24 kwi 2016

Rozdział 46 "Gniazdo"

Dziś na dzień dobry BPWO - Pierdolamento Yashy (standardowe ogłoszenia parafialne)

 W końcu rozdział, co nie? :D Byłby o wiele wcześniej, gdyby nie fakt, że mój ukochany zalał mi laptopa, a nasz stacjonarny PC jest okupowany przez wszystkich w domu :|. Skończyło się na tym, że jest piąta rano, a ja zakończyłam rozdział w 95%, nie sprawdzając uprzednio błędów... Ale nie mam bladego pojęcia kiedy mogłabym znów przysiąść na dłuższą chwilę przy komputerze, a uwierzcie - nie miałam zamiaru kazać wam dłużej czekać, nawet jeżeli (pomimo, że mamy niedziele) muszę wstać za niecałe dwie godziny :').
 Oczywiście wena też mi wyparowała w ostatnim czasie; teraz dla odmiany mam poważny problem finansowy - może nie taki jak Lucyna w tym rozdziale, bo to nie dług i nie aż taka kosmiczna suma, no ale jednak - i trudno było mi się skupić na pisaniu w ostatnim czasie.
 Przez wzgląd na zalanego, niedziałającego laptopa nie mogę wam powiedzieć kiedy napiszę/wstawię kolejny rozdział. Jest to dla mnie równie wielką zagadką, jak pewnie i dla was, ale oczywiście dołożę wszelkich starań, by ukazał się on jak najszybciej (nie wcześniej niż w maju, to pewniak).
 Przepraszam was za te kolosalne opóźnienia (już pisałam o ich powodach, więc odpuszczę wam moje snucie żali xD), jak i za jakość tego rozdziału. Wałkowałam go tyle razy w głowie, że wszystko co pisałam wydaje mi się tak bardzo passé, a do tego boli mnie publikacja bez ówczesnego sprawdzenia... Mam nadzieję, że was nie zabolą przez to oczy :'D. W najbliższych dniach postaram się poprawić wszelkie błędy (a na bank jest ich sporo), a póki co macie taką jakby betę ;p. I pomimo zmęczenia, tych ciężkich „dni” oraz całego tego rollercoastera jaki mam w głowie, za przeproszeniem, ale adekwatnie do sytuacji - w ch*j się cieszę, że w końcu mogłam dokończyć i wstawić ten rozdział!!! Jestem przeszczęśliwa, bo jakby zły nie był, to udało mi się go dokończyć pomimo wszelkch przeciwności i kłodom, jakie zostały mi rzucone pod nogi. Jestem z siebie dumna :3.
 Oczywiście bardzo pomogły mi pewne kochane duszyczki, moje dziubki, które chociażby w komentarzach pod ostatnim postem próbowały podnieść mnie na duchu i zapewniły, że wciąż mam dla kogo pisać. Wszystkim wam jestem niezmiernie wdzięczna i dedykuję wam ten rozdział (chociaż tyle mogę zrobić w odwdzięczeniu ;p).
 Nie przedłużając, bo na zegarku dwadzieścia po piątej, a ja nie wiem co piszę (pewnie jak niebawem przeczytam to, co właśnie piszę, to chwycę się za głowę i zapadnę pod ziemię) - kocham was, dziękuję że jesteście i... enjoy! :D


 - Jesteśmy na miejscu. - Głos Laxusa wytrącił Lucy z zamyśleń. Choć dotąd nie przykładała zbytnio uwagi do mijanego krajobrazu North Faries, teraz z wrażenia wstrzymała oddech.
 - O mój Boże - mruknęła oszołomiona, nie dowierzając własnym oczom. - Co to jest?!
 W odbiciu szyby dostrzegła ledwo zauważalny profil dumnego kierowcy, jednak jej wzrok skupił się głównie na budowli, której nie powinno tu być.
 W miejscu, gdzie jeszcze niedawno za płotem stała jedynie sterta gruzów, znajdował się bar, zbudowany z ciemnej cegły. Lokal umiejscowiony na skrzyżowaniu między starymi kamienicami zdecydowanie wyróżniał się z tła. Lucy z nieukrywanym zdumieniem zaglądała do szprosowych okien pubu, kiedy wjeżdżała uliczką na tyłu budynku. A tam, mimo iż na dworze zapadł już zmrok, dzięki oświetleniu nad bocznymi drzwiami dostrzegła dwa identyczne samochody o karoserii czarnej jak smoła, zastawione nieopodal kubły na śmieci, oraz podłużny budynek z rozsuwanymi drzwiami, przypominającymi te od warsztatu samochodowego. Na domiar wszystkiego to miejsce było idealnie oderwane od zewnętrznego świata - jedyną drogą dojazdową była ta, którą wjechała z Dreyarem, a zewsząd otaczały ich boczne mury kamienic, pozbawione okien.
 - Laxus, wyjaśnij mi, proszę - zagadnęła dziewczyna, kiedy tylko się zatrzymali. - Jakim cudem wyremontowaliście... Nie, jak zbudowaliście od zera cały bar w tak krótkim czasie?!
 Mężczyzna odpiął pasy i z szerokim uśmiechem spojrzał na zaskoczoną Heartfilię.
 - Dzięki pieniądzom i znajomościom wiele można zdziałać. Dziadek postarał się, by załatwić ręce do pracy przy budowie.
 - Chyba rozumiem.
 Dreyar dostrzegł, że zdumienie znika z twarzy dziewczyny. Nie mówiąc nic więcej opuścił wnętrze Lancii, a Lucy prędko podążyła w jego ślady. Wdychając kwietniowe, wieczorne powietrze zmieszane ze spalinami i smogiem Magnolii City, ruszyła dziarsko w stronę bocznych drzwi baru, starając się nie myśleć o tym, czy to, co właśnie robi jest choć trochę rozważne. Po prostu przeszła pewnie przez otworzone przed nią przejście do - jak się okazało - zupełnie innego, obcego jej świata.
 Nagle gwar ulicy zastąpiła rozrywkowa muzyka puszczona z szafy grającej, a powietrze, którym się zachłysnęła, przesycone było nikotynowym dymem, mocno podrażniającym dziewczęce oczy.
 - Chodź. - Przez panujący wokół hałas ledwo usłyszała za sobą Laxusa. Nim zdołała się za nim odwrócić, została przez niego pociągnięta w głąb baru. Nie miała nawet okazji by na dłużej przyjrzeć się lokalowi, zdobionemu drewnianą boazerią oraz sofami z siedziskiem o kolorze butelkowej zieleni, ani przesiadującym w barze ludziom. A było ich mnóstwo; w całym barze panował niesamowity tłok - goście, zupełnie jej obcy, a także i tacy, których musiała dostrzec gdzieś kiedyś przelotem w North Faries, siedzieli przy whisky, grali w karty wzajemnie się przekrzykując lub przechodzili do sąsiednich stolików czy baru, przez co Lucy wraz z Laxusem momentami musieli się wręcz przeciskać przez cały ten rozgardiasz. Przelotnie dostrzegła jedynie pana Clivera, który tak bardzo skupiał całą swoją uwagę na białowłosej kelnerce za ladą, że nawet nie dostrzegł ich przybycia - w przeciwieństwie do wspomnianej kobiety, dyskretnie zerkającej na nią i Laxusa od samego początku.
 - Mirę i resztę przedstawię ci później - zaproponował Dreyar. - W końcu przyszłaś tu porozmawiać z nim. Inni mogą zaczekać.
 - Racja - potwierdziła Lucy, onieśmielona tym, co przed chwilą ujrzała.
 Tym razem znalazła się w pustym, nieco przyciemnionym pomieszczeniu, gdzie było ciszej i nic nie drażniło jej spojówek. Miejsce to nie było już tak dostojne i odświeżone jak główna część baru, dostępna dla każdego. Na podłodze wyłożone zostały stare, niezaimpregnowane panele, a porozwieszane na ścianach wycinki gazet nieudolnie zakrywały nie do końca rozprowadzoną bądź nieumiejętnie położoną farbę. Większy stół oraz kilkanaście krzeseł, zdobiące sam środek pokoju również przeżyły swoje lata świetności - drewniane meble były zużyte, niektóre z nich nawet połamane i niezbyt zdatne do użytkowania.
 - Nikogo tu nie znajdziesz - oznajmił nagle Dreyar, mijając stół bilardowy i wchodząc po kilkustopniowych schodach na półpiętro.
 - Słucham? - Choć teraz usłyszała go bardzo wyraźnie, Lucy, zaskoczona pytaniem Laxusa, aż przystanęła.
 - Widziałem, że rozglądasz się za znajomymi twarzami. Trafiłaś na zły moment - blondyn zaśmiał się cicho. - Normalnie zastałabyś wszystkich właśnie tutaj, w tym pokoju, jednak teraz załatwiają ważne sprawy.
 - To znaczy? - spytała Heartfilia z nutką zainteresowania, zanim zdołała ugryźć się w język. Na szczęście mężczyzna nie miał jej tego za złe. A przynajmniej nie był bardziej naburmuszony niż zwykle.
 - Erza ma coś do obgadania w kościele, a Cana pewnie znów przesiaduje w kasynie w District Hell. Gray też pojechał w interesach do China Town. Ale nie martw się, jeszcze dziś pewnie spotkasz się z większością - zapewnił jakby dla uspokojenia, lecz Lucy na samą myśl o spotkaniu się ze wszystkimi poczuła, jak jej coraz szybciej bijące serce podskakuje tuż do samego gardła. Raczej nie była na to w pełni przygotowana.
 - I tak wszyscy zbieramy się tutaj o późniejszych porach. W dzień mało kto tu z nas siedzi, sama rozumiesz. Ktoś musi pilnować, co dzieje się na ulicach.
 - A... - Heartfilia urwała, na co Laxus zatrzymał się w niemal na szczycie schodów, prowadzących na pierwsze piętro.
 - Tak? - spytał, odwracając się do dziewczyny, która - kiedy ujrzała jego minę, a także usłyszała odrobinę uniesiony ton głosu - wiedziała, że Laxus specjalnie pominął w wyjaśnieniu pewną, bardzo istotną dla niej osobę. Co za złośliwiec - pomyślała trochę oburzona.
 - Gdzie jest Levy? - spytała wprost, nie chcąc owijać w bawełnę.
 - Cóż... - Mężczyzna nieudolnie próbował powstrzymać powiększający się na jego ustach uśmiech. - Miała dość czekania aż sama wrócisz, więc pojechała z Gajeelem po ciebie.
 - Że... Że jak?! - zająknęła głośniej, z niedowierzaniem.
 - W tej chwili właśnie powinni dotrzeć do Onibus - stwierdził Laxus, od zniechęcenia zerkając na swój naręczny zegarek. - Co, myślałaś, że o tobie zapomnieliśmy?
 - Ja... Nie miała pojęcia - wyszeptała wstydliwie. Zaczęło do niej docierać, jak płytkie było jej myślenie. Powinna się domyślić, że skoro Siergain bez problemu znalazł ją w Onibus, to Gajeela również nie będzie miał z tym problemów. Powinna także wiedzieć, że Levy nie odpuści jej tej ucieczki i wreszcie ją dopadnie.
 - Chodźmy na górę, nie każmy mu czekać.
 Lucy na moment tak bardzo pogrążyła się w zamyśleniach, że dopiero stanowczy głos Laxusa przywrócił ją do świata żywych. I w tej właśnie chwili przypomniała sobie także o pewnej, dość niezręcznej sprawie.

***

 - Więc twierdzi pani, że Lucy wyjechała, nie płacąc uprzednio za czynsz? - Gajeel spytał dla pewności, spoglądając z ukosa na siedzącą obok niego Levy. Jej drgające do góry kąciki ust uświadomiły mężczyznę, że McGarden wcale to nie zdziwiło. Niestety właścicielka mieszkania, u której pili właśnie herbatę, nie była w tak dobrym nastroju. Słysząc, że są znajomymi niejakiej Heartfilii podstępnie wpuściła ich do środka ze strapioną miną. Przy takim widoku do głowy przyszło im tylko jedno - że blondynie stało się coś złego. A tu coś takiego...
 - Dokładnie tysiąc dziewięćset klejnotów - potwierdziła starsza pani, wyraźnie licząc na to, iż dług zostanie natychmiastowo spłacony co do grosza.
 - No cóż - Redfox westchnął strapiony i, pomimo nieskrywanego zdziwienia Levy, sięgnął wgłąb kieszeni płaszcza.
 Czuł, że przyjście tutaj nie będzie dobrym pomysłem. Przez niemal pół roku McGarden błagała go o odnalezienie Lucy, a on przez niemal cały ten czas okłamywał swoją dziewczynę, że wciąż szuka miejsca pobytu Heatfilii. Sam nie wiedział, czy nie wyjawił Levy prawdy przez prośbę samego Don Dreyara, czy po prostu chciał, by obie dziewczyny miały czas na ochłonięcie i poskromienie emocji. Jednak kiedy McGarden dała mu ultimatum, które zmusiłoby go do celibatu, był zmuszony przeprosić szefa i postanowił jak najszybciej wyjawić tej małej marudzie całą prawdę. I tak właśnie jeszcze tego samego dnia znaleźli się tutaj, w Onibus, przygotowani na każdą ewentualność. A przynajmniej tak myślał...
 - Bardzo przepraszamy za naszą przyjaciółkę. To pieniądze za czynsz oraz problem, jaki sprawiła pani Lucy.
 Starsza kobieta aż otworzyła szerzej oczy, kiedy na stole wylądował gruby plik banknotów, liczący zdecydowanie więcej niż jakieś tysiąc dziewięćset klejnotów.
 - Ależ nic się nie stało! - Podekscytowana właścicielka mieszkania wyraźnie pragnęła dopaść leżące przed jej nosem pieniądze, lecz miała w sobie na tyle kultury, że jakimś cudem zdołała powstrzymać się przy gościach. Nie miała więc nic przeciwko, kiedy Gajeel niemal od razu po wyłożeniu gotówki na stół wstał z sofy i pociągnął za sobą zdumioną, wręcz oburzoną Levy. - Do widzenia państwu!
 - Do widzenia, do widzenia - Redfox mruknął na odchodne i czym prędzej wyszedł z mieszkania, w którym do teraz czuć było perfumy Lucy. Bo powątpiewał, by tak chciwą babę jak ta starucha stać było na Chanel No 5 Ernesta Beauxa.
 - Czyś ty oszalał? - syknęła McGarden, której nadgarstek wciąż tkwił w silnym uścisku niezwalniającego mężczyzny. Nawet, gdy opuścili już klatkę schodową. - Po cholerę jej to dałeś?!
 - Spokojnie. Wystarczy, jak Lucy odda mi te tysiąc dziewięćset...
 - Gajeel! - przerwała mu, uderzając Redfoxa z otwartej dłoni w ramię.
 - A ty o co się znowu złościsz?
 - Widziałam, czym jej zapłaciłeś. To były te lewe fałszywki przechwycone od bukmachera z China Town, racja? Racja?! - powtórzyła, gdy nie otrzymała od Gajeela żadnej odpowiedzi. - Przecież Cana kazała ci się tego pozbyć.
 - I właśnie to zrobiłem.
 - Ty masz więcej szczęścia niż rozumu! Gdyby ten babsztyl zorientował się, że zapłaciłeś jej lewą forsą...
 - To co by zrobiła? Postraszyła różańcem? Mała, proszę cię, nawet nie mam tyle swojej gotówki przy sobie! - zarzekł, widząc że nieco rozbawił swoją towarzyszkę. - Nie gniewaj się, nie masz o co - dodał na odczepne.
 - Dobra, dobra! - warknęła McGarden, wywracając oczami. - Ale wiesz co? Przyznam, że Lucy należy się srogie lanie. Za czynsz nie zapłaciła, ale jej perfumy było czuć aż na klatce schodowej. A Chanel do tanich nie należy! - pouczyła Redfoxa z wyciągniętym palcem, jakby ten nie miał zielonego pojęcia o zapachach z górnej półki cenowej.
 - Domyślam się, ty tak ładnie nie pachniesz - dogryzł jej, ściskając dryfujący mu przed nosem wskazujący palec.
 - No wiesz ty co?! - Levy pisnęła zawstydzona, nie bacząc na fakt, iż uniesionym tonem zwróciła na siebie sporą liczbę przechodniów. Natychmiast wyrwała dłoń z uścisku rozbawionego Gajeela, spojrzała na niego spod byka i zaraz po tym ruszyła obrażona przed siebie.
 - Ej, mała, samochód jest zaparkowany tam! - upomniał ją Redfox, wskazując ręką przeciwny kierunek, lecz McGarden nawet się za nim nie odwróciła.
 - Wrócę sobie do Magnolia City pociągiem, oszczędzę ci podróży ze śmierdzielem!
 - Przestań, przecież żartowałem! - zawołał wciąż rozradowany, jednak jego uśmiech zaczął zanikać z każdym kolejnym, nieustępliwym krokiem dziewczyny. - Levy? Levy, zaczekaj!

***

 Po trzykrotnym zapukaniu, Laxus otworzył jedne z drzwi na pierwszym piętrze.
 - Już jesteśmy - oznajmił, przykładając wielką dłoń do spiętych pleców Lucy i popychając skrępowaną dziewczynę do środka. Zmuszona siłą wkroczyła z potknięciem do pokoju, który okazał się być skromnym, aczkolwiek gustownym gabinetem. W przeciwieństwie do innych pomieszczeń w tym barze, biuro było jasne, pomimo swojego surowego wykończenia. Żarówka na ścianie, służąca jako wisząca, tania plafoniera, oraz kloszowana lampa na biurku wykonanym ze zwykłej, taniej płyty meblowej, oświetlały ściany z brunatnej cegły i drewniane, gołe stropy. Półki na tylnej ścianie, zbudowane z tego samego materiału co biurko, świeciły pustkami, natomiast okno znajdujące się po prawej stronie nie było niczym zakryte - żadnej zasłony, żaluzji, zupełnie niczym. Lucy nigdy przedtem nie widziała tak ubogiego gabinetu. Nie mogła jednak powiedzieć tego samego o właścicielu biura, który na jej widok wstał ze skórzanego krzesła z szerokim uśmiechem na ustach.
 - Nareszcie jesteś, Lucy! - przywitał ją Don Makarov, kiedy Laxus zamknął drzwi niemalże tuż za jej plecami.
 - Witaj... Donie - mruknęła niemrawo, nie wiedząc jak poprawnie zwracać się do niskiego starca, który właśnie wyszedł jej na przeciw.
 Musiała przyznać, że Don Dreyar wyglądał o wiele lepiej i okazalej niż w dniu, w którym został uniewinniony. Pozbawiony zarostu, z włosami idealnie zaczesanymi do tyłu i w beżowym garniturze prezentował się dość dostojnie. Tylko zmarszczki, wzrost oraz nieposkromiony błysk w oku pozostały u niego niezmienne.
 - Jak minęła ci podróż do Magnolia City? - spytał, delikatnie ściskając chłodne dłonie dziewczyny. - Gajeel i Levy dotarli tu z tobą?
 Z początku Hertfilię dziwił fakt, iż Makarov nie jest zdumiony jej obecnością - zupełnie jakby na nią czekał, lecz wtedy przypomniała sobie, że tak właśnie było.
 - Tak właściwie, to Lucy musiała się z nimi minąć - wtrącił Laxus, spoglądając wymownie na swojego dziadka.
 Na moment w gabinecie zapadła cisza, a dziewczyna poczuła się jak gnat otoczony przez wygłodniałe wrony w połowie stycznia. Strasznie ją to krępowało.
 - Czy to prawda, panienko? - dociekał Makarov nieco oschlejszym tonem, który jednak nie zraził Lucy. Zamiast tego, dziewczyna zebrała się na odwagę i również ścisnęła dłonie mężczyzny - ciepłe i pomarszczone, tak bardzo odmienne od jej własnych.
 - Przepraszam, Donie, że tak od razu do tego przechodzę, jednak potrzebuję pańskiej pomocy - stwierdziła wprost poważnym tonem i z kamienną twarzą. Myślała, że może urazić go tą bezpośredniością, jednak starzec jedynie przytaknął głową, jakby tylko czekał na te słowa.
 - Laxus, przynieś proszę najlepszą whisky, jaką mamy na stanie - poprosił radośnie. - Takiego spotkania nie można opić byle czym.

 - Witaj, Natsu! - zawołała Mirajane, machając do przeciskającego się w ich stronę młodzieńca.
 - Przesuńcie te swoje tłuste dupska, do cholery! Przejść nie idzie! - wrzasnął Dragneel, bez problemu zagłuszając muzykę z szafy grającej. Poskutkowało: tłum odsunął się od Natsu na boki, jak wody Morza Czerwonego rozstąpione przez Mojżesza, a sam młodzieniec w mgnieniu oka dotarł pod barową ladę, tuż obok chichoczącego Gildartsa.
 - Gdzie zgubiłeś Fullbustera? - spytał mężczyzna, trzymając w dłoni szklankę ze szkocką. Jego zarumienione policzki i podchmielone oczy zdradzały, że nie jest to jego pierwszy trunek dzisiejszego wieczoru.
 - Pojechał do Tobiego i Yukiego. Tych od kasacji samochodów - dopowiedział Natsu, ściągając z głowy kapelusz i wzdychając męczeńsko po ciężkim, na szczęście kończącym się dniu. - Don kazał mu załatwić jakieś tańsze wozy, więc poszedł do nich z kilkoma butelkami whisky i... No, pewnie prędko nie wróci. Ach, i oczywiście witaj, Mirciu. - Dragneel uśmiechnął się promiennie do kelnerki, która odwzajemniła gest i podała mu wypełnioną do połowy szklankę do whisky. Dobrze wiedziała czego potrzebuje styrany mężczyzna po zmierzchu, za co Natsu oraz każdy inny w tym barze był skłonny całować tą kobietę po rękach. Zawsze nalała schłodzonej whisky gdy człowiek był spragniony, poczęstowała szarlotką własnej roboty kiedy ktoś zgłodniał, a raz nawet zaśpiewała przepięknym głosem podczas awarii szafy grającej. Po prostu Mirajane anioł Strauss.
 - Wyciągnij najlepszą whisky jaką mamy! - zawołał lekko zmachany Laxus, który dosłownie wyrósł koło nich jak z podziemi. I przy okazji porządnie zatrwożył Gildartsa.
 - Nie strasz tak ludzi, idioto!
 - Najlepszą? A cóż to za okazja? - dociekał Dragneel, olewając prawie-zawał Clivera oraz przystawiając swoją szklankę z whisky do ust. Nie dane mu jednak było zakosztować pysznego, zimnego trunku, mającego na celu ugasić pragnienie, panujące w jego suchym przełyku. Musiał obejść się smakiem, gdyż Dreyar bezczelnie zabrał mu szklankę sprzed nosa i jednym chlustem opróżnił jej zawartość.
 - Dziadek ma gościa. Zaraz sam zaniesiesz szkocką do góry, to dowiesz się szczegółów - wyjaśnił Laxus, odkładając puste naczynie na ladę i zupełnie ignorując przy tym mordercze spojrzenie młodzieńca.
 - Chodzi o tą ładną blondynkę w beżowym płaszczu, którą zaprowadziłeś kilka minut temu do góry? - spytała Mirajane, niby to obojętnym tonem, a Natsu i Gildarts spojrzeli po sobie z szerzej otwartymi oczami.
 - Lucy?! - zawołali jednocześnie, a Laxus wywinął oczami.
 - Ty to specjalnie zrobiłaś, co nie, Mircia? Zepsułaś całą niespodziankę - mruknął naburmuszony, lecz w barze wciąż panował taki gwar, że ledwo usłyszeli jego słowa.
 - Specjalnie? Skąd. To nie moja wina, że otaczają mnie same bystrzaki - stwierdziła niewinnie i podała Dragneelowi butelkę niemal pięćdziesięcioletniej Dalmore the 40, uprzednio puszczając mu zadziorne oczko.

 - Więc chcesz, żebyśmy spłacili za ciebie dług? - usłyszał Dragneel, stając tuż u progu drzwi od gabinetu szefa. Już miał chwycić za klamkę, jednak powstrzymał się w ostatniej chwili. Nic się przecież złego nie stanie, jak nastawi nieco ucha i podsłucha ociupinkę rozmowy, jaką prowadzili Don Makarov z...
 - Spłacić? Ależ skądże, nawet nie śmiałabym o to prosić! - zawołała Lucy, a Natsu mocniej ścisnął butelkę whisky w dłoni. Choć słyszał jej dość charakterystyczny głos, teraz jeszcze bardziej nie dowierzał, iż dziewczyna faktycznie wróciła do Magnolia City. Zaznał nieposkromionej chęci zobaczenia jej na własne oczy; jak niewierny Tomasz musiał ujrzeć, żeby uwierzyć, ale powstrzymały go słowa Dona, które po chwili usłyszał.
 - To jakiej pomocy oczekujesz? - spytał Makarov, a zaciekawiony Dragneel szczelniej przystawił ucho do drzwi.
 - Muszę jak najszybciej sprzedać kancelarię ojca. A raczej to, co z niej zostało - Heartfilia dopowiedziała smutniejszym tonem i na moment zamilkła. Natsu natomiast momentalnie poczuł, jak krew w jego żyłach zastyga; dobrze wiedział, dokąd zmierza jej rozmowa z Donem.
 - „To, co z niej zostało? - Dreyar powtórzył za dziewczyną. - Co to znaczy?
 - Chyba nie bywa pan zbyt często w Magnolia Center, prawda? - Z gabinetu dobiegł krótki, wymuszony śmiech Lucy. - Kancelaria wygląda gorzej niż ten bar przed remontem. Sam gruz i popiół. Jedyne co cenne to grunt, lecz i jego cena również drastycznie spadła po podpaleniu...
 - Podpaleniu?! - Kiedy Makarov uniósł głos, Natsu wiedział, że musi coś zrobić. Najlepiej uciekać jak najdalej stąd. Na samą myśl o tym, co Don Dreyar zrobi z nim, gdy dowie się prawdy... A na pewno się dowie, w końcu Lucy nie miała powodu, by bronić jego czterech liter.
 - Podpaleniu! Ktoś ją podpalił?! Wiesz, kto był do tego zdolny?!
 - To nie tak, jak Don myśli - oświadczyła prędko Heartfilia. - Nikt nie był do tego zdolny, po prostu gaz ulatniał się z kuchenki i...
 Natsu niepewnie odsunął ucho od drzwi biura, które po sekundzie otworzył na oścież.
 O nie, tak nie będzie! - pomyślał ze złością i nie bacząc na zaskoczenie Dona, wparował do jego gabinetu. Młodzieniec z rozmachem postawił butelkę Dalmore'a na biurku, po czym spojrzał karcąco na Lucy, do imentu zaskoczoną jego obecnością.
 - I po co kłamiesz, cycata zołzo? - nakrzyczał na Heartfilię. - Zapomniałaś już, że to ja spaliłem ci chatę?
 - Ty?! - wrzasnął momentalnie rozjuszony Makarov, powstając z krzesła i uderzając pięściami w blat biurka. - Znowu ty?!
 - Ale Donie, to był przypadek! - zawołał natychmiast młodzieniec, w bezradnym geście unosząc do góry dłonie i posyłając szefowi szeroki uśmiech - mimo iż wiedział, że teraz nic mu to nie pomoże.
 - Ty cymbale! Niemal codziennie ktoś się na ciebie skarży, bój się Boga, Natsu!
 - Ja się niczego nie boję - odszczekał z dumą różowowłosy, jednak to jeszcze bardziej zdenerwowało starca.
 - Kurwicy można z tobą dostać! Teraz będziesz musiał jej pomóc! - Makarov wskazał palcem na oszołomioną Lucy, a Natsu wybałuszył na niego oczy.
 - Jej?! - Dragneel również wskazał na dziewczynę. - A to niby czemu?!
 - Przyznałeś się do podpalenia kancelarii jej ojca? No więc nie masz wyjścia.
 - Ale...
 - Bądź mężczyzną i bierz odpowiedzialność za swoje czyny, Natsu!
 - Pff... - młodzieniec prychnął pod nosem i spojrzał w bok. Zachciało mu się ojcowskich wywodów.
 - To nie istotne, w jakich okolicznościach spłonęła kancelaria. Poza tym, gdyby nie Natsu, to zwęgliłabym się razem z nią - Lucy odrzekła niepewnie, uciszając tym stwierdzeniem poddenerwowanych mężczyzn. Zawieszając spojrzenie na swoje złączone kolana, zaczęła miętolić w dłoni końcówkę wiosennego płaszczyka. Wiedziała, że faceci świdrują ją niczym rentgen, a wolała uniknąć ich ciekawskich spojrzeń. - Po prostu znajdźcie kupca. To wszystko, o co proszę.
 Don Dreyar i Natsu zerknęli po sobie w milczeniu. Zachowanie Heartfilii było dla nich niezrozumiałe.
 - Dlaczego powierzasz nam coś tak... prostego, drogie dziecko? - spytał wprost Makarov, o wiele spokojniejszy niż przed chwilą, na co dziewczyna szybko uniosła swój wystraszony wzrok wprost na zaciekawioną, nieco zatroskaną twarz Dona.
 - Mam rozumieć, że nie zajmiecie się taką pierdołą? - zadała ze zrezygnowaniem.
 - Nie to miałem na myśli - zaprzeczył staruszek, kiwając ponuro głową. - Po prostu sprzedaż gruntu czy domu to dzisiaj nie problem, pełno jest w centrum biur nieruchomości.
 - Będzie mi ciężko kooperować z takim biurem, zważając na fakt, że... - Lucy urwała na moment, nabierając więcej tlenu do płuc. - Nie będzie mnie na miejscu. Jeszcze dziś muszę wyjechać.
 - Wyjechać? - powtórzył Natsu, zaskoczony jej nagłym orzeczeniem. - Przecież dopiero co wróciłaś!
 - Tak wyszło. Nie mogę tu długo zostać. Ja... Mam pewne sprawy do załatwienia.
 Głos dziewczyny stawał się coraz bardziej rozchwiany i drżący. Słysząc to, Makarov zmarszczył brwi, przez co jego twarz przybrała nieco surowy wygląd.
 - Zostań chociaż na noc, gdzie się będziesz włóczyć po nocach - zaproponował Dragneel, opierając dłoń na ramieniu dziewczyny, która od dłużej chwili nawet nie odwróciła głowy w jego stronę. Czując uścisk na barkach, wzdrygnęła się niby zlękniona, lecz młodzieniec szybko zorientował się, że Lucy po prostu delikatnie drży.
 - Lucy?
 Pękła. Po tak emocjonującym dniu wszystkie uczucia spłynęła na nią lawiną.
 - Nie mogę tu zostać, przykro mi - wydukała, siląc się na uśmiech, jednak jej zaszklone oczy i tak wprowadziły Natsu w zakłopotanie.
 Co sobie myślała, pakując wszystkie swoje rzeczy i przyjeżdżając tu z powrotem? Przecież Siergain przestrzegał ją przed tym - Bóg jeden wie, co by zrobił, jeśli dowiedziałby się o jej pobycie w Magnolia City. Zaczęła się bać. Wszystko było dobrze do czasu, kiedy jak odludek męczyła się ze swoją samotnością kilkadziesiąt kilometrów dalej. A teraz, kiedy wróciła i spotkała dawnych znajomych, gdy zaczęła myśleć nie tylko o sobie, odczuła strach, jakiego od dawna niedane jej było przeżyć. Strach przed tym, że gdy ktoś z jej bliskich dowie się prawdy o jej współpracy z Grimoire Heart, to straci wszystko i wszystkich na dobre.
 - Mogłam tu jednak nie przyjeżdżać. - Myśli same wypłynęły jej przez usta. Nie miała świadomości, że wypowiedziała to na głos, dopóki Makarov ponownie nie uderzył pięściami w biurko.
 - Dosyć tego, Lucy! - ryknął tak głośno, że dziewczyna podskoczyła na krześle. - Nigdzie nie pojedziesz!
 - Kiedy ja nie mogę tu zostać, Donie...
 - To nie jest prośba, nie masz nic do gadania! Posłuchaj... - Staruszek westchnął po chwili, próbując uspokoić nerwy. - Mam pewną propozycję. Potrzebujesz naszej pomocy, a my potrzebujemy ciebie.
 - Mnie? - spytała lekko zlękniona zdenerwowaniem Dreyara.
 - Ściślej mówiąc, prawnika. Pracuj dla nas, a spłacę za ciebie cały dług. Będziesz mogła nawet zachować kancelarię ojca.
 - Pracować? Dla was?
 - Dla Fairy Tail. To oczywiście tylko propozycja, masz prawo odmówić - dodał naprędce. - Jednak nie ma mowy, byś znów wyjechała z Magnolia City. Pojęcia nie mam, kto cię tak zastraszył, że postanowiłaś stąd uciec, ale przestań robić z siebie popychadło. To twój dom, do cholery! Nie daj się wywalać z własnego gniazda!
 Lucy zamilkła na dobre. Spuszczając coraz niżej głowę, poczuła pierwsze łzy spadające na jej płaszcz. Makarov dał jej taką reprymendę, że jedyne co była w stanie z siebie wydukać, to krótkie „przepraszam”.
 - Ty nie przepraszaj, tylko ogarnij się w końcu, dziewczyno! Masz dom, ludzi, którzy chętnie pomogą ci z dręczącymi cię kłopotami, więc przestań uciekać jak tchórz, weź sprawy w swoje ręce i zacznij coś robić ze swoim życiem. W taki sposób, w jaki postępowałaś dotychczas, tylko uprzykrzałaś sobie życie. Powiedz, czy naprawdę dobrze ci było z dala od domu, od znajomych? Rozumiem, że może potrzebowałaś odpocząć, ale żeby opuszczać wszystkich na prawie pół roku? Nie doskwierała ci samotność?
 Trafił w samo sedno, tak głęboko, że rozchwiane wątpliwościami serce Lucy zadrżało mocniej.
 - A pomyślałaś chociaż o takiej McGarden, kiedy wyjeżdżałaś bez słowa? Wiesz, jak wielką przykrość wyrządziłaś swojej przyjaciółce? - kontynuował Makarov, gdy niespodziewanie Natsu zainterweniował wymuszonym chrząknięciem.
 - Wybaczcie, że wtrącę, ale wyjaśni mi ktoś w ogóle, o jaki dług się tutaj rozchodzi? - wypalił młodzieniec, zupełnie ignorując wściekłe spojrzenie Dona, któremu przerwał.
 - Cóż, nie będę się na ten temat zbytnio rozwodzić - burknęła smutno Lucy, spoglądając bezradnie na Dragneela. - Na odczytaniu testamentu ojca dowiedziałam się o jego zaciągniętym kredycie w banku. Nie jest to dług przypisany na jakąś hipotekę, ani nie jest on zawarty w testamencie, więc nie mogę się tego zrzec. Nawet nie wiem na co ojciec wziął tą pożyczkę i co zrobił z pieniędzmi, ale jako jedyna żyjąca krewna, jestem zmuszona do spłaty długu. Kwota nie jest mała, bo w grę wchodzi ponad sto tysięcy klejnotów, dlatego pomyślałam o sprzedaniu kancelarii, która na szczęście nie jest zadłużona... Nadążasz? - zagabnęła do Natsu, który przyglądał się jej, jakby tłumaczyła mu prawa fizyki kwantowej.
 - Nie znam się na tym i niewiele z tego rozumiem - przyznał uczciwie. - Ale widzę, że to jedna z tych spraw.
 - Tych spraw? - Teraz to Heartfilia spoglądała na młodzieńca bez zrozumienia.
 - No takich, w których jedynym rozsądnym wyjściem jest wyjście na jednego mocniejszego - wyjaśnił, chwytając za butelkę whisky i polewając ją do szklanek, uprzednio wyciągniętych przez Dona.

 ***

 Levy zaczęła rozpaczać nad decyzją, którą podjęła w pośpiechu. Gdyby nie strzelała fochów na Gajeela i wracała z nim samochodem, zapewne byłaby już na miejscu. A tak, zamiast w Magnolia City, w barze wraz ze wszystkimi, siedziała w pociągowym przedziale obok chrapiącego, starszego pana oraz jego żony, która przez swoją protezę zębową z ledwością gryzła herbatniki. Chryste panie, skoro ma sztuczną szczękę, to nie mogła przygotować sobie na drogę czegoś mniej twardego do jedzenia? Na domiar wszystkiego za oknem zrobiło się całkiem ciemno, a pociąg dojeżdżał do Shirotsume - chyba największego zadupia w całym kraju.
 - I po co mi to było - jęknęła zdruzgotana, z myślą, że Redfox pewnie siedzi już w barze i świetnie bawi się bez jej towarzystwa.
 Znudzonym spojrzeniem zerknęła na siedzącą naprzeciw staruszkę, która posłała dziewczynie szeroki uśmiech ze źle dopasowaną protezą.
 - Może herbatniczka, złociutka?
 - Podziękuję... - mruknęła McGarden, z całych sił próbując nie okazywać obrzydzenia na widok latającej szczęki w gębie staruszki. Spoglądnęła za okno, chcąc uciec przed tym niesmacznym widokiem, lecz nie widziała za nim nic, prócz ciemności. Nie było w pobliżu żadnych domów ani ulicznych latarni - same pola i lasy. Jedynie w oddali widać było małe, żółte punkciki; biorąc pod uwagę, co znajduje się w Shirotsume wywnioskowała, że muszą to być światła z okien pobliskiego szpitala dla obłąkanych. Przyciskając policzek do chłodnej szyby, dostrzegła po chwili ulicę, chyba jedyną oświetloną w tej mieścinie, która prowadziła do zakładu psychiatrycznego. Była to nie lada atrakcja po mijaniu czerni i jeszcze czarniejszej czerni, więc kiedy dostrzegła do tego kilka samochodów za szlabanem kolejowym, była wręcz wniebowzięta. Cywilizacja! - uśmiechnęła się pod nosem, lecz gdy wagon Levy idealnie mijał się z przejazdem kolejowym, dziewczynie zrzedła mina. Wydało jej się nieco podejrzane, by o tej porze, w takiej pipidówie gdzie praktycznie nic nie ma, przejeżdżały cztery identyczne Ople Olympia(*1) o takiej samej, granatowej karoserii. Kiedy jednak tylko straciła samochody i ulicę z oczu, przestała zaprzątywać sobie tym głowę, uważając to za nic nieznaczący incydent.

***

 Niecałe dwie godziny wystarczyły, by pięćdziesięcioletnia szkocka została niemal w całości opróżniona. Na dnie butelki pływały ostatnie krople - dla Natsu i Don Dreyara takie tempo najwyraźniej stanowiło normę, jednakże dla Lucy, która nie tknęła alkoholu przez kilka miesięcy, taka dawka whisky okazała się być zbyt wielkim wyzwaniem i mocno przyćmiła umysł dziewczynie.
 Wcześniej, kiedy jeszcze Heartfilia zdolna była do płynnego wysławiania się, zdążyła opowiedzieć mężczyznom o tym, co robiła w Onibus. Nie trwało to długo - wyjawiła, iż wynajmowała kawalerkę, z której, uciekła nie płacąc za zaległy czynsz, oraz że pracowała w sklepie sportowym, gdzie płacili jej jak i kiedy chcieli. Przyznała również, że żyła z dnia na dzień. Słowem nie wspomniała jednak o tym, jak bardzo tęskniła ani o doskwierającej w obcym mieście samotności. Nie powiedziała także o poszukiwaniu pracy na stanowisku choćby asystentki w kancelarii prawniczej, ponieważ doskonale wiedziała, że wtedy Makarov nie dałby jej spokoju ze swoją propozycją.
 Na szczęście Don Dreyar z Natsu mieli o wiele więcej do opowiedzenia. Przez długie dziesiątki minut słuchała jak zaczarowana o zmianach, jakie zaszły w North Faries. Z nowinek z najwęższego kręgu dowiedziała się o przeprowadzce Laxusa i Cany na własne cztery kąty. Ponoć pan Clive do dziś nie może się z tym pogodzić, a Makarov co wieczór dostaje na głowę, słysząc jego lamentowanie. Większym zaskoczeniem dla Lucy okazał się fakt, że mieszkają oni w dawnej kawalerce Gajeela, który - niedługo po jej wyjeździe do Onibus - wprowadził się do Levy. Rzekomo stało się tak pod pretekstem zapewnienia ochrony pannie McGarden po minionych wydarzeniach i sprawie z Tono Rabbitsem, jednak każdy widział i wiedział, co w trawie piszczy.
 Z przeróżnych, mniej i bardziej zabawnych anegdot, Lucy poznała już Mirajane oraz Elfmana Strauss - rodzeństwo zatrudnione w barze przez Laxusa. Ponoć za dbanie o porządek w lokalu powinien należeć im się jakiś order, ale póki co zamiast orderu dostają sowite premie. Ponadto usłyszała kilka znajomych nazwisk; nigdy nie przypuszczałaby, że codziennie w barze ”Pod Wróżkowym Ogonem” będzie mogła spotkać Wakabę, niegdyś stałego klienta w „Monopolu na Wzgórzu”.
 Jednak najbardziej wdzięczna była za fakt, że przez cały czas jej pobytu w Onibus, Levy wraz z Erzą dbały o nagrobki państwa Heartfilia. Kiedy o tym usłyszała, jej wzruszenie nie miało umiaru. Don Dreyar wyciągał z kieszeni chusteczki jak iluzjonista z cylindra, lecz wciąż ich było za mało. Dziewczyna przestała płakać dopiero wtedy, gdy poznała kilka szczegółów na temat sytuacji, panującej w North Faries.
 Ponoć Oracion Seis nie postawia już stopy w całej północnej części miasta - nikt nie niszczy lokali ani nie pobiera przymusowego pizzo(*2), także drobne rozboje i kradzieże przeszły tutaj do legendy. Niestety jakieś kłopoty są zawsze - obecnie Fairy Tail boryka się z poważnym problemem dystrybucji narkotyków na ich terenie oraz z nowym komendantem policji stołecznej, który coraz bardziej ma ich na oku. A wtyki w policji wciąż brak. Don Dreyar wspomniał coś jeszcze o niereformowalności Dragneela, ale kiedy tylko Makarov zaczynał ten temat, Natsu zmieniał go na inny. Młodzieniec już kilkukrotnie chwalił się o swojej pozycji w „rodzinie”, jak i tym, że zasługi za spokój w całym China Town przypadają właśnie na niego i Graya.
 Lucy była skłonna zrozumieć, dlaczego cała północna część Magnolia City jest przychylna mafii Fairy Tail, a nawet uwierzyć, że właściciele sklepów i drobni przedsiębiorcy dobrowolnie płacą im regularny haracz za ochronę. Jedyny szkopuł, jaki Heartfilia widziała w tym wszystkim, to zbyt piękne i sielankowe przedstawienie obecnej sytuacji. Brakowało tylko zakończenia tej historii słowami „I żyli długi i szczęśliwie”. Nie była ani tak głupia, ani tak pijana, by uwierzyć w każde ich słowo, a przynajmniej, by nie domyślić się, że nie mówią jej wszystkiego. Nie była za to na tyle trzeźwa, by w jakikolwiek sposób wyrazić na ten temat opinię. Po pewnym czasie po prostu wsłuchiwała się w rozmowę Makarova i Natsu, których języki również stawały się coraz bardziej rozmiękczone. Daleko im jednak było do stanu Lucy, która półprzytomna rozlewała się na blacie biurka. 
 - Alkohol się... skończył - oznajmiła nagle, potrząsając prawie pustą butelką.
 - No i dobrze, ty już masz chyba dość - zakpił z niej Dragneel, jednak dziewczyna miała na ten temat odmienne zdanie.
 - Ja... dopiero się... rozkręcam! Idę... na dół po następną... tą...
 - Butelkę? - pomógł jej rozbawiony Natsu.
 - Tak, butelkę! I nie śmiej... się ze mnie, idioto - burknęła oburzona, bezproblemowo wstając z krzesła. Komplikacje pojawiły się w chwili, kiedy Lucy musiała dość do drzwi. Chód w linii prostej był w jej stanie rzeczą niewykonalną.
 - Natsu, zawieź ją w bezpieczne miejsce - rozkazał Don, rozcierając dwoma palcami powieki, piekące ze zmęczenia. - W takim stanie nie ma sensu, by się dziś z kimkolwiek witała.
 - To może niech zostanie tutaj, w barze? - zaproponował Dragneel, w ostatniej chwili dostrzegając Lucy przy schodach. Gdyby nie zerwał się z krzesła i nie złapał dziewczyny w pasie, ta z pewnością sturlałaby się na samiuśki parter. - I co ja mam z nią zrobić? - jęknął załamany stanem Heartfilii.
 - Puść mnie. Umiem schodzić... po schodach... 
 - Wymyśl coś - stwierdził obojętnie Makarov, podchodząc do otwartych drzwi biura.
 - Szefie, no! 
 - Widać od razu, że panna jest zastraszana - staruszek bezlitośnie ignorował narzekanie młodzieńca. - Masz zadbać o jej bezpieczeństwo, jasne? Pilnować dniem i nocą, żeby czasem znów nie wyjechała.
 - Tylko bez takich, nie dam zrobić z siebie niańki! 
 - Trzeba było nie puszczać z dymem kancelarii jej ojca - stwierdził Don ze złośliwym uśmieszkiem i bezczelnie zamknął Dragneelowi drzwi przed nosem.
 Zdruzgotany spojrzał na upojoną dziewczynę, która niemal zasypiała mu w rękach. I co miał począć z takim fantem? Ale rozkaz Don Dreyara był bezdyskusyjny; skoro to jemu powierzył opiekę nad panną Heartfilią, to po prostu musiał dopilnować, by włos jej z głowy nie spadł.
 - Natsu, przepraszam. Chyba faktycznie... przesadziłam - wymamrotała Lucy, zerkając na niego i bezskutecznie próbując wyswobodzić się z męskiego uścisku. - Naprawdę przepraszam.
 - Przestań już gadać - stęknął ze zrezygnowaniem, ostrożnie prowadząc pijaną po schodach. O dziwo udało mu się to bez większych perypetii, Lucy nie była tak bezwładna, jak mogło się zdawać i nawet usiłowała z nim współpracować. Bezproblemowo wyszli bocznym wyjściem na tyły baru, gdzie Heartfilię nieco ocknęło chłodniejsze powietrze.
 - Lepiej ci? - spytał Dragneel, a dziewczyna jęknęła cicho pod nosem. Nie miał pojęcia, co oznaczała ta odpowiedź, ale dla pewności mocniej ją przytrzymał. 
 Kiedy wyszli na ulicę, Natsu rozejrzał się na boki za taksówką. 
 - Kurwa mać, jak żabojad jest potrzebny, to nigdy go nie ma!
 - Kto? - zagadnęła Lucy.
 - No Fullbuster - wyjaśnił z irytacją, wciąż się rozglądając. Na szczęście w niewielkim ruchu ulicznym dostrzegł nadjeżdżającego w ich stronę Forda A. Powiększając uścisk w pasie Heartfilli, wyciągnął jedną rękę przed siebie i zaczął nią machać.
 - Nie chcę do Graya... On mnie zamorduje.
 - Po tym, co zrobiłaś, kto by nie chciał cię zamordować? - prychnął Dragneel. - Odwaliłaś niezły numer, wyjeżdżając bez słowa na tyle czasu. 
 - Nie o to chodzi. - Lucy użyła resztki sił, by stanąć na prostych nogach i delikatnie odsunęła od siebie młodzieńca. - On... Ja... Och! 
 Zdruzgotana usiadła na krawężniku i zakryła twarz w dłoniach.
 - Nawet nie masz pojęcia, Natsu... Co ja zrobiłam.
 Taksówka, którą wołał Dragneel ominęła go, jakby był przezroczysty. Wkurzony, chwilowo zrezygnował z łapania transportu, usiadł obok załamanej Lucy i odpalił papierosa. 
 - Przespałaś się z nim? - zadał jej bezpośrednie pytanie, które zupełnie zbiło z ją tropu. I chyba nieco ocuciło.
 - Przespać? Nie, ja z nikim...! - wyznała, czego z pewnością nie zrobiłaby na trzeźwo. - Jeśli ci to powiem, to ty... Znienawidzisz mnie. Z pewnością mnie znienawidzisz. Wszyscy... 
 Kiedy Heartfilia zaczęła się osuwać, Natsu pociągnął dziewczynę do siebie i oparł jej głowę na swoim ramieniu.
 - Ale ja tak nie mogę. Nie mogę okłamywać... Muszę wyjechać. Muszę, zanim...
 Nie potrzebował widzieć twarzy Lucy, obecnie całkowicie zasłoniętej przez jasne, gładkie włosy, by wiedzieć, że płacze. 
 - Masz rację, łgarstwo to jedno z najgorszych świństw. Nienawidzę kłamców - przyznał, niezdarnie klepiąc Heartfilię po ramieniu. - Ale nigdzie nie wyjedziesz. A już na pewno nie z miasta.
 - Ty nic... Nic nie rozumiesz! Rany, co mam zrobić? - zachlipała z bezradności.
 - Jak to co? - Natsu wstał z krawężnika, wyszedł na środek ulicy i własnym ciałem zmusił nadjeżdżającą taksówkę do zatrzymania. - Jedziemy do mnie - oznajmił, posyłając zaskoczonej Lucy prowokatorski uśmiech. 


1) Opel Olympia - niemiecki samochód klasy średniej z trzybiegową skrzynią manualną, osiągający maksymalną prędkość 105km/h, produkowany od roku 1935
2) pizzo - haracz


Będzie mi miło, jeżeli wyrazicie swoją opinię o rozdziale w komentarzu, lecz przede wszystkim mam nadzieję, że po prostu się wam on spodobał ;)

40 komentarzy:

  1. Kurde, Yasha, jest rozdział!! Nie wierzę własnym oczom i mam ochtę płakać ze szczęścia. Po takim czasie *pociąga nosem ze wzruszenia*
    Wstępu nie przeczytałam, bo chciałam jak najszybciej dowiedzieć się co i jak. Za chwilę to zrobię... może.
    Te porównania z Biblii mnie rozwaliły. Rozstąpili się niczym Morze Czerwone... no nie wiem, co powiedzieć. Ja bym nigdy tej sytuacji do tego nie przyrównała. Takich rzeczy to może po Erzie bym się spodziewała?
    Bar jest odnowiony! I to w jakim stylu! A Mira „Aniołek“ Strauss przy barze. Zarazem Makarov taki ojcowaty, mam wrażenie Wszystkim się zajmie, pomoże Lucynce... a Natsu ochrzani. Rzeczywistość xD. Z drugiej strony, tak mało znajomych twarzy. Ja rozumiem, jest robota, ale przecież można przewidzieć przyszłość i odwiedzić Bar, co nie?!
    Mimo wszystko najlepsza była scena z Gajeelem i Levy. Ja tę dwójkę ubóstwiam! <3 <3 I kiedy Gajeel wyciągał te pieniądze, to ja na serio myślałam, że on taki dobry, że za Heartfilię zapłaci... a tu co? Pieniądze fałszywe. No nic, może następnym razem :D
    To Lucy żyje z dnia na dzień, a na perfumy Chanel ją stać? Szczerze podziwiam. Redfox wymiata! Jego komentarze muszę wydrukować i powiesić w ramce w pokoju <3 <3 Chociaż trochę żal mi Levy. Ale tak tylko ociupińkę. Sama przecież się fochnęła i pojechała pociągiem. A kiedy chłopakowi ten uśmiech schodził z ust i wolał za nią, to myślałam, że ją siłą do tego auta zaciągnie. I pomyśleć, że oni mieszkają razem... ale to w dalszej części komentarza.
    Te samochody... czyje one są?? Kurde, mam jakieś zaćmienie umysłu, i nawet się domyślić nie mogę! No nic, jak mi przejdzie, to się zastanowię.
    Natsu, nie podsłuchuje się!! A Lucy chciała Donowi taki kit wcisnąć. Stety lub niestety - oczywiście na scenie pojawił się nasz ukochany aktor (o Natsu chodzi) i wysiłki dziewczyny spełzły na niczym. Na szczęście pojawia się whisky oraz wielkoduszna (albo nie xD) propozycja pracowania jako prawnik. Szczerze mówiąc, mi to pasuje. W końcu Lucynka jakoś tam by się stała częścią Fairy Tail. A jako wtyka w policji... ja chcę Juvię!! A Heartfilia tylko przeprasza. Przeprasza tu, tam - temu nie ma końca! Ale ją rozumiem. Też mam nawyk przepraszania za wiele rzeczy. Niestety, kiedy akurat POWINNAM przeprosić, tego nie robię. Noale.
    Co oni przed nią ukrywają? Dobra, narkotyki obecne, haracz dla mafii jest i co jeszcze? Zaćmienie umysłu po raz kolejny (!) daje o sobie znać. Tak, tak, przychodź częściej, to niedługo wykituję.
    Wiedziałam! Wiedziałam! Po prostu wiedziałam, że Natsu zabierze dziewczynę do siebie. I nie rozumiem, co ona ma do Graya. Albo raczej Fullbuster do niej... Laxus i Cana się przeprowadzili! Świętujemy! *rozwiesza wszędzie girlandy* A Gajeel i Levy - moja wyobraźnia działa na pełnych obrotach. *zamawia tort przez telefon* No i po co wmawiać innym, że to dla ochrony, chciaż wszyscy wiedzą, o co tutaj chodzi?

    Rozdział fajny, ciekawy i w ogóle super. Oby tak dalej! (Tylko mam nadzieję, że kolejne jednak będą trochę częściej niż niemal raz na dwa miesiące). I teraz jak tu zakończyć...
    Trzymaj się! I pisz dalej! A co do weny - jeśli renifery dotrą na miejsce, daj znać :D
    A teraz idziemy czytać wstęp *przewija do góry strony*...
    Pozdrawiam! (Czy co tam chcesz, bo nie wiem, co powinnam napisać).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz, Kayo! :*
      Jak przeglądałam rozdział na telefonie (po dwóch godzinach snu T.T), to faktycznie pojechałam z tymi porównaniami z Biblii. Nie tylko o Morzu Czerwonym, ale i o niewiernym Tomaszu wspomniałam... Co się ze mną dzieje :'D.
      Pozostałe znajome twarze "zobaczysz" wkrótce, obiecuję :) Tak samo myślę, że bardzo szybko rozświetlę ci te zaćmienia umysłu... Nawet teraz pomogę. W sprawie samochodów musisz być cierpliwa i zaczekać (może to faktycznie był nic nie znaczący incydent? :D), lecz jeśli chodzi o ukrywanie czegoś przed Lucy, to nie o to mi do końca chodziło. Po prostu Makarov i Natsu przedstawili sytuację w mieście/na dzielnicy w taki sposób, że bezproblemowo pozbyli się niedobrych panów, a Fairy Tail jak szlachetni bohaterzy, których wszyscy kochają, zaprowadził na ulicach spokój i ład. No chyba trochę zbyt pięknie to brzmi, prawda ;p? Po prostu nie wdrążyli Lucy w szczegóły, jak doszli do obecnego stanu rzeczy, ale spokojnie, Lucynka (a wy wraz z nią) wszystkiego się dowie :P. Natomiast jeśli chodzi o "nieporozumienie" Lucy z Grayem, to wystarczy przypomnieć sobie sytuację, w której ostatni raz ze sobą rozmawiali. Nie trudno się domyślić, że Gray będzie chciał rozmówić się z dziewczyną :3

      Cieszę się, że rozdział ci się spodobał :))) Też mam nadzieję, że następny uda mi się napisać o wiele szybciej (choć przy kolejnym mam zamiar bardziej przyłożyć się przy korekcie, widzę już kilka rażących błędów i stwierdzam, że jednak co nagle, to po diable :/). I oczywiście jak renifery dotrą, to od razu dam znać :D Jeszcze raz wielkie dzięki za tak obszerny komentarz, buziaki :* ;)

      Usuń
  2. Ja chcę następny rozdział! Niestety jestem tak... zmęczona w niedzielę, szczególnie po obiedzie, że nic mi się nie chce...
    Także może później skomentuję lepiej, narazie napiszę, że rozdział mi się podobał i zauważyłam tylko dwa błędy. No i było małe NaLu :3
    Pozdrawiam!

    ~Nexusy K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedzielne obiadki potrafią wykończyć, fakt :P (szczególnie, jak trzeba je robić -.-). Cieszę się, że rozdział ci się spodobał i dziękuję za komentarz - ty jesteś tak mega super kochana, że zawsze zostawiasz po sobie choć kilka słów, jestem ci za to ogromnie wdzięczna :*

      Usuń
  3. Juhu! Nareszcie jest rozdział!!! Już nie mogłam się doczekać! czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juhu, też się cieszę :D I postaram się, byś nie musiała zbyt długo czekać na nową notkę ;)

      Usuń
  4. To jest arcydzieło, majstersztyk, cudo, czuję,że następny rozdział będzie jeszcze bardziej ekscytujący! Bosz teraz Natsu zabrał Lucy do siebie! Cóż się tam będzie działo?! Jestem tego cholernie ciekawa!! Życzę weny i weny oraz więcej czasu wolnego!!! Mam nadzieję,że nie będę musiała czekać tak długo jak za "Gniazdem". Tak czy siak jestem tu i zawsze będę. Czekam ze niecierpliwością i Pozdrawiam. :* :* <3 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, ja nie jestem tak optymistycznie nastawiona do tego rozdziału - wiele rzeczy mogłam napisać lepiej, pomijam już aspekt błędów... Ale teraz nie ma co lamentować :P I dokonam wszelkich starań, by wyrobić się z następnym rozdziałem szybciej, najlepiej o wiele szybciej :D W końcu nie chcę wykorzystywać faktu, że - jak to napisałaś i mnie tym wzruszyłaś - zawsze tu będziesz ^^. Dziękuję :*

      Usuń
  5. Madonna santa! Aleśmy się naczekali na ten rozdział! Oczekiwaliśmy zapewne wszyscy już jakiegoś rozwoju akcji, który dostaliśmy. W małym stopniu, ale jednak. Oczywiście rozumiem, że to się wszystko jeszcze rozkręca. Lucy wróciła do Magnolii i jak na razie będzie się ze wszystkimi witać co pewnie pokażesz w następnym rozdziale :D (Obyśmy tylko do wakacji nie czekali XD) No, ale kontynuując... Rozdział taki zapoznawczy można by rzec i miły do czytania. Trochę śmichów-hichów, ale bądźmy poważni! Lucy ukrywa przed swoją "rodzinką" Małą intrygę, której doprowadziła się wraz z członkami wrogiej mafii co jest wręcz niedopuszczalne! No i YASHAAA! Nie musiałaś nam przypominać, że pieprzony Dragneel nienawidzi kłamców! Teraz tylko mnie bardziej serduszku będzie boleć T~T! Na pewno obawiam się dalszego wątku pod względem właśnie wyjaśnienia tego wszystkiego bo to... Woah, nie będzie lekkie oj nie będzie. Więc tak moja droga! Z bólem serca i nie małymi napadami śmiechów/płaczów/i innych dziwnych syndromów będę dzielnie czekać na następny rozdział! Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci CZASU, DOSTĘPU DO KOMPA I ŚWIĘTEGO SPOKOJU, KTÓREGO TAK WSZYSCY SIĘ ŁAPIEMY W TEJ KOŃCÓWCE KWIETNIA! Bądź co bądź, ale nie długo wcześniej wspomniane wakacje >.> No cóż! Niech pan weźmie cię pod swoją opiekę, capo! ;) Nie daj się zabić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, akcja się dopiero rozkręca - chciałam mniej więcej pokazać obecną sytuację w mieście i między postaciami, zanim przejdę do kolejnych wydarzeń. Ale już w następnym rozdziale zacznie się coś dziać ^^.
      "Obyśmy tylko do wakacji nie czekali xD" - no oby... xD. A tak serio, to spokojnie. Myślę, że do wakacji zdołam napisać z dwa, trzy rozdziały. Przynajmniej bardzo bym chciała.
      I kto wypocznie pod koniec kwietnia (chyba miałaś na myśli majówkę?), ten wypocznie. Tak samo wakacje - ja ich mieć nie będę :C. Tak więc słowa "Nie daj się zabić" bardzo mnie zmotywowały xD ;***

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. :o
      Czyżby ten rozdział tak bardzo cię przestraszył? xD

      Usuń
    2. Raczej niezmiernie uradował.

      Usuń
  7. Kurczaki, weszłam na bloga o 7 rano, patrzam, a tutaj rozdział~ <3
    Radocha była w chuj ^.^
    Pierdolamento Yashy rozjebało mój system xD Już sam tytuł Twojej notki epicki, ale treść niestety średniawa ;/ Oj, Yasha, Yasha... Jak nie urok, to sraczka, czyż nie? Najpierw choróbska, teraz kłopoty z pieniążkami... Mam jednak nadzieję, że i z tym sobie poradzisz ^.^ Ba, na pewno sobie poradzisz, bo jesteś zuch dziewczyna ^.^ Rozdział supcio:* Błędy poprawisz jak będziesz mieć wolną chwilę :D Końcówka z Natsu rozjebała system XD Biedny taksówkarz :D XD
    Hej, mój wielkanocny zajączek i wór weny dotarły? I jakiego koloru był ten króliczek, bo już nie pamiętam, szczerze mówiąc XD
    Pozdrawiam, Ginny Kurogane :*
    PS: Twój ukochany powinien dostać co najmniej wysoką grzywnę za zalanie lapcia! Toć to ciężka zbrodnia jest! T^T
    PS2: Wiem, że ten komentarz jest chujowy, za co przepraszam T^T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty sobie weszłaś o 7 na bloga, ja o tej godzinie szłam spać xD (i do teraz jestem na nogach po niecałych 2h snu, zdeczka padam na ryj >.<). A no i kłopoty z pieniążkami wiążą się ze zdrowiem, bo to właśnie na leczenie jest kasiorka potrzebna :P. Tak więc urok i sraczka to jak niedaleko pada jabłko od jabłoni (wtf, co ja wypisuję xD). No ale jestem zuch dziewucha, to co mam zrobić, trzeba sobie jakoś radzić ;).
      Ty nie pamiętasz koloru króliczka, ja nie pamiętam, czy on w ogóle dotarł x'D. Chyba osobiście nie przybył, ale telepatycznie przekazał mi to, co musiał :).
      PS. Dostać, to on mógłby za to wpierdol xD Ale poważniej - no zdarza się, specjalnie tego nie zrobił... ale to nie oznacza, że mu odpuszczę. Mam nadzieję, że lada dzień naprawi to, co zepsuł :| Biedny lapciu :C
      PS2. Wcale nie chujowy! I nie przepraszaj, bo nie ma za co - dla mnie najważniejsze jest, że rozdział ci się spodobał oraz, że w ogóle coś do/dla mnie napisałaś :*

      Usuń
  8. Rozdział nie jest taki zły :P na prawdę :) :) końcówka była najlepsza, choć jak dla mnie troszkę się dłużyło czytanie rozdziału. Ale widać, że to takie wprowadzenie do akcji :)
    Jeden mnie fakt zastanawia, skoro Don wiedział, że w jego uwolnieniu maczało Grimore Heart to czemu nie pogadał o tym z Lucy? ? Dziewczyna nie zrobiła by tylu głupot a coś tak czuje że znów wpakuje sie w jakieś tarapaty :) :) Ciekawa jestem kiedy się też przyzna kto ją zastrasza.

    Pozdrawiam, i życzę duużo szczęścia oraz żeby większość problemów zniknęła to wtedy wena sama się znajdzie :* :*
    I już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest zły, bywało gorzej, prawda? xD No ale nie ma co ukrywać, że choć tragedii jako takiej chyba nie ma, to nie mam się także czym chwalić :P.
      Co do Dona i Lucy - po ich ostatniej rozmowie, akurat właśnie o GH, Lucyna wyjechała na pół roku... Widać, że takie konwersacje nie są mocną stroną Makarova xD. Nie no, żartuję.
      Na razie jedyną głupotą, jaką Lu wywinęła po rozprawie Makarova, to chyba ta ucieczka do Onibus (pomijam dziurę w radiowozie Stinga :P), przez którą Don nie miał zbytnio sposobności, by z nią to przedyskutować. A teraz, kiedy wróciła... Skoro pamiętasz tak dobrze to, co działo się wcześniej,to z pewnością pamiętasz także, że z całego Fairy Tail tylko Makarov wie o "współpracy" Lucy z GH - trudno, by o tym rozmawiali przy Natsu-panie gumowe ucho ;P. Ale spokojnie, mam plan :D!

      Bardzo dziękuję za komentarz, kochana :*. Szczególnie za ostatnie, bardzo pokrzepiające słowa ^^.

      Usuń
  9. Nawet nie wiesz jaką miałam minę, kiedy zobaczyłam rozdział! Aż mi serce zaczęło szybciej bić, no jak ja się cieszę! Przysięgam, cały przeczytałam z uśmiechem na ustach. Tak bardzo chciałam aby Lucy wróciła i kogoś spotkała, a jak na dodatek tą osobą jest Natsu to mogę umierać! Na to czekałam najbardziej. Uwielbiam ich. Jestem ciekawa jak on sobie poradzi z tym zadaniem...:D Pilnowanie Lucy może być ciężkie, a biorąc pod uwagę ich charaktery, to dochodzi do tego też masa śmiesznych i niezręcznych sytuacji (na które bardzo liczę). Pozdrawiam Yasha i mam nadzieję, że następny rozdział przyjdzie ci łatwiej, bo wiem, że różnie bywa prywatnie jak i z weną więc trzymam za ciebie kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, cieszę się, że spełniłam twoje oczekiwania ^^. Ale jak tak ich uwielbiasz, to jeszcze nie umieraj, bo się doczekasz tego i owego xD
      Dziękuję za komentarz i ciepłe słówka, kochana :***

      Usuń
  10. fajnie ze masz tak spore grono fanów, to na pewno buduje i napędza do działania, a ja równiez od dziś zaliczam się do fanów, bo wpis bardzo mnie zaskoczył- oczywiście pozytywnie :) zapraszam do siebie robot xavery 123

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że czytelnicy napędzają do działania, szczególnie jeśli są oni tak wyjątkowi, jak ci, których mam :) Bo nie da się ukryć - ci ludzie są niesamowici (cierpliwi, wyrozumiali, pełni entuzjazmu na każdy wpis, po prostu kochani!). Cieszę się także, że zdołałam cię pozytywnie zaskoczyć ;)

      Usuń
  11. W końcu znalazłam trochę czasu i przeczytałam! Tak bardzo brakowało mi Twoich prac :( Ale po tym rozdziale jestem zadowolona :3 Mam nadzieję, że Lucy zostanie z Fairy Tail, proooszę :'( I tak sobie czytam... Laxus jest z Caną, Levy z Gajeelem, Nalu kroi się jak nic, a Gray i Juvia nadal samotni :/ Ogólnie cała relacja między Gejeelem a Levi jest taka cudowna! Życzę dużo weny i przede wszystkim czasu! No i ochoty na pisanie, bo wiadomo, że z tym czasem ciężko. Pozdrawiam cieplutko! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ty mi nic nie mów o znalezieniu wolnego czasu, bo dla mnie zaczyna być równie trudne, co znalezienie Graala xD Ale bardzo się cieszę, że udało ci się znaleźć chwilkę i poświęciłaś ją na nowy rozdział ^^. Czy Lucy zostanie w Fairy Tail? Tego nie zdradzę, ale wydaje mi się, że większość jest święcie o tym przekonana... No żebyście się ludzie nie rozczarowali, bo ja bardzo lubię was zaskakiwać :D I nie martw się, na każdego przyjdzie czas - na Graya i Juvię również - niedługo o nich poczytasz ;).
      Bardzo dziękuję za komentarz, motywację i w ogóle :D Buziaczki ^^ :***

      Usuń
  12. No cóż... Raczkuję w tym blogu i chciałam skomentować dopiero wtedy, kiedy będę na bieżąco, ale jest coś co zmusiło mnie to zrobienia tego o wieeeeele wcześniej niż planowałam.

    Blog jest genialny, kocham twój styl więc czyta się jednym tchem i chciałoby się więcej, ale szkoła, znajomi i wszystko dookoła nie daje mi czasu i chociaż nie jesteś początkująca, postanowiłam nominować się do Liebster Blog Award (nie wiem, czy nie zostałaś już wcześniej nominowana), ponieważ to Ciebie się radziłam przy swoich pierwszych postach, no i uważam że świetnie piszesz, ale to już wiesz.


    http://yatamisakifallinlove.blogspot.com/p/lib.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ mi dosłodziłaś O.o Ale pochwalę się, że jeżeli tak bardzo podoba ci się mój styl, a czytasz bloga od początku, a nie od tyłu, to z czasem mój styl powinien spodobać ci się jeszcze bardziej - wciąż go szlifuję i daleko mu do doskonałości, ale z perspektywy czasu widzę swój malutki progres :P I spokojnie, aż za dobrze rozumiem co to znaczy nie mieć wolnego czasu :').

      Co do nominacji... Jejku, to jeszcze jest?! xD I przede wszystkim ogromnie ci za nią dziękuję!!! Osobiście już kilka razy odmawiałam przyjęcia tej nominacji, gdyż zwyczajnie w świecie nie chciało mi się w to bawić (zazwyczaj dziękowałam i na tym się kończyło :P)... Ale sama już nie wiem. Wydaje mi się to nieco niegrzeczne, tak odmawiać, więc pewnie za niedługo coś z tą nominacją zrobię (tj. odpowiem na pytania, ect. xD), a teraz jeszcze raz ślicznie za nią dziękuję :***

      Usuń
  13. Będzie wpierdol! Oj bój się bój!
    Czy ty sądzisz, że jak dasz NaLu w rozdziale to Ci wybaczę?! No jasne, że tak... *-* Koffam Cię
    Levy i Gajeel, boże to komedia jest xD Już miałam nadzieję, że on zapłaci za Lu, a tu taki numer.
    Mira taki aniołek, a niespodziankę zepsuła. W ogóle zapomniałam! Bar jest naprawiony! No w końcu! Tera czekoć, az nam polaczkom zrobiom toki bor! ^°^ Byłabym tam codziennie. Boże nie wiem co napisać xD Stęskniłam się ;-; Ludzie się o ciebie martwią, a Ty znaku życia nie dajesz! Jednak wybaczam Ci bo za bardzo tęskniłam.
    ~Kofuku napalona na więcej nalu.
    PS. Głupie pytanie bo wiem, że nie masz czasu, ale w przyszłości planujesz coś z One Piece? Bo tak mnie wciągnęło, a nie moge znaleźć blogów na dłuższą metę z tego anime. ;p






    Kocham Cię za to NaLu 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://i1.memy.pl/obrazki/1612925499_bedzie_wpierdol.jpg :'D

      Ej, nie dałam NaLu, żeby wam serducha rozmiękczyć :D Dawałam przecież oznaki życia, szczególnie w kwietniu (bo wcześniej to faktycznie... ale nie mogłam, no :C Przepraszam *beczy ze skruchą, ale jednak zaraz się uśmiecha, bo Kofuku jednak jej wybacza*).
      I, niestety, nie planuję nic z One Piece - wymiękłam na bodajże 11 odcinku anime, mangi nie ruszyłam, więc jak widzisz nie znam tego tytułu na tyle, by zabierać się za pisanie o tym uniwersum. Powiem więcej, po barze planuję nie pisać więcej fanficków (no, może jeden taki krótszy, z NaLu i Gruvią, ewentualnie jakieś shoty na s-tworkach) - chcę przenieść się na opowiadania mojego własnego autorstwa. Nawet mam już kilka pomysłów, tyle że najpierw chcę skończyć bar... A na to się prędko nie zanosi :'D

      Dzięki za komentarz i też cię kocham, łobuzie :D :***

      Usuń
  14. Tak w sumie nie wiem jak ja to zrobiłam. Ochrzaniam Cię za rozdział, że będziesz pisać na dudach ( i teraz mamy rozkimne o których dudach Raicia mówi. Czy to bebeszki czy te okropne trąbiące... bo tego inaczej nie nazwe...) ale na pewno nie o polityce ( jak mówiłam na shoutcie do rady magii i do polityki się nie mieszam. W sumie jak kościół Oo)

    Co do rozdziału jestem okropna, sadystyczna i nie wiem co jeszcze. Bo jak na sam koniec Natsu wyszedł by zatrzymać własnym ciałem samochód. Czekałam tylko na moment jak go on nie wiem rozjedzie xD?
    A Lucka to typowe Luce pierw nabroi potem ryczy jak zarzynana fretka (nie żebym nie lubiła naszej cycatej blondynki, ale taka jest wąsata prawda)..

    Czekam na rozdział inaczej będziesz musiała kupić sobie dudy albo wyrwać zależy jakie wybierzesz xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, a wiesz, że przez moment nawet mnie korciło, by tak napisać? "A niech skubanego potrąci ta taksówka, niech ma cwaniak za swoje" xD. A Luśka, jak to Luśka, najpierw rozrabia, a potem robi z siebie męczennice. Taka już jest :D

      I pozwolę sobie nie wybierać żadnych dud, nie jestem na tyle nowatorska, by pisać na czymś takim; wolę peceta xD

      Usuń
    2. Ale spójrz by było bardzo uroczo. Tyle pewnie znając Natsu to taksówka by miała rozwalony przód, a on by się zastanawiał co się stało xD

      Wreszcie ktoś woli PC od Apple'a!

      Usuń
    3. Bez przesady, Natsu to nie Halk :D I uroczo... Ok, nie wnikam w twoją definicję tego słowa xD.

      Oczywiście, że wolę PC. Raz, że jabłuszko jest jak dla mnie przereklamowane (tak samo jak IPhone), a poza tym mam tylko starego peceta, więc to nie kwestia tego, co wolę, a co mam z nie własnego wyboru xD Bynajmniej jednak nie opanował mnie ten szał na Apple ;)

      Usuń
    4. Dla mnie Apple to już nawet nie przeżytek to masakra w biały dzień. Mam te dziadostwo na uczelni * gorszego potwora do grafiki nie można mieć* Ni tu zapisać coś na przenośny dysk inne skróty :/ Wole już co jakiś czas kupić nowego PC co jest tańszy, a wszystko na nim śmiga jak pingwin po lodzie !

      Usuń
  15. Mistrzyni! Co ja się będę rozpisywać - dobrze Cię widzieć na blogu, świetny rozdział, bardzo się cieszę, że przeczytałaś co pisałam o zrzekaniu się spadku i to zmieniłaś <3 tak byłam przejęta jak FT przyjmie Lucy po tym wszystkim, że jak czytałam to serce mi łomotało a na końcu miałam wielkiego banana na twarzy XD strasznie mnie cieszy taki rozwój sytuacji i nie mogę się doczekać na kolejną porcję Tw twórczości! <3 <3 Z wyrazami uwielbienia ~ Twoja wierna Tygrysica

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, ej, oczywiście, że czytałam, co pisałaś pod poprzednim rozdziałem, ale wątek ze spadkiem miałam właśnie taki w planach od samego początku. W poprzednim rozdziale nic nie piszałam, że dług jest w testamencie, więc niczego nie zmieniłam. Niestety pewna sytuacja w mojej rodzinie mnie "zainspirowała" do tego pomysłu. I ciebie równie dobrze widzieć w komentarzach :DDD :*

      Usuń
  16. Sprytnie, sprytnie Mistrzyni :D ja już się bałam, że błąd a tu taka strategia :D współczuję takiej sytuacji w rodzinie :/ no ale mam nadzieję, że już wszystko ok <3 i ojej dziękuję, cieszę się że dobrze mnie widzieć :') Weny dla Mistrzyni!! ~Tygrysica

    OdpowiedzUsuń
  17. Muszę Ci coś ważnego powiedzieć..
    .
    .
    .
    .
    .
    Rozdział był naprawdę dobry ;)
    Uwielbiam Twojego bloga <3
    Zawsze będę tu zaglądać i oczekiwać kolejnego zajefajnego ROZDZIAŁU :D

    Pozdrawiam PAULINA :*:*:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *napisać xd

      Usuń
    2. No to żeś mi dosłodziła *obrastam w piórka*, twoje słowa są dla mnie ogromnym komplementem *.* :D :*

      Usuń

Wasze komentarze cieszą mnie jak mało kogo, jednak nie zaklepujcie miejsc. To nie ważne, kto jest pierwszy, kto ostatni. Takie wpisy zostaną usunięte.
Wszelkie pytania kierujcie do spamownika.
A jak przeczytałeś rozdział, to pozostaw po sobie ślad.
Jesteś anonimem? Podpisz się jakoś.

Całusy dla was śle z góry wdzięczna Yasha ^.^