4 cze 2016

Rozdział 47 - "Wina"

 4 kwietnia

Nareszcie - Levy pomyślała z ulgą, kiedy kilka minut po północy wyszła z pociągu na peron w Magnolia City. W przeciwieństwie do pozostałych ludzi, zamiast udać się w stronę miasta, rozglądała się po dworcu, który przez nocne oświetlenie przybrał sztucznie zielonkawą barwę. Z nikłą nadzieją szukała Gajeela, ale prócz pasażerów wychodzących z pociągu dostrzegła wyłącznie dwóch bezdomnych, śpiących na pobliskiej ławce. Posmutniała, jednocześnie czując narastającą złość.
 Nieco wzburzona, ruszyła w kierunku wyjścia na Air Street, a w głowie obmyślała plan, jak postąpić, gdy tylko spotka Gajeela. Nie odzywać się do niego? Nakrzyczeć, że zupełnie ją zignorował? Może udawać, że nic się nie stało?
 Przechodząc przez dworcowy tunel, zastanawiała się także, gdzie obecnie podziewa się jej ukochany. Siedzi w barze, czy może czeka na nią w domu? Mógł także pójść nie wiadomo gdzie w "sprawach służbowych". Tyle możliwości...
 - Kurcze, no gdzie on jest? - mruknęła cicho, z przeświadczeniem, że jednak gdzieś go dostrzeże. Niestety, po Redfoxie nie było śladu.
 Nagle w głowie McGarden pojawiła się błyskotliwa myśl. A czym ona w ogóle się tak przejmuję? Skoro Gajeel ma ją w dupie, to ona także powinna zachować się tak samo! Może jakby nie wróciła na noc, dałoby to Gajeelowi do myślenia? Co jeśli, tak przykładowo, pociąg wykoleiłby się na torach i byłaby ciężko ranna? Albo gdyby jakiś pijany, niebezpieczny mężczyzna zaczął ją zaczepiać? On w ogóle martwi się o nią? Nic nie myśli, idiota! No dobrze, może faktycznie nieco przesadziła, obrażając się na faceta do tego stopnia, że wróciła do miasta bez niego, ale miała nadzieję, że... Że mimo wszystko zastanie Redfoxa, czekającego na nią na peronie. Po prostu... Po prostu chciała go już zobaczyć.
 - Co za drań! - warknęła gniewnie, z rozmachem otwierając spore, wyjściowe drzwi z dworca.
 - Chyba nie mówisz o mnie, mała?
 Gdy przemówił do niej głos, który tak usilnie pragnęła usłyszeć, bezzwłocznie rozejrzała się dookoła. Uśmiechnęła się promiennie, zauważając Gajeela tuż za sobą.
 - Przeszło ci już? - Mężczyzna z nietęgą miną opierał plecy o pobliski murek i popalał papierosa. Wydawał się być niewzruszony, lecz stęknął, niespodziewanie zduszony ciężarem panny McGarden.
 - Co się tak do mnie kleisz?
 - Jesteś! - zawołała szczęśliwa Levy, wyszczerzając zęby z radości.
 - Miałem po ciebie nie przyjechać? Żebyś mi to potem wypominała przez kilka miesięcy?
 - Hehe, jak ty mnie znasz, kochanie - zachichotała, oplatając wolną rękę Redfoxa jak ośmiornica.
 - Co ja z tobą mam... - Gajeel wywrócił oczami. Nieco zmęczony i poirytowany całym tym niepotrzebnym zajściem, zaprowadził rozanieloną McGarden do Jensen'a 541, zaparkowanego na pobliskim, niestrzeżonym parkingu.
 Choć nie okazywał tego zbyt dosadnie, był rad, że wreszcie miał Levy przy sobie. Nie znosił tracić jej z oczu, nie wiedzieć co się z nią dzieje; by przyjechać do Magnolia City przed pociągiem prawie zdarł silnik w samochodzie. Ale co z tego - czego by nie zrobił i tak będzie nazywany draniem, wredną mendą i Bóg jeden wie kim jeszcze.

***

 - O kuźwa - syknęła Lucy, kiedy spróbowała otworzyć powieki. Natychmiast po przebudzeniu poczuła łomocący ból w czaszce. Cholerny kac, nie mógł zaczekać choćby do świtu?
Nieudolnie rozejrzała się w ciemnościach. Instynktownie sięgnęła ręką na lewo, gdzie powinna znaleźć zegarek na nocnej półce, jednak jej łóżko w wynajmowanej kawalerce w niewiadomy sposób nagle się wydłużyło. Dopiero po chwili zorientowała się, że przecież nie jest już w Onibus. Jest...
 Przełamując ból głowy, powoli uniosła się do siadu, a sprężyny materaca zaskrzypiały cicho pod jej ciężarem. Nieco zdezorientowana, uważniej zlustrowała pomieszczenie, w którym nie wiadomo jak się znalazła. Nie pamiętała tego. Ostatnią rzeczą, jaką zachowała w pamięci, było...
 Otworzyła szerzej ociężałe oczy i wlepiła je w jedyny, ledwo oświetlony punkt. Przez okno, okryte do połowy plisowaną żaluzją, wpadał nikły pomarańczowy pobłysk ulicznej latarni. A tuż przy oknie, na drewnianym krześle, siedział młody mężczyzna, który bujał się na swoim siedzisku ze spojrzeniem skierowanym na zewnątrz. Sztuczne światło dobrze uwydatniało jego strapioną minę, oklapłe po umyciu włosy oraz niemalże nagi tors - jedyną garderobą, jaką dostrzegła na nim Lucy, był biały ręcznik, przewieszony przez ramiona młodzieńca.
 - Rychło wstałaś.
 - Natsu? Co... Gdzie ja jestem?
 - Siedzisz na moim łóżku.
 - Ja pytam poważnie! Co robię w środku nocy w, auć! Moja głowa... - jęknęła niemrawo, czując nawrót syndromu dnia następnego, choć ten jeszcze nie nastąpił.
 - Nie pamiętasz? - Dragneel wreszcie zaszczycił dziewczynę swoim spojrzeniem. Niestety, przez mrok w pokoju nie była w stanie dostrzec jego miny.
 - Pamiętam, że byliśmy u Don Dreyara. Chciałam wyjść i... - urwała, niepewnie spoglądając pod kołdrę. Na szczęście prócz płaszcza i butów miała na sobie całą swoją garderobę.
 - Już wtedy urwał ci się film? Tsh - prychnął pogardliwie. - Coś masz słabą głowę do picia, paniusiu.
 - Daruj sobie matkowanie, panie spostrzegawczy.
 Pomimo uszczypliwej uwagi, nie miała nastroju do żartowania. Na dodatek Natsu przez dłuższy czas obserwował ją w milczeniu.
 - Dlaczego tak na mnie patrzysz? - nagabnęła skrępowana.
 - Bo mogę - oświadczył wprost, raptownie wstając z krzesła i znikając w przejściu do pomieszczenia obok, które Lucy dostrzegła dopiero teraz. Po chwili usłyszała wodę, lecącą z kranu oraz drażniący jej rozbolałe skronie dźwięk skrzypiącej szafki. Kiedy Dragneel wyszedł z kuchni, zakłopotana dziewczyna zauważyła, że jest on w samej bieliźnie. Usiadł obok niej na łóżku ze szklanką wody w dłoni.
 - Weź. Rano obudzisz się bez kaca - wyjaśnił, podając dziewczynie białą tabletkę.
 - Co to?
 - Bierz, nie marudź! - syknął rozdrażniony. - Jestem śpiący, nie kłóć się ze mną.
 Lucy, choć niechętnie, posłusznie pochwyciła od niego również szklankę z przejrzystym płynem.
 - Wciąż nie powiedziałeś mi, co tu robię - dalej drążyła ten temat, a zniecierpliwiony Natsu cmoknął ustami.
 - Don powiedział, że mam cię pilnować i zabrać w bezpieczne miejsce.
 - I że niby twój dom jest takim miejscem? - parsknęła, miętoląc w palcach lek. - Wybacz, ale jakoś nie czuję się przy tobie bezpiecznie.
 - A myślisz, że mi odpowiada bycie twoją opiekunką? - żachnął Dragneel jeszcze ostrzej, niż Lucy. - Ale skoro Don tak powiedział, to nie ma rady, więc bierz tą tabletkę i idź wreszcie spać.
 - Ale ona... - Dziewczyna zerknęła na białą pigułkę z niechęcią. - Ona jest niepowlekana...
 - Chryste panie! - Zabierając Lucy lek, mocno ściskając jej policzki. - Ile ty masz lat, dziesięć?!
 Nie bacząc na sprzeciw Heartfilii, siłą wcisnął jej tabletkę do ust i wlał wodę ze szklanki wprost do przełyku dziewczyny. W efekcie blondynka zachłysnęła się, a smak roztopionego, niepowlekanego medykamentu w jej zaschniętym od kaca gardle wywołał odruch wymiotny.
 - Ty chamie! Czemu to zrobiłeś?! - furknęła, gdy tylko odzyskała zdolność mowy.
 - Bo mnie nie posłuchałaś. - Natsu, kładąc się obok zszokowanego dziewczęcia, bezczelnie odwrócił się do niej plecami i jednym szarpnięciem zabrał dla siebie całą kołdrę.
 - O nie, zapomnij - Lucy warknęła z niedowierzaniem. - Nie będziemy spać w jednym łóżku.
 - Jesteś teraz pod moją opieką, więc masz być mi posłuszna - oznajmił arogancko, lecz po chwili dodał: - Ale jak coś ci nie pasuje, to mam jeszcze wolną podłogę. Może będzie ci tam wygodnie, kto wie.
 Na samym czubku języka Heartfilii znalazły się setki, jak nie tysiące najgorszych przekleństw, które miała ochotę wykrzyczeć Dragneelowi w twarz, jednak kac szybko ostudził jej niecne zamiary. Zamiast tego warknęła z frustracją i również odwróciła się do mężczyzny tyłem. Nie musiała długo czekać, by bez okrycia zaczęła marznąć, a wściekłość, od której przed chwilą kipiała, przemieniła się w bezradność. Przytulając się mocniej do skrawka poduszki, jaki jej pozostał, poczuła pierwsze łzy niemocy w swoich zmęczonych oczach.
 - Moja walizka została w samochodzie Laxusa - poinformowała Natsu, który - miała nadzieję - jeszcze nie zasnął.
 - A co mnie to?
 Po takiej odpowiedzi stwierdziła, że najlepiej będzie po prostu przespać ten koszmar na jawie. Mozolnie zamknęła powieki, uświadamiając sobie, że naprawdę musiała zapomnieć, jaki z Dragneela kawał skurwiela. Inaczej nie potrafiłaby za nim zatęsknić podczas pobytu w Onibus.

***

 Tym razem obudziły ją przedpołudniowe promienie słońca oraz dźwięk smażenia, dobiegający z kuchni. O dziwo po bólu głowy nie było śladu, lecz Lucy z trudem przychodziło samo myślenie o przyznaniu Dragneelowi racji odnośnie choć jednego aspektu, związanego z minioną nocą. Nie mogła za to nie przyznać, że od zapachów jajecznicy na bekonie nie pociekła jej ślina. Siadając na łóżku stwierdziła również, że wcale nie jest przemarznięta. Zerknęła na siebie i z zaskoczeniem dostrzegła, że kołdra, którą Natsu zabrał dla siebie w całości, okrywa ją teraz od pasa w dół.
 Zmieszana, poczuła wyrzuty sumienia, a złość, jaką wczoraj żywiła do Dragneela, ulotniła się w mgnieniu oka. W końcu to dzięki niemu obudziła się bez kaca, do tego oddał jej pościel, a teraz robi śniadanie...
 - Ładnie pachnie - zagadała głośniej, wstając z łóżka i z nieśmiałym uśmiechem podążając za przyjemną wonią, ale stanęła jak wryta, kiedy to nie Natsu wyszedł z kuchni z dwoma ceramicznymi kubkami.
 - Witaj, Lucy - przywitał ją Fullbuster, opierając przedramię o framugę drzwi. Nie wyglądało, by był zaskoczony wizytą dziewczyny.
 - Gray? - Na widok znajomego aż zaschło jej w gardle. Zaskoczona, nie potrafiła oderwać od niego wzroku.
 - Chyba musimy pogadać, nie sądzisz? - Nie musiał tego wypowiadać na głos; przenikliwe spojrzenie oraz lekko zaciśnięte wargi Francuza mówiły same za siebie.
 Heartfilia w odpowiedzi przełknęła ślinę. Czuła, jakby w przełyku nagle wyrósł jej kaktus z ogromnymi kolcami. Widząc to, Fullbuster westchnął z lekkim rozbawieniem.
 - Siadaj - wskazał podbródkiem stolik przy oknie. - Pewnie jesteś głodna jak wilk.
 Trafił w sedno, w końcu nie miała niczego w ustach od praktycznie doby. Kiedy tylko zasiadła na krześle, na którym ubiegłej nocy urzędował Dragneel, Gray zabrał ze stołu popielniczkę wypełnioną petami po brzegi i postawił kubek z aromatycznie pachnącą kawą, po czym wrócił do kuchni.
 - Gdzie się podział Natsu? - spytała dobitniej, by lokator usłyszał ją wyraźnie w drugim pomieszczeniu. Rozglądała się niemrawo po kawalerce chłopaków, z wrażeniem, że być może dostrzeże końcówki różowych włosów, wystające gdzieś ze sterty niepoukładanych ubrań, albo że zaraz wyskoczy on w całej swej okazałości ze starej szafy. Wciąż czuła jego krępującą, wręcz nękającą obecność.
 - Nie wiem, może uciekł bez słowa i wróci za pół roku? - Gray stwierdził sarkastycznie, wracając do pokoju dziennego z dwoma talerzami jajecznicy. Siadając na przeciwko Lucy, oparł plecy na wolnym krześle i skrzyżował ręce na torsie. - A teraz jedz i mów, gdzieś ty spieprzyła na tyle czasu.
 Dziewczyna natychmiast powściągnęła pedantyczne zapędy i przestała rozglądać się po pokoju, w którym zdecydowanie wypadałoby ogarnąć to i owo. W końcu miała o wiele większe zmartwienia, niż bałagan w nieswoim mieszkaniu. Na widok gniewnego spojrzenia Graya, poczuła, że mimowolnie się kurczy. Jego ciemnoniebieskie, mrożące krew w żyłach oczy odebrały dziewczynie apetyt.
 - Ty wiesz jak się o ciebie martwiliśmy? Żeby tak sobie wyjechać bez słowa i wszystko zostawić? - Fullbuster postanowił nie czekać łaskawie na jej wyjaśnienia i skarcił ją surowym, aczkolwiek opanowanym tonem. Nie spuszczając wzroku z Heartfilii choćby na sekundę, tak samo jak ona nawet nie tknął stygnącej jajecznicy. - Nie powiem, nieźle mnie wtedy wkurzyłaś
 - Wtedy? - Lucy mruknęła pierzchliwie. - A teraz już nie jesteś wkurzony?
 - Nie tak bardzo, jak wtedy - przyznał, wreszcie posyłając nikły uśmieszek w stronę dziewczyny. - Ale zawiodłaś mnie. I to bardzo.
 - Wiem, Gray, tyle że... Nie będę ci się tłumaczyć. Nie mogę. - Zaskoczyła swojego rozmówcę.
 - Słucham?
 - To nie tak, że ci nie ufam. Nie chcę być bezczelna, po prostu...- bełkotała, nie potrafiąc dobrać odpowiednich słów. - Musisz zrozumieć, że miałam powód, żeby wyjechać bez słowa. Nie twierdzę, że postąpiłam słusznie, ale uznałam to za najlepsze wyjście...
 - Z sytuacji, w której się znalazłaś? - dokończył za nią. - No dobrze, jak chcesz. Z resztą i tak rozmawiałem dzisiejszego ranka z Donem. Powiedział mi parę ciekawych rzeczy.
 - Naprawdę? - Heartfilia spytała z obojętnością, jednak z nerwów ciśnienie uderzyło jej do głowy. Czyżby Makarov Dreyar podzielił się z nim swoimi domysłami na temat jej współpracy z Grimoire Heart?! To pierwsze, co przyszło jej do głowy, ale... Niemożliwe... A może to Gray tylko blefuje?
 - Naprawdę - potwierdził.
 - Na przykład co takiego? - spytała, chcąc sprawdzić wiarygodność rozmówcy.
 - Cóż... Don wspominał co nieco o długu, który zostawił ci ojciec. Mówił też, że dał ci ofertę pracy, bo potrzebujesz pomocy - zdradził, ze znudzeniem grzebiąc widelcem w ściętych jajkach.
 - Wcale nie potrzebuję pomocy - Lucy natychmiast zaprzeczyła. - Owszem, poprosiłam o nią, ale sama także bym sobie poradziła.
 - I to właśnie dlatego chciałaś wyjechać z Magnolia City jeszcze wczoraj? Ponoć jesteś przez kogoś zastraszana. To dlatego wyjechałaś aż na pół roku?
 - Gray... - Osaczona, nie potrafiła wykrzesać z siebie nic więcej. I co ona miała mu powiedzieć?
 - Pamiętasz ten dzień, w którym czekaliśmy przed komisariatem na Josego Porlę? - Gray drążył nieugięcie, dosłownie torpedując swojego gościa lawiną pytań. - Ten list pożegnalny, którego użyłaś podczas rozprawy sądowej Dona... Wcześniej tak o tym nie myślałem, ale czy to ma jakiś związek z twoim wyjazdem?
 Mówiąc to, młodzieniec zerknął na ręce Heartfilii; jeszcze trochę, a dziewczyna wylałaby na siebie gorącą kawę. W moment była kłębkiem nerwów.
 - Lucy. - Nagle Francuz ścisnął roztrzęsione dłonie dziewczyny, a kubek, który trzymała, przestał się kolebać na prawo i lewo. - Czego ty się boisz? Co takiego się stało, że nie możesz mi tego powiedzieć?
 Heartfilia wyglądała jak zwierzyna w potrzasku. Jej karnacja stała się niezdrowo blada, a ogromne, orzechowe tęczówki obserwowały go w popłochu.
 - Spokojnie, tu przecież nic ci nie grozi - dodał, usiłując uspokoić dziewczynę.
 - Ja... - Lucy zrozumiała, że nadszedł czas wyboru. Przybywając do Magnolia City, sama wpędziła się w kozi róg. Musiała wreszcie zdecydować, czy dalej będzie brnąć w kłamstwach i niedomówieniach, czy jednak wyzna całą prawdę, jak na spowiedzi, niezależnie od tego czy zostanie w mieście, czy wyjedzie z niego jeszcze dzisiaj. - Ja...
 - Jasna cholera, jakie to, kurwa, ciężkie! - Niespodziewane walnięcie w drzwi idealnie współgrało się z wrzaskiem Dragneela, który właśnie stanął w progu mieszkania z walizką Heartfilii. - Coś ty tam napakowała, kobieto! Cegły?!
 Natsu dopiero po chwili dostrzegł Graya, trzymającego ich gościa za ręce.
 - A co to za romanse beze mnie? - zakpił, wrzucając bagaż na łóżko. - Nie po to pojechałem po jej toboły, by dać wam trochę prywatności!
 - Bardzo śmieszne, Natsu - burknął Fullbuster, puszczając ręce dziewczyny, zdumionej całą tą nagłą sytuacją.
 - I tak się spóźniłeś, żabojadzie. To w moim łóżku spędziła ostatnią noc - Dragneel zaśmiał się triumfalnie,  puszczając zadziorne oczko do Heartfilii. - Co nie, Lucy?
 - Jak to w twoim łóżku?! - Z klatki schodowej dobiegł do nich krzyk zdenerwowanego dziewczęcia. Słychać było także przyspieszone stąpnięcia po drewnianych, starych schodach kamienicy. - Mówiłeś, draniu, że nic jej nie zrobiłeś!
 - Miałaś zaczekać na dole, nie tak się umawialiśmy!
 Heartfilia wstała z krzesła jak porażona prądem, kiedy przez otwarte drzwi kawalerki wbiegła zmachana Levy. Bibliotekarka, pomimo zarumienionych ze zmęczenia policzków i płytkiego oddechu, natychmiast chwyciła Dragneela za szelki spodni.
 - Spokojnie, McGarden, tylko żartowałem! - dopowiedział rozbawiony Natsu, unosząc dłonie w obronnym geście. Levy natomiast opuściła swoje ręce, z konsternacją wpatrując się w swoją przyjaciółkę. Na dobre puszczając młodzieńca, przeszła do wnętrza mieszkania, z każdym stąpnięciem przyspieszając kroku.
 - Ale ci się teraz oberwie, Lucy.
 Ku zdziwieniu wszystkich, to Heartfilia przebiegła ostatnią odległość, dzielącą ją od Levy, po czym przytuliła niską dziewczynę z całych sił.
 - Lucy, łamiesz mi kości! - pisnęła McGarden, lecz blondynka nie posłuchała jej.
 - Wiem, ale... Tak dobrze cię widzieć... - wymamrotała z lamentem, chowając twarz za plecami bibliotekarki. Tak, by nikt nie widział jej łez.
 - Ty idiotko - furknęła na Lucy, odwzajemniając uścisk, co bardzo zaskoczyło Heartfilię. Blondynka nie tego się spodziewała, lecz w moment poczuła przepełniające ją szczęście.
 - Wiesz jak się o ciebie martwiłam?! Jak tęskniłam?!
 - Ja też. Tak bardzo... Levy, tak bardzo przepraszam! - załkała Lucy, tuląc przyjaciółkę jeszcze mocniej.
 Milczały przez dłuższą chwilę, napawając się swoją bliskością. Zupełnie, jakby musiały wypełnić lukę, która powstała po kilku miesiącach. W końcu jednak McGarden odsunęła od siebie zapłakaną Heartfilię i, nie bacząc na obserwujących je mężczyzn, pokazała przyjaciółce swoją twarz, równie mocno zalaną łzami.
 - Widzisz, co zrobiłaś? Poryczałam się przez ciebie! - nakrzyczała, śmiejąc się i wycierając dłońmi mokre policzki Lucy. - Masz szczęście, że nie potrafię się na ciebie długo gniewać.
 - Myślałam, że będziesz wściekła - wyznała Heartfilia ze skruchą i ściśniętym gardłem. - Że nie będziesz chciała się do mnie odzywać, widzieć się ze mną.
 - Oczywiście, że jestem wściekła! Ale nie odzywać się do ciebie? Żeby odmówić sobie tego całego opierprzu, jaki dla ciebie przygotowałam? Nie będzie tak łatwo, Lucy!
 Teraz także Heartfilia zaśmiała się przez łzy.
 - Jak zwykle o mnie myślisz, co? - spytała z przekąsem.
 - Myślałam przez całe pół roku. W końcu od czego ma się przyjaciół.
 Heartfilia nie mogła się na nią napatrzeć - była taka szczęśliwa, mając przyjaciółkę blisko siebie, czując jej obecność, słysząc tak dobrze znany głos, czy chichot... Dlatego też podjęła taką, a nie inną decyzję. Nie potrafiła i nie chciała dłużej dręczyć własnego sumienia, jednak przede wszystkim nie chciała okłamywać tak ważnej osoby, jaką była dla niej McGarden. Musiała się wyswobodzić z kajdan, nałożonych przez Siergaina. Musiała się od tego uwolnić, wyznając wreszcie niewygodną prawdę. Musiała się przyznać, choćby z szacunku i miłości do Levy.
 - Zanim zaczniesz mnie opieprzać, ja... - zaczęła z powagą, chwytając dłonie McGarden i mocno je zduszając. Jej serce waliło jak młot, lecz była zdecydowana i pewna tego, że postępuje słusznie, jakkolwiek się to dla niej skończy. - Levy, ja zrobiłam coś okropnego.

 Kilka długich i przykrych minut później całą kawalerkę wypełniał szary dym papierosów, idealnie odwzorowujący ponury nastrój czwórki znajomych. Gray i Natsu, którzy palili jednego Marlboro za drugim, stali z rozgniewanymi twarzami przy uchylonym oknie, natomiast Levy ze strapieniem przyglądała się schylonej na krześle Lucy.
 Wyjawiła im wszystko, z najdrobniejszymi szczegółami. Opowiedziała o Tono Rabbitsie, którego spotkała przed swoją kancelarią wraz z Grayem, jednocześnie przysięgając przed McGarden, że wcześniej nie miała o niczym zielonego pojęcia. Następnie podjęła się jeszcze trudniejszego dla niej tematu. Tematu, który Natsu zdołał szczegółowo poznać ubiegłej nocy.

 Z ledwością władował Lucy na tylne siedzenia taksówki i zatrzasnął drzwi. Kiedy obszedł samochód i zasiadł koło pijanej dziewczyny, bez zbędnej gadaniny wskazał kierowcy adres, pod który miał ich zawieźć. 
 - Ta pani dobrze się czuje? - zagadał taksówkarz, jednak Dragneel zbył go milczeniem, dając tym samym znać, że nie ma ochoty polemizować na ten temat.
 Czarny Ford A wyjechał na ulicę, a Lucy jęknęła cicho, opierając policzek o ramię towarzysza. Nic więcej nie była w stanie z siebie wykrztusić - i dzięki Bogu, ponieważ Natsu miał w planach coś znacznie ważniejszego, niż dysputa ze schlaną dziewoją. Musiał utrzymać na wodzy swoją chorobę lokomocyjną, która bardzo prędko dała o sobie znać. Co prawda czasem dziewczyna mruknęła coś słabo pod nosem, lecz zupełnie to ignorował, uznając to za efekt uboczny jej rauszu.
 Gdy dojechali do granicy North Faries z China Town, młody mafioza wyjął z portfela banknot o nominale stu klejnotów i podał go kierowcy.
 - Reszty nie trzeba.
 Taksówkarz ochoczo przyjął gotówkę, a w podzięce za wysoki napiwek pomógł wyprowadzić upojoną Heartfilię z pojazdu. Zaraz jednak zniknął w odmętach ulicy, pozostawiając swoich klientów nieopodal spalonego budynku. Natsu zdążył przywyknąć do tego widoku. Niestety Lucy, jak tylko ujrzała dawny sklep monopolowy, wydała z siebie dziwny, najwyraźniej niekontrolowany jęk.
 - Hilda - bąknęła, z sentymentem obserwując swoje dawne miejsce zatrudnienia.
 - Tak, tak, wiem. - Natsu pewnie chwycił dziewczynę pod rękę i niespiesznie zaprowadził ją pod bramę kamienicy, w której mieszkał. Wchodząc na klatkę schodową, poczuli kojący chłód, bijący ze starych, ceglanych murów, lecz kiedy Dragneel otaksował wysokie schody, westchnął męczennie. Zdawał sobie sprawę, że ta przeprawa będzie dla Lucy nie lada wyzwaniem. Lekko zaniepokojony, podprowadził ją do poręczy i puścił, czekając na rezultaty. Przyznał zdumiony, radziła sobie całkiem nieźle, przynajmniej do trzeciego schodka. Na czwartym przystanęła, by następnie zatoczyć się na sam dół.
 - Ty to robisz specjalnie? - Zniecierpliwiony, wziął dziewczynę na ręce, jak księżniczkę, pomyślał z przekąsem, choć daleko mu było do nastroju na żarty. Krocząc po schodach, spojrzał na jej twarz i uśmiechnął się półgębkiem. Biedna, była tak schlana, że nie miała pojęcia, co się dzieje.
 - Tamtego dnia... - Lucy zagadnęła niespodziewanie, ale zamilkła równie szybko. Dopiero, gdy znaleźli się w kawalerce mężczyzny, ten podjął próbę dialogu.
 - Którego dnia? - spytał, kładąc dziewczynę na łóżku, a następnie zamykając za sobą drzwi wejściowe. Zanim zdążył przekręcić górne i dolne zamki patentowe, Heartfilia leżała twarzą na poduszce. - Ej, nie śpij, jak do ciebie mówię!
 Lucy natychmiast poderwała się do siadu, lecz jej wzrok był nieobecny.
 - Co?
 - Którego dnia? Coś mówiłaś - wyjaśnił zdezorientowanej dziewczynie.
 - Ach - mruknęła po chwili namysłu. - Przed rozprawą Makarova. Nie było cię w magazynie. A Gray do ciebie dzwonił. Czemu?
 Dragneel potrzebował kilka sekund, by rozgryźć o co jej chodzi. W końcu żarówka zaświeciła mu nad głową, lecz zanim zdołał odpowiedzieć, Lucy kontynuowała:
 - Jakbyś przypilnował tego Rabbitsa, zamiast gdzieś się szlajać, może do niczego by nie doszło. Może...
 - O czym ty pleciesz?
 - Wtedy, przy komisariacie... Kiedy poszliśmy do komendanta... 
 - No? Co wtedy? - ponaglał Natsu, udając, że wie, o czym ona prawi. Tak naprawdę nie miał o tym zielonego pojęcia, ale przeczucie podpowiadało mu, że blondyna napomknie o czymś bardzo istotnym. Usiadł na skraju łóżka i wlepiając w Lucy zielone, pełne zaciekawienia ślepia, wyjął z kieszeni jeansowych spodni paczkę czerwonych Marlboro.
 - Gray zabrał ze sobą tą policjantkę, a ja... Zauważyłam tego mężczyznę.
 - Jakiego znów mężczyznę?
  - Wydaje mi się, że kiedyś mnie śledził. To chyba ten sam typ, którego goniłeś - zerknęła speszona na niewielką bliznę pod okiem Dragneela, jakby co najmniej była za nią odpowiedzialna. - Widział mnie i nawet ukłonił, zanim wszedł na komisariat.
 Słysząc to, Dragneel zachłysnął się dymem dopiero co odpalonego papierosa.
 - Nie mów, że poszłaś za tym typem, debilko! 
 - Poszłam. Ale wiesz, że to nie był przypadek? Facet zjawił się przed komisariatem w tym samym czasie, co ja i Gray. A wiesz od kogo wiedział, że tam będziemy? Że ja tam będę?
 Natsu czekał na wyjaśnienia w milczeniu. Widząc narastającą wściekłość na twarzy Lucy, postanowił się nie odzywać.
 - Od Tonego, którego miałeś pilnować. Nie zrobiłeś tego.
 - No nie - przyznał, nie odczuwając przy tym większych wyrzutów sumienia. Doskonale pamiętał, co robił w tym czasie; zatrzymała go zapłakana Sherry, opowiadając mu o bestialskim zabójstwie Chelii. Cokolwiek by się nie działo, nie mógł przecież zostawić przyjaciółki w takiej chwili.
 Z zadumy wyrwał go niewielki ruch pod pośladkami. Zauważył, że Lucy nieudolnie przyciągnęła do siebie pościel. Trzymała kołdrę tak kurczowo, jakby bała się, że zaraz ktoś ją ukradnie.
 - Byłam świadkiem, jak zastrzelił kobietę, pracującą na posterunku - zamarła na moment, jednocześnie wprawiając swojego słuchacza w osłupienie. Jej szkliste od whisky oczy, a także lekko drżący głos otrzeźwiały od strachu, które wywołało samo wspomnienie o tamtym zdarzeniu. - Zrobił to z zimną krwią, bez żadnych skrupułów... Zaprowadził mnie do komendanta. A kiedy... Kiedy on upewnił się, że Porla nie żyje, podyktował mi treść listu pożegnalnego.
 - Czekaj, bo nie nadążam! List pożegnalny? - Nagle zmarszczone brwi mafiozy uniosły się do góry. Doznał oświecenia. - List odczytywany na rozprawie Don Dreyara... To ty go napisałaś?!
 - Wiem... Wiem jak to brzmi, ale... 
 - To brzmi absurdalnie!
 - Może i to nie komendant był autorem listu... lecz gdybyś słyszał Tonego... Wiedziałbyś, że wszystko, co było zawarte w liście... to prawda. Gray także to słyszał. O tym, że Makarov naprawdę... Naprawdę był niewinny, a Jose Porla wspó... Współpracował z mafią, by go wrobić. 
 Lucy patrzyła mu prosto w oczy i mocno ścisnęła męską dłoń, ułożoną nieopodal niej. Wyraźnie usiłowała się wykaraskać z ciążącego nad nią widma. Widma zdrajcy. Była tak zdesperowana, że nim to wstrząsnęło. Tłumaczyła się, jakby chciała oczyścić samą siebie z zarzutów, choć nikt przecież nie potępiał tego, co zrobiła. Przynajmniej póki co.
- Wiedziałam, że to prawda, a także o tym, że bez Josego Porli nie będzie żadnych dowodów na uniewinnienie Don Dreyara, więc... Gdy skończyłam pisać list, Siergain wyprowadził mnie na zewnątrz i zawiózł...
 - Siergain? - dociekał Dragneel, kiedy coraz bardziej zatrwożona dziewczyna urwała w połowie zdania. Czuł, że dochodzą do sedna sprawy. Czuł także, że zapamięta imię tego skurwiela na bardzo długo. - Gdzie cię zawiózł?
 - Tono Rabbits już tam na nas czekał. I kilka innych osób. Oskarżyciel Makarova, psycholog sądowy... To było w okolicach Hoboken Vale...
 Ze skruchą wyjaśniała mu szczegóły o kobyle, w którą się wpakowała. Nie streszczając, opowiedziała o planie, a raczej spisku, jaki ci ludzie ułożyli na rozprawę Don Dreyara, a także o tym, w jaki sposób została potraktowana. Warunki współpracy, jakie zostały jej narzucone, przypominały bardziej bezkarne żądania. 
 Trwało to jakieś pół godziny, w których zdążył wypalić trzy kolejne papierosy. Słuchał jej głosu, coraz bardziej pogrążonego w smutku i bezradności, usilnie wypatrując czegoś za oknem. Sam nie wiedział czego, po prostu nie był w stanie patrzeć na dziewczynę, na jej płacz, będący wołaniem o pomoc. Trzymała w sobie ogrom poczucia winy, a on nie był w stanie jej w żaden sposób pomóc.
 Doglądał widoku za oknem nawet wtedy, kiedy, wciąż podchmielona, opadła z sił i pogrążyła się w głębokim śnie.

 - Cała ta rozprawa była zwykłą farsą, zaplanowaną przez Grimoire Heart. Spiskowałam z nimi - wymamrotała jakby w letargu to, co Dragneel już doskonale wiedział. - Jak Tono Rabbits dałam się wciągnąć w ich grę. I zdradziłam tych, którzy mi ufali, czyli was.
 - Przestań pieprzyć głupoty, jaka zdrada! - Fullbuster wrzasnął oburzony.
 - To oczywiste, że cię do tego zmusili, prawda? - dopowiedziała wstrząśnięta McGarden. Obydwoje wpatrywali się w Lucy z szeroko otwartymi oczami i czekali na jej wyjaśnienia. Tylko Natsu, zaglądając przez okno, popalał w ciszy papierosa.
 - A Don o tym wie? - spytał w końcu.
 - Domyśla się. Powiedział mi o tym już dawno, zaraz po rozprawie - przyznała Lucy, spoglądając z żalem na plecy odwróconego młodzieńca. Pragnęła się wytłumaczyć, przepraszać, błagać o wybaczenie, jednak widząc jego oziębłą postawę, chciało jej się wyłącznie płakać.
 - Ja wiem, nic mnie nie usprawiedliwia  - zaśmiała się bezradnie. - To moja wina...
 - Skoro Don wie, to ja nie widzę problemu - wtrącił różowowłosy, odchodząc od okna. Zaszedł zaskoczoną Lucy od tyłu i, nie patrząc na dziewczynę, oparł dłonie na oparciu krzesła, na którym siedziała.
 - Nie widzisz problemu? - żachnęła. - Natsu, bądź poważny!
 Levy i Gray, wyczuwając nadchodzącą burzę, spoglądali to na siebie, to na przyjaciół.
 - Jestem w stu procentach poważny. Miałaś wyciągnąć Dona z więzienia, zrobiłaś to, wszystko gra. Poza tym już wiedziałem, o Siegainie, o tym, że kazał ci wyjechać z Magnolia City i odgrażał, byś nie wracała.
 - Skąd? - spytała niedowierzającym szeptem.
 Widząc jej zdumienie, Dragneel niemrawo uniósł kąciki ust do góry.
 - Gęba ci się nie zamyka, kiedy masz wypite. Musiałem słuchać tych twoich wywodów przez dobrą godzinę!
 - Wywodów?  - burknęła pod nosem, lecz szybko zamilkła. Za żadne skarby świata nie mogła sobie przypomnieć tej rozmowy, więc najlepszym rozwiązaniem było przemilczenie tej kwestii.
  - Wiesz, następnym razem po prostu powiedz w czym problem, a my się tym odpowiednio zajmiemy. To na pewno łatwiejsze, niż uciekanie z miasta i trzymanie wszystkiego w tajemnicy.
 Propozycja młodzieńca podniosła Heartfilii ciśnienie. Zerwała się z krzesła i spiorunowała Dragneela srogim spojrzeniem.
 Czy on miał chociażby cząstkowe pojęcie, przez jakie piekło przeszła w ostatnich miesiącach? Jak było jej ciężko i jak bardzo się bała?! Od sześciu miesięcy niczego nie pragnęła bardziej, niż wrócić, wyżalić się ze swojej niedoli, nie myśląc przy tym o reakcji przyjaciół, gdy ci dowiedzieliby się prawdy. Ale to nie był jedyny powód, nie widział tego? Nie mówiła mu tego minionej nocy? Przez cały ten czas milczała jak grób w obawie o ich bezpieczeństwo. Jego bezpieczeństwo, do cholery! Gdyby coś im się stało... To byłaby jej wina. Jeśli coś im się stanie... To zapewne dlatego, że wróciła z egoistycznych powódek. Ludzie z Grimoire Heart byli nieobliczalni, przekonała się o tym aż zbyt dobrze. A ten pacan wyskakuje z takim tekstem?
 - Po prostu powiedzieć?! - rozejrzała się zdębiałych towarzyszach. - Co z wami nie tak?!
 McGarden i Fullbuster stali spokojnie, nie odzywając się słowem. Wyglądali na strapionych zachowaniem przyjaciółki. Ale nie Natsu.
 Powoli wyprostował plecy, naprężając klatkę piersiową niczym kogut, gotowy do podjęcia walki. Kąciki jego ust zjechały powoli w dół, a uniesione przed chwilą brwi wyraźnie się zmarszczyły.
 - Co z nami nie tak? To z tobą jest coś nie tak! - ryknął, jakby Lucy stała co najmniej kilometr dalej. - Lubisz robić z siebie ofiarę, czy jak?!
 - Co proszę? - Również Heartfilia uniosła ton.
 - A co, może nie mam racji? Och, jaka ja jestem biedna, zostałam zmuszona do knucia spisku z niedobrym panem - zaczął ją przedrzeźniać. - Nikomu nic nie powiem, ucieknę sobie od wszystkiego i wszystkich, i jeszcze będę się teraz nad sobą użalać chociaż nie zrobiłam nic złego! No kurwa! - rozjuszony, uderzył pięścią w stół, tuż koło dziewczyny. Ta jednak stała prosto, zupełnie niewzruszona jego gestem, czy słowami. Widząc, jak bardzo się nakręcił, powściągnęła własne emocje.
 - Jesteś chory psychicznie - skwitowała po chwili, chłodnym tonem. - Idź się leczyć.
 - J... Ja jestem chory?! - Dragneel wskazał na siebie i aż zarechotał głośno, choć z nerwów wyraźnie drżała mu krtań. - To ja wyjechałem na pół roku bez słowa? Ja odpierdalam tą całą szopkę i rozczulam się nad sobą?! Wyciągnęłaś tego starego pierdla z ciupy, każdy jest zadowolony, tylko ty strzelasz jakieś humory ze swojej...
 - Nie waż się kończyć tego zdania - rozkazała, wystawiając wskazujący palec przed oczy młodzieńca.
 - Hej, zaraz, a może ty faktycznie planowałaś pomóc tym łajzom, skoro masz takie wyrzuty sumienia?  Kiedy odepchnął jej rękę bez wyczucia w sile, wszystko potoczyło się w mgnieniu oka. Akcja wywołała reakcję - zaatakowana, machinalnie wycelowała wyprostowaną dłoń w policzek Dragneela. Ten zaś, zupełnie wytrącony z równowagi, niemal rzucił się na dziewczynę.
 - Dosyć, Natsu! - Jako pierwsza zareagowała Levy, która odsunęła przyjaciółkę od rozwścieczonego Dragneela. Ale Lucy jeszcze nie skończyła.
 - Odszczekaj to gnoju, albo oberwiesz z drugiej strony - zagroziła, wycedzając słowa przez zęby jak jad żmii.
 - Ja ją zabije, Fullbuster - warknął na Graya, który doleciał współlokatorowi do gardła. - Wybije jej z dupska te głupoty!
 - Wychodzimy - oznajmił Francuz, wyciągając przyjaciela z mieszkania. W tym czasie Lucy wyjrzała zza ramienia McGarden i zlustrowała swojego oponenta nienawistnym wzrokiem. Nawet w tym aspekcie Dragneel nie był jej dłużny.
 - Nie masz pojęcia, z kim zadzierasz  - zawołała łamiącym się głosem. - Ci ludzie...
 - O nie, Lucy! To oni nie mają pojęcia z kim już zadarli! - wykrzyczał Natsu na odchodne.
 - Już zamknij ryj! - krzyknął poirytowany Gray, wychodząc z mieszkania, w którym nagle zapanowała ciężka cisza.
 - Jak... Co tu w ogóle się stało? - zdziwiła się Levy, nie dowierzając w to, czego była świadkiem. Roztrzęsiona ze złości Heartfilia spojrzała na nią przelotnie, a następnie wlepiła oczy w zamknięte drzwi kawalerki. Sama nie potrafiła wyjaśnić, jak do tego doszło.


Skończyłam w naprawdę złym momencie... Dlatego następny rozdział dostaniecie w następną niedzielę :). Na razie jest tu takie "pierdu-pierdu", użalanie się nad sobą, w następnym będzie już milej i ciekawiej... Ale potem - nie będzie czasu na oddech, więc nacieszcie się obecnym spokojem :D
I przepraszam za małe spóźnienie ze wstawką, miał być rozdział w maju, mamy początek czerwca. Po prostu nie wyrabiam czasowo :(

18 komentarzy:

  1. Boże, Mistrzyni!! Nie wiesz nawet jak się cieszę!! Taki zajebisty, nowy rozdział w moje urodziny!! XD <3 Aaaw!!! <3 <3 To było boskie i ta kłótnia na końcu - CUDO! :D Bardzo dziękuję i pozdrawiam cieplutko :))) Weny drogiej Mistrzyni!! <3 ~Tygrysica

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tygrysku, czy ty na serio musisz mnie nazywać Mistrzynią? To mnie peszy x'D.
      I wszystkiego najlepszego!!! (ale trafiłam ^^).
      Dziękuję kochana za komentarz :*

      Usuń
  2. Jej! Nareszcie jest rozdział!:)Opłaciło się codziennie zajrzeć na bloga sprawdzić czy jest coś nowego. Rozdział jest super i nie mogę już doczekać się następnego! Życzę weny, weny I JESZCZE RAZ WENY!!!!!!!<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Codziennie :o ? Bardzo się cieszę, że rozdział się spodobał i dziękuję za wenę ^.^ :*

      Usuń
  3. Przybyłam, przeczytałam i nie skomentowałam, więc czas to zrobić! xD
    A wiesz, że ja miałam nadzieję, że Lucy obudzi się u Natsu w łóżku... naga... xD I dobrze wiesz, po czym ta nagość się "zrobiła". xDDDDD
    Ale nie, bo po co! Po co dawać mi NaLu, które tak uwielbiam, zwłaszcza, gdy Landryna jest skurwielem i tak się zachowuje w stosunku do Lucyny, a ona tu bardziej w stronę Graya!
    Ale dobrze, że wszystko się potoczyło tak jak się potoczyło i nikt tu nie miał (no prawie) pretensji do Lucy.
    Pozdrawiam!

    ~Nexusy K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nexusy, ty zboczeńcu! xD Wy to byście tylko seksy chcieli :'D.

      Usuń
  4. O kurde. Ja... ja... Tak mnie denerwuje Lucy! Boże, jaką ja mam ochotę, by ją czasami normalnie zamordować!!
    Niby dobrze, że sobie wszystko z nimi wyjaśniła, ale to, co odwaliła potem... Po prostu masakra. W pełni zgadzam się z Natsu, kiedy ją przedrzeźniał. Już sobie wyobrażałam taki piaskowy głosik i jego naśladowanie zachowania Lucy.
    Na początku było fajnie. Jak ja uwielbiam Gajeela i Levy! Chociaż głównie Gajeela i gdyby dziewczyna się na niego pogniewała, chyba coś bym jej zrobiła...
    A zarazem, gdy Natsu dawał Lucy tę tabletkę na kaca, myślałam, że wykituję. Dobra, bez tej nawleczki, powłoczki czy jak to się nazywa, ale jej to pomoże! Może lepiej, żebym się uspokoiła...
    A potem Gray robił te śniadanie, i wszyscy się zebrali, i Lucy opowiadała...
    Musze przyznać, że rozdział mnie nie porwał. Owszem, był ważny w jakiś sposób dla opowiadania, ale oprócz tej Lucy oraz spotkania Levy z Gajeelem, nic nie wzbudziło jakichś szczególnych uczuć. Przynajmniej u mnie. Jednak mam nadzieję, że w następnym rozdziale będzie nieco więcej akcji, i przesyłam wenę! Nie chcę czekać długo na rozdział. cD
    Wiesz, jak ja się męczę, gdy prawie codziennie sprawdzam Bar, a tu nic? Straszne... xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, sama jak pisałam o Lucy to mnie szlag trafiał :D Ale co do tabletki niepowlekanej to... Niektórzy ludzie już tak mają, że takich leków brać po prostu nie mogą, np. ja :P. Już chyba wolałabym mieć kaca :|. I dziękuję za szczerość, niby ważny aspekt był, ale sama stwierdziłam w dopisku, że mamy tutaj jakieś "pierdu-pierdu" :D. W następnym rozdziale już coś zacznie się dziać, więc mam nadzieję, że nieco cię "porwę" ^^

      Usuń
  5. Rozdział wyszedł bardzo fajnie :P Podobał mi się.
    Nie chce mi się pisać jakiś długich komentarzy dlatego tylko jeszcze napisze byś znalazła jak najwięcej czasu (dla siebie również)

    Pozdrowienia Nike i Cień

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, więcej czasu by się przydało :D I dziękuję za komentarz, pomimo że nie chciało ci się go pisać xD :*

      Usuń
  6. Levy ty to jesteś zmienną kobietą XD Taka mała a zadziorna,ale prawdę mówiąc myślałam że go opierniczy a tu odwrotna sytuacja (czy każda zakochana kobieta tak ma? hehe normalnie dwa kokosy nierozłączki).
    Uwielbiam jak Natsu i lucy drą ze sobą koty, takie kłótnie jak i wredne żarciki jednak dodają klimatu. A szczególnie jak sie przeczyta jakieś śmieszne/niemiłe zdanie które można potem wykorzystać na kimś XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inciu, kobiety zmienne są! :D. I niestety, chyba faktycznie każda zakochana kobieta prędzej czy później wymięka :'). I mówisz, że napisane przeze mnie riposty są na tyle dobre, by je potem na kimś wykorzystywać? xD (dziś usłyszałam, że jak komuś czasem "pocisnę", to przez lata można się z tego nie pozbierać... wychodzę na złą kobietę x'D).

      Usuń
    2. A oczywiście zdarzy sie na kimś wykorzystać (a szczególnie z bajek, ups wydało się że oglądam bajki, ale tak to jest jak się je ogląda z dziećmi ;P).
      Jaka tam znowu zła kobieta :) już takie jesteśmy, jak czasem coś powiemy to albo się śmieją lub fochem strzelą. Faceci czasem nie ogarnięci są i wszystko na poważnie biorą (bynajmniej u mnie tacy są).

      Usuń
  7. Niby to Lucyna ma swój wielki powrót, ale to ja się czuję, jakbym właśnie wróciła do domu. Yasha, ta historia jest po prostu wspaniała <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja tam jestem usatysfakcjonowana tym pierdu pierdu :3 Ale zgadzam się z Natsu, że Lucyna użala się jak rżnąca krowa na łące. Jakby ją chcieli conajmniej na hamburgery z Mcdonalda przerobić. No na litość Boską! Pierw się bała, że ją zeżrą za to, jak teoretycznie wszystko wyszło ok ta zaczęła szukać kurwa dziury w całym. Widać ludzie lubią mieć problemów więcej niż włosów na głowie :P

    Pozdrawiam i czekam na nast rozdział :D!

    PS: Za każdym razem patrząc na szablon mam wrażenie, że ręka Levy jest jakaś dziwna O.o Jakby miała jakąś metalową rękawiczkę

    OdpowiedzUsuń
  9. Zabije cię! Kurwa zawału dostałam! Zero internetu, a ty rozdział dodajesz! No, ale... Więcej NaLu! I to takie słodkie, a nie takie co sie pozabijac kcom cnie. Nwm co napisac, dlatego będzie tylko tyle, że ciesze się iż nie wyszłas z wprawy. ;3
    ~Kofucia z pozdrowieniami i wysyłana weną.
    ¶. Chodzi Ci o obecną niedziele czy kolejna?
    ¶. Drogi polaku, oglundasz mecz?

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział wyszedł ci genialnie.
    Między Natsu i Lucy zrobiło się ostro ciekawi mnie jak się to rozwinie między nimi... już nie mogę się doczekać.

    Pozdrawiam i życzę weny oraz czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  11. Tw blog jest miód malina, tylko te hujowe przerwy wszystko jebią ://

    OdpowiedzUsuń

Wasze komentarze cieszą mnie jak mało kogo, jednak nie zaklepujcie miejsc. To nie ważne, kto jest pierwszy, kto ostatni. Takie wpisy zostaną usunięte.
Wszelkie pytania kierujcie do spamownika.
A jak przeczytałeś rozdział, to pozostaw po sobie ślad.
Jesteś anonimem? Podpisz się jakoś.

Całusy dla was śle z góry wdzięczna Yasha ^.^