29 sty 2016

Rozdział 45 "Sweet Dounat"

3 kwietnia

 Choć od wizyty Siergaina minęły prawie dwa tygodnie, Lucy nie podjęła żadnych poczynań w stronę powrotu do rodzinnego miasta. Wróci tam, kiedy będzie chciała i na ile będzie chciała: tak powiedziała, jednakże rozmowa z mafiozą wywołała w jej głowie niemały zamęt. Lekkie sińce pod oczami, nieukładające się włosy i lekko szarawa od niewyspania cera były dowodem na to, jak Magnolia City i wszystko, co tam zostawiła, od kilku dni bezustannie zaprzątały jej umysł - bardziej niż dotychczas.
 Mimo to, postanowiła nie opuszczać na stałe nowego miejsca zamieszkania. Wyjedzie z miasta tylko na chwilę; dowie się, co zostało zapisane w testamencie ojca i wróci. Wciąż będzie poszukiwać pracy jako prawnik, kiedyś otworzy własną kancelarię, spełni marzenia i ułoży sobie życie właśnie tutaj, w Onibus.
 - No cóż, panno Heartfilio, słyszeliśmy o rozprawie Makarova Dreyara, w której brałaś udział. - Głos prawnika, przed którym siedziała, dochodził do jej uszu jakby z oddali. Choć tkwiła na kolejnej rozmowie kwalifikacyjnej, w gabinecie wyposażonym w mahoniowe meble, niewielki żyrandol oraz zieloną wykładzinę, myślami przeniosła się do zupełnie innego świata.
 Lucy spoglądała na podstarzałego mężczyznę nieobecnym wzrokiem. Za nim, kątem oka dostrzegła gołębia urzędującego na parapecie. Gruchał głośno i spacerując po niewielkim obszarze raz po raz uderzał dziobem o biały plastik, szukając najdrobniejszych okruchów czegoś zdatnego do zjedzenia. Po chwili ptak ujrzał wpatrującą się w niego dziewczynę po czym, jakby speszony, uciekł w nieznanym kierunku.
 Zazdrościła mu. Nie uwiązany do nikogo ani niczego, mógł odejść tam, gdzie tylko zechciał. Mógłby nawet oblecieć cały świat, gdyby tylko miał taką zachciankę. Prócz własnych ograniczeń, nic go nie powstrzymywało. W przeciwieństwie do niej gołąb nie uciekł. On po prostu był wolny.
 - Pomimo plotek na temat pana Dreyara uważam, iż świetnie sobie poradziłaś z tą sprawą. A od tego są właśnie adwokaci. - Prawnik przesłuchujący Lucy złączył zszywaczem jej CV z pozostała stertą dokumentów, ułożonych w jedną kupkę na błyszczącym blacie biurka. W tym samym czasie ptak wrócił w towarzystwie drugiego gołębia i razem zaczęły uderzać dziobami o parapet. Dziewczynę nagle olśniło.
 - Cholerne obsrańce! - Mężczyzna wreszcie nie wytrzymał; wstając z krzesła jak porażony, otworzył szeroko okno. - Wynocha mi stąd, paskudy!
 Spłoszone zwierzęta natychmiast rozprostowały skrzydła i z ich głośnym trzepotem odleciały w przeciwne strony. Prawnik natomiast, widząc zaskoczenie na twarzy Heartfilii, odchrząknął z zawstydzeniem.
 - Doprawdy, te bezczelne ptaszyska to zmora naszego miasta. Sprzątaczka musi codziennie skrobać parapety - wyjaśnił, chcąc usprawiedliwić swój nagły wybuch złości. Nieco wstrząśnięta Lucy nic jednak nie odpowiedziała. Nie wystraszyło ją zachowanie prawdopodobnie przyszłego zleceniodawcy, a fakty, jakie wreszcie do niej dotarły.
 Czy naprawdę potrzebowała niespełna pół roku i wizyty Siergaina, by zrozumieć, że nie uwolni się od przeszłości, jeżeli nie załatwi niedokończonych spraw? Jak miała ułożyć sobie na nowo życie, skoro nie potrafiła uporządkować starego? Będzie nieustannie uciekać, nie mogąc zapomnieć o ostatnich, przychylnie do niej nastawionych ludziach, z którymi nie raczyła się nawet pożegnać?
 Nikt nie dawał jej pewności, że zdoła się ze wszystkim uporać. Wątpiła, by opuszczeni przyjaciele przywitali ją z szeroko otwartymi ramionami. Nie wiedziała, co czeka ją po powrocie Magnolia City, na ile tam zostanie - działała całkowicie pod wpływem impulsu.
 - Myślę, że możesz zacząć od jutra - oznajmił prawnik z uśmiechem, lecz zamyślona dotąd Lucy spojrzała na wyciągniętą przed nią, męską rękę ze zdumieniem. Początkowo niepewnie podała mu swoją dłoń, jednak cofnęła ją tuż przed ściśnięciem jej przez podstarzałego właściciela kancelarii.
 Nie zdoła zostawić za sobą przeszłości, dopóki się z nią nie upora. Zrozumiała swój błędny tok myślenia - musi wrócić po część siebie, którą zostawiła w Magnolii City i ją odzyskać.
 - Przepraszam. - Tylko tyle zdołała z siebie wydukać na pożegnanie. Zrywając się raptownie z krzesła, wybiegła z gabinetu pomimo oburzonych nawoływań mężczyzny. Mijając na korytarzu zaskoczoną sekretarkę, wybiegła na zatłoczone ulice Onibus, zadając sobie zawstydzające pytanie: od kiedy stała się takim tchórzem?

 Zamiast myśleć - działała. Wparowała do wynajmowanej kawalerki na poddaszu, mającej zaledwie dwadzieścia pięć metrów kwadratowych i natychmiast rzuciła się na łóżko. Sprężyny materaca, zresztą jak wszystko w tym lokum, zaskrzypiało z protestem. Spod łóżka wyciągnęła skórzaną, zakurzoną walizkę i spakowała się w przeciągu pięciu minut.
 Zanim opuściła mieszkanie, na blacie aneksu kuchennego zostawiła klucze oraz kartkę dla właściciela - z przeprosinami za dwumiesięczny, niespłacony czynsz.

 Pięć godzin później.
 Mimo iż dochodziła zaledwie szesnasta, do przedziału wpadała smutna szarość, panująca za oknami pociągu. Mijając pola i lasy, dzielące Onibus z Magnolią City, Lucy westchnęła ciężko. Trzymając walizkę między nogami, którymi nerwowo podrygiwała, w końcu przymknęła powieki, wsłuchując się w jednostajny odgłos kół, sunących po torach. Myślała, że ją to uspokoi, ale nic z tego. Im była bliżej celu podróży, tym gorzej się czuła - jej strach przed powrotem był tak silny, że gdy po kilku minutach dostrzegła z oddali pierwsze budynki miasta, zemdliło ją.
 A jeśli oni widzą o jej zdradzie? Jeżeli dowiedzieli się, dzięki komu tak naprawdę udało się jej uchronić Makarova Dreyara od przedłużonej odsiadki?
 Pisk hamulców oznajmił dotarcie na peron. Dla Heartfili cała ta podróż trwała zdecydowanie za krótko, wolałaby mieć kolejne trzy godziny na przemyślenia. Jednakże podjęła decyzję, której nie mogła już zmienić. Wydała ostatnie pieniądze, by wrócić do Magnolia City - nie pozostało jej nic innego, jak zebrać się w sobie i wysiąść z pociągu.

 Podążała podziemnym wyjściem z dworca na drżących nogach. Biało-niebieskie kafelki, cuchnące zbutwiałą ścierką, zapach przemoczonego kociego futra oraz przepalające się jarzeniowe lampy idealnie odwzorowywały jej groteskowy nastrój. Z obrzydzenia skrzywiła wargi, kiedy woda z kałuży przedostała się do jej obuwia, ale szła dalej, wraz z akompaniamentem przyspieszonych kroków i kół walizek, obijających się o nierówno położoną fugę.
 Kiedy dotarła do schodów, ujrzała nad sobą oślepiające światło. Z otwartych na oścież drzwi, prowadzących do dobrze jej znanej dzielnicy Air Street, wydobywał się żwawy gwar miasta. Zlękniona przełknęła ślinę, po czym zaczęła taszczyć bagaże po wilgotnych schodach. Wraz z przedostaniem się na powierzchnię, zaciągnęła maksymalną ilość tlenu, jaką zdołała pomieścić w płucach. Choć otoczenie śmierdziało od spalin, w porównaniu z podziemnym przejściem odetchnęła świeżym powietrzem. Z początku nieco oślepiona wszechogarniającą jasnością, szybko przyzwyczaiła wzrok do dziennego światła.
 Ludzie niczym nie różnili się od tych z Onibus, po ulicach jeździły te same samochody, budowle również nie odstawały rozmiarami czy konstrukcją. A jednak, kiedy tylko zobaczyła znajomy zakątek miasta, doznała uczucia spełnienia, wdzierającego się do rozszalałego od adrenaliny serca.
 Wróciła do domu.

 Choć do kancelarii notarialnej, mieszczącej się w samym centrum Hoboken Vale, miała jakieś czterdzieści minut drogi, dotarła na miejsce pieszo. Chciała rozprostować kości po pięciogodzinnej jeździe pociągiem. Poza tym, czy miała inny wybór, posiadając w portfelu jedynie osiem klejnotów? Za takie grosze nie opłacało się nawet otwierać drzwi taksówki. Szybko przemierzyła oszkloną aleję sklepów w Air Street, jak i zadbane, spokojne ulice Hoboken Vale. Dopiero w Magnolia City zwolniła kroku, nie potrafiąc opanować nasilających się emocji; poddenerwowanie przezwyciężało zmęczenie tym dniem, choć ten jeszcze nie dobiegł końca, a ekscytacja zaczęła przyćmiewać strach oraz lęk. Ten stan utrzymywał się aż do chwili, w której Lucy nie stanęła przed kancelarią notarialną. Ściskając w dłoni rączkę walizki i list, przekazany od Siergaina, wzięła głęboki wdech.
 - Nie ma co panikować - skarciła się pokrzepiająco i stawiając nieśmiałe kroki po betonowych schodach, chwyciła za pozłacaną klamkę od ciężkich, ozdobnie frezowanych drzwi placówki.

 Spędziła na korytarzu prawie dwie godziny, zanim mecenas raczył ją do siebie przyjąć. Musiała się z tym liczyć, skoro przyszła bez zapowiedzi, długo po wyznaczonym terminie spotkania. Siedząc na krześle przed pokojem notariusza, ściskała porcelanową filiżankę z kawą, którą uraczyła ją drobna kobiecina, pracująca tu jako sekretarka. Brunetka o ogromnych, zielonych oczach raz po raz spoglądała na petentkę z zaniepokojonym wyrazem twarzy - Lucy nie wiedziała tylko, czy to z powodu jej wyglądu, zachowania, czy może prawie nietkniętego, wystudzonego po takim czasie napoju.
 W ciągu kilku minut Heartfilia zdążyła dokładnie zapoznać się z otaczającym ją wnętrzem. Jej lekko drżące stopy stały na bordowym, wydawało się miękkim dywanie, który całkiem ładnie współgrał z delikatnie beżowymi ścianami i białym sufitem, wyłożonym kasetonami. Z korytarza można było przedostać się do kilku innych pomieszczeń, chociażby do bijącej bielą łazienki z lśniącą posadzką, muszlą klozetową oraz zlewem, z którego leciała wyłącznie zimna woda. Śmietniczek był tam w połowie wypełniony papierowymi ręcznikami, a to z powodu częstych wizyt Lucy w toalecie.
 Nie można było zapomnieć także o recepcji, gdzie urzędowała wcześniej wspomniana sekretarka - jej własny kąt stanowiło szare biurko z podwyższonym stanem, udekorowane doniczkową begonią, telefonem, ciemną szklanką z fusami kawy na dnie i grubym terminarzem, oprawionym w brązową skórę.
 Tyle Lucy zdołała zlustrować w kilka minut oględzin. Przez pozostały czas starała się nie umrzeć z nerwów, a następnie z nudów. Kiedy pomyślała, że zaraz uśnie na krześle, drzwi znajdujące się tuż obok niej wreszcie się otworzyły.
 - Zapraszam - oznajmił notariusz grubym głosem, a Heartfilia natychmiast poderwała się do góry, omal nie rozlewając z filiżanki wystudzonej kawy. Dopiero teraz poczuła, jak bardzo obolałe miała pośladki - o dziwo o wiele bardziej niż po pięciogodzinnej podróży pociągiem. Mimo odczuwanego dyskomfortu posłała mężczyźnie nerwowy uśmiech, po czym zostawiła porcelanę na krześle i od razu czmychnęła do otwartego przed nią gabinetu. Nerwy, jak złośliwy chochlik, znów dały o sobie znać.
 - Przepraszam, że musiała pani tyle czekać - lekceważący ton notariusza dał Lucy jasno do zrozumienia, że wcale nie było mu z tego powodu przykro.
 - Nie ma za co. Zapewne jest pan bardzo zajęty, więc cieszę się, że w ogóle znalazł pan dla mnie czas - odpowiedziała uprzejmie, spoglądając na brudny od kawy kubek, leżący pod gazetą motoryzacyjną.
 Faktycznie bardzo zajęty - pomyślała z przekąsem. Tyle czasu siedział cicho w zamkniętym gabinecie, że śmiała podejrzewać notariusza o nagły zawał serca, czy coś w tym rodzaju. No ale nic, najważniejsze, że wreszcie usiadła przed podstarzałym, siwobrodym jegomościem, który posiadał cel jej powrotu do Magnolia City. Wreszcie dowie się, czym ojciec nęka ją po swojej śmierci.
 - Jeśli mogę spytać, dlaczego zjawiła się pani dopiero teraz? Zawiadomienie z dokładną datą odczytania testamentu wysłano ponad trzy miesiące temu - wtrącił mecenas.
 - Dowiedziałam się o tym kilka dni temu. Mieszkanie, na które został wysłany list, spłonęło pół roku temu.
 Jej kąciki ust drgnęły ku górze, kiedy dostrzegła zmieszanie notariusza. W życiu by nie powiedziała, że będzie śmiać się z tego incydentu - przeszło jej przez myśl, wspominając włamanie mafiozów do kancelarii Judego.
 - Może przejdźmy do rzeczy - odchrząknął zmieszany mężczyzna. - Poproszę dowód osobisty.
 Kiedy notariusz potwierdził tożsamość Lucy, oddał jej dokument z ledwo widocznym kiwnięciem głowy. Nakładając okulary na czubek nosa, wziął do ręki wcześniej przygotowany testament. Dziewczyna poczuła, że jej serce sięga przełyku. Z niezwykłą uwagą obserwowała męskie usta, naokoło których widniały liczne zmarszczki. Zdawało się jej, że notariusz specjalnie wszystko przeciąga - każda sekunda trwała wieczność.
 - Zostawiam mojej córce, Lucy Heartfilii, wszystko, co mam.
 W gabinecie zapadła niezręczna cisza.
 - Co, to już? Tylko tyle?! - zawołała oniemiała, po dobrej minucie.
 - Tak - potwierdził mecenas z nietęgą miną. - Jedynym, co Jude Heartfilia posiadał na własność, to kancelaria prawnicza, która - jak mniemam - została już przez nas wcześniej wspomniana.
 - O innej kancelarii nic mi nie wiadomo...
 - Oczywiście są jeszcze długi - dodał prędko notariusz, ponownie wprawiając Lucy w stan osłupienia.
 - Przepraszam, jakie długi? Za co?! - Choć od początku nękało ją złe przeczucie, nawet nie wyobrażała sobie tak czarnego scenariusza. Zdenerwowana, oparła łokcie na blacie biurka i wzdychając ciężko, zakryła twarz dłońmi. Mecenas, nie odzywając się słowem oraz cierpliwie czekając, wykazał się dużą dozą wyrozumiałości.
 - Ile tego jest? - spytała w końcu, gdy nieco ochłonęła. Przecierając twarz dłońmi, spojrzała beznamiętnym wzrokiem na wyraźnie współczującego jej mężczyznę. No ale chyba aż tak źle być nie może - co jak co, ale zawsze uważała ojca za człowieka interesu. Choć do uczciwych nie należał, to raczej wiedział, co robił. Długi spoczywające na rodzicielu były ostatnią rzeczą, o którą byłaby zdolna posądzić ojczulka.
 Mecenas również westchnął, co jeszcze bardziej zaniepokoiło Lucy. Zamiast przedstawić Heartfilii fakty, podał jej jakiś świstek papieru.
 - Proszę pani? - Notariusz uniósł z krzesła pośladki, kiedy dostrzegł twarz dziewczyny, siedzącej naprzeciw; Lucy, wpatrując się w dokument, bledła z każdą sekundą. - Dobrze się pani czuje? Może podać wody? Albo coś mocniejszego? - O ostatnie spytał z niepewnością, bacznie doglądając swojej przerażonej petentki.
 - Nie... - odrzekła po czasie, nieobecnym głosem. Wypuściła kartkę z rąk, a ta opadła miękko na biurko. - Chcę skorzystać z telefonu.

- - - - - - - - - -

 Sklep „Sweet Dounat”, mieszczący się w Magnolia Center, słynął z najlepszych pączków w całym mieście. Pan Realight, który nigdy nie wychodził z kuchennego zaplecza, wypuszczał na świat trzy partię świeżych wypieków dziennie. O siódmej rano były to pączki z budyniem, o trzynastej z marmoladą, zaś o osiemnastej z ajerkoniakiem. Jakby same pączki nie były dość znane, za zawsze wypucowaną ladą z pleksi stała wiecznie uśmiechnięta córka pana Realighta - Jenny. Biuściasta blondynka, koniecznie potrzebująca kalkulatora, by obliczyć cenę siedmiu pączków za klejnot bez fiorgrosza od sztuki, była główną przyczyną korków o osiemnastej w tej części dzielnicy, jak i powodem średnio-zaawansowanej nadwagi niejednego mieszkańca Magnolia City płci męskiej. Niektórzy szczęśliwcy, mający wolne popołudnie, przyjeżdżali pod „Sweet Dounat” kilkadziesiąt minut wcześniej, oczywiście pod pretekstem obawy przed wykupieniem chodliwego towaru, gdyby któraś zniecierpliwiona żona czekała w domu z wałkiem do ciasta w dłoni. Dlatego fani Jenny oraz sprzedawanych przez nią pączków tak bardzo nienawidzili policjantów, szwendających się tą porą po okolicy; według niepisanego prawa słynnej cukierni, mundurowi byli uprzywilejowani do zakupu słodkości - a co za tym idzie do rozmowy z hojnie obdarzoną w krągłościach, lecz nie w rozumie Jenny - bez stania w kolejce. A te nigdy nie były małe.
 - To mój ulubiony moment w całym dniu - stwierdził Sting z nieukrywaną radością, kiedy Rogue zaparkował radiowóz naprzeciw „Sweet Dounat”, a tłum zniecierpliwionych klientów, sięgający poza sklep aż do następnej przecznicy, spojrzał na nich z nieprawdopodobnym oburzeniem.
 - Czyja dziś kolej? - spytał komisarz Cheney.
 - Chyba twoja. Zresztą, nie wziąłem portfela z komisariatu.
 Rogue zerknął karcąco na partnera, lecz darował sobie jakiekolwiek pouczenia. Do Stinga można było mówić w kółko jedną i tą samą rzecz, a i tak niczego by nie zapamiętał. Bez słowa wyjął kluczyki ze stacyjki i wyszedł z Renaulta 4CV.
 - Pozdrów Jenny! - zawołał Eucliffe za przyjacielem, a wylewający się na ulicę sznur reflektantów omal nie wybuchł ze złości przez bezczelność policjanta. Ale Sting, czując się w radiowozie nader bezpiecznie, nic sobie nie robił z rozjuszonych mężczyzn. Oczekując dostawy świeżutkich pączków, rozsiadł się wygodnie na swoim miejscu i prostując ręce, ziewnął przeciągle.
 - Kurwa! - usłyszał stłumione przez szybę przekleństwo, a po chwili sam krzyknął krótko, kiedy coś niespodziewanie walnęło w samochód. Z szerzej otwartymi powiekami spojrzał na drugą stronę ulicy, gdzie zauważył młodą blondynkę, równie zaskoczoną, co on. Coś w nim drgnęło. Nie otrząsając się z szoku, jakiego doznał na skutek niespodziewanego zdarzenia, wyszedł z radiowozu. Nie zważając na nic, kroczył w stronę coraz bardziej zlęknionej dziewczyny, aż w końcu potknął się o coś znacznie większego niż krawężnik i jak długi poleciał wprost pod nogi jasnowłosej damy.
 - Nic panu nie jest?! - Jeszcze bardziej przestraszona, rzuciła się na ratunek leżącemu komisarzowi, który przytulał policzkiem chłodny, brudny asfalt.
 - Nie chciałam tak mocno kopnąć tej walizki! Tak bardzo przepraszam, strasznie mi głupio!
 Zdezorientowany Sting przyjął wyciągniętą dłoń zmieszanej dziewczyny i wstając z twardego betonu, rozejrzał się wokół. Olśniło go, dostrzegając porzuconą obok radiowozu torbę podróżną, o który się potknął. Na powrót spojrzał prosto w trwożne, orzechowe oczy struchlałej kobiety i znów coś w nim drgnęło, dodatkowo wywołując uczucie ukłucia w klatce piersiowej. Wziął głęboki wdech, by niczym rozwścieczony byk, wypuścić powietrze przez rozszerzone nozdrza.
 - Jesteś aresztowana - wycedził ściszonym, nieco złowieszczym głosem, a ogłupiałe dotąd dziewczę otworzyło szerzej usta, potraktowane szminką w kolorze kuszącej, głębokiej czerwieni.
 - Ale to był wypadek! - zaprotestowała na tyle głośno, że kilku mężczyzn, czekających w kolejce po drugiej stronie ulicy, zerknęło w ich stronę z ciekawością. - Nie może pan...
 - Mogę. Wręcz muszę - Sting przerwał dziewczynie, przybliżając się do niej o krok i nie puszczając jej drobnej dłoni, pociągnął do siebie. Zaskoczona, uderzyła biustem o tors policjanta i uniosła podbródek do góry. - Za taką urodę powinienem cię zamknąć w areszcie na co najmniej dobę - mruknął niskim tonem. Oniemiały, nie potrafił przestać wpatrywać się w blondynkę, która z zaskoczenia zatrzepotała rzęsami.
 Jej ogromne oczy, pełne mądrości i roztropności, te pełne wargi, wyglądające na miększe niż puch, delikatne rysy twarzy, jasne włosy, zastępujące mu promienie słońca w ten ponury dzień oraz zgrabna talia osy kobiety - chciał, by to wszystko należało do niego. Pragnął zatonąć w jej spojrzeniu, zatopić usta w rozchylonych wargach, dotknąć gładkiego policzka, przeczesać proste, puszyste włosy i chwycić za biodra, by przydusić ją jeszcze bliżej siebie. Zgłupiał przez strzałę kupidyna, która właśnie ugodziła go prosto w serce.
 - Za taką... Co?! - Kobieta dopiero po chwili zrozumiała słowa funkcjonariusza. - To komplement, czy pan mnie obraża?! - spytała oburzona, lecz zupełnie zdębiała, gdy Eucliffe delikatnie ujął ją wolną ręką w pasie.
 - Obrażam? Nic z tych rzeczy.
 - Proszę tak ze mnie nie żartować! - furknęła zażenowana i lekko odepchnęła wpatrzonego w nią policjanta. Korzystając z okazji, że nie zauważył on jeszcze wgniecenia w drzwiach radiowozu, jakie wyrządził kopnięty przez nią bagaż, z prędkością tornada podbiegła do leżącej walizki.
 - Kiedy ja nie żartuję! - Sting, widząc zamiary dziewczyny, nieco oprzytomniał. - Mogę cię chociaż spisać?
 - A niby za co?! Nie ma mowy! - krzyknęła na odchodne, jednak mundurowy podbiegł do blondynki i złapał ją za nadgarstek ręki, którą trzymała rączkę torby na kółkach.
 - To chociaż numer telefonu! - błagał, nie odpuszczając, a zniecierpliwiona dziewczyna odwróciła głowę w kierunku zdesperowanego komisarza. Nie takiego widoku się spodziewała.
 - Jakiś problem, panie władzo?
 Sting wzdrygnął się mimowolnie i zerknął za siebie, kiedy silna dłoń wylądowała na jego ramieniu. Musiał nieco unieść wzrok, by spojrzeć w twarz rosłego, dobrze zbudowanego cywila, ubranego w czarny płaszcz. Jego twarz, męską i srogą, ozdabiała blizna przechodząca przez prawe oko, która kształtem złudnie przypominała błyskawicę.
 - Laxus! - Policjant usłyszał za sobą głos zatrzymanej przez niego dziewczyny.
 - Cześć, Lucy - Dreyar przywitał ją z cieniem uśmiechu na ustach, lecz nawet na sekundę nie spuścił Eucliffa z oka. - Więc? O co chodzi?
 - O nic. Nie ma żadnego problemu - Sting wymruczał niechętnie i puścił nadgarstek Heartfilii. Z nietęgą miną przesunął się o krok do tyłu, kiedy Laxus przejął od dziewczyny walizkę.
 - Musimy się przejść kawałek, zaparkowałem niedaleko stąd. Straszne tu korki o tej godzinie - wyjaśnił Lucy.
 - Jasne, chodźmy! - zawołała pospiesznie i podbiegła do odchodzącego już Dreyara.
 Obydwoje zupełnie olali Stinga, którego usta skrzywiły się jak po zjedzeniu cytryny. Odprowadzał wzrokiem oddalającą się dziewczynę, aż ta nie zniknęła ze swoim ochroniarzem za najbliższym rogiem.
 - A ty co tak stoisz jak z kijem w dupie? - Nawet nie zauważył, kiedy Rogue zjawił się tuż obok, z pudełkiem pączków w ręce. - Coś mnie ominęło?
 - Zamknij ryj - warknął Eucliffe, z markotną miną wsiadając do radiowozu.

 Laxus szedł tak szybko, że Lucy ledwo za nim nadążała.
 - Dziękuję, że po mnie przyjechałeś! - zawołała lekko zdyszana, lecz Dreyar milczał, najwyraźniej nie poczuwając się do odpowiedzi. Jego niewzruszona twarz dodatkowo uświadamiała Heartfilię, że mężczyzna nie skacze z radości na jej widok, a uśmiech, którym ją przywitał, był zwyczajną pokazówką przed policjantem.
 Ze skruchą przypominała sobie ich rozmowę telefoniczną, odbytą dosłownie kilkanaście minut temu...
 Zarówno sekretarka, jak i mecenas przyglądali się jej z obawą. Nic dziwnego, skoro stojąc przed recepcją ze słuchawką w dłoni, chwiała się na boki. Na tarczy telefonu wykręciła siedem cyfr z kartki, którą kiedyś znalazła w portfelu - teraz cieszyła się, że jednak nie wyrzuciła jej do śmieci cztery miesiące temu. Oprócz numeru widniał tam również adres Gildartsa. - Tak? - usłyszała znudzony baryton po dwóch, krótkich sygnałach. Ze zdenerwowania mocniej zacisnęła słuchawkę. - Pan Clive? - spytała słabym, ściszonym głosem, który i tak z ledwością przeszedł przez jej zduszone gardło. - A kto pyta? - Heartfilia. Lucy Heartfilia. - Po przedstawieniu się usłyszała niepokojącą ciszę. - Hallo? - Tu Laxus. Gdzie jesteś?
 Kiedy tylko podała miejsce pobytu, mężczyzna się rozłączył. Aż do chwili, gdy zobaczyła Laxusa na własne oczy, nie miała pewności, że ktoś po nią przyjedzie. Ale jednak zjawił się po nią - nie była tylko pewna, czy postąpiła słusznie. Jakby jej własne obawy były zbyt małym powodem, oschłość Dreyara tylko potęgowała w Heartfilii uczucie zwątpienia.
 - Po co tak właściwie wróciłaś? - spytał oschle, w chwili kiedy Lucy zauważyła zaparkowaną nieopodal, dobrze jej znaną Lancię Ardea Cany.
 - Chciałabym porozmawiać z Makarovem Dreyarem - wyjawiła skruszona, a kiedy Laxus otworzył jej przednie drzwi od samochodu, posłusznie usiadła obok miejsca kierowcy. Nie poganiała go z odpowiedzią nawet wtedy, gdy mężczyzna, zasiadając przed kierownicą, nakazał jej zapiąć pasy.
 - Więc mówisz, że chcesz się widzieć z tym starym pierdzielem? - prychnął pod nosem, wyjeżdżając Lancią na lekko zakorkowane ulice. - Wiesz, że jest teraz Donem? Nie każdy może się z nim widzieć, a na pewno nie ot tak... Ale ty to co innego. Długo kazałaś na siebie czekać - dodał z podstępnym uśmieszkiem, który jeszcze bardziej speszył Lucy.
 - Przepraszam - wydukała zawstydzona.
 - Gdzieś ty się podziewała przez tyle czasu? Wyjechałaś bez słowa...
 - Przepraszam - powtórzyła, wtrącając się Dreyarowi w słowo.
 - Przestań przepraszać.
 - Przepra... - zaczęła, czując jak coraz bardziej jej wstyd, ale szybkie, ostrzegawcze spojrzenie kierowcy skutecznie ją uciszyło.
 - No więc? Gdzie cię wywiało, panno Heartfilio? - Laxus ponowił pytanie, spoglądając kątem oka na pasażerkę.
 - Wyjechałam do Onibus - odpowiedziała zgodnie z prawdą.
 - Do Onibus? - zdziwił się. - A czego tam szukałaś.
 - Pracy w kancelarii - wyjaśniła.
 - Jakbyś nie mogła zrobić tego tutaj...
 Nie miała pojęcia, czy to czyste stwierdzenie, czy aluzja, mająca uświadomić ją o ucieczce z miasta, ale Laxus miał prawo do stawiania takich teorii. Cichaczem czmychnęła z Magnolia City, jak rasowy tchórz - zasłużyła sobie na to.
 - Cóż, skoro tu wróciłaś, to chyba nie dostałaś tam wymarzonej pracy? - kontynuował Dreyar, wjeżdżając na Oak Bridge.
 - Dostałam powiadomienie o odczytaniu testamentu ojca, dlatego wróciłam - rzekła formalistycznie.
 - Testament? Pewnie ojczulek zapisał ci w spadku jakąś fortunkę, hę?
 Ta, fortunę długów - zdruzgotana blondynka jęknęła w myślach.
 - Czyli wróciłaś do Magnolia City tylko na chwilę? - dociekał Laxus. Choć chyba starał się to ukryć, Lucy wyczuła w jego głosie nutkę zaciekawienia.
 - Nie do końca... Jeszcze nie wiem - objaśniała, czując coraz mocniejsze spięcie mięśni. Zaczęła panikować, gdy wjechali na teren dzielnicy North Faries. - Czy ktoś wie, że wróciłam? - pisnęła nieco panicznie, tracąc kontrolę zarówno nad tonacją, jak i nad nerwami, które dotychczas jakimś cudem w miarę trzymała na wodzy.
 - Spokojnie, nie zjedzą cię! - zażartował Dreyar - I nie. Jeszcze nikt nie wie - dopowiedział, nakładając nacisk na słowo „jeszcze”, na co Lucy odpowiedziała ciężkim westchnieniem.
 Czekała ją nieunikniona konfrontacja. Zrozumiała, że naprawdę za moment spotka się ze wszystkimi, których opuściła; stanie przed nimi i spoglądając prosto w oczy, będzie musiała wyjaśnić swoją nieobecność. Wcześniej prawdziwość tego zdarzenia nie do końca do niej docierała, jednak teraz ze strachu rozważała nawet wyskoczenie z rozpędzonej do sześćdziesiątki Lacnii. Na to jednak było już za późno.
 - Jesteśmy na miejscu. - Głos Laxusa wytrącił ją z zamyśleń. Choć dotąd nie przykładała zbytnio uwagi do mijanego krajobrazu North Faries, teraz z wrażenia wstrzymała oddech.
 - O mój Boże... - mruknęła oszołomiona, nie dowierzając własnym oczom.


Od autora:
Rozdział miał być dłuższy, ale dziewięć stron to chyba nie tak źle, prawda? ;) Wiem, że czekacie na spotkanie Lucy z pozostałymi członkami Fairy Tail, jak i liczyliście, że zdarzy się to w tym rozdziale - ja też tak myślałam xD. Swoją drogą obstawicie jaka będzie reakcja pozostałych członków mafii na powrót bezrobotnej prawniczki do miasta? Możecie też obstawić wysokość długu, jaki dostała od ojca :'D.

Przyznam się, że po ostatniej przerwie nieco wyszłam z formy; bardzo ciężko mi pisać tak obszerne rozdziały, jak dawniej. Do tego wyrażanie emocji na kartce/klawiaturze stwarza mi ogromny problem, co dziwne nigdy wcześniej tak nie miałam. A przynajmniej nie aż tak... Mam nadzieję, że to tylko chwilowe. 

Ze względu, że podzieliłam rozdział na pół (i zrobię to pewnie nie raz, ale na razie skupmy się na obecnym stanie rzeczy :'D), w rekompensacie obiecuję wam nie jeden, a co najmniej dwa rozdziały w lutym!
Pierwszy pojawi się do walentynek, drugi zaś do końca nadchodzącego miesiąca. Chciałabym napisać obydwa do 14-tego, ale co z tego wyjdzie... Wiecie jak to jest, kiedy przysłowiowo oczy chcą, a dupa już nie może :P.
Ponadto, choć przez przedzielenie rozdziału powinno się to ukazać dopiero w 46-tym rozdziale, w zakładce MAPA już teraz możecie sobie obczaić prowizoryczny wygląd baru "Pod Wróżkowym Ogonem" (stan oczywiście po przebudowie i remoncie, z różnych punktów odniesienia). Nie wyszło mi to mistrzowsko, robiłam to na panelu od laptopa, bo myszki brak, przed samym wyjściem do pracy, ale to i tak ma służyć jako pomoc - główne danie dostaniecie w postaci opisów w nadchodzącym rozdziale pt. "Gniazdo".
Ach, no i zakładka z bohaterami pobocznymi została zaktualizowana (dodałam Jenny, bo Sting i Rogue znaleźli się tam już dużo wcześniej).

Ale się rozpisałam O.o. No nic, będę wdzięczna, jeśli dacie znać w komentarzu jak wypadł powyższy rozdział - jestem bardzo ciekawa waszego zdania, więc nie bądźcie egoistami, podzielcie się opinią, zamiast chować ją tylko dla siebie :D

Buźka, łobuzy ;*

38 komentarzy:

  1. "Nie ma czegoś takiego jak wolność, są tylko różne rodzaje niewoli."
    Uczennica Maga Trudi Canavan
    Czytając rozdział ten cytat przyszedł mi na myśl jako pierwszy.
    Świetny rozdział i rozbrajające spotkanie Stinga i Lucy xD
    Teraz tylko czekać na następny :)

    Pozdrowienia i dużo weny oraz czasu przesyła Nike I Cień

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, trafiłaś z tym cytatem w sedno ;)
      Dziękuję (Tobie i Cieniowi) za komentarz ! :*

      Usuń
  2. A tam pozostali członkowie mafii... Ja tu na Natsu czekam, on mnie najbardziej interesuje xD I ja już chcę, żeby się spotkali .-. Pisz szybciutko!
    Kto by się spodziewał, że policjant będzie tak zarywał do Luśki. Chociaż bardziej powaliło mnie to, jak przeczytałam, że dziewczę wykopało walizkę w radiowóz xD Znam ten ból, no, prawie znam, bo kiedyś, jak byłam mała,a i wózki były troszkę inne, stanęłam sobie na takim wózku i wyjechałam z Biedry xD Było ślisko i z górki, a akurat jechał radiowóz i mało w niego nie wjechałam xD Było tak blisko ;-;
    Cóż takiego zobaczyła nasza Luśka? Czyżby pod jej nieobecność Magnolia zmieniła się na pinkne miacho dzięki Fairy Tail? Ja już chcę wiedzieć! A te wnętrze baru zaraz sobie ogarnę.
    Pozdrawiam!

    ~Nexusy K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta anegdota z wózkiem z Biedry xD. Ale parę dobrych lat temu mojemu ukochanemu też z kumplami odwaliło (wcale nie był taki mały, "normalny" zdrowy nastolatek :D) i jechał z górki przez ulicę na takim sklepowym wózku. Ponoć było fajnie, dopóki prawie pod dostawczy samochód nie wpadł :| Opierdol, jaki wtedy ode mnie dostał, ukochany wspomina po dziś dzień :P
      A co zobaczyła Luśka, to przeczytasz niebawem ;)

      Usuń
  3. Ty, Ty i jeszcze raz TY!

    Kooooocham Cię! Boże ypotkanie Stingusia i Lucusia takie WTF! O.o
    I Laxus taki Maczo Blondas z seksi głosem. Wiadomo, że ma okres. Phi! Zaraz jak wsiedli do samochodu to wiedziałam, że jej powie coś takiego. JESZCZE! PAMIĘTAJ MISIACZKU, OKRES Z DUPY TYLKO PRZY ZMIANIE POGODY! Ten tego... Co ja miałam...[(sr znowu)?] Dobra wiem! Ciekawa jestem jak zmieniło się to wszystko. I oczywiście reakcja wszystkich na Lucy. I znowu takie - będzie wpierdziel młoda damo! I ma być NaLu! I kurna seks! Już wale prosto z mostu! Jak nie będzie seksu, albo kissików w najbliższych rozdziałach (czas do sierpnia, zrozumiano młoda damo?) to Cię znajdę i zjem!

    ~Kofukuś oglądająca bójkę kolegów. SERIO ;-;
    PS. Jestem taka przyjebana czy nie wiem, gdzie jest ta zakładka? 0;
    PS2. O tych seksach to serio piszę. Nunu!🙅

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poważnie, coraz więcej osób mówi mi "zjem cię". Co ja, chodząca tabliczka czekolady?! Ale luz, do sierpnia to się z palcem w tyłku wyrobię :D Nawet mam już zaplanowane co nieco ;>
      A jeśli chodzi o zakładkę, to jest w kolumnie po prawej stronie - jeśli jesteś na telefonie, to weź widok jak w komputerze.

      Usuń
    2. Bo jesteś jak czekolada, tylko, że nie czarna 8))) A może??? Mrrr 8))) Jestem na telefonie, ale nie pamiętam nazwy zakładki. A telefon się tak tnie... Pff kupisz mi nokie? No wiesz tę co ma klawiaturę i wyszukuje adres przez IP. Nowość już w 200000.

      Usuń
  4. Rozdział cudny
    I przerwałaś w takim momencie ehhh
    Chcę zobaczyć ich reakcje, a szczególnie Natsu i Levy
    Będzie się działo!!! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, przerywać w takich momentach to zbrodnia. Zbrodnia, którą bardzo lubię, jeśli sama ją popełniam (wybaczcie xD).
      Dzięki Shinoa za komentarz ;*

      Usuń
  5. No nie! Przysięgam, że aż serce zaczęło mi walić jak Lucy wsiadła do auta Laxusa. Nie mogłam się doczekać aż spotka wszystkich, a tu jeb, rozdział kończy się jak jest parę kroków od przyjaciół. Kiedyś cię za to zabiję Yasha, jesteś jak Polsat XDD Przerywasz w najlepszych momentach. No i baaardzo się cieszę, że możemy liczyć na 2 rozdziały w tym miesiącu :) Chcę więcej Stinga i Natsu, bo dodając do tego Lucy może być ciekawie...( ͡° ͜ʖ ͡°) Zwłaszcza, że Nalu to mój ulubiony pairing, a trójkącikiem z blondynem nie pogardzę XD
    Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie, wydało się, że współpracuję z Polsatem :o!
      Tak propo, właśnie jestem świeżo po filmie, który leciał na tym kanale, kiedy rozkręciła się w filmie fabuła, przewidziałam nadchodzące reklamy. Oni przebijają mnie o stokroć w tym zabiegu, bez kitu :|
      I 2 rozdziały w lutym to minimum, postaram się napisać więcej ;).
      Trójkącika obiecać nie mogę, ale zapewniam, że Sting pojawi się jeszcze nie raz ;)

      Usuń
  6. Powiem szczerze, że ponownie mnie zaskoczyłaś (Oczywiście mile!). Rozdział pierwsza klasa, a podczas czytania tego smakowitego pączka nie raz miałam ochotę wrócić na sam początek i odnowa zagłębiać się w tej notce. Powiem tak, albo ze mną jest coś nie tak, albo jednym z moich ulubionych momentów było wtedy kiedy porównywałaś wolność do gołębi, urzekło mnie to swoją prostotą i tą cholerną prawdą. Choć stawiamy się wyżej niż te brudne ptaszyska, to tak naprawdę nigdy nie będziemy wolni i w pełni nie będziemy mogli sterować swoim marnym żywotem. Wracając, spodobała mi się koncepcja Sting x Lucy i szczerze powiedziawszy w głębi duszy żałowałam, że w to nie brnęłaś :D mam jednak nadzieje, że jeszcze te urocze blondaski się spotkają >.> co do spotkania u notariusza.... nie byłam jakoś szczególnie zdziwiona słysząc o długach ojca Luśki :') Co do spotkania Heartfilli z resztą.... Nie wyczekuje tego aż tak ja samego spotkania jej i Natsu. Niestety, moje shiperrskie serduszko zawsze będzie biło dla tej dwójki, a dopuszczając do siebie myśl, że w dalekiej przyszłości mogą się ze sobą związać w tym fanfiction przyprawia mnie o zawroty głowy i nie opanowany atak szczęścia :D Twoja odwieczna czytelniczka, która życzy Ci jak największego powera na pisanie dalszych (i o wiele dłuuuuższych) rozdziałów ;D see ya~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcześniej tego nie planowałam, ale podczas pisania te gołębie same pojawiły mi się w głowie. Fajnie, że spodobała ci się ta metafora wolności :D.
      I te długi Judego, a co innego mógł zostawić córci w spadku, co nie? xD
      Nie dziwi mnie także twoje zainteresowanie spotkania Lucyny z Natsu - z tego, co widzę, to chyba każdy najbardziej tego wyczekuje :P. Ech, stawiacie mi poprzeczkę, powoli dostaję tremy xD.
      Bardzo dziękuję za miłe słowa, kochana, a ofiarowanego powera pozwolę sobie przywłaszczyć i porządnie wykorzystać... jakkolwiek to brzmi ;> :D
      Buźka ;) :*

      Usuń
  7. Rozdział jest świetny... dlaczego przerwano w takim momencie?
    Nie mogę doczekać się jak potraktują powrót Lucy a najbardziej jak zareaguje Natsu i co wydarzy się miedzy nimi.

    Pozdrawiam i życzę weny oraz czekam na next

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przerwano w takim momencie, bo autorka bloga jest wredna xD.
      Dzięki za wene i komentarz ;*

      Usuń
  8. Kayo: Jeeej! Kolejny rozdział! Normalnie rozpływam się ze szczęścia.
    Laxus: A jak weszłaś na bloga, to myślałem, że utopisz się we własnych łzach...
    Kayo: A nie mogę?? Wyrzucałam sobie, że codziennie nie sprawdzałam, czy jest kolejny wpis ><
    Laxus: Dobra, rozumiem... tak mniej więcej. Lepiej przejdź do komentowania.
    Kayo: *z wyrzutem* Yasha, jednak nie zmasakrowałaś Laxusa!
    Laxus: Cholerna sadystka ;___;
    Kayo: Ciesz się, że się w ogóle pojawiłeś! Ja wyczekuję ciągle naszych książąt (czyt. Natsu i Graya) i z tego powodu straszliwie mnie wnerwiła końcówka. ^^
    Ale akurat w tym opowiadaniu jesteś w miarę fajny, wiesz Laxus? Nawet się ucieszyłam, gdy się pojawiłeś.
    Laxus: Mówisz, jakby mój widok nie napawał cię radością...
    Kayo: *milczy i nerwowo spogląda w bok*
    Laxus: Jak możesz? Ja jestem najlepszą osobą w twoim nędznym życiu! Jak dar od Boga! A ty tego, dziewczyno, nie doceniasz?!
    Kayo: To temat na później... Sayōnara, Yasha!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, ach ten Laxus :D. Ale mam nadzieję, że nie tylko Laxus spodobał ci się z tego rozdziału, Kayo ;) Sayōnara i do następnego rozdziału, ziom :D !

      Usuń
  9. Kayo: Oczywiście, że nie! Świetny był moment, kiedy Lucy doznała olśnienia i gdy zobaczyła, co zostawił jej ojciec w spadku, jak opisałaś kolejkę do Sweet Dounat oraz —
    Laxus: Tak, wszystko było świetne, zrozumieliśmy! A teraz cicho mi tu, bo jutro wyjeżdżasz! I jak nie wstaniesz, to nie kto inny tylko ja będzie za to odpowiedzialny!
    Kayo: Nawet nie pozwalasz dokończyć ><

    OdpowiedzUsuń
  10. Powiem tak . . .czuć że rozdział jest podzielony na dwa ale sam w sobie był bardzo dobry. Sting to po prostu mistrzostwo, serio a ja jestem wybredna. Weny na kolejne rodzialy

    Rila

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miło usłyszeć takie słowa od kogoś "wybrednego" ^^. I dziękuję (za wenę i komentarz :*)

      Usuń
  11. Okej, nie wiem co napisać, jest siódma rano, chce mi się spać, przede mną jeszcze trzy blogi do skomentowania... Zajebiście... *sarkazm* Okej, okej, nie będę się tutaj wyżywać... Luśka wreszcie wróciła do Magnolia City, ciekawe, na ile? Coś mi się widzi, że przez pewną landrynkę zostanie w mieście na bardzo DŁUUUUGO... Zajebioza... Zajebioza. Zajebioza! Mówię rzecz jasna, o wpadce Lucy z walizką xd Ty to jej chyba nigdy nie odpuścisz, nie? :D Na szczęście, wszechwiedzący i wszechmocny Laxus ją uratował :D Właśnie, czemu żeś przerwała w tak ciekawym momencie? Gdzie ja mam Kurikarę? *rozgląda się* Niah~ Pal licho z nią, sama pójdę do ciebie i dam ci łomot, oki? :3 Obczaiłam twoją pracę... Wyszło ci zajebiście :D
    Okej, życzę sporo weny i pozdrawiam, Ginny Kurogane :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nigdy jej nie odpuszczę, Giniuś :D Dręczenie Luśki to moje hobby xD (żarcik). I czemu przerwałam w takim momencie? Bo znów mam dni, kiedy brakuje mi chwili dla siebie, a chcąc pociągnąć ten rozdział dalej, musielibyście poczekać jeszcze dłuuugo... Więc chowaj Kurikarę, bo to z myślą o was zrobiłam :P A tą moją pracę, to co masz na myśli, bo mam chyba chwilową ciemnotę mózgu, bądź sklerozę i nie mogę skumać :D
      Weny nigdy za wiele, więc ją przyjmuję z szeroko otwartymi ramionami i dziękuję za komentarz :*

      Usuń
    2. Biedna Luśka XDD Współczuję jej... No ten wygląd baru pod Wróżkowym Ogonem w zakładce mapa, nie? XD Czy to mi się coś poplątało? ^.^''' Nie ma za co dziękować :*

      Usuń
  12. Nareszcie wszystko nadrobiłam :D To może skupię się na samym rozdziale zamiast opisywać jak bardzo podoba mi się całość? xD
    Najbardziej podobało mi się spotkanie Stinga i Lucy- nie jestem fanką tego paringu w anime/mandze, ale tutaj strasznie mi się podoba ^^ Szczególnie te teksty Stinga są boskie :3 Jestem ciekawa jak Lucy zarobi sobie na spłatę tego długu, mam nadzieję, że nie pójdzie w ślady Lisanny. Chociaż jak widziała z nią Natsu to może sobie pomyśleć, że on lubi prostytutki... Niee, mam nadzieję, że Lucy nie upadnie tak nisko xD Czekam na kontytuację i życzę duuużo weny :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo ty :D Szybko ci poszło to nadrabianie, nie spodziewałam się tego :o. I nie pytaj proszę, skąd pomysł na te teksy Stinga x'D... A jak Lucy chce załatwić spłatę długu, dowiesz się niebawem :)
      Dziękuję za komentarz i wenę :* (może ogarnę się w weekend i nadrobię wreszcie twoje rozdziały - taki przynajmniej mam plan :P)

      Usuń
  13. Yo!! <3 dopiero teraz wstawiam komentarz, gomen :/ Suuper rozdział!! Ten wątek z pączkami z okazji tłustego czwartku? ;) Strasznie mi się spodobało spotkanie walizki z radiowozem i Stinga z Lucy!! Ja bym się dała takiemu aresztować <3 Wogóle biedna Lucynka cały rozdział bladła, drżała i chwiała się na boki jak jakiś pijany zombie pingwin z teczką pełną kłopotów.. Mówiąc krócej jestem zachwycona nowym rozdziałem i dziękuję Ci Mistrzyni, że ukoiłaś moje niecierpliwe nerwy tak szybko! <3 Weny, weny i ruszania pośladów, kiedy tylko chcesz! :D <3 Twoja oddana wyznawczyni ~Tygrysica

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyznawczyni?! Wiedziałam, że mam czytelników, ale... Nie no, Tygrysico, wiesz jak poprawić mi humor xD I nie gomenuj, bardzo się cieszę, że napisałaś (nie ważne czy od razu, czy po jakimś czasie, przecież rozumiem jak to z wolnym czasem bywa - sama mam z tym w końcu problemy :') ). A mi bardzo spodobało się twoje faworyzowanie spotkania walizki z radiowozem nad Stinga i Lucy xD. A sama Luśka to problemów ma tyle, że do teczki by wszystkich nie zmieściła. Ale czy to znaczy, że już jej nie dołożę? Mam nadzieję, że nikt nie miał takich nadziei, bo bardzo by się przeliczył :D.
      Cieszę się, że rozdział ci się spodobał i bardzo dziękuję za komenta :*

      Usuń
    2. Ach, no i faktycznie teraz tak wyszło, że o tych pączkach to jakby na tłusty czwartek :D. Ale nie, pączki były przez sławny stereotyp policjanta z pączkiem :P

      Usuń
  14. Wiem że Twoje opowiadanie nie skupia się na paringach, ale w bpwo będzie bardziej NaLi czy NaLu ? Szczerze mam nadzieję że to drugie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Yo Mistrzyni! <3 strrasznie się nie mogę doczekać Tw następnego posta, strrasznie.. dlatego przepraszam, że tak pytam (wiem, że tego nie lubisz), ale .. Będzie kolejny rozdział w najbliższym czasie? :) ~wyczerpana z tęsknoty Tygrysica <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że nie lubię tego? Po prostu mi głupio, że - chcąc czy nie chcąc - karzę wam czekać. Poza tym, kto pyta nie błądzi :D A kiedy będzie rozdział? Zacytuję mój ostatni post na fp:

      Choć mam dopiero kilka zdań...
      Choć w głowie mej zamęt,
      a życie ferment sieje...
      Choć odetchnąć pełną piersią nie mam kiedy...
      Przyrzekam - rozdział w lutym będzie.
      ‪#‎wiejeproza‬ ‪#‎cotokurwa‬ ‪#‎kochamwas‬

      Dokładniejszej daty sama nie znam :'D

      Usuń
  16. Piękne. Dziękuję :') Będę cierpliwie czekać <3 Pozdrawiam weniaśnie ~Tygrysica

    Ps. Hahahaha #wiejeproza #cotokurwa hahaha kocham Cię! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha te tagi :D I to ja dziękuję - za twoją cierpliwość i wsparcie dobrym słowem :3 :*

      Usuń
  17. Yasha, jak życie? Bo Tygrysica zaostrzyła pazurki na świeży rozdział, jeszcze w lutym, ale teraz tonie we łzach tęsknoty.. wchodzę nawet po kilka razy dziennie na BPWO i sprawdzam, czy dodałaś co nowego.. to jest mój pierwszy "list miłosny", dlatego nie razi piękną formą, ale.. Yasha, Mistrzyni! Proszę spinaj poślady i pisz! <3 ~Tygrysica

    Ps. Wg norm prawnych, prawa bodajże społecznego Lucynka może się całkowicie zrzec spadku i chyba powinna o tym wiedzieć, bo jest prawnikiem... ew. jej papa mógł robić jakieś zakupy na jej rachunek, czy ten tego.. no coś w deseń, ale to już jest niezgodne z prawem, karalne i wtdy nie byłoby w testamencie, tylko Lusia na swoim koncie by zobaczyła, że pustki i debet i wgl... Gomen, że tak nagle o tym piszę, ale rzuciło mi się w oczy jak po raz 5 (!!!) czytałam ten rozdział...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już to napisałam w następnym rozdziale, więc mogę tu wyjaśnić: długu oczywiście zawsze można się zrzec, jednak dług, jaki przeszedł na Lucy po ojcu nie był wpisany w testament. Ogólnie w Polskim prawie do niedawna można było zrzec się długów, które przechodziły po śmierci dłużnika na najbliższych z rodziny, jednak był na to określony czas, bodajże pół roku. Teraz, z nowym rządem, jest to nieco zmienione, bo zarówno długi, jak i wszelkie dobra materialne przepadają, jeżeli zmarły nie zapisał ich w testamencie. Czy jakoś tak :P. No i oczywiście takie prawo panuje w Polsce - we Fiore, fikcyjnym kraju, może panować inne xD (choć zbyt dużo w tym temacie nie zmieniałam). I niezmiernie cieszy mnie fakt, że zwróciłaś uwagę na taki "szkopuł" ;)

      Usuń
  18. Fajny tekst bardzo miło się czytało :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :) Dziękuję za komentarz i również pozdrawiam.

      Usuń

Wasze komentarze cieszą mnie jak mało kogo, jednak nie zaklepujcie miejsc. To nie ważne, kto jest pierwszy, kto ostatni. Takie wpisy zostaną usunięte.
Wszelkie pytania kierujcie do spamownika.
A jak przeczytałeś rozdział, to pozostaw po sobie ślad.
Jesteś anonimem? Podpisz się jakoś.

Całusy dla was śle z góry wdzięczna Yasha ^.^