawiając jedynie białą opaskę na jej oczach, po czym podszedł do kamery i poprawił ją tak, by obiektyw ujmował dziewczynkę w samym centrum. Po chwili do pokoju weszło kilkoro kolejnych mężczyzn, którzy prócz masek również pozbawieni byli ubrań.
W dalszej części filmu, który w głównej mierze zawierał w sobie brutalne sceny aktu seksualnego, policjanci z trudem, w milczeniu przyglądali się materiałowi dowodowemu. Osoba postronna powiedziałaby, że są bardzo skupieni, lecz tak naprawdę byli po prostu wstrząśnięci.
-Co to kurwa jest?! W końcu Lector nie wytrzymał i wstał z miejsca.
-Siadaj na dupie. Warknął Lily, siłą zmuszając kolegę do oglądania filmu do końca.
Cała ta scena trwała około piętnastu minut. Po wszystkim, mężczyźni na filmie pozostawili dziewczynkę, która przez cały czas nie poruszyła się, ani nawet nie otwierała buzi, choć nie była zakneblowana.
-Może ona już nie żyła? Zastanawiała się Shagotte, lecz wtedy w kadrze pojawił się kolejny mężczyzna.
Zdjął on dziewczynkę ze stołu i posadził na wózku inwalidzkim, na koniec podchodząc do kamery by ją wyłączyć.
-STOP! Wrzasnął nagle Lily, a Alice zatrzymała film na ostatnich sekundach. Tsubaki podszedł bliżej telewizora i wskazał palcem na otwarte drzwi, mieszczące się w prawej części kadru. Widać było na nim dwóch mężczyzn podających sobie rękę.
-Ten skurwiel...
-Znasz ich? Zdziwiła się Shagotte, a Lily z szoku westchnął głośniej, tłumiąc to przez zasłonięcie ust dłonią.
-Widziałem jednego dzisiaj. Nazywa się Richard Buchanen.
Teraz już wiedział, dlaczego mężczyźnie, którego widział dziś w gabinecie komendanta policji, tak bardzo zależało na uwolnieniu Grydera. Buchanen po prostu martwił się o własną skórę.
Rozjuszony, pomimo nawoływań przełożonej, niemalże wybiegł z niewielkiego pokoju, jak i z całego biura śledczego. Następnie podbiegł do służbowego samochodu, z hukiem zatrzaskując za sobą drzwiczki i ruszył na ulicę z piskiem opon. Nie mógł, i nie chciał czekać. Musiał natychmiast wyciągnąć od Grydera tyle informacji, ile tylko zdoła. Nawet, jeśli miałby użyć do tego siły. 
...
Po dziesięciu minutach był już w zakładzie karnym, mieszczącym się w Air Street. Lily omijał szereg cel, w których większość więźniów czekających na swoją rozprawę po prostu sobie spała. Towarzyszący federalnemu klawisz ledwo dotrzymywał mu tempa.
-To tutaj! Zawołał starszy pracownik aresztu i wyszedł na przód, chcąc wskazać Tsubakiemu właściwą celę. Kiedy jednak się przed nią znalazł, zastygł w bezruchu, a jego twarz została oszpecona przez przerażenie.
Lily podszedł już spokojniejszym krokiem do właściwych krat. Za nimi zobaczył zwłoki Mesta Grydera. Prawnik, zaczepiając jeden koniec pościeli o okienne pręty, stworzył szubienice na której dokonał samobójstwa. To tylko wskazywało na jego winę w sprawie zaginionych nastolatek, jednakże teraz na nic zda się ta wiedza. Co gorsza, co takiego Mest wiedział, że wolał odebrać sobie życie, byle tylko nie składać zeznań? Był dobrym prawnikiem, więc to nie mógł być zwykły akt rozpaczy. Facet doskonale wiedział co robi...
Lily poczuł nieprzyjemne dreszcze na karku, których nie czuł już od kilkunastu lat. Miał przeczucie, że sprawa zaginionych dziewcząt jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej jakieś nieprzyjemnej, szokującej afery.

- - - - - - - - - - -

Gdy Juvia się obudziła, za oknem było już ciemno. Bardziej jednak zdziwił ją fakt, że nie było to okno z jej pokoju. Rozejrzała się siadając, i nieświadomie zrzucając z siebie ciepły koc. Była u Totomaru, po którym z resztą nie było śladu. Na zegarze wiszącym nad nią dochodziła godzina dwudziesta trzecia. 
Dziewczyna prędko zerwała się z tapczanu, lecz po chwili ponownie podniosła nogi, gdyż poczuła pod nimi coś ciepłego i nierównego. Zdziwiona zobaczyła Yagiriego, śpiącego na podłodze tuż obok niej.
-Czy on zgłupiał? Mruknęła cicho, i zgrabnie omijając przyjaciela udała się do kuchni. Tam wstawiła wodę, a następnie wyjęła kubek, sypaną kawę i cukier. Nawet kuchnia była urządzona bardzo skromnie, więc nie miała większego problemu, by wszystko znaleźć.
Czekając, aż woda w czajniku się zagotuje, wyjrzała do niewielkiego salonu. Totomaru wciąż spał na podłodze. 
-Zrobił to, żeby nie zbudzić Juvii? Spytała samą siebie, czując z tego powodu wyrzuty sumienia. -Nawet przykrył Juvie kocem...
Kiedy wreszcie zalała kawę wrzątkiem, odłożyła wypełniony napojem kubek na stole w pokoju, a samemu kucnęła obok przyjaciela.
-Toti. Powiedziała głośniej, klepiąc go lekko po policzku. Po chwili mężczyzna otworzył zaspane oczy.
-C-co się dzieje?
-Wstawaj z tej podłogi. Juvia zrobiła ci kawę.
Jej słowa podziałały na niego lepiej, niż końska dawka kofeiny. Zaraz zerwał się na równe nogi i zakłopotany podrapał się po głowie.
-Zasnąłem? Wybełkotał rozkojarzony, jednocześnie rozbawiając Loxar swoją nieporadnością i roztargnieniem. Po chwili obydwoje usiedli na tapczanie, a dziewczyna podała mu kawę.
-Czemu nie obudziłeś Juvii? 
-Przecież byłaś zmęczona, więc...
-A ty nie byłeś? Oburzyła się. -Juvia sama chciała wywoływać dziś te zdjęcia, a skończyło się na tym, że wszystko musiałeś robić sam. Przepraszam...
-Nie przejmuj się tym. Yagiri odłożył kubek, chwycił policjantkę za rękę i zaprowadził do łazienki. Nie zapalając tam światła, zaczęli zdejmować gotowe już zdjęcia z klamerek, które wisiały na sznurku od prania, po czym szybko wrócili do pokoju by je obejrzeć. Fotografie były wykonane perfekcyjnie, jednak to, co się na nich znajdowało...
-Masakra. Zdefiniowała krótko Juvia. Z niesmakiem przyglądała się Josemu ze zdjęcia, na którym komendant paradował w swoim gabinecie w rudej peruce i damskich, wyzywających ubraniach.
-I co ty chcesz teraz z tym zrobić? 
-Na razie Juvia nic z tym nie zrobi. Ale to może być nasza złota karta przetargowa...
Totomaru, który wciąż oglądał zdjęcia, zmarkotniał.
-Nadal uważam, że nie powinnaś się w to tak angażować. Odrzekł stanowczo. -Sama zbyt wiele nie zrobisz, korupcja w policji wciąż się szerzy i jest to nieuniknione... 
Teraz i Juvia spoważniała, ale zdziwiła się, gdy usłyszała głośne westchnienie przyjaciela.
-...Ale i tak nie wybije ci tego z głowy, więc nie pozostaje mi nic innego, jak cię wspierać. Możesz na mnie liczyć.
Niespodziewanie, Yagiri poczuł jak Loxar ściska jego dłonie. 
-Dziękuje. Choć policjantka uśmiechała się szeroko, była poruszona jego słowami. -Juvia jest szczęśliwa, że ma takiego przyjaciela.
Pomijając fakt, że Totomaru już od dawna nie chciał być "tylko" przyjacielem, ucieszył się z jej słów. Postanowił również skorzystać z faktu, że na chwilę obecną ma Juvie wyłącznie dla siebie. A to nie zdarzało się zbyt często.
-To może wyskoczysz z przyjacielem na jedno piwo do pubu?
...
Z zamkniętymi oczami siedział w swoim Fordzie, rozmyślając o ostatnich wydarzeniach. Szczególnie o Lucy. Wszyscy uważali dziewczynę za zło wcielone, ale czy takie podejście na pewno było w porządku? Co prawda faktycznie była w posiadaniu tego nieszczęsnego aktu, o którym wspominał Laxus, lecz dziewczyna najwyraźniej nie współpracuje z mafią. Wręcz przeciwnie, wygląda na to że mafia chce ją dopaść. I nawet nie doniosła policji na Natsu, a przecież puścił z dymem cały jej dobytek... Można by snuć różne podejrzenia dlaczego tak zrobiła, jednak ... może... To nic pewnego, ale może jednak Heartfilia jest tak naprawdę ofiarą w tej popapranej historii?
Niezbyt chętnie dopuszczał do siebie tą myśl, ale jakaś część jego chciała w to wierzyć. Trudno było mu pojąć, by ta dziewczyna okazała się bezczelną intrygantką bez skrupułów, która na własne życzenie igra z mafią. Czyżby ten akt własności baru, który posiadała miał tak ogromną wartość?
Ktoś zapukał w boczną szybę samochodu, rozpraszając Graya z zadumy. Przekonany, że ma kolejnego klienta bezmyślnie otworzył drzwi, lecz po chwili znalazł się na ziemi. Nim zdał sobie z tego sprawę, poczuł jak podeszwa czarnego mokasyna boleśnie wgniata się mu w policzek.
-W końcu cię dorwałem! 
Fullbuster dostrzegł nad sobą mafiozę o fioletowych włosach, który zaledwie kilka dni temu próbował uprowadzić ciężarówkę ze skradzionymi dokumentami Judego Heartfilla. Tuż za nim stało kilku innych mężczyzn w brązowych płaszczach. Każdy z nich trzymał w dłoniach kij baseballowy lub metalowy pręt. Widząc to, oraz ich szpetne uśmiechy, wiedział, że nie skończy się to dla niego dobrze.
...
-Słyszałeś to? Juvia, która przechadzała się po mieście z Totomaru, zatrzymała się nagle. 
-Ale co? Spytał Yagiri, lecz dziewczyna nie odpowiedziała mu od razu. Niepewnie zaczęła wsłuchiwać się w dźwięki nocnego miasta. 
-Tam jest jakaś bójka! Zawołała po chwili, pełna determinacji, i pobiegła przed siebie.
-Juvia, daj spokój! Nie jesteśmy na służbie, to niebezpieczne! Komisarz próbował ją zatrzymać, jednak bezowocnie. Nie mając wyjścia, pobiegł za przyjaciółką, a gdy obydwoje wybiegli na rozgałęzienie ulicy, dostrzegli grupkę mężczyzn ubranych w brązowe płaszcze. Otaczając swoją ofiarę w szczelnym kole, katowali go kijami i prętami, tak samo jak samochód poszkodowanego. Samochód, który jeszcze chwilę temu był nowiutkim Fordem Taunus z salonu...
-N-niemożliwe... Jęknęła Loxar, lecz po chwili jej twarz przybrała gniewny wyraz. Nie czekając ani chwili dłużej, sięgnęła po schowanego pod spódnicą Magnuma 44 i ruszyła na mafiozów.
-Stój! Ryknął Yagiri, ale Juvia nie słuchała go. Z grobową miną wycelowała lufą w nogę jednego z gangsterów i strzeliła bez żadnego ostrzeżenia. Choć trafiła idealnie, nie zatrzymywała się, natomiast postrzelony mężczyzna krzyknął zdziwiony z bólu. Wszyscy spojrzeli na podchodzącą do nich dziewczynę. 
-Ty suko! Zawołał mafioza z postrzelonym piszczelem. Pozostali stanęli w miejscu, nie wiedząc co począć.
-Na co czekacie, dorwać ją!
-Ale panie Kasai, ona ma broń...
-Ale jest sama, a was jest czterech! Do roboty!
Gangsterzy zacisnęli zęby i zaczęli podchodzić do niezlęknionej Loxar. 
-Co ona wyprawia... Przeraził się Yagiri, który jak dotąd obserwował całe zajście z daleka. W końcu jednak wbiegł na ulicę, wyjmując swoją broń i odznakę.
-Policja! Ryknął na całe gardło, dobiegając do Juvii i zatrzymując ją, a mafiozi ponownie stanęli jak wryci. Tym razem nie mieli wyjścia. Pozostawiając pobitego mężczyznę szybko uciekli do czarnej Skody i odjechali z piskiem opon. Dopiero wtedy Loxar powoli opuściła broń i spojrzała w stronę zniszczonego, białego auta. Wiedziała, że za nim leży ranny człowiek, zapewne potrzebujący natychmiastowej pomocy, jednak bała się swoich przypuszczeń. Na drżących ze strachu nogach podeszła wreszcie do auta i ze zdumienia otworzyła szerzej oczy.
-GRAY! Wrzasnęła, upadając na kolana obok rannego. Chłopak leżał na brzuchu, w kałuży własnej krwi. 
-Nie odwracaj go, może mieć złamany kręgosłup! Skarcił ją Totomaru, który wciąż szedł za nią. Następnie ledwo otworzył zmasakrowane drzwi od zniszczonego samochodu i zauważył cb radio, z którego zazwyczaj korzystali taksówkarze. Momentalnie się na nie rzucił.
-Hallo! Wezwijcie karetkę, wasz taksówkarz został pobity!
W czasie, gdy Yagiri próbował dogadać się z kobietą z centrali, Juvia wciąż wylewała łzy nad nieprzytomnym Fullbusterem.
-Gray, ocknij się. Żyjesz? Gray!
Juvia drżącą dłonią przejechała po mokrych włosach francuza. Szybko dostrzegła, że i one są zlepione od  gęstej krwi.
-Toti zrób coś, on się zaraz wykrwawi!
-Karetka już do jedzie pod wskazany adres. Czy może pan podać imię i nazwisko tego taksówkarza? Poprosiła kobieta z centrali, a Totomaru zaczął rozglądać się po wnętrzu auta. Po chwili znalazł portfel mężczyzny.
-Gray Full.... Wraz z dowodem osobistym chłopaka, przez przypadek wyjął z portfela stare zdjęcie. -...buster. Dokończył, sięgając po fotografię która spadła mu pod nogi. Widząc na nim, na oko piętnastoletnią Juvię w objęciach tego typa, poczuł jak kręci mu się w głowie...


1) "pięćdziesiąty pierwszy" - chodzi o rocznik.
2) "Robinson Crusoe" - książka autorstwa  Daniela Defoea z 1719 

***


Zabawa w "który fragment jest najlepszy" wciąż trwa :D
(o ile coś się wam w tym rozdziale spodobało...)

Wiem, że fabularnie i technicznie rozdział nie powala, ale szczególnie jeśli chodzi o tą drugą kwestię, to nie chciałam was dalej męczyć, już i tak wystarczająco się naczekaliście na ten rozdział :P
Mam też dla was nieciekawą wiadomość... Co prawda postaram się następny rozdział wstawić 1 czerwca (będzie to specjal, jednak ściśle powiązany z fabułą, nie żadne one-shot :P), ale nie wiem co dalej. Oczywiście pisać będę do końca, jednak takie miesięczne odstępy czasowe mogą stać się niedługo rutyną. Od lipca zaczynam pracę, a od września zmienią mi się godziny jej rozpoczęcia (będę musiała wstawać o piątej rano, to jakiś koszmar :...C) więc nie wiem jak to będzie. Ale nawet jeśli powoli, to to opowiadanie skończę i basta xD

W spisach macie oczywiście wszystko uzupełnione. Jestem też ciekawa... tęskniliście za Yashą? :D (swoją drogą, wasze komentarze w "archiwum" są mega :D).
Dziękuje wam wszystkim i choć rozdzialik nie jest pierwsza klasa (wiem, dużo w niej gadaniny, ale trzeba było), to mam nadzieję nikt przy nim nie zasnął :P Buziaki :***

26 komentarzy:

  1. Warto było czekać :) !
    Rozdział wyszedł ci świetnie :D Scena z Natsu i Grayem najbardziej mi się podobała.
    Kocham ich XD Gdy czytałam o exceedach jako policjantach to widziałam tylko koty ;__; Nie umiem ich sobie wyobrazić jako ludzi. I skąd Juvia zna Graya :o ? Co się będzie działo na randce, co Natsu zrobi ;---; ?
    Tyle nowych pytań a odpowiedzi brak ;) Ale to dobrze :D Warto czasem posiedzieć i pomyśleć nad tym ^^
    Pozdrawiam cieplutko i czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Gsjfhidjsjdhwduddhddjs NOWY ROZDZIAL <3
    Gildarts znalazł Natsu :3 I Natsiasty taki skołowany...
    Gray'a napadli! Zabiję normalnie. Bejsbolem. Całą czwórkę. Albo i mafię. Albo nie. Zostawię to Natsiastemu. Zemsta za przyjaciela zawsze spoko xD
    No i Totomaru taki wstrząśnięty... Przykro mi to mówić, chłopie, ale jednak chyba utknąłeś w friendzone na zawsze już xD
    I Levy... nie opieram się miłości, ona wygra xD Nawet jeśli teraz trochę nie lubisz Gajeela, to go nie wyganiaj, no. Już i tak wystarczająco zdołowany jest, ze mu nikt nie chce nic mówić o Makarovie. A wystarczyłoby po prostu Laxusa zapytać... xD
    No i... Federalni :'D Lily(!), Lector, Frosch... Choć tę ostatnią zawsze widziałam jako dziewczynę. Ale i tak - już ich uwielbiam. Choć sprawę mają nie za fajną. Gwałty nie są fajne. Mam nadzieję, że złapią Hoteye'a.
    A Mest się powiesił O.O Choć w sumie mu się nie dziwię, też na jego miejscu nie chciałabym być złapana przez mafię ^^
    I Jude... Gdzie go zabierają? W każdym razie czuję, że jeszcze się trochę pomorduje...

    Szkoda, że będziesz mieć mniej czasu na pisanie, Yasha :C I współczuję też wstawiania o 5... Ale i tak przesyłam wenę i żebyś tego czasu znalazła jak najwięcej - życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie... To chyba pierwszy błąd Yashy 0.0"... Frosch to przeciez exceedka .-." Chyba, ze sie mylę...

      Usuń
    2. Może to dżender xD Ale mimo wszystko to dla mnie zawsze była dziewczynka ^^ Więc jak coś, to mylimy się we dwie ;)

      Usuń
    3. Ja też zawsze myślałam, że Forsch to dziewczynka, ale jednak okazało się, że to błąd :P

      Usuń
    4. O, a skąd wiesz? ;D
      I tak aż sprawdziłam na Wikii... niby na polskiej jest, ze to kobieta, ale na angielskiej już przy płci ma "unknow". Ciekawe jakiego Mashima ma maila, trzeba by się o to zapytać xD
      Zresztą, ja nie wiem, sugerowałam się bardziej tym, że ma rzęsy xD Bo ani Happy, ani Lily, ani Lector rzęs nie mają, a Carla już owszem. XD

      Usuń
    5. Skapnęłam się po tym, jak w mandze zwracali się do Froscha w formie męskiej :P I gdzieś to też tam pisało, już nie pamiętam gdzie... Chyba napisze do Mashimy na twiterze, żeby się przekonać xD Bo już sama nie mam pewności. A jeśli by się okazało, że Frosch się płci żeńskiej, to trudno. Niech będzie, że Yasha zaszalała z fikcją literacką i z baby zrobiła chłopa :DDD

      Usuń
  3. JEEEJ~!
    Chciałam przeczytać jak wyjdzie, ale zdechłam -.- Rozdział jest genialny (no jak zawsze zresztą). Juvia i Totomaru! Ależ oni są słodcy <3 niby wolę Gruvię, ale trudno. Troszkę literówek jest, ale ogólnie ładnie napisany. To z Mestem i Lilym też było świetne. JASNE ŻE TĘSKNILIŚMY, jak mogłaś w ogóle zwątpić! *wrzuca ci wenę przez okno* powodzenia :3
    ~Gazelcia ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gazela?! Czo ty tu robisz O.o?!

      Usuń
  4. Chciałam czekac, ale rodzice stwierdzili, ze mam iść spać ;-;...
    Co ty gadasz?! Rozdział jeden z najlepszych! I jaki długi! Warto było czekac :D
    To tak... Rozwalily mnie kocie służby specjalne XD Po opisie juz myslalam, ze to Silver, a tu nagle "Lily!" 0.o
    Nareszcie Natsu spotkał sie z Gildartsem T^T
    Nie moge sie doczekać randki Graya i Lucy~ I spodobał mi sie pairing Juvia x Toti, ale i tak wole Gruvie~
    ...co do tego...
    Ostatni fragment był zdecydowanie najlepszy! Boze, Gray moj kochany ;-;... I Juvia, wiecznie na służbie! No i Toti... Az mi go szkoda D: I biedny, zniszczony Fordziu...! Gray ich za niego zabije
    Dobra, wiem, ze ten komentarz nie ma sensu... Ale ja nie umiem inaczej :(
    Weny życzę i mam nadzieje na szybkiego nexta~!


    PS. Współczuje wstawiania o 5 x.x

    OdpowiedzUsuń
  5. Federalni jako koty? xD No w sumie nie ma co się dziwić, skoro użyłam do tego exceedów :P Może poszukać jakiś artów czy coś, żeby łatwiej wam było ich sobie wyobrazić jako ludzi? xD *myśli*
    I dziękuje za wspomnienie o literówkach, widać pisanie po nocy robi swoje... Będę miała chwilkę, to postaram się to wyłapać i poprawić :) A co do wstawania o 5 rano, to dopiero od września, więc póki nie jest źle ^.^ Tylko sama myśl mnie przeraża...

    Dziękuje kochani za komentarze ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiedziałam!!!!! Ja to wiedziałam!! :O Juvia była z Grayem wcześniej! Mhahahahhah mój mroczny umysł nadal pracuje jak trzeba xD a już się bałam, że coś ze mną nie tak... :p A tak po za tym, to mam nadzieję, że może jednak wrócą do siebie czy cuś w ten deseń :} ^.^ Tylko, że teraz Toti będzie zazdrosny! I to bardzoo :o

    A tak bardziej poważnie, to przyznam Ci Yasha szczerze, że mimo długiego rozdziału, nawet nie wiem kiedy go przeczytałam! To mnie wciąż zadziwia! *o*

    W sumie ciekawa jestem, co ten Mest (po*eb jeden) sobie myślał. Teraz to już wgl. nie ma jak i kogo w tej sprawie przesłuchać! >:(

    O Jeżusiu, teraz nawet nie wiem co pisać.. :c Kiedyś to umiałam tworzyć takie w miarę ogarnięte komentarze, ale teraz to takie jedno wielkie nic. ;_;
    Mimo to, mam nadzieję, że nawet taki komek zmotywuje Cię choć trochę do pisania! ^.^

    Ps. Jako ostateczną formę motywacji zastosuję masę komplementów! *o* xD
    Bo Yasha jest....:
    - utalentowana
    - mądra
    - i/ oraz/ na pewno/ też miłafajnaiwogólesuperzayebistajakniktinnywięcejniechcemisiępisaćgomene xD

    Pozdrawiam i ściskam mocno

    ~Justyna ;3

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział, najlepszy fragment z przesłuchiwaniami :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Kolejny rozdział niczym arcydzieło!
    Rozumiem że niedługo dowiedzą się że coś Greya i Juvie łączy tak? No bo jak dobrze pamiętam to maja te samo nazwisko.... poprawcie mnie jeśli się mylę!
    Dużo weny i do next noci :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Tessa, jest jeszcze jedna osoba, którą można jeszcze przesłuchać w tej sprawie i będzie o tym niedługo :)
    Karou, Gray i Juvia mają inne nazwiska (Fullbuster i Loxar, jak w kanonie :P)

    OdpowiedzUsuń
  10. Boskie, boskie, boskie ! A końcówka epicka ! Ciekawe jak to wszystko się dalej potoczy. Życzę dobrej weny i aby rozdział się szybko pojawił. Czekam i pozdrawiam :>

    OdpowiedzUsuń
  11. Epickie :))/ Hmmm Juvia i Francuzika coś łączy ? oooo Toti zawału dostanie ! Ale rozdział boski *.* Tylko ciemu nie ma Cany i Laxusa ? Echhhh poczekam ;d Weny życzę :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Yash, mój aniele, nawet sobie nie zdajesz sprawy, jak wspaniały jest ten blog. wróć, jak wspaniale piszesz!
    czekam na książkę, bo, cholera, rzadko się zdarza, żeby jeden rozdział mógł poprawić mi humor samym istnieniem. i to po 7! godzinach kucia do sprawdzianu z historii (wszyscy kochają szkołę <3)
    także kobieto, mam nadzieję, że mimo wszystko, nawet jak skończysz z Fairy Tail, nie zabraknie Ci weny na kreowanie własnych postaci :)
    pozdrawiam (znad książki do historii :c) i idę czytać, bo sen jest dla słabych
    whatever. moja wypowiedź jak zawsze jest tak bardzo poskładana....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ten moment, kiedy przeczytasz rozdział i komentarz pod nim i dopada Cię smuteczek :<
      ogółem, to na początku jak czytałam, to było jedno wielkie WTF?! nie ogarnęłam tej trójki od Bory, potem znowu WTF?! koleś z blizną na oku? czarne włosy? przecież taki nie istnieje, jeśli już, to Lily ma taką bliznę, ale to przecież kot. a koty nie wstępują do FBI... no a tu jednak.... :D
      potem następny szok-> jak ma na nazwisko Lector? :D
      w całym rozdziale były najlepsze momenty z Lilym( jak się to odmienia? T.T) "przejmujemy sprawę" i radość Juvii :D no i jeszcze Levy ze swoim wybuchowym charakterem... :3 nikt nie jest na tyle genialny, żeby wyrzucić Gajeela :D no i ten uwodzicielski Grayy... normalnie delicje :3
      tak poza tym wszystkim, to strasznie mi szkoda Totiego, bo jest w Friend zonie :<


      standardowo, na pytanie "tęskniliście za Yashą" jest tylko jedna odpowiedź i jej różne warianty:
      - tak
      -bardzo
      -oczywiście
      -zawsze
      -inne (wpisz własne)

      pozdrawiam i życzę powodzenia w pracy ^^

      Usuń
  13. Zostałeś/aś nominowany/a do Liebster Blog Award! Więcej na moim blogu: http://the-vampire-nalu.blogspot.com/p/liebster-blog-award.html :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuje za nominację, jednak nie biorę udziału w tego typu zabawach blogowych :)

      Usuń
  14. FBI - kocia organizacja antymafijna :P
    Mest Trynkiewicz Gryder, nic dodać, nic ująć

    Garett-Sama

    OdpowiedzUsuń
  15. Ojacięniemogęniewytrzymamno.
    Nareszcie, nareszcie, nareszcie, nareszcie, nareszcie, nareszcie, nareszcie, nareszcie Gildarts! xD <- podobał mi się fragment z nim, ale i tak... LILY! ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ (Zwykle nie zachowuję się tak wylewnie, ale... LILY! ♥ :D) I to zdjęcie Juvii i Graya :O Biedny Toti (cudowne zdrobnienie! Jeśli będę miała syna, nazwę go Antoni i będę zdrabniała Toti. Koniecznie!).
    Właśnie, zanim zapomnę... Ostatnio napisałaś, że nikt nie zauważył, że Sherry przespała się z dyrektorką szkoły, a nie z dyrektorem. A może Carla ma dziwne zapędy? :D No, istnieje też możliwość, że przespała się z jakimś wicedyrektorem... Ale ta już nie jest taka ciekawa :D

    Teraz się trochę poczepiam. Wiem, że sprawdzanie rozdziału jest czasochłonne, a ty chcesz jak najszybciej uszczęśliwiać czytelników (♥), ale i tak będę ci wytykać rażące błędy (czyli te nieliczne :)), żebyś wiedziała, że ktoś czuwa! :D
    "Gdy Totomaru wszedł do pokoju, zobaczył jak dziewczyna wpatruje się tempo w swoje kolana."
    Wpatrywała się raczej "tępo". Chociaż to jest Lucy, więc nigdy nic nie wiadomo...
    "Z dziurawego dachu wlatywały stróżki wody, a od zakrwawionego polowego łóżka, aż do samych drzwi rozciągał się czerwony ślad."
    Strużki. Od struga. (Dramatyczny moment, więc doczepmy się do błędu. Przecież nie poddamy się atmosferze chwili, prawda? ._. Niemądra ja.)
    "W poszarpanych i przemokniętych ubraniach, oraz przetłuszczonych włosach, nie był w stanie nic powiedzieć."
    Przed oraz nie stawiamy przecinka, tak jak przed i (chociaż w tym rozdziale postawiłaś przecinek przed i. Wydaje mi się, że poprawnie, bo po i było dopowiedzenie). A ogólnie rzecz biorąc, to zdanie mnie rozłożyło. Tak logicznie rzecz ujmując... Nie był w stanie nic powiedzieć przez potargane, mokre ubrania i tłuste włosy? W sumie wiadomo o co chodzi, ale gdyby po opisywaniu jego stanu, zaznaczyć w następnym zdaniu, że nie był w stanie nic powiedzieć, brzmiałoby to lepiej. Tak mi się zdaje.
    "-Lector, choć na górę!"
    ;_;
    "Co gorsza, co takiego Mest wiedział, że wolał odebrać sobie życie, byle tylko nie składać zeznawań?"
    Literóweczka na koniec (tak myślę, że literóweczka). Zeznawania :D Powinnaś częściej tworzyć tego rodzaju neologizmy, bo są lepsze niż normalne słowa :D

    Byłabym zapomniała! Odmiana imienia Jude:
    Moja:
    M. Jude D. Juda C. Judowi B. Juda N. z Judem Msc. o Judzie W. Jude
    Internetowa:
    M. Jude D. Jude C. Jude B. Judego N. Judem Msc. Judemie W. Jude
    Moją też wypisałam, bo internetowa mi się nie podoba. "Juedmie"?! co to ma być? Pff.

    No... Lily! ♥ Tak sobie o nim myślę i przypomina mi się biedny Gajeel... Jestem w szoku, bo zawsze lubiłam Levy, a teraz im gorzej ona traktuje Gajeela, tym ja lubię ją mniej... Ehh, ci faceci xD
    Podobał mi się rozdział, oj podobał. Łap serduszko ♥ i mam nadzieję, że cię ucieszy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Gildarts to będzie miał tu swoje pięć minut :D I to nie raz :3 Hehe, i Carla oraz Sherry nie mają takich zapędów xD Już to poprawiłam, robiąc z Carli wicedyrektora, ale w sumie motyw z odmienną orientacją nie jest taki zły... może kiedyś tego użyje na innych bohaterach :D
      Dziękuje też za znalezienie błędów, już je poprawiłam :* Cieszę się, że ktoś kto ma dobre oko i pojęcie o języku polskim czyta mojego bloga i, co ważniejsze, wyłapuje mi te byki :D Jestem za to bardzo wdzięczna :*

      Usuń
  16. CHOLERA?!!!!!!
    I to słowo wystarczy by opisać ten rozdział. Nie wiem, ale jest on chyba na pierwszym bądź na drugim w kategorii "Najlepsze 4 rozdziały Yashy". Nie wiem pewnie komentarz nie będzie za długi, bo ... za dużo emocji i nie wiem co pisać.
    Po pierwsze Lily jest z FBI ? No dobra padam i leże.
    Po drugie Sprawa z Mestem. Szok, szok, szok. Kurde i odkryłam, że masz tak samo nie po kolei w głowie jak ja, skoro piszesz o gwałtach na dziewczynkach itd. Oj świat należy do nas, moja wspólniczko zla ... już teraz wiem, co tam ci się w głowie poprzekręcało.
    Po trzecie Znowu to samo uczucie, o którym ci mówiłam w poprzednim rozdziale
    Po czwarte Gildarts spotyka Natsu ... nie spodziewałam się, że wprowadzisz to tak szybko
    Po piąte Gray i Juvia się znają, pewnie byli razem. I co z tego wynika? Że pewnie ją oszukał, a ona się mści, bądź nie pamięta go ? Nie możliwe. Ale świetna scena, a nawet rzeknę, że genialna. Ale szkoda mi Totomaru :)
    Po któreś z kolei ... Niesamowite! Jesteś wielka, genialna, niezwykła itd, itd :)
    \Weny i Pozdrawiam i jak będę pamiętać to do kolejnego rozdziału!
    Ojejku ale długo ... zmęczyłam się i dużo czytania ... achhhh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha xD Wspólniczka zła kłania się do usług, ze swoimi niecnymi pomysłami :D
      (Im dalej czytałam twój komentarz, tym coraz bardziej robiłam się czerwona *wstydniś*)

      Usuń

Wasze komentarze cieszą mnie jak mało kogo, jednak nie zaklepujcie miejsc. To nie ważne, kto jest pierwszy, kto ostatni. Takie wpisy zostaną usunięte.
Wszelkie pytania kierujcie do spamownika.
A jak przeczytałeś rozdział, to pozostaw po sobie ślad.
Jesteś anonimem? Podpisz się jakoś.

Całusy dla was śle z góry wdzięczna Yasha ^.^