22 paź 2016

Rozdział 52 "Perły"

Złapanie dilera, który pobił jednego z uczniów, okazało się nie być taką prostą sprawą. Jet i Droy na polecenie Gajeela dzień w dzień czatowali w okolicy bramy szkoły, w której doszło do napaści, jednakże nie dostrzegli żadnego podejrzanego typa. Stali tam od samego rana, aż do ostatnich godzin lekcyjnych, nie zważając na zmieniającą się pogodę, lecz nie przynosiło to żadnych skutków. Aż do czwartego dnia, kiedy to Jet Sarasuke po nieprzespanej nocy wyszedł z domu o ponad godzinę wcześniej.
 Kac grał mu w głowie marsz pogrzebowy, spaliny samochodów drażnił jego nozdrza, a ludzi, którzy wpadali na niego spiesząc się do pracy, miał ochotę pomordować, co do jednego. Jak na majowy poranek pogoda także się nie popisała, słońce schowało się gdzieś za gęstymi, szarymi chmurami, z których siąkał deszcz.
 Jet przeklnął pod nosem, niespiesznie krocząc ulicami Magnolia Center. Do szkoły dzielił go już zaledwie niecały kilometr, gdy nagle spostrzegł coś, przez do machinalnie się zatrzymał. Kilkunastoletni chłopak w szkolnym mundurku wręcz wybiegł z bocznej alejki. Rozglądał się nerwowo na boki, wyglądał na zlęknionego, aczkolwiek zadowolonego. Jet dla pewności spojrzał na zegarek. Co ten dzieciak robił niedaleko szkoły przed siódmą rano, skoro pierwsze lekcje zaczynają się od ósmej? W jego skacowanej głowie zabłysnęło światło, a przypuszczenia członka Fairy Tail potwierdziły się w chwili, gdy z zaułka, około minuty później, wyszedł mężczyzna. Gość w jeansach i skórzanej kurtce także rozglądał się po okolicy, więc Sarasuke nie dawał oznak, że jest nim zainteresowany. Kiedy jednak jego obiekt zniknął za najbliższym zakrętem, Jet niezwłocznie za nim podążył.

***

8 maja
- Siemka, Levy!
Dziewczyna zwolniła kroku, dostrzegając Natsu przed wejściem do baru. Może i nie miała z nim złych relacji, ale czym sobie zasłużyła na takie ciepłe powitanie?
- No cześć - burknęła mniej entuzjastycznie, lecz wyraźnie nie ostudziła tym zapału młodzieńca. - Co tak tu sterczysz? Czekasz na kogoś?
- Może - oznajmił tajemniczo, a McGarden uniosła brew. Dragneel stał przed wejściem, nie chcąc przepuścić koleżanki. Po jego minie już wiedziała, że ten gnojek coś od niej chce.- Jesteś sama? Gdzie masz Lucy?
- A ty? Gdzie masz Lisannę? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Nie wiem - parsknął już mniej radośnie, jednak po chwili na jego ustach znów zawitał szeroki, nieco niepokojący uśmiech. - Słuchaj, Levy, moja droga przyjaciółko...
 Przerwało mu głośne westchnienie panny McGarden.
- Gadaj od razu czego chcesz - zażądała, wywracając oczami. Natsu zaśmiał się cicho i objął ramieniem barki dziewczyny.
- Nic takiego - zapewnił z tonem niewiniątka, który kompletnie do niego nie pasował.
- Czyżby?
- Potrzebuję tylko drobnej, kobiecej porady - wyjawił i podążył ze zdumioną McGarden wzdłuż North Faries.

***

Lucy siedziała w kuchni, oglądając przez okno zachmurzone niebo. Westchnęła cicho, ciężko. Słyszała, jak Gajeel krząta się po salonie, po kuchni, lecz nie zwracała na niego uwagi. Wolała siedzieć cicho w kącie i nikomu nie przeszkadzać. Wolała zostać dziś w domu i odpocząć od koszmarnego widoku, który ją prześladował. I nie chodziło tu wcale o Erika, którego nieumyślnie zabiła. Coś jeszcze bardziej zaprzątało jej umysł, niż morderstwa i zgony, których była świadkiem w ostatnich miesiącach, lecz ostatnie zdarzenie dawało dziewczynie doskonałe alibi na przesiadywanie w czterech ścianach. W końcu Oracion Seis mogło w końcu odkryć, kto pozbył się jednego z ich ludzi, nie powinna się teraz wychylać - przynajmniej tak twierdził Don Makarov.
Ocknęła się z zadumy, kiedy Gajeel wcisnął w jej ręce gorący kubek, z którego unosił się przyjemny aromat świeżo zaparzonej kawy. Mężczyzna nie uraczył jej spojrzeniem, a przed wyjściem z mieszkania nie odezwał się do niej słowem, jednak sam ten gest sprawił, że Lucy uśmiechnęła się lekko. Odprowadzając Redfoxa wzrokiem, napiła się kawy, gdy współlokator zamknął za sobą frontowe drzwi.
- Dobra! - stwierdziła głośno i otworzyła szerzej oczy, zachwycając się smakiem napoju.

Redfox ledwo zdążył opuścić klatkę schodową, gdy przywitały go szerokie uśmiechy Jeta i Droya. Wiedział, co oznacza ich obecność.
- Macie ich?
Soldaci przytaknęli gorliwie głowami. - Siedzą na granicy China Town.
- Na naszym terenie? - zdziwił się Gajeel, po czym nikt nic więcej nie powiedział. Redfox wyjął z kieszeni papierosy, a Droy natychmiast poczęstował go ogniem z żarowej zapaliczki.
- To kiedy działamy?
Redfox zaciągnął się, spojrzał w ze skwaszoną miną na zachmurzone niebo i wypuścił w jego stronę szary obłok.
- Do wieczora załatwię transport - oznajmił w końcu z niewielkim grymasem zadowolenia, co poskutkowało dużym zadowoleniem ze strony jego podwładnych.

***

Kiedy usłyszała klucze w zamku do drzwi, poruszyła się niemrawo na sofie. Nie wstała jednak, a jedynie szczelniej opatuliła ciepłym kocem.
- Lucy, jesteś w domu?
Zamiast odpowiedzieć, Heartfilia wyciągnęła do góry rękę, by Levy zobaczyła jej miejsce egzystowania podczas trudnych dni. Trudno było nazwać inaczej to, co właśnie robiła prawniczka.
- Chryste, Lucy, gnijesz tu tak cały dzień? - McGarden stanęła dziewczynie naprzeciw, zasłaniając jej popołudniowe wiadomości w telewizji.
- Co w tym złego? - Heartfilia odpowiedziała bez emocji.
- Co w tym złego?! - powtórzyła zdumiona bibliotekarka i kucnęła obok przyjaciółki. - Lu, do jasnej... Co się z tobą dzieje, dziewczyno?
Blondynka wreszcie uraczyła McGarden spojrzeniem. Mętnym i znudzonym.
- Siedzisz tu, bo nie chcesz patrzeć na Lisannę i Natsu?
Nie odpowiedziała.
- Lu, tak nie można...
Nadal żadnej odpowiedzi. Levy, lekko zdenerwowana postawą Lucy, usiadła obok i zerwała z niej koc.
- Oddawaj mój...
- Rozmawiałam z nim - wtrąciła McGarden, a spojrzenie Heartfilii zmieniło się diametralnie. Jej orzechowe oczy na moment zabłysły. - Nie chcesz wiedzieć o czym?
- Niespecjalnie.
- Na pewno? - dociekała Levy. - Myślę, że powinnaś się tym zainteresować.
- No to... Może trochę... Tylko trochę.
- To dobrze, że tylko trochę - McGarden odetchnęła z ulgą. - Bo nic ci nie powiem.
- Czemu nie?! Sama zaczęłaś o tym gadać, to teraz dokończ!
- Nie gniłabyś cały czas w domu, to może...
- Levy, przestań! O czym z nim gadałaś?
Widząc, że Lucy wreszcie odżyła, niebieskowłosa zaśmiała się cicho.
- No więc? Coś mu powiedziałaś? Chyba nie palnęłaś czegoś głupiego?
- Nie, no coś ty. To on sam chciał ze mną pogadać.
- O?
- No o tobie.
Serce Heartfilii zabiło mocniej. - Tak powiedział? - Mimowolnie uśmiechnęła się.
- No... Niezupełnie - przyznała Levy. - Ale tak wnioskuję, bo o kim mógłby...
- Mów mi wszystko od początku! Ze szczegółami!
McGarden zaśmiała się głośno, widząc reakcję przyjaciółki. Zaraz obydwie przestały udawać obojętne. Usiadły podekscytowane na przeciw siebie, zupełnie jak nastolatki, i chwyciły się za ręce.
- No więc, Natsu czekał na mnie przed barem. Chciał jakieś kobiecej porady. - Dziewczyna wykonała cudzysłów palcami, a Lucy uniosła brew.
- Kobiecej porady?
- Pytał, co zrobić, żeby ważna dla niego dziewczyna przestała się na niego gniewać.
Serce Heartfilii nie biło mocniej. Ono waliło tak mocno, jakby chciało wyjść na zewnątrz i krzyczeć ze szczęścia. Dziewczyna. Ważna. Dla niego - te słowa dudniły echem w jej uszach.
- Levy, ale jesteś pewna, że rozmawiałaś z nim o mnie? Nie chodziło mu czasem o Lisannę?
- A czy widziałaś, żeby Lisanna kiedykolwiek gniewała się na Natsu?
Heartfilia próbowała przypomnieć sobie takową scenę, jednak zawsze, kiedy na nich patrzyła, migdalili się gdzieś w kącie baru.
- No raczej nie - odpowiedziała lekko zniesmaczona na samo wspomnienie tamtej dwójki.
- A czy gdyby chodziło mu o Lisannę, to przyszedłby z tym problemem do mnie?
Lucy na moment pogrążyła się w zadumie.
- To co takiego mu poradziłaś?
Levy uśmiechnęła się podstępnie. - Nic takiego.
- Jak to?
- Spotkaj się z nim, to się dowiesz.
Heartfilia wiedziała, że nic więcej nie wyciągnie od przyjaciółki. Tworząc jej grunt, podała pałeczkę.
- Levy, ale...
- Żadne ale! - krzyknęła bibliotekarka. - Jeśli choć trochę ci na nim zależy, to przestań marudzić i leć do niego!
Chyba nie pozostało jej nic innego, jak zaufać przyjaciółce. Lucy natychmiast zerwała się z kanapy i zaczęła szykować do wyjścia z domu.
- Tylko raz widziałam, byś tak szybko pobiegła do łazienki - stwierdziła nagle McGarden. - Miałaś wtedy niezłą sraczkę.
- Levy!
- No co. Wybacz, że porównuję obiekt twoich westchnień do rozwolnienia, ale ważne, że równie skutecznie wyciąga się z łóżka, hehe.

***

Gajeel wkroczył na zaplecze baru, gdzie stało kilka zaparowanych aut. Wyciągając dłonie z kieszeni, puknął dwa razy w maskę jednego z nich. Po chwili spod podwozia wyłonił się zaskoczony Gray, gdzieniegdzie pobrudzony smarem.
- A, to ty - mruknął, wstając z ziemi i wycierając ręce ręcznikiem. - Co jest?
- Wiemy, gdzie Oracion produkuje narkotyki - wyjawił Redfox. - Potrzebny jest transport na dziś wieczór.
- No jasne, da się załatwić! - Fullbuster zawołał entuzjastycznie, ucieszony tą wiadomością. - A kto ma jechać?
- No myślałem, że ty - Gajeel poczęstował go papierosem.
- Ma się rozumieć. To na nas dwóch  DB2(*1) powinien starczyć.
- Będzie jeszcze Jet i Droy - dodał Redfox, a Gray zastanowił się przez moment.
- Droy, mówisz? To osobówka odpada. Może weźmy lepiej coś większego, najlepiej jakąś furgonetkę.
- Zdecydowanie - zaśmiał się Gajeel. - A tak poza tym, to co słychać? Jak wam się mieszka na nowo bez kobiecej ręki?
- Na pewno lepiej, niż z samymi babami - dogryzł mu Francuz, lecz odchrząknął i spoważniał, widząc mrożące spojrzenie rozmówcy. - Ekhem, to ten, na którą ma być ten transport?

***

Niezaprzeczalnie wkopał się w niezłą kobyłę. Był tak zdruzgotany, że po krótkiej pogawędce z Levy nie miał nawet ochoty iść do baru. Wolał wrócić do domu, gdzie mógł paradować bez koszulki, tworzyć w popielniczce piramidę z niedopałków i - przede wszystkim - mógł bezkarnie użalać się nad własną głupotą.
Spoglądając posępnie na bałagan w swojej kawalerce, trzymał w dłoni pognieciony list. Znał jego treść na pamięć, jednak samo jego namacalne istnienie uświadamiało Dragneela o nadciągających problemach. Szkoda, że paląc list, nie spaliłby za sobą także zaistniałych komplikacji. No ale sam nawarzył tego piwa, teraz musiał spić gorzką piankę. Pytanie tylko, jak to zrobić, kiedy Lucy...
Zaduma Natsu została przerwana pukaniem do drzwi.
- Idę, już idę! - zawołał, chowając nieco zdewastowaną kartkę papieru w tył spodni. Nie był ciekaw, kogo diabli niosą. Cholera, mógł udawać, że nie ma go w domu, pomyślał.
Z niechęcią otworzył drzwi, lecz jego markotna mina natychmiast uległa rozpromienieniu, gdy ujrzał w progu nieco skrępowaną dziewczynę.
- Lucy! - zawołał radośnie, jakby nie widział jej sto lat. Szybko wciągnął ją do mieszkania i zamknął drzwi na zamek. Szczerzył się do niej jak głupi do sera. Heartfilia zupełnie nie spodziewała się tak ciepłego powitania z jego strony, lecz serdeczny uśmiech młodzieńca prędko zaczął rozmiękczać jej nogi.
- Słuchaj, dobrze, że jesteś!
- Naprawdę? - Lucy rozejrzała się po kawalerce chłopaków. Nie spodziewała się innego widoku. Mieszkanie wyglądało jak po przejściu armagedonu. - Co, chcesz, żebym ci tu posprzątała?
- A mogłabyś?
Dziewczyna posłała mu mordercze spojrzenie, na co Natsu zachichotał nerwowo.
- Żarty na bok, musimy pogadać - oznajmił nagle, niespodziewanie chwytając Heartfilię za ręce i zaprowadzając ją do swojego łóżka, na którym usiedli.
Zerknęła na jego wyjątkowo ciepłe dłonie. Były o wiele większe, nieco szorstkie. Zdawały się takie silne i męskie. Cholerka, miała wrażenie, że w tej przeraźliwej ciszy Natsu doskonale słyszy jej rozkołotane z nerwów serducho.
- Jesteś na mnie o coś zła?
Spojrzała mu w oczy. Był tak blisko, że niemal widziała własne odbicie w jego źrenicach, otoczonych przenikliwie zielonymi tęczówkami.
- Zła? - wydukała niemrawo, prawie że sparaliżowana jego obecnością.
- No wiesz, wyprowadziłaś się od nas tak nagle... To przez to, co słyszałaś o Kinanie? Mam wrażenie, że ostatnio mnie unikasz.
- Co? Nie! - zaprzeczyła prędko.
- Na pewno? - Dragneel, chcąc przyjrzeć się jej uważnie, przysunął się jeszcze bliżej.
- Tak, na pewno!
- I nie jesteś zła?
Kiedy młodzieniec bucnął ją swym czołem, Lucy spojrzała na niego strofująco. Kładąc ręce na nagim torsie, odsunęła go od siebie.
- Nie jestem - zapewniła na tyle spokojnie, na ile zdołała.
- No to świetnie! W takim razie wyskoczymy gdzieś jutro.
- Jasne... Że co?
- No wiesz, jakieś żarcie, popita, trochę tańców, muzyki, żarcie...
- Powiedziałeś żarcie dwa razy - wtrąciła cicho.
- Czyli się zgadzasz?! - wtrącił prędko Natsu. Lucy nie miała pojęcia, o co mu tak naprawdę chodzi. Czyżby faktycznie chciał po prostu spędzić z nią czas? Nie było żadnego haczyka? I co z Lisanną? Powinna o nią zapytać?
- Nie daj się prosić...
Znów spojrzała mu w oczy. Wszystko inne przestało mieć znaczenia.
- Pewnie, czemu nie.
- Dzięki Lucy, jesteś najlepsza! - Kiedy klepnął ją w plecy, omal nie wypluła płuc. - A właśnie, masz teraz trochę wolnego czasu? Pomogłabyś mi w czymś jeszcze.
Heartfilia, która próbowała rozmasować sobie piekące plecy, zerknęła na młodzieńca, zakładającego na siebie koszulę.
- No mam, ale jak to "w czymś jeszcze"? Pomogłam ci już w czymś?
- Och, nawet nie masz pojęcia jak bardzo - wyjawił, zapinając ostatnie guziki, po czym łyknął dwie tabletki na chorobę lokomocyjną.

Lucy musiała przyznać, że czerwona Corvetta(*2), do której wsiadł Natsu, robiła wrażenie.
- To twój samochód?
- Graya - wyjaśnił Dragneel. - Nie musi wiedzieć, że go pożyczam, okej?
- No jasne... - wydukała lekko zmieszana, kiedy chłopak puścił jej perskie oko.
Gdy usiadła obok kierowcy, młodzieniec poprawił przednie lusterko, włączył radio i wyjechał z patio kamienicy. Zrobił to jednak z takim rozmachem, że dziewczyna natychmiast zaczęła szukać pasów przy fotelu.
- Natsu, ale ty masz prawo jazdy, prawda?!
- No ba - potwierdził to tak beztrosko, że Lucy zaczęła w to powątpiewać. Z przerażeniem spoglądała na czerwone światło, które ominęli, oraz na strzałkę w panelu, przekraczającą już sześćdziesiąt kilometrów na godzinę. Natsu natomiast bębnił palcami w rytm muzyki Gene Vincentego, puszczonej w radiu Magnolia FM.
- Be-bop-a-lula, she's my baby love, my baby love, my baby love.
Bardziej przedrzeźniał piosenkarza, niż go naśladował. Musiała przyznać, że talent do śpiewania mocno konkurował z jego umiejętnościami prowadzenia auta - w obydwóch dziedzinach zbliżał się do poziomu zero. Mimo wszystko Dragneel za kierownicą stwarzał pozory osoby bardzo spokojnej i pewnej siebie, co skutkowało tym, że także Heartfilia nieco się rozluźniła.
- Tak właściwie, to dokąd jedziemy, Natsu?
- Zobaczysz - odpowiedział jej zdawkowo, dalej nucąc "Be-bop-a-lula". Chyba naprawdę miał dobry humor.
- Ach, właśnie, czy ja dobrze zauważyłam, że masz nowy tatuaż? - zagadała ponownie po dłuższej chwili ciszy.
- Mówisz o tym? - Dragneel ruszył ramieniem, w które kilka miesięcy temu został postrzelony dubeltówką przez Borę. Teraz, zamiast blizny, tkwił tam czerwony tatuaż o dziwnym, aczkolwiek znajomym dla Lucy kształcie. - Jakiś czas temu Gildarts pokazywał nam swoje ozdóbki. Opowiadał, że kiedyś za dużo wypili i wszyscy zrobili sobie takie same tatuaże. Igneel też.
Lucy, spoglądając przed siebie, zerknęła pamięcią wstecz.
- Moja matka też miała coś podobnego. Tak mi się wydaje - dodała. - Więc co, chciałeś mieć taki sam tatuaż jak ojciec?
- Nie, my też za dużo wypiliśmy - zaśmiał się głośniej. - Laxus, Gray, Gajeel... Też powinnaś sobie taki zrobić.
Natsu spojrzał na nią z ukosa, wyglądała na zaskoczoną jego propozycją.
- Sama nie wiem...
- Cóż, powinnaś. Jesteś w końcu jedną z nas, co nie, pani przekupiona przez mafię prawniczko? - Znów się zaśmiał, widząc jej karcące spojrzenie. - No co, nazywajmy rzeczy po imieniu.
- Nikt mnie nie przekupił. To raczej kwestia godności i zobowiązania. Poza tym mamy z Donem podobny cel do zrealizowania.
Dragneel nie odpowiedział. Po prostu jechał, raz po raz kukając na dziewczynę z uśmieszkiem. Jej słowa sprawiły, że zyskała u niego ciut większe uznanie, niż pięć minut wcześniej.
- No to postanowione. Pomyśl, gdzie chcesz mieć ten tatuaż, bo jeszcze dziś zadzwonię do znajomego, który...
- Nie ustalaj takich rzeczy bez mojej zgody! - furknęła w chwili, gdy zatrzymali się raptownie. Dopiero teraz zauważyła, że są w Air Street.
- Natsu, co my tu robimy?
- A co można robić w dzielnicy handlowej?
Zaparkowali na wolnym miejscu postojowym niedaleko butików. Kiedy wysiedli z corvetty, Dragneel od razu zapalił papierosa.
- Chodź - ponaglił Lucy, która zapatrzyła się na alejkę sklepów. Air Street, prócz z dworca i lotniska, słynął z najdroższych sklepów oraz mieszkań. Kiedyś Heartfilia przychodziła tu na zakupy co najmniej raz w miesiącu. Teraz, nawet gdyby mogła pozwolić sobie na taki luksus, nie czuła potrzeby kupowania odzieży w tak cenionych sklepach. Odzwyczaiła się od tego - jedyne, czego nie mogła się wyzbyć, to kupna markowych perfum.
 Przechadzali się po alei, oglądając wystawy sklepowe.
- Szukasz czegoś konkretnego? - spytała wreszcie dziewczyna, a Natsu zatrzymał się ze skwaszoną miną.
- Nie wiem. Zaprosiłem dziewczynę na wieczór, to chyba wypada jej coś kupić, prawda?
Czuła, że jej policzki płoną. Nie wiedziała tylko, czy to ze zmieszania, czy złości. Zanim jednak zdążyła wyrazić swoją dezaprobatę, mężczyzna wciągnął ją do jubilera.
 W sklepie przywitała ich elegancka kobieta, ubrana w czarny żakiet i ołówkową spódnicę.
- Jak wpadnie ci coś w oko, powiedz - Natsu rozkazał Lucy, spławiając ekspedientkę.
Dziewczyna czuła się naprawdę niezręcznie. Absolutnie nie chciała, by Dragneel coś jej kupował. Nie potrzebowała tego. Nie potrzebowała od niego niczego, prócz jego samego. Tak, jego obecność była tym, czego pragnęła i nie chciała niczego więcej - pomyślała lekko zmieszana, nieświadomie zapatrując się na wyjątkowo ładny naszyjnik z białych pereł.
- Podobają ci się? - usłyszała za sobą głos Dragneela. Odwracając za siebie głowę, dostrzegła jego wzrok, utkwiony w białych kulkach. - Brać je?
- Czyś ty oszalał? - szepnęła karcąco, spoglądając na odwróconą tyłem sprzedawczynię. - To kosztuje majątek!
- No i co z tego? Pieniądze są po to, żeby je wydawać - stwierdził beztrosko, wołając do siebie ekspedientkę.
Chwilę później wyszli od jubilera z pięknie zapakowaną biżuterią i niemalże pustym portfelem Dragneela. Natsu wreszcie dostrzegł niezadowoloną minę dziewczyny.
- Czemu jesteś taka markotna?
- To był zbędny wydatek - stwierdziła wprost.
- Ja tak nie uważam. Nie sądzisz, że mam gest? - uśmiechnął się szeroko, nieco łobuzerko, ale Heartfilia pokręciła głową ze zrezygnowaniem. Stanęli po przeciwnych stronach samochodu i jednocześnie otworzyli drzwiczki. Natsu zmierzył wsiadającą Lucy z góry do dołu.
- Większość dziewczyn lubi prezenty i się z nich cieszy. Dziwna jesteś - skrytykował ją.
- Może po prostu nie jestem jak większość dziewczyn - obojętnie wzruszyła ramionami i skrzyżowała ręce na piersi. - Nie twierdzę, że to złe, tylko, raczej, no... Te całe zakupy były trochę... Czuję się trochę zakłopotana.
- Ty tak poważnie? - zdziwił się Natsu, przekręcając kluczyk w stacyjne, a silnik samochodu zawarczał dziko. Zanim ruszyli, Lucy zerknęła w przednie lusterko samochodu. Widziała w nich zielone oczy Dragneela, przenikające ją na wskroś. - To dobrze, bo uwielbiam zawstydzać kobiety.
- Głupek - wydukała niemrawo i odwróciła głowę w bok. Choć mocno ją to zdenerwowało, była zbyt onieśmielona, by wydusić z siebie coś więcej.


***

22:35. China Town.
Zanim Jet kazał zatrzymać się Fullbusterowi, Citroen H(*3) podjechał niemal pod samą granicę miasta. Nie było tu prawie nic prócz fabryk, głównie opuszczonych, i błota zamiast asfaltowej drogi. W niektórych lampach ulicznych nie świeciło się światło, a że nikt prócz bezdomnych tu nie zamieszkiwał, okolica była niemalże okryta mrokiem odludziem.
- To się zaszyły, szczury - mruknął Gajeel, odbezpieczając broń. - Gray, w razie czego zostaw odpalony samochód.
- Jakbym nie wiedział - burknął gniewnie, kiedy pozostała trójka wyszła z furgonetki. Ostatni opuścił ją Droy, a wtedy środek ciężkości samochodu w końcu przeniósł się na środek pojazdu. Poważnie, chłopak mógłby schudnąć parę kilo, pomyślał w duchu Fullbuster.
Gajeel i Jet prędko zniknęli za ceglanym budynkiem, znajdującym się zaledwie kilkadziesiąt metrów od miejsca, w którym zaparkowali. Droy natomiast stał na czatach, rozglądając się na boki.
- Bo coś zobaczy w tej ciemnym zadupiu - prychnął Fullbuster, również wychodząc z ciężarówki. Zapalił papierosa, rozglądając się po ciemnościach. Światła z reflektorów samochodu rzucały jego spory cień na brunatną, wilgotną ziemię.
- Idę się odlać! - zawołał Droy, a Gray zaczął wymachiwać rękoma, by go uciszyć.
- Ja pierdole, co za osioł...
Kiedy został sam, grobową ciszę przerywał wyłącznie warkot silnika. Mijały minuty, a on wciąż był sam. Tłumaczył to zniecierpliwieniem, jednak zaczęło go nękać złe przeczucie. Już dawno powinni usłyszeć jakieś strzały, krzyki, a tu nic. Do tego zdążył wypalić trzeciego papierosa, a Droya jak nie było, tak nie było. Może miał problemy z prostatą? Nie, nie w tym wieku - odgonił tą myśl z głowy. Pewnie przycisnęło go z drugiej strony.
- Droy? - Mimo wszystko zawołał kompana, który powinien być gdzieś niedaleko. Niestety dalej słyszał wyłącznie pracę silnika furgonetki. Właśnie odpalał kolejnego papierosa, gdy wreszcie dosłyszał pierwszy strzał. Nie był to jednak strzał oddany gdzieś daleko, a wręcz niemal gdzieś koło niego. Przezornie przykucnął lekko i rozejrzał się wokół.
- Kurwa - warknął wściekle. W tych ciemnościach na prawdę nie było nic widać. - Droy, gdzie ty jesteś, do cholery!
Nagle usłyszał jęk. To Droy wołał go po imieniu. W tym samym czasie, gdy ktoś przebiegł po drugiej stronie Citroena.
Fullbuster musiał podjąć szybką decyzję - zobaczyć, co z towarzyszem, czy uciec w pogoń za typem, który go postrzelił. Nie zastanawiał się długo. Mając nadzieję, że Droyowi nie stało się nic poważnego, ruszył za uciekającym mężczyzną, zanim ten zniknąłby mu z oczu.
Gość biegł szybko, jednak wyglądało na to, że nie zauważył ogona. Tak przynajmniej Gray myślał do czasu, aż nie padł pierwszy strzał w jego kierunku. Nie zauważył nawet, by ścigany wyjął pistolet, a kula świsnęła mu tuż przed nogami.
Francuz przeklnął głośniej, dobiegając do pierwszych zabudowań mieszkalnych w China Town.
Nie na to się pisał. Miał tylko podwieźć chłopaków pod melinę i czekać, aż załatwią tą prostą robotę. Nie wie jeszcze jak, ale Gajeel będzie musiał mu to wynagrodzić.
Jak zwykle o tej godzinie w centrum China Town ulice były zatłoczone i gwarne. Wiedział, że zbliża się tam, ponieważ uciekinier potrącał na swojej drodze coraz więcej ludzi, oburzonych tym faktem. Musiał dorwać skurczybyka jak najszybciej, inaczej mógł lada moment stracić go w tłumie. Wystarczyło, by skręcił w jakąś uliczkę i...
Fullbuster zatrzymał się na moment, a uciekający mężczyzna odwrócił na moment głowę. Zanim zdążył zniknąć w między przechodniami, Gray dostrzegł szeroki uśmiech na jego gębie.

Choć zgubił ogon dobre pięć minut temu, Racer dopiero teraz przestał biec. Sapiąc, schylił się przy jednym ze sklepików z badziewiami i chwycił za kolana. Zmachany, zaśmiał się cicho.
Don Zero pewnie wpadnie w szał, gdy dowie się, co mafiozi z Fairy Tail zrobili z ich nowym, do tego jedynym biznesem. Ale tak to już jest, jak bierze się do roboty byle chłoptasiów z ulicy. Wystarczyło dwóch gostków, by dorwać dziesięcioosobową grupę przestępczą i rozdupczyć im cały towar, po prostu śmiech na sali!
Zaśmiał się znowu. Czym on się, kurwa, przejmował? Nie obchodziło go, co zrobi Don, kiedy dowie się o całej sytuacji. Nie miał zamiaru wracać. Z resztą i do czego miał wracać? Hoteye nie żyje, Macbeth leży w śpiączce, Cobra gdzieś przepadł, o reszcie nie wspominając. Niech Bóg ma ich w swojej opiece po tym, co zrobili im ludzie z Grimoire Heart. Racer miał tylko nadzieję, że również Angel w porę się ocknie i zrobi to samo, co on właśnie planował. Powinna spieprzyć z miasta i zacząć wszystko od zera.
Starał się być wierny rodzinie - do czasu, aż ta  na dobre się rozpadła. Dystrybucja narkotyków była ich ostatnią szansą na próbę stanięcia na nogi, lecz w obecnej sytuacji już nic nie miało sensu. Dla kogo miał tu walczyć? Dla Don Zera, ślepego głupca, który nie zauważył, że przegrał już dawno temu? Owszem, kiedyś to oni rozdawali karty, ale te czasy minęły. Teraz miasto w szachu trzymali ludzie z Grimoire Heart i Fairy Tail. Po odejściu Josego Porli nawet policja w mieście się jakoś zorganizowała. A Oracion Seis? Oni nie znaczyli nic. Wystawieni na pośmiewisko, powoli przestawali istnieć. Zginęło już tylu z nich, że zaczynali się stawać zagrożonym gatunkiem. Jeśli Zero chciał to dalej ciągnąć, proszę bardzo, nie chciał nawet w to wnikać, jednak Racer wiedział jak to się skończy. Nie miał zamiaru wylądować w pierdlu, albo w piachu za bezsensowną walkę z wiatrakami. Przegrał. Pogodził się z tym. A jeśli ktoś nazwać miałby go tchórzem, trudno, życie na wolności znaczyło dla niego więcej.
Łapiąc oddech, wyprostował się. Rozejrzał się po zatłoczonej, tętniącej życiem China Town. Uśmiechnął się, rad, że chociaż on zdołał uciec przed typami z Fairy Tail.
- Ciota - zarechotał, wspominając ścigającego go młodzieniaszka, gdy niespodziewanie usłyszał łoskot na blaszanym dachu warzywniaka, pod którym stał. Nim zdołał zorientować się w sytuacji, zdołał postawić zaledwie kilka kroków. Ktoś zeskoczył na niego z dachu i przygniótł w ziemię. Potem było tylko gorzej. Choć osłaniał się rękoma jak mógł, a wystraszeni ludzie krzyczeli coraz głośniej, ciosy nadlatywały z każdej strony. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że już nie jest w posiadaniu broni.
Nagle agresor odwrócił go plecami do ziemi. Ujrzał nad sobą zmachanego i wkurzonego Francuza, przed którym uciekał.
- A to za ciotę - usłyszał przed ostatnim ciosem, po którym go zamroczyło.

- I co my mamy z nimi zrobić? - pomyślał na głos Jet, zerkając na jedenastu, ledwo przytomnych mężczyzn. Wszyscy leżeli w tyle furgonetki, związani i zakneblowani brudnymi szmatami. - Przecież większość z nich to dzieciaki, które jeszcze nie skończyły szkoły.
- Co masz przez to na myśli? - spytał Droy, wyglądając zza otwartych drzwi Citroena obok miejsca kierowcy. Trzymał się za nogę, w którą został postrzelony. Na szczęście kula jedynie drasnęła jego łydkę. - Przecież ich nie wypuścimy.
Dwójka soldatów spojrzała na Gajeela. Redfox palił w milczeniu papierosa i przyglądał się złapanym dilerom. Jet miał rację, większość z nich wciąż mogła mieć przed sobą jakąś przyszłość, ale nie mogli im tak po prostu odpuścić. Wątpił, że łomot, który im spuścił, będzie wystarczającą nauczką.
- Masz jakiś pomysł? - zagadał do Graya, który dotąd nie odezwał się słowem. Kucając kilka metrów od nich, bawił się swoim Coltem.
- Róbcie z nimi, co chcecie, ale ten typ jest mój - oznajmił wreszcie, wskazując lufą pistoletu obitego Sawyera Racera.


Juvia zbudziła się, słysząc w mieszkaniu łomot. Zaspana, zapaliła nocną lampkę i zerknęła na zegarek. Dochodziła pierwsza w nocy. Co za idiota dobijał się do niej o tej godzinie?
Odkrywając kołdrę, dotknęła panele gołymi stopami.
- Zaraz! - wrzasnęła, kiedy ktoś coraz natarczywiej uderzał w drzwi. Niedbale narzuciła na siebie szlafrok i podążyła do przedpokoju.
- Kto tam? - Przed otwarciem, wyjrzała przez małe okrągłe okienko, jednak na klatce schodowej panowała przenikliwa ciemność. Pukanie ustało.
Lekko zatrwożona, cofnęła się do komody i wyjęła pistolet z najniższej szuflady. Odbezpieczyła broń i delikatnie uchyliła drzwi. Zaraz jednak otworzyła je szczerzej, kiedy światło z jej pokoju oświetliło część klatki schodowej, w tym zakneblowanego i związanego Racera, leżącego na wycieraczce. Choć od pobicia miał lekko opuchniętą twarz, natychmiast go poznała. To on w zastępstwie za Richarda Buchanena przychodził do Josego.
- Obudziłem cię?
Omal nie podskoczyła, kiedy dostrzegła gwałtowny ruch. Dopiero po chwili zrozumiała, że to siedzący na schodach Gray pomachał jej ręką. Zauważyła, że Fullbuster przygląda się jej z zainteresowaniem.
- Co to ma znaczyć? - spytała oschle, szczelniej zakrywając się szlafrokiem.
- Ten gość to Sawyer Racer, jeden z ludzi O...
- Juvia wie, kto to jest - wtrąciła zdecydowanym tonem.
- A wiedziałaś, że w China Town miał melinę, w której z kilkoma gówniarzami wytwarzali narkotyki?
Loxar przekierowała wzrok z Fullbustera na leżącego pod jej nogami członka Oracion Seis.
- Ale już rozwiązaliście ten problem? - spytała raczej retorycznie.
- Ta.
- To po co przyprowadziłeś tu Racera? Nie powinieneś go zabrać do swojego szefa?
Fullbuster wstał ze schodów i uśmiechnął się szarmancko. Kiedy podszedł bliżej i nastąpił jedną stopą na twarz Sawyera, Juvia cofnęła się o krok.
- Jest twój.
Loxar zamrugała zaspanymi jeszcze oczami.
- Co proszę?
- W ramach przeprosin. Zamiast kwiatów, których w ogóle nie przyjmujesz.
Zbulwersowany Racer zaczął coś wykrzykiwać, jednak przez szmatę, którą został zakneblowany, nie można było zrozumieć ani słowa z jego bełkotu. Fullbuster zdawał się nie zwracać na niego uwagi. Zdjął nogę z jego policzka i jeszcze raz posyłając Juvii zniewalający uśmiech, skinął głową.
- Dobrej nocy, panno Loxar.



*1) Aston Martin DB2 - sportowy, dwudrzwiowy coupé, produkcji Wielkiej Brytanii w latach 1950-1954
*2) Chevrolet Corvette - amerykański samochód sportowy, produkowany od 1953 roku.
*3) Citroen H - francuski samochód dostawczy typu furgon, lata produkcji 1947-1981.


No, chyba udało mi się w końcu napisać coś dłuższego... Czy wyszło dobrze, to już zostawiam waszej ocenie. Przyznam, że ja sama nie jestem zachwycona, ale pisząc ostatni fragment, poczułam takie małe drgnięcie w serduchu - chyba wracają mi większe chęci do tego opowiadania (szczególnie, jeśli chodzi o takie mafijne porachunki :P).
Pamiętajcie, że będzie mi miło, jeśli dacie znać, co sądzicie o rozdziale :)
Trzymajcie się ciepło i buziaki, moje dziuby!

26 komentarzy:

  1. Widziałam, że nie zawiedziesz mnie maleńka! Rozdział naprawdę sztos. No i...UGH! Kocham tak niewinne dziewczęta jaką jest Lucy w tym ff <3 W ogóle kocham takie typy! Co ja gadam! Kocham cały BPWO! Okres oczekiwania tez nie był najdłuższy co mnie niezmiernie cieszy. Może jutro będzie kolejny rozdział? B))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no niestety nie ma tak dobrze :D Co prawda wena dopisuje, ale nie mam tyle czasu, żeby wyrobić się z nowym rozdziałem do jutra ;p.

      Usuń
  2. Bardzo się ciesze że rozdział pojawił się tak szybko, a za paringi NaLu oraz Gruvia jestem gotowa całować cię po stopach XD, a żeby nie przeciągać jak zwykle wykonałaś kawał cholernie dobrej roboty oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No normalnie Cię kocham :3 Yas słońce Ty moje za NaLu i Gruvie powinnam Cię całować po stópkach. Chce więcej i więcej. I te perełki mrr. Powiedz czy Natsu od początku chodziło o Lucy i dzie się podziała ta... ghm Lissana?
    Jeśli możesz, napisz kiedy można się spodziewać kolejnego rozdziału. :)
    ~Kofuku z zadziwiająco krótkim komentarzem :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mialam w planach rozpoczęcie pisania rozdziału już w weekend, ale mój kochany rozwalił klawiaturę (przypadkowo i się wypiera, że to nie jego wina, ale ja wiem lepiej :D). Nową klawiaturę już mam, więc... Nie chcę zapeszać, ale postaram się dodać rozdział czy dwa jeszcze w tym miesiącu :)

      Usuń
  4. W momencie gdy przeniosłam się na wattpada, właściwie przestała czytać wszystkie opowiadania, które są na bloggerze.
    Ale twoje już po kilku słowach, które rozpoczynają rozdział, jest w stanie wciągnąć mnie w bloggera i nie daje mi odejść. To dobrze xD Muszę doczytać BPWO do końca.
    Gruvia! - kocham cię za to.
    NaLu! - za to jeszcze bardziej.
    Ja się tu przy NaLu zatrzymam na dłużej. Niby Natsu zaprosił Lucy na "randkę" o kupił jej prezent, ale mam wrażenie, że coś pójdzie nie tak. Czyżby wtrąci się Lisanna, która tak właściwie zostanie zaproszona przez Natsu? ;-; Ja chcę całujących się Natsu i Lucy >…<
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo miłe, co napisałaś na początku komentarza :D Cieszę się, że chcesz doczytać BPWO do końca, daje mi to dużą motywację do skończenia bloga :D :*

      Usuń
  5. *Ginny strzyka palcami, rozlega się suche oraz ciche trzaśnięcie kości*
    Wybacz, to mój głupi nawyk, z którym walczę od ponad 8 miechów i skutek uboczny po zapoznaniu się z pewną serią (Jeśli zgadniesz jaką, to zgarniesz mój dożywotni szacunek xD) Tiaaa, godzina jest późna, ale jebać to... Jebać też fakt, że na FB napisałam, że wstawię ci wielgachnego komcia w tygodniuxD To co? Do dzieła :D Początek rozdziału ciekawy... Kurde, wybacz, lecz nie powiem nic więcej, bo nie wiem coxD O reszcie fragmentów powiem więcej, mimo tego, że w niektórych dominują dialogi. Ba, one praktycznie składają się z samych dialogów... Aczkolwiek wybaczam ci, bo wiem, że cierpisz na brak chęci pisania o FT :D Okiiii, to jeszcze raz to napiszę: Do dzieła
    Fragment numer 1
    Jak facet się przymila, to musi oznaczać jedno - chce, żebyśmy coś dla niego zrobiły. Na szczęście, Levy to wiedziała i szybko wywaliła kawę na ławę xD
    Fragment numer 2
    Bardzo ładnie opisane uczucia Luśki i Gajeel bardzo fajnie się zachowałxD Końcówka fragmentu mnie zaciekawiła ^^
    Fragment numer 3
    Levy najlepszą przyjaciółką na świecie <3 Aczkolwiek na jej miejscu pogoniłabym Natsu w pizdu - w ramach kary za to, co zrobił Luśce. Albo zażądała czegoś w zamian za "kobiecą poradę". No nie wiem, zrobienie zakupów, kupienia nowej książki, robienia za kurę domową przez miesiąc, pocałowania ropuchy? xD (Tą czwartą opcję wykreśl) Jebłam przy końcówce xD Levy i jej porównania... Trza jej dać Nobla xDDD Chuj z tym, że jej porównania nie są poetyckie :')
    Fragment numer 4:
    Od kiedy to Gray jest takim pantoflarzem? Ale, w sumie, sama bym się wystraszyła morderczego wzroku Jeżyka xDD Więc no... Wybaczam ci Gray xD
    Fragment 5 i 6
    Co Natsu jeszcze ukrywa? I czy Luśka jednak walnie sobie tatuaż? I w ogóle było słodko, ciut za słodką... No, bo najpierw się fochała, a potem pozwoliła mu kupić ten naszyjnik z pereł. Wiem, że się sprzeciwiała temu zakupowi, jednak robiła to dość mizernie xd I zastanawia mnie od kiedy to się piszę "bucnął w czoło", a nie "puknął w czoło" :) I nadzieja na to, że Lis się nie przypałęta w przyszłości xd
    Fragment 7 i 8
    Akcja, akcja i akcja <3 I smuteczek bo smutne rozmyślania Racera :( I wniosek "Nie nazywaj kogoś ciotą, bo ta ciota może się za to zemścić" Aha, no i drugi wniosek pod tytułem "Por to jednak złe warzywo" xD Mówię o Porli, jakby co :P I się kurna pomyliłam co do Jeżyka - bo spuścił łomot dzieciakom, zamiast stanąć w ich obronie XD Gray taki tajemniczy i zły xD
    Fragment 9
    Niezły prezent na przeprosiny xDDD Zazdroszczę wyobraźni Gray :') PS. Jak chcesz, to potrafisz być szczerze szarmancki, nie?
    Eh, miało być długo, ale są krótkie opisy :/ Wybacz :( Pozdrawiam i życzę weny na kolejne rozdziały, Ginny Kurogane :* Ps do Yashy: Natknęłam się na parę byczków, lecz specjalnie mnie one nie raziły w oczy :D









    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz, tą lukę pod komciem ;___; Nie wiem, jak to się stało, buuuu ;___;

      Usuń
    2. Nienawidzę strzykania palcami T.T
      I Gray pantoflarzem? Nie twierdzę, że nie, jednak do tamtego fragmentu miano pantoflarza bardziej przypada Gajeelowi, w końcu to on mieszka z dwoma babami :'D.
      Bucnął w czoło... Nie znasz tego określenia? Ups, chyba nieświadomie użyłam poznańskiej gwary xD. I wiem, mizernie się Luśka upierała przed kupnem perełek. Cóż, z niektórymi kobitkami to tak już jest - niby mówi nie, niby nie chce, ale w głębi duszy, gdzieś tam podświadomie nie chce się sprzeciwiać ;P xD.

      Usuń
  6. Skomentuję, jak będę miała więcej czasu. Ale przeczytałam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nigdy jeszcze po takim odstępie czasu od opublikowania rozdziału, nie pisałam komentarza :D
      Strasznię się cieszę, że tym razem rozdział jest dłuższy, bo, szczerze mówiąc, nie przepadam za małą ilością tekstu. A przechodząc do treści:
      Nie wiem, co myśleć o Natsu. Dla mnie wygląda to trochę tak, jakby, korzystając z nieobecności Lisanny, próbował pogodzić się z Lucy. Czyli gdyby Strauss była obok, nie zapytałby Levi, co ma zrobić. Trochę słabo.
      Zarazem w tym rozdziale Lucy jest strasznie... miękka. Wcześniej potrafiła się mu i Grayowi postawić, a teraz ani be, ani me :/ Rozumiem, ze mogła być zdumiona tym, co zrobił Natsu, ale tak, żeby nie mogła wydusić nawet kilku słów sprzeciwu?
      Gajeela tym razem było mało, więc nie będę się nad nim rozplywać. Jego miejsce zajmie Gray xD Nie no, na serio, pogoń za Racerem to najlepsza scena w tym rozdziale. W szczególności przemyślenia Racera, ale akcją z warzywniakiem Gray wygrywa wszystko xD
      Zastanawiam się, co oni poczną teraz z tymi schwytanymi. Ale to raczej w następnych rozdziałach, więc nie będę wysuwać jakichś błędnych przypuszczeń czy teorii spiskowych :)
      Za to ostatni tekst Graya ten o kwiatach jest... <3333333 (Sorry, nie mogę się wysłowić).
      G e n i u s z

      W tekście zauważyłam trochę błędów interpunkcyjnych, brak kilku akapitów, raz Lucy myślała o sobie w trzeciej osobie i chyba raz (albo więcej - ni pamiętam) dałaś czas teraźniejszy zamiast przyszłego. Więc radzę jeszcze raz przejrzeć tekst :D
      Do następnego! (Ile rozdziałów będzie mieć Bar, bo nie pamiętam?)

      Usuń
    2. Nie wiesz co myśleć o Natsu? Pomogę ci w tym przez następny rozdział, heheh ;> (więcej nie zdradzę xD). A że Luśka miękka - jejciu, nikt nie zauważył tej subtelnej aluzji, że "niechcący" zapatrzyła się na perełki? Ta, niechcący :|.Kobiety nie robią takich rzeczy przez przypadek xD.
      I też najbardziej z tego rozdziału lubię fragment z Grayem i Racerem, poważnie przy niej poczułam to samo, co dawniej przy pisaniu BPWO ^^.
      A że byczki są to ja wiem, bo sama później kilka zauważyłam, ale szczerze... Wolę pisać nowy rozdział, niż poprawiać kilka błędów w starym (właśnie to głównie miałam na myśli poprzez brak chęci do pisania tego bloga). Nie twierdzę oczywiście, że tego nie zrobię, ale...Przyjdzie na to czas :D. Możesz mnie nazwać leniem, należy mi się i przyjmę to na klatę, ale pisząc jeszcze "meduzę" i tam dbając o brak błędów, nie mając do tego zbytnio wolnego czasu, wolę na BPWO po prostu brnąć do przodu, bo nigdy tego bloga nie skończę xD. Aczkolwiek bardzo dziękuję za tą uwagę i postaram się przejrzeć ten rozdział w niedalekiej przyszłości :p.
      (Bar łącznie będzie miał coś ok. 70 rozdziałów, choć to nie jest oficjalnie potwierdzone info :D)

      Usuń
  7. Nie zdążyłam napisać komentarza wpół poprzednim rozdziale a już jest kolejny
    Nie żeby co ale ja nie narzekam 😁
    Jestem ciekawa zakończenia tego bloga więc życzę Ci dużo weny i czasu i sprawnego komputera albo zastrzyku pieniędzy na lepszy komp.

    Pozdrawia Nike i Cień

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastrzyk pieniędzy jak jest, to zawsze idzie na coś innego, niż komp :D. Życie ;p. I dziękuję za komentarz oraz wenę, ona zawsze się przyda :D :*

      Usuń
  8. " Absolutnie nie chciała, by Dragneel coś jej kupował. Nie potrzebowała tego. Nie potrzebowała od niego niczego, prócz jego samego."
    Droga autorko - tym tekstem kupiłaś mnie na wieki. Nie wiem czemu, niby to nic w porównaniu z całą Twoją twórczością, ale no... po prostu te kilka słów wywarło na mnie tak ogromne wrażenie, że przyjmij ode mnie oklaski xD.
    Dość dawno mnie nie było w blogosferze i dopiero zaczynam nadrabiać braki czytelnicze a tu proszę jakie cudowne perełki się trafiają :D. Bardzo, bardzo dziękuję za spędzenie tych kilku cudownych chwil podczas czytania Twojego opka :D.
    Czekam na więcej i ślę mnóstwo weny - oby następny rozdział był również okraszony takimi ładnymi wstawkami :D.
    Pozdrawiam
    Tay

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaczęłam czytać twoje opowiadanie i jest mega!! Czekam na więcej! Jesteś genialną autorką. Teraz tylko czekać na momenty z Juvią i Grayem kocham te parke 😍

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak dobrze spożytkować czas, będąc przykutym do łóżka przez bolesny okres?
    Przeczytać zaległe rozdziały twojego opowiadania! W moim przypadku było tego jakieś trzydzieści rozdziałów, ale udało mi się i zajęło tylko dwa dni.
    Nie mogę znaleźć odpowiednich słów, żeby oddać mój zachwyt twoim opowiadaniem. XD
    Genialnie zapełniło mój niedosyt po anime, które ostatnio skończyłam, też o tematyce mafijnej.
    Co prawda kilka ostatnich rozdziałów są krótkie, ale jestem ci wdzięczna, nieważne jak dziwnie to brzmi, że mimo trudności, jakie masz z pisaniem rozdziałów, dalej piszesz. Wydają mi się słabsze od poprzednich, ale może to być spowodowane spokojniejszą akcją.
    Ale nawet jeśli powód jest inny, to wiem, że jeszcze niejednym nas zaskoczysz!
    Poza tym, Natsu i Lucy za dobrze się dogadują, coś jest nie tak. XD
    No i cieszy mnie pojawienie się Juvii. Już zaczęłam się zastanawiać co u niej i na policji.
    Podsumowując, życzę ci dużo weny i energii, nie tylko do pisania, ale i do życia. WALCZ!

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej Yasha, tęsknimy za Tobą </3 Może nowy rozdzialik z okazji zbliżającego się Nowego Roku? Pliss ~Tygrysica

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej kiedy nowy rozdział? Podobno wena dopisuje��

    OdpowiedzUsuń
  14. Halo ktoś tu jeszcze żyje? Stęskniłam się za mafią! Kiedy nowy rozdział? :(

    OdpowiedzUsuń
  15. Jesteś gdzieś tam jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
  16. Yasha co tydzień sprawdzam czy nie dodałaś czegoś nowego... Przeczytałam mafię chyba 5 rasy i ciągle czekam <3 Wróć do nas ;(

    OdpowiedzUsuń

Wasze komentarze cieszą mnie jak mało kogo, jednak nie zaklepujcie miejsc. To nie ważne, kto jest pierwszy, kto ostatni. Takie wpisy zostaną usunięte.
Wszelkie pytania kierujcie do spamownika.
A jak przeczytałeś rozdział, to pozostaw po sobie ślad.
Jesteś anonimem? Podpisz się jakoś.

Całusy dla was śle z góry wdzięczna Yasha ^.^