20 paź 2016

Rozdział 51 "Kadr"

 Tak, wiem, nie było mnie baaardzo długo. Usprawiedliwiać się nie mam zamiaru, bo każdy, kto czytał moje wcześniejsze rozdziały wie, jak to u mnie wygląda. Brak czasu, brak dostępu do kompa to u mnie wręcz codzienność. No ale wreszcie udało mi się dokończyć rozdział, ponieważ - szczęście w nieszczęściu - dopadło mnie choróbsko, przez które rozłożyłam się na dobre :P

 Osobiście (jeśli ktoś tu jeszcze zagląda) polecam przejrzeć na szybko poprzedni rozdział, jeśli zapomniało się o fabule. Ja sama zapomniałam, co ostatnio pisałam i żeby ruszyć dalej musiałam sobie co niego przypomnieć xD.

 Ogólnie zdradzę wam także, że... Nie powiem, ten blog jest dla mnie ważny, w końcu prowadzę go trzy lata, tyle pracy i serca w niego włożyłam, jednak pisanie FF, szczególnie o Fairy Tail strasznie mnie męczy. Nie chcę robić tego na siłę, więc przysiadam do niego tylko wtedy, kiedy (choć trochę) mam ochotę coś na niego wyskrobać. A biorąc pod uwagę wcześniej wymienione aspekty, no nie jest to za często :P. Jednak opowiadania nie mam zamiaru zawieszać, broń boże pozostawić go nieskończonego. Może nawet ruszę dupsko, by mieć go w końcu z głowy :'D. Nie znaczy to jednak, że chcę to zrobić byle jak i na odwal się. Znajdą się także rozdziały wolniejsze, spokojniejsze, jak ten, który mam dziś dla was, ale generalnie chcę podkręcić akcję do maksimum i zakończyć wszystko za parę (parenaście) rozdziałów z wielkim hukiem ;). "Bar" miał trudniejszy okres, ale chciałabym go w końcu zażegnać, mam nadzieję, że mi się z tym uda... Dobra, kończę to smęcenie, rozdział czeka! Mam nadzieję, że was nim nie zanudzę, hehe ;) :*



Levy, pozostawiona z panem Wolfheimem, rozejrzała się po opustoszałej ulicy.
 - Płacę wam za ochronę, do cholery!
 - No i? - odburknęła, kiedy starzec po raz trzeci jej to wypomniał. Wcześniej proponowała mu wizytę w szpitalu, jednak właściciel sklepu gorliwie zaprzeczał temu pomysłowi.
 - Spójrz na mój nos, dziewczyno! No spójrz na niego!
 McGarden zerknęła pobłażliwie na jego spuchniętą kluchę.
 - Skoro nie chce pan iść do szpitala, może odwiedziny Don Makarova? Jeśli ma pan jakieś zażalenia, proszę mu o tym powiedzieć.
 Wolfheim, choć wciąż był wzburzony postawą dziewczyny, spojrzał na nią z lękiem w oczach.
 - Po co zaraz fatygować Dona... - wydukał, wstając z murowanych schodów kamienicy, przy której tkwili. - Pójdę na noc do hotelu. Mam nadzieję, że rano w moim sklepie nie będzie już nikogo.
 - Z pewnością - zapewniła Levy, machając mu na pożegnanie z szerokim uśmiechem na twarzy.
 Kiedy starzec zniknął za najbliższym rogiem, twarz McGarden znów spoważniała. Tak bardzo martwiła się o Lucy - jej bezpieczeństwo zależało teraz od dwóch dupków, przez których znalazła się w takiej, a nie innej sytuacji...
 Postanowiła przejść się pieszo do sklepu pana Wolfheima, jednak na miejscu zastała jedynie zaparkowaną po przeciwnej stronie ulicy Skodę. Szklane drzwi faktycznie były zbite, jednak w środku nie znalazła żywej duszy. Następnie, choć wiedziała, że to niezbyt rozsądne przechadzać się nocą w samotności, zwiedziła kilka ulic, szukając jakiegokolwiek tropu Heartfilli. Poddała się nad samym ranem, licząc, że może polegać na Fullbusterze i Dragneelu. Szła mozolnie, przecierając zaspane oczy, gdy wtem, tuż przed swoją bramą dostrzegła znajomą personę z walizką w dłoni.
 - Lucy?! A co ty tu robisz?!
 Heartfilia dopiero teraz spostrzegła idąca naprzeciw niej Levy. Uśmiechnęła się do niej półgębkiem.
 - Mogłabym spytać o to samo. Czemu nie śpisz w domu, tylko szlajasz się po mieście?
 McGarden zignorowała pytanie przyjaciółki. Zamiast tego podbiegła do niej, zabrała walizkę i dogłębnie zbadała jej stan.
 - Nic ci nie jest? - Bibliotekarka odwracała głowę Lucy na wszystkie strony, obserwując siniaka na jej głowie i zagniecione ubrania. Gdy dostrzegła rozciętą, brudną od krwi dłoń, powtórzyła zapytanie ze zgrozą w głosie.
 - Nic mi nie jest, Levy - zapewniła Heartfilia. - Jednak mam pewną prośbę...
 - Czy to ma związek z tą walizką? - McGarden wskazała na postawiony obok bagaż, a Lucy przytaknęła speszona.
 - Wiem, że mieszkasz teraz z Gajeelem, ale czy mogłabym się na trochę u ciebie zatrzymać? Na czas, aż nie znajdę czegoś swojego.
 - Nie gadaj bzdur! Mój dom twoim domem - zapewniła McGarden, chwytając za rączkę walizki i zaciągając Heartfilię do klatki schodowej.
 - Gajeel nie będzie miał nic przeciwko? - dociekała Lucy, pchana po schodach przez przyjaciółkę.
 - Pieprzyć Gajeela, co on ma do tego?!
 - Spoko blondi, nie będę miał nic przeciwko.
 Dziewczęta stanęły raptownie, słysząc męski głos, niosący się echem. Levy ze zdenerwowanym uśmieszkiem zerknęła do góry z półpiętra, na stojącego w progu jej mieszkania Redfoxa w samych bokserkach.
 - Kochanie?! Czemu nie śpisz?
 Gajeel skierował swoje czerwone tęczówki na zmieszaną bibliotekarkę.
 - Tak darłaś mordę na ulicy, że to będzie cud, jeśli nie zbudziłaś całej kamienicy.
 Policzki McGarden przybrały bordowy odcień.
 - No już, właźcie do środka - Gajeel zaprosił zaskoczoną Lucy do środka szarmanckim gestem. Dopiero kiedy Levy stanęła w progu, Redfox zagrodził ręką wejście do mieszkania. Dziewczyna bała się spojrzeć w górę, na jego twarz.
 - Chcesz mi coś powiedzieć? - Chłodny szept mężczyzny wywołał u niej gęsią skórkę, lecz wtedy sytuację uratowała Lucy.
 - Gajeel, muszę z tobą pogadać - oznajmiła, a lokatorzy wymienili ze sobą ostatnie spojrzenia i zamknęli za sobą frontowe drzwi.

 - Erik Cobra wspominał o sytuacji Oracion Seis. Twierdził, że ich Don trudni się teraz handlem narkotykami.
 - Myślisz, że mówił prawdę? - dociekała McGarden, a Redfox podrapał się po podbródku.
 - Cóż, raczej nie miał powodu, by okłamywać mnie w tej sprawie - wyznała Lucy. - Zdawało mi się, że jemu było już wszystko jedno, a po historii z byłą narzeczoną, uzależnioną od prochów... Domyślacie się, jakie mógł mieć podejście do takiego biznesu.
 - Niezaprzeczalnie - przyznał Gajeel, zarażając ziewaniem dziewczyny. Lucy opowiadała im o całym zajściu z dobre trzy kwadranse, a jemu brakowało jeszcze kilku godzin snów; o jego współlokatorkach nie wspominając. - Trzeba by było poinformować o tym szefa. Zobaczymy, co on na to.
 - Właśnie, Gajeel, czy nie mógłbyś mu tego przekazać? - poprosiła Heartfilia z uśmiechem niewiniątka. - Nie chcę przysparzać chłopakom problemów, a jeśli Don Makarov dowie się o dzisiejszym zdarzeniu, może im się oberwać.
 - Jesteś tego pewna? - przerwał jej. - Za taką informację dostałabyś niezłą premię.
 - Nie ma sprawy, możesz ją sobie przywłaszczyć - zapewniła natychmiast. - Kupisz za to coś ładnego swojej dziewczynie, hehe.
 Redfox, który właśnie wstał z kanapy i przeciągał się, zerknął na nieco zawstydzoną Levy. Tak dobrze potrafiła udawać uroczą...
 - Pieprzyć Levy, co ona ma do tego? - prychnął, puszczając bibliotekarce persie oko.
 - A to drań - syknęła McGarden, gdy mężczyzna zniknął za drzwiami sypialni. Heartfilia natomiast nie potrafiła zapanować nad chichotem.
 - Widać, że dobrze się dogadujecie.
 Bibliotekarka w odpowiedzi jedynie wywróciła oczami.
 - Nie nudzimy się ze sobą. Za to ty chyba wynudzałaś się z chłopakami na śmierć, skoro postanowiłaś się od nich wyprowadzić - dogryzła jej żartobliwie, a Lucy prychnęła gniewnie.
 - Wynudzić? W życiu pewne są tylko trzy rzeczy: śmierć, podatki i bałagan w mieszkaniu tych błaznów.
 Levy wybuchła śmiechem, lecz umilkła, gdy zaspany Gajeel zawołał z sypialni, by się zamknęła.
 - Ale to chyba nie jedyny powód, co Lu? - McGarden z troską chwyciła za jej rękę i poprawiła bandaż na zranionej dłoni. - Dlaczego się od nich wyniosłaś? Chodzi o Natsu? - dodała, kiedy Heartfilia nie odpowiadała.
 - Miałam czekać, aż zacznie sprowadzać tę dziewuchę na chatę? - warknęła zdegustowana blondynka, zakładając nogę na nogę.
 - I co? Pozwolisz na to? - Levy skrzywiła się lekko. - Kochana, jeśli zazdrość jest miarą miłości, to nie wiem za co, ale kochasz tego kretyna na zabój.
 Lucy spojrzała prosto w oczy przyjaciółki.
 - Myślałam, że jesteś twardsza, Lu. Tak łatwo się poddajesz?
 - Znam swoją wartość. Jeżeli mam przekupować go swoją... tym samym co Lisanna, to wolę się poddać, ale zachować honor.

***

Przez kilka następnych dni wiele się działo w barze. Gray i Natsu, gdy tylko widzieli się z Lucy po nieszczęsnym zdarzeniu z Erikiem Cobrą, nadskakiwali jej na każde zawołanie - zdawała sobie sprawę, że zrobiliby wszystko, by tylko nie poleciała na skargę do Dona i cwanie to wykorzystywała. Miała ochotę na świeży sok z czarnej porzeczki? Pobiegliby po niego na drugi koniec miasta. Nie mogła znaleźć w sklepie nowego wydania Vogue? Żaden problem, chłopcy wygrzebali je spod ziemi. Potrzebowała podwózki pod cmentarz, by odwiedzić grób rodziców? Mało tego, nieśli za nią wieńce, a samą ochroną zawstydziliby ochroniarzy z Pentagonu w Waszyngtonie. Było tak do czasu, aż Gajeel, podczas informowania szefa o rozszerzającej się w ich mieście działalności dilerskiej, łaskawie sam nie sypnął o owym zajściu z członkiem rodziny Oracion Seis. Uważano, że bura, jaką młodzieńcy otrzymali od Dona, wspominana będzie przez długie, długie lata. Oczywiście wszystkich, prócz samych pokrzywdzonych, bardzo bawiła ta anegdota.
 Co do sprawy z handlem narkotyków, do tego zadania został przydzielony Redfox. Jego najlepsi soldaci, Jet i Droy, którzy dla Levy byli niczym Gray i Natsu dla Lucy w ostatnich dniach, spisali się rewelacyjnie - wystarczyły zaledwie dwie doby, by wyperswadować dilerom zabawę w sprzedaż prochów. Prócz siecią informacyjną, jaką dysponowała ta dwójka, wraz z Gajeelem posiadali bardzo przekonujące pięści z kastetami. Niestety wciąż nie znaleźli gniazda, w którym prawdopodobnie produkowali narkotyki, oraz głównego dystrybutora.
 4 maja
Dzisiejszego wieczoru cała śmietanka Fairy Tail zebrała się na zapleczu. W "Pod Wróżkowym Ogonem" panowała sielska, beztroska atmosfera. Dopiero kilka minut przed północą pojawienie się zdenerwowanego Elfmana zburzyło nieco ten nastrój.
 - Laxus, jacyś ludzie chcą się z tobą spotkać! - zawołał Strauss, a młody Dreyar zerknął na ochroniarza spod kieliszka whisky.
 - Jacy znowu ludzie?
 Elfman nie zdążył odpowiedzieć. Zanim zdołał cokolwiek zrobić, kobieta w okularach i brązowych włosach wtargnęła na zaplecze.
 - Laxus, skarbie, jak dobrze cię widzieć!
 - Ever?! - zawołany mężczyzna wstał raptownie z krzesła, a siedząca obok niego Cana aż zachłysnęła się alkoholem, gdy nieznajoma niemalże nie wskoczyła na niedoszłego boksera.
 Każdego zatkało na ten widok.
 - Laxus, kupę lat! - Tak samo jak Ever, do zaplecza weszło dwóch kolejnych nieproszonych gości. Ku uldze Alberony, dwóch mężczyzn.
 - Freed? Bicklow? A co wy tu robicie! - Dreyar na ich widok wyszczerzył się od ucha do ucha.
 - Jak to co? - zarechotał Justine, wystawiając przed siebie ręce. - Raijinshu przyjechało rozkręcić Magnolię City!

 Coraz bardziej pijana Cana wsłuchiwała się w opowieści przybyszy, którzy, siedząc przy stole wraz z Laxusem wspominali dawne, szkolne czasy.
 - A więc chodziliście razem do liceum? - spytała z udawanym zaciekawieniem, zerkając na Ever. - A ty, okularnico, byłaś dziewczyną Laxusa? Interesujące...
 - Ty, o co ci chodzi? - warknął Dreyar, spoglądając gniewnie na Alberonę.
 - Spokojnie, Laxus, nic się nie stało - zapewniła Ever, klepiąc Canę po plecach. - Na jej miejscu także byłabym zazdrosna. Ale uwierz, złotko, nie masz obaw do niepokoju, to stare dzieje. Poza tym wychwyciłam u was inne istne ciasteczko!
 - Doprawdy? - Zdziwił się Freed. - Kogo takiego?
 - Tajemnica! - Kobieta wystawiła język w jego stronę, a Bickslow i Laxus wyśmiali ich gardłowo. Nawet Cana nie potrafiła ukryć rozbawienia.
 - A propo - wtrącił rozweselony Dreyar. - Co was sprowadza do miasta?
 - Interesy, mój drogi - wyjaśnił Justin. - Raijinshu postanowiło rozwinąć skrzydła i otworzyć nowy biznes. Green właśnie skończyła szkołę aktorską, ja kończę swój scenariusz, a Doll... Sam wiesz, Laxus, jakie cuda on tworzy z kamerą.
 - Będziecie tu kręcić film? - dociekała Cana.
 - Taki mamy plan, ale zobaczymy, co z tego wyjdzie - wyjaśnił Bickslow. - Nie tak łatwo wypuścić nowy film na wielkie ekrany, jeśli nie jest się znanym. A póki co, o Raijinshu głośno mówić mogą jedynie na zjeździe absolwentów naszego liceum - zażartował.
 - A o czym ma być ten film? - spytał Gildarts, który dołączył do rozmowy.
 - O bokserze - odpowiedział Freed, a Laxus spojrzał na niego z niepokojem. - Spokojnie, Dreyar, braliśmy twój udział pod uwagę, ale...
 - Zaraz, zaraz - wtrąciła Alberona. - Sugerujecie, że Laxus miałby być... aktorem?
 Teraz to Cana i Gildarts wybuchli głośnym śmiechem, pesząc tym gości lokalu.
 - Co was tak bawi? - warknął Dreyar.
 - O Boże, mój brzuch! - pisnęła Alberona, płacząc z rozswawolenia.
 - Cana, weź się odpierdziel - burknął obrażony Laxus, wiedząc, że nic innego mu nie pozostało. Doskonale zdawał sobie sprawę ze swoich aktorskich zdolności, a raczej z ich braku. Nie było takiej opcji, by stanął przed kamerą choćby jako stażysta, jednak chciał w jakiś sposób wspomóc przyjaciół. Tylko co, jako Capo Bastone mafii, mógł dla nich zrobić?
 - Cóż, trzeba jednak przyznać, że w Magnolia City nie będzie wam łatwo - przyznała Alberona z nieukrywanym smutkiem. - Mamy jedno kino, do tego...
 - No właśnie! - Dreyar zerwał się z miejsca i uderzył pięściami w stół, strasząc siedzących z nim towarzyszy.
 - No właśnie co? - Ever spojrzała na niego ze zmarszczonymi brwiami, lecz Laxus nie zwrócił na nią uwagi. Zamiast tego, chwycił Gildartsa za kark i z ekscytacji, siłą schylił mu plecy.
 - Wołaj Dona, Clive! Otwieramy w mieście nowe kino!

 Plan był dość jasny i prosty: poszukać miejsce, gdzie mogliby otworzyć nowe kino - idealną przykrywkę dla pralni pieniędzy, a przy okazji grupa filmowa Raijinshu nie musiałaby dłużej zamartwić się o wypuszczenie ich produkcji na wielkoformatowy ekran. Nawet, jeśli ich film okazałby się totalną klapą, nie miało to znaczenia. Wreszcie mogli odciążyć Erzę i parafię, którą zaczął interesować się sam urząd skarbowy. Nowy biznes z nieuwarunkowanymi dochodami był im potrzebny od zaraz, a kino idealnie odgrywałoby ową rolę. Don Makarov przyjął tą propozycję z wielką aprobatą, a Laxusa całkowicie pochłonęło nowe przedsięwzięcie. Traktował je niczym biznesowe dziecko, mające przynieść Fairy Tail nowy, być może główny dochód.
 Tymczasem Gajeel, wraz ze swoimi soldatami, wciąż poszukiwali samego serca narkotykowego gangu. Choć zażegnali kryzys, musieli zdusić tą zarazę w zarodku.
- I co? - Redfox uniósł się krzesła, widząc wkraczających na zaplecze Jeta i Droya, jednak równie szybko ponownie zajął swoje miejsce, widząc ich posępne miny. - Kurwa mać...
- Spokojnie, Gajeel - siedząca obok niego Levy próbowała go pocieszyć. Przyłożyła dłoń do jego ramienia, a mężczyzna, choć na nią nie spojrzał, pogłaskał palcami jej rękę. Widząc to, Lucy uśmiechnęła się do siebie. Musiała przyznać, że Gajeel i Levy tworzyli zgraną parę. Co prawda często się kłócili, wyzywali - jako ich współlokatorka była świadkiem ich codziennych sprzeczek - jednak wszelkie sfory trwały u nich zaledwie kilka chwil. Kiedy jeden potrzebował wsparcia, drugi mu je ofiarował i porozumiewali się przy tym bez słów. Heartfilia z początku nie spodziewała się tego po Redfoxie, jednak musiała przyznać, że był dobrym partnerem dla jej przyjaciółki.
 Słysząc głośny rechot, Lucy odwróciła się za siebie. Jej uśmiech momentalnie zniknął z twarzy, gdy zobaczyła Lisannę, żartującą i ściskającą się z Dragneelem. Natsu objął w pasie młodszą Strauss i kładąc głowę na jej barku, szeptał coś do dziewczęcego ucha. Kiedy spojrzał przy tym na Lucy, Heartfilia prychnęła pod nosem i odwróciła wzrok. Krew w jej żyłach wręcz buzowała, ale co mogła więcej zrobić? Jak dotąd starała się jedynie nie myśleć o tym, co dzieje się dalej, kiedy ta dwójka razem opuszcza bar. Niestety takie myśli często powracały do niej w nocy, gdy dopadała ją samotność w ciemnej, opustoszałej sypialni.
 Wtem z głównej części baru zaczęły dobiegać jakieś wrzaski. Po chwili drzwi do zaplecza otworzyły się. Stanął w nich Elfman, który trzymał jakiegoś dzieciaka nad ziemią.
 - Puść mnie, dryblasie! - wrzeszczał, próbując się wyrwać.
 - Romeo? A co ty tu robisz, młody? - słowa Dragneela sprawiły, że wszyscy na niego spojrzeli, nawet chłopiec, który bardzo ucieszył się na jego widok.
 - Puść go, Elfman - poprosił Fullbuster, a mężczyzna opuścił Conbolta na podłogę. Kiedy tylko Romeo dotknął stopami podłoża, podbiegł do młodzieńców. Jego oddech był płytki, jakby biegł tutaj nie wiadomo ile i skąd.
 - Natsu, musisz nam pomóc - oznajmił.
 - Wam? Czyli komu?
 - Pod szkołą kręcił się jeden taki typ, który pobił naszego kumpla!
 - Słuchaj, młody - zaczął Natsu, drapiąc się po tyle głowy. - Nie będę wnikał w jakieś międzyszkolne porachunki gówniarzy, nie mam na to czasu...
 - Ale to dorosły facet! - zaprzeczył Romeo. - Nasz kumpel chwalił się, że kupował od niego i jego znajomych jakieś dragi, ale ostatnio gość dopadł go i stłukł za to, że doniósł na niego mafii.
 - Jakiej mafii? - dociekał Gray.
 - No wam, Fairy Tail.
 - Ale kiedy my o niczym nie wiemy - zdziwił się Dragneel, lecz każdy z pozostałych członków zorientował się w sytuacji.
 - Nazywasz się Romeo, ta?
 Chłopiec odwrócił się do tyłu i nieco zwątpił, widząc za sobą Refoxa z surowym spojrzeniem.
 - Tak... Romeo Conbolt.
 - Dobrze więc - Gajeel zacisnął pięści i strzelił knykciami. Na jego ustach zagościł iście zabójczy uśmiech - Zaprowadź mnie do tego typa.

16 komentarzy:

  1. Oooooooommmmmmmmmmmmgggggg, Ty żyjesz!!!!! *.* Kurewsko mocno się z tego faktu cieszę~~~~~~ :D No to teraz komentarz... W sumie, lepiej pisać raz na parę miesięcy niż zawiesić/porzucić opowiadanie (Jakbyś to zrobiła, to bym cię namawiała do powrotu tak długo, aż byś pękła; ostatnie trzy miesiące namawiałam ulubioną blogerkę i co się stało? Wróciła do pisania zakończonego/przerwanego opka! XDDDD) Nie, no, ale tak serio, to by był smuteczek, żal i rozpacz :( Levy i Gajeel na zawsze razem! Fajnie opisałaś ich rozmowy i relację xD Najlepsze było "Pieprzyć Gajeela/ pieprzyć Levy, co on/a ma do tego?" XDDDDD Ale Lucy i jej tekst o śmierci, podatkach oraz o burdelu w mieszkaniu Natsu i Gray'a też mnie rozwalił :') Natsiasty i Gray w roli sługusów/ tępych wołów Lucy? No, czemu nie? Zwłaszcza, że sobie na to poniekąd zasłużyli... Ciekawa jestem, jak ostry opierdol był od Dona? xDDD No, bo skoro wszyscy z Fairy Tail prawdopodobnie będą pamiętać go (znaczy opierdol, nie Dona xD) przez długie lata? XDD Oooo, wątek z kinem bardzo ciekawy~ Dziwi mnie tylko, że ekipa FT (a ściślej pisząc, to Natsu xD) nie rozwaliła pół miasta w trakcie szukania miejscówy na nowe kino :')Erzą i jej parafią zaczęły się urzędasy ze skarbówki interesować? Ehhh... W rychło w czas =.= Tiaaaa... Nie ma to jak załatwić sprawę kastetami :-/ No dobra, wiem, że bandyckie porachunki nie są piknikami, na których bandziory jedzą ciasteczka, piją herbatkę/ mleko i plotkują o dupie marynie, ale no... A zresztą, co ja się będę odzywać? W końcu to FT - zadymiarze, mający tyle samo przyjaciół, co wrogów xDDDD Laxus i aktorstwo? Tia, a ja jestem baletnicą xDDD Sorry, Laxus!!!! *krzyczy, po czym zaczyna rżeć ze śmiechu tak mocno, iż zlatuje z fotela* Boże drogi, niech ktoś zabierze Lisannę stąd, bo ja ją zabiorę, ale ostrzegam, że potem zrobię jej kuku :-/ Z drugiej jednak NaLu mi się przejadło... Jednak, no, Lissana jako dowalająca się do faceta dziwka mnie nieźle wkurwia =.= Hahaha, zadyma wywołana przez Romeo i Elfmana mnie rozwaliła xDDD Ej, czy gówniarz, który dostał wpierdol od dilera, dostał za wyznanie Cobry? Czy ja coś źle zrozumiałam? :-/ Hehehehe, entuzjam Gajeela jest... przerażająco zajebistyxDDD Już współczuję typowi, który podniósł rękę na gówniarzaxDDD Ja wiem, że nasz Jeżyk nie zrobi z niego marmolady przez to, iż pobił jakiegoś chłystka, ale no... i tak wielki współczucie, Panie-Przyszła-Marmolado :') Jednak ja bym zrobiła z nim porządek za pobicie niewinnego gówniarza (w końcu dostał za nic ;-/) Hmmmm, czy ja coś mówiłam o nieużywaniu przemocy w trakcie porachunków? No to teraz to cofam - Gajeel rozszarp gnoja na strzępy w moim imieniu :D Pozdrawiam serdecznie i życzę weny, Ginny Kurogane :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, kochana, gówniarz dostał wpierdol za to, że niby nagadał o nim Fairy Tail (chodzi o to, że Gajeel z Jetem i Droyem robią dilerom w mieście FairyTailowską inkwizycje xD Gość mylnie sobie wydedukował, że to poniekąd sprawka ucznia, który kupuje od niego "cukierki". Uznał go za kapusia i zlał :|)
      I omg, jak mnie cieszy, że po takim czasie tak szybko pojawił się komentarz! I to taki długi!! I to od ciebie!!! xD Me serce się raduje :))))
      Bardzo dziękuję Ginny :****

      Usuń
    2. To to ja wiem, ale przecież gówniarz nie nagadał nic... Tylko Cobra opowiedział co nieco, nie? Chyba, że mi coś pojebało xD Co ma znaczyć to "I to od ciebie", co?! XD Ja wiem, że jestem pierwsza raz na ruski rok i piszę takie wielgachne komcie w takim samym tempie, ale się staram, kapiszi?xDD I weź się wreszcie do mnie napisz :-/ xD

      Usuń
  2. Piszę Yasha z ciężkim sercem. To jeden z gorszych rozdziałów na tym blogu. A szkoda ponieważ mogłaś fajnie rozwinąć sytuacje z dragami, relacjami Redfoxa i Levy oraz sceny zazdrości. Mam nadzieje, że wróci Ci chęć do pisania co raz to dłuższych i lepszych jakościowo rozdziałów, ponieważ są tu twoi wierni fani od zarania dziejów ;) No! "Trzymaj się ramy, to się nie posramy" jak to powiedział kiedyś ktoś mądry. Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział i mam nadzieje, że okres oczekiwania będzie o wiele krótszy i będzie warty o wiele więcej. No bo cholera! Stać cię na wiele więcej! Znam cię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może tak wyszło, bo to taki rozpoczynający rozdział, przynajmniej jeśli chodzi o sprawę z dilerami :p. Ale rozumiem o co ci chodzi i przyznam się bez bicia, że choć starałam się napisać to dobrze, to nie mam już do tego takiego serca :(. Ale to serducho nieco, a nawet mocno drgnęło, gdy przeczytałam o (choć nie lubię tego słowa, to teraz mocno mnie pokrzepiło) wiernych fanach od zarania dziejów :).
      W następnych rozdziałach postaram się jeszcze bardziej ^.^

      Usuń
  3. Jak zwykle jesteś najlepsza, czekałam, czekałam i wreszcie się do czekałam warto było :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bez przesady xD. Ale dziękuję za miłe słowa, anonimku :)

      Usuń
  4. Hej, Yasha, witaj z powrotem! Co prawda, myślałam, że rozdział pojawi się pod koniec sierpnia, ale tak właściwie półtora miesiąca różnicy to nic takiego. Czekałam dłużej xD
    Według mnie najlepszą rzeczą w tym rozdziale są DIALOGI. No po prostu zakochałam się we wszystkich razem wziętych i w każdym z osobna. Może to dlatego, że wydają się takie naturalne, a może przez co innego, w każdym razie, są świetne.
    Po przeczytaniu notki na początku, zastanawiałam się, czy nie powtórzyć poprzedniego rozdziału, ale stwierdziłam, że przypomnę sobie w trakcie czytania, więc jeśli w tym komentarzu będą jakieś błędy, to wina mojego lenistwa xD
    U ciebie bardzo lubię Levi i jej charakter. W anime wydawała się w porządku, ale niczym się nie wyróżniała, a tutaj... Jest fajna. Jej sposób bycia, „Pieprzyć Gajeela, co on ma do tego?!“ i wieeeele innych rzeczy tworzą z niej postać z pewnością niezwyczajną. A POTEM GAJEEL. Nie wiem, czy już ci to mówiłam, ale on podbił moje serducho. Nawet nie wiem, jak to określić (wiem, mam taki bogaty słownik, że hej), ale go nie sposób nie lubić. No i świetnie pasuje do Levi. Ogólnie, to po części spodziewałam się, że przeprowadzka Lucy ma coś wspólnego z Lisanną, ale ŻEBY AŻ MIŁOŚĆ?! No niby wiedziałam, że kiedyś ten wątek tutaj musiał się pojawić, ale (dla mnie) wyskoczyłaś z tym tak nagle... Eh. Przynajmniej miała rację z tym, że lepiej zachować honor. I cieszę się, że nie robiła takiego dramatu jak kilka rozdziałów temu (TO akurat nadal pamiętam xDD). Tylko że skoro już wprowadziłaś ten romansik (jak na razie jednostronny, chociaż kto wie), to JA OCZEKUJĘ SZCZĘŚLIWEGO ZAKOŃCZENIA. Chociaż, oczywiście, nic na siłę, bo wtedy sama wykopię dla nic grób.
    Ej no, zazdroszczę Lucy takich luksusów. Też chcę powiedzieć „Chcę sweter z wełny alpaki“ i, nie przejmując się tym, czy taki istnieje, chcę, żeby ktoś mi go znalazł. I ta ochrona... wyobraziłam sobie jakiś korowód z wieńcami i bronią przy boku xDD Ale Gajeel, kochany okrutnik, wszystko zepsuł i skończył się raj na ziemi. :D Chociaż jestem bardzo ciekawa opierdolu od Mistrza. CHCĘ TO ZOBACZYĆ.
    I docieramy do Ever, Bickslowa i Freeda. Nie pomyślałabym o Bickslowie jak o kamerzyście, raczej... scenografie? Sama nie wiem dlaczego. Poza tym, jakoś nie wyobrażam sobie filmu tylko z jedną aktorką xD (I już podejrzewam, kogo zauważyła Evergreen, hehe). Sorry, Laxus, nie masz daru do aktorzenia, ale, jeśli cię to pocieszy, ja również xD Kino to fajny pomysł, tylko że... jeżeli by grali tam tylko film Raijinshu, to biznes by się nie opłacał. (Oczywiście nie licząc prania pieniędzy – żal mi Erzy tak btw).
    Natsu to dupek. Ale, jak już mówiłam, liczę na Happy Ever After więc nie będę się wypowiadać (co właśnie, robię... ;__;). I odpowiedź Dragneela do Romeo – pomyślałam sobie wtedy „Taka typowa“, ale dla tekstu to w sumie dobrze. I CZEKAM NA MORDOBICIE W NASTĘPNYM ROZDZIALE. Lubię takie spokojne, ale trochę akcji raz na jakiś czas sprawi, że będę szczerzyć się jak głupi do sera xD
    Szczerze mówiąc, cieszę się, że zamierzasz tego bloga zakończyć. Tym bardziej, że zamierzasz to zrobić z wielkim rozmachem, jak oznajmiłaś. Podziwiam cię, że przez te trzy lata tu wytrawałaś i chociaż pojawiały się dłuższe przerwy, nadal publikowałaś następne rozdziały. Ale cóż... przez te trzy lata tej weny musiało trochę ulecie i już nie jest tak łatwo, jak kiedyś. Dlatego ja nie mam, i mieć nie będę, wyrzutów do KOGOKOLWIEK o długie przerwy lub nieopublikowanie rozdziału na czas (No chyba że będę to ja sama, ale jak na razie nie zamierzam zakładać bloga). Szczególnie, jeżeli siedzi w tym tak długo jak ty.
    Więc czekam i będę czekać!
    I szybko zdrowiej!
    (A btw – rozdział na Glorię się tworzy?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten wątek z "miłością" przecież pojawił się już dawno, jak Lucy siorbała winko na ławce z Grayem (menelsko tak bardzo xD), więc nazwałabym to raczej kontynuacją wątku (który dopiero się zaczyna :P).
      Ej, chcę taki sweter z wełny alpaki :| A z tym kinem to oczywiście, że nie będą tam tylko jednego filmu puszczać xD Ale z tym kinem to w ogóle kiedy indziej może pogadamy, bo się spoilery posypią ;P.
      Czytając twoje ostatnie słowa, poczułam, że ktoś mnie rozumie xD. Poważnie, to jedne z milszych słów, jakie dane mi było przeczytać w komentarzach na tym blogu przez te ponad trzy lata prowadzenia go. Bardzo ci za nie dziękuję :) :*
      (A Gloria... Wstyd przyznać, ale mam tam kompletną niemoc twórczą :| Chyba głównie przez to, jakim słownictwem tam operuję, to nie takie proste, przynajmniej dla mnie :'D. Poza tym zdradzę rąbek tajemnicy, że jeśli już znajdę chwilę na pisanie, to głównie poświęcam się własnemu kryminałowi, który jeszcze długo nie ujrzy światła dziennego, bo postanowiłam go najpierw skończyć, a później wypuścić w świat :D)

      Usuń
    2. Eh... Moja pamięć mi szwankuje xD No to kontynuacja.
      Moja przyjaciółka ma sweter z alpaki. Jest taki miękki i ciepły... Idealny na jesień. :D
      Trochę się zdziwiłam, że jeden z najmilszych, ale tak ciepło się zrobiło w moim chłodnym sercu :)
      Pisz cokolwiek, kryminały też lubię xD

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  5. Dobrze, to i ja się dołożę do wypowiedzi.
    Rozdział nie był fenomenalny, ale nie przynudzał. Wydaje mi się (już to ktoś wyżej powiedział), że ten poziom wynika z 'wymuszonej' przerwy i fabuły, która z tego miejsca ma si3 rozwijać, więc nie mogłaś rozbudować tego rozdziału nazbyt, bo kolejne powielały by informacje, a to niebyło by fajne :/
    Sumując, rozdział był po prostu w porządku i nic pozaty. Co wcale nie jest złe, bo dla sporej części osób taki rozdział był by szczyte możliwości C;
    No to jeszcze wenki życzę :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba nie jedyny, a jeden z co najmniej dwóch powodów, ale owszem, zgadzam się z tobą :P Przyznam się także, że kolejny rozdział, choć już lepszy, też akcją tyłka nie urywa: wprowadzam teraz rozwinięcie wątków między postaciami, no i typowo mafijnych smaczków jest ciut mniej... Ale będzie dobrze, mam już wszystko zaplanowane od A do Z więc inaczej być nie może :D
      Dziękuje kochana za opinię i komentarz :*

      Usuń
  6. Ja przewiduję mega romantyczny pocałunek Lucy i Natsu w kinie podczas filmu, gdzie zagra Laxus. Tak będzie.
    PS To prawda.
    Krótko bo krótko, ale nie mam chęci do pisania komentarzy. Przepraszam ;-;

    ~Nexusy K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nexusy wróżka xD Zobaczymy z czasem jak skuteczna ;> I miło mi, że po mimo braku chęci napisałaś chociaż parę słów :) Dziękuję :*

      Usuń

Wasze komentarze cieszą mnie jak mało kogo, jednak nie zaklepujcie miejsc. To nie ważne, kto jest pierwszy, kto ostatni. Takie wpisy zostaną usunięte.
Wszelkie pytania kierujcie do spamownika.
A jak przeczytałeś rozdział, to pozostaw po sobie ślad.
Jesteś anonimem? Podpisz się jakoś.

Całusy dla was śle z góry wdzięczna Yasha ^.^