2 lip 2016

Rozdział 48 - "Powitanie"

 - Co za suka.
 - Natsu, skończ już - poprosił Francuz, jednak Dragneel nie potrafił spełnić jego prośby. Od dwóch godzin siedzieli w barze. Jak na złość "Pod Wróżkowym" byli dziś wszyscy, akurat w chwili, kiedy potrzebował samotności na odreagowanie zszarganych nerwów. No ale człowiek nie wielbłąd, gdzieś się musiał napić.  Paradoksalnie usiedli przy jednym ze stolików w głównej części baru. Wieści o przyjeździe Heartfilii rozeszły się błyskawicznie, ale obecnie ani Gray, ani Natsu nie mieli ochoty zaglądać na zaplecze i wyjawiać znajomym szczegółów. Na ich szczęście zły humor Dragneela powstrzymał ciekawskich od zadawania męczących pytań.
 - Nie rozumiem, jak trzeba być jebniętym... - zaczął na nowo, sięgając po szklankę ze szkocką. Kolejną z rzędu.
 - Przestań.
 - No ale, do kurwy nędzy! Pół nocy nie przespałem, bo trajkotała o tym jak najęta. Płakała, rozpaczała, żałowała... A jak powiedziałem, że nie ma spawy, to wyskoczyła z ryjem! To ona powinna iść się leczyć! - uniósł się, wciąż trzymając whisky w dłoni. - Wyjaśnisz mi ten fenomen? Bo ja już nic z tego nie rozumiem.
 - Może ta jebnięta suka będzie w stanie ci to wytłumaczyć.
 Obydwoje odwrócili głowy za siebie. Choć nawet nie zauważyli przybycia Lucy do baru, nie byli zaskoczeni jej widokiem. Fullbuster bystrym okiem zlustrował nową garderobę dziewczyny - zdążyła się przebrać i umalować, jednak po jej twarzy, obecnie niewykazującej żadnych uczuć, widać było zmęczenie, a lekko opuchnięte oczy zdradzały, że płakała. Zerknął na Dragneela, który spoglądał na Heartfilię z obojętnością.
 - Nie będę przeszkadzać - wymamrotał francuz, zabierając ze sobą butelkę szkockiej i poszedł do stojącej nieopodal Levy. Chyba również wolała mieć tę dwójkę na oku; z ich charakterami mogli się pozabijać nawet w samym środku zatłoczonego baru.
 Lucy w milczeniu zajęła poprzednie miejsce Graya.
 - Choć za tą "sukę" nie powinnam... Mimo że poniekąd sobie zasłużyłam... Chciałam ci, no wiesz... Chciałam podziękować - burknęła niepewnie, na co Natsu uniósł brew.
 - Podziękować? Chyba przeprosić.
 - Nie utrudniaj. Zresztą nie mam cię za co przepraszać. Sprowokowałeś mnie.
 - Ja ciebie? Chyba raczej ty...
 - Możesz mi nie przerywać? - spiorunowała go srogim spojrzeniem. Nie wystraszył się, jednak zamilkł, pozwalając jej kontynuować. Nabrała powietrza do płuc. - Dziękuję, że wysłuchałeś mojego, jak to nazwałeś? Trajkotania, tak?
 - Lucy, o co ci chodzi?
 Tym razem nie zbeształa młodzieńca za to, że się wtrącił. Kukając na niego z ukosa, posłała mu smutny uśmiech. A więc miała od razu przejść do sedna? Niech i tak będzie.
 - Martwię... Nie, boję się. Mój powrót tutaj... Nie chcę nikomu sprawić problemów. Ci ludzie... - urwała, czując ociężałą dłoń na czubku głowy.
 - Głupia - westchnął Natsu, nawet na nią nie spoglądając. - Nie ważne, kim są "ci ludzie". Poza tym wróciłaś do domu. Nie możesz nikomu sprawić problemów czymś takim, masz do tego absolutne prawo.
 Spodziewała się co najmniej ostrzejszej wymiany słów. Być może kolejnej awantury. W życiu by jednak nie przypuszczała, że rozmowa z Dragneelem pójdzie jej tak... gładko.
 - Może i głupia, ale... Proszę, zostaw to tak, jak jest.
 Natsu zdjął rękę z jej głowy i spojrzał za siebie, na pijących i roześmianych ludzi. Doskonale zdawał sobie sprawę ze znaczenia jej słów. Niestety, choć Lucy nie było z nimi przez dłuższy czas, była uważana za część całej drużyny. Właśnie dlatego nie mogli popuścić komuś, kto skrzywdził jednego z nich. Ich duma i honor zostały zszargane, a decyzja została podjęta. Choćby miał zająć się tym sam, ten cały Siergain zapłaci za to, co zrobił.
 - W każdym razie, dziękuję. Za mentalny cios w policzek - Lucy uśmiechnęła się półgębkiem.
 - Ta, szkoda, że twój cios nie był tylko mentalny...
 - Już nie bądź taki pamiętliwy! - prychnęła, spoglądając na ponurą minę towarzysza. Zawahała się na moment, po czym szybko ucałowała miejsce, w którym wcześniej spoliczkowała Dragneela. - No co ty taki zdziwiony? Wyglądasz, jakbyś nigdy nie dostał całusa - zaczęła się z niego nabijać.
 Czując na skórze ulotne ciepło warg Heartfilii, powściągnął swoje zdumienie i zarechotał cicho pod nosem. Ten drobny, niewinny gest sprawił, że w jego oczach stała się jeszcze bardziej bezbronna niż wcześniej.
 - Jestem zdziwiony, że dostałem tak mało.
  Dziewczyna zmierzyła go wzrokiem od góry do dołu.
 - Jesteś niereformowalnym zboczeńcem, wiesz o tym?
 - Wiem - odpowiedział, zaskakując dziewczynę, która jednak po chwili wybuchła śmiechem. Taką o wiele przyjemniej się oglądało; zdecydowanie bardziej wolał Lucy z uśmiechem, radosną, niż zapłakaną i użalającą się nad sobą dziewuchę.

15 kwietnia

 Przez te kilka dni wszyscy zdążyli przywyknąć do obecności Lucy w barze - tak samo Lucy przywykła do wszystkich przebywających w barze. A samo miejsce pokochała, z chęcią zaglądając tam każdego wieczoru. Ten nie różnił się od innych: goście z całego North Faries zabawiali się kartami i raczyli cygarami przy najlepszym whisky w mieście, zaś najważniejsi goście w barze przesiadywali w oddzielnym pomieszczeniu... robiąc to samo. Jednak wszystko zmieniło się z chwilą, kiedy niespodziewanie zszedł do nich Don Makarov u boku Gildartsa, Mirajane i Gajeela.
 - Gdzie Laxus? - spytał staruszek, rozglądając się za swoim wnukiem.
 - Pojechał z Caną do kościoła. Erza ma dla nich świeże pranie - wyjaśnił Natsu, rzucając strita na stół i spoglądając podstępnie na pokerową twarz Graya. - Nie mam pojęcia kiedy wrócą.
 Lucy, która rozmawiała nieopodal z Levy skwasiła minę, lecz nie odezwała się słowem. Choć rozpierało ją ze szczęścia, gdy mogła przebywać wśród bliskich, włos jej się jeżył na głowie, kiedy słyszała o ich występkach. Co prawda nie robili nikomu krzywdy, jednak przymykanie oka na choćby samo pranie pieniędzy, tak jak teraz, było dla jej lojalności dużym sprawdzianem. Uwielbiała ten bar, lecz w końcu była prawnikiem. Niestety, poczucie sprawiedliwości Heartfilii zostawało wystawiane na próbę przez mafiozów niemal bezustannie.
 - W takim razie ty się tym zajmiesz - oznajmił Makarov, wskazując na Dragneela, który właśnie przeklął pod nosem, gdy Gray pokonał go karcianym fulem. Zaciągając się papierosem, spojrzał na szefa.
 - Czym mam się zająć, Donie? - spytał bez wymówek.
 - Mamy cynk o lokalu Oracion Seis. To restauracja w śródmieściu.
 - I co mam z tym zrobić? - dopytywał Natsu, tasując karty do następnego rozdania, a Makarov spojrzał na lekceważącego go podwładnego z irytacją.
 - Jak to co, zbierzesz ludzi i tam pojedziesz! Czas im wreszcie pokazać, że Fairy Tail wróciło do miasta.
 - No nareszcie! - Dragneel w jednej chwili rzucił wszystkie karty na stół i uśmiechnął się szeroko. Każdy jednak wiedział, że za tym serdecznym uśmiechem kryją się naprawdę podstępne myśli. Mimo to wszyscy ucieszyli się na ten plan. Wszyscy z wyjątkiem Lucy.


 - Lucy, wstawaj!
 Heartfilia zwątpiła, kiedy zobaczyła nad sobą podekscytowaną przyjaciółkę.
 - Levy? Co ty tu robisz?! - zawołała, gdy zdała sobie sprawę, że McGarden siedzi na jej brzuchu i podskakuje niczym rozradowane dziecko. - Zejdź ze mnie, bo zaraz się zrzygam!
 - Idziemy na akcję, wyskakuj z wyra!
 Kiedy Levy usiadła obok, a nie na niej, blondynka rozejrzała się po kawalerce Dragneela i Fullbustera, w której obecnie mieszkała. Obydwa łóżka były puste, a po porządku, o jaki postarała się wczorajszego popołudnia, nie było śladu.
 - No dalej, Lu! Chłopaki już czekają na dole!
 - Levy, ale o czym ty do mnie mówisz... - spytała zaspana.
 - Co ty, nie pamiętasz? Jedziemy do Magnolia City!
 Lucy spojrzała na przyjaciółkę z niezrozumieniem, jednak po chwili połączyła fakty.
 - O nie, nie ma mowy! Wystarczy, że toleruję to, co wyprawia ta szajka łobuzów w barze. Nie jadę na żadną akcję z Oracion Seis!
 - Ale Natsu powiedział...
 - Nie słuchaj tego kretyna, Levy! Na nic takiego się nie pisałam, koniec kropka.
 McGarden spojrzała na dziewczynę z niedowierzaniem.
 - Poważnie wolisz tu zostać i kolejne popołudnie robić za ich sprzątaczkę?
 Tym razem obydwie rozejrzały się po kawalerce z lekką odrazą. Lucy musiała przyznać, że to był mocny argument.
 - To jak? - spytała, zerkając na podłamaną Lucy z nadzieją.
 - Daj mi pięć minut.

 - Macie jakiś plan? - zagadnęła Heartfilia, kiedy zaparkowali nieopodal restauracji w śródmieściu. Knajpa z wdzięczną nazwą "Smaczne Jadło", mieszcząca się po drugiej stronie ulicy, prezentowała się całkiem przyjaźnie. - Co tak w ogóle chcecie zrobić? Chyba nie...
 - Spokojnie, Lucy. Zrobimy im tylko mały żart - uspokajał ją Gray.
 - Mały żart, tak? - powtórzyła za nim z niepokojem, widząc nóż sprężynowy w jego dłoni.
 - Jezus Maria, dziewczyno, przestań panikować! - skrytykował ją Natsu, tuż przed trzaśnięciem drzwiczkami auta.
 Wraz z Levy mogła jedynie obserwować, jak Dragneel i Fullbuster przebiegają przez ulicę.
 - A ty z nimi nie idziesz?
 McGarden spojrzała na przyjaciółkę z pobłażliwością.
 - Żeby im przeszkadzać? Dajmy działać profesjonalistom - zaśmiała się drwiąco, poprawiając kij bejsbolowy na kolanach. Zaraz jednak poklepała blondynkę po ramieniu. - Nie denerwuj się, Lucy. Poprzebijają kilka opon ich samochodów, trochę wyklepią im karoserię i wrócą, nim się te przygłupy z Oracion Seis połapią.
 Podziurawione opony? Wyklepana karoseria? Co za dziecinada - pomyślała Heartfilia.
 - Póki co Don Makarov prosił, by nie przesadzać. Chce po prostu sprawdzić ich reakcję - wyjaśniła Levy, widząc niezadowoloną minę przyjaciółki. Ta jednak zupełnie przestała jej słuchać, gdy dostrzegła trzech mężczyzn, wybiegających ze "Smacznego Jadła". Serce Lucy stanęło w miejscu, dobrze wiedząc, dokąd tak oni pędzą. Nie myśląc wiele, zabrała McGarden kij i wybiegła z auta.
 - Lucy?! Ej, Lucy!
 Blondynka, nie zważając na wołania McGarden, przebiegła przez ulicę, omal nie zostając potrącona. Mimo to, jak strzała pognała w stronę zaułka, gdzie zapewne znajdowało się zaplecze restauracji. I gdzie Natsu wraz z Grayem, wyposażeni jedynie w sprężynowce, za kilka sekund spotkają się z uzbrojonymi mafiozami.

  Fullbuster zatkał uszy, kiedy Dragneel przejechał nożem po całej długości samochodu.
 - Ciszej, kretynie! - warknął, spoglądając na imponującą długością rysę na błyszczącym, zielonkawym lakierze samochodu, przy czym kucając, samemu wbił z impetem ostrze w jedną z opon ciężarówki. Zaledwie tyle zdołali zrobić, dopóki nie usłyszeli zdenerwowanych krzyków z ulicy. Spodziewali się, że prędzej czy później ktoś z restauracji ich przyłapie, ale żeby tak szybko?
 Ledwo zdążyli sięgnąć za plecy po pistolety, kiedy trzech mężczyzn w płaszczach wyskoczyło im naprzeciw.
 - Kurwa! - Natsu tylko tyle zdołał zawołać, gdy zdał sobie sprawę, że zostawił Desert Eagla w domu, a mafiozi z Oracion Seis wybiegli na nich ze spluwami, wymierzonymi w jego ciało. Zagryzł nerwowo wargi, widząc zgryźliwy uśmiech jednego z nich.
 - No proszę, proszę, kogo my tu mamy! - Najniższy z mafiozów zacmokał z niezadowoleniem, spoglądając to na Dragneela, to na porysany samochód. - Dragneel z Fairy Tail we własnej osobie!
 - Czyżbym już był sławny? - Natsu zaśmiał się nerwowo. Wyglądało na to, że nie dostrzegli Graya, chowającego się za ciężarówką dostawczą, jednak nie wiele mu to pomagało. Jeśli zaraz czegoś nie wymyśli, przedziurawią go jak szwajcarki ser. Jeden pistolet przeciwko trzem nie wiele mógł zdziałać.
 - Cała trójka przeciwko jednemu? Nie sądzicie, że to trochę niesprawiedliwe? - zażartował, rozkładając ręce, a mafiozi uśmiechnęli się jeszcze szerzej, myśląc, że mają przed sobą jedynie jednego, nieuzbrojonego członka Fairy Tail. - Hah, podałem się wam jak na tacy.
 - I bardzo dobrze, bo tak się składa, że nasz szef chciałby się z tobą spotkać - oznajmił jeden z soldatów, kierując lufę pistoletu w pół. - Pójdziesz do niego w podskokach na jednej nodze...
 - Uwaga!
 Wszyscy zdębiali, słysząc kobiecy krzyk. A potem dostrzegając Lucy z kijem bejsbolowym w dłoni. Zanim mafiozi zdążyli jakkolwiek zareagować, dziewczyna z rozmachem uderzyła jednego z nich w bok głowy.
 - Gray, teraz! - zawołał Natsu, biegnąc w stronę następnego soldata, który wymierzył broń w Heartfilię. Przeskakując przez znokautowanego gangstera, rzucił się na najbliższego napastnika i wykręcił mu rękę z pistoletem w górę. Trzeci z Oracion Seis uklęknął z przekleństwem na ustach, kiedy Fullbuster wyjrzał zza ciężarówki i postrzelił go w łydkę. Francuz z niebywałą prędkością podbiegł do niego, po czym wykopał mu spluwę pod najbliższy samochód.
 - Teraz sam podskocz na jednej nodze i przekażesz szefowi pozdrowienia od Fairy Tail - oświadczył na odchodne, zabierając nieco roztrzęsioną Lucy z miejsca zdarzenia.
 - Natsu! - zawołała blondynka, odwracając się za zostawionym w tyle kompanem. Dragneel, wciąż siłując się ze swoim rywalem, uderzył go lewą pięścią prosto w twarz, a następnie pobiegł czym prędzej do towarzyszy - prosto do samochodu, w którym czekała na nich Levy za kierownicą.

16 kwietnia

 - Przestańcie się śmiać! - nakazała Lucy, siedząc samemu w kącie baru. Nikt jej jednak nie posłuchał. Z samego rana wszyscy mówili tylko o pierwszej stronie Dziennika Magnolskiego. Jeśli ktoś nie klaskał i nie śmiał się z Natsu, który stał na stole i dumnie wymachiwał gazetą niczym flagą, to przynajmniej nic nie mówił na jego durne wygłupy.
 Heartfilia z ponurą miną przeczytała nagłówek artykułu, w którym została opisana wczorajsza strzelanina przed "Smacznym Jadłem".
 - Przestań stroić takie miny, wyglądasz jak zgorzkniała baba - wyśmiała ją Levy, potrząsając za ramiona. - Nie cieszysz się, że piszą o tobie w gazecie?
 - Nie - skwitowała krótko z naburmuszoną mimiką. - Tyle dobrze, że piszą o nas ogólnikowo, bez żadnych imion.
 - Chyba nie każdy się z tego cieszy. - Do rozmowy dołączyła Cana, która z politowaniem, ale i rozbawieniem obserwowała błazenadę Dragneela. - I przestań się dąsać, Lucy. Najważniejsze, że wróciliście do nas bez szwanku.
 Ale mogli nie wrócić - dokończyła Heartfilia w myślach. I to ją najbardziej trapiło.

 ***

 - "Strzelanina w śródmieściu - nowa era mafijnych porachunków w Magnolia City?" ... A więc jednak...
 Jikuren nie odpowiedział Zerefowi, który rzucił Dziennikiem Magnolskim na stół.
 - Nasze wróżki w końcu wzięły się do roboty... Chyba my też powinniśmy. Nie sądzisz, Siergainie?
 - Bez obaw, Donie, już podjąłem odpowiednie środki - zapewnił go Siergain.
 Szef Grimoire Heart uśmiechnął się półgębkiem do widoku zza okna.
 - Dobrze. Bardzo dobrze... Czas, byśmy i my przywitali się z kim trzeba.


Mam dziś dla was kilka wieści - trochę dobrych, trochę złych... I może zaczniemy od tych gorszych, by potem nieco osłodzić wam tą gorycz :P

1. Oczywiście znów spóźniłam się z rozdziałem, za co przepraszam, ale to się najwyraźniej nie zmieni. Owszem, brak wolnego czasu odgrywa w tym istotną rolę, jednak to nie jedyny powód, dla którego rozdziały ukazują się tak rzadko. Nie będę ukrywać, że pisanie o postaciach z Fairy Tail mnie już po prostu męczy, ogólnie pisanie fanfików. Nie czuję już tego co dawniej przy pisaniu tej opowieści. Oczywiście nie ma takiej opcji, bym porzuciła tego bloga - skończę go i koniec kropka! Jednak nie chcę pisać rozdziałów na siłę, kiedy brak chęci i weny. Wasze liczne ciepłe słowa zawsze dodają mi motywacji do pisania kontynuacji, jednak by to wszystko miało ręce i nogi, a opowiadanie tworzone było z sercem i pasją, najwyraźniej muszę to robić własnym tempem. Proszę więc o doping i motywację oraz o zrozumienie w przerwie między rozdziałami.

2. Ostatnio przez długi czas nie pisałam nic. Niechęć do "baru" załączyła we mnie twórczą blokadę. W końcu jednak podjęłam decyzję, że nie mogę tak bez przerwy się dąsać (jak Lucyna w dzisiejszym rozdziale x'D) i trzeba robić to, co chce się robić. Wywołało to "małą" lawinę pomysłów, którą w mig urzeczywistniłam ( a oprócz tego odprężyłam się na tyle, że zdołałam w jeden wieczór napisać rozdział na "mafię"). Prócz kryminału, który póki co piszę wyłącznie dla siebie, podjęłam się próby napisania czegoś w tematyce fantasy - po raz pierwszy w swoim życiu (naoglądałam się Gry o tron i o to mamy efekty :D). Mimo wszystko będzie to głównie historia (tak jakby) romansu, na tle krwi, zdrad i walki o władzę. I dużo humoru, bardzo dużo. Póki co planuję się trochę rozpisać, ale kiedy naprodukuję nieco więcej rozdziałów i upublicznie bloga, to na pewno dam wam o tym znać. Mam nadzieję, że tam zajrzycie :).
A kto wie, jeśli znajdą się chętni, to może pokażę wam już prolog? ;> 


Cóż, póki co to chyba tyle. Mam nadzieję, że nikt nie będzie chciał mi urwać łba, a rozdział się spodoba, pomimo iż to dopiero wstęp do akcji ;) Buziaki!

13 komentarzy:

  1. Ooo nowy rozdział <3 <3 Nalu się pogodzili, była strzelanina a Zeref przystępuje do akcji $o$ Jednak będę z Tobą szczera- po tak dużej przerwie wstawiłaś rozdział.. a ja mimo wszystko trochę się zawiodłam jego zawartością, liczyłam na coś więcej przepraszam :/ Strasznie szkoda, że tracisz serce do pisania "Baru.." :((( Mam nadzieję, że wróci do Ciebie dawny zapał i klawiatura będzie się dymić :') Dziś taki trochę przygnębiający komentarz, gomen.. Trwająca w miłości do tego bloga ~Tygrysica :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz za co przepraszać i dziękuję za szczerość :)Nie ukrywam, że jest mi nieco smutno, iż cię zawiodłam, ale doskonale zdaję sobie sprawę, że rozdział nie jest wysokich lotów.

      Usuń
  2. Krótko mówiąc - rozdział genialny. Ucieszyłam się jak małe dziecko z lizaka gdy zobaczyłam na facebook'u że dodałaś nowy rozdział. A może nawet bardziej niż małe dziecko. Może jak ktoś kto wygrał milion złoty? ...nieważne. Grunt, że bardzo mi się spodobał (zresztą jak zwykle). Moment Lucy&Natsu był uroczy chociaż muszę z przykrością stwierdzić że bohaterowie fairy tail chyba też mi się przejedli. Co nie zmienia faktu że uwielbiam twoje wersje wróżek :D końcówka była najlepsza z Luśką z kijem bejsbolowym. W mojej głowie wyglądało to iście wspaniale.
    Może zakończę już to paplanie xD rozdział 11/10. Nie przejmuj się tym że tak a nie inaczej dodajesz rozdziały. Zmuszając się nic dobrego ci nie wyjdzie, a zauważyłam że akcja na nowo się rozkręca (nie mogę się doczekać :D) więc tak. Weny, weny, weny i więcej wolnego czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha a co do historii fantasy to jestem jak najbardziej ZA żebyś opublikowała wcześniej prolog. Nie wątpię że romanse, zdrady i walki o władzę będą równie widowiskowe jak w Grze o tron :D ...kolejny sezon tak daleko T.T

      Usuń
    2. Wielkie dzięki za zrozumienie! I racja, akcja się rozkręca - to był dopiero jej wstęp, a i w dalszych notkach raczej nie będę zwalniać ;).
      Co do mojego opowiadania fantasy, to nie będzie ono tak epickie i widowiskowe jak GoT, bardziej stawiam na komedię i romans - coś w miarę lekkiego, ale i klimatycznego. Chociaż co z tego naprawdę wyjdzie nawet ja nie wiem ;p. I weź mi nie przypominaj o kolejnym sezonie, tyle czekania :')... Pociesza mnie jedynie zbliżający się sezon The Walking Dead xD.
      Bardzo dziękuję za komentarz ;*

      Usuń
  3. Hej!
    Sorry, jeżeli komentarz nie będzie miał sensu, ale nie wyrabiam w takie upały. Jak ja nie lubię, gdy latem jest gorąco...
    Rozdział mi się strasznie podobał (chociaż znowu trzeba było na niego trochę poczekać :D). Bardzo mi się podobało kilka rzeczy. A mianowicie:
    1. O MÓJ BOŻE, Lucy przestała narzekać! No i podziękowała! Sądzę, że trzeba jakieś święto ogłosić.
    2. Natsu, gdy mu dziękowała, tak fajnie się zachował. No i oczywiście na plus, że się znowu nie pokłócili. ;)
    3. Zachowanie Natsu, gdy wyciągnął Lucy na akcję. Rozwalił mnie to. I te przerażenie na myśl o bałaganie...
    4. Zaśmiałam się pod nosem, kiedy wyobrażałam sobie, jak Lucy powala tych typków. Co prawda, w mojej wyobraźni wszystkich trzech, a nie jednego, ale kto by się przejmował szczegółami?
    5. No i fajnie, że Lucynka przyzwyczaiła się do Baru. W dodatku ten artykuł... Dlaczego Levy musi Lucy ciągle uspokajać?? :D
    Mogłam w skrócie napisać, że wszystko mi się podobało, ale ja z natury dużo mówię, więc... więc.
    Chciałabym przeczytać tę fantastykę! Ostatnio tak mi się mega spodobała jedna seria o bardzo podobnym zarysie. Chociaż tam polityki i intryg jest więcej od romansu, a romansu na równi z fantastyką.
    Powodzenia z dalszymi rozdziałami! WENY iżebyś wytrwała w postanowieniu skończenia tego bloga. No i ŻEBY TEN UPAŁ SIĘ SKOŃCZYŁ, BO JA TU ŻYĆ NIE MOGĘ. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, Kayo, zaraz do Polski przybędą nawałnice, a z nią i ochłodzenie... Ale nie wiem czy to dobra wiadomość :'D. I bardzo dobrze, że z natury dużo mówisz (bądź w tym przypadku piszesz), takie szczegółowe komentarze - choć każdy jest miłym gestem - o wiele ciekawiej się czyta od krótkiego "wszystko mi się podobało" ;)
      Dzięki za ciepłe słowa :) :*

      Usuń
  4. Witam i o zdrowie pytam xD
    Jak widzę, NaLu nam się pogodziło... Pogodziło się!!! Radujmy się z tego powodu xD Ciekawi mnie jak te bandziory kapnęły się, że ktoś im samochody dewastuje... Czyżby Natsiasty serio tak głośno "rysował" samochód? Czy jeden z nich wyjrzał przez okno, dał cyna reszcie ferajny i się zaczęło, to co się zaczęło? Interwencja Luśki była boska xD I tutaj się kolejne pytanie pojawia - po kiego ciula Levy wzięła ze sobą kij bejsbolowy, skoro nie brała udziału w akcji? Tak, pytania głupie jak sto sukinsynów, ale trybiki w tym, co nazywam mózgiem, nie pracują za dobrze przez te upały, więc... wybacz mi je xD Trzask, prask oraz plask i jeden mafiozo leżyxD Potem "bang" od Gray'a i "jeb" w pysk od Natsu i pozostała dwójka to też "zimne trupy" XDD Wuhuuuu, Zeref wkracza do akcji, a jak Zeref wkracza, to akcja jest gruba XD Baaaaaaardzo gruba XDD Dobra, nieważne... Teraz pora na coś czego kurewsko nie lubię, czyli krytykę TT^TT Fakt, rozdziały są rzadko, ale to mi akurat najmniej przeszkadza... Po prostu liczyłam na coś ciutkę innego, coś bardziej dynamicznego. Tak, jestem wredna, bo zamiast się cieszyć, że jest rozdział, nad którym z pewnością siedziałaś kilka godzin, to ja wybrzydzam TT^TT Zła Ginny, zła! Pewnie to, co napisałam, zabije resztki chęci do pisania tego opka TT^TT Co do nowej historii, to ja chętnie będę czytać. Jednak czy to dobry pomysł? Chodzi o to, że i tak masz czasu, a jeszcze chcesz sobie dowalić nowe opko... Dobra, ja się lepiej zamknę i wycofam, życząc ci sporo weny na tego bloga oraz opko, które tworzysz. Pozdrawiam serdecznie, Ginny Kurogane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :D
      Co do bandziorów, którzy kapnęli się o dewastujących samochodach, celowo pozwoliłam sobie pominąć szczegółowe wyjaśnienia. Natsu i Gray także nie wiedzieli jak zostali przyłapani przez mafiozów - ktoś mógł zobaczyć ich na zapleczu, albo z okna jak już podchodzili do restauracji, opcji jest wiele. A co do Levy i kij bejsbolowy - poszli "przemeblować" samochody, to wzięli ze sobą asortyment i tyle. Pytania nie są głupie, ale nie zapomniałam o wyjaśnieniu tych szczegółów, po prostu nie zrobiłam tego, bo nie widziałam w tym większego sensu. Ostatnio stwierdziłam, że nie lubię i nie chcę traktować swoich czytelników jak małych dzieci, które trzeba prowadzić za rączkę, a jak myślących ludzi z wyobraźnią i umiejętnością racjonalnego łączenia faktów :). Widzę też, że większość chyba spodziewa się Zerefa w następnym rozdziale... Owszem, akcja pójdzie do przodu, ale kto wystawia swojego asa w rękawie na początku gry? ;). I fakt, trochę spędziłam czasu nad tym rozdziałem, ale nie jesteś wredna i nie wybrzydzasz - piszesz co myślisz i nawet się z większością zgadzam. Gdybym przesiedziała jeszcze dłużej nad tym rozdziałem, pewnie byłby lepszy, no ale...
      I się o mnie nie martw :D. Czasu mam mało, fakt, ale pisać będę zawsze i nie ma takiej siły, która byłaby w stanie mi tego zabronić :)

      Usuń
  5. Dzieci były grzeczne i Mikołaj zostawił prezent? Serio, nowy rozdział to jak gwiazdka, tylko szkoda, że taki krótki. I nadąsana Lucyna nie jest taka zła. W sumie to rozumiem jej obawy o dość lekkomyślnych chłopców (bo mężczyźni to to jeszcze nie są xD).
    Pomysł z nowym opowiadaniem mi się podoba, głównie przez to, że przez ostatnie kilka dni pochłonęłam 4 sezony gry o tron (śmierć małego Gnoja Joffreya była bezcennym przeżyciem). Liczę na prolog <3
    A jeśli rozdziały pojawiają się rzadko, to trudno. Każdy ma przecież życie poza internetami, a pisanie to raczej czasochłonne zajęcie.
    Także pozostaje uzbroić się w pompony i skandować "Yasha do boju!" :)
    Pozdrawiam i życzę weny, Sasha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korci mnie, żeby drugi raz obejrzeć GoT'a ale... Jak pomyślę, że znów będę musiała oglądać mordę Joffreya... Na samą myśl mi się odechciewa! Chociaż mogłabym drugi raz zobaczyć jak zdycha - a to już coś :D.
      I bardzo Ci dziękuję, Sasho - za wsparcie, zrozumienie, miłe słowa i za sam komentarz ^^ :***

      Usuń
  6. No i w końcu przeczytała. Mimo, że jest to jak najbardziej potrzebny przerywnik, to czuję się nienasycona. Rządam więcej! A to chyba dobrze, co nie? xD
    Całokształt, dla mnie wyszedł jak najbardziej pozytywnie. Tylko wincej by się przydało ;3

    P.S. Lucy z kijem powala mafiozę.., spoko pomysł na rysunek... Możliwe, że dostaniesz odemnie prezent, który napakuje Cię wenom. Ale to tylko wtedy gdy ona przyjdzie do mnie >:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że dobrze! :D A że więcej... Jak widać od jakiegoś czasu trudno mi pisać dłuższe rozdziały :/.
      I uwielbiam wasze rysunki! A twojego chyba jeszcze nie mam... Weny, weny, bo mam już specjalne miejsce na to arcydzieło :D :***

      Usuń

Wasze komentarze cieszą mnie jak mało kogo, jednak nie zaklepujcie miejsc. To nie ważne, kto jest pierwszy, kto ostatni. Takie wpisy zostaną usunięte.
Wszelkie pytania kierujcie do spamownika.
A jak przeczytałeś rozdział, to pozostaw po sobie ślad.
Jesteś anonimem? Podpisz się jakoś.

Całusy dla was śle z góry wdzięczna Yasha ^.^