14 lip 2016

Rozdział 50 "Ratunek"

  Czarna Skoda Favorit podjechała pod sklep z asortymentem oświetleniowym "Klosz", mieszczącym się w ścisłym centrum North Faries. Kierowca samochodu wyjął kluczyki ze stacyjki, gaszącym tym przednie lampy, a następnie wyszedł z pojazdu z ciesielskim młotkiem. Pomimo późnej godziny nie dbał o zachowanie ciszy - trzaśnięcie drzwiczek Skody rozniosło się po ulicy donośnym echem. Mężczyzna odpalił papierosa żarową zapalniczką i zaciągnął się nikotyną. Spojrzał do góry, obserwując piętrowy budynek zza szarego obłoku dymu. Doskonale pamiętał właściciela tego sklepu, który jeszcze kilka miesięcy temu płacił im haracz - do czasu, aż dzielnicy nie przejęło Fairy Tail.
 Podchodząc do wejścia "Klosza", zaciągnął się jeszcze raz, po czym z impetem roztrzaskał młotkiem szklane drzwi. Na piętrze niemal natychmiast zapaliło się światło; zanim mieszkający powyżej właściciel sklepu zdążył zbiec na dół w samej koszuli nocnej, włamywacz otworzył zakluczone od wewnątrz drzwi i wszedł do środka.
 - Coś ty za...! - sędziwy sprzedawca zamilkł, kiedy dwie wystające końcówki młotka znalazły się w jego nosie.
 - Płacisz haracz cwelom z Fairy Tail? - Mimo iż teraz na dole także paliła się lampa, napastnik nie starał się ukryć swojej tożsamości. Handlarz mógł bez przeszkód spoglądać mu w oczy. Praktycznie to nie miał wyjścia.
 - Pierunie jasny! - zawołał, rozpoznając mężczyznę.
 - Płacisz, czy nie!
 - T-tak! Nie miałem wyjścia, Fairy Tail przejęło całe North Faries! - tłumaczył właściciel, który westchnął z ulgą, kiedy końcówka młotka zniknęła z jego nozdrzy. Nie cieszył się tym jednak zbyt długo, gdyż włamywacz jednym ciosem złamał kość nosową.
 - To teraz leć do nich i im się pokaż. Niech zobaczą na własne oczy, jak zajmują się ochroną - zażądał mężczyzna, wyrzucając sprzedawcę na ulicę. - I przekaż im, że mam ich zgubę! Z niecierpliwością tu na nich czekam!

***

- No chyba żartujesz! - Fullbuster chwycił się za głowę, gdy przegrał z roześmianą Caną kolejne rozdanie. Wkurzony, rzucił przegraną kwotę na stół i wstał. - Zbankrutuję przez ciebie.
 - Przez karty, Gray, przez karty - poprawiła go Alberona, posyłając podstępny uśmieszek. - Mnie w to nie mieszaj.
 - A idź ty... - Francuz machnął na nią ręką i odszedł od stołu, nie bacząc na chichrającą się koleżankę. Podszedł pod ladę baru; musiał upoić skołowane nerwy. Jednak dopiero kiedy znalazł się koło Mirajane, poczuł, czym jest zdenerwowanie.
 - Natsu? - Fullbuster zlustrował przyjaciela od góry do dołu. Dragneel zerknął na niego lekko podchmielonym wzrokiem, a siedząca mu na kolanach Lisanna objęła kark swojego towarzysza.
 - Gdzie jest Lucy?
 - Nie poszedłeś z nią do domu? - Natsu momentalnie spoważniał.
 - To ty miałeś z nią wrócić!
 Przez krótką chwilę wymienili w milczeniu spojrzenia.
 - Kurwa - syknął Dragneel, chwytając zaskoczoną Lisannę w talii i wyganiając ze swoich nóg.
 - Lepiej, żeby była w domu - zaczął Gray. - Jeśli Don się dowie...
 - Nic się nie dowie, zamknij mordę.
 - A o czym się nie dowie, chłopaki? - Na drodze do wyjścia z baru stanęła im Levy. Niska dziewczyna z założonymi rękoma na biodrach świdrowała ich  wzrokiem na wylot. - Zaraz, Natsu, a ty nie powinieneś wracać z Lucy?
 - Czemu znowu ja! Uparliście się na mnie, czy co?!
 McGarden wyłupiła oczy na Dragneela, by następnie zmarszczyć ze złości brwi.
 - Kretyni! - wrzasnęła, natychmiast ulatniając się z baru, a zmartwieni Natsu i Gray wybiegli tuż za nią.
 Mirajane, obserwująca całe zajście zza lady, rozejrzała się po barze - w lokalu nie było osoby, która nie zwróciłaby uwagi na ten incydent. Westchnęła, nalewając sobie jedną kolejkę whisky.
 - O co chodzi z tą całą Lucy? - Lisanna usiadła na miejscu Natsu, prychając obrażona pod nosem. - Nie potrafi sama trafić do domu, że musi mieć obstawę?
 - Nie mów tak, Liss - skarciła ją starsza siostra, szczypiąc dziewczynę w policzek. - Don kazał chłopakom jej pilnować. Nie ważny jest powód.
 - Aha... - burknęła, delikatnie odtrącając rękę Mirajane.
 - Ej, coś ty taka markotna?
 - Bo tak się zastanawiam... - urwała Lisanna, oglądając się za siebie. Każdy na powrót zajął się swoimi sprawami, jakby zdarzenie sprzed minuty nie miało miejsca. - Wiesz, Mirciu, to miłe, że wszyscy tak ciepło mnie tu przyjęli... Tylko ciekawa jestem, dlaczego większość nawet o mnie nie słyszała?
 - Liss...
 - Co, wstyd wam za młodszą siostrę - kurwę?
 Barmanka zamilkła, wlepiając wzrok we wzburzoną nastolatkę.
 - Miałam nadzieję, że do nas wrócisz. Nie chciałam ci tego utrudniać - odrzekła stanowczo.
 - Ale żeby kompletnie wymazać mnie ze swojego życiorysu?! Co, chciałaś uniknąć niewygodnych pytań o młodszą siostrzyczkę? Pewnie o naszej przeszłości też nie mają pojęcia? Ani o tym, że zostawiłaś nas...
 - Skończ - Mirajane nakazała ostro, rzucając ścierką na blat lady. - Nie będziemy teraz sobie wszystkiego wypominać. Najważniejsze, że znów jesteśmy razem. Tylko to się liczy.
 - Ta, jasne - wycedziła Lisanna z posępną miną, przerywając barmance, i również udała się ku wyjściu z baru.

***
 - Jeśli coś jej się stanie... - roztrzęsiona McGarden szła przodem.
 - Przestań panikować, Levy! - ryknął zdenerwowany Natsu.
 - Uspokójcie się obydwoje - nakazał Fullbuster, najbardziej opanowany z ich trójki. - Nie róbmy afery, Lucy pewnie śpi już w domu i...
 - Pan Fullbuster? Panie Fullbuster, proszę zaczekać!
 Kiedy mafiozi odwrócili się za siebie, zdębieli na widok staruszka w białej, zakrwawionej koszuli nocnej i domowych laczkach, trzymającego się za nos. Dopiero po chwili rozpoznali w nim sprzedawcę ze sklepu z lampami.
 - Pan Wolfheim?! Co się panu stało! - krzyknęła bibliotekarka, podbiegając do rannego mężczyzny. Podprowadziła go pod schody wejściowe jednej z kamienic i wygrzebała z torebki bawełnianą chusteczkę.
 - W moim sklepie jest członek Oracion Seis - wydukał sprzedawca, przytykając materiał do nosa.
 - Zdemolował pański lokal? - wzburzył się Natsu. - Zaraz się tym zajmiemy!
 - Nie - zaprzeczył starzec. - Zbił tylko szklane drzwi, ale... Mam wam przekazać, że posiada waszą zgubę. Nie mam pojęcia, o co chodzi, ale czeka na was w moim sklepie.
Członkowie Fairy Tail spojrzeli po sobie z niepokojem. Nawet w nikłym świetle ulicznej lampy dostrzec można było bladość na cerze panny McGarden.
 - Zróbcie coś z tym albo oddajcie moje pieniądze! - domagał się sprzedawca.
 - Wynagrodzimy to panu - zapewnił Fullbuster. - Zajmiemy się tym od ręki, a do tego czasu nasza przyjaciółka zaopiekuje się panem.
 - Co?! Nie ma mowy, idę z wami! - sprzeciwiła się, jednak wzrok młodzieńców skutecznie ją uciszył. Dostrzegła w ich oczach zdeterminowanie i złość, a poznała ich na tyle, by doskonale wiedzieć, iż w takich chwilach nie było sensu się z nimi spierać.

***

 Delikatne klepnięcia w policzek ocuciły Lucy. Dziewczyna rozejrzała się po pomieszczeniu - siedziała przywiązana do krzesła na środku obcej sypialni, w której wyczuła charakterystyczną woń mieszkania starszych ludzi. Z próbą wyszarpnięcia się z węzłów, siedzisko zakołysało się w nogach ze starości.
 - Nie szamotaj się, bo będę musiał zacieśnić liny.
 Odwróciła się porywczo za siebie, tyle ile mogła.
 - Nie kłopocz się - oznajmił napastnik, wychodząc jej naprzeciw. Był na tyle uprzejmy, że nawet kucnął tuż obok niej, opierając dłonie na bejsbolowym kiju. Heartfilia prychnęła z przekąsem.
 - Nie próżnujecie z czasem, Oracion Seis...
 - Mówisz o tym kiju? - mężczyzna uniósł brew. - Spostrzegawcza jesteś.
 - Walnięcie bejsbolem w głowę to dość dosadna sugestia.
 - Jesteś też bardzo rozmowna, szczególnie zważając na twoją obecną sytuację - stwierdził, po chwili chichocząc pod nosem. - Ale nie dlatego tu jesteś. Szczerze powiedziawszy, mało obchodzi mnie to, co stało się przy restauracji...
 Wstając z kucka, podszedł do parapetu i sięgnął po popielniczkę. Po chwili przy żarówce od wysokiej, nocnej lampy bez klosza zebrał się szarawy obłok. Światło jakby delikatnie przyciągało cały dym.
 - To koniec Oracion Seis, wiecie to tak samo dobrze, jak i my. Co prawda Don Zero chwyta się czegokolwiek, jak tonący brzytwy, jednak... Teraz wziął się za handel prochami, ale daleko na tym nie zajedzie. Rozgrzebał kijem gówno, które zaraz zacznie cuchnąć. Jeśli nie konkurencja, to własna głupota go zgubi. Przykro przyznać, ale nasz szef nie myśli już racjonalnie...
 Lucy słuchała go z roztropnością. Mężczyzna nie wyglądał na głupiego - skoro mówił jej takie rzeczy, musiał mieć wobec niej konkretny plan. Taki, w którym nie będzie miała możliwości przekazania tych informacji komukolwiek. Zdenerwowana, przełknęła ślinę, gdy porywacz ponownie przy niej kucnął.
 - Nazywam się Erik Cobra. Słyszałaś o mnie?
 Heartfilia pokiwała przecząco głową.
 - Doprawdy? - zdziwił się. - Fullbuster i Dragneel nic o mnie nie mówili? A może słyszałaś o Kinanie?
  Lucy rozszerzyła oczy, słysząc nazwiska młodzieńców.
 - O niej też nic nie wiesz? Myślałem, że bardziej znasz swoich przyjaciół...
 - Kim jest Kinana? - wtrąciła nieśmiało. Musiała przyznać, że prócz lęku, skręcało ją także z ciekawości.
 - Raczej kim była - Erik uśmiechnął się smutno. - Była moją narzeczoną. Do dnia, w którym twoi przyjaciele jej nie zabili.
 - Że co proszę? - zatrwożona Lucy zamrugała powiekami i zaśmiała się nerwowo. - Oni nie zrobiliby czegoś takiego.
 - Poderżnęli jej gardło jak świni, to zrobili - oznajmił Cobra z pewnością, która wstrząsnęła Heartfilią. Dałaby sobie rękę uciąć za niewinność tej dwójki, jednak przekonywaniem tego mężczyzny nic by nie wskórała. On wiedział swoje...
 - A więc w zemście chcesz teraz zrobić to samo ze mną? - spytała, spoglądając w puste oczy Erika, który na moment się zamyślił.
 - Nie - oznajmił po kilku sekundach milczenie, odwracając się do dziewczyny tyłem. - Nie jestem takim zwyrodnialcem. To oni zapłacą za swoje zbrodnie. Zatłukę ich, choćbym miał przepłacić własnym życiem...
 W sypialni zapadła niezręczna cisza. Lucy przygryzła nerwowo wargi.
 - Czy... Czy możesz mi opowiedzieć, jak do tego doszło? O Kinanie?
 Cobra zwrócił do niej swój profil, wpatrując się w kremową, wzorzystą tapetę.
 - To była... Dobra dziewczyna. Z gołębim sercem i anielskim uśmiechem. Bardzo bezpośrednia, po przejściach. Poznałem ją w burdelu, z którego ją potem zabrałem. - Na samo wspomnienie o dawnych czasach, Erik uśmiechnął się do siebie. Kiedy zerknął na Lucy, zobaczył, że ta słucha go uważnie, z głębokim smutkiem i współczuciem. Uroczy gest, zważając na okoliczności - pomyślał.
- Kinana lubiła się zabawić, czasem aż za bardzo. Amfetamina czy kokaina nie były jej obce. Pozwalałem jej na zbyt wiele... Kiedy powiedziałem, że nie dam jej już złamanego grosza i zagroziłem wysłaniem na odwyk, uciekła ode mnie. Szukałem ją dniami i nocami, jednak te gnoje skutecznie ją ukry...
 Erik aż stęknął, kiedy dziewczyna wpadła na niego i przygniotła krzesłem. Stary mebel roztrzaskał się na części, dzięki czemu Lucy wyswobodziła się z poluzowanych węzłów. 
 Widziała, że to, co mówił Cobra było prawdziwe i bolesne, jednak to wszystko musiało być jakimś straszliwym nieporozumieniem. Nie mogła pozwolić, by Natsu i Gray wpadli tu z odsieczą, wprost w pułapkę mafiozy. Nie mogła być ich femme fatale, ich zgubą.
 Nie zdążyła dobrze wstać, kiedy Erik chwycił ją za kostki i przewalił z powrotem na podłogę. Upadając prosto na twarz, przewaliła metrową lampę nocną. Żarówka zbiła się z hukiem, a w sypialni zapanowała ciemność. Niespodziewanie Lucy poczuła mocne szarpnięcie - mafioza odwrócił ją na plecy i usiadł na przeponie, a jego silne ręce zapętliły się na jej szyi. 
 - Po co ci to było - wysyczał lekko zdyszany, na tyle blisko niej, że poczuła ciepły oddech mężczyzny na twarzy. Dusząc się, zaczęła rozpaczliwie klepać dłońmi po podłodze - wtem poczuła ostre ukłucie po wewnętrznej stronie jednej z nich. Zrozumiała, że to większy kawałek zbitej żarówki musiał się jej wbić w skórę.
 - To nie musi się tak skończyć! - zawołał, próbując przytrzymać szamotającą się dziewczynę, która po omacku wyjęła szkło z dłoni i machnęła nim dwukrotnie przed sobą. Kiedy uścisk na jej szyi zelżał, była przekonana, że zraniła Erika w twarz. Korzystając ze sposobności, zrzuciła go z siebie i pognała w kierunku, gdzie powinny znajdować się jedyne drzwi w sypialni. Na szczęście znalazła je prędko; dopiero gdy chciała złapać za klamkę, zdała sobie sprawę, że nie trzyma już odłamka żarówki. Otwierając wyjście na przedsionek, zapaliła światło przy zejściu na parter.
 Erik nie rzucał się na nią, nie wołał jej, ani nie gonił. Lucy odwróciła się niepewnie za siebie i natychmiast cofnęła się do sypialni, widząc wpatrzonego w nią mafiozę, który konał na podłodze, usilnie próbując zatamować obfite krwawienie z okolic tętnicy szyjnej. 

***

 Młodzieńcy zajechali pod "Klosz" na pisku opon i wyskoczyli z Peugeota 203(*1), nawet nie zamykając za sobą drzwiczek. Dostrzegając zbitą szybę oraz nikłe światło na pierwszym piętrze, naładowali broń i po cichu wkroczyli do sklepu. Jednak gdy usłyszeli głośny szloch Lucy, pobiegli do góry bez namysłu. Dla niej byli gotowi wskoczyć nawet w ogień kul, lecz to, co zastali na piętrze, zupełnie zbiło ich z tropu.
 Heartfilia, choć klęczała naprzeciw otwartych drzwi, nie zauważyła ich przybycia. Dłońmi, w całości pokrytymi krwią, kurczowo trzymała koszulę martwego mężczyzny z rozcięciem w gardle. Krzyczała, wylewając z opuchniętych oczu łzę za łzą.
 - Uspokój się.
 Dopiero gdy Gray ścisnął jej ramię, oprzytomniała. Ucichła, jednak nie przestała płakać.
 - J-ja... Nie zrobiłam tego umyślnie! Nie chciałam go...
 - Wiemy, Lucy, broniłaś się...
 - Ale on na to nie zasługiwał! - zawołała z gniewem, a Dragneel i Fullbuster spojrzeli po sobie zdumieni. Następnie zerknęli na ciało denata.
 Nie ważne, do czego tu doszło - jeśli chcieli uchronić Heartfilię przed sądem, koniecznie musieli coś z tym zrobić.

 Silnik Peugeota mruczał na żwirowej drodze niczym kot. Gray całkowicie skupił się na prowadzeniu auta, zaś siedzący obok niego Natsu raz po raz spoglądał w przednie lusterko na Lucy. Dziewczyna z zaczerwienioną twarzą i siniakiem nad skronią wgapiała się pusto w jaśniejące nad drzewami niebo. Wracali właśnie z Little Village.
 - Jak się czujesz? - spytał wreszcie Heartfilię, która parsknęła sarkastycznie.
 - Zabiłam człowieka i zakopałam jego ciało w lesie. Jak mam się czuć?
 Fullbuster westchnął ciężko, doglądając swojej garderoby. Tak samo jak Dragneel, koszulę mieli ubrudzoną krwią, a pod paznokciami tkwiła im tona ziemi.
 - Kojarzę gościa - wyznał w końcu kierowca, przerywając męczącą ciszę. - Widziałem go kiedyś w szpitalu. Heh, kto by pomyślał, że tak szybko wyskoczą z odzewem za incydent przy restauracji...
 - Wcale nie o to chodziło - wtrąciła prędko Heartfilia, po raz kolejny dzisiejszej nocy szokując młodzieńców.
 - Jak nie o to, to o co? - dociekał Natsu.
 Lucy spojrzała w przednie lusterko, gdzie skrzyżowała wzrok z Dragneelem.
 - Kim była Kinana? - spytała cicho, a Natsu niemal natychmiast odwrócił głowę w stronę bocznego okna.
  Na moment znów zapadła cisza.
 - Wy chyba nie...
 - Była naszą współlokatorką - wyjaśnił Fullbuster głosem wyprutym z jakichkolwiek uczuć. - I pierwszą kobietą.
 - Czyją? Twoją, czy Natsu?
 - Naszą - odpowiedział Francuz, a Heartfilia mimowolnie uniosła brwi.
 - Pozwólcie, że nie będę w to wnikać.
 - No lepiej tego nie rób - zachichotał Gray.
 - A... Jak zginęła?
 Choć chłopcy długo jej nie odpowiadali, nie poganiała ich.
 - Zadłużyła się u gangu handlującym prochami, Southern Wolves. Chcieliśmy jej pomóc, ale...
 - Zarżnęli ją jak świnie - warknął Natsu, przerywając i jednocześnie zakańczając wypowiedź Graya.
 Lucy ponownie spojrzała w okno - choć słońce jeszcze nie wzeszło, na zewnątrz zrobiło się zupełnie jasno.  Wiedziała, że to musiało być straszliwe nieporozumienie. Wiedziała także, że oczy Erika Cobry, pełne smutku i goryczy, na długo zostaną w jej pamięci.
 - To naprawdę nie musiało się tak skończyć - mruknęła strapiona, uśmiechając się półgębkiem do swojego odbicia.

 Gdy dojechali pod swoją kamienicę w North Faries, Lucy jako pierwsza wyszła z samochodu. Mając klucze od mieszkania, czym prędzej pognała na górę. Natsu i Gray nie spieszyli się tak jak ona - odpalając po papierosie, stanęli obok Peugeota.
 - Więc ten koleś... - zaczął po chwili Fullbuster.
 - Od niego uciekła - dokończył Dragneel, mając na myśli Kinanę. W życiu nie podejrzewali, że ta sprawa kiedyś do nich wróci. - Pewnie myślał, że to my...
 - Cóż, od niego już się tego nie dowiemy.
 Obydwoje zaciągnęli się głęboko nikotyną.
 - Może Lucy coś wie - pomyślał nagłos Gray. - Skoro pytała o Kinanę, facet musiał powiedzieć jej to i owo.
 - Racja. Chodźmy ją zapytać - przyznał Natsu, przygaszając rzucony niedopałek podeszwą buta. Z rękoma w kieszeniach spodni ruszyli w kierunku bramy kamienicy, gdy niespodziewanie wyszła z niej Heartfilia. Z walizką w dłoni.
 - A ty gdzie leziesz z tymi tobołami?! - zdziwił się Dragneel, lecz dziewczyna nie raczyła na nich choćby spojrzeć.
 - Wynoszę się do Levy.
 - Ale Don powiedział... - wtrącił skołowany Gray.
 - Don? - Lucy przystanęła, odwróciła się i spiorunowała ich wzrokiem. - Ciekawe co powie, jak dowie się o dzisiejszej sytuacji.
 - Zaraz, ty tak poważnie?! - Dragneel postawił krok w jej kierunku, lecz zatrzymał się, gdy Heartfilia wyciągnęła przed siebie zranioną dłoń.
 - Jeśli Don nie ma się o niczym dowiedzieć, to żegnam - oznajmiła tonem nieprzyjmującym sprzeciwu. - Do zobaczenia w barze.
 Odchodząc przed siebie, prychnęła pod nosem, widząc, że skutecznie zamknęła usta - byłym już - współlokatorom.


*1) Peugeot 203 - francuski samochód produkowany w latach 1949-1954.

No i mamy kolejny rozdział ;) I to okrągłą 50-siątkę :o!
Możecie potraktować go jako ciut spóźniony prezent z okazji trzecich urodzin bloga :P I chyba w końcu wyszedł mi ciut dłuższy rozdział O.o. Ale czy dobry/fajny/ciekawy? Zostawiam to waszej ocenie ;)
Zakładka z postaciami i organizacjami oraz z mapą zostały zaktualizowane ;)
Buziaki, dziuby! :***

18 komentarzy:

  1. Rozdział był niesamowity...chociaż hm... Taką reakcje Graya i Natsu to ja się spodziewałam, ale żeby Lucy zabiła Cobre?! Nie no nie wierzę nadal.. Ta wiedziałam, że się broniła, ale myślałam że ten odłamek szkła leży na podłodze a nie że przebił tętnice Cobry. I to że Kinana była dzięwczyną Graya i Natsu? Nie no to się w głowie nie mieści... I to było prawdopodobne, że zakopią ciało Cobry. I ten koniec kiedy Lucy wyprowadza się z mieszkania chłopaków.. No cóż może pomyślała, że kiedy mieszka z nimi to jakoś ją wykorzystają xD Rozdział 10/10 Ech.. myślałam, że Lucy dłużej pomieszka z chłopakami no, ale ja coś myślę że do nich wróci :P
    Życzę czasu i weny do pisania kolejnych rozdziałów ;)

    Pozdrawiam ~Pati~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że Kinana była dziewczyną chłopaków (chociaż dziewczyna to niezbyt trafne określenie) był prawie cały rozdział. Bodajże czternasty. Tam jest wszystko - o tym, jak się poznali, co...robili :'D, i o tym jak faktycznie zginęła Kincia ;)

      Usuń
    2. Wiem czytałam ten rozdział dawno temu :) Wiesz z tym dlaczego Lucynka się wyniosła od chłopaków to ja ją rozumiem :P Ale ja coś czuję że jeśli Levy mieszka z Gajeelem to jak Lucy ma się do nich wprowadzić? xd Czuję, że wróci do chłopaków chociaż jeśli ona się martwi o chłopaków jakby znimi jeszcze do tej pory mieszkała to by mogło się źle skończyć xD No cóż Lucynka martwi się o francuzika i Natsiaka xD

      ~Pati~

      Usuń
  2. Lucy Lucy wyrabia sobie charakterek :D Taki z niej wilk w owczej skórze. Niby miła a jednak i nawet dobrze przeżyła to morderstwo. Może jeszcze zostanie zabójcą Fairy Tail
    Cień: Ty już przestań myśleć o zabijaniu kogoś bo ci to źle wyjdzie na zdrowie.
    Zdaje ci się. A takie pytanko Lucy przenosi się do Levy, a czy ona nie mieszka czasem z Gajeelem? I to było pierwsze zabójstwo Lucy, prawda?
    Dobra koniec przekroczyłam limit pisania komentarzy na dzień dzisiejszy :P

    Pozdrowienia Nike i Cień

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to jej pierwsze zabójstwo, choć nie raz już usiłowała zakatrupić np. Borę. Albo myślała, że zatruła Natsiaka :D. Ach, stare, dobre rozdziały :P.
      I tak, Levy mieszka z Gajeelem :)

      Usuń
  3. No powiem Ci.. lecisz z tymi rozdziałami jak torpeda :D
    Nawet nie wiesz jak cieszę, gdy widzę że napisałaś nowy rozdział ;) oczywiście jestem na bieżąco ^^
    Od początku jestem Twoją fanką, a tego opowiadania to już w ogóle :D uwielbiam te nowe-stare postacie :D
    Rozdział świetny!

    Życzę multum weny!
    I wszystkiego dobrego z okazji trzecich urodzin! :D
    Pozdrawiam, buziaki :D :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ANIMKA-CHAN?! Niemal oczy wysrałam, jak zobaczyłam twój komentarz! xD Z szoku! U siebie tak dawno nic nie wstawiałaś, myślałam, że na dobre opuściłaś blogsferę... A ty mi piszesz, że wciąż jesteś na bieżąco i... Co? Osoba, dzięki której zaczęłam pisać (dzięki twojemu opowiadaniu), moją... fanką (nie lubię tego słowa, peszy mnie)?! Ja chyba umarłam i trafiłam do nieba xD.
      Pojęcia nie masz jak ucieszył mnie twój odzew :))) Strasznie miło cię widzieć i dziękuję za komentarz!:D :*

      Usuń
    2. Coś czułam, że na pewno będzie taka reakcja, gdy napiszę :D ale jest pozytywna, więc bardzo mnie to cieszy ^^
      Czekam aż i Ty mnie odwiedzisz, gdyż wczoraj dodałam nowy rozdział.. krótki, bo krótki, ale cóż.. po dwóch latach przerwy narazie nie stać mnie na więcej :D

      ;*

      Usuń
  4. Ostatnio dodajesz rozdziały w ekspresowym tempie! Nie nadążam za tym wszystkim... Zanim się obejrzę, już pojawia się kolejny. :D
    Łuhu! Wiedziałam, że to Cobra! Brawa dla mnie! xD
    Lisanna pokazała taką... normalną twarz. Też bym się pewnie denerwowała, gdybym się dowiedziała, że moja siostra nikomu (oprócz tych, którzy o tym wiedzieli) nie pisnęła o mnie ani słowa. A Natsu i Gray tak od razu zareagowali, kiedy uświadomili sobie, że Lucy gdzieś polazła na własną rękę. :)
    Boże, tak mi żal Cobry. Na serio go lubiłam. Nawet się wzruszyłam, gdy zaczął opowiadać o Kinanie... a wtedy Lucy mu przypierdoliła krzesłem. Smutek minął jak ręką odjął. Ale wrócił, kiedy się okazało, że Cobra zginął... Dobra, już nie będę o tym pisać, bo się rozkleję.
    Ja... wtedy byłam skłonna uwierzyć w to, że to Gray i Natsu ją zabili, chociaż teraz patrząc, nie rozumiem, jaki mieliby powód. Musiałaby się im nieźle narazić, a przecież ona była tylko nic nieznaczącą narkomanką. :( No ale to nie oni, więc jestem zadowolona. :)
    Tylko Lucy... Rozumiem, że była na początku zrozpaczona. W końcu zabiła człowieka. I to takiego, któremu szczerze współczuła, i wiedziała, że na to niczym sobie nie zasłużył. Ale dlaczego ona się wyniosła od Graya i Natsu? Ale jedno mnie dręczy. Oni wypalali papierosa. Owszem, długo go wypalali, a ja się na tym nie znam, bo nie palę, ale jakim cudem Lucy zdołała się w tym czasie zapakować? No jak?
    Ogólnie to cały rozdział mi się bardzo spodobał. Chociaż ja zazwyczaj wolę dłużej, ale rzadziej, to to też mi odpowiada. :D
    I mam wrażenie, że ostatnio moje komentarze robią się coraz krótsze... :/ Muszę coś z tym zrobić!
    Aha, powinnaś przejrzeć jeszcze raz tekst, bo znalazłam kilka literówek. Były dosyć rzadko, ale jednak.
    „- Zabiłam człowieka i zakopałam jego ciało w lesie.” — Parsknęłam ze śmiechu. Po prosu tak jakoś mnie to rozśmieszyło, że nie mogłam się powstrzymać.
    Dobranoc!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kracz, bo i następny rozdział wstawię lada moment xD. I faktycznie, żeby nie spoilerować, biłam ci w duchu pokłony - jako jedyna odgadłaś kim był porywacz :) Brawo ty! :D. I widzisz, u mnie nawet persony, które doprowadzając większą część czytelników do szewskiej pasji, mogą ukazać czasem tą normalną twarz xD. Natsu i Gray... dziwisz się im? Troska o Lucy - troską, ale pomyśl, co Don by zrobił, jakby się dowiedział, hehe :P. Oni też o tym pomyśleli xD.
      A co do Kinany, pisałam już w pierwszym komentarzu - rozdział 14, tam znajdziesz retros z całą historią dziewczyny od momentu, gdy poznała Natsu i Graya :)
      I czemu Lucy wyprowadziła się od chłopaków? Pomyśl o poprzednim rozdziale, może ci coś zaświta ;). A jak nie, to będzie o tym w następnym ^^. Ja średnio palę papierosa setkę ok. 6-7 minut... Zdaje sobie sprawę, że to mało czasu na spakowanie swoich manatków, ale zdeterminowała lub zdenerwowana kobieta potrafi takie rzeczy - przetestowane tak samo jak czas palenia papierosa xD.
      Dzięki za info odnośnie literówek (tak to jest, jak się pisze do czwartej rano -.-), jak będę wypoczęta to postaram się je wyłapać :)))
      I czy ja wiem, że twoje komentarze są krótsze? Ilości słów nie liczę (xD), ale twoje komenty zawsze są treściwe, pełne spostrzeżeń - uwielbiam je za to <3 :D

      Usuń
  5. Wow, Marlon chyba dobrze pilnuje Twojej weny, skoro tak szybko jest nowy rozdział :D
    A co do rozdziału to mam wrażenie, że jakoś spłynęło po Lucynie to zabójstwo. Myślałam, że nawet w takich ponurych okolicznościach będzie w rozsypce, a tym czasem myśli całkiem jasno i jest dość stanowcza. chyba że to kwestia "przyzwyczajenia" do śmierci :<
    powodzenia z kolejnymi rozdziałami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, dobre spostrzeżenie propo tego "przyzwyczajenia" ;). Aczkolwiek trzeba pamiętać, że choć Erik wydawał się nie być złym kolesiem, to jednak był członkiem Oracion Seis, który chciał wyrządzić krzywdę "wróżkom". No i nie był dla Lucy nikim bliskim, ani przyjacielem, ani rodziną.
      I Marlon na serio działa, bo mam już większość 51 rozdziału... Nie wiem co się ze mną dzieje, ale chyba chcę napisać jak najwięcej przed przyszłym tygodniem, bo prawdopodobnie od wtedy aż do końca lipca z braku czasu mogę nawet nie zajrzeć do komputera :').
      Dzięki, kochana, za komentarz ;) :*

      Usuń
  6. Hello! Tak wkoło sprawdzałam czy nie ma rozdziału, aż wreszcie o tym zapomniałam. I wczoraj tak patrze, że wstawiłaś coś na katalog. Moja mina mówiła wszystko. TYLE MNIE KURWA OMINĘŁO?! xD A teraz co do rozdziałów : Jak była mowa o praniu. Byłam serio pewna, że Laxus i Cana pojechali po czyste pranie * Chuj wie może pralki nie mają* dopiero jak doczytałam dalej zczaiłam, że chodzi o pieniądze. Osaka debil normalnie. Lucynka to drugi debil - ja rozumiem, że się boi że ją wykorzystają. Ale na litość Boską! Ona cały czas ładuje się w kłopoty. I tylko se dokłada, a bidne chopoki muszą jej pomagać ^^"

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział super ale czemu taki krotki??����

    OdpowiedzUsuń
  8. Heeeeejo~!
    Noż kaczka by cię kopła xD Wyjechałam na tydzień (wróciłam dwa tygodnie temu, ale cii), a ty wstawiłaś dwa posty xD W tym jeden "urodzinowy"... Wiesz jakie ja miałam "WTF?" na twarzy, jak przeczytałam, że ten blog obchodził 3 urodzinki? XD Ale gratuluję wytrwałości :* I życzę ci, żeby ten czwarty (i ostatni; czemu ostatni, co? ;_;) rok był bardziej owocny :) Co do rozdziału... To faktycznie krótki, lecz ciekawy i zabawny. Najzabawniejszy moment był z tym właścicielem sklepu z lampami xD Znaczy pół-zabawny... W końcu gościu został napadnięty =.= Niektórzy faceci to serio tępaki... Nie, wcale nie mam na myśli Natsu i Gray'a, skądże znowu! *cała gama sarkazmu* Historia Erica była bardzo smutna :( Biedny gościu :( Tylko nie rozumiem czemu chciał się zemścić za kogoś, kto mu napsuł tyle krwi? Eh, ta miłość... *wywraca oczami* Hahaha, końcówka rozwaliła system X'D Jak Luśki nie lubię, tak teraz mam ochotę jej pogratulować xD No, ale znając ją, to szybko wróci do Natsu i Gray'a =.= Ah, no, zapomniałam o Lisannie... Kiedy wreszcie dowiemy się czegoś więcej o jej przeszłości? Czy to już było, a ja inteligentnie zapomniałam? =.= Dobra, ja kończę ten pojebany komentarz i życzę wenki :* Ginny Kurogane

    OdpowiedzUsuń
  9. Albo faktycznie ktoś to wykrakał albo masz Kryzys przez duże K ...
    Rzadko tu wchodzę ostatnio bo nic się nie dzieje od prawie 2 mc :///
    Szkoda takiego fajnego bloga, no ale trudno się mówi.. Może we wrześniu??
    TT_TT

    Pozderki ~Yinka

    OdpowiedzUsuń
  10. Daj znać, że żyjesz :* Nie musisz się martwić o to czy ktoś jeszcze czeka, bo czekamy na Ciebie i nie opuścimy Cię :* Uwielbiam to opowiadanie całym serduszkiem <3 Życzę dużooo weny :) I czasu na napisać zajefajnego rozdziału, który powali nas na łopatki swoją zajebistością :*****
    Pozdrawiam cieplutko Twoja wierna czytelniczka - ZAWSZE NA ZAWSZE ^^

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie no O.O Rozbiłaś mnie po całości ... serio ^^ Rozdział wyszedł perfekcyjnie .. ale chwila Lucy zabiła Cobre ?! Tego się nie spodziewałam ... a mówią ,, Spodziewaj się niespodziewanego "
    chyba zacznę praktykować XD Ogółem znalazłam tw bloga dwa tygodnie temu i w tydzień przeczytałam "=" Mafia mnie wciągnęła , Heroina XD Ogółem ja inspiruję się twoim opowiadaniem i piszę swoje hehe tak że jak byś mogła zapraszam do mnie również na Fairy Tail :3 oczywiście nie jest tak że wszystko jest wzięte bo to by było nie ładnie XD
    Więc ogólnie mówiąc rozdział megaaa , ty megga xD a co mi tam *macha łapką * ja Mega XD i wszyscy są szczęśliwi .. he he .. czekam na kolejny i przesyłam wenki :*

    OdpowiedzUsuń

Wasze komentarze cieszą mnie jak mało kogo, jednak nie zaklepujcie miejsc. To nie ważne, kto jest pierwszy, kto ostatni. Takie wpisy zostaną usunięte.
Wszelkie pytania kierujcie do spamownika.
A jak przeczytałeś rozdział, to pozostaw po sobie ślad.
Jesteś anonimem? Podpisz się jakoś.

Całusy dla was śle z góry wdzięczna Yasha ^.^