10 lip 2016

Rozdział 49 "Femme fatale"

 - Że, kurwa, co zrobili?! - Kiedy Don Zero powstał z miejsca za swoim biurkiem, wszyscy wiedzieli, jak to się skończy, jednak tylko Cobra postanowił coś z tym zrobić. Spoglądając karcąco na odwracającą wzrok Angel oraz na Racera, pokornie schylającego głowę, zabrał wszystko, co znajdowało się w zasięgu ręki Dona.
 - Ale szefie, to tylko stare samochody... - stwierdził Sawyer.
 - Tylko stare samochody?! A co zrobili nasi nowi soldaci? Spierdolili z podkulonym ogonem po tym, jak zlała ich jakaś gówniara!
 - Nie tylko... Było z nią dwóch członków Fairy Tail - zaczęła nieśmiało Sorano. - Świadkowie mówili, że widzieli na miejscu Francuza i tego z różowymi włosami, a dziewczyna miała ze sobą kij bejsbolowy...
 - To nie zmienia faktu, że dostali wpierdol od baby i ślad po nich zaginął! - ryknął Don Zero, trzaskając pięściami w blat biurka. Po chwili jednak usiadł na fotelu i zakrył twarz dłońmi.
 - Hoteye nie żyje... Mój syn do dziś leży w śpiączce... A reszta naszych kompanów... Niemal wszyscy zginęli przez tych zapchlonych zdrajców...
 Nikt nie ośmielił się pisnąć słówka, gdy boss wspomniał o tragedii, która spotkała Oracion Seis, lecz także nikt nie zapomniał o tym, do czego dopuścili się członkowie Grimoire Heart. Nienawiść do dawnych sprzymierzeńców na dobre zakorzeniła się w ich sercach. Niestety aktualnie byli zbyt słabi, by mogli myśleć o jakiejkolwiek Vendecie. 
 - Została nas marna garstka, a nasza reputacja zeszła na psy - westchnął Zero, drżącą dłonią nalewając sobie whisky do szklanki. - Jeżeli chcemy szybko wspiąć się na wyżyny, nie możemy przebierać w środkach. Chyba nie mamy wyjścia... Angel, zajmiesz się tym.
 Sorano podeszła do szefa, kiedy ten wypił duszkiem cały nalany sobie alkohol, a następnie wyjął z szuflady kartkę i pióro. Bacznie obserwowała stalówkę, niechlujnie pędzącą po papierze.
 - Udaj się pod wskazany adres i powiedz, kto cię przysłał. Tylko nie bierz ze sobą towarzyszy, jasne?
  Dziewczyna spojrzała na kartkę, a następnie na zdruzgotanego Dona. Widząc go w takim stanie, dla dobra ich rodziny, mogłaby zrobić wszystko, by tylko uratować ich obecną, beznadziejną sytuację.
 - Oczywiście, udam się tam niezwłocznie.


 - Sawyer, zaczekaj!
 Kiedy soldaci opuścili gabinet Don Zera, Cobra natychmiast dogonił jednego ze swych nielicznych już towarzyszy.
 - Co chciałeś?
 - Sorano mówiła, że przed restauracją było dwóch gości. Francuz i...
 - I gość z różowymi włosami - dokończył Racer obojętnym tonem. Szczupły mężczyzna zachowywał się zupełnie inaczej niż przy Donie. Teraz jakby zupełnie obeszła go ta cała sprawa z napaścią na ich nowych rekrutów. - Czemu o nich pytasz?
 Sawyer sięgnął po papierosa, gdy poczuł poklepywanie na ramieniu. Nim zdążył odpalić skręta z tytoniem, Erik znajdował się przy drzwiach wyjściowych z willi.

***

24 kwietnia
 - Dupy zawsze leciały na jego francuski, dlatego z zazdrości wziąłem kilka lekcji włoskiego od sycylijskiego sprzedawcy porcelany w China Town - opowiadał Natsu w drodze do baru. Lucy już zdołała przywyknąć do grubiańskiego stylu bycia Dragneela, więc bardziej ją to rozbawiło, niż zadziwiło.
 - I co, pomogło? - spytała chichocząc, a młodzieniec wypiął dumnie pierś.
 - No a co! Ciągle chciały, żebym im szeptał czułe słówka w obcym języku!
 - Ta, i tylko tyle się nauczyłeś, debilu - wtrącił Fullbuster, kroczący po drugiej stronie Heartfilii. - Myśli, że jak jest pół krwi Włochem i powie kilka świństw w tym języku, to może wszystko. A w stolicy makaroniarzy był jedynie palcem na mapie.
 - Nie pierdol głupot, żabojadzie! Może i tam nie byłem, ale mój włoski jest opanowany do perfekcji! - Dragneel szczycił się chełpliwie.
 - Nawet jeśli, to teraz nawet i to ci nie pomaga w zdobywaniu panienek. Wystarczy, że zobaczą twój szpetny ryj i... - Nagle Gray przystanął, odwracając się za siebie z szeroko otwartymi oczami. To samo zrobiła Lucy, nie dowierzając w to, co widzi. A widziała Dragneela, który aż odsunął się do tyłu, gdy pewna dziewczyna o krótkich, białych włosach wbiegła na niego z impetem.
 - Natsu, kochany! Tak się cieszę, że cię widzę!
 Obejmowany młodzieniec także nie mógł uwierzyć w to, co właśnie się stało. Zdumiony, wlepił wzrok w dziewczynę, która z całych sił wtuliła głowę do jego torsu.
 - Lisanna? A co ty tu... - urwał, czując jej drżące ciało. Była bliska płaczu. - Ej...
 Nie wiedząc co począć, spojrzał na Lucy i Graya, jednoczenie głaszcząc koleżankę po włosach.
 - No faktycznie, wcale mu to nie pomaga - skwitowała krótko Heartfilia, a Fullbuster zauważył, że i ona zaczyna lekko drżeć. Nie była jednak bliska płaczu - prędzej ktoś był bliski oberwania prosto w nos z jej pięści.

 W barze panowała wzruszająca atmosfera. Z oczu Elfmana i Mirajane polały się łzy szczęścia, a także reszta z Fairy Tail chętnie przywitała się z nową twarzą. Whisky lała się litrami, a muzyka grała do późnej nocy.
 - Tak swoją drogą, nie miałam pojęcia, że Straussowie mają jeszcze jedną siostrę - Levy zagadnęła do Lucy z szerokim uśmiechem. Siedząc w bocznym stoliku, obserwowały świętujących przyjaciół.
 - Ja też nie - przyznała Heartfilia, opierając policzek o wewnętrzną stronę dłoni i kołysząc leniwie trunkiem w szklance.
 - Ciekawe, czemu dopiero teraz ją poznaliśmy...
 Blondynka spojrzała ukosem na Lisannę, która całymi godzinami oplatała rękę Dragneela jak ośmiornica. Musiała przyznać, że najmłodsza Straussowa była całkiem ładna, jednak jej twarz zdawała się być bardzo zmęczona. Dziewczyna była także bardzo chuda, wręcz wychudzona.
 - Pierun wie, co ją spotkało - Lucy odrzekła po chwili namysłu, po czym wypiła do końca swoją whisky. - Ale jakoś mnie to nie interesuje.
 McGarden zlustrowała swoją przyjaciółkę od góry do dołu. Znała ją aż za dobrze i doskonale wiedziała, co się święci.
 - Oj Lucy, Lucy...
 - Hmm?
 - Ktoś tu chyba jest zazdrosny, co?
 Heartfilia spojrzała na Levy spode łba.
 - Coś ci się w głowie uroiło.
 - Ta, jasne. Nie trzeba być jasnowidzem, by wiedzieć, co ci teraz zaprząta myśli - zachichotała McGarden, klepiąc przyjaciółkę po ramieniu. - Nie martw się...
 - Wcale się nie martwię, nie mam czym! - Lucy uniosła głos, skupiając na sobie wzrok kilkoro osób. Nie przejmując się tym zbytnio, wstała od stolika. - Idę do domu.
 - No Lucy, weź przestań!
 Pomimo nawoływań McGarden, blondynka podeszła żwawym krokiem do Fullbustera, grającego w kanastę z Caną, Gajeelem i Gildartsem kilka miejsc dalej.
 - Gray, daj mi klucze od domu - poprosiła, wyciągając rękę w jego stronę.
 - Idź do Natsu, on je ma. - Skupiony na kartach, nawet nie zaszczycił jej spojrzeniem. Lucy natomiast z ciężkim sercem spojrzała w stronę Dragneela - akurat w chwili, kiedy nowy pupilek baru właśnie wślizgnął się mu na kolana.
 Wzdychając ciężko, ruszyła w stronę lady, za którą jak zwykle królowała Mirajane. Barmanka posłała Heartfilli ciepły uśmiech, gdy tylko ją zobaczyła.
 - Lucy! Jeszcze jedna whisky dla ciebie?
 - Podziękuję, Mirciu. Przyszłam tylko po klucze - wyjaśniając, spojrzała w stronę Dragneela. Wiele ją kosztowało, by utrzymać na ustach swój wymuszony uśmiech. - Natsu, klucze - powtórzyła dobitnie, a młodzieniec spojrzał na nią zaskoczony.
 - Lucy, co ci się stało z twarzą? Wyglądasz, jakby coś cię bolało.
 Nie odpowiadając, zdjęła z twarzy nieszczery uśmiech i spojrzała wprost na Lisannę. Wzrok dziewczyn skrzyżował się ze sobą, lecz żadna nic nie odpowiedziała.
 - Miło było cię poznać - wtrąciła nagle młodsza Straussowa, która wstając z kolan Dragneela, uśmiechała się od ucha do ucha. Heartfilia natomiast szerzej otworzyła oczy. Nagle cała chęć opuszczenia baru minęła jej, jak z bicza strzelił.
 "Miło było cię poznać"? I że to miało być uprzejme? Ta franca jak nic wyganiała ją do chaty!
 - Wracasz z Grayem, prawda? - zagadnął Natsu, kładąc kluczyki na blat lady. - Możecie zamknąć drzwi, ja dziś raczej nie wrócę...
 Lucy omal nie wyszła z siebie, kiedy klepnął Lisannę w pośladki, a ta podskoczyła i zachichotała jak trzpiotka. Mirajane jedynie spojrzała na nich pobłażliwie oraz upomniała o Elfmanie, będącym gdzieś w pobliżu.
 Heartfilia postanowiła dać za wygraną, przynajmniej tym razem. Zabrała klucze z lady i posyłając ostatni nienaturalny uśmiech w stronę Lisanny, opuściła zaplecze, a następnie bar. Nie zawołała Graya, który i tak był pochłonięty kartami, ani Levy, obecnie kibicującej gorliwie Redfoxowi - nie ma pięciu lat, by nie mogła samemu wrócić do domu.
 Myślała, że chłodne, nocne powietrze nieco ją ocuci, lecz nic z tego.
 Faktycznie, jej zazdrość widać było gołym okiem, miała tego świadomość i wściekała się na samą siebie, że nie potrafiła temu zaradzić. Teraz jednak nie chodziło wyłącznie o to. Nie była to jedynie zazdrość o Dragneela, ani pod żadnym pozorem zawiść o to, że przestała być w centrum uwagi - szczerze powiedziawszy, było jej to nawet na rękę. Wystarczyło jednak samo obopólne spojrzenie, by Lucy wiedziała, że nie nawiąże wielkiej przyjaźni z Lisanną.
 - W końcu widzę cię samą.
 Aż podskoczyła, słysząc za sobą obcy głos. Pochłonięta gniewem, dopiero teraz zdała sobie sprawę, że nie ma przed nią ani jednej żywej duszy. Odwróciła się napięcie, lecz nim zdołała ujrzeć twarz nieznajomego, poczuła zatrważający, tępy ból głowy. Schyliła się z jękiem i chwyciła za łupiącą skroń.
 - A to bardzo dobrze się składa...
 Obraz przed oczami miała rozmazany, lecz dostrzegła oprawcę od pasa w dół oraz dzierżący w jego dłoni kij bejsbolowy.
 - ...Będziesz cudowną femme fatale.
Zanim straciła przytomność od drugiego ciosu, wiedziała, że znalazła się w niezłych tarapatach.


Chciałam, ale po prostu nie potrafię. Mowa o długości rozdziału :| Choć krótki, to przynajmniej nie musieliście na niego nie wiadomo ile czekać ;) Za wszelkie błędy przepraszam (ja ich obecnie nie widzę, lecz jestem na nie ślepa -.-), napisałam cały ten rozdział "na raz" i to o dość późnej porze. No ale co, jak wena daje, to trzeba brać :D
Mam nadzieję, że te połączenie (zapewne dla wielu wkurzające ze wzgląd na paring) romansu ze wstępem do dalszej akcji wam się spodoba i prócz długości, rozdział nie jest rozczarowujący.

A jak komuś jest mało, to zapraszam na "Glorię" gdzie z prologiem są już trzy rozdziały :)

Pozdrawiam was i ściskam, moje kochane dziubki!!!

PS. Rozdział z dedykacją dla Sashy, która była ciekawa skąd Dragneel zna włoski :D (tak, miałam to zaplanowane wcześniej xD)

19 komentarzy:

  1. Tak szybko się pojawił rozdział! Gratulacje!!
    Podoba mi się tą postawa Zero o tym,jak to jego ludziom dowaliła jakąś babą. :D I fajnie połączyłaś to z tym śpiącym Midnightem i Hoteye. Zastanawiam się, po co Cobrze była potrzebna ta informacja o Natsu...
    Przechwałki Dragneela, takie prawdziwe. xD Tylko dlatego, że zazdrościł Grayowi... Ale w sumie francuski piękny język! Sama się uczę od siedmiu lat i naprawdę mi sie podoba. :)
    Była taka luźna pogawędka, dopóki nie wpierniczyła się Lisanna! Boże, to nie jest tak, że ja jej nie lubię, ale przeczytałam za dużo fandomu. Poza tym, ona tak wleciała ni z tego, ni z owego i się przynosiła do Natsu. A ten, chociaż jeszcze przed chwilą nie wiedział, o co chodzi, teraz ją normalnie kocha! I takie trochę dziwne, że niewiedzieli, że ok mieli siostrę... Wogóle sądzę, że wejście Lisanny było takie... wymuszone. No ale.
    Ale zazdrosna Lucy... rozumiem ją. No bo Natsu zachował się jak cham i sama się na niego wściekałam.
    A potem ją zaatakowano. To był Cobra? Bo jakieś takie mam przeczucie...
    Teraz idę komentować Glorię! (Jeżeli mi telefon wcześniej nie padnie).
    Weny, więcej takich kopów weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, francuski językiem miłości ;>. I zaraz, gdzie ty masz, że Natsu "kocha" Liss? Nie mylmy klepania w dupę z zakochaniem x'D.
      I zależy kto nie wiedział o młodszej siostrze Straussów. Lucy widziała Lissanę wcześniej, ale nie miała pojęcia o tym, kim jest. Levy to już w ogóle jej nie widziała. Ale Gray i Natsu, którzy już poznali ją w barze z burleską, albo taki Laxus? Oni przecież wiedzieli :) Ale dlaczego nie wszyscy zostali wtajemniczeni w szczegóły drzewa genealogicznego będzie w następnym rozdziale. W sumie miałam opisać to tutaj, ale pospieszyłam się z wstawieniem rozdziału (niecierpliwa ja :'D).
      Mała wskazówka :P
      Co do wymuszonego pojawienia się Liss... Być może z biegiem czasu cię zaskoczę (awrrr, za dużo gadam! xD), ale dzięki za szczerą opinię :)
      Łapię wenę i dziękuję! :***

      Usuń
  2. Yasha nam szaleje jak widać :D
    Niech szaleje dalej xD Taki rodzaj szaleństwa mi bardzo odpowiada xD Nie, no, bez kitu, cieszę się, że tak szybko dodałaś rozdział :D Czas na komcia! Zero rozpierdzielił mój system, a jednocześnie mnie wkurzył... Bo przecież to, iż ktoś sporo młodszy od jego przydupasów, nie oznacza, że jest od nich słabszy xD Bo żeby pizgnąć kogoś w łeb kijem bejsbolowym, trzeba mieć siłę, nie? :D A nasza Lucyna ją miała XD Ah, ta zazdrość~ Jednak czasami potrafi cuda zdziałać... Szkoda tylko, że mikroskopijnych rozmiarów móżdzek Natsiastego przyswoił zaledwie parę słów =.= No, ale lepsze to niż nic :D Lisaaaaannaaaa... Po coś się pojawiła? ;-; Jakby mało było problemów (np. mafiozy czające się na Natsu) Kurna, ona zawsze była taka denerwująca u ciebie, czy to mi się zapomniało, że była tak? =.= Tak czy siak, wzbudziła w Lucynce zazdrosć o NatsuxD I niech Lucynka przestanie się wypierać tego... I faktycznie to, że nikt nie wiedział o Lisannie jest zdeczka dziwne. Nie, żeby mi to przeszkadzało =3= Bo mam cichą nadzieję na to, iż Lis niedługo zniknie ;_; Ale jednocześnie czuję, że ona jeszcze namiesza... Oj,namiesza... Kto porwał Luśkę?! Przyznać się! (bo wtedy tylko pobije, nie zabije :D) Pozdrawiam serdecznie i życzę weny, Ginny Kurogane :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ginny, skarbie - stop. Lucy "gówniarą" to jest dla Don Zera, nie dla jego przydupasów ;P. A poza tym nie wkurzaj się na niego, biedny ma trudny okres, a ty mu jeszcze taką przykrość sprawiasz - postaw się na jego miejscu :(
      ... Dobra, dosyć śmieszków xD
      O tym, skąd Lucy tak pięknie potrafi wymachiwać kijami też napiszę (wyprzedzam wasze zapytania :D)! I nie wiem, czy Liss zawsze była u mnie taka wkurzająca, ale ja zawsze się wkurzam, kiedy piszę o niej w tym opowiadaniu :D I o tym, że NIKT nie wiedział o Lissanie (oraz, że to błędna teza) wyjaśniłam odpowiedź wyżej ;)
      Dzięki za komcia, słońce :***

      Usuń
  3. O! Rozdział~ Jeśli wena mówi teraz, ale krótko to słuchaj, ja się skarżyć nie będę(xD). Ale gdybyś napisała więcej to było by już przedłużanie, a tak mamy treściwą akcję ^^
    Pogadanka o włoskim genialna, a już sam początek rozdziału mówił "Żuć wszystko w cholerę i czytaj!", no ale najpierw trzeba było zjeść kurczaka ;3
    Życzę więc jeszcze więcej weny C:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, i to jest dobre podejście! Trzeba się słuchać weny i nie kręcić nosem xD.
      Mam nadzieję, że kurczaczek był smaczny ;)
      Pozdrawiam ^^

      Usuń
  4. O boziu uwielbiam cię za ten rozdział, chociaż nie powiem jestem trochę zła o ten paring NaLi ale wybaczam tylko obiecaj mi że coś złego stanie się tej Lisanie, wydaje mi się że ona jest wplątana w to co przytrafiło się biednej Lucynce,a tak poza tym weny, weny i jeszcze raz weny żeby rozdziały pokazywały się jak najczęściej nawet krótkie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Boże, hahaha~!XD Serio, kocham Cię za "tylko obiecaj mi że coś złego stanie się tej Lisanie" XD <3 Pozdrawiam ~Tygrysica

      Usuń
    2. Hahaha xD Wybacz, ale nie mogę ci tego obiecać - jakbym palnęła spoilera typu "jakie mam plany wobec zamiary"... Za takie rzeczy powinno się siedzieć :'D. I rany boskie, wszystko złe, co się dzieje, zwalacie na Liss (większość z was) - ale ona ma u was przerąbane xD.

      Usuń
  5. Zaczęłam czytać ten i tak jakoś fabuła mi się nie zgadzała
    Jestem ciekawa jak mogłam nie zauważyć poprzedniego rozdziału :P
    Cień: Jesteś zbyt rozkojarzona
    Nie. Po prostu wydawało mi się, że już czytałam tamten rozdział. To tak było :D
    Cień: Jak tam chcesz
    Więc napiszę komentarz do obydwu rozdziałów bardzo mi się podobały i Lucy z kijem, a teraz Lucynka wpakowała się w kłopoty, choć myślę, że to kłopoty same do niej przyszły.
    One by przyszły nawet gdyby nic nie robiła abo umarła. Pewnie zmieniła by się w jakiegoś zombiastego albo wampira. Kto wie?
    Ale długi mi wyszedł ten komentarz.

    Pozdrowienia Nike i Cień

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hiehie, zdolna jesteś xD Ale to pewnie przez post informacyjny przeoczyłaś poprzedni rozdział ;). I chyba masz rację, Lucy na drugie powinna się nazywać "kłopot" :P.
      Również pozdrawiam ^^

      Usuń
  6. Aaaaaaaaaaaaaaa!! Mistrzyni powraca w wiellkim styluu!! Aaaaaaaa!!!! <3 <3 Czuję się jak obleśna psycho - fanka śliniąc się do ekranu z wielkim bananem na twarzy na widok nowego rozdziału, ale .. to jest taaakie zajebiste!! T-T Rozmowy o podrywie, powrót dziwki, zazdrość Lucyny i Boski Porywacz, ahh! Więcej takich rozdziałów, pls - cudo, cudo! <3
    Kocham ~Tygrysica

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam Ci podziękować za przybycie Lisanny bo kocham takie popieprzone relacje między bohaterami <3 <3 ~Tygrysica

      Usuń
    2. Chociaż jedna się cieszy z powrotu Lissany xDDD I bardzo się cieszę, że rozdział wzbudził w tobie takie pozytywne emocje :)))

      Usuń
  7. Dziękuję za dedykację <3 Moje wszelkie wątpliwości zniknęły :D
    Jestem bardzo ciekawa jak Lisannie udało się uwolnić od alfonsa, no chyba że została wtyką w FT. A do "pełni szczęścia" brakuje jeszcze, żeby Strauss się uzależniła tak jak wcześniej Kinana :/
    Mam nadzieję, że nie poobijasz Lucyny za bardzo :< Chociaż te dwie ciotki (Natsu i Gray) będą miały wyrzuty sumienia, że nie zadbali o bezpieczeństwo swojego gościa!
    Pozdrawiam i życzę takich cudownych napadów weny, Sasha :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sasha... Nie, ja już nic nie mówię :'D A co do dedykacji - nie ma za co ^^ :*
      Też chciałabym więcej takich napadów weny, hehe.
      Dziękuje za komentarz, kochana :***

      Usuń
  8. Już mnie ciekawi reakcja Graya albo Natsu lub może Makarova gdyby się dowiedział że ktoś porwał Lucy i ona ma zostać femmą fatale :P Makarov mówił Natsu że ma jej pilnować ale on ma to gdzieś woli spędzić czas z Lisanną.Bo Natsu nie jest opiekunką Lucy. On myśli przecież że sama może sobię poradzić i nie potrzebuje niańki :P Rozdział super 9/10 a taka ocena dlatego że była Lisanna :P Cóż nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału!

    Pozdrawiam ~Pati~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że uda mi się szybko zaspokoić twoją ciekawość ;). Dzięki za komentarz i wysokie noty xD :)

      Usuń
    2. Ja też mam nadzieje że mnie nie zawiedziesz :P

      ~Pati~

      Usuń

Wasze komentarze cieszą mnie jak mało kogo, jednak nie zaklepujcie miejsc. To nie ważne, kto jest pierwszy, kto ostatni. Takie wpisy zostaną usunięte.
Wszelkie pytania kierujcie do spamownika.
A jak przeczytałeś rozdział, to pozostaw po sobie ślad.
Jesteś anonimem? Podpisz się jakoś.

Całusy dla was śle z góry wdzięczna Yasha ^.^